Dodaj do ulubionych

Zeby kózka, czyli perypetii z nóżką ciąg dalszy

10.07.06, 20:12
Chyba was dziewczyny "przebiłam". Okazało się, że od dwóch tygodni wlokę ze
sobą ZŁAMANĄ nóżkę... A raczej złamaną kość stópki tejże nóżki...
Do tego stopnia złamaną, że zaczęła sie goić samorzutnie.
Przez najbliższe 4 tygodnie mam kuleć o kulach i używać elastycznego bandaża.
Poza tym do pracy mogę dojeżdżać samochodem, byle nie przesadzać z dłuższymi
trasami.
Tak że, raczej bez gipsu się obejdzie.
A jak tam wasze torebki z urwanymi klamerkami, i płonące stawy z tatarakiem?
Obserwuj wątek
    • minerwamcg Re: Zeby kózka, czyli perypetii z nóżką ciąg dals 10.07.06, 23:07
      Chcesz powiedzieć, że to od tego złamania miałaś problemy z krążeniem? Ja nie
      doktor, ale na chłopski rozum jest to możliwe.
      • the_dzidka Re: Zeby kózka, czyli perypetii z nóżką ciąg dals 10.07.06, 23:27
        Nie, to Pani Dochtórka uznała, że skoro spuchlizna, to musi być problem z
        krążeniem uncertain
        Żeby mnie wysłać na RTG, już jej do głowy nie przyszło.
        • lylika Re: Zeby kózka, czyli perypetii z nóżką ciąg dals 11.07.06, 00:24
          "Mądrzalskiej wnuczka" ta "dochtórka". Mój staw na tyle dobrze, że włóczyłam się dziś po Warszawie /tak ze 197 km/ na piechotę wymachując obiema rączkami. Jutro opiszę te wyczyny. Pozdrawiam i zalecam zimny okład na głowę...dochtórki.
        • groha Re: Zeby kózka, czyli perypetii z nóżką ciąg dals 11.07.06, 00:31
          I jak tu ich, tych naszych, pożal się boże, lekarzy lubić i szanować? No, jak??
          Po kontakcie z takim wybitnym fachowcem, to chyba nie pozostaje już nic innego,
          jak tylko się cieszyć, że w ogóle udało się ujść z życiem. Cholera jasna.
          • the_dzidka Re: Zeby kózka, czyli perypetii z nóżką ciąg dals 11.07.06, 07:56
            Na szczęście mój Pan Profesor od nogologii przywraca mi wiarę w dobrych lekarzy.
            jakbyście kiedyś nie daj Boże potrzebowali super doskonałego ortopedy, to on
            przyjmuje w Poznaniu i chyba w Warszawie. Dość drogi, ale za to rewelacyjny.
    • g0p0s Re: Zeby kózka, czyli perypetii z nóżką ciąg dals 11.07.06, 10:59
      No nie...
      Chociaż z drugiej strony, czyba wszystko jest możliwe. U mojej wtedy już
      wiekowej babci, wyrostek zdiagnozowano po kilku dniach. Miał być nowotwór
      nieoperacyjny.
      • groha Re: Zeby kózka, czyli perypetii z nóżką ciąg dals 11.07.06, 11:35
        Takie historie najpierw mnie osłabiają, a zaraz potem mam ochotę na czyny
        radykalne. Kałachem, to może nie, ale jakbym takiego złapała za klapy,
        przeczesała pazurkami tę główkę, którą ma tylko po to, żeby mu się woda do
        środka nie lała... (cytat z KMN, pasuje, jak ulał do takich kreaturek). Uch,
        troszeczkę się zdenerwowałam.
        • lylika Re: Zeby kózka, czyli perypetii z nóżką ciąg dals 11.07.06, 14:42
          Groha, nie denerwuj się już, to szkodzi na urodę. Może spróbuj raczej u tego profesora Dzidki. Jeśli to dla Ciebie za daleko, to szukaj jakiegoś innego. Tylko nie może być trzeźwy - w myśl porzekadła: "Nikt Ci tyle szczęścia nie da co pijany ortopeda"
          • dorka_31 Re: do lyliki 11.07.06, 15:35
            lylika napisała:

            > "Nikt Ci tyle szczęścia nie da co pijany ortopeda"
            >

            Ha, ha! A znasz coś o dentystach??
            Właśnie jednego za 20 minut zwizytuję...
            ...(już się zaczynam denerrrwowwwać)...
            • the_dzidka Re: do lyliki 11.07.06, 15:45
              Ja znam.
              Oj, żeby nie te zęby, to by była dupa z gęby.
            • lylika Re: do lyliki 11.07.06, 21:17
              Nie chciałam Cię denerwować przed wizytą. Była taka piosenka: "Dentysta sadysta" ale ja nie wierzę piosence. Chociaż w jednej, biesiadnej było: "...przepijemy naszej babci złote zęby..." - robiłaś coś ze złota?
              • dorka_31 Re: do lyliki 12.07.06, 08:25
                lylika napisała:

                > Nie chciałam Cię denerwować przed wizytą. Była taka piosenka: "Dentysta
                sadysta"

                Piosenkę pamiętam, ale mój dentysta jest bardzo sympatyczny. Zresztą, jego żona
                (też dentystka) również. Zdarzyło Ci się kiedyś śmiać na fotelu dentystycznym?
                Mnie kiedyś owszem. Paszczęka otwarta, a człowiekowi śmiać się chce. No nie
                dało się powstrzymać. Tak więc, w pewnym momencie rozległo się głosne "ha, ha,
                ha" w gabinecie i ubaw już mieli wszyscy smile)
                • asia.sthm dentysta sadysta 12.07.06, 09:42
                  kiedys siedzialam u dentystki (cudowna kobieta) z rozwarta paszcza. Mialam juz
                  rozbabrane trzy zeby (wymiana plomb na piekniejsze) plus wymiana malego
                  trojkacika w jedynce na bielszy (po wybielaniu zebow nalezalo go wymienic).
                  Raptem wysiadl prad, wszystkie te maszyny do tortur zdechly, zrobilo sie cicho
                  jak w kosciele. Przez pierwsze 20 minut opowiadalysmy sobie dowcipy, potem nam
                  sie znudzilo. Pradu mialo jednak nie byc juz do konca dnia, bo cos powaznego
                  pieprznelo w sasiedztwie.
                  dentystka: - jakie masz plany na dzisiejsze popoludnie ?
                  ja: - juz teraz zadnych.
                  zalepila mi wszystko jakims chropowatym cementem, nie majac jak wypolerowac
                  wypuscila mnie z zaklajstrowana geba , seplenilam jak cholera nie chcac sobie
                  pocharatac jezyka tymi prowizorycznymi kamieniami. Przez brakujacy trojkacik w
                  jedynce dawalo sie pluc na odleglosc. I tak wyszlam na swiat...ale musialam
                  zrobic zakupy. Zakupy mozna zrobic z zamknieta geba, jednak pamietam , ze wtedy
                  spotkalam wiele straszliwie gadatliwych osob. No koniecznie oprocz
                  krotkiego "czesc" musieli sie wypytac o rozne rzeczy. Co ja sie wtedy
                  nagimnastykowalam zeby sensownie odpowiadac: yyhyy, uuhh, yy!
                  W domu moje dzieci i maz pochorowali sie ze smiechu, a ja sie smiertelnie
                  obrazilam i poszlam spac. Nastepnego dnia o 8,30 mialam wizyte u dentysty i
                  potrzebowalam sie wyspac.
                  Dziekuje za uwage, ale do dzisiaj mam nerwowe tiki jak sobie to popoludnie
                  przypomne.
                • lylika Re: do lyliki 12.07.06, 09:48
                  dorka_31 napisała
                  > Piosenkę pamiętam, ale mój dentysta jest bardzo sympatyczny.

                  Nie wierzę. Żaden dentysta nie może być sympatyczny. ŻADEN.
                  • dorka_31 Re: do lyliki 12.07.06, 11:21
                    lylika napisała:

                    > Nie wierzę. Żaden dentysta nie może być sympatyczny. ŻADEN.
                    >

                    Oooo, no to musisz przyjść do mojego! Już sporo osób spośród znajomych do niego
                    chodzismile) Oboje są bardzo mili, z humorem, zawsze uśmiechnięci. Naprawdę! Żeby
                    tak wszyscy lekarze tacy byli...
                  • maalza Re: do lyliki 13.07.06, 09:51
                    O, tu sie nie moge zgodzic. Ja natrafiłam na dentystkę anioła, jest jak dobry
                    psychologsmile Lezę sobie spokojnie na fotelu, pani dentystka działa i o wszystkim
                    mnie na bieżąco informuje, co gdzie i po co, nic mnie nie bolismile Mówię Wam,
                    złota kobieta.
                    Dzisiaj do niej ide po pracy i polecę chyba jak na skrzydłach, bo dawno u niej
                    nie byłam smile)))
                    • dorka_31 Re: do lyliki 13.07.06, 09:56
                      No proszę, kolejny pozytywny przykład! A już myslałam, że tylko tutaj są
                      sympatyczni dentyści smile) Mój pan doktor też mnie o wszystkim na bieżąco
                      informuje i przyznam, że to pomaga. Do tego ten swoisty humor. Niemal zawsze
                      trafię tam na jakąś zabawną sytuację smile)
                      • edeka5 Re: do lyliki 13.07.06, 10:24
                        Też chwalę swoją panią dentystkę - miła i informuje co mi robi.
                        Nie powiem, żebym z przyjemnością szła do niej, ale ...
                        • dorka_31 Re: opowiastka z gabinetu 13.07.06, 10:55
                          No proszę - coraz więcej miłych dentystów! smile)

                          Opowiem Wam sytuacyjkę, na którą ostatnio trafiłam.
                          Tam jest taki "podwójny" gabinet i żona mojego pana doktora przyjmuje za
                          ścianką obok. Akurat skończyła pracę z pacjentem, a gdy tylko on wyszedł,
                          wpadła mocno ożywiona pomrukując:
                          - Zzzabiję, no zabiję!...
                          - Kogo? - spytał mój pan doktor, tonem rozwlekle niedbałym, jakby od niechcenia
                          (dłubiąc mi w zębie) - Siebie?
                          - Eee, tam. Nie siebie!...
                          - A kogo? - wciąż tym samym tonem - Pacjenta??
                          - Ojii, nie pacjenta...
                          - No to kogo??
                          - Techniczkę!
                          - A cóż ona ci zawiniła?
                          - No bo to wyobraź sobie, mierzę pacjentowi protezkę, dół ładnie wszedł, a góry
                          nijak nie mogę dopasować. I tak próbuję, i tak - nie wchodzi. No i okazało się,
                          że ona mi górę zrobiła nie z tego odlewu. Niby podobny był, ale nie ten. Jak ja
                          jej powiem! Musiałam coś nałgać pacjentowi o drobnych poprawkach i wzięłam
                          drugi odlew. Niech mi teraz robi to biegiem! Zaraz do niej zadzwonię.
                          Wybiegła na zaplecze. Przez chwilę słychać było jakieś ogdłosy ściszonej
                          rozmowy, po czym wróciła.
                          - No i co ci powiedziała?
                          - Przeprosiła mnie za rozkojarzenie, obiecała dorobić w tempie ekspresowym, po
                          czym szybko dodała: "Tylko ty przypadkiem nie wyrzucaj tej części, która ci nie
                          pasuje! Może ktoś inny będzie miał u siebie takie braki".
                          Oczywiscie, słysząc rozmowę, automatycznie widziałam ją oczami wyobraźni i
                          musiałam się mocno powstrzymywać, żeby znów nie rozległo się w gabinecie
                          moje "ha, ha" wink))
                          • maalza Re: opowiastka z gabinetu 13.07.06, 12:45
                            Dobre!!

                            Tego najbardziej nie lubie, jak moja dentystka zaczyna trajkotać (to fakt,
                            buzia jej sie nie zamyka, ale przynajmniej mówi z sensem i ciekawie) i powie
                            coś śmiesznego, a ja nie mogę jej odpowiedziec ani się pośmiać razem, bo siedzę
                            z otwarta paszczą ;-(
                          • lylika Re: opowiastka z gabinetu 13.07.06, 15:57
                            Skoro o protezce, to Wam opwiem co dawno temu słyszałm. Podobno to fakt!
                            Starsze małżeństwo przebywało za granicą gdzieś nad morzem. Małżonek, amator pluskania pływał sobie chętnie i często. Ale pewnego dnia zaczął wyczyniać jakieś dziwne ruchy. Nie pływał tylko chodził dość mocno zanurzony w wodzie i co chwilę nurkował. Zrobiło się chłodno, małżonek dalej promenował i nurkował na zmianę. Żona postanowiła go ściągnąć na suchy ląd i też weszła do wody. Co ty tak długo tu robisz, już chłodno, wychodź bo zsiniałeś z zimna. Nie mogę. Szukam protezki. Pływałem i mi wypadła. Przecież nie znajdziesz jej w morzu! Muszę, jak ja tu jeszcze tydzień będę paradował taki szczerbaty? Zrobisz drugą. Za co???
                            Żona zrezygnowała z perswazji, poszła na ląd ale po następnej godzinie postanowiła definitywnie go wyciągnąć z wody ale podstępem. Podeszła w wodzie do męża, uprzednio wyjmując swoją protezkę, pochyliła się, udała, że znalazła i woła: choć znalazłam!. Mąż szybciutko podpłynął, wyrwał jej z ręki protezkę włożył do ust, wyjął, powiedział: to nie moja i ze złością wyrzucił do morza!
                            • g0p0s Re: opowiastka z gabinetu 13.07.06, 15:59
                              smile))))))))))))))
                              • the_dzidka Nawiasem mówiąc 15.07.06, 22:16
                                Dojrzałam do kuracji u zębologa (a uwierzcie mi, będzie miał ze mną co robić :-
                                /) i Wasze pozytywne opowieści bardzo podnoszą mnie na duchu smile
                                • lylika Re: Nawiasem mówiąc 15.07.06, 22:54
                                  the_dzidka napisała:

                                  > Dojrzałam do kuracji u zębologa (a uwierzcie mi, będzie miał ze mną co robić :-
                                  > /) i Wasze pozytywne opowieści bardzo podnoszą mnie na duchu smile
                                  Dbaj, dbaj o uzębienie żebyś nie miała przygody nad morzem.
                                  >
    • groha Re: Zeby kózka, czyli perypetii z nóżką ciąg dals 11.07.06, 15:53
      Jak ja Was lubię! smile)))
      • marrtawu Re: Zeby kózka, czyli perypetii z nóżką ciąg dals 14.07.06, 01:12
        To ja powiem tak. Pani dochtórka gupia koza, ale weźcie pod uwagę, że ona może
        dać np. 50 skierowań na rtg rocznie. No chyba, że to była prywatna głupia kozasmile
        Ale zawsze jest, z naszą państwową służbą, że z racji wyżej opisanych
        ograniczeń, skierowania trzeba im wyszarpywać pazurami. Kiedyś usłyszałam, że
        od ortopedy nie mam po co iść, bo jestem za młoda.
        Zazwyczaj wytaczam najcięższe działo, tj. wspominam o tym, co studiuję i wtedy
        dają bez szemrania. Osobiście tego nie rozumiem!!!! Ale działa.

        A w ogóle, to od stóp powinien bć pediatra. Per PEDES przeciesz znaczy na
        stopach właśniesmile

        Dzidko, jak Ty tego dokonałaś? Mój tata złamał sobie mały palec u nogi
        odkurzając. Ale że najmądrzejszy jest, to tak kulał, kulał, samo się wygoiło i
        teraz nam wpiera, że to nie było złamanie. Haha.
        • the_dzidka Re: Zeby kózka, czyli perypetii z nóżką ciąg dals 15.07.06, 22:13
          > Dzidko, jak Ty tego dokonałaś?

          Dobre pytanie.
          Ja nawet wiem, kiedy to się stało - byłam ze znajomymi w pubie, w pewnym
          momencie wstałam, żeby iść do klo, i poczułam, że boli mnie noga. (Ból minął po
          dwóch dniach.) Natomiast z całą pewnością nie stąpnęłam źle, nikt na mnie nie
          nadepnął, nie zwaliłam sobie na stopę kufla - Profesor powiedział, że to po
          prostu czasem sie może zdarzyć. Nawet na gładkiej podłodze we własnym domu.
    • ida14 Z rączka dla odmiany 19.07.06, 00:49
      Po zakończeniu roku zorganizowaliśmy sobie ognisko takie porzeganalne. no i mój
      kochany kolega wybral sobie ten moment na małą krakse rowerową tzn. spadł z
      pojazdu i okazało sie ze ma złamanie reki z wybiegnięciem i operacja go czeka.
      na szczęscie wszystko sie dobrze skończyło, ale oczywiście zawieźliśmy d na
      pogotowie 12 km. gdzie okazało sie ze oni mogą usztywnić i dac przeciwbólowy
      zastrzyk i trzeba jechac 40 km. na przeswietleni. po przeswietleniu przewieźli
      go do kielc kolejne 40km......

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka