lylika
15.07.06, 15:26
Mężydło kupił mi nowy telefon komórkowy. Wykosztował się chłopina, wydał całą złotówkę. Ja musiałam dopłacić dwadzieścia za kartę. Nic to, jest nowy. Ten stary był jeszcze całkiem dobry, nie psuł się, miał z boku fajne kółeczko do wybierania opcji, przez co przypominał mi odbiornik radiowy z zamierzchłej przeszłości miał też "kukułeczkę", która wydzwaniała godziny. Nie był jednak bez wad. Po pierwsze był bez "klapki", toteż wrzucony do torebki pomiędzy inne klamoty sam wybierał sobie jakiś numer i dzwonił do kogoś, chociaż ja wcale nie zamierzałam. Po drugie, mały ekranik z jeszcze mniejszymi literkami i cyferkami a to już jest spory ambaras. Z każdym rokiem bowiem, utwierdzam się bardziej w przekonaniu, że robią: coraz krótsze dni, coraz wyższe góry, coraz mniejsze litery i coraz ciemniejsze światło. Kiedyś do cztania wystarczała mi latarnia za oknem a do oświetlenia pokoju jedna lampka z żarówką 40-to watową.
Teraz 200W za mało. Toteż meżydło, zniecierpliwione moim przynudzaniem w sprawie małych liter i samodzielnie wybierającego numery telefonu w mojej torebce, nadszarpnął budżet i kupił. Model typu puderniczka, ekran na całą klapkę, cyfry i litery tak duże, że w okularach do dali muszę odsuwać telefon na odległość tylko jednej ręki. No, cudo. Teraz trzeba cudo zaprogramować, wprowadzić potrzebne telefony, dodać do nich odpowiednie dzwonki, dobrać dzwonki do przychodzących SMS-ów no i wogóle nauczyć się obsługiwać, bo przecież każdy model jest nowszy i wymaga całkiem nowej obsługi. Biorę instrukcję obsługi. To już nie jest żadna gruba księga przerażajaca swoją opasłością tylko malutki, dość cienki kajecik. Zaglądam i ręce mi opadły.
Literki w instrukcji widoczne tylko przez szkło powiększjące. Rysuneczki z ikonkami bladziutkie i kompletnie nieczytelne. Biedzę się z tym dobrą godzinę i jestem dopiero na 4-tej stronie. W ksiazkę telefoniczną wpisałam jeden telefon. Nie umiem wprowadzić do grupy, nie umiem dobrać dzwonka, nie umiem wysłać SMS-a, nie umiem, nie umiem, nie umiem...Nie mogę się przyznać do porażki i prosic o pomoc bo mężydło całkiem do mnie straci cierpliwość, wszak się już nadszarpnął finansowo. Muszę to przegryżć sama. Mam nawet sposób. W poniedziałek pójdę zrobić ksero instrukcji. Z PIĘCIOKROTNYM POWIEKSZENIEM.