aa9612bydleludzkie
17.05.10, 08:46
„Szanowny panie redaktorze,
Od kilku dni zgłaszają się na mój oddział pacjenci, którzy skarżą
się, że nie mogą znieść narastającego napięcia. Myślę, że
wyprowadziła ich z równowagi najpierw żałoba narodowa, a teraz jej
skutki. Próby zwykłej rozmowy spełzają na niczym. By nie być
gołosłownym, załączam jeden zapis:
»Panie doktorze, jeszcze niedawno dni mijały mi w spokoju i
zadowoleniu. Z nadzieją spoglądałem w przyszłość, wiedząc, że nie
grozi powrót zamordystycznych pisowskich rządów. Że nikt nie będzie
mnie obrażał, porównując do ZOMO albo szatanów. Że Polska wydostanie
się z rąk rydzyków i im podobnych. Że nikt nie zapuka do mnie do
mieszkania o szóstej rano i nie wyprowadzi skutego w kajdankach.
Teraz, panie doktorze, po katastrofie smoleńskiej, mój świat się
zawalił. Z przerażeniem widzę, co stało się z moimi znajomymi, z
którymi jeszcze niedawno kpiliśmy sobie z kaczorów. Nie chcą się
śmiać. Zaśpiewałem tydzień temu na urodzinach piosenkę Wojewódzkiego
o Wawelu i Kaczorze, co tam szedł po trupach. I co? Cisza! Jakieś
zażenowanie nawet. A ja, panie doktorze, boję się wyjść na ulicę.
Wszędzie twarze pełne nienawiści. Usta zaciśnięte, oczy a la
Pospieszalski, głosy domagające się zemsty i szepty oskarżające mnie
o krew na rękach. Płynie strumieniem szerokim agresja, stłumiona,
ukryta, jawna i dygocąca.
Nie śpię po nocach. Ledwo zamknę oczy i mam wrażenie, że ktoś wali
mnie trumną niczym obuchem w łeb. Nie mogę znieść czarnego koloru,
nie wytrzymuję kirów, kokardek, wstążek, plakietek, zdjęć, woalek,
rajstop. Pocę się niemiłosiernie, wstaję, włączam i wyłączam
telewizję. Rośnie rozpacz. Nie mogę uwierzyć, że to dzieje się
naprawdę. Że owi przebiegli, cyniczni, podli agresorzy z PiS milczą.
Że się uśmiechają jakby nigdy nic. Że udają niewiniątka. Że schowali
się za maską, szkaradną maską gry i pozoru, i w ten sposób nabierają
ludzi. Dlaczego Jarosław Kaczyński nic nie mówi? Panie doktorze,
dlaczego nie oskarża? Dlaczego nie wyzywa i nie obsobacza? Niech
pokaże, jaki jest, niech pokaże. Są wprawdzie ludzie odważni. Powiem
panu, panie doktorze, że gdyby nie profesor Bartoszewski, to nie
wiem już, co bym zrobił.
Jesteśmy ofiarami zbiorowej nekrofilii. Jak ludzie mogą nie widzieć,
że Kaczyński to Mao Tse-tung i Lenin, i Stalin. Panie doktorze, ktoś
musi przekonać ludzi. Ktoś musi sprawić, żeby łuski spadły im z
oczu. Przecież tak dalej nie może być. Aaaaaa«.
Ostatnie słowa pacjent wykrzykiwał, wreszcie rzucił się konwulsyjnie
na ziemię. Udzieliłem mu pomocy. Leży, zasnął. Ale przed drzwiami
gabinetu cały tłum.Z góry dziękuję za uwagę i proszę o nagłośnienie
w pańskiej poczytnej gazecie tego problemu. Prof. dr hab.
psychiatrii N. N.”.