Gość: Lechu
IP: *.intern.rnt.de / *.dip.t-dialin.net
06.03.04, 16:51
... to następna próba kontynuacji takiego kina, jakie stworzył Kieślowski.
Kina, które stawia widzowi Najważniejsze Pytania. I drąży zaklęty temat relacji między przypadkiem a przeznaczeniem.
Grube ziarno, mocne kontrasty, kamera "z ręki", ludzie mało powabni. Zadnych póz heroicznych. Wiele tam z manifestu Triersa.
Gra tam trójka świetnych aktorów, którzy jednak nie mogą w pełni rozwinąć skrzydeł, bo są limitowani nerwowym, ostrym montażem i silnie zdeterminowani scenariuszem.
Scenariuszowi daleko do wyrafinowanych, matematycznych struktur Kieślowskiego. Pamiętam te oczucie olśnienia, doskonałości. Inárritu nie dorównuje mu jeszcze, ale nie jest też jeszcze stary.
Ktoś powinien w końcu wypełnić tę pustkę.
Ciężki film, ale warto zobaczyć.