Dodaj do ulubionych

"Piękny umysł"

10.03.02, 18:54
Właśnie wróciłam z "Pięknego umysłu".Jestem pod wrażeniem.Polecam wszystkim!
Jeżeli oglądaliście,napiszcie,co o nim sądzicie.Aha,jak sądzicie,czy ten
Charles (ten kolega z pokoju,luzak),był od początku do końca wymysłem Johna?
(sorx,ale trudno było sie połapać,może ktoś połapał się lepiej niż ja)
Obserwuj wątek
    • Gość: Conka Re: IP: *.chello.pl 10.03.02, 19:48
      Witam !
      Sama też jestem pod wielkim wrażeniem tego filmu- wspaniałego studium walki ,
      uporu , a w końcu współistnienia z chorobą.Przy tym ( moim zdaniem) uniknięto
      lukru i łzawych , patetycznych stwierdzeń.
      WSpaniały , poruszajacy film!
      Widziałam '" duzych , dorosłych " mężczyzn ocierajacych łzy.
      Pozdrawiam
      Conka
      PS. Charles istniał oczywiście tylko w umyśle Johna .
    • Gość: A27 Re: IP: *.proxy.aol.com 11.03.02, 16:49
      Mimo, ze mam problem z tym filmem odpowiem na pytanie o Charlsie. Tak, od
      pocztaku do konca byl wymyslem umyslu Nasha, bo facet nie mial wspollokatora w
      szkole.
    • Gość: krzycho Re: IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 11.03.02, 19:45
      Piekny umysl-piekny film. A pan Russel Crowe zapewnia mi zwilgotnienie oczu co
      najmniej raz w roku (vide Gladiator). Chociaz moglo byc krotsze pokazanie jego
      wymyslow(mozgu) a wiecej czasu poswiecic na walke z choroba. Ale tak to bez
      zastrzezen. Super
    • qbajaki Re: "piękny..." 11.03.02, 21:08
      Zgadzam się,że film jest bardzo dobry. Crowe-murowany kandydat do Oscara
      (aczolwiek wujek ze Stanów mówi,że może nie dostać,bo John Nash nie lubił
      Żdów,czego film nie pokazał), bez niego nie byłoby chyba czego oglądać.
      Szkoda tylko ,że zrobiony w Hollywood, bo zrobili trochę zbyt wzniosłą końcówkę.
      Nie tylko dla psychiatrów i psychologów!
      • gosiak? Re: 11.03.02, 21:40
        dzięki za odpowiedzi na pytanko o Charlesa.Conka,ślicznie ujęłaś istotę tego
        filmu!Qbajaki,mi też sie ta końcówka wydała zbyt wzniosła i naciągana,ale w
        napisach końcowych dowiedzieliśmy się,że tak było naprawdę.więc dobrze,że
        prawda została pokazana:)
        pozdruffka
        Gosia
    • Gość: blondi Re: Opinia IP: *.pl 11.03.02, 23:14
      juz wczesniej byl ten watek wiec tylko przeklejam swoja opinie:

      a ja widze ze wy potrzebujecie przynajmniej raz na trzy lata takiego filmu
      gdzie jakis "super" aktor zeby w koncu pokazac jaki to on jest super chodzi
      przez bite dwie godziny ze smutną miną, szklanymi oczami i walczy ze swoją
      choroba a na koncu filmu powiewa amerykanska flaga !

      przeciez ten film to kalka np. Philadelphi z Hanksem! a tu wszyscy sie
      zachwycaja ze niewiadomo co !
      W tym filmie zrobiono z Nasha niemal świetego uciskanego przez chorobe ale
      dobrze ze ktos tu to napisal ze zycie jest duzo bardziej skomplikowane a nie
      takie proste jak pokazal filmik bo w zeczywistosci czlowiek przez cale zycie
      nie chodzi z niskim czolem i caly czas placze, po prostu czlowiek normalnie
      zyje wa w przypadku pana Nasha oznaczalo to akurat i zdrade i rozwód i moze
      jeszcze wiecej ciekawych rzeczy z życia wziętych ktore niestety nie pasowały do
      idealnego obrazku męczennika, świętego jaki sprzedają nam na ekranie....

      PS. uwazam ze do roli Alicji studentki matematyki i zony szalonego matematyka
      geniusza powinni byli wziąść jednak Pamele Anderson :-)))
      tak jak stara prawda z flmow z Bondem jeżeli na ekranie mamy młodą, szczupłą,
      laske z dużym biustem to znaczy ze ma conajmniej doktorat z fizyki kwantowej

      • Gość: Conka Re: Opinia IP: *.szpitaljp2.krakow.pl 11.03.02, 23:28
        Oburzę sie w imieniu blondynek - jakoś udało mi się skończyć studia i pracowac
        w dość męskim zawodzie.
        Czy "kobieta -naukowiec" musi być koszmarkiem?
        pozdrawiam
        Conka
        • Gość: Anna27 Re: Opinia IP: *.proxy.aol.com 12.03.02, 02:15
          Conka ma racje oburzajac sie na zle traktowanie blondynek, natomiast opinia
          blondi o filmie jest bardzo bliska mojej opinni.
          • Gość: blondi Re: Opinia IP: *.pl 12.03.02, 21:14
            wow!!! to nie jestem sam :-)))
            a co do blondynek :-)))
            generalnie chodzilo mi o to ze w przypadku Crowa to widac bylo ze stylu zycia,
            sposobu formulowania mysli itp. ze to matematyk
            a w przypadku Alice? Gdyby w filmie nie było wzmianki ze jest studentka
            matematyki smialo mozna by zalozyc ze skonczyla edukacje na szkole podstawowej
            a jej glownym zajeciem jest ukladanie wlosow przed lustrem albo ze zajmuje sie
            wykladaniem literatury angielskeij na uniwersytecie bo sposob jej bycia wcale
            nie wskazywal na to ze jest matematyczką i tyle.
            niestety pasowala do roli zony matematyka geniusza jak piesc do nosa !
    • Gość: Ginger Re: IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.03.02, 20:15
      Moim zdaniem film jest OK, ale nie powalil mnie na kolana, jesli moge tu uzyc
      takiego okreslenia.. Russel zagral niesamowicie, moim zdaniem to murowana
      oscarowa rola. Niestety moim zdaniem jest tu troche zbieznosci z "Good Will
      Hunting" (Buntownik z wyboru). Czy Wy tez je dostrzegacie? Ze szkola nic nie
      daje, geniusz geniuszem i bez szkoly itd.? Charakteryzacja bezbledna, bylam
      swiecie przekonana, ze Russel ma najpierw 20, potem 40, a potem jeszcze wiecej
      lat...
      • Gość: blondi Re: IP: *.pl 12.03.02, 20:53
        Crow sie starzeje tylko jego żona nie bardzo :-)))
        dlatego potem mamy w koncowce taki szok jak postarzyli zonke troche...
        a juz myslalem ze Alicja rownież jest jego wymysłem:-)))

        tak na marginesie to moze maly konkursik :
        prosze podac chocby jeden powod dlaczego Alice wyszla za Nasha ?
        Moze ja cos przeoczylem w filmie ale jak na moj gust to z filmu wogole czlowiek
        nie jest w stanie zrozumiec czemu tych dwoje ludzi sie spotyka nie mowiac juz o
        slubie....
        • Gość: A27 Re: Blondi IP: *.proxy.aol.com 13.03.02, 00:17
          Filmowa Alicia tez miala swoje potzreby seksualne, a w tamtych czasach zycie
          bez slubu bylo be.
          (A swoja drogo to czemu akurat prawdziwa Alicia wyszla za kogos, kto juz mial
          dziecko z inna i alimentow placic nie raczyl, To naprawde nie wiem, ale tego w
          filmie nie bylo.)
          • Gość: milka Re: Blondi IP: *.novartis.com 14.03.02, 14:29
            moze byl bogaty ... ?
            mnie film sie bardzo podobal
            pewnie ze wzgledu na poczatkujaca u mnie schizofrenie :)
        • Gość: JJBinks Re: dlaczego Alice IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 27.03.02, 20:02
          > chocby jeden powod dlaczego Alice wyszla za Nasha ?
          leci na profesora
        • Gość: obieracz Re: IP: *.citicorp.com 28.03.02, 12:55
          Odpowiem pytaniem: popatrz na swoich znajomych. W ilu przypadkach zachodzisz w glowe "po co oni wzieli
          slub?" Mam wrazenie, ze nie jest to jakas bardzo odosobniona sytuacja. Co do tego filmu to powodow moze byc
          kilka: On ma potrzeby seksualne ktore chce spelniac (mowi o tymm wprost) a ona jest przypadkiem ladna wiec sie
          dobrze sklada. On jest starszy i robi kariere, prawdopodobnie ma sporo kasy (Naukowcy w stanach, zwlaszcza
          zwiazani z wojskowoscia z pewnosci zyja na lepszym poziomie niz pracownicy naukowi polskich
          uniwersytetow). Oboje fascynuje matematyka. On jest co prawda troche gburowaty, ale potrafi wyczarowac
          parasol z gwiazd. Niektore babki lubia takie romantyczne patrzenie w gwiazdy... czy to nie dosyc?
          • blondynek Re: 28.03.02, 13:12
            Jak sam widzisz piszesz jedynie o Nashu od jego strony
            powiedzmy ze z jego strony to potrafie zrozumiec ze spodobala sie taka kobieta
            jak Alicja ale z drugiej strony ???
            to juz duzo ciezej bo dlaczego Alicja nagle zainteresowala sie Nashem ???
            w filmie o ile dobrze pamietam nie ma ani jednej wypowiedzi Alicji ktora by
            wyrazala jej zachwyt Nashem jej zafascynowanie czy cokolwiek
            zby chociaz stwierdzila ze jej sie podoba ze cos ... atu pustka zupelna!

            a tu mamy sobei profesorka gbura ktory nic nie mowi i jest odpychajacy i nagle
            narzuca sie mu mloda ładna kobieta ot tak bez zadnego powodu ! Nic! zero
            wytlumaczenia !

            tzn. ja znam odpowiedzi a brzmi ona : bo tak bylo w scenariuszu ! ale moze cos
            ponadto znajdziemy w filmie ?
            • agniecha27 Re: 05.04.02, 14:55
              Niech odpowiedzią będzie scena w restauracji, kiedy John się spóźnia i jakby z
              biegu pyta się Alicji, czy są jakieś racjonalne przesłanki do tego, że ich
              związek to coś poważniejszego i na dłużej. Ona wtedy porównuje miłość do
              wszechświata. Nie ma naukowo udowodnionej teorii, że wszechświat istnieje i
              jest nieskończony, ale większość wierzy w to i nie żąda dowodów naukowych na
              potwierdzenie. Tak samo jest z miłością...
    • Gość: szczota A mnie się podobał średnio... IP: *.ok.ae.wroc.pl 22.03.02, 09:44
      Moim zdaniem akcja filmu obejmuje zbyt rozpięty przedział czasowy.Cierpi na
      tym fabuła,niektóre wątki potraktowano co najmniej powierzchownie.Przykład? Już
      ktoś wcześniej pytał, dlaczego Nash i Alicia byli razem.A właśnie, nie bardzo
      wiadomo.Historia ich miłości to raptem kilka scen:w sali wykładowej (robotnicy
      za oknem),w gabinecie Nasha (rozwiązane zadanie),na przyjęciu (obrazy), na
      pikniku (pocałunek), w restauracji (oświadczyny) i ślub.I tyle, jakieś 10
      minut..Jak na film z ambicjami psychologicznymi, to moim zdaniem trochę za
      mało.Pozdrawiam.
      • Gość: Ewawa Re: A mnie się podobał średnio... IP: 217.153.32.* 22.03.02, 12:35
        Gość portalu: szczota napisał(a):

        > Moim zdaniem akcja filmu obejmuje zbyt rozpięty przedział czasowy.Cierpi na
        > tym fabuła,niektóre wątki potraktowano co najmniej powierzchownie.Przykład? Już
        >
        > ktoś wcześniej pytał, dlaczego Nash i Alicia byli razem.A właśnie, nie bardzo
        > wiadomo.Historia ich miłości to raptem kilka scen:w sali wykładowej (robotnicy
        > za oknem),w gabinecie Nasha (rozwiązane zadanie),na przyjęciu (obrazy), na
        > pikniku (pocałunek), w restauracji (oświadczyny) i ślub.I tyle, jakieś 10
        > minut..Jak na film z ambicjami psychologicznymi, to moim zdaniem trochę za
        > mało.Pozdrawiam.


        Zdecydowanie zgadam się z opinią blondi. Typowo Hollywoodzki wytwór.
        Może nienajgorszy, ale ten schemat doprowadza mnie do szału. Właściwie każdy taki
        produkt amerykańskich wytwórni jest podobny. Musi być oglądalnośc, więc nie
        ryzykują z nowościami. Czasami to aż żenujące. Najpier wyedukowali tępego widza
        co znaczy wręczanie piór osobistości naukowej (ktośtam wyrażnie to wyjaśnił) ,
        żeby potem w efekcie mógł poczuć się "z tego świata" i ze zrozumieniem wzruszyć
        się spektakularną sceną.

        Co do atrakcyjności głównego bohatera to faktycznie z filmu nie wynikało to
        jasno. Jako kobieta mogę jedynie powiedzieć, że mi bardzo imponują prawdziwi
        mędrcy i ludzie wybitnie inteligentni:-). I to moze było w podtekście?
    • Gość: Lipton72 Re: Oscar dla Crowa!! IP: 212.182.33.* 23.03.02, 09:04
      Uważam,ze Crowe powinien dostac w tym roku Oscara. Nikt mu nie dorównuje nawet
      Denzel W.Po raz piewszy prezentuje jak wszechstronnym jest aktorem - nie gra
      ciałem, ale wydobywa najgłębsze pokłady swego talentu!! Krótko mówiąc jest
      genialny.
      • Gość: ksenia Re: Oscar dla Crowa!! IP: *.de.ihost.com 15.04.02, 16:34
        Gość portalu: Lipton72 napisał(a):

        > Uważam,ze Crowe powinien dostac w tym roku Oscara. Nikt mu nie dorównuje nawet
        > Denzel W.Po raz piewszy prezentuje jak wszechstronnym jest aktorem - nie gra
        > ciałem, ale wydobywa najgłębsze pokłady swego talentu!! Krótko mówiąc jest
        > genialny.

        nie widziałam filmu z Denzelem więc trudno mi porównywać role obu panów, ale
        uważam, że Crowe tym razem zagrał niemal na granicy szarży- duuuużo bardziej
        przekonywujący był w kompletnie niedocenionym "Informatorze". Wbrew pozorom rola
        psychicznie chorego człowieka nie jest dla dobrego aktora żadnym
        wyzwaniem...... "Piękny umysł" jest filmem niezłym, ale z pewnością nie wybitnym.
        Przesłodzony do oporu i w istocie mający niewiele wspólnego z rzeczywistością -
        ale takie już jest Hollywood....
        Czekam z niecierpliwością na nowe role Russela.....
        ksenia
    • Gość: mizeria Re: IP: 62.233.177.* 25.03.02, 14:19
      Dla mnie film nie-nad-zwy-czajny, po prostu dobry [wsrod amerykanskich],
      polecam dogrzebanie sie prawdziwej biografii bohatera - troche inaczej to
      wygladalo.
      • Gość: Obieracz Re: IP: *.citicorp.com 25.03.02, 15:51

        > polecam dogrzebanie sie prawdziwej biografii bohatera - troche inaczej to
        > wygladalo.

        Dlaczego wszyscy sie uparli mowic, ze jest to film biograficzny i musi sie zgadzac z przwdziwa historia Johna
        Nasha. Przede wszystkim Nash nie mial omamow wzrokowych tylko sluchowe. Ale co to za material na film? Moze na
        sluchowisko ,-) Autorzy stworzyli swoja opowiesc wykorzystujac raptem kilka elementow zyciorysu Nasha -
        fascynacja matematyka, choroba, nobel, Alice. Czy zrelacjonowanie wszystkich wydarzen z zycia rzeczywiscie
        dodaloby jakas wartosc? Dopoki Nash zyje - chyba trudno byloby znalezc wlasciwy dystans by zrobic prawdziwy
        film biograficzny. Wiec moze pozwolmy filmowcom snuc swoje opowiesci. Jak mawiali klasycy kina - "Istnieja
        dwie prawdy: Prawda czasu - prawda ekranu" ,-)

        Dla mnie jest to bardzo osobisty film. Kiedy w styczniu ogladalem go po raz pierwszy wiedzialem, ze patrze ale nie
        widze. Dopiero za drugim razem moglem sobie pozwolic na odblokowanie tych emocji ktore we mnie wywoluje.
        POczucie straty, niespelnienia. Zalu, ze czlowiek, ktory mial wszelkie szanse by godnie To bylo niesamowite
        przezycie zanurzyc sie w czyims swiecie nie wiedzac o tym, jak wyglada prawda. Ciekawa proba wciagniecia
        widza w swiat, ktorego nawet nie mozemy dobrze poznac, nie mowiac juz o jego zrozumnieniu. I wlasnie to, a nie
        walka z choroba sa dla mnie ciekawe w tym filmie. Nash mial duzo szczescia, ze nalezy do tej nielicznej grupy
        schizofrenikow, u ktorych w srednim wieku choroba po prostu sie cofa albo lepiej -jej objawy lagodnieja. Walka z
        choroba sila milosci - to czysta sciema.

        Co do Boskiego RC to po prostu uwierzylem w to co widzialem na ekranie. I chyba o to chodzi w aktorstwie.
        I nie ma znaczenia czy w tej roli ma zgrabny tylek jak w "Proof" kiedy byl jeszcze piekny i mlody czy jest utyta
        parowka ,-) POzdrowienia dla Crowofilow a takze dla fanow innych aktorow i aktorek... Juz za rok znowu sie
        bedziemy przekomarzac kto powninien wyjsc z Kodak Theatre ze statuetka.


        • Gość: SOK Z innego punktu widzenia... IP: *.cvx11-bradley.dialup.earthlink.net 26.03.02, 04:08
          Podoba mi sie ocena filmu napisana przez Obieracza.
          Chcialbym jednak wyjasnic sprawe owych halucynacji. Obieracz pisze
          ze Nash mial halucynacje (omamy jak kto woli) sluchowe a nie wzrokowe.
          Tak to sie zgadza. Mowil o tym nawet sam Nash w wywiadzie, ktory pokazano
          niedawno w "60 Minutes". Rezyser w ten sposob chcial przyblizyc przecietnemu
          widzowi jak straszliwa choroba jest paranoidalna schizofrenia (nie wiem
          czy tak to brzmi po polsku, znam tylko terminy po angielsku). Rezyser
          tak zrecznie pokazal te urojone przez Nasha osoby, ze widzowie w koncu
          nie bardzo wiedzieli czy to jest rzeczywistosc czy tez halucynacja.
          W ten sposob widzowie mogli wejsc "w buty" schizofrenika.
          Dla chorego psychicznie bardzo ciezko jest odroznic to co jest
          realne a co nie. Dla niego owe "voices" (glosy) sa tak oczywiste,
          ze nie moze sie on zgodzic na zadne wyjasnienia osoby zdrowej.
          Scenarzysta i rezyser doszli do wniosku, ze pokazanie owych
          “nierealnych” postaci wyjdzie fimowi na dobre. I tak sie tez
          stalo.
          Obieracz pisze ze film ten byl dla niego bardzo osobisty.

          Dla mnie rowniez. Otoz moj syn ponad dwa lata temu zachorowal
          na ta straszliwa chorobe. Ogladajac ten film przezywalem
          na nowo okropne poczatki choroby, ktora rozprzestrzeniala
          sie w umysle mego mlodego syna...
          Lekarstwa, ktore teraz bierze zlagodzily czesciowo
          halucynacje ale sa chwile
          kiedy niespodziewanie “glosy” wracaja. Slyszy wtedy
          urojone przeklenstwa pod swoim adresem,
          jest przekonany ze otaczajacy ludzie wiedza co mysli
          ba slyszy nawet swe imie w radiu i telewizji...
          Potrafi mowic do nieistniejacych ludzi...
          Kiedy jest w takim stanie nikt nie potrafi go przekonac
          ze to wszystko dzieje sie w jego mozgu....

          Bylem tak emocjonalnie zwiazany z bohaterem fimu jak
          nigdy dotad. Kiedy zabierali go do szpitala widzialem
          w nim mego syna, kiedy stosowali szoki z insuliny
          lzy toczyly mi sie po policzkach. Jest taki moment
          w filmie (pokazywali go zawsze w tzw zwiastunach), kiedy
          zona probuje wytlumaczyc Nashowi co jest realne a co nie.
          Bierze wtedy jego reke i przyklad do swego serca i mowi
          “ this is real”. Ktos powie ze to takie cukierkowe “Holywood”.
          Ja, ktory widze tragedie mego syna odbieram to calkowicie
          inaczej. Kiedy mowie o chorobie mego syna moge teraz
          przytoczyc przyklady z filmu. I to juz jest wielkim
          osiagnieciem teraz juz “Oscarowego” filmu.
          Raz w tygodniu chodze na zebrania “Support Group”.
          Przychodza tam ludzie, ktorych najblizsi sa dotknieci
          przez chorobe psychiczna. Mowimy tam o swych
          problemach, o radosciach i smutkach. To jest moja
          druga rodzina, ktora wspiera mnie w potrzebie...
          Wszyscy ogladali film i bardzo go przezywali
          podobnie jak ja.
          Film ten daje nam odrobine nadzieji,
          ktora tak nam jest teraz potrzebna.

          SOK
          • Gość: Obieracz Re: Z innego punktu widzenia... IP: *.citicorp.com 28.03.02, 13:36
            SOK, bardzo dziekuje za twoja wypowiedz. Czuje sie jakos wyrozniony, ze odpowiadajac mi podzieliles sie z
            nami wszystkimi czyms tak bardzo osobistym. Napisalem, ze milosc nie leczy schizofrenikow, ale chyba pozwala
            zyc zdrowym - ich partnerom, rodzicom, dzieciom, przyjaciolom. Tego Ci zycze, morza milosci do syna.

            Swoja droga po przeczytaniu wielu wypowiedzi na temat filmu zwrocila moja uwage jedna sprawa: wielu ludzi
            zrzyma sie na "Hollywoodzki lukier", typowa "Hollywoodzka bajke" itd. Ciekawi mnie i smuci fakt, ze najprostsze
            ludzkie gesty pokazane w filmie budza takie reakcje? Czyzby piszacy je ludzie nigdy ich nie doswiadczyli? A
            moze sa zaklooptani taka bliskoscia? W swiecie, w ktorym zwiazki miedzyludzkie opieraja sie na wymianie
            swiadczen bliskosc jest zagrozeniem?
            Kiedy w sobote czytam listy czytelniczek opublikowane w Wysokich Obcasach mam problem z doczytaniem ich
            do konca. Zwykle wzruszam sie przy trzecim zdaniu i dalej czytam po linijce, bo lzy przeslaniaja mi tekst. A o
            czym pisza czytelniczki? O tym jak byly wzruszone kiety ich syn zagral cos dla nich na pianinie, albo o tym jak nie
            potrafia przestac kochac czlowieka, ktory wlasnie odszedl... Zwykle ludzkie sprawy. Gdyby pokazac je w filmie
            natychmiast dostalyby on etykietke "Hollywoodzkiego wyciskacza lez".

            Dziekuje, ze opowiedziales o prawdzie ktorej doswiadczasz. Pozdrawiam.
    • Gość: e Re: Piękny umysł IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 28.03.02, 22:13
      Polecam wszystkim - tym, którym film się podobał i którym się nie podobał,
      książkę Sylvii Nasar "A Beautiful Mind". Zwłaszcza zresztą tym, według których
      film nie dość dokładnie zilustrował biografię Johna Nasha. Z książki można
      dowiedzieć się, że rzeczywiście w życiu wszystko jest jednak bardziej złożone
      niż w scenariuszu, nie tak gładkie, trudniejsze ale może piękniejsze (?) W
      każdym razie prawdziwsze (Bardzo zaimponowała mi ogromna ilosć przypisów. Można
      powiedzieć że nie ma w książce ani jednego "gołosłownego" zdania, nie popartego
      podaniem źródła przytoczenia lub cytatu. Daje to bardzo dokumentalny,
      przekonujący efekt.)

      Co do wykonawcy głównej roli w filmie: Russel Crowe w "Pięknym umyśle" był
      lepszy nawet od Russela Crowe (gdzieindziej, np. w "Gladiatorze"). Szkoda że
      członkowie Akademii Filmowej byli innego zdania...

      e
      • Gość: gosia Re: Piękny umysł IP: *.kopernet.org 02.04.02, 21:24
        W "Pieknym umysle" zbyt slodkie nie sa ludzkie gesty ale sam obraz
        choroby.Jednym z osiowych (glownych,koniecznych do rozpoznania schizofrenii)
        objawow sa zmiany w sferze uczuc-kontakt z chorym jest
        powierzchowny,chlodny,sztuczny;traca sie zwiazki uczuciowe z innymi
        ludzmi,pojawia sie pustka emocjonalna.I tak naprawde to wlasnie jest
        najbardziej przerazajace, bardziej niz omamy, choc nie tak
        spektakularne.Tymczasem w filmie:niech zyje milosc,ona pokona chorobe!A jesli
        choroba wyklucza milosc?Dlatego "Piekny umysl" jest dla mnie troche zbyt piekny-
        mozna pominac elementy biografii ale nie czsc choroby.No ale wtedy "end" nie
        bylby lzawo "happy" tylko zwyczajny.
        • Gość: SOK Re: Piękny umysł-Gosia IP: *.cvx11-bradley.dialup.earthlink.net 03.04.02, 04:31
          Gość portalu: gosia napisał(a):

          > W "Pieknym umysle" zbyt slodkie nie sa ludzkie gesty ale sam obraz
          > choroby.Jednym z osiowych (glownych,koniecznych do rozpoznania schizofrenii)
          > objawow sa zmiany w sferze uczuc-kontakt z chorym jest
          > powierzchowny,chlodny,sztuczny;traca sie zwiazki uczuciowe z innymi
          > ludzmi,pojawia sie pustka emocjonalna.I tak naprawde to wlasnie jest
          > najbardziej przerazajace, bardziej niz omamy, choc nie tak
          > spektakularne.Tymczasem w filmie:niech zyje milosc,ona pokona chorobe!A jesli
          > choroba wyklucza milosc?Dlatego "Piekny umysl" jest dla mnie troche zbyt piekny
          > -
          > mozna pominac elementy biografii ale nie czsc choroby.No ale wtedy "end" nie
          > bylby lzawo "happy" tylko zwyczajny.

          Zastanawiam sie dlaczego wytykacie filmowi tego ze nie trzyma sie wiernie
          ksiazki wedlug ktorej napisany zostal scenariusz. Rezyser nie chcial
          zrobic filmu dokumentalnego o schizofrenii. Poprzez swoj film fabularny chcial
          miedzy innymi pokazac widzowi jak straszliwa jest ta choroba i dac
          troche nadziei ludziom ktorzy na nia zapadli jak i "caregivers" czyli
          tymi ktorzy sie nimi opiekuja.
          Gosiu masz slusznosc ze chory na schizofrenie nie potrafi w wiekszosci przypadkow
          okazac uczuc dla innych osob. Dzisiejsza medycyna zrobila takie postepy
          ze czesc osob chorych na schizofrenie potrafi zyc samodzielnie. Nowe lekarstwa
          nie robia cudow ale dzieki niemu niektorzy wedlug statystyki okolo 30%
          potrafi znalezc sie calkiem dobrze w otaczajacym swiecie.
          Dlatego tak wazna tu jest tu rola osoby bliskiej.

          Przynajmniej 3 razy w tygodniu jezdze do mego syna ktory znajduje
          sie obecnie w Osrodku Rehabilitacyjnym dla psychicznie chorych.
          Sa tam ludzie w wiekszosci chorzy na schozofrenie. Ludzie ci
          sa bardzo mili i grzeczni. Z niektorymi rozmawialem i wlasnie
          "ci chorzy bez uczuc" byli przejeci tym ze moj syn taki mlody
          a musi byc w tym osrodku. Mowili mi jak moj syn ciezko
          przezywa rozstanie z rodzina.... Jeden pacjent tak sie przywiazal
          do mnie uczuciowo ze wygladalo jakby byl moim krewnym.

          Do czego tu zmierzam. Otoz bardzo duzo ludzi widzi chorobe
          psychiczna bardzo roznie. W wielu przypadkach na wzmianke
          o chorobie psychicznej ludzie przerywaja przyjazn czy znajomosc.
          Wlasnie wtedy to wsparcie osoby "zdrowej" jest tak istotne.
          Choroba psychiczna to caly czas tabu i film ten rozbija pewne
          stereotypy.

          W tym miejscu powtorze i bede zawsze to robil ze film ten jak
          "Piekny umysl" sa bardzo potrzebne gdyz "oddemonizuja"
          owa tak straszliwa chorobe i daja odrobine nadzieji.
          Na zakonczenie chcialbym zwrocic uwage na maly szczegol
          dla mnie jednak wazny. Otoz rezyser tego filmu podczas
          wreczania Oscarow mial w klapie mala srebrna wstazke.
          Oznacza ona pewnego rodzaju "solidarnosc" z choroba psychczna.
          Dla nas, ktorzy zajmuja sie chorymi byl to bardzo wazny gest.

          Pozdrawiam

          SOK


          • Gość: e Re: Piękny umysł - SOK IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 03.04.02, 13:03
            Gość portalu: SOK napisał(a):

            >
            > Zastanawiam sie dlaczego wytykacie filmowi tego ze nie trzyma sie wiernie
            > ksiazki wedlug ktorej napisany zostal scenariusz. Rezyser nie chcial
            > zrobic filmu dokumentalnego o schizofrenii. Poprzez swoj film fabularny chcial
            > miedzy innymi pokazac widzowi jak straszliwa jest ta choroba i dac
            > troche nadziei ludziom ktorzy na nia zapadli jak i "caregivers" czyli
            > tymi ktorzy sie nimi opiekuja.
            > Gosiu masz slusznosc ze chory na schizofrenie nie potrafi w wiekszosci przypadk
            > ow
            > okazac uczuc dla innych osob. Dzisiejsza medycyna zrobila takie postepy
            > ze czesc osob chorych na schizofrenie potrafi zyc samodzielnie. Nowe lekarstwa
            > nie robia cudow ale dzieki niemu niektorzy wedlug statystyki okolo 30%
            > potrafi znalezc sie calkiem dobrze w otaczajacym swiecie.
            > Dlatego tak wazna tu jest tu rola osoby bliskiej.
            >
            > Przynajmniej 3 razy w tygodniu jezdze do mego syna ktory znajduje
            > sie obecnie w Osrodku Rehabilitacyjnym dla psychicznie chorych.
            > Sa tam ludzie w wiekszosci chorzy na schozofrenie. Ludzie ci
            > sa bardzo mili i grzeczni. Z niektorymi rozmawialem i wlasnie
            > "ci chorzy bez uczuc" byli przejeci tym ze moj syn taki mlody
            > a musi byc w tym osrodku. Mowili mi jak moj syn ciezko
            > przezywa rozstanie z rodzina.... Jeden pacjent tak sie przywiazal
            > do mnie uczuciowo ze wygladalo jakby byl moim krewnym.
            >
            > Do czego tu zmierzam. Otoz bardzo duzo ludzi widzi chorobe
            > psychiczna bardzo roznie. W wielu przypadkach na wzmianke
            > o chorobie psychicznej ludzie przerywaja przyjazn czy znajomosc.
            > Wlasnie wtedy to wsparcie osoby "zdrowej" jest tak istotne.
            > Choroba psychiczna to caly czas tabu i film ten rozbija pewne
            > stereotypy.
            >
            > W tym miejscu powtorze i bede zawsze to robil ze film ten jak
            > "Piekny umysl" sa bardzo potrzebne gdyz "oddemonizuja"
            > owa tak straszliwa chorobe i daja odrobine nadzieji.
            > Na zakonczenie chcialbym zwrocic uwage na maly szczegol
            > dla mnie jednak wazny. Otoz rezyser tego filmu podczas
            > wreczania Oscarow mial w klapie mala srebrna wstazke.
            > Oznacza ona pewnego rodzaju "solidarnosc" z choroba psychczna.
            > Dla nas, ktorzy zajmuja sie chorymi byl to bardzo wazny gest.
            >
            > Pozdrawiam
            >
            > SOK
            >
            >


            Bardzo podoba mi się ten głos i zgadzam się z każdym słowem.
            Chciałabym dodać jedno spostrzeżenie (może zresztą banalne) - chyba wielu
            ludziom choroba psychiczna przesłania chorego człowieka. Kiedy mówią np. jaki
            jest ktoś chory na schizofrenię, wymieniają cechy obrazu klinicznego choroby, a
            przecież nawet jeśli choroba zmienia osobowość, nie zaciera jej całkiem.
            Myślę, że i to film oddaje - Nash to zresztą bardzo wyrazista indywidualność, co
            ułatwia sprawę.
            e
    • Gość: Ginny Re: IP: *.net.bialystok.pl 30.03.02, 18:03
      Cudowny film. Crowe rewelacyjny. Robi wrażenie. Chłonęłam każdą minutę.
    • ellivia Re: 03.04.02, 00:09
      Obejrzalam dzisiaj i jestem pod wrazeniem tego jak wspaniale zagral Russel Crowe
      Film dobry ,ale nie powiedzialabym ,ze rewelacyjny.
      Wg mnie Oscar nalezal sie Russelowi bardziej niz samemu filmowi ale to tylko
      moja wlasna subiektywna ocena...
    • Gość: misiek A propos Jennifer Connelly IP: *.reset.net.pl 03.04.02, 10:34
      Ciekawe, czy ktoś pamięta jej występ w "Dawno temu w Ameryce" (Debora) u Sergio
      Leone, osiemnaście lat temu... Ale wyrosła. Łza się kręci w oku :)
      • Gość: ksenia Re: A propos Jennifer Connelly IP: *.de.ihost.com 15.04.02, 16:47
        Gość portalu: misiek napisał(a):

        > Ciekawe, czy ktoś pamięta jej występ w "Dawno temu w Ameryce" (Debora) u Sergio
        >
        > Leone, osiemnaście lat temu... Ale wyrosła. Łza się kręci w oku :)

        Oj kolego, coś ci się chyba mocno pokręciło. Jennifer Connelly miałaby wtedy 14
        lat (urodziła się w 1970 roku!)
        W roli Deborah u Sergio Leone wystąpiła Elizabeth McGovern!!!
        ksenia

        • Gość: Misia Re: A propos Jennifer Connelly IP: 157.25.200.* 15.04.02, 18:07
          Oj, koleżanko, chyba ci się coś mocno pokręciło. Oczywiście, że Jennifer
          zagrała Deborah - tyle, że młodą Deborah. Misiek - gratuluję spostrzegawczości!
          • Gość: ksenia Re: A propos Jennifer Connelly IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.04.02, 20:07
            Gość portalu: Misia napisał(a):

            > Oj, koleżanko, chyba ci się coś mocno pokręciło. Oczywiście, że Jennifer
            > zagrała Deborah - tyle, że młodą Deborah. Misiek - gratuluję spostrzegawczości!

            Misia - masz rację!
            Misiek - zwracam honor i chylę czoło!
            za mądra chciałam być ;)))))
            ksenia
    • ellivia Re: 03.04.02, 18:54
      To jeszcze raz ja :)
      Wczoraj po przyjsciu z seansu napisalam tylko pare zdan, a pragnę napisać
      więcej, bo jednak film zrobil na mnie duze wrazenie i dał do myślenia.
      Napisalam ze nie jest rewelacyjny tylko dobry, ale teraz mysle,ze jest b.
      dobry, nieprzecietny i zapamietam go na zawsze i obejrze jeszcze raz
      (conajmniej). Moze ten film nie jest idealny w kazdym calu, ale wzruszyla mnie
      historia Nasha, to ze sie nie poddal schizofrenii i mimo choroby osiagnal
      najwiekszy naukowy sukces oraz uznanie innych.Takie filmy jak ten, gdzie głowny
      bohater walczy z choroba zawsze mnie ogromnie wzruszaja...Ale z historii
      filmowych o podobnej tematyce ta wydala mi sie najlepsza- dzięki Russelowi
      Crowe. Kilka razy poplakalam sie w trakcie filmu a to zdarza mi sie naprawde
      rzadko..Na pewno siegne po ksiazke Beautiful Mind....Jeszcze jedno. Gdy film
      wszedl na ekrany, przeczytalam w Wyborczej recenzję, w ktorej autor wyrazil
      opinie, ze fakt,iz ogladamy w Beautiful Mind rzeczywistosc oczami Nasha jest
      bledem rezysera i zmyla widza. Mnie to akurat nie zmylilo i mysle ,ze to jest
      wlasnie ogromny plus filmu, a ze recenzent sie nie mogl zorientowac to jego
      problem...
    • Gość: Lechu Re: IP: *.dip.t-dialin.net 04.04.02, 00:01
      Już poraz drugi Russel Crowe powoduje, że film, w którym gra główną rolę wydaje
      się o niebo lepszy, niż jest w istocie. Gladiator był tym pierwszym.

      Niewiarygodne, co może zrobić jeden aktor. Pewnie dlatego płaci się tyle
      pieniędzy takim tuzom.

      Przypadkiem parę dni temu obejrzałem Insidera: następna niezwykła kreacja.
      Ciekawe, ciekawe...
      Chłop chyba przejdzie do historii.
      • Gość: Sol Re: IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.04.02, 14:59
        kolejny film, ktory nie pokazuje calej prawdy. no ale jak ma ja pokazywac skoro bohater wciaz zyje i z
        pewnoscia autoryzowal scenariusz : ) no tak, to podobno nie jest film biograficzny.. A jaki? Majacy
        pokazac jak zyc z choroba? Nie pokazuje. Jedyne co mi sie podobalo w tym filmie to fakt, ze do polowy
        filmu nie wiadomo co jest wytworem wyobrazni Nasha a co rzeczywistoscia...widz zaczyna sie troche
        gubic. Ale potem nastepuje wyjasnienie i szybka akceptacja wytworow choroby. I choc ze staruszka
        Nasha sie smieja to przeciez gdzies tam ktos go ceni. Nie, ten film jest niespojny i brak w nim mysli
        przewodniej. Ale pewnie sie czepiam. Tak jak sie czepiam kamiennej twarzy R. Crowa...
        • Gość: SOK Kolejna nagroda..... IP: *.cvx11-bradley.dialup.earthlink.net 20.04.02, 18:25
          W ubieglym tygodniu otrzymalem kwartalnik “Connection” wydawany przez NAMI
          (National Alliance for the Mentall Ill) California. Przeczytalem w nim artykul
          na temat filmu “Piekny umysl”.
          Autor artykulu przedstawia w nim miedzy innymi 3 osoby ktore cierpia na
          schizofrenie. Wszystkie 3 osoby bardzo pozytywnie wypowiadaja sie na temat
          filmu. Wszyscy oni w ten sam czy podobny sposob walczyli i walcza z ta straszna
          choroba.
          Jill, William i Pam stwierdzili ze film ten zmieni napewno stosunek
          ludzi do choroby psychicznej.
          Organizacja NAMI ( po polsku Krajowy Zwiazek dla Psychicznie Chorych)
          ktora ma kilkaset tysiecy czlonkow,na swojej Konwencji w czerwcu nagrodzi
          film “Piekny umysl” nagroda . Ta prestizowa nagroda bedzie za
          “Wielka kontrybucje dla przyblizenia spoleczenstwu czym sa choroby psychiczny”

          Tak na marginesie chcialbym dodac ze “kamienna twarz” o ktorej
          pisze Sol to jeden z objawow choroby.

          Tak wiec film ten odbil sie szerokim echem w USA. Dla mnie osobiscie zrobil
          rowniez bardzo duzo....
          Ciekawy jestem co Sol chcial powiedziec piszac ze film ten nie pokazuje
          calej prawdy....

          Pozdrowienia
          SOK
    • Gość: lula Re: IP: 195.77.31.* 07.05.02, 19:42
      Bylam na filmie wczoraj,pozno.Powiadaja lepiej pozno jak wcale ale chyba nie w
      tym przypadku.Bylo poczekac az pokaza w TVN we czwartek w cyklu "prawdziwe histo-
      rie"a za pieniadze przeznaczone na bilet piwa by sie kupilo,bo po piwie czlowiek
      mniej krytyczny to moze by i lezke uronil.
      Jak dla mnie zbyt amerykanski a te chwyty np ten z husteczka przeciez stosuja je
      juz od wiekow oczywiscie w celu zdobycia wymarzonego tandetnego Oskara.
      Film jak fim,dobry,ale zeby tam zaraz nagrody za najlepszy?
      Pozdrawiam

    • Gość: Misia Re: Russel Crowe jest po prostu cool! IP: *.volta.net.pl 11.05.02, 10:03
      Czyż ten facet nie jest boski?? najpierw przytł z dwidzieścia kilogramów do
      roli Informatora, później zagrał świetnie Gladiatora i teraz po raz kolejny
      pokazuje się nam w doskonaej roli - genialnego schizofrenika. Film naprawde
      chwyta z aserce i po prostu należy go obejrzeć!! Ale dlaczego Russel nie dostał
      Oscara - to dla mnie zagadka stulecia! Przecież świetnie wczuł się w rolę
      Nasha - i za kunszt aktorski należy mu sie Oscar!!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka