Gość: El Favorro
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
13.10.04, 00:52
Celowo zmieniłem tytuł - tak był podany w kinie, podczas gdy w programie, na
biletach itd. brzmiał "Strach przed wystrzałem", co ma dużo mniej sensu.
Chyba autor tego tłumaczenia nie oglądał filmu.
A film świetny!
Określono go jako "poetycki thriller", chociaż dla mnie jest to bardziej
bardzo interesujący i spokojny dramat obyczajowy z zadatkami na dobry, a co
najważniejsze - nieprzekombinowany - film psychologiczny. Odtwórca głównej
roli trzyma na swoich barkach prawie wszystko. Gdyby nie on, nie wiem, czy
udałoby się reżyserowi opowiedzieć prostą acz dość wymagającą historię,
redukując mówienie rzeczy wprost do minimum. Poza tym niespotykany to film
(zdradzę tylko pierwszych kilka(naście) minut) - Lukas jedzie tramwajem,
nieznajoma dziewczyna wręcza mu kartkę z napisem "pomóż mi", on za nią
wysiada, ona grzecznie prosi o możliwość przenocowania u niego, on się zgadza
(a jakże! dziewczę to niebrzydkie :]) i do niczego między nimi nie dochodzi.
I co? I wszystko w trakcie filmu znajduje swoje uzasadnienie, podane tak, że
nie ma niejasności, a jednocześnie nic nie jest napisane wołami. Postacie
drugoplanowe są wyborne, szczególnie sąsiad - ten od Kim-Dzong Ila i
inspektor policji (czy Wy też czujecie tu głęboki ukłon w stronę porucznika
Columbo?). Film wystawia do nas z ekranu wielkie łapy, które woooolniutko (to
nie jest kino akcji) ciągną nas za uszy w stronę ekranu po to, żeby w
końcowych sekundach dać nam po mordzie, zaś w międzyczasie zaserwowanych nam
zostaje kilka całkiem, ale nigdy przesadnie, zabawnych scen (dialog z martwym
człowiekiem w rzece, dwukrotne rozwalenie łódki, rowerzysta uciekający na
mokradłach i inne jeszcze).
Nie wiem, czego się czepnąć... może miejscami zbyt wolnego tempa? A może i
nie...
Do tej pory to chyba mój typ na tym Festiwalu.
Polecam! I pozdrawiam.