ari
26.10.04, 12:57
Dlaczego tzw. kino ambitne jest wiecznie faworyzowane?
Tak sobie czytam różne wątki na tym forum i po tej lekturze (np. wątku
dotyczącego filmu Pręgi) oraz czytaniu recenzji z GW mam już dość
faworyzowania ‘somalijskich filmów ciepło przyjmowanych przez krytykę na
festiwalu w Karlovych Varach’ :)
Niechże mi ktoś wytłumaczy dlaczego filmom efektownie zrobionym, z żywymi
dialogami i nienajgorszym soundtrackiem (np. Przekręt, Indiana Jones, Powrót
do przyszłości, Matrix a z polskich chociażby niektóre filmy Machulskiego)
przylepia się etykietę klasy B, C itp.
Podobał mi sie komentarz gościa o ksywie nieestetyczny (pozdrawiam), że dość
już w polskim kinie tematu pt.
‘brudna klatka, ciemne mieszkanie, pomiędleni i niedogoleni faceci,
tlenione blondyny, które są ostro wymalwane i lubią sobie powrzeszczeć,
jesień
i fruwające po chodnikach liście - żeby było smutniej I w tym wszystkim
zawsze
jakiś dorastający wrażliwy młody człowiek, przez wszystkich osaczony. Scney:
puste, wielkie,
przytłaczające korytarze w szkołach i nasz nieszczęśliwy bohater, schronisko
w
górach i brodaci faceci w grubych swetrach co to szukają prawdziwego życia’
Ja doskonale rozumiem, że komuś mogą akurat takie filmy się podobać – ale
dlaczego z góry traktowac pozycje dochodowe jako sztukę niższeog lotu? Kilka
tygodni temu był na ten temat w GW spoko wywiad z Piotrem Wereśniakiem, który
w kilku prostych zdaniach spunktował ile warte są nagrody rozdawane po
festiwalikach na całym świecie i etos kina niosącego kaganka oświaty.
Czy ktoś jeszcze się ze mną zgadza (lub nie)?