Dodaj do ulubionych

"Solaris" - pierwsza recenzja z USA

IP: *.cm-upc.chello.se 19.11.02, 09:31
""Solaris" Soderbergha to raczej powolny, surrealistyczny romans
z duchem, w którym nie do końca wiadomo, co jest jawą a co snem."

...i bardzo dobrze - bo taki sens ma ta ksiazka. Ludzie na
codzien buduja sami w sobie wizerunki innych ludzi nie
rzeczywiste ale takie jakimi _chca_ ich widziec. Bohater pamieta
obraz swojej zony taka jaka ja chcial pamietac. Czy pozbawiona
wad "nowa" zona jest dalej warta kochania?

Ksiazka ma wiele psychologicznych-filozoficznych watkow - bo taki
jest Lem - to nie jest space-opera Ksiazki Lema to nie jest Wojna
Gwiazd.

W
Obserwuj wątek
    • Gość: Zoran Re: IP: *.radio88.com.pl 19.11.02, 12:00
      No cóż, dla mnie ekranizacja "Solaris" to jeden z tych filmów,
      które na pewno będę starał się zobaczyć bez względu na rozmaite
      recenzje. To jedno z tych wydarzeń, których ocenę trzeba sobie
      po prostu wyrobić samemu. Tak też jest zresztą z książką Lema.
      Pamiętam, że kiedy złapałem się za nią po raz pierwszy, byłem
      jeszcze w podstawówce i po powieści sf spodziewałem się zupełnie
      czegoś innego. Okazało się, że "Solaris" to nie "Obcy",
      czy "Terminator" i do "Solaris" należało najzwyczajniej
      dorosnąć. Teraz to bardzo ważny dla mnie utwór - swoiste
      wyznanie wiary: Nauka pomimo usilnych prób nie jest w stanie
      wyjaśnić w zimny, empiryczny sposób wszystkiego, co dzieje się
      wokół nas i z nami samymi. Tak właśnie chciałbym odebrać ten
      film. Mam cichą nadzieję, że ukazanie fenomenu jakim jest ludzka
      dusza górująca dla mnie u Lema nad logicznym rozumowaniem -
      zaakceptowanie Oceanu i jego tworów jako nie dającego się
      zgłębić faktu - aksjomatu, przynajmniej w jakiejś cząstce się
      Soderberghowi udało. Na koniec przyznam się, że ciągle mam cichą
      nadzieję na możliwość konfrontacji "Solaris" Soderbergha
      z "Solaris" Tarkowskiego. Piszę o tym, bo wiem, że film
      Tarkowskiego został bardzo dobrze odebrany właśnie ze względu na
      podkład filozoficzny jaki niósł ze sobą. Niestety jeszcze nie
      miałem okazji by go obejrzeć. Może właśnie teraz taka się
      nadarzy - to może być naprawdę ciekawe.
    • _alcest Re: 'Solaris' - pierwsza recenzja z USA 19.11.02, 13:16
      Cieszę się ze spotkania bratnich fanow Lema, aczkolwiek, bez urazy – chyba nie
      do końca pojęliście sens tej książki (to, że zawiera wątki filozoficzne, nie
      oznacza, że nie da się przypisac jej określonego sensu, zapewniam).

      „ Ludzie na
      codzien buduja sami w sobie wizerunki innych ludzi nie
      rzeczywiste ale takie jakimi _chca_ ich widziec. Bohater pamieta
      obraz swojej zony taka jaka ja chcial pamietac. Czy pozbawiona
      wad "nowa" zona jest dalej warta kochania?” – ten cały fragment bardzo
      niewiele ma wspólnego z rzeczywistą problematyką powieści, Wiesławie, nie
      mówiąc o ty, że jest zwyczajnie nieprawdziwy (fakt, że obraz Harey ulepiony
      został ze wspomnień Krisa, nie spowodował, ze była ona pozbawiona „wad”; jej
      wady, przeszłe czy obecne, tak czy owak nie grają tu jednak roli).

      Zoranie, Ty przebijasz jednak nawet Wiesława, twierdząc, że „Solaris” to
      wyznanie wiary ukazujące fenomen ludzkiej duszy i podważające wartość
      logicznego rozumowania. Brzmi to zresztą, jakbyś Lema w ogóle nie czytał i nie
      zdawał sobie sprawy z wykluczających takie odczytanie jego poglądów – ale w
      każdym razie, w tym konkretnym przypadku, tylko w bardzo uproszczony sposób
      można kojarzyć opisywany przez Lema fenomen niepoznawalności z wszelkimi
      odmianami mistycyzmu czy transcendencji w jej tradycyjnym rozumieniu. Równie
      dobrze co o „Solaris” mógłbyś powiedzieć, że podważa wartość logicznego
      rozumowania czy empirii jako takich pierwszy lepszy podręcznik fizyki
      kwantowej, gdzie również znajdziesz elementy sprzeczne z potoczną logiką i
      potocznym doświadczeniem.
      Wszystko to nie powinno jednak może dziwić; w końcu wspominasz w ciepłych
      słowach o filmie Tarkowskiego, (choć sam go nie widziałeś), pisząc o jego
      podkładzie filozoficznym. Otóż film powinien Ci się podobać, bo jest bliski
      Twoim poglądom; niewiele ma jednak wspólnego z twórczością Lema, który – nie
      mogąc w czasie jego tworzenia przemówić Tarkowskiemu do rozsądku - nazwał go w
      gniewie „durakiem”, wyrzekł się jakiejkolwiek odpowiedzialności za film i od
      tej pory się do niego nie przyznaje.

      Na film Sodenbergha oczywiście równie czekam z niecierpliwością. Nie wiem, czy
      nie będzie jednak za bardzo hollywoodzki i przez to mniej sugestywny od dzieła
      Tarkowskiego; nawet wtedy jednak powinien być za to bliższy oryginalnej myśli
      Lema.

      Pzdr
      • Gość: zoran Re: 'Solaris' - pierwsza recenzja z USA IP: *.radio88.com.pl 19.11.02, 14:59
        Aaaa... możnaby jakoś prościej??? ;-))))))
        Pozdrawiam Zoran.
        • _alcest Re: 'Solaris' - pierwsza recenzja z USA 21.11.02, 11:11
          Co do ” Solaris”, zgodnie z życzeniem zorana powtarzam krócej; powieść nie ma
          nic wspólnego z odczytaniami mistycznymi, w tym i idącym całkowicie wbrew jej
          przesłaniu filmowi Tarkowskiego, którego – powtarzam – Lem w żadnym stopniu
          sobie NIE CENI, Droga Polko z Moskwy, nawet abstrahując od kwestii wierności
          własnemu dziełu.
          Recenzja z filmu optymizmem nie napawa, ale – jak ktoś już słusznie zauważyl –
          sam Orliński zdaje się nie wiedzieć, o co w „Solaris” chodzi, więc nie należy
          zbytnio kierować się jego opiniami; szczególnie jeśli czytywało się inne jego
          recenzje. Zobaczymy więc; jaki by ten film nie był, już nie mogę się go
          doczekać. Przy okazji wyjaśnienie; Lem oczywiście zawczasu scenariusza nie
          czytał – scenariusz mógł przecież powstać dopiero, kiedy prawa do ekranizacji
          zostały już sprzedane.

          Muszę natomiast parę słów poświęcić koledze kaganowi, znanemu z tego, że
          wypowiada się, gdzie tylko może; a im mniej się na czymś zna, tym wypowiada się
          z większą pewnością. Dotyczy to i Lema, co do którego twórczości twierdził
          swego czasu nawet, że zrobił z niej… Ph.D. (przy okazji wciskając głodne
          kawałki, że oznacza to habilitację, a nie doktorat), przyłapany jednak przeze
          mnie na nieznajomości podstawowych kwestii odnośnie „Pamiętnika znalezionego w
          wannie” nie potrafił absolutnie nic na to odpowiedzieć. Teraz powraca znowu,
          przy okazji nachalnie zanudzając wszystkich (patrz wątek obok) swoimi fobiami
          politycznymi. Cóż, jeśli komuś „Astronauci” przesłaniają cąłą twórczość Lema,
          można mu tylko współczuć; podobnie jak komuś, dla którego treść życia stanowi
          czepianie się na forum ludzi nieporównanie większych od siebie.
          • Gość: Kagan Re: 'Solaris' - pierwsza recenzja z USA IP: *.vic.bigpond.net.au 21.11.02, 15:26
            _alcest napisał:
            Co do ” Solaris”, zgodnie z życzeniem zorana powtarzam krócej; powieść nie ma
            nic wspólnego z odczytaniami mistycznymi, w tym i idącym całkowicie wbrew jej
            przesłaniu filmowi Tarkowskiego, którego – powtarzam – Lem w żadnym stopniu
            sobie NIE CENI, Droga Polko z Moskwy, nawet abstrahując od kwestii wierności
            własnemu dziełu.
            K: Lem nie ceni sobie nikogo poza Lemem. Z ekranizacji podobal mu sie chyba
            tylko "Przekladaniec", ktory powoduje wybuchy smiechu u moich studentow w
            calkowicie niezamierzonych miejscach: te "special effects" Wajdy polegajace na
            tym, ze nie poniewaz mial pieniedzy nawet na rozbicie stargo grata, to zastapil
            sceny wypadkow obrazkami - jak w BATMANie (serial TV), tyle, ze tam bylo to
            zamierzone dzialanie, a u Wajdy z koniecznosci...:(

            A: Recenzja z filmu optymizmem nie napawa, ale – jak ktoś już słusznie zauwayl
            – sam Orliński zdaje się nie wiedzieć, o co w „Solaris” chodzi, więc
            nie należy zbytnio kierować się jego opiniami; szczególnie jeśli czytywało się
            inne jego recenzje. Zobaczymy więc; jaki by ten film nie był, już nie mogę się
            go doczekać. Przy okazji wyjaśnienie; Lem oczywiście zawczasu scenariusza nie
            czytał – scenariusz mógł przecież powstać dopiero, kiedy prawa do ekranizacji
            zostały już sprzedane.
            K: Czyzby? Zalezy jak sie je sprzedaje! W przypadku SPACE ODYSSEY scenariusz
            pisali razem Kubrick i Clarke. Lem tez mogl wynegocjowac wspolautorstwo
            scenariusza, ale wolal "dulary"... :(

            A: Muszę natomiast parę słów poświęcić koledze kaganowi, znanemu z tego, że
            wypowiada się, gdzie tylko może; a im mniej się na czymś zna, tym wypowiada się
            z większą pewnością. Dotyczy to i Lema, co do którego twórczości twierdził
            swego czasu nawet, że zrobił z niej… Ph.D. (przy okazji wciskając głodne
            kawałki, że oznacza to habilitację, a nie doktorat), przyłapany jednak przeze
            mnie na nieznajomości podstawowych kwestii odnośnie „Pamiętnika znalezionego w
            wannie” nie potrafił absolutnie nic na to odpowiedzieć.
            K: Zanim zaczniesz klamac, przypomnij sobie EXODUS 20:16. "Pamietnik" zas znam,
            i to (niestety) znacznie lepiej niz ty, bowiem tobie sie on pomylil z innymi
            ksiazkami, i to niekoniecznie Lema!
            I poczytaj:
            www.monash.edu.au/graduations/sem1_arts_inab.html
            Na koncu masz:
            In absentia Thursday 21st March
            Faculty of Arts
            Doctor of Philosophy
            Alfred Thomas Andrews
            Richard Lawrence Bell
            David Glanz
            Lech Janusz Keller
            Roy Liegel
            Judith Lesley Shaw
            A: Teraz powraca znowu, przy okazji nachalnie zanudzając wszystkich (patrz
            wątek obok) swoimi fobiami politycznymi. Cóż, jeśli komuś „Astronauci”
            przesłaniają cąłą twórczość Lema, można mu tylko współczuć; podobnie jak komuś,
            dla którego treść życia stanowi czepianie się na forum ludzi nieporównanie
            większych od siebie.
            K: W czym jest Lem wiekszy ode mnie? Wzrostem? Nie za bardzo. Inteligencja?
            Zalezy jak ja mierzyc. Pochodzeniem? Na pewno! No coz, ja nie jestem z "narodu
            wybranego"...:( I na koniec: z braku argumentow merytorycznych zaczales sie
            czepiac mej osoby, czyli uzyles niegodnych argumentow ad personam...
            I, co gorsza, napisales klamstwa, ktore klatwo zweryfikowac klikajac na
            link przeze mnie podany na tym poscie...
            Bowiem jak ja krytykuje Lema, to krytykuje jego poglady, ktore cytuje. A ty
            piszesz oszczerstwa na moj temat, i tym samym sie kompromitujesz... :(
            Kagan
            • Gość: Kagan Wymowne milczenie "alcesta"... :( IP: *.vic.bigpond.net.au 22.11.02, 02:44
              alcest napisał:
              Co do ” Solaris”, zgodnie z życzeniem zorana powtarzam krócej; powieść nie ma
              nic wspólnego z odczytaniami mistycznymi, w tym i idącym całkowicie wbrew jej
              przesłaniu filmowi Tarkowskiego, którego – powtarzam – Lem w żadnym stopniu
              sobie NIE CENI, Droga Polko z Moskwy, nawet abstrahując od kwestii wierności
              własnemu dziełu.
              K: Lem nie ceni sobie nikogo poza Lemem. Z ekranizacji podobal mu sie chyba
              tylko "Przekladaniec", ktory powoduje wybuchy smiechu u moich studentow w
              calkowicie niezamierzonych miejscach: te "special effects" Wajdy polegajace na
              tym, ze nie poniewaz mial pieniedzy nawet na rozbicie stargo grata, to zastapil
              sceny wypadkow samochodowych obrazkami - jak w BATMANie (serial TV), tyle, ze
              tam bylo to zamierzone dzialanie, a u Wajdy z koniecznosci...:(

              A: Recenzja z filmu optymizmem nie napawa, ale – jak ktoś już słusznie zauwayl
              – sam Orliński zdaje się nie wiedzieć, o co w „Solaris” chodzi, więc
              nie należy zbytnio kierować się jego opiniami; szczególnie jeśli czytywało się
              inne jego recenzje. Zobaczymy więc; jaki by ten film nie był, już nie mogę się
              go doczekać. Przy okazji wyjaśnienie; Lem oczywiście zawczasu scenariusza nie
              czytał – scenariusz mógł przecież powstać dopiero, kiedy prawa do ekranizacji
              zostały już sprzedane.
              K: Czyzby? Zalezy jak sie je sprzedaje! W przypadku SPACE ODYSSEY scenariusz
              pisali razem Kubrick i Clarke. Lem tez mogl wynegocjowac wspolautorstwo
              scenariusza, ale wolal "dulary"... :(

              A: Muszę natomiast parę słów poświęcić koledze kaganowi, znanemu z tego, że
              wypowiada się, gdzie tylko może; a im mniej się na czymś zna, tym wypowiada się
              z większą pewnością. Dotyczy to i Lema, co do którego twórczości twierdził
              swego czasu nawet, że zrobił z niej… Ph.D. (przy okazji wciskając głodne
              kawałki, że oznacza to habilitację, a nie doktorat), przyłapany jednak przeze
              mnie na nieznajomości podstawowych kwestii odnośnie „Pamiętnika znalezionego w
              wannie” nie potrafił absolutnie nic na to odpowiedzieć.
              K: Zanim zaczniesz klamac, przypomnij sobie EXODUS 20:16. "Pamietnik" zas znam,
              i to (niestety) znacznie lepiej niz ty, bowiem tobie sie on pomylil z innymi
              ksiazkami, i to niekoniecznie Lema!
              I poczytaj:
              www.monash.edu.au/graduations/sem1_arts_inab.html
              Na koncu masz:
              In absentia Thursday 21st March
              Faculty of Arts
              Doctor of Philosophy
              (...)
              Lech Janusz Keller
              (...)
              A: Teraz powraca znowu, przy okazji nachalnie zanudzając wszystkich (patrz
              wątek obok) swoimi fobiami politycznymi. Cóż, jeśli komuś „Astronauci"
              przesłaniają cąłą twórczość Lema, można mu tylko współczuć; podobnie jak komuś,
              dla którego treść życia stanowi czepianie się na forum ludzi nieporównanie
              większych od siebie.
              K: Moja witryna "lemowska" mywebpage.netscape.com/ljkel2/lem01.html
              jest nie tylko o "Astronautach", ale o calym jego okresie socrealizmu (lacznie
              z OBLOKIEM MAGELLANA, SEZAMEM i pierwszymi DZIENNIKAMI GWIAZDOWYMI). I w czym
              jest Lem wiekszy ode mnie? Wzrostem? Nie za bardzo. Inteligencja?
              Zalezy jak ja mierzyc. Pochodzeniem? Na pewno! No coz, ja nie jestem z "narodu
              wybranego"...:( I na koniec: z braku argumentow merytorycznych zaczales sie
              czepiac mej osoby, czyli uzyles niegodnych argumentow ad personam...
              I, co gorsza, napisales klamstwa, ktore klatwo zweryfikowac klikajac na
              link przeze mnie podany na tym poscie...
              www.monash.edu.au/graduations/sem1_arts_inab.html
              Bowiem jak ja krytykuje Lema, to krytykuje jego poglady, ktore cytuje. A ty
              piszesz oszczerstwa na moj temat, i tym samym sie kompromitujesz... :(
              Kagan
            • _alcest Re: 'Solaris' - pierwsza recenzja z USA 29.11.02, 15:38
              Kagan, jak już wspominam na wątku obok, jesteś tak niewiarygodnie żałosny, a
              zarazem tak kompletnie i całkowicie popieprzony, że trudno mi przemóc się, aby
              jeszcze choć raz się do Ciebie odezwać; jest to czynność równie przyjemna, co
              ściskanie dłoni unurzanej w gównie. Rzucę jednak jeszcze tylko parę myśli, aby
              dodatkkowo uwidocznić – na teoretycznie możliwy wypadek, że ktoś jeszcze mógłby
              mieć co do tego jakieś wątpliwości – całą bezdenną głupotę Twoich twierdzeń.

              - Z właściwą sobie inteligencją, po wstępnym udawaniu ataku amnezji co do
              swojej wcześniejszej działalności, nagle budzisz się i przyznajesz, że
              twierdziłeś, że Ph.D. oznacza habilitację. Dobre i to – nie muszę szukać po
              archiwach, natomiast co do Twojej genialnej „argumentacji”; jeśli napisałeś
              tak, bo w Australii habilitacji nie ma, równie dobrze mógłbyś twierdzić, że
              Ph.D. oznacza również Bohatera Związku Radzieckiego, który to tytuł również w
              Australii nie występuje; równie proste i przekonujące. Równie przekonujący jest
              też dodatkowy argument, że to dlatego, że filozofia jest taka ważna – naprawdę
              jesteś taki głupi, czy tylko udajesz? Czy – normalni, nie tacy jak Ty –
              doktorowie filozofii uważają się za dr. hab., a doktorzy hab. – za profesorów
              belwederskich? Po prostu zełgałeś i nie masz odwagi, by się do tego przyznać.
              Kłamać też trzeba umieć, a nie liczyć właśnie na NIEZNAJOMOŚĆ przez ludzi z
              kraju języka i realiów państw anglosaskich.

              - Dalej jednak łżesz, wypierając się swoich twierdzeń o kontaktach naukowych z
              Jarzębskim. Niezbyt to konsekwentne – ale w końcu to Twoja sprawa.

              - Niezupełnie Twoją sprawą jest już jednak mierzenie wielkich artystów własną
              miarą, równie ciasną i nikczemną co cały Ty. To, że wyobrażasz sobie, że
              zgadzając się na sfilmowanie swojego dzieła, można kierować się tylko forsą,
              niewiele mówi o Lemie; za to wiele o Tobie. A propos, szczuropolaku uciekający
              od ojczyzny; jaką stawkę tam dostajesz za mycie okien? Może przerzucisz się na
              czyszczenie kibli - zajęcie chyba jeszcze bardziej odpowiednie dla Ciebie, i to
              pod każdym względem? Tak, Kagan, kiedy Lem przez parę lat, po stanie wojennym,
              przebywał na Zachodzie i tam ułożył sobie wygodnie życie, zachodząc – jak
              zresztą wszędzie i pod każdym względem - lata świetlne wyżej od Ciebie, jednak
              do kraju wrócił. To jedna z tych drobnych różnic między takim gigantem jak on i
              takim karłem jak Ty…
              Aha, tylko nie odbieraj tego jako zachęty do i swojego powrotu do Polski. Broń
              Boże. ;-)

              - Widzę, że „Pulp fiction” nie widziałeś i/lub dowcipu nie chwytasz. Cóż, żeby
              móc załapać żart, trzeba dysponować lotnością nieco większą od rozdeptanej
              ropuchy. Nie od dziś wiadomo też, że rozmaitych maniaków i fanatyków łatwo
              rozpoznać po całkowitym braku poczucia humoru…

              - Nędzny pseudoznawco literatury; co do „Pamiętnika…” – dobrze przynajmniej, że
              nie próbujesz udawać, że wspomniana przez mnie wzmianka ze Wstępu nie istnieje.
              Co do reszty bzdur Twojego autorstwa; jeśli uważasz mimo wszystko, że intencją
              Lema było danie satyry na USA, myślisz pewnie również, że intencją Kafki było
              danie satyry na Austrię. Ręce opadają na widok takiego analfabetyzmu i
              prymitywizmu myślenia…

              - Nędzny pseudoznawco filmu; jeśli wciąż utrzymujesz, że w filmach SF
              najważniejsze są efekty specjalne (i to dlatego, że.. stanowią ponad połowę
              budżetu), i to głównie im zawdzięcza swoją pozycję „Odyseja kosmiczna”, to ręce
              opadają na widok.. .(patrz wyżej). Jakim zresztą ciemniakiem trzeba być, aby
              z „Odyseją” zestawiać „Hollow Mana” (jakby przyrównywać filmy z Van Dammem
              do „Ojca Chrzestnego”…) – to już pozostawiam do uznania P.T. Publiczności.

              - Całkowicie poza towarzystwem ludzi jako – tako przyzwoitych sytuuje Cię
              powtarzanie obrzydliwych bredni o sukcesie Lema zawdzięczanym żydowskiemu
              pochodzeniu, zaś poza towarzystwem ludzi jako – tako normalnych – używanie
              terminów typu „żydochazar” (?!!!). Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu
              o Twojej niepoczytalności. Powiedz, tak szczerze; ile razy byłeś już leczony
              psychiatrycznie?

              Mógłbym jeszcze to i owo napisać (np. o kolejnych Twoich banialukach, jakoby
              wytykanie pochodzenia nie było atakowaniem ad personam, czy o nieodróżnianiu
              sytuacji Lema i Clarke’a), ale naprawdę już mi się nie chce i chyba nie warto;
              nie sądzę, że ktokolwiek uwierzył na tym forum w Twoje brednie – wszyscy, tak
              samo jak ja, mają Cię za niebezpiecznego idiotę, na co wskazuje również
              absolutny brak poparcia Twoich „wypowiedzi”. A zapluwaj się dalej w sieci,
              jeśli tylko to potrafisz; największa karą za to będzie dla Ciebie czynienie w
              ten sposób swojego życia jeszcze bardziej i konsekwentniej beznadziejnym, niż
              jest już ono obecnie. Tak trzymać! :-)
              • Gość: Kagan Re: 'Solaris' - pierwsza recenzja z USA IP: *.khi.is 01.12.02, 13:44
                _alcest napisał:
                Kagan, jak już wspominam na wątku obok, jesteś tak niewiarygodnie żałosny, a
                zarazem tak kompletnie i całkowicie popieprzony, że trudno mi przemóc się, aby
                jeszcze choć raz się do Ciebie odezwać; jest to czynność równie przyjemna, co
                ściskanie dłoni unurzanej w gównie.
                K: Z braku argumentow merytorycznych obrzucasz mnie blotem!

                A:Rzucę jednak jeszcze tylko parę myśli, aby dodatkkowo uwidocznić – na
                teoretycznie możliwy wypadek, że ktoś jeszcze mógłby mieć co do tego jakieś
                wątpliwości – całą bezdenną głupotę Twoich twierdzeń.
                K: Z gory zakladasz ma glupote, aby jej dowiesc. To sie nazywa petitio
                principii..;(

                A: Z właściwą sobie inteligencją, po wstępnym udawaniu ataku amnezji co do
                swojej wcześniejszej działalności, nagle budzisz się i przyznajesz, że
                twierdziłeś, że Ph.D. oznacza habilitację. Dobre i to – nie muszę szukać
                po archiwach, natomiast co do Twojej genialnej „argumentacji”; jeśli
                napisałeś tak, bo w Australii habilitacji nie ma, równie dobrze mógłbyś
                twierdzić, że Ph.D. oznacza również Bohatera Związku Radzieckiego, który to
                tytuł również w Australii nie występuje; równie proste i przekonujące.
                K: Blad argumentacji i poslugiwanie sie klamstwami. Ja tylko napisalem, ze w
                Australii PhD to jest NAJWYZSZY stopien naukowy! Nie mozna bezposednio, taj jak
                ty to robisz, porownywac jablek z pomaranczami!

                A:Równie przekonujący jest też dodatkowy argument, że to dlatego, że filozofia
                jest taka ważna – naprawdę jesteś taki głupi, czy tylko udajesz? Czy –
                normalni, nie tacy jak Ty doktorowie filozofii uważają się za dr. hab., a
                doktorzy hab. – za profesorów belwederskich?
                K: Znow porownujesz bezposrednio dwa ROZNE systemy i atakujesz mnie ad
                personam, jak niegdys Baczko Kotarbinskiego... :(

                A: Po prostu zełgałeś i nie masz odwagi, by się do tego przyznać.
                Kłamać też trzeba umieć, a nie liczyć właśnie na NIEZNAJOMOŚĆ przez ludzi z
                kraju języka i realiów państw anglosaskich.
                K: Klamiesz ty, zarzucajac mi klamstwa! Na zasadzie "lapaj zlodzieja"...
                Wstyd...:(

                A: Dalej jednak łżesz, wypierając się swoich twierdzeń o kontaktach naukowych z
                Jarzębskim. Niezbyt to konsekwentne – ale w końcu to Twoja sprawa.
                K: Znow to ty klamiesz! Pisalem wyraznie, ze byl moim recenzentem jako znawca
                tworczosci Lema, a nie jako polonista, bo moja praca byla z nauk politycznych a
                nie z polonistyki!

                A: Niezupełnie Twoją sprawą jest już jednak mierzenie wielkich artystów własną
                miarą, równie ciasną i nikczemną co cały Ty. To, że wyobrażasz sobie, że
                zgadzając się na sfilmowanie swojego dzieła, można kierować się tylko forsą,
                niewiele mówi o Lemie; za to wiele o Tobie.
                K: Wiele mowi wlasnie o Lemie, ktory nie potrzebuje przeciez wiecej pieniedzy,
                ale w pogoni za dodatkowymi profitami rozmienia sie na starosc na drobne,
                piszac trzeciorzedne teksty (zaczelo sie od P. Znawcy w paryskiej "Kulturze") i
                sprzedaja swe powiesci podrzednym majstrom hollywoodzkim...;(

                A: A propos, szczuropolaku uciekający od ojczyzny; jaką stawkę tam dostajesz za
                mycie okien? Może przerzucisz się na czyszczenie kibli - zajęcie chyba jeszcze
                bardziej odpowiednie dla Ciebie, i to pod każdym względem? Tak, Kagan, kiedy
                Lem przez parę lat, po stanie wojennym, przebywał na Zachodzie i tam ułożył
                sobie wygodnie życie, zachodząc – jak zresztą wszędzie i pod każdym względem -
                lata świetlne wyżej od Ciebie, jednak do kraju wrócił. To jedna z tych drobnych
                różnic między takim gigantem jak on i takim karłem jak Ty…
                K: Lem wrocil, bo sie ze wszystkimi poklocil na owym zachodzie, nawet z Dr.
                Rottensteinerem, ktory go wylansowal w Europie Zachodniej... A twoj atak ad
                prsonam na mnie dowodzi tylko tego, ze brak ci argumentow merytorycznych... :(

                A: Aha, tylko nie odbieraj tego jako zachęty do i swojego powrotu do Polski.
                Broń Boże. ;-)
                K: Boga nie ma, powinienes o tym wiedziec...;) A jak bede chcial wrocic, to
                przeciez nie ciebie sie bede pytal o zgode...:)

                A: Widzę, że „Pulp fiction” nie widziałeś i/lub dowcipu nie chwytasz. Cóż, żeby
                móc załapać żart, trzeba dysponować lotnością nieco większą od rozdeptanej
                ropuchy. Nie od dziś wiadomo też, że rozmaitych maniaków i fanatyków łatwo
                rozpoznać po całkowitym braku poczucia humoru…
                K: Kolejny atak ad personam? I czy ja usze ogladac kazdy "shit" z USA?

                A: Nędzny pseudoznawco literatury; co do „Pamiętnika…” – dobrze przynajmniej,
                że nie próbujesz udawać, że wspomniana przez mnie wzmianka ze Wstępu nie
                istnieje.
                K: Istnieje, i to we WSZYSTKICH wydaniach, w tym tez na zachodzie! Upada wiec
                twoj "argument", ze to jest niby "apokryf"... :(

                A: Co do reszty bzdur Twojego autorstwa; jeśli uważasz mimo wszystko, że
                intencją Lema było danie satyry na USA, myślisz pewnie również, że intencją
                Kafki było danie satyry na Austrię. Ręce opadają na widok takiego analfabetyzmu
                i prymitywizmu myślenia…
                K: Kafka napisal satyre na cale Austro-Wegry, a po czesci i na cala tzw.
                zachodnia cywilizacje. Podobnie Lem, tyle, ze w tym wypadku dobrze przewidzial,
                ze pod koniec XX w. pozostanie tylko jedno supermocarstwo, czyli USA...
                CDN
                • Gość: Kagan Re: 'Solaris' - pierwsza recenzja z USA -CD IP: *.khi.is 01.12.02, 13:56
                  Alcest: Nędzny pseudoznawco filmu; jeśli wciąż utrzymujesz, że w filmach SF
                  najważniejsze są efekty specjalne (i to dlatego, że.. stanowią ponad połowę
                  budżetu), i to głównie im zawdzięcza swoją pozycję „Odyseja kosmiczna"
                  to ręce opadają na widok.. .(patrz wyżej). Jakim zresztą ciemniakiem trzeba
                  być, aby z „Odyseją” zestawiać „Hollow Mana” (jakby przyrównywać filmy z Van
                  Dammem do „Ojca Chrzestnego”…) – to już pozostawiam do uznania P.T.
                  Publiczności.
                  K: Bez "special effects" nie byloby filmow SF! Kubrick sam projektowal owe
                  efekty do "2001", a "Hollow Man" dostal za nie Oskara! I ten ostani byl
                  wyraznie oparty na ideach HG Wellsa, podobnie jak "Wechikul czasu". No, ale dla
                  ciebie HG Wells to pewnie "drugorzedny pisarzyna", bo to byl socjalista...:(

                  A: Całkowicie poza towarzystwem ludzi jako – tako przyzwoitych sytuuje Cię
                  powtarzanie obrzydliwych bredni o sukcesie Lema zawdzięczanym żydowskiemu
                  pochodzeniu, zaś poza towarzystwem ludzi jako – tako normalnych – uzywanie
                  terminów typu „żydochazar” (?!!!). Coraz bardziej utwierdzam się w
                  przekonaniu o Twojej niepoczytalności. Powiedz, tak szczerze; ile razy byłeś
                  już leczony psychiatrycznie?
                  K: Znow zostaja ci tylko katolsko-sowieckie "oskarzenia" o "niepoczytalnosc
                  umyslowa". Czy ty wiesz przynajmniej, kim byli Chazarzy? :(

                  A: Mógłbym jeszcze to i owo napisać (np. o kolejnych Twoich banialukach, jakoby
                  wytykanie pochodzenia nie było atakowaniem ad personam, czy o nieodróżnianiu
                  sytuacji Lema i Clarke’a), ale naprawdę już mi się nie chce i chyba nie warto;
                  K: Jak masz cos do napisania, to napisz, a jak nie masz, to siedz cicho...

                  A: nie sądzę, że ktokolwiek uwierzył na tym forum w Twoje brednie – wszyscy,
                  tak samo jak ja, mają Cię za niebezpiecznego idiotę, na co wskazuje również
                  absolutny brak poparcia Twoich „wypowiedzi”. A zapluwaj się dalej w sieci,
                  jeśli tylko to potrafisz; największa karą za to będzie dla Ciebie czynienie w
                  ten sposób swojego życia jeszcze bardziej i konsekwentniej beznadziejnym, niż
                  jest już ono obecnie. Tak trzymać! :-)
                  K: Popelniasz "falalcy of composition" uwazajac siebie za miarodajnego
                  rzecznika pogladow reszty forumowiczow. Robiles jakis sondaz? To, ze ktos
                  ciebie poparl, nie znaczy, iz czyni tak wiekszosc. I zreszta odkad to
                  kryterium prawdy naukowej jest opinia wiekszosci? Pozostaja ci wiec tylko
                  niewybredne ataki ad personam...:( Zal mi ciebie, zal...:(
                  Miales nadzieje, ze zostane zabanowany, i ze nie bede mogl ci
                  odpowiedziec? Jakze to katolickie i komunistyczne zarazem...:(
                  Kagan - mywebpage.netscape.com/ljkel2/index.html

                • _alcest Re: 'Solaris' - pierwsza recenzja z USA 04.12.02, 11:53
                  Kagan, cała nasza dotychczasowa wymiana zdań po raz kolejny dobitnie dowodzi
                  tego, co i tak było doskonale wiadome już od początku; takiego przykładu
                  internetowego oszołoma, głąba i ignoranta zgrywającego znawcę jak Ty to ze
                  świecą szukać. :-) Bijesz wszelkie rekordy pod tymi względami, pozostawiając w
                  pobitym polu nawet sieciowe odgałęzienie Rodziny Radia Maryja. Nareszcie coś w
                  Twoim zakichanym życiu, z czego możesz być dumny; cieszysz się, co? ;-)

                  Na próżno szukać by za to w Twoich postach argumentów meytorycznych. Potrafisz
                  tylko jęczeć jak obrażona kwoka o argumentach ad personam (samemu ich nb. na
                  okrągło używając) i artykułować bełkot nie mający już żadnego związku z
                  rzeczywistością i nie trzymający nawet wewnętrznej logiki. Piszesz bzdury o
                  rzekomych niepowodzeniach Lema w Austrii, nie znasz znaczenia
                  terminu „apokryf”, kłamiesz i kręcisz nt. swoich wcześniejszych wypowiedzi, i
                  utrzymujesz, że dorobek Kafki to… satyra na Austro – Węgry. ‘Nuff said.
                  Niniejszym ogłaszam wyrok: za uporczywą głupotę i maniactwo, sieciowe chamstwo
                  oraz absolutną niezborność procesów myślowych, nie licząc pomniejszych
                  przestępstw, obywatel (na szczęście nie Polski ;-)) Kagan zostaje skazany na
                  ostateczne i nieodwołalne wykluczenie z grona choćby w przybliżeniu normalnych
                  forumowiczów. W związku z powyższym, stanowi wyjątek od mojej osobistej zasady
                  dyskutowania jedynie merytorycznie; tak, Kagan, zamiast tego będę (oczywiście
                  czasami, bo nawet 10 takich palantów jak Ty nie jest godnych zająć choćby 1%
                  mojego cennego czasu ;-)) bezpośrednio wypominał Twój głęboki idiotyzm
                  tudzież ciężki analfabetyzm intelektualny. Zadowolony? :-)
                  • Gość: Kagan Re: 'Solaris' - pierwsza recenzja z USA IP: *.intranet.loc / *.abo.wanadoo.fr 16.12.02, 07:23
                    _alcest napisał:
                    Kagan, cała nasza dotychczasowa wymiana zdań po raz kolejny dobitnie dowodzi
                    tego, co i tak było doskonale wiadome już od początku; takiego przykładu
                    internetowego oszołoma, głąba i ignoranta zgrywającego znawcę jak Ty to ze
                    świecą szukać. :-)
                    K: O sobie piszesz? ;)

                    A: Bijesz wszelkie rekordy pod tymi względami, pozostawiając w pobitym polu
                    nawet sieciowe odgałęzienie Rodziny Radia Maryja. Nareszcie coś w Twoim
                    zakichanym życiu, z czego możesz być dumny; cieszysz się, co? ;-)
                    K: Radio Maryja to przyklad doskonalej technicznie propagandy, ktorej nawet dr
                    Goeebels by sie nie powstydzil... Zazdroscisz mi, ze potrafie manipulowac
                    faktami lepiej niz O. Muchomorek? ;)

                    A: Na próżno szukać by za to w Twoich postach argumentów meytorycznych.
                    K: Tu klamiesz! Zyuwaz, ze ja gesto cytuje z Lema (np. z jego artykulu
                    "Imperializm na Mmarsie") i pozniej tylko celnie komentuje...
                    Przyklad:
                    mywebpage.netscape.com/ljkel2/lem01.html(fragment)
                    "IMPERIALIZM NA MARSIE" ("IMPERIALISM ON MARS"):
                    "Na przykladzie amerykanskiej fantastyki naukowej dostrzegamy, ze przyjmujac
                    jako zalozenia kapitalistycznym stosunki produkcji i wlasnosci nie sposob
                    stworzyc godnej czlowieka perspektywy przyszlosci swiata. Calkowicie odmiennie
                    rzecz przedstawia sie w spoleczenstwie, budujacym socjalizm. Z niego wszystkie
                    drogi prowadza w przyszlosc i dlatego przed pisarzem - tworca fantastyki
                    naukowej otwieraja sie tu oszalamiajace swym bogactwem horyzonty". S. Lem

                    A: Potrafisz tylko jęczeć jak obrażona kwoka o argumentach ad personam (samemu
                    ich nb. na okrągło używając) i artykułować bełkot nie mający już żadnego
                    związku z rzeczywistością i nie trzymający nawet wewnętrznej logiki. Piszesz
                    bzdury o rzekomych niepowodzeniach Lema w Austrii, nie znasz znaczenia
                    terminu „apokryf”, kłamiesz i kręcisz nt. swoich wcześniejszych wypowiedzi, i
                    utrzymujesz, że dorobek Kafki to… satyra na Austro – Węgry.
                    K: A na co, sie pytam? Biurokracja tego imperium az sie prosila o satyre...
                    Pardon, sama byla satyra na siebie, wiec Kafka mial bardzo latwe zadanie...;)

                    A: Niniejszym ogłaszam wyrok: za uporczywą głupotę i maniactwo, sieciowe
                    chamstwo oraz absolutną niezborność procesów myślowych, nie licząc pomniejszych
                    przestępstw, obywatel (na szczęście nie Polski ;-)) Kagan zostaje skazany na
                    ostateczne i nieodwołalne wykluczenie z grona choćby w przybliżeniu normalnych
                    forumowiczów. W związku z powyższym, stanowi wyjątek od mojej osobistej zasady
                    dyskutowania jedynie merytorycznie; tak, Kagan, zamiast tego będę (oczywiście
                    czasami, bo nawet 10 takich palantów jak Ty nie jest godnych zająć choćby 1%
                    mojego cennego czasu ;-)) bezpośrednio wypominał Twój głęboki idiotyzm
                    tudzież ciężki analfabetyzm intelektualny. Zadowolony? :-)
                    K: Ja tez sie moge obwolac takim samym prokuratorem, sedzia i katem w jednej
                    osobie. Ale w odroznieniu od ciebie ja wiem, co to jest tzw. natural justice,
                    wiec zanim wydam wyrok na ciebie, daje ci szanse przedstawienia argumentow,
                    ktore ciebie byc moze wybronia od glownego zarzutu klamstwa z premedytacja,
                    tudziez plagiaryzmu i podszywania sie pod kogos innego niz nim jestes... :(
                    Czekam! Jestem bowiem (w odroznieniu od ciebie) sedzia nierychliwym,
                    ale SPRAWIEDLIWYM!
                    Kagan
              • Gość: Kagan "Imperializm na Marsie" IP: *.khi.is 02.12.02, 06:08
                Patrz:
                mywebpage.netscape.com/ljkel2/imperialmars.htmloraz:
                www.pk.bezuprzedzen.pl/amars.htm........................................
                Nie tylko ja osmielilem sie wysmiac Lema-Staliniste! ;)
                Kagan
          • Gość: Kagan O Lemie nieco inczej... IP: *.vic.bigpond.net.au 21.11.02, 15:43
            KSIAZKI
            ¤ Tako rzecze... Lem
            List Andrzeja Kurza do Stanisława Lema
            Andrzej Kurz, Kraków 12-06-2002 17:48
            W związku z wielkim fragmentem wywiadu-rzeki Stanisława Beresia ze Stanisławem
            Lemem, przedrukowanego w "Gazecie" 20 maja 2002 r., proszę o opublikowanie
            następującego sprostowania zawartych w tym tekście niezgodności z prawdą

            W stosunkach wydawcy z pisarzem zawsze występuje wiele napięć, ale obaj obejść
            się bez siebie nie mogą, Stanisław Lem opublikował w Wydawnictwie Literackim w
            okresie, kiedy nim kierowałem (1971-90), 50 swoich książek, a ich nakład łączny
            zbliżał się do trzech milionów egzemplarzy. Jeśli dobrze pamiętam, zrezygnował
            w tym czasie z usług jakiegokolwiek innego polskiego wydawcy. Przeciętnie
            rocznie publikowaliśmy mu od dwóch do pięciu tytułów, z wyjątkiem lat 1979-80.

            Oprócz tego w pierwszej połowie lat 70. zaproponował nam wydawanie pod hasłem
            "Stanisław Lem poleca" serii najciekawszych w świecie powieści fantastycznych
            ze swoimi posłowiami-komentarzami. Przystałem na tę propozycję z radością,
            prosząc go przy tym o pomoc w pozyskiwaniu zgody autorów zagranicznych na
            płatność wyłącznie w złotówkach. Wydawnictwo Literackie nie dysponowało żadną
            możliwością płacenia w dewizach. W tamtych czasach było to naturalne.

            Seria zaczęła się w 1975 r. pomyślnie, jednak już wkrótce amerykański pisarz
            Philip K. Dick, który sygnował umowę na wydanie swej książki "Ubik", napadł na
            Stanisława Lema w prasie amerykańskiej, oskarżając go o to, o czym Lem wspomina
            w wywiadzie, a także o służenie komunistycznym interesom. W ślady Dicka poszła
            również, o ile dobrze pamiętam, znakomita, ale psychicznie niezrównoważona
            pisarka Ursula Le Guin, której książka "Czarnoksiężnik z archipelagu" w
            przekładzie Stanisława Barańczaka również znalazła się w naszych umowach.

            Nie przypominam sobie sprawy niewysłania do Philipa Dicka listu, który napisał
            Stanisław Lem i pracowicie przetłumaczywszy na angielski, złożył w moim
            wydawnictwie. Wiem jednak dobrze, że wydawnictwo nie miało zwyczaju
            pośredniczenia w wysyłaniu listów od swych autorów. Listy zawsze pisaliśmy
            sami, nie mając trudności z językami obcymi, i zawsze, kiedy chodziło o
            odpowiedzialność prawną, podpisywał pisma we własnym imieniu dyrektor lub
            upoważniony przez niego zastępca. Oczywiście niesłuszność zarzutów, a właściwie
            pomówień wobec Stanisława Lema o sprzeniewierzenie pieniędzy i służenie
            komunizmowi, amerykańskim autorom wyjaśniałem pisemnie.

            Sprawa Philipa Dicka i Ursuli Le Guin spowodowała, że Stanisław Lem ku naszemu
            żywemu żalowi zrezygnował z wydawania serii. A więc nie ja serię przerwałem,
            nie trzeba też do tego mieszać jeszcze Stanisława Barańczaka i mojego do niego
            stosunku.

            Zresztą przekład książki Ursuli Le Guin dokonany przez Stanisława Barańczaka
            opublikowałem i był to ostatni tom w serii "Stanisław Lem poleca". W późnych
            latach 70. rzucono przeciw mnie w wydziale kultury KC oskarżenie, że odkąd
            Stanisława Barańczaka usunięto z PZPR, stał się moim pupilem. W 1974 r. bowiem
            wydałem w dwujęzycznej serii poezji światowej wielki tom wierszy Thomasa Dylana
            w wyborze, doskonałym przekładzie i z posłowiem właśnie Stanisława Barańczaka i
            zgłosiłem taką samą inicjatywę wydawniczą na przekłady wierszy Edwarda
            Cummingsa, Johna Donne'a i Roberta Lovela. Wydania te, w tłumaczeniu i z
            posłowiami Barańczaka, opublikowałem w pierwszej połowie lat 80. To wszystko
            można sprawdzić na półkach w polskich domach albo w bibliografiach.

            Prawdą jest jednak, co z wywiadu ze Stanisławem Lemem wynika wyraźnie, że miał
            on zwyczaj w Wydawnictwie Literackim pokrzykiwać głośno, nie tyle na mnie -
            spotykaliśmy się rzadko, a w ogóle nikt na mnie nie krzyczał - ile na moich
            współpracowników czy, ściślej mówiąc, współpracownice. Pocieszałem je potem i
            mitygowałem nieraz, argumentując, że może Stanisław Lem nie jest
            najwytworniejszym dżentelmenem, ale nawet moja matka i ciotka znające dobrze we
            Lwowie jego rodziców mówiły, że już jako dziecko nie był sympatyczny, ale
            przecież nie za to go w naszym wydawnictwie kochamy.

            Niestety, co najmniej dwa razy miał Stanisław Lem rację, krzycząc głośno
            (powtarzam: nie na mnie), i czułem się w obowiązku go przepraszać. Raz, kiedy
            pracownice księgowości nie uwzględniły przy obliczaniu jego honorarium zniżki
            podatku należnej wszystkim członkom Związku Literatów Polskich i w dodatku
            zachowywały się potem niegrzecznie, dając do zrozumienia, że Lem zarabia więcej
            niż ktokolwiek inny. Pouczyłem je, że musi być przedmiotem dumy i znakiem
            wielkości naszego wydawnictwa to, że płacimy najwyższe honoraria w Polsce.
            Drugi raz było jeszcze gorzej. Poleciłem kierowniczce redakcji literatury
            współczesnej uzgodnić ze Stanisławem Lemem czas mojego z nim spotkania, a
            wezwany na ten termin do Warszawy prosiłem, aby przełożyła rozmowę na nieco
            później. Stanisław Lem przyszedł w umówionym pierwotnie terminie i mnie nie
            zastał. Okazało się, że redaktorka, choć miała na to kilka dni, nie zawiadomiła
            go o moim wyjeździe, tłumaczyła się przede mną, że "dzwoniła, ale telefon u
            pana Lema nie odpowiadał". Teraz ja krzyczałem na redaktorkę i podjąłem decyzję
            o dyscyplinarnym jej zwolnieniu. Zaczęły się interwencje związków zawodowych i
            moich współpracowniczek w obronie koleżanki, skądinąd kwalifikowanej zawodowo,
            bo "ma bardzo chore dzieci i jest nieszczęśliwa". Jak zwykle, ale tym razem
            niesłusznie, uległem i tylko przesunąłem ją do innej redakcji. Napisała,
            żegnając się ze swymi autorami, wiele listów sugerujących, że jej dyrektor jest
            partyjnym satrapą, a ona jego ofiarą. Potem była liderką solidarnościowej
            rewolucji w Wydawnictwie Literackim, a po moim odejściu nawet członkiem
            dyrekcji. W połowie lat 90., kiedy Wydawnictwo Literackie znajdowało się na
            dnie kryzysu, odeszła do skrajnie prawicowego, religianckiego i ksenofobicznego
            krakowskiego pisma literacko-społecznego, ale i tam nie odniosła sukcesu.
            Nawiasem mówiąc, chyba jednak bez związku z ową redaktorką, ze środowiska tego
            pisma płynęły insynuacje i argumenty, które miały prowadzić do nieprzyznania
            Stanisławowi Lemowi honorowego obywatelstwa Krakowa. Tym razem jednak znalazła
            się w radzie miasta skromna większość ludzi przyzwoitych (głównie z lewicy i
            centrum), którzy wniosek o tytuł przegłosowali.

            I tego właśnie Stanisławowi Lemowi gratulowałem.
            www2.gazeta.pl/ksiazki/1,20749,875751.html
          • Gość: Kagan KLAMSTWA ALCESTA IP: *.vic.bigpond.net.au 22.11.02, 03:04
            _alcest napisał:
            Muszę natomiast parę słów poświęcić koledze kaganowi, znanemu z tego, że
            wypowiada się, gdzie tylko może; a im mniej się na czymś zna, tym wypowiada się
            z większą pewnością. Dotyczy to i Lema, co do którego twórczości twierdził
            swego czasu nawet, że zrobił z niej… Ph.D. (przy okazji wciskając głodne
            kawałki, że oznacza to habilitację, a nie doktorat), przyłapany jednak przeze
            mnie na nieznajomości podstawowych kwestii odnośnie „Pamiętnika znalezionego w
            wannie” nie potrafił absolutnie nic na to odpowiedzieć.
            K: Przeszukalem forum KULTURA, i doszedlem do wniosku, ze sie podszywasz pod
            kogos innego, bowiem zadnego twego postu na temat „Pamiętnika znalezionego w
            wannie” NIE ma na forum KULTURA!
            Oto co znalazlem:
            alcest - znaleziono: 10
            Forum KULTURA
            1. Re: 'Solaris' - pierwsza recenzja z USA
            autor: _alcest data: 19-11-2002
            2. Re: A Stomma jest cool !!!
            autor: _alcest data: 12-11-2002
            3. Re: Alcest jesteś CIOTĄ i do tego piszesz
            autor: _alcest data: 05-11-2002
            4. Re: 'Polityka'
            autor: _alcest data: 05-11-2002
            5. Odpowiedź bis i sprostowanie sprostowania
            autor: _alcest data: 04-11-2002
            6. Re: Odpowiedź
            autor: Gość portalu: Alcest data: 29-10-2002 *.waw.cdp.pl / *.gov.pl
            7. Odpowiedź
            autor: Gość portalu: Alcest data: 29-10-2002 *.waw.cdp.pl / *.gov.pl
            8. Do zielki i tyu
            autor: Gość portalu: Alcest data: 29-10-2002 *.waw.cdp.pl / *.gov.pl
            9. 'Polityka' - list otwarty: cz. II
            autor: Gość portalu: Alcest data: 23-10-2002 *.gov.pl
            10. "Polityka" - list otwarty, którego Onet nie puścił
            autor: Gość portalu: Alcest data: 23-10-2002 *.gov.pl
            THAT'S ALL! :(
            Kagan
            • Gość: Kagan Re: KLAMSTWA ALCESTA IP: *.its.monash.edu.au / *.arts.monash.edu.au 22.11.02, 07:19
              _alcest napisał:
              Muszę natomiast parę słów poświęcić koledze kaganowi, znanemu z tego, że
              wypowiada się, gdzie tylko może; a im mniej się na czymś zna, tym wypowiada się
              z większą pewnością. Dotyczy to i Lema, co do którego twórczości twierdził
              swego czasu nawet, że zrobił z niej� Ph.D. (przy okazji wciskając głodne
              kawałki, że oznacza to habilitację, a nie doktorat), przyłapany jednak przeze
              mnie na nieznajomości podstawowych kwestii odnośnie �Pamiętnika znalezionego w
              wannie� nie potrafił absolutnie nic na to odpowiedzieć.
              K: Przeszukalem forum KULTURA, i doszedlem do wniosku, ze sie podszywasz pod
              kogos innego, bowiem zadnego twego postu na temat �Pamiętnika znalezionego w
              wannie� NIE ma na forum KULTURA!
              Oto co znalazlem:
              > alcest - znaleziono: 10
              > Forum KULTURA
              > 1. Re: 'Solaris' - pierwsza recenzja z USA
              > autor: _alcest data: 19-11-2002
              > 2. Re: A Stomma jest cool !!!
              > autor: _alcest data: 12-11-2002
              > 3. Re: Alcest jesteś CIOTĄ i do tego piszesz
              > autor: _alcest data: 05-11-2002
              > 4. Re: 'Polityka'
              > autor: _alcest data: 05-11-2002
              > 5. Odpowiedź bis i sprostowanie sprostowania
              > autor: _alcest data: 04-11-2002
              > 6. Re: Odpowiedź
              > autor: Gość portalu: Alcest data: 29-10-2002 *.waw.cdp.pl / *.gov.pl
              > 7. Odpowiedź
              > autor: Gość portalu: Alcest data: 29-10-2002 *.waw.cdp.pl / *.gov.pl
              > 8. Do zielki i tyu
              > autor: Gość portalu: Alcest data: 29-10-2002 *.waw.cdp.pl / *.gov.pl
              > 9. 'Polityka' - list otwarty: cz. II
              > autor: Gość portalu: Alcest data: 23-10-2002 *.gov.pl
              > 10. "Polityka" - list otwarty, którego Onet nie puścił
              > autor: Gość portalu: Alcest data: 23-10-2002 *.gov.pl
              THAT'S ALL! :(
              Kagan
            • _alcest Ciężki przypadek pt. kagan - ciąg dalszy 22.11.02, 18:19
              Gość portalu: Kagan napisał:

              ) K: Lem nie ceni sobie nikogo poza Lemem.

              Cóż za głębokie stwierdzenie, godne znawcy Lema i wszystkich jego pochwał nt.
              innych wielkości. Na czym je opierasz, o Najcięższy z Przypadków Forum?

              Z ekranizacji podobal mu sie chyba
              ) tylko "Przekladaniec", ktory powoduje wybuchy smiechu u moich studentow w
              ) calkowicie niezamierzonych miejscach: te "special effects" Wajdy polegajace na
              ) tym, ze nie poniewaz mial pieniedzy nawet na rozbicie stargo grata, to
              zastapil
              )
              ) sceny wypadkow obrazkami - jak w BATMANie (serial TV), tyle, ze tam bylo to
              ) zamierzone dzialanie, a u Wajdy z koniecznosci...:(

              O „Przekładańcu” Lem mówi tylko, że jest to najznośniejsza z ekranizacji jego
              prozy. Gratuluję jednak głębi mierzonej ocenianiem filmów na podstawie ich
              efektów specjalnych.

              ) K: Czyzby? Zalezy jak sie je sprzedaje! W przypadku SPACE ODYSSEY scenariusz
              ) pisali razem Kubrick i Clarke. Lem tez mogl wynegocjowac wspolautorstwo
              ) scenariusza, ale wolal "dulary"... :(

              Oczywiście, znów całkowity brak znajomości realiów. I Ty śmiesz się uważać za
              eksperta od science – fiction?! Scenariusz do „Odysei” musiał być napisany
              prawie od początku, ponieważ krótkie opowiadanie Clarke’a, które dało mu
              początek, nie stanowiło wystarczającej podstawy do nakręcenia filmu (dopiero
              później, na podstawie właśnie scenariusza, powstała powiesć); więc nie dziwota,
              że w tym wypadku Kubrick zaprosił do pomocy właśnie Clarke’a. Natomiast regułą,
              zwłaszcza w obecnych czasach, jest, że filmowcy amerykańscy albo kupują
              książkę – szczególnie autora zagranicznego – z prawem do samodzielnego
              wprowadzania zmian, albo nie kupują w ogóle. Ba, robią to nawet z gotowymi
              scenariuszami z innych kinematografii, np. francuskiej! Po co ja jednak rzucam
              tu perły przed wieprze, przecież o filmach też zapewnie nic nie wiesz… W
              każdym razie żeby spodziewać się, że Hollywood zgodzi się na konsultacje treści
              scenariusza z 80-latkiem z odległej o tysiące kilometrów Polski, znanym ze
              swego krytycznego stosunku do kultury amerykańskeij, w tym i samego Hollywood –
              trzeba mieć naprawdę źle w głowie. Lem miał jeden wybór; mógł albo zgodzić się
              na zrobienie filmu z przelaniem wszelkich praw, albo nie zgodzić się w ogóle.
              Oszołom podobny Tobie, szukający każdej okazji, żeby się do Lema przyczepić,
              może i wolałby tę drugą opcję (choć nie, musiałbyś się wtedy czepić czegoś
              innego…) – natomiast pozostali, normalni internauci – fani Lema mają na ten
              temat inne zdanie, nawet jeśli opcja hollywoodzka niesie za sobą pewne ryzyko.

              )
              ) K: Zanim zaczniesz klamac, przypomnij sobie EXODUS 20:16.

              Wiesz, co Kagan – tak między nami, to z Ciebie jednak regularny świr ;-). Udaję
              jednak chwilowo, że tak nie jest i wciąż polemizuję jak z kimś (w miarę…)
              normalnym. A co mam odpowiedzieć na tę konkretną, jakże sensowną uwagę? Może:
              przypomnij sobie Ezechiel 25:17! ;-)

              "Pamietnik" zas znam,
              )
              ) i to (niestety) znacznie lepiej niz ty, bowiem tobie sie on pomylil z innymi
              ) ksiazkami, i to niekoniecznie Lema!

              Co Ty znów za bzdury wygadujesz? Jakie niestety? Jakimi książkami? Jakich
              innych autorów? Jak zwykle z Twojej strony, bicie piany i bezmyślny słowotok.
              Przypomnę, o co chodzi. Wypisując napastliwe bzdury nt. twórczości Lema,
              wspomniałeś swego czasu i o wstępie do „Pamiętnika znalezionego w wannie”,
              czyniącym aluzje do końca kapitalizmu, dając tym dowód kompletnej ignorancji –
              kompletnej nawet jak na w miarę spostrzegawczego przeciętnego czytelnika, nie
              mówiąc o (co prawda rzekomym i samozwańczym) specjaliście od twórczości Lema.
              Otóż pominąłeś wzmiankę w tekście wykazującą, że wstęp ten jest jedynie
              apokryfem w ramach powieści, stanowiącym sposób użyty przez Lema dla zmylenia
              cenzury, w celu przemycenia w dalszej treści książki treści ówcześnie
              nieprawomyślnych! I komu się tu, zresztą jak zwykle, pomyliło – a konkretnie
              pomyliły własne omamy z faktami i zdrowym rozsądkiem?

              ) I poczytaj:
              ) (a
              href="http://www.monash.edu.au/graduations/sem1_arts_inab.html"target="_blan
              ) k")www.monash.edu.au/graduations/sem1_arts_inab.html(/a)
              ) Na koncu masz:
              ) In absentia Thursday 21st March
              ) Faculty of Arts
              ) Doctor of Philosophy
              ) Alfred Thomas Andrews
              ) Richard Lawrence Bell
              ) David Glanz
              ) Lech Janusz Keller
              ) Roy Liegel
              ) Judith Lesley Shaw

              Nie ma co, niezmiernie przekonujące! Ty jesteś „in absentia Roy Liegel” – czy
              może „Judith Lesley Shaw” ;-)? Nie będę w odpowiedzi nawet pokazywał własnej
              strony, na której przedstawiony jestem jako maharadża Hajderabadu ;-). Z
              paranokiem nie trzeba nawet dyskutować o prawdziwości przedstawianych przez
              niego tez, bo starczy wykazanie, jak bardzo te tezy – nawet gdyby były
              prawdziwe – nie trzymają się kupy. Utrzymuj więc sobie dalej, ze jesteś głównym
              specjalistą od Lema w Australi (biedna ta australijska młodzież…), a ja nie
              będę nawet szukał wypowiedzi innych forumowiczów, którzy już w przeszłości
              wykazywali sprzeczności w Twoich zeznaniach odnośnie swojej olśniewającej
              kariery naukowej. Zadam zaledwie na własną rękę i na gruncie przedstawionych
              przez Ciebie faktów trzy proste pytania. 1) Czemu utrzymywałeś, że Ph.D. to
              habilitacja z Lema? 2) Co ma wspólnego doktorat z filozofii z dysertacją o
              Lemie, w dodatku złożoną – o ile pamiętam wg Ciebie – u polonisty Jarzębskiego?
              3) Dlaczego – zakładając nawet, że zadowalająco odpowiesz na powyższe – będąc
              jakoby dr. hab. „lemologii” , zdarzyła Ci się tak kompromitująca wpadka jak
              opisana wyżej? Chyba więcej od Ciebie o Lemie wiedziałem już w podstawówce,
              mimo braku doktoratu… Założę się, że satysfakcjonująco na te 3 pytania nie
              odpowiesz, więc na razie oszczędzę Ci czwartego: dlaczego właściwie jesteś
              takim głąbem i oszołomem ;-)?

              ) K: W czym jest Lem wiekszy ode mnie? Wzrostem?

              To taki pseudodowcip, czy na serio potrafisz wyartykułować coś aż tak głupiego?
              Nie, przepraszam; kogo ja właściwie o to pytam…

              Nie za bardzo. Inteligencja?
              ) Zalezy jak ja mierzyc.

              Megaloman. Ale, z ciekawości; jaki to wymyślono na Twoim oddziale bez klamek
              sposób mierzenia inteligencji, który pozwala Ci wierzyć, że jesteś w
              jakikolwiek sposób inteligentniejszy od Lema? Test, kto potrafi wypić kompot,
              nie zapluwając się całkowicie, a jedynie do połowy?

              Pochodzeniem? Na pewno! No coz, ja nie jestem z "narodu
              ) wybranego"...:(

              I na dodatek antysemicki maniak. Zaraz się dowiemy, że swoje sukcesy Lem
              zawdzięcza pochodzeniu…


              I na koniec: z braku argumentow merytorycznych zaczales sie
              ) czepiac mej osoby, czyli uzyles niegodnych argumentow ad personam...
              ) I, co gorsza, napisales klamstwa, ktore klatwo zweryfikowac klikajac na
              ) link przeze mnie podany na tym poscie...
              ) Bowiem jak ja krytykuje Lema, to krytykuje jego poglady, ktore cytuje. A ty
              ) piszesz oszczerstwa na moj temat, i tym samym sie kompromitujesz... :(
              ) Kagan

              Biedna, skrzywdzona niewinna owieczka; Sierotka Marysia forum – a może jednak
              raczej Koziołek Matołek. Napadłem niegodnie ad personam, skłamałem… Do Twoich
              bzdur o moich kłamstwach już się odniosłem. Teraz jeszcze tylko wspomnę o
              niesłychanej wręcz, przekraczającej już granice śmieszności, bezczelności;
              takich argumentów śmie używać ktoś piszący o Lemie per „stalinista”?
              Wytykający mu jego żydowskie pochodzenie? W TYM SAMYM POŚCIE, co swoje
              płaczliwe skargi, wypisujący, jak to Lem „woli dulary”? A paszoł do budy! Ale
              spokojnie, to wszystko pewnie „krytyka poglądów”…
              Z zadowoleniem muszę tu jednak zaznaczyć, że trafiłem celnie; coś „Kolega”
              zużywa strasznie dużo piany i poświęca ładny kawałek swoje
              • _alcest Re: Ciężki przypadek pt. kagan - ciąg dalszy 22.11.02, 18:19
                Z zadowoleniem muszę tu jednak zaznaczyć, że trafiłem celnie; coś „Kolega”
                zużywa strasznie dużo piany i poświęca ładny kawałek swojego internetowego
                życia (a innego życia przecież nie ma…) w odpowiedzi na moje skromne posty.
                Może w końcu dostaniesz od tego jakichś nawrotów, kagan, i znów panowie w
                białych kitlach zabiorą Ci dostęp do komputera; a wtedy będę mógł poczytać
                sobie za zasługę ten skromny wkład w zbożne dzieło czynienia Internetu
                czystszym i normalniejszym ;-). Na razie idę, bo - w przeciwieństwie do
                Ciebie – mam jeszcze parę rzeczy do roboty w życiu oprócz przesiadywania na
                akurat tym forum; ale odezwę się jeszcze w przyszłym tygodniu, również nt.
                Twoich nagłych przypadków amnezji co do nie tylko cudzej, ale i własnej
                działalności na forum.


                Na zakończenie muszę przeprosić pozostałych czytelników za ostry miejscami ton
                niniejszej wypowiedzi. W razie wątpliwości poczytajcie jednak sami kagana (ale
                tylko w ostateczności, bo lektura to mocno obrzydliwa i jednocześnie kompletnie
                bezsensowna). Z nim naprawdę nie da się inaczej - nawet kiedy piszę do niego
                tak jak teraz, ledwo kontaktuje – a zresztą, biorąc pod uwagę jego własne
                posty, inaczej po prostu nie warto…
                • Gość: Kagan Ciężki przypadek alcesta: IP: *.vic.bigpond.net.au 23.11.02, 03:31
                  A oto wyjatki z
                  mywebpage.netscape.com/ljkel2/lem01.html
                  Powiedzcie sami, gdzie sa tam owe "wulgaryzmy"?
                  Na witrynie tej zamieszczac bede glownie wyjatki z dziel
                  Lema, ktore powstaly i zostaly opublikowane w latach
                  socrealizmu, czyli z grubsza pomiedzy rokiem 1950 a 1955.
                  Glownym powodem powstania tej witryny jest zaklamanie
                  Lema, polegajace na tym, ze nie pozwalajac na ich
                  publikacje falszuje on niejako historie literatury,
                  jednoczesnie ukrywajac swa przeszlosc jako gorliwy
                  zwolennik komunizmu w jego sowieckim (bolszewickim) wydaniu.

                  ASTRONAUCI (THE ASTRONAUTS):
                  "Nauka nigdy juz nie miala wytwarzac srodkow zniszczenia.
                  W sluzbie komunizmu byla najpotezniejszym z wszystkich
                  narzedziem przemiany swiata".

                  OBLOK MAGELLANA (MAGELLANIC CLOUD):
                  "Ter Haar podniosl rece. - Oto jest cena tego milczenia:
                  oto straszliwy dlug, jaki my, zyjacy zaciagnelismy u
                  najdalszej przeszlosci wobec tysiecy tych, co gineli jak
                  Martin, ale nawet ich nazwiska pozostana nam nie znane.
                  Oto jedyna racja, dla ktorej umieral, wiedzac, ze zaden
                  lepszy swiat nie wynagrodzi go za meki i jego zycie na
                  zawsze skonczy sie w dole wapiennym, ze nie przyjdzie
                  zadne zmartwychwstanie ani odplata. Lecz jego smierc w
                  tym milczeniu, ktore sam sobie nalozyl, moze o minuty, a
                  moze o dni czy tygodnie - to wszystko jedno! -
                  przyspieszyla nadejscie komunizmu. A otoz i jestesmy na
                  drodze do gwiazd, bo on po to umieral, a otoz i
                  komunizm... ale gdzie sa komunisci?!!"

                  SEZAM (SESAME):
                  "Posrod rozleglej rowniny mokotowskiej, otoczny
                  zagajnikami sosenek, rozposciera sie na przestrzeni
                  kilkuset hektarow Instytut Chemii Jadrowej Polskiej
                  Akademii Nauk i Uniwersytetu Warszawskiego. Budynki
                  poprzedzielane zywoplotami i kepami sztucznie zasadzonych
                  lip dochodza piecioma grupami do brzegu uregulowanej
                  Wisly. Rozpoczyna sie tu autostrada biegnaca bulwarami
                  nadrzecznymi, ktora kilka kilometrow dalej przechodzi w
                  glowna arterie warszawska Polnoc - Poludnie. Okolica jest
                  cicha i bezludna; dopiero z wyzszych pieter budynkow
                  widac polksiezycem rozrzucone willijki kolonii
                  uniwersyteckiej, a dalej, na horyzoncie wystaja nad
                  sinawy rabaek dymow smukle wiezowce srodmiescia z
                  centralna sylwetka Palacu Nauki."

                  CZAS NIEUTRACONY (TIME NOT LOST):
                  "Piesn buchnela z nowa sila. Szly ostatnie szeregi, nie
                  tak rowne jak u czola. Spiewali bardzo glosno, tak ze nie
                  wiadomo bylo czy graja jeszcze organy ksiedza Mazuly.
                  Karol ruszyl dalej, prosto w czerwony zachod, kt6ry dlugo
                  nie gasnal, choc zapadla noc. Bielunska szkola
                  podchorazych szla do Rumunii i plonace wsi ukrainskie
                  oswietlaly slady jej przemarszu."

                  JACHT "PARADISE" (YACHT "PARADISE"):
                  GENERAL (wyciaga pistolet): Stac! Ani kroku! Zobaczymy,
                  kto tu bedzie gora! (cofa sie o krok, trzymajac
                  wszystkich w szachu, Louis dopada go z tylu i jednym
                  szarpnieciem wyrywa mu pistolet)
                  GENERAL: Jak smiesz! Pusc! Ty! puszczaj!
                  MORRIS: Trzymaj go, Louis! Trzymaj!
                  GENERAL: Czarny, precz ode mnie! To bunt! Ja was pod
                  trybunal! Ja was zniszcze! Zniszcze!!!
                  MORRIS: A to lotr... Sprowadzcie go na dol i zamknijcie,
                  to przeciez szaleniec... Pilnujcie go dobrze, przeciez to
                  zbrodniarz zdoIny do wszystkiego...
                  Marynarze i Louis wyprowadzaja szamocqcego sie generala,
                  ktory nagle wyrywa sie im i skacze za burte. Padaja
                  zmieszane okrzyki:
                  - SkoczyI! Skoczyl!
                  - O, plynie!

                  DZIENNIKI GWIAZDOWE (THE STAR DIARIES):
                  "Podroz dwudziesta szosta i ostatnia"
                  "- Jak posiedzisz jakis czas, odechce ci sie sztuczek.
                  Wiesz doskonale, ze nie jestes na zadnej Merce, tylko
                  przed Komisja do, Badania Dzialalnosci Antyamerykanskiej
                  w Stanach Ziednoczonych. Najpierw krytykujesz nasza
                  polityke zagraniczna, a potem udajesz niewiniatko? Nie
                  boj sie, juz ty mi zaspiewasz. Nie takich obwijalem wokol
                  malego palca.

                  W tym momencle jakby mi luski spadly z oczu. Od spotkania
                  pierwszej istoty nekalo mnie, ze w zaden sposob nie moge
                  sobie. uswiadomic, co mi przypomina jezyk tubylcow. Teraz
                  zaswitalo mi w glowie: alez oczywisicie, to byl
                  znieksztalcony i wykoslawiony jezyk angielski. Padlem
                  ofiara pomylki spowodowanej w duzej mierze roznicami
                  wymowy: Merka - to byla America, Rasza - Russia, Czajna -
                  China, Ejbom - A-Bomb i tak dalej.

                  Wlosy stanely mi deba; nigdy jeszcze nie znajdowalem sie
                  w takiej opresji. Przeczuwalem, ze los moj bedzie
                  oplakany, i nie mylilem sie; albowiem slowa te pisze w
                  wiezieniu sledczym Nowego, Jorku, gdzie przebywam juz
                  czwarty miesiac. Obawiam sie, ze podroz do Meopsery
                  przyjdzie mi odlozyc na czas nieograniczony..."

                  "IMPERIALIZM NA MARSIE" ("IMPERIALISM ON MARS"):
                  "Na przykladzie amerykanskiej fantastyki naukowej
                  dostrzegamy, ze przyjmujac jako zalozenia
                  kapitalistycznym stosunki produkcji i wlasnosci nie
                  sposob stworzyc godnej czlowieka perspektywy przyszlosci
                  swiata. Calkowicie odmiennie rzecz przedstawia sie w
                  spoleczenstwie, budujacym socjalizm. Z niego wszystkie
                  drogi prowadza w przyszlosc i dlatego przed pisarzem -
                  tworca fantastyki naukowej otwieraja sie tu oszalamiajace
                  swym bogactwem horyzonty".

                  POPARCIE LEMA DLA TERRORYZMU (LEM'S SUPPORT FOR THE
                  TERRORISTS)
                  Dnia 13 maja 1981 roku Lem podpisal list zadajacy
                  ulaskawienia oraz uwolnienia prawomoconie skazanych
                  terrorystow
                  Kagan


              • Gość: Kagan Re: Ciężki przypadek pt. kagan - ciąg dalszy IP: *.vic.bigpond.net.au 23.11.02, 04:07
                K: Lem nie ceni sobie nikogo poza Lemem.
                A: Cóż za głębokie stwierdzenie, godne znawcy Lema i
                wszystkich jego pochwał nt. innych wielkości. Na czym je
                opierasz, o Najcięższy z Przypadków Forum?
                K: Na znajomosci (osobistej) tego czowieka i na opiniach
                innych osob, ktore go dobrze znaja, np. Dr.
                Rottensteiner'a z Wiednia. Patrz tez List Andrzeja Kurza
                (b. red. nacz. Wyd. Literackego) do Stanisława Lema
                http://www2.gazeta.pl/ksiazki/1,20749,875751.html
                Kurz pisze m. innymi "Stanisław Lem nie jest
                najwytworniejszym dżentelmenem, ale nawet moja matka i
                ciotka znające dobrze we Lwowie jego rodziców mówiły, że
                już jako dziecko nie był sympatyczny".

                K: Z ekranizacji podobal sie Lemowi chyba tylko
                "Przekladaniec", ktory powoduje wybuchy smiechu u moich
                studentow w calkowicie niezamierzonych miejscach (...)

                A: O ?Przekładańcu? Lem mówi tylko, że jest to
                najznośniejsza z ekranizacji jego prozy. Gratuluję jednak
                głębi mierzonej ocenianiem filmów na podstawie ich
                efektów specjalnych.
                K: W filmach SF efekty specjalne to na ogol ponad polowa
                budzetu. SPACE ODYSSEY Kubrick'a, ktory jest uznawany za
                najlepszy film SF, byl oparty glownie na owych efektach,
                podobnie jak Blade Runner, Minority Report, Matrix,
                Hollow Man czy Time Machine... bez tych efektow niewiele
                by w tych filmach zostalo, snobie "za dyche"...;)

                K: Czyzby? Zalezy jak sie je sprzedaje! W przypadku SPACE
                ODYSSEY scenariusz pisali razem Kubrick i Clarke. Lem tez
                mogl wynegocjowac wspolautorstwo scenariusza, ale wolal
                "dulary"... :(
                A: Oczywiście, znów całkowity brak znajomości realiów. I
                Ty śmiesz się uważać za eksperta od science ? fiction?!
                Scenariusz do ?Odysei? musiał być napisany prawie od
                początku, ponieważ krótkie opowiadanie Clarke?a, które
                dało mu początek, nie stanowiło wystarczającej podstawy
                do nakręcenia filmu (dopiero później, na podstawie
                właśnie scenariusza, powstała powiesć); więc nie dziwota,
                że w tym wypadku Kubrick zaprosił do pomocy właśnie
                Clarke?a. Natomiast regułą, zwłaszcza w obecnych czasach,
                jest, że filmowcy amerykańscy albo kupują książkę ?
                szczególnie autora zagranicznego ? z prawem do
                samodzielnego wprowadzania zmian, albo nie kupują w
                ogóle. Ba, robią to nawet z gotowymi scenariuszami z
                innych kinematografii, np. francuskiej! Po co ja jednak
                rzucam
                tu perły przed wieprze, przecież o filmach też zapewnie
                nic nie wiesz? W każdym razie żeby spodziewać się, że
                Hollywood zgodzi się na konsultacje treści scenariusza z
                80-latkiem z odległej o tysiące kilometrów Polski, znanym
                ze swego krytycznego stosunku do kultury amerykańskiej, w
                tym i samego Hollywood trzeba mieć naprawdę źle w głowie.
                Lem miał jeden wybór; mógł albo zgodzić się na zrobienie
                filmu z przelaniem wszelkich praw, albo nie zgodzić się w
                ogóle.
                K: Clarke tez byl cudzoziemcem! Lem nie musial sie na nic
                godzic, mogl tez negocjowac, ale on chcial za wszelka
                cene, aby wedlug jego powiesci nakrecili film w USA,
                bowiem Lem ma wciaz kompleks "hameryki". Odleglosci zas w
                erze Internetu i telefonow komorkowych nie graja zadnej
                roli. Ja miewam np. wideokonferencje z ludzmi z Blisliego
                Wschodu (UAE) czy Kanady. Mogl tez poszukac producenta w
                Europie, niekoniecznie USA. Podpisujac ten cyrograf
                interesowal sue tylko ile $$$ wplynie na jego konto, a
                nie aspektami artystycznymi tej adaptacji... :(

                A: Oszołom podobny Tobie, szukający każdej okazji, żeby
                się do Lema przyczepić, może i wolałby tę drugą opcję
                (choć nie, musiałbyś się wtedy czepić czegoś innego?) ?
                natomiast pozostali, normalni internauci ? fani Lema mają
                na ten temat inne zdanie, nawet jeśli opcja hollywoodzka
                niesie za sobą pewne ryzyko.
                K: Pozostal ci juz tylko atak ad personam... :(

                K: Zanim zaczniesz klamac, przypomnij sobie EXODUS 20:16.
                A: Wiesz, co Kagan ? tak między nami, to z Ciebie jednak
                regularny świr ;-). Udaje jednak chwilowo, że tak nie
                jest i wciąż polemizuję jak z kimś (w miarę?)normalnym. A
                co mam odpowiedzieć na tę konkretną, jakże sensowną
                uwagę? Może: przypomnij sobie Ezechiel 25:17! ;-)
                K: "Dokonam na nich wielkiej pomsty za pomocą srogich
                kar. Wtedy poznają, że Ja jestem Pan, gdy dokonam na nich
                pomsty". ???

                K: "Pamietnik" zas znam, i to (niestety) znacznie lepiej
                niz ty, bowiem tobie sie on pomylil z innymi ksiazkami, i
                to niekoniecznie Lema!
                A: Co Ty znów za bzdury wygadujesz? Jakie niestety?
                Jakimi książkami? Jakich innych autorów? Jak zwykle z
                Twojej strony, bicie piany i bezmyślny słowotok.
                Przypomnę, o co chodzi. Wypisując napastliwe bzdury nt.
                twórczości Lema, wspomniałeś swego czasu i o wstępie do
                ?Pamiętnika znalezionego w wannie" czyniącym aluzje do
                końca kapitalizmu, dając tym dowód kompletnej ignorancji
                kompletnej nawet jak na w miarę spostrzegawczego
                przeciętnego czytelnika, nie mówiąc o (co prawda rzekomym
                i samozwańczym) specjaliście od twórczości Lema.
                Otóż pominąłeś wzmiankę w tekście wykazującą, że wstęp
                ten jest jedynie apokryfem w ramach powieści, stanowiącym
                sposób użyty przez Lema dla zmylenia cenzury, w celu
                przemycenia w dalszej treści książki treści ówcześnie
                nieprawomyślnych! I komu się tu, zresztą jak zwykle,
                pomyliło ? a konkretnie pomyliły własne omamy z faktami i
                zdrowym rozsądkiem?
                K: Tu juz dokonujesz akrobacji, przypisujac Lemowi chec
                zmylenia cenzury! Cala ta powiesc jest bowiem o ostatnim
                Pentagonie, ktory zreszta istnieje w Gorach Skalistych, i
                niedawno byl o nim reportaz w SKRZYDLATEJ POLSCE! Ten
                caly wstep do PAMIETNIKA byl zreszta konieczny, aby
                umiejscowic akcje w miejscu i czasie, bez uciekania sie
                do ogranych chwytow takich jak np. w Astronautach. Mylisz
                styl z przeslaniem, snobie za dyche!

                K:I poczytaj:
                http://www.monash.edu.au/graduations/sem1_arts_inab.html
                http://mywebpage.netscape.com/ljkel2/index.html

                K: Nie ma co, niezmiernie przekonujące! Ty jesteś ?in
                absentia Roy Liegel" ? czy może ?Judith Lesley Shaw? ;-)?
                Nie będę w odpowiedzi nawet pokazywał własnej
                strony, na której przedstawiony jestem jako maharadża
                Hajderabadu ;-). Z paranokiem nie trzeba nawet
                dyskutować o prawdziwości przedstawianych przez niego
                tez, bo starczy wykazanie, jak bardzo te tezy ? nawet
                gdyby były
                prawdziwe ? nie trzymają się kupy. Utrzymuj więc sobie
                dalej, ze jesteś głównym specjalistą od Lema w Australi
                (biedna ta australijska młodzież?), a ja nie
                będę nawet szukał wypowiedzi innych forumowiczów, którzy
                już w przeszłości wykazywali sprzeczności w Twoich
                zeznaniach odnośnie swojej olśniewającej kariery naukowej.
                Zadam zaledwie na własną rękę i na gruncie przedstawionych
                przez Ciebie faktów trzy proste pytania. 1) Czemu
                utrzymywałeś, że Ph.D. to habilitacja z Lema?
                K: Bo to jest najwyzszy stopien naukowy w Australii.

                2) Co ma wspólnego doktorat z filozofii z dysertacją o
                Lemie, w dodatku złożoną ? o ile pamiętam wg Ciebie ? u
                polonisty Jarzębskiego?
                K: Pomylil ci sie recenzent polonista i spec od Lema
                Jarzębski z moim promotorem, politologiem prof. P.
                James'em. A PhD to jest doktorat z filozofii, rozumianej
                jako "krolowa nauk", stad to porownanie do polskiej
                habilitacji! Widac, jakie marne masz pojecie o krajach
                anglosaskich... :(

                3) Dlaczego ? zakładając nawet, że zadowalająco odpowiesz
                na powyższe będąc jakoby dr. hab. ?lemologii? , zdarzyła
                Ci się tak kompromitująca wpadka jak opisana wyżej? Chyba
                więcej od Ciebie o Lemie wiedziałem już w podstawówce,
                mimo braku doktoratu? Założę się, że satysfakcjonująco na
                te 3 pytania nie odpowiesz, więc na razie oszczędzę Ci
                czwartego: dlaczego właściwie jesteś takim głąbem i
                oszołomem ;-)?
                K: A ja ci napisze, ze atakujac mnie ad personam
                dowodzisz tylko, ze
                Primo: jestes zwyczajnym chamem, udajacym i to nieudolnie
                inteligenta.
                Secundo: ze brak ci argumentow merytorycznych i wiedzy,
                aby podjac ze mna merytoryczna dyskusje!

                K: W czym jest Lem wiekszy ode mnie? Wzrostem?
                To taki pseudodowcip, czy na serio potrafisz
                wyartykułować coś aż tak głupiego?
                K: De gustbus...
                A: Nie, przep
              • Gość: Kagan Re: Ciężki przypadek pt. kagan - ciąg dalszy IP: *.vic.bigpond.net.au 23.11.02, 04:10
                K: I na koniec: z braku argumentow merytorycznych
                zaczales sie czepiac mej osoby, czyli uzyles niegodnych
                argumentow ad personam... I, co gorsza, napisales
                klamstwa, ktore latwo zweryfikowac klikajac na linki
                przeze mnie podane na tym poscie... Bowiem jak ja
                krytykuje Lema, to krytykuje jego poglady, ktore cytuje.
                A ty piszesz oszczerstwa na moj temat, i tym samym sie
                kompromitujesz... :(
                A: Biedna, skrzywdzona niewinna owieczka; Sierotka
                Marysia forum ? a może jednak raczej Koziołek Matołek.
                Napadłem niegodnie ad personam, skłamałem? Do Twoich
                bzdur o moich kłamstwach już się odniosłem. Teraz jeszcze
                tylko wspomnę o niesłychanej wręcz, przekraczającej już
                granice śmieszności, bezczelności; takich argumentów śmie
                używać ktoś piszący o Lemie per ?stalinista?? Wytykający
                mu jego żydowskie pochodzenie? W TYM SAMYM POŚCIE, co swoje
                płaczliwe skargi, wypisujący, jak to Lem ?woli dulary?? A
                paszoł do budy! Ale spokojnie, to wszystko pewnie
                ?krytyka poglądów??
                K: A jak nazwiesz kogos, kto pisze:
                ASTRONAUCI (THE ASTRONAUTS):
                "Nauka nigdy juz nie miala wytwarzac srodkow zniszczenia.
                W sluzbie komunizmu byla najpotezniejszym z wszystkich
                narzedziem przemiany swiata".

                "IMPERIALIZM NA MARSIE" ("IMPERIALISM ON MARS"):
                "Na przykladzie amerykanskiej fantastyki naukowej
                dostrzegamy, ze przyjmujac jako zalozenia
                kapitalistycznym stosunki produkcji i wlasnosci nie
                sposob stworzyc godnej czlowieka perspektywy przyszlosci
                swiata. Calkowicie odmiennie rzecz przedstawia sie w
                spoleczenstwie, budujacym socjalizm. Z niego wszystkie
                drogi prowadza w przyszlosc i dlatego przed pisarzem -
                tworca fantastyki naukowej otwieraja sie tu oszalamiajace
                swym bogactwem horyzonty".
                Widzisz, ja uzywam argumentow merytorycznych, a ty tylko
                inwektywy... :(
              • Gość: Kagan Re: Ciężki przypadek pt. kagan - ciąg dalszy IP: *.vic.bigpond.net.au 23.11.02, 04:17
                K:Inteligencja?
                Zalezy jak ja mierzyc.

                A: Megaloman. Ale, z ciekawości; jaki to wymyślono na
                Twoim oddziale bez klamek sposób mierzenia inteligencji,
                który pozwala Ci wierzyć, że jesteś w jakikolwiek sposób
                inteligentniejszy od Lema? Test, kto potrafi wypić kompot,
                nie zapluwając się całkowicie, a jedynie do połowy?
                K: Sa rozne rodzaje inteligencji, o czym wiedza juz nawet
                studenci I roku psycgologii!

                K: Pochodzeniem? Na pewno! No coz, ja nie jestem z "narodu
                wybranego"...:(
                A: I na dodatek antysemicki maniak. Zaraz się dowiemy, że
                swoje sukcesy Lem zawdzięcza pochodzeniu?
                K: W USA na 90%! Wylansowal go tam tez zydochazar
                Solotaroff w New York Times, gazecie znanej z tego, ze
                jest tuba syjonistow amerykanskich... :(

                K: I na koniec: z braku argumentow merytorycznych
                zaczales sie czepiac mej osoby, czyli uzyles niegodnych
                argumentow ad personam... I, co gorsza, napisales
                klamstwa, ktore klatwo zweryfikowac klikajac na linki
                przeze mnie podane na tym watku... Bowiem jak ja
                krytykuje Lema, to krytykuje jego poglady, ktore cytuje.
                A ty piszesz oszczerstwa na moj temat, i tym samym sie
                kompromitujesz... :(
                Kagan
                • Gość: Kagan &# 8220;Wstęp&# 8221; do &# 8220;Pamiętnika znalezionego w wannie&# 8221; IP: *.vic.bigpond.net.au 24.11.02, 08:49
                  Lema “Wstęp” do “Pamiętnika znalezionego w wannie”
                  Pierwsze wydanie “Pamiętnika” (Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1961) zawierało
                  “Wstęp”, czyli krótkie streszczenie tzw. “Zapisków człowieka neogenu”.
                  Niektórzy krytycy, aby się przypodobać Lemowi pisali, iż rzekomo ów “Wstęp” był
                  rodzajem “apokryfu”, wstawionym do powieści w celu zmylenia cenzury. Jednakże
                  gdyby tak było, to ów wstep:
                  1. Zniknąłby z tłumaczeń na język angielski (jak np. zniknęło w tłumaczeniach
                  na angielski mocno antykleryklane zakończenie “Podróży Dwudziestej drugiej”). A
                  tymczasem każde wydanie “Memoirs Found in a Bathtub” (tłumacze: Michael Kandel
                  i Christine Rose) zawiera na początku ‘”Introduction” (n.p. Sand Diego-New York-
                  London: Harcourt Brace & Company, 1986).
                  2. Zniknąłby z post-PRLowskich wydań (a jest on wciąż obecny, n.p. w Kraków:
                  Wydawnictwo Literackie, 2000).
                  Tak więc prawdą jest, że Lem napisał ten “Wstęp”, aby umieścić powieść w
                  czasoprzestrzeni - ostanim Pentagonie, ukrytym pod Górami Skalistymi, prawie
                  dokładnie w tym samym miejscu, gdzie mieści się współczesne nam Dowództwo
                  Obrony Północnoamerykańskiego Obszaru Powietrznego (North American Aerospace
                  Defence Command czyli NORAD), czyli właśnie w Górach Skalistych (okolice
                  Colorado Sprigs, miasta położonego u stóp Rocky Mountains, czyli Gór
                  Skalistych).
                  Link:
                  www.dnd.ca/menu/canada-us/bg00.010_e.htm
                  The Commander-in-Chief of NORAD is appointed by, and is responsible to, both
                  the Prime Minister of Canada and the President of the United States.
                  Headquarters NORAD is located at Peterson Air Force Base, Colorado Springs,
                  Colorado. NORAD command and control is exercised through the Cheyenne Mountain
                  Operations Center, located a short distance away. Cheyenne Mountain serves as a
                  central collection and coordination facility for a worldwide system of sensors
                  designed to provide NORAD with an accurate picture of any aerospace threat.
                  © by Lech Keller
                  • Gość: Kagan Wstęp do Pamietnika znalezionego w wannie IP: *.vic.bigpond.net.au 24.11.02, 08:59
                    Lema “Wstęp” do “Pamiętnika znalezionego w wannie”
                    Pierwsze wydanie “Pamiętnika” (Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1961
                    zawierało “Wstęp”, czyli krótkie streszczenie tzw. “Zapisków człowieka
                    neogenu”. Niektórzy krytycy, aby się przypodobać Lemowi pisali, iż rzekomo ów
                    “Wstęp” był rodzajem “apokryfu”, wstawionym do powieści w celu zmylenia
                    cenzury. Jednakże gdyby tak było, to ów wstep:
                    1. Zniknąłby z tłumaczeń na język angielski (jak np. zniknęło w tłumaczeniach
                    na angielski mocno antykleryklane zakończenie “Podróży Dwudziestej drugiej”). A
                    tymczasem każde wydanie “Memoirs Found in a Bathtub” (tłumacze: Michael Kandel
                    i Christine Rose) zawiera na początku ‘”Introduction” (n.p. Sand Diego-New York-
                    London: Harcourt Brace & Company, 1986).
                    2. Zniknąłby z post-PRLowskich wydań (a jest on wciąż obecny, n.p. w Kraków:
                    Wydawnictwo Literackie, 2000).
                    Tak więc prawdą jest, że Lem napisał ten “Wstęp”, aby umieścić powieść w
                    czasoprzestrzeni - ostanim Pentagonie, ukrytym pod Górami Skalistymi, prawie
                    dokładnie w tym samym miejscu, gdzie mieści się współczesne nam Dowództwo
                    Obrony Północnoamerykańskiego Obszaru Powietrznego (North American Aerospace
                    Defence Command czyli NORAD), czyli właśnie w Górach Skalistych (okolice
                    Colorado Sprigs, miasta położonego u stóp Rocky Mountains, czyli Gór
                    Skalistych).
                    Link:
                    "www.dnd.ca/menu/canada-us/bg00.010_e.htm
                    The Commander-in-Chief of NORAD is appointed by, and is responsible to, both
                    the Prime Minister of Canada and the President of the United States.
                    Headquarters NORAD is located at Peterson Air Force Base, Colorado Springs,
                    Colorado. NORAD command and control is exercised through the Cheyenne Mountain
                    Operations Center, located a short distance away. Cheyenne Mountain serves as a
                    central collection and coordination facility for a worldwide system of sensors
                    designed to provide NORAD with an accurate picture of any aerospace threat.
                    © by Lech Keller

                    • Gość: Kagan Pamietnik znalezionego w wannie IP: *.vic.bigpond.net.au 24.11.02, 09:00
                      Pamietnik znaleziony w wannie (Memoirs Found in a Bathtub)
                      Pamietnik znaleziony w wannie (1961; Memoirs Found in a Bathtub, 1973) is a
                      grotesque, Kafkaesque novel telling a story contained in the records found in
                      year 3149 of the new calendar. These records describe the daily life taking
                      place 1680 years earlier in the third and last Pentagon - a structure hidden
                      below the Rocky Mountains. It is a story about an incompetent secret agent who
                      infiltrates this last Pentagon and finds high ranking American military
                      officials engaged in totally meaningless activities during a major crisis.

                      Memoirs Found in a Bathtub, analogous to virtually all post-modern
                      novels, can be interpreted in many possible ways due to its unorthodox
                      structure, as the introduction was written almost 17 centuries after the main
                      text, which has no beginning and no end, and subjects which include
                      communications, codes and ciphers. The building which contains the US
                      Department of Defence together with the CIA and FBI headquarters is a
                      hermetically sealed institution which, due to a natural disaster, can no longer
                      control or even communicate with the outside world. The text of Memoirs Found
                      in a Bathtub is, like every text circulating within the building, a multi-
                      layered code which can be correctly deciphered in a multitude of ways. It is
                      thus a parody of both the structuralist and post-structuralist schools: if the
                      message can be decoded properly in more than one way, then it cannot be
                      properly decoded at all. It is also a parody of the psychoanalytic approach -
                      Jarzebski describes Lem's multilayered decoding of the fragments of
                      Shakespeare's Romeo and Juliet as "a brilliant persiflage of the most bizarre
                      outcrops of psychoanalysis".

                      Pamietnik znaleziony w wannie is on the surface a grotesque, black
                      humour satire on bureaucracy and secret services in the Get Smart rather than
                      Yes, Minister style. On a deeper level it can be understood as an allegory of
                      the individual's fate in a modern society, and even deeper as a portrait of the
                      tragedy of human cognition:
                      The human being, driven by a thirst for knowledge about the world, basically
                      asks the same question as the hunted hero of the Memoirs: he asks for the
                      meaning, the essence, the telos of surrounding reality, he asks for the reason
                      of his existence. Even the answer is the same: everything is, or could be, a
                      code, a mask, a camouflage.

                      Thus, another interpretation of Pamietnik znaleziony w wannie is feasible. As
                      it is not possible to find the real meaning not only of a message, but
                      consequently of every possible deed, doing nothing thus becomes the best
                      strategy, minimalising input for the same output. It is a rather existentialist
                      interpretation not likely to be preferred by Lem, who is a very active person
                      even in his eighties.

                      Unlike Eden, Pamietnik znaleziony w wannie is not entirely pessimistic.
                      Only the top brass of the US military have gone berserk. Humankind has somehow
                      managed to survive not only the Cold War, but also an epidemic of a strange
                      virus which has destroyed almost all paper documents. Humanity has thus lost
                      most of its not always glorious past, but its culture has survived. The fact
                      that there were resources to do expensive archaeological research which led to
                      the discovery of the memoirs proves that Pamietnik znaleziony w wannie is not
                      an entirely dystopian novel.
                      Lech Keller
                • Gość: Kagan PRZEKLADANIEC WAJDY i LEMA IP: *.vic.bigpond.net.au 24.11.02, 09:53
                  Lem o ekranizacji ?Przekładańca? przez Wajdę
                  W książce Stanisława Beresia ?Rozmowy ze Stanisławem
                  Lemem? (Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1987) jest
                  rozdział pod tytułem ?Rozczarowania filmowe?. Lem narzeka
                  w tym rozdziale na wcale nie tak złą (jak na owe czasy)
                  ekranizację ?Astronautów? (?Milcząca gwiazda?) czy
                  ?Solaris? Tarkowskiego. Narzeka też na film Piestraka
                  (?Test pilota Pirxa? czyli ekranizacja ?Rozprawy? ze
                  zbioru ?Opowieści o pilocie Pirxie?), mimo iż ta
                  polsko-estońska ko-produkcja zyskała ostanio, jak szereg
                  innych fimów reżyserowanych przez tego reżysera status
                  ?filmu kultowego? (coś w rodzaju ?groovy movie?). Po
                  prostu Piestrak próbował naśladowac Hollywood (n.p.
                  Spielberga), dysponując jedynie ułamkiem budżetu
                  dostępnego dla amerykańskich producentów filmowych. Gdyby
                  Piestrak chciał kręcić w Polsce ?Pojedynek? (czyli
                  ?Duel?), to nie starczyło by mu funduszy nawet na
                  rozbicie poczciwego ?Stara? czy ?Jelcza?, nie mowiac już
                  o potężnym ?TIR?ze? z amerykańskiego thriller?a. Ale
                  wracajmy do naszego ?Przekładańca?. Na stronie 141 mamy
                  taki oto krótki dialog:
                  S.L.: (..) Ogólnie mówiąc wszystkie moje doświadczenia z
                  filmowcami mocno mnie rozczarowały i przyniosły mi sporo
                  przykrości.(?)
                  S.B.: Wniosek z tego tylko taki, że nie znosi Pan
                  przenoszenia własnych powieści na ekran.
                  S.L.: Domniemanie nie do końca słuszne, bo przecież ten
                  stary film Wajdy ?Przekładaniec? z Kobielą w roli
                  głównej, zupełnie mnie satysfakcjonuje.
                  Tak więc nie ulega wątpliwości, że ?Przekładaniec? jest
                  (jak dotąd) jedyną ekranizacją prozy Lema, której się
                  udało zadowolić autora?

                  ZAŁĄCZNIK
                  Przekładaniec (Layer Cake aka Roly Poly)
                  Screenplay for TV movie Przekładaniec (Layer Cake aka
                  Roly Poly), 1968.
                  Note: Przekładaniec is a also a title of a coll. of Lem's
                  screenplays nd radio & TV plays publ. by Wydawnictwo
                  Literackie in Kraków in 2000. This coll. contains the
                  above screenplay.
                  Plot summary: The action takes place in year 2000. It is
                  "an amusing story of a racing car driver (Johns in the
                  origin. story, Jones in the origin. Lem's screenplay and
                  Fox in the movie - L.K.), who has undergone so many
                  transplants that it can no longer be determined which
                  persons have contributed to his make-up" - F.
                  Rottensteiner The SF Book (1975 p. 120).
                  Notes:
                  1. Based on Lem's short story "Czy pan istnieje, Mr
                  Johns?" ("Do you Exist, Mr Johns?"), origin. in Przekrój,
                  repr. in coll. Dzienniki gwiazdowe (1957).
                  2. The text of the screenplay was publ. in Ekran in 1968
                  and later repr. in coll. Bezsenność (1971), and repr. in
                  coll. Przekładaniec (2000).

                  Film adaptation: Przekładaniec 1968 in Poland; Polskie
                  Radio i Telewizja (Polish Radio and TV); Released also by
                  Film Polski. First time shown on 17/08/1968 in Polish TV.
                  - Produced by: Zespół Realizatorów Filmowych "Kamera" at
                  Wytwórnia Filmów
                  Dokumentalnych w Warszawie for Telewizja Polska (Polish
                  TV).
                  - Directed by: Andrzej Wajda
                  - Screenplay by: Lem - based on his "Czy pan istnieje, Mr
                  Johns?" ("Do you Exist, Mr
                  Johns?"), origin. in Przekrój, repr. in Dzienniki
                  gwiazdowe (1957)
                  - Cinematography by: Wiesław Zdort with Andrzej Ramlau
                  (camera operator) & Józef
                  Bakalarski (assistant of the camera operator)
                  - Scenography by: Teresa Barska with Maciej Putowski
                  (interiors design) & Wiesław Orłowski
                  (assistant scenographer)
                  - Music by: Andrzej Markowski
                  - Sound by: Wiesława Dembińska
                  - Wardrobe design by: Barbara Hoff & Teresa Tryburska
                  - Make-up by: Krystyna Chmielewska with Jolanta Mijal (ass.)
                  - Edited by: Halina Prugar with Grażyna Kociniak (ass. ed.)
                  - Cast (in credits order):
                  - Bogumił Kobiela as Richard Fox (the driver)
                  - Ryszard Filipski as adwokat (a solicitor),
                  - Anna Prucnal as żona (wife of Richard Fox),
                  - Jerzy Zelnik as Dr Burton,
                  - Piotr Wysocki as Dr Benglow,
                  - Tadeusz Pluciński as fałszywy ksiądz (a false priest),
                  - Wojciech Rajewski as człowiek z psem (a men with a
                  dog) together with:
                  - Marek Kobiela, Gerard Wilk, Ewa Gąsowska, Marta
                  Przyborzanka, Barbara Nikielska,
                  Elżbieta Nowacka, Barbara Biernacka & members of the
                  "Niebiesko-Czarni" ("The Blue
                  -Blacks") rock band.
                  - Prizes:
                  1. "Złoty Ekran" ("The Golden Screen") award for 1968 by
                  the Polish weekly Ekran
                  2. Polish Radio and TV Committee (Komitet do Spraw Radia
                  i Telewizji) award for the
                  director and the scenarist
                  - Technical details: appr. 36 min., b&w
                  Notes:
                  1. Clute in SF: The Illustrated Encyclopedia (1995 p.
                  304) transl. the movie title as 'Pie'.
                  2. There was also a TV adaptation of Przekładaniec in
                  1991 by Czech TV in Ostrava (as Skrz naskrz).
                  ? by Lech Keller
      • Gość: mad Re: 'Solaris' - pierwsza recenzja z USA IP: proxy / *.lublin.mm.pl 19.11.02, 17:47
        _alcest napisał:

        > Cieszę się ze spotkania bratnich fanow Lema, aczkolwiek, bez urazy – chyb
        > a nie
        > do końca pojęliście sens tej książki (to, że zawiera wątki filozoficzne, nie
        > oznacza, że nie da się przypisac jej określonego sensu, zapewniam).
        >
        > „ Ludzie na
        > codzien buduja sami w sobie wizerunki innych ludzi nie
        > rzeczywiste ale takie jakimi _chca_ ich widziec. Bohater pamieta
        > obraz swojej zony taka jaka ja chcial pamietac. Czy pozbawiona
        > wad "nowa" zona jest dalej warta kochania?” – ten cały fragment
        > bardzo
        > niewiele ma wspólnego z rzeczywistą problematyką powieści, Wiesławie, nie
        > mówiąc o ty, że jest zwyczajnie nieprawdziwy (fakt, że obraz Harey ulepiony
        > został ze wspomnień Krisa, nie spowodował, ze była ona pozbawiona „wad
        > 221;; jej
        > wady, przeszłe czy obecne, tak czy owak nie grają tu jednak roli).
        >
        > Zoranie, Ty przebijasz jednak nawet Wiesława, twierdząc, że „Solaris̶
        > 1; to
        > wyznanie wiary ukazujące fenomen ludzkiej duszy i podważające wartość
        > logicznego rozumowania. Brzmi to zresztą, jakbyś Lema w ogóle nie czytał i
        nie
        > zdawał sobie sprawy z wykluczających takie odczytanie jego poglądów – ale
        > w
        > każdym razie, w tym konkretnym przypadku, tylko w bardzo uproszczony sposób
        > można kojarzyć opisywany przez Lema fenomen niepoznawalności z wszelkimi
        > odmianami mistycyzmu czy transcendencji w jej tradycyjnym rozumieniu. Równie
        > dobrze co o „Solaris” mógłbyś powiedzieć, że podważa wartość logicz
        > nego
        > rozumowania czy empirii jako takich pierwszy lepszy podręcznik fizyki
        > kwantowej, gdzie również znajdziesz elementy sprzeczne z potoczną logiką i
        > potocznym doświadczeniem.
        > Wszystko to nie powinno jednak może dziwić; w końcu wspominasz w ciepłych
        > słowach o filmie Tarkowskiego, (choć sam go nie widziałeś), pisząc o jego
        > podkładzie filozoficznym. Otóż film powinien Ci się podobać, bo jest bliski
        > Twoim poglądom; niewiele ma jednak wspólnego z twórczością Lema, który –
        > nie
        > mogąc w czasie jego tworzenia przemówić Tarkowskiemu do rozsądku - nazwał go
        w
        >
        > gniewie „durakiem”, wyrzekł się jakiejkolwiek odpowiedzialności za
        > film i od
        > tej pory się do niego nie przyznaje.
        >
        > Na film Sodenbergha oczywiście równie czekam z niecierpliwością. Nie wiem,
        czy
        > nie będzie jednak za bardzo hollywoodzki i przez to mniej sugestywny od
        dzieła
        > Tarkowskiego; nawet wtedy jednak powinien być za to bliższy oryginalnej myśli
        > Lema.
        >
        > Pzdr

        Dla mnie glównymn tematem ksiazki jest niepoznany i nieokielznany ludzki umysl
        w konfrontacji z wyzsza /lub po prostu inna/ forma egzystencji, niezrozumialym
        problemem, który czlowiek stara sie rozwiklac. Jest w tej ksiazce troche
        filozofii (rozwazania bohaterów na temat Boga), psychologii (relacje miedzy
        astronautami i ich projekcjami) a przede wszystkim wielkie wyzwanie dla
        ludzkosci w postaci Solaris, któremu jak sie okazuje czlowiek nie jest w stanie
        sprostac. Tak naprawde bohaterowie nie potrafia sobie poradzic sami ze soba,
        swoimi lekami i uprzedzeniami a chca zbadac ta nieznana forme zycia jakby to
        byl Wieloryb tudziez Leniwiec w srodowisku naturalnym. Solaris uswiadamia jak
        ograniczony jest nasz umysl gdy przychodzi mu sie zmierzyc z najwiekszymi acz
        podstawowymi problemami wszechswiata /a raczej ludzkosci bo sam wszechswiat nie
        wydaje sie miec problemow z wlsana egzytencja/. Lem postanowil sprawdzic co by
        sie stalo gdyby postawic czlowieka w sytuacji bezposredniej konfrontacji z
        takim problemem. W rezultacie powstala fascyjaca historia, z kórej rezyser
        postanowil zrobic love story. Cóz, w koncu to hollywood.
      • Gość: Kagan DO ALCESTA! IP: *.vic.bigpond.net.au 24.11.02, 09:07
        Chcialem ci wyslac materialy na temat "Ppamietnika", ale:
        The original message was received at Sun, 24 Nov 2002
        09:05:09 +0100
        from gwfp.agora.pl [10.1.1.180]

        ---
    • Gość: skiba Wiem. że był jakiś rosyjski film pt. Solaris. IP: 212.126.24.* 19.11.02, 14:33
      Czy ktoś coś wie na ten temat?
      • Gość: LILA Re: Wiem. że był jakiś rosyjski film pt. Solaris. IP: 213.243.108.* 19.11.02, 15:03
        Masz racje, oczywiscie ze byl, m.i.Tarkowskiego i bardzo
        niezly, ceni go sam Lem, ale jako autor nie jest kompletnie z
        niego zadowolony. Ten film w Rosji jest kultem rowniez jak cala
        tworczosc Lema, chociaz Tarkowskiego cencurowano i film nie
        jest taki, jak chcial Tarkowski. Jest to z rodzaju "kino nie
        dla wszystkich".Szkoda, ze nie ogladaliscie! Mimo ze Hollywood
        ma duzo potegi i kasy i ze gra tam sympatyczny Clooney, obawiam
        sie ze poza best effektami specjalnymi nie bedzie tam glebokiej
        folozofii Lema, i sam Lem bedzie jeszcze mniej zadowolony.
        Zobaczymy! Zycze powodzenia i pozdrawiam POLKA z Moskwy
        • Gość: Kagan Re: Wiem. że był jakiś rosyjski film pt. Solaris. IP: *.vic.bigpond.net.au 20.11.02, 10:25
          NIE jeden a nawet DWA!
          1. Solaris (Pol., Eng. & Rus.) 1970
          Soviet Union (Russia) TV, black & white, appr. 60 min., 2
          parts
          Produced by: Soviet Television
          Directed by: B. Nierenburga
          Screenplay: N. Kemarski, based on novel by Stanisław Lem
          Solaris; Warszawa:
          Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej 1961 translated
          as Solaris from the
          French translation by Joanna Kilmartin & Steve Cox; New
          York: Walker & Co. 1970.
          Plot Summary: - see ?Solaris? directed by A. Tarkowski (1972)
          Cinematography: B. Kiparosov, B. Revich & J. Bugna
          Cast:
          - Staring:
          W. Lanoboy as Kelvin
          A. Pilius as Hari (Harey)
          V. Etush (Etusz) as Snaut
          V. Zozylin as Sartorius

          2. Solaris (Pol., Eng. & Rus.) 1972
          Soviet Union (Russia), colour and black & white,.
          Running time: 165 min, but varies from 160-167 min. (some
          early English
          versions were cut to 132 min)
          Film length: 14850 ft or 4529 metres
          Awards: Special Jury Prize at International Film Festival
          in Cannes, 1972
          Rating ****? (9 of 10); *** of *** by Clute Science
          Fiction - The Illustrated
          Encyclopedia (1995 p. 275)
          Produced by: Mosfilm
          Directed by: Andrei (Andriey, Andrew) Arsenevich
          Tarkovsky (Tarkowski,
          Tarkovskij,)
          Screenplay: Andrei Tarkovsky & Friedrich Gorenstein based
          on novel by Stanisław
          Lem Solaris; Warszawa: Wydawnictwo Ministerstwa Obrony
          Narodowej 1961,
          translated as Solaris from the French translation by
          Joanna Kilmartin & Steve
          Cox; New York: Walker & Co. 1970.
          Plot summary: Set in the far future (beyond 21st
          century). A psychologist
          (Chris Kelvin) is sent to a space station orbiting planet
          Solaris in order to
          investigate events leading to the death of several
          scientists. Planet Solaris
          is covered almost entirely by a sentient ocean - attempts
          by the human
          scientists to establish a contact with the ocean result
          only in the creation
          (by the ocean) of so called "guests" (or "visitors") -
          more than perfect copies
          of humans made of the subatomic particles and thus
          virtually indestructible.
          Kelvin is met by a "copy" of his wife, which has long ago
          committed suicide
          because of problems in their marriage. Although he and
          his surviving colleagues
          succeed eventually to get rid of their "guests", they
          discover that the ocean
          is a real and total alien, so meaningful exchange of
          information is not (and
          most likely will never be) possible.
          Cinematography: Vadim Yusov (Jusov)
          Scenography: Mikhail Romadin, Art Director (also used
          paintings of Brueghel and
          Rembrandt van Rijn)
          Music: Eduard (Edward) Artemyev (also used excerpts from
          Johann Sebastian Bach)
          Sound Mix: Mono (remastered to stereo for DVD)
          Special effects: ?
          Colour System: Sovcolor

          Cast (in credits order):
          - Starring:
          Donatas Banionis as Chris Kelvin (a psychologist)
          Natalya (Natalia, Natalie) Bondarchuk as Hari (Rheya,
          also spelled 'Khari',
          Chris' dead wife)
          Yuri Jarvet (Yarvet) as Snauth (Snow, a cybernetician)
          - Featuring:
          Anatoli (Anatoly) Solonitsin (Solonitzin) as Sartorius (a
          biologist)
          Vladislav Dvorjetski (Dvorzetsky, Dvorjetzki) as Burton
          (Berton - a pilot)
          Sos Sarkissian as Gibarian (Gibaryan - a station leader)
          Nikolai Grinko as Chris' father (?invented? by Tarkovsky)
      • Gość: Kagan Re: Wiem. że był jakiś rosyjski film pt. Solaris. IP: *.vic.bigpond.net.au 20.11.02, 06:14
        NIE jeden a nawet DWA!
        1. Solaris (Pol., Eng. & Rus.) 1970
        Soviet Union (Russia) TV, black & white, appr. 60 min., 2 parts
        Produced by: Soviet Television
        Directed by: B. Nierenburga
        Screenplay: N. Kemarski, based on novel by Stanisław Lem Solaris; Warszawa:
        Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej 1961 translated as Solaris from the
        French translation by Joanna Kilmartin & Steve Cox; New York: Walker & Co. 1970.
        Plot Summary: - see “Solaris” directed by A. Tarkowski (1972)
        Cinematography: B. Kiparosov, B. Revich & J. Bugna
        Cast:
        - Staring:
        W. Lanoboy as Kelvin
        A. Pilius as Hari (Harey)
        V. Etush (Etusz) as Snaut
        V. Zozylin as Sartorius

        2. Solaris (Pol., Eng. & Rus.) 1972
        Soviet Union (Russia), colour and black & white,.
        Running time: 165 min, but varies from 160-167 min. (some early English
        versions were cut to 132 min)
        Film length: 14850 ft or 4529 metres
        Awards: Special Jury Prize at International Film Festival in Cannes, 1972
        Rating ****½ (9 of 10); *** of *** by Clute Science Fiction - The Illustrated
        Encyclopedia (1995 p. 275)
        Produced by: Mosfilm
        Directed by: Andrei (Andriey, Andrew) Arsenevich Tarkovsky (Tarkowski,
        Tarkovskij,)
        Screenplay: Andrei Tarkovsky & Friedrich Gorenstein based on novel by Stanisław
        Lem Solaris; Warszawa: Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej 1961,
        translated as Solaris from the French translation by Joanna Kilmartin & Steve
        Cox; New York: Walker & Co. 1970.
        Plot summary: Set in the far future (beyond 21st century). A psychologist
        (Chris Kelvin) is sent to a space station orbiting planet Solaris in order to
        investigate events leading to the death of several scientists. Planet Solaris
        is covered almost entirely by a sentient ocean - attempts by the human
        scientists to establish a contact with the ocean result only in the creation
        (by the ocean) of so called "guests" (or "visitors") - more than perfect copies
        of humans made of the subatomic particles and thus virtually indestructible.
        Kelvin is met by a "copy" of his wife, which has long ago committed suicide
        because of problems in their marriage. Although he and his surviving colleagues
        succeed eventually to get rid of their "guests", they discover that the ocean
        is a real and total alien, so meaningful exchange of information is not (and
        most likely will never be) possible.
        Cinematography: Vadim Yusov (Jusov)
        Scenography: Mikhail Romadin, Art Director (also used paintings of Brueghel and
        Rembrandt van Rijn)
        Music: Eduard (Edward) Artemyev (also used excerpts from Johann Sebastian Bach)
        Sound Mix: Mono (remastered to stereo for DVD)
        Special effects: ?
        Colour System: Sovcolor

        Cast (in credits order):
        - Starring:
        Donatas Banionis as Chris Kelvin (a psychologist)
        Natalya (Natalia, Natalie) Bondarchuk as Hari (Rheya, also spelled 'Khari',
        Chris' dead wife)
        Yuri Jarvet (Yarvet) as Snauth (Snow, a cybernetician)
        - Featuring:
        Anatoli (Anatoly) Solonitsin (Solonitzin) as Sartorius (a biologist)
        Vladislav Dvorjetski (Dvorzetsky, Dvorjetzki) as Burton (Berton - a pilot)
        Sos Sarkissian as Gibarian (Gibaryan - a station leader)
        Nikolai Grinko as Chris' father (“invented” by Tarkovsky)

        Comments on Tarkovsky’s “Solaris” (1972):
        According to: www.k26.com/solaris/The_Films/Andrei_Tarkovsky/
         Among their 35 demands for cuts on SOLARIS, the Russian censors made comments
        like "remove the concept of God" and "remove the scenes where Kris is walking
        with his pants off."
         Tarkovsky had wanted to make an autobiographical film but every script he
        submitted to the Soviet officials was rejected, so he decided on Solaris, as
        the censors deemed science fiction a safe genre aimed towards the youth and
        incapable of harboring subversive elements.
         Tarkovsky had wanted to cast Swedish actress Bibi Andersson in the role of
        Hari.
         Tarkovsky saw Stanley Kubrick's 2001 and disliked it thinking it cold and
        sterile and relying too much on technology. He then set out to make SOLARIS its
        opposite.

        SOLARIS (1972 - TARKOVSKY) ON VIDEO TAPE
        1. Europe/Australia
        Produced by: Connoisseur Video in Surbiton (Surrey, UK) in 1991
        Languages: Russian dialogue with English subtitles
        System: VHS PAL (one tape, appr. 132 min.)

        2. USA & Canada
        Languages: Russian dialogue with English subtitles
        System: VHS NTSC, split over two tapes
        Picture format: letterbox (widescreen)

        SOLARIS (1972 - TARKOVSKY) ON LASER DISC
        Produced by: Image (catalogue No. ID 2104 CO) in 1993
        Languages: Russian dialogue with English subtitles
        System: NTSC standard laser disc No. 3496
        Sound: Mono, Digital/Analog-CX
        Aspect Ratio: 2.35:1
        Picture format: letterbox (widescreen)
        Length: 166 min.


        SOLARIS (1972 - TARKOVSKY) ON DVD (Digital Video Disc)
        Available form 15 May 2001 (France) and 21 January 2002 (UK).
        According to Solaris (2002) official Internet site www.k26.com/solaris/
        “the Region 2 PAL Widescreen 2 disc set contains a wealth of material for
        Solaris, Tarkovsky and Lem fans”. According to the same source “Picture quality
        is reportedly excellent. The image is widescreen and far crisper than the
        Laserdisc or shoddy VHS tapes. The only down side is that the film is split
        over 2 discs, neverthless a must if you’re a fan. Currently (May 2001 – LK) the
        DVD is no.12 on the French Amazon.com rankings”. Andrei Tarkovsky's 1972
        adaptation of “Solaris” was also released on DVD in the UK & Ireland on 21st
        January 2002 by UK distributor Artificial Eye. The 2 disc set is be basically
        the same as the French version reported on earlier, featuring a 2.35:
        anamorphic print. The DVD is available from internet retailers such as
        amazon.co.uk, blackstar.co.uk and moviem.co.uk.

        Technical details:
        Number of Discs: 2 single layer (split at the 80 minute mark)
        Sound system: Stereo, Dolby Digital 5.1
        Languages: French, Russian, English
        Subtitles in: French, English, Russian, Dutch, Spanish, Italian,
        Portuguese, Japanese, Swedish
        Aspect Ratio: Colour 2.35:1 Anamorphic (16:9 compatible)
        Length: 169 minutes

        Special Features:
         Filmographies and Photos
         Theatrical Trailers
         Biographies - Stanisław Lem and Andrei Tarkovsky
         Extract from Lem’s "The Tales of Pirx the Pilot"
         Documentary on Donatas Banionis: "The Master of the Little City"
         Interview with Natalya Bondartchouk (Hari)
         Souvenirs from Andrei Tarkovsky's sister
        Kagan
        • Gość: Kagan Re: Wiem. że był jakiś rosyjski film pt. Solaris. IP: *.vic.bigpond.net.au 20.11.02, 06:38
          Patrz tez moja witryna lemowska:
          mywebpage.netscape.com/ljkel2/lem01.html
    • Gość: Amrik Re: Chyba Lem wiedzial co podpisuje IP: 207.109.138.* 19.11.02, 21:30
      i czytal scenariusz przed podpisaniem umowy. Rozdzieranie szat
      nie ma sensu, bo nikt przy zdrowych zmyslach nie spodziewal sie,
      ze w Hollywood zrobia film ambitny. Soderbergh to nie Tarkowski.
      A coz jeszcze oni moga tam krecic wg Lema? Moim zdaniem nic.
      Kiedys Lem kazal wycofac swoje nazwisko z czolowki wspanialej
      produkcji polsko-nrdowskiej "Milczaca gwiazda". Ciekawe, czy
      zrobi to teraz. Nie zostawil suchej nitki na Solaris
      Tarkowskiego, to co teraz? Wyzsze tantiemy sa zapewne najlepszym
      argumentem. Nie ogladalem jeszcze Solaris 2002, ale ide o kazdy
      zaklad, ze Solaris Tarkowskiego to arcydzielo w porownaniu z tym.
      • Gość: anty-rusofil Re: Chyba Lem wiedzial co podpisuje IP: *.ny325.east.verizon.net 20.11.02, 01:56
        Czemu uwazacie ze Hollywood nie potrafi zrobic
        filmu "ambitnego"? I co to slowo ma wlasciwie znaczyc? Czy
        film "ambitny" to tania produkcja, slabi aktorzy,
        przewrazliwiony scenariusz? Z waszych peanow do slabiukiego
        fimu ruskiego to wlasnie wynika....w Hollywood pracuja nalepsi
        specjalisci filmowi z calego swiata, wiec nie obawiajmy sie o
        klase tej wersji "Solaris".
        • Gość: Kagan Re: Chyba Lem wiedzial co podpisuje IP: *.vic.bigpond.net.au 20.11.02, 06:29
          Dobrze wiedzial co! Pozwolenie na przelanie na jego rachunek sporej sumy $$$
          i to USA! ;) Sam sie zgodzil, ze nie tylko nie bedzie starac sie wplynac na
          rezysera i producenta, to jeszcze podpisal "cyrograf", ze nie bedzie komentowal
          publicznie tego filmu...
          A co ekranizacji SOLARIS - po TITANIC'u mozna sie bylo tego spodziewac.
          W przypadku TITANIC'a z historii o chciwosci kapitalistow (armatorow), ktorzy
          kazali plynac kapitanowi pelna para, mimo grozby gor lodowych ( wczasach, gdy
          nie bylo nawet prymitywnego radaru) zrobiono w Hollywood kolejna "love story"
          (ale bez pokazania owego "love", aby film mogl byc dozwolony dla nastolatkow,
          bo inaczej kasa byla by mniejsza)... W SOLARIS watek milosny byl w samej
          powiesci, stad juz od poczatku pisalem, ze owa hollywood'zka ekranizacja bedzie
          kolejna "love story in space"... A szkoda, bo moglby to byc kolejny TIME
          MACHINE (szczegolnie ten z zeszlego roku) czy HOLLOW MAN: kobitki - owszem, ale
          romanse nie przeslanialy tam glownej tresci filmu, czyli ostrzezenia przed
          zawodowa glupota uczonych, ktorzy jak qurvy oddaja sie kompleksowi militarno-
          finasowemu oraz dostarczaly sporej dozy mocnych wrazen...
          Ciekawe, kiedy ta ostatnia ekranizacja SOLARIS dotrze na antypody, jesli w
          ogole (w sensie do kin, bo na tsnie czy dysku dotrze na pewno)...
          A co SOLARIS Tarkovskiego; jak na lata 1970te i ZSRR to byl b. dobry film.
          Nie tak dobry jak SPACE ODYSSEY Kubrick'a, ale niewiele gorszy... Nie wszystko
          radzieckie bylo zle! Obejrzyjcie obie ekranizacje, przeczytajcie jszcze raz
          ksiazke, to wtedy pogadamy.

        • Gość: Amrik Re: do znawcy sztuki filmowej IP: 207.109.138.* 20.11.02, 22:52
          Gość portalu: anty-rusofil napisał(a):

          > Czemu uwazacie ze Hollywood nie potrafi zrobic
          > filmu "ambitnego"?

          Nie wiem do kogo piszesz. Do calej listy? czy do mnie? Ja
          jestem jeden.

          I co to slowo ma wlasciwie znaczyc? Czy
          > film "ambitny" to tania produkcja, slabi aktorzy,
          > przewrazliwiony scenariusz?

          Za cienki jestes Bolek i nie bierz sie za to czego twoja
          mozgowina nie ogarnia. Piszac takie uwagi stawiasz sie w
          rzedzie osob o IQ 40. A na Solaris nie radze isc, bo
          nawet hollywoodzkiej wersji nie zrozumiesz. Kiepscy?
          Kapitan Kloss, a moze Koziolek Matolek? To dla ciebie
          repertuar.

          Z waszych peanow do slabiukiego
          > fimu ruskiego to wlasnie wynika....w Hollywood pracuja
          nalepsi
          > specjalisci filmowi z calego swiata, wiec nie obawiajmy
          sie o
          > klase tej wersji "Solaris".

          Wnioskowanie godne posiadacza powyzej wspomnianego IQ.
        • Gość: krz Re: Chyba Lem wiedzial co podpisuje IP: 195.136.125.* 21.11.02, 09:10
          Czy widziałeś jakiś film Tarkowskiego? Solarsi, Stalker, Andriej
          Rublow?? Bo coś mi się wydaję, ze zatrzymałeś się na etapie
          wilka i zająca
          • Gość: Kagan Re: Chyba Lem wiedzial co podpisuje IP: *.vic.bigpond.net.au 21.11.02, 09:26
            Gość portalu: krz napisał(a):
            Czy widziałeś jakiś film Tarkowskiego? Solarsi (SIC),
            Stalker, Andriej Rublow?? Bo coś mi się wydaję, ze
            zatrzymałeś się na etapie wilka i zająca
            K: To do mnie? Solaris Tarkovsky'ego widzialem kilka
            razy: raz w kinie (PRL), w TV (SBS Australia), i co roku
            od zdaje sie r. 1996 czy 1997 pokazuje go (na video)
            studentom. Widzialem tez Stalkera (ale ledwo wytrzymalem
            do konca, ktory byl zreszta tzw. anticlimax'em). Rublov'a
            zaczalem ogladac, ale po 10 minutach odpuscilem sobie, bo
            nie jestem masochista...
            Milosnikom tworczosci Lema polecam zas:
            mywebpage.netscape.com/ljkel2/lem01.html
            Pozdr. :)
            Kagan
            • Gość: krz Re: dyskusja z Kaganem IP: 195.136.125.* 21.11.02, 10:09
              > K: To do mnie? Solaris Tarkovsky'ego widzialem kilka
              Nie. To było do tego miłośnika kina amerykańskiego anty rusofila.
              Wydaje mi się, ze Solaris to nakręciłą niekaki Tarkowski a nie
              Tarkovski? hihihi
              > studentom. Widzialem tez Stalkera (ale ledwo wytrzymalem
              > do konca, ktory byl zreszta tzw. anticlimax'em). Rublov'a
              > zaczalem ogladac, ale po 10 minutach odpuscilem sobie, bo
              > nie jestem masochista...
              Co to jest anticlimax? kojazy mi się tylko z klimakterium.

              Cóż. Gusta nie podlegają dyskusji. Mi wspomnianae 3 filmy
              Tarkowskiego podobają się bardzo, ale chyba nie ma sensu żebym
              udowadniał dlaczego. A nie podobają mi się np. filmy Greenewaya,
              które moga podobać się np. tobie. Inne filmy
              Tarkowskiego , "Zwierciadło", "Ofiraowanie", już nie, były chyba
              zbyt skomplikowane na moją prostą inteligencję.

              3> Milosnikom tworczosci Lema polecam zas:
              mywebpage.netscape.com/ljkel2/lem01.html"target="_blank">mywebp

              Widziałem... a masz też stronę z ze zdjęciami Marqueza i Fidela
              Castro? Albo z Sartrem czy np. Kenem Loachem? Też bym chętnie
              zobaczył. No i jeszcze z Dalajlamą, który kolaboruje z
              komunistycznymi Chinami
            • Gość: krz Re: dyskusja z Kaganem IP: 195.136.125.* 21.11.02, 10:10
              > K: To do mnie? Solaris Tarkovsky'ego widzialem kilka
              Nie. To było do tego miłośnika kina amerykańskiego anty rusofila.
              Wydaje mi się, ze Solaris to nakręciłą niekaki Tarkowski a nie
              Tarkovski? hihihi
              > studentom. Widzialem tez Stalkera (ale ledwo wytrzymalem
              > do konca, ktory byl zreszta tzw. anticlimax'em). Rublov'a
              > zaczalem ogladac, ale po 10 minutach odpuscilem sobie, bo
              > nie jestem masochista...
              Co to jest anticlimax? kojazy mi się tylko z klimakterium.

              Cóż. Gusta nie podlegają dyskusji. Mi wspomnianae 3 filmy
              Tarkowskiego podobają się bardzo, ale chyba nie ma sensu żebym
              udowadniał dlaczego. A nie podobają mi się np. filmy Greenewaya,
              które moga podobać się np. tobie. Inne filmy
              Tarkowskiego , "Zwierciadło", "Ofiraowanie", już nie, były chyba
              zbyt skomplikowane na moją prostą inteligencję.

              3> Milosnikom tworczosci Lema polecam zas:
              mywebpage.netscape.com/ljkel2/lem01.html"target="_blank">mywebp

              Widziałem... a masz też stronę z ze zdjęciami Marqueza i Fidela
              Castro? Albo z Sartrem czy np. Kenem Loachem? Też bym chętnie
              zobaczył. No i jeszcze z Dalajlamą, który kolaboruje z
              komunistycznymi Chinami
              • Gość: Kagan Re: dyskusja z Kaganem IP: *.vic.bigpond.net.au 21.11.02, 14:25
                Kagan: To do mnie? Solaris Tarkovsky'ego widzialem kilka razy... (...)
                Gość portalu: krz napisał(a): Nie. To było do tego miłośnika kina
                amerykańskiego anty rusofila. Wydaje mi się, ze Solaris to nakręciłą niekaki
                Tarkowski a nie Tarkovski? hihihi
                K: Po polsku Tarkowski, po angielsku Tarkovski albo nawet Tarkovsky
                albo tarkowskij. Nie mam cyrylicy pod reka, ale sprobuje: ТАРКОВСКИЙ!

                K: Pokazuje SOLARIS by ТАРКОВСКИЙ studentom. Widzialem tez Stalkera (ale ledwo
                wytrzymalem do konca, ktory byl zreszta tzw. anticlimax'em). Rublov'a
                zaczalem ogladac, ale po 10 minutach odpuscilem sobie, bo nie jestem
                masochista...

                KRZ: Co to jest anticlimax? kojazy mi się tylko z klimakterium.
                Raczej powinno z orgazmem...;)

                KRZ: Cóż. Gusta nie podlegają dyskusji. Mi wspomnianae 3 filmy
                Tarkowskiego podobają się bardzo, ale chyba nie ma sensu żebym
                udowadniał dlaczego. A nie podobają mi się np. filmy Greenewaya,
                które moga podobać się np. tobie.
                K: Mnie? Nigdy! Tez calkowita pogarda dla widza, jak w STALKERZE!

                KRZ: Inne filmy Tarkowskiego , "Zwierciadło", "Ofiraowanie" (SIC), już nie,
                były chyba zbyt skomplikowane na moją prostą inteligencję.
                K: Nie udawaj prostaczka! ;)
                Milosnikom tworczosci Lema polecam zas:
                mywebpage.netscape.com/ljkel2/lem01.html

                KRZ: Widziałem... a masz też stronę z ze zdjęciami Marqueza i Fidela
                Castro? Albo z Sartrem czy np. Kenem Loachem? Też bym chętnie
                zobaczył. No i jeszcze z Dalajlamą, który kolaboruje z
                komunistycznymi Chinami.
                K: Czy "Marquez" to ten "boski" markiz De Sade? :)
                Pozdr.
                Kagan


      • bukowski27 lem nie mial zadnego wplywu na ekranizacje... 21.11.02, 10:51
        czytalem jakis czas temu gdzies tam wywiad z nim... sprzedał prawa do tej
        historii i tyle... lem nie mial zadnego wplywu na scenariusz, obsade czy
        cokolwiek...
        • Gość: Kagan Lem sam sie zrzekl wplywu na ekranizacje... IP: *.vic.bigpond.net.au 21.11.02, 14:16
          bukowski27 napisał:
          czytalem jakis czas temu gdzies tam wywiad z nim... sprzedał prawa do tej
          historii i tyle... lem nie mial zadnego wplywu na scenariusz, obsade czy
          cokolwiek...
          K: Mial ten wplyw, jako wlasciciel copyright do powiesci SOLARIS, tyle ze
          zamienil to prawo do interwencji na "dulary"...
          No coz, Lem kocha dulary, i juz - jak Trurl lubi ten brzek zlotych monet... ;)
          Kagan
    • Gość: Kagan Wiecej o lemie: IP: *.vic.bigpond.net.au 20.11.02, 06:39
      mywebpage.netscape.com/ljkel2/lem01.html

      • Gość: Kagan Re: Wiecej o lemie: IP: *.vic.bigpond.net.au 20.11.02, 06:41
        "Easy way"
        mywebpage.netscape.com/ljkel2/lem01.html
    • Gość: bitwise Re: IP: *.dip.t-dialin.net 20.11.02, 22:34
      "Zmieniono niestety naturę "duchów" nawiedzających astronautów.
      Z sugestii Lema wynikało, że to materializacja fantazji
      seksualnych."
      ?!?!?!?!?!
      chyba pan Orlinski nie czytal ksiazki albo niewiele z niej
      zrozumial....
    • Gość: pilot pirx Pupa? do krytyka wojtka o. IP: *.chello.pl 22.11.02, 04:04
      koleżko wojtku o.
      upupiłeś się sam po raz kolejny. jak chociażby przy Raporcie, z
      którego zrobiłeś megahit, a jest to co najwyżej powtórka z MI2 w
      sosie sf. czyli zamiast Star Wars świnie w kosmosie.
      solaris chętnie obejrzę, ale tak naprawdę z recenzji nie wynika
      nic - poza pupą. co to za niebezpieczna fiksacja. mam mimowolne
      wrażenie, że jerzy klunej (nie mylić z naszym słynnym bokserem)
      wolałby gdybyś mówił o jego końcówce pleców jako 'tyłku'. pupa
      jest dla niemowlaka, pupcie mają zakochane w nim panienki.
      nie wynika nic, bo nie wiem, czy majtek wojtek nie wypił
      oglądając film więcej niż te kilka zaordynowanych przez kluneja
      drinków.

      misio

      ps. na koniec zapytam, bo myślę, że nie dotarło do ciebie, co
      chciałem przekazać: podobał ci się Solaris czy nie???
      żyj dalej w swoim świecie wirtualnej wielkości
      • Gość: Kagan Re: Pupa? do krytyka wojtka o. IP: *.its.monash.edu.au / *.arts.monash.edu.au 22.11.02, 06:00
        Z W. O. nie ma co dyskutowac, bo on i tak wie wszystko najlepiej...:(
        Swoja droga, jesli ten film ma sie ogladac po pijaku, to rzeczywiscie poniesie klape, bo w USA (poza NY)
        do kin jezdzi sie na ogol samochodem, a jak to mowia w Australii "if you drink and drive you are a bloody
        idiot" (w oryginale bylo zamiast "bloody" - "fucken", ale cenzura nie przepuscila)...
        Kagan
        PS: W.O. napisal, ze "Harey" brzmiec mialo "zbyt mesko" dla anglosasow. A ja sie pytam, czemu?
        Jesli Hilary to moze byc imie zenskie (mnie sie zawsze Hilary kojarzy z Hilarym Mincem i panem Hilarym z
        wierszyka, zdaje sie Tuwima), a kobieta moze sie tam nazywac "Jan", a mezczyzna "Jon", to czemu
        kobitka sie nie moze nazywac "Harey" (wymawiane "HARI", a NIE "HARY")?
        Kagan
        • Gość: mad skleroza... IP: proxy / *.lublin.mm.pl 23.11.02, 01:07
          Zapomniales zareklamowac swoja strone. Wyrecze cie.

          Zajrzyjcie!
          www.mojeparanoje.lpr.pl
          • Gość: Kagan Jeszcze nie! IP: *.vic.bigpond.net.au 23.11.02, 03:27
            Gość portalu: mad napisał:
            Zapomniales zareklamowac swoja strone. Wyrecze cie.
            Zajrzyjcie na!
            mywebpage.netscape.com/ljkel2/lem01.html
            Kagan


    • Gość: Zbigniew Strucki Może trochę pomyślunku? IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 30.11.02, 17:19
      Szanowny autorze recenzji, chciałbym spytać, czy to, iż obejrzał
      pan film, upowaznia pana do opowiadania w dwóch zdaniach całej
      fabuły, co powoduje, iż nie ma już po co iść na film a już tym
      bardziej sięgać po książki. Na przyszłość radzę chwilkę pomyśleć
      przed umieszczeniem takiego tekstu w sieci.
      • Gość: Kagan Re: Może trochę pomyślunku? IP: *.khi.is 01.12.02, 11:48
        Ta receznzja to jednak niewatpliwie szczyt wiedzy, erudycji i inteligencji w
        porownaniu z tym, co niejaki Alcest wypisuje na tym forum...:(
        • _alcest Może trochę sieciowego cierpienia, Kagan? ;-) 04.12.02, 11:55
          Zabolało, co? :-) Przyzwyczajaj się, kretynie – od czasu do czasu będę tak
          niszczył na forum Twoją maniakalną osobowość. :-)
          • Gość: Kagan Re: Może trochę sieciowego cierpienia, Kagan? ;-) IP: *.eufaula.k12.ok.us / 164.58.28.* 04.12.02, 13:36
            _alcest napisał:
            Zabolało, co? :-) Przyzwyczajaj się, kretynie – od czasu do czasu będę
            tak niszczył na forum Twoją maniakalną osobowość. :-)
            K: Przy pomocy admina, ktory mie zabanowal na adresach BIGPOND
            i MONASH?

          • Gość: Kagan Re: Może trochę sieciowego cierpienia, Kagan? ;-) IP: *.intranet.loc / *.abo.wanadoo.fr 16.12.02, 07:01
            _alcest napisał:
            Zabolało, co? :-) Przyzwyczajaj się, kretynie – od czasu do czasu będę tak
            niszczył na forum Twoją maniakalną osobowość. :-)
            K: Predzej sam siebie zniszczysz... Zabraklo ci argumentow merytorycznych, wiec
            nie ludz sie, ze pokonasz mnie chwytami ponizej pasa, bo ja tez potrafie cie
            kopnac w jaja...;(
    • Gość: Lucas Bog ulomny IP: 216.123.180.* 02.12.02, 16:19
      Wczoraj wieczorem ogladalem Solaris.
      Jest inny niz ksiazka.
      Jest inny niz moje wyobrazenie o Solaris.
      Ale jest to naprawde WIELKI film.
      To ze pominieto pewne watki, to ze Cameron skupil sie na innych,
      co z tego. Ja czytajac Solaris za kazdym razem widze cos nowego,
      odkrywam nowe rzeczy, prawdy.... Za kazdym razem tworze Solaris
      od nowa.
      Uwazam ze tak jak wypowidal sie Cameron, Clooney, ten film
      zostal zrobiony bo ktos mial kaprys. Nie dla pieniedzy. nawet
      nie dla slawy. Ten film zrobili dla siebie, dla wlasnej
      przyjemnosci.

      W pierwszej polskiej recenzji Solaris, jest napisane ze ten film
      hybil dwie grupy do ktorych powinien byc adresowany. Nie jest to
      ani romans ani Si-Fi. I dobrze. Nie jest to bowiem film dla
      nastoletnich chlopcow (niech obejrza Lord of the Rings), nie
      jest to rowniez film na randke. I ksiazka i film sa adresowane
      do dojrzalego odbiorcy, do czlowieka ktory zadaje pytania. Sam
      film (dokldanie tak samo jak ksiazka) zostawia nas z wieloma
      rozterkami, pytaniami; o nas, o naszym czlowieczenstwie.

      Scenariusz zostal troszke zmieniony, ale tak naprawde wylaczajac
      zakonczenie, jest bardzo mocno zwiazany z ksiazka. Zauwazylem
      nawet w kilku miejscach dialogi wyjete z Lema.

      jeszcze raz. Jest to naprawde WIELKI film, pod kazdym wzgledem
      wary polecenia. Solaris the movie jest inny, tak jak Solaris
      ksiazka jest inna od innych ksiazek.

      • Gość: Kagan Re: Bog ulomny IP: *.eufaula.k12.ok.us / 164.58.28.* 04.12.02, 10:21
        "Bog ulomny' to sprzecznosc "sama w sobie"!
        Lepiej wiec mowmy o "supermenach", czy jeszcze lepiej, za S+P
        Snergiem-Wisniewskim o "nadistotach" (p. np. jego ROBOT)...
        Taka "nadistota" jest u Lema "myslacy" ocean pokrywajacy planete
        Solaris.
        Kagan
      • Gość: Kagan Re: Bog ulomny IP: *.intranet.loc / *.abo.wanadoo.fr 13.12.02, 07:54
        Gość portalu: Lucas napisał(a):

        > Wczoraj wieczorem ogladalem Solaris.
        > Jest inny niz ksiazka.
        > Jest inny niz moje wyobrazenie o Solaris.
        > Ale jest to naprawde WIELKI film.
        > To ze pominieto pewne watki, to ze Cameron skupil sie na innych,
        > co z tego. Ja czytajac Solaris za kazdym razem widze cos nowego,
        > odkrywam nowe rzeczy, prawdy.... Za kazdym razem tworze Solaris
        > od nowa.
        > Uwazam ze tak jak wypowidal sie Cameron, Clooney, ten film
        > zostal zrobiony bo ktos mial kaprys. Nie dla pieniedzy. nawet
        > nie dla slawy. Ten film zrobili dla siebie, dla wlasnej
        > przyjemnosci.
        >
        > W pierwszej polskiej recenzji Solaris, jest napisane ze ten film
        > hybil dwie grupy do ktorych powinien byc adresowany. Nie jest to
        > ani romans ani Si-Fi. I dobrze. Nie jest to bowiem film dla
        > nastoletnich chlopcow (niech obejrza Lord of the Rings), nie
        > jest to rowniez film na randke. I ksiazka i film sa adresowane
        > do dojrzalego odbiorcy, do czlowieka ktory zadaje pytania. Sam
        > film (dokldanie tak samo jak ksiazka) zostawia nas z wieloma
        > rozterkami, pytaniami; o nas, o naszym czlowieczenstwie.
        >
        > Scenariusz zostal troszke zmieniony, ale tak naprawde wylaczajac
        > zakonczenie, jest bardzo mocno zwiazany z ksiazka. Zauwazylem
        > nawet w kilku miejscach dialogi wyjete z Lema.
        >
        > jeszcze raz. Jest to naprawde WIELKI film, pod kazdym wzgledem
        > wary polecenia. Solaris the movie jest inny, tak jak Solaris
        > ksiazka jest inna od innych ksiazek.
        K: Juz ci chyba pisalem, ze "Bog ulomny" to jest tzw. oksymoron, albowiem Bog z
        definicji jest idealny, a nie ulomny. "Bog ulomny" to po prostu "nadczlowiek"
        ("superman") - takie jest zreszta hostoryczne zrodlo idei "Boga" ("Bogow") -
        wybrane cechy ludzkie wyolbrzmione do granic mozliwosci, a nawet i dalej...
        Pozdr.
        Kagan de Strassbourg
    • Gość: Lucas BOX OFFICE IP: 216.123.180.* 02.12.02, 16:34
      Po pierwszym tygodniu Solaris jest na 7 pozycji w Box office,
      jak na fiasko, to bardzo wysoko!
      • Gość: Kagan Re: BOX OFFICE IP: *.intranet.loc / *.abo.wanadoo.fr 16.12.02, 07:34
        Gość portalu: Lucas napisał(a):
        Po pierwszym tygodniu Solaris jest na 7 pozycji w Box office,
        jak na fiasko, to bardzo wysoko!
        K: Fiasko Lema nie bylo chyba jeszcze sfilmowane? ;)
        Kagan
        PS: Zobaczymy, jak pojdzie Solaris w Australii...;)


    • Gość: Rafał WIDZIAŁEM FILM IP: *.acn.waw.pl 09.02.03, 21:13
      Efekty wizualne (nie specjalne) zapierają dech, ale sam film
      wydaje się strasznie płaski i pozbawiony sensownego przesłania.
      O co w nim tak na prawdę chodzi to zupełnie nie zrozumiałem.
      Zakończenie to czarna magia. Po co siedziałem tyle czasu na tym
      filnie, to nie wiem.
      Początek jest ekscytujący. Zawiązanie akcji bardzo sprawne.
      Powolne odsłanianie intrygi na najwyższym poziomie, a potem już
      tylko gorzej. Niekończące się rozmowy między doktorkiem a jego
      żoną, sceny w bezruchu pokazywane z kilku ujęć jedno po drugiem
      i nagle koniec filmu - jaki był finał to nie wiem - po prostu
      nie zrozumiałem, czy oni wrócili na Ziemię, czy nie, czy
      przeżyli czy umarli i są w niebie.
      Całość kręci się wokół żony głównego bohatera. Niespójność
      wątku miłosnego i tła SF jest porażająca. Brak jest jakichkowiek
      innych wątków. Początek filmu jest zrobiony w najlepszym stylu
      SF z czasów odysei kosmicznej i niewątpliwie jakościowo należy
      do super klasyki. Nie ogląda się go, lecz zostaje się
      wchłoniętym. Ale potem film wypluwa nas z siebie razem z resztką
      niestrawionych niedopowiedzeń i niezakończonej fabuły. Bardzo
      denerwujące.
      A jak wasze wrażenia? Chcecie się czegoś więcej dowiedzieć o
      filmie to piszcie. Ja na pewno kupię sobie książkę i dowiem się
      o co tak na prawdę chodzi w całej historii.
      • Gość: Kagan Re: WIDZIAŁEM FILM IP: *.vic.bigpond.net.au 14.02.03, 11:33
        Gość portalu: Rafał napisał(a):
        > Efekty wizualne (nie specjalne) zapierają dech, ale sam film
        > wydaje się strasznie płaski i pozbawiony sensownego przesłania.
        > O co w nim tak na prawdę chodzi to zupełnie nie zrozumiałem.
        > Zakończenie to czarna magia. Po co siedziałem tyle czasu na tym
        > filnie, to nie wiem.
        > Początek jest ekscytujący. Zawiązanie akcji bardzo sprawne.
        > Powolne odsłanianie intrygi na najwyższym poziomie, a potem już
        > tylko gorzej. Niekończące się rozmowy między doktorkiem a jego
        > żoną, sceny w bezruchu pokazywane z kilku ujęć jedno po drugiem
        > i nagle koniec filmu - jaki był finał to nie wiem - po prostu
        > nie zrozumiałem, czy oni wrócili na Ziemię, czy nie, czy
        > przeżyli czy umarli i są w niebie.
        > Całość kręci się wokół żony głównego bohatera. Niespójność
        > wątku miłosnego i tła SF jest porażająca. Brak jest jakichkowiek
        > innych wątków. Początek filmu jest zrobiony w najlepszym stylu
        > SF z czasów odysei kosmicznej i niewątpliwie jakościowo należy
        > do super klasyki. Nie ogląda się go, lecz zostaje się
        > wchłoniętym. Ale potem film wypluwa nas z siebie razem z resztką
        > niestrawionych niedopowiedzeń i niezakończonej fabuły. Bardzo
        > denerwujące.
        > A jak wasze wrażenia? Chcecie się czegoś więcej dowiedzieć o
        > filmie to piszcie. Ja na pewno kupię sobie książkę i dowiem się
        > o co tak na prawdę chodzi w całej historii.
        K: Jeszcze nie czytales?
        mywebpage.netscape.com/ljkel2/lem01.html
        • Gość: Paweł Re: Kagan IP: 217.153.110.* 14.02.03, 17:43
          Do Kagana:
          Zerknąłem na Twoją stronę dotyczącą Lema i mam pytanie: Jak
          oceniasz podpisanie przez Lema listu z prośbą o ułaskawienie
          braci Kowalczyków? Czy zauważyłeś jakie inne podpisy tam
          widnieją?
          Pzdr
          • Gość: Kagan Re: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 15.02.03, 12:34
            Gość portalu: Paweł napisał(a):
            Do Kagana:
            Zerknąłem na Twoją stronę dotyczącą Lema i mam pytanie: Jak
            oceniasz podpisanie przez Lema listu z prośbą o ułaskawienie
            braci Kowalczyków? Czy zauważyłeś jakie inne podpisy tam
            widnieją?
            Pzdr
            K: TAK! J.J. Szczepanski, przecietny pisarzyna, W. Szymborska, znana
            socrealistka, co pozniej sie "przechcila" na modniejsze wyznanie, bo za
            socrealizm Nobla juz nie daja poza b. ZSRR, D. Olbrychski, podstarzaly
            (juz wtdy) amant i oszolom z "Zachety", A. Gieysztor, co byl zly, ze wypadl
            z lask rezymu, K. Dejmek, co od czasow pamietnych "Dziadow" nic wartosciowego
            nie stworzyl, i zyl juz wtedy ponad 10 lat w prozni i kilku innych pionkow, o
            ktorych niewiele mi wiadomo... Terroryzm to terroryzm, NIE ma "dobrych"
            terrorystow.
            Bomba Kowalczykow, robiona po amatorsku, mogla wybuchnac podczas
            wykladu ze studentami. Stad, sczegolnie po 11 wrzesnia, powini oni do smierci
            byc zamknieci w wiezieniu. Inaczej tzw. wojna z terrorem to czysta parodia...
            To nie jest wojna z terrorem jako takim, a tylko z terrorem antyizraelskim...
            Podtrzymuje wiec, iz "dnia 13 maja 1981 Stanislaw Lem podpisal petycje,
            domagajaca sie amnestii i wolnosci dla braci Kowalczykow: prawomocnie skazanych
            terrorystow, ktorzy dnia 6 pazdziernika roku 1971 wysadzili
            w powietrze aule Wyzszej Szkoly Pedagogicznej w Opolu (dzis Uniwersytet
            Opolski). Byl to typowy, bezsensowny i jakze niepolski akt terroru, dokonany z
            zimna krwia przez przedstawicieli skrajnej, faszystowskiej prawicy".
            I wstyd, ze Lem dal sie tak podpuscic tej miernocie J.J. Szczepanskiemu.
            Niby Lem mial kiedys IQ 160, a dal sie za nos wodzic takiej nedznej
            pisarzynie jak ow J.J. Szczepanski... :(
            Kagan
            • Gość: Kagan Nudny romans w kosmosie czyli film Solaris IP: *.vic.bigpond.net.au 27.02.03, 05:53
              Nudny romans w kosmosie - Recenzja filmu “Solaris” Steven’a Soderbergh’a i
              James’a Cameron’a
              Idąc 27 lutego roku 2003 na australijską premierę hollywoodzkiej wersji
              “Solaris” starałem się jak mogłem, aby nie przynieść ze sobą na salę kinową
              żadnych uprzedzeń. Wynikało to z faktu, iż nie tylko znałem wcześniejsze
              recenzje tego fimu, ale też znam dość dobrze twórczość tych obu filmowców.
              Reżyser Steven Soderbergh jest znany głównie z “Sex, Lies, and Videotape”,
              filmu, powiedzmy sobie to szczerze, nudnawego i pretensjonalnego. Jednakże
              największy zawód sprawił mi producent “Solaris”, James Cameron (trzeba
              pamiętać, że w USA to producent, a nie reżyser, jest prawnie autorem filmu).
              Cameron jest znany z takich produkcji jak “The Terminator”, “Terminator 2”,
              “Aliens” (“Obcy”), “The Abyss” (“Głębia”) czy wreszcie “Titanic”. Sądząc po tym
              ostanim filmie, można było się spodziewać, iż “Solaris” zostanie sprowadzone de
              facto do wątku miłosnego (dość ważnego w powieści Lema, choć zdecydowanie w
              niej drugoplanowego). Niestety, “Solaris” Steven’a Soderbergh’a i James’a
              Cameron’a to coś znacznie gorszego niż “love story in space” (“romans w
              przestrzeni kosmicznej”), to jest po prostu nudne, rozwlekłe i pretensjonalne
              pseudo-romansidło, grane w sztucznym, teatralnym stylu przez marnych aktorów:
              George’a Clooney’a (Krisa Kelvina) i Nataszę McElhone (Rhey’ę, właściwie Harey,
              o czym będzie mowa później),i na dodatek źle wyreżyserowany i nienajlepiej
              zmontowany (liczne dłużyzny, nic nie wnoszące nawet do nastroju filmu).

              Według Soderbergh’a “Solaris” to `a combination of “2001” and “Last Tango In
              Paris"’ (`kombinacja “2001” i “Ostatniego tanga w Paryżu”’). Dla mnie to zaś
              raczej marne naśladownictwo arcydzieła Kubrick’a, w stylu owego, jakże
              przereklamowanego, a tak naprawdę, to równie nudnego jak “Solaris”, “Ostaniego
              tanga”. W filmie “Solaris” właściwie nic się nie dzieje. George Clooney
              pokazuje w nim conajmniej dwa razy swoją pupę, co bynajmniej nie ratuje filmu.
              Sceny miłosne są zbyt odważne, aby film był bez ograniczeń wiekowych, ale zbyt
              mało odważne, aby zaciekawić właściwie kogokolwiek. Z filozoficznego przesłania
              powieści Lema właściwie nic nie ocalało: kiedy zaczyna się ciekawa dyskusja na
              temat Boga, i nawet wspomniana jest opinia papieża, fonia zostaje natychmiast
              wyciszona, aby - broń Boże - nie zmusić widzów do myślenia… Jednym z powodów,
              iż filozoficzna głębia powieści została zgubiona przez Soderbergh’a i Cameron’a
              jest fakt, iż scenariusz został napisany przez Soderbergh’a na podstawie
              marnego tłumaczenia tej powieści na angielski (Joanna Kilmartin i Steve Cox
              przetłumaczyli “Solaris”, na dodatek dość niechlujnie, nie z polskiego, a z
              francuskiego tłumaczenia, stąd owe, jedyne dotąd, angielskie tłumaczenie
              powieści Lema, zawiera mnóstwo błędów i przeinaczeń, w tym nawet nazwisk
              bohaterów).

              Jak już wspomniałem, dwójka głownych bohaterów gra w sztucznym, teatralnym
              stylu. Zamiast dialogów mamy deklamacje, zamiast gry aktorskiej jeno jej nędzne
              namiastki (przykładowo. scena “rezurekcji” Rhei-Harey, jest niezamierzonie
              komiczna z powodu fatalnego aktorstwa Nataszy McElhone). Voila Davis jest
              niezła w roli czarnoskórej uczonej, doktora Gordona – sęk w tym, iż jest to
              postać nieistniejąca w powieści Lema. Została ona wyraźnie wprowadzona “na
              siłę” przez Soderbergh’a , aby film był politycznie poprawny (o ile dobrze
              pamiętam, to w powieści Lema występuje murzynka, ale jest ona tworem planety
              “Solaris”, i nie jest naukowcem, a prześladowcą jednego z wyraźnie bialych
              uczonych z załogi stacji). Ulrich Tukur jest również dośc dobry w roli
              Gibariana, a własciwie jego “ducha” (Gibarian popełnia samobójstwo tuż przed
              przylotem Kelvina), ale jest to rola wyraźnie drugo-, jak nie trzecio-planowa.
              Jeremy Davis jako Snow (Snaut) jest nieco lepszy niż Clooney czy McElhone, ale
              to przenież nie jest żaden powód do dumy…

              Od aktorstwa Clooney’a i McElhone chyba jeszcze gorsza jest reżyseria
              Soderbergh’a. Film po prostu się rozłazi, brak mu tempa, napięcia a przede
              wszystkim owego nastroju tajemniczej grozy, która uderza praktycznie z każdej
              strony powieści Lema czy też jest wyraźnie obecna w pamiętnej ekranizacji
              Tarkowskiego z roku 1972. Soderbergh starał sie naśladować Kubrick’a, stąd
              początek i zakończenie “Solaris” jest marną kopią “2001”. Brak funduszy na
              efekty specjalne rozłożył zaś ten film do końca. Wnętrze stacji i urządzenia
              znajdujące się w niej są na poziomie końca XX wieku i początku XXI, zaś
              techologia podróży kosmicznych o jakieś conajmniej 100 lat w przyszłość.
              Nieszczęściem Soderberg’a jest to, iż jego film ukazał sie po takich filmach
              jak “Minority Report” (“Raport mniejszości) Spielberg’a (według opowiadania
              Philip’a K. Dick’a), czy też niedawnych adaptacjach dzieł H.G. Wells’a (jego
              “Niewidzialnegp człowieka” i “Maszyny czasu”). Stąd oczekiwania publiczności są
              obecnie wysokie, i nikogo już nie sa w stanie zadowolić efekty specjalne na
              pozoomie “Milczącej gwiazdy” (“Astronauci’) Maetzig’a (1960) czy też “Testu
              pilota Pirxa” Piestraka (1979), a znacznie gorsze (szczególnie, jeśli wziąć pod
              uwagę upływ ponad 30 lat), niż w radzieckiej ekranizacji “Solaris’ z roku 1972.

              Miłośnikom science fiction czy też historii miłosnych zdecydowanie odradzam
              “Solaris” Soderbergh’a, chyba, iż chcą się zanudzić na śmierć - na senasie w
              kinie “Southland Village Cinema” na przedmieściu Melbourne, który zaczął się 27
              lutego 2003 roku 2003 o godzinie 10:35 rano, tylko ja i osoba mi towarzysząca
              (ta ostania przez grzeczność) wytwaliśmy do końca… Polecam natomiast ten film
              studentom sztuki filmowej (aby zobaczyli, jak się się nie powinno kręcić
              filmów), oraz miłośnikom zdecydowanie złych, szmirowatych filmów, szczególnie z
              gatunku “science fiction i fantasy”, do którego to, niewiadomo czemu,
              zakwalifikowano ten zdecydowanie nieudany romans Soderbergh’a i Cameron’a,
              marny romans, który nie tylko nie dorasta do pięt klasie powieści Lema, ale
              jest o kilka klas gorszy niż klasyczna ekranizacja Tarkowskiego z roku 1972.
              Jako iż Lem był wyraźnie niezadowolony z wersji Tarkowskiego, jestem
              niezmiernie ciekawy, co sądzi on o “dziele” Soderbergh’a i Cameron’a. Obawiam
              się tylko, iż milionowe honorarium, które dostał on za prawa do sfilmowania
              “Solaris” zostało wypłacone nie tylko pod warunkiem, iż nie bedzie się on
              wtrącał do filmowania tej powieści, ale tez, iż nie będzie on publicznie
              wyrażać negatywnych opinii o fiasku “dzieła” Soderbergh’a i Cameron’a…

              • Gość: Kagan Re: Nudny romans w kosmosie czyli film Solaris IP: *.vic.bigpond.net.au 03.03.03, 06:18
                Wczoraj wieczor (niedziela 2 marca 2003) widzialem w TV kolejna wersje "Psa
                Baskervillow" ("The Hound of the Baskervilles"), tym razem zrobiona przez BBC
                (dwoch Australijczykow w rolach glownych: Richard Roxburgh jako Holmes i Matt
                Day jako mlody sir Henry Baskerville, oraz Ian Hart jako Watson. Mimo iz
                widzialem juz conajmniej kilka wersji tego opowiadania Arthura
                Conan Doylea, to ogladalem te n-ta wersje z ciekawoscia i z wielka
                przyjemnoscia. A przeciez Brytyjczycy niedawno nakrecili tez doskonala wersje
                "Psa Baskervillow" (1983 r. z Ianem Richardsonem jako Holmesem). Moze gdyby
                rezyser tego filmu, ktory wlasnie widzialem w ABC TV, David Attwood nakrecil
                "Solaris", to zamiast nudnawego i zle granego romansu, mielibysmy pasjonujaca
                historie proby rozgryzienia tejemnicy Solaris, jak to ma miejsce w klasycznej
                juz powiesci Lema. Bowiem nie powinno sie robic eksperymentow z klasyka (do
                ktorej nalezy juz, niewatpliwie, "Solaris" Lema), jak sie nie ma nadzwyczajnego
                talentu, a jest sie tylko hollywoodzkim wyrobnikiem z pretensjami, jak
                Soderbergh... Wstyd, panie Soderberg, wstyd. Zostaje nam tylko nadzieja, ze
                skoro Holmesa gralo od roku 1922 (niemy film) conajmniej 20 aktorow, w tym
                Basil Rathbone (najbardziej znany Holmes), Peter Cushing (specjalista od
                horroru), Larry Hagman (Dallas), Roger Moore (007), Tom Baker (Dr. Who), Edward
                Woodward (Breaker Morant), Ian Richardson, Michael Caine, Christopher Lee,
                Jeremy Brett i nawet Buster Keaton... Tak wiec, jest wciaz nadzieja, ze Krisa
                Kelvina zagra znow prawdziwy aktor (jak to bylo u Tarkowskiego - Kelvina gral
                tam Donatas Banionis, chyba Litwin albo Lotysz), a nie nedzny trzeciorzedny
                amerykanski aktorzyna Clooney, co potrafi tylko pokazywac swa niezbyt dla
                normalnych mezczyzn ciekawa doope, i to na dodatek dwa razy w tym samym
                filmie... :(
                Kagan
    • Gość: mirka Re: IP: *.pool.mediaWays.net 07.03.03, 11:04
      nie rozumiem dlaczego autor uwaza ze typowymi widzami filmow s-f
      sa malolaty ktore nie oczekuja nic wiecej niz tylko efektow
      specjalnych, przeciez filmy s-f to nie tylko "Gwiezdne wojny" to
      rowniez "Blade runner". s-f tak ksiazki jak i filmy daja duzo
      ciekawych mozliwosci na pokazanie ludzkiej natury lub
      przynajmniej proba zastanowienia sie nad nia
      • Gość: Kagan Re: IP: *.vic.bigpond.net.au 08.03.03, 10:09
        Gość portalu: mirka napisał(a):
        nie rozumiem dlaczego autor uwaza ze typowymi widzami filmow s-f
        sa malolaty ktore nie oczekuja nic wiecej niz tylko efektow
        specjalnych, przeciez filmy s-f to nie tylko "Gwiezdne wojny" to
        rowniez "Blade runner". s-f tak ksiazki jak i filmy daja duzo
        ciekawych mozliwosci na pokazanie ludzkiej natury lub
        przynajmniej proba zastanowienia sie nad nia
        K: STAR WARS to SF-fantasy (more fantasy than SF), a w BLADE RUNNER
        efekty specjalne sa b. dobre (jak na owe czasy). Nie ma filmu SF
        bez owych efektow. W STAR WARS one zbyt dominuja (szczegolnie w tzw. sequels
        czy prequels), ale w Solaris, ta dwuwymiarowa, plaska powierzchnia planety
        symbolizuje wlasnie owa plaskosc i nude calego filmu...
        Kagan



    • Gość: Marecki Alcest,ocenisz moją analizę filmu? Kagan już to zrobił IP: *.acn.waw.pl 13.03.03, 15:35
      Czy kolega Alcest i inni, mogli by ocenić moją analizę filmu?
      Kolega Kagan już to zrobił, ale nie wiem czy mam mu wierzyć...
      www.filmweb.pl/fokomall.xml?aa=15
      • Gość: Kagan Nie tylko Kagan, takze Matthew Myers IP: *.vic.bigpond.net.au 14.03.03, 14:14
        Patrz: "For the space cadets"
        mywebpage.netscape.com/stanislawlempl/solreven2.html
        • Gość: Kagan Re: Nie tylko Kagan, takze Matthew Myers IP: *.vic.bigpond.net.au 16.03.03, 09:15
          I co, Marecki? Czemu milczysz?
          mywebpage.netscape.com/stanislawlempl/
          • Gość: Marecki Re: Marecki IP: *.acn.waw.pl 16.03.03, 22:26
            no, takich recenzyjek (znaczy tak krótkich) z gazet (i niedzielnych gazetek)
            także czytałem kilka. W większosci polskich notek tego typu, a które ukazywały
            sie w wielu pismach i pisemkach były niemal dokładnie takie komentarze, jak na
            załączonym prze ciebie obrazku. Więc co mogę odpowidzieć? Za jakiś czas, gdy
            serwisy pism krajowych zamieszczą na swych stronach teksty artykułów podami ci
            linki. Poza tym mogę co najwyżej przepisać kilka, ale brzmią podobnie, za co
            ręczę :)
            Z innej beczki: czytając gazetkowe recenzje a także nieco szersze artykuły,
            (zarówno drukowne jak i sieciowe) ujawnia się ciekawa tendencja. O tyle ciekawa
            co typowa. Po pierwsze: krótkich notek jest tyle samo pozytywnych, co
            negatywnych. I wiemy chyba obaj, że w gazetach popularnych sa one adresowane do
            odbiorców pospolitych wszelkiej maści, więc muszą informować ogólnie a nie
            analizować film. Natomiast artykuły w których rcenzent nieco bardziej rozwija
            temat, są na ogół pozytywne. Zawadza o Tarkowskiego, ksiazkę itp. Zależy też od
            standardu pisma. w gazetach dla pospólstwa jadą po filmie ostro, dla
            publiczność nieco bardziej wyrobionej, teksty są już bardziej rzeczowe. Rzadko
            ktoś się filmem Soderbegha zachwyca, to fakt, jednak większość dostrzega
            poetykę obrazu, obecność metafor i rolę muzyki. Rzadziej porusza się kwestie
            montażu w prasie popularnej, zawierając ten aspekt raczej w ocenie ogólnej
            filmu, jako obrazu "poetyckiego". To proste określenie mówi jednak dużo. Są,
            jak wiemy, różne gusta i każdy dostrzega coś dla siebie w każdym filmie. Ja
            dostrzegłem to, co napisałem w analizie. Część interpretacji jest może
            nieco "dociągnięta" do obrazu (choć nie bezpodstawnie), a część naznaczonych
            przeze mnie treści jest bez wątpienia w filmie obecna.
            Wybacz, ale nie uwierzę CI, że nie czytałeś dziesiątek krótkich notek w
            zagranicznych jak i polskich serwisach. Na dobrą sprawę twój link jest jednym z
            mnóstwa, które można by tu zprezentować. I uzbiera się tyle samo Za ile
            Przeciw. Aha, w jednej z ostatnich polskich recenzji dostało się także i
            Tarkowskiemu, nie ostro, ale jednak.(wkrótce podam link) widać więc, że nie ma
            już żadnych świętości, ale takie czasy. Zresztą sam Trakowski mówił kiedyś, że
            nie ma w jego Solaris ani jednej sceny, której ktoś by nie sktrytykował. I nie
            chodzi tylko o ówczesną cenzurę. (Zresztą do Cannes i tak film poszedł bez
            żadnych z cieć). Więc...
            Pozdrawiam.
            • Gość: Kagan Re: Marecki IP: *.vic.bigpond.net.au 17.03.03, 10:37
              Gość portalu: Marecki napisał(a):
              no, takich recenzyjek (znaczy tak krótkich) z gazet (i niedzielnych gazetek)
              także czytałem kilka. W większosci polskich notek tego typu, a które ukazywały
              sie w wielu pismach i pisemkach były niemal dokładnie takie komentarze, jak na
              załączonym prze ciebie obrazku. Więc co mogę odpowiedzieć?
              K: Fdybys znal teorie odbioru sztuki (np. Rezeptions-aesthetik Isera i Jaussa,
              to bys wiedzial, ze dzielo sztuki istnieje realnie tylko w jego recepcji przez
              odbiorcow. Stad jest to zjawisko statystyczne, masowe (szczegolnie w
              przypadku kina), a wiec liczy sie opinia wiekszosci odbiorcow, ktorzy nadaja
              temu dzielu sztuki (dzielo sztuki jest tu uzywane w znaczeniu neutralnym)
              znaczenie. Jak to pisal Hirsch: "objective meanig" jest nie do zbadania, bo
              jest ono tylko w mysli tworcy, a wiec "wirtualne", a dopiero subiektywne
              znaczenie "subjective significance" da sie ocenic naukowo (t.j. zmierzyc
              empirycznie).
              Po prostu: SOLARIS Soderbergha nma za duzo "nienapisanego tekst"
              (przerw albo "gaps"), stad jest nudne w odbiorze - koncepcja "Satzendenke"
              albo "sentence-thought" - terminy trudne do przetlumaczenia na polski!

              - Za jakiś czas, gdy serwisy pism krajowych zamieszczą na swych stronach teksty
              artykułów podami ci linki. Poza tym mogę co najwyżej przepisać kilka, ale
              brzmią podobnie, za co ręczę :)
              K: Czyli jak? THE AGE, tzw. broadsheet, czyli pismo powazne, ocenilo
              najpierw "Solaris" Soderbergha na 4 gwiazdki, ale szybko zredukowalo do 2...
              Po 2 tygodniach sa tylko 2-3 seanse dziennie w Melbourne, i to glownie rankiem,
              czyli kompletna klapa "Nudaris"... :(

              - Z innej beczki: czytając gazetkowe recenzje a także nieco szersze artykuły,
              (zarówno drukowne jak i sieciowe) ujawnia się ciekawa tendencja. O tyle ciekawa
              co typowa. Po pierwsze: krótkich notek jest tyle samo pozytywnych, co
              negatywnych. I wiemy chyba obaj, że w gazetach popularnych sa one adresowane do
              odbiorców pospolitych wszelkiej maści, więc muszą informować ogólnie a nie
              analizować film.
              K: Owi "pospolici" odbiorcy sa statystycznie najbardziej istoni w odbiorze, a
              wiec i istnieniu dziela sztuki. Ich ignorowanie czy wysmiewanie dowodzi tylko
              plytkiego, pseudointelektualnego snobizmu i braku znajomosci teorii dziela
              sztuki...

              - Natomiast artykuły w których rcenzent nieco bardziej rozwija temat, są na
              ogół pozytywne. Zawadza o Tarkowskiego, ksiazkę itp. Zależy też od
              standardu pisma. w gazetach dla pospólstwa jadą po filmie ostro, dla
              publiczność nieco bardziej wyrobionej, teksty są już bardziej rzeczowe.
              K: Znow: skad u ciebie ta pogarda dla "pospolstwa"? Przeciez to oni nadaja
              dzielu sztuki znaczenie, bo ich jest wiecej, wiec sa statystycznie bardziej
              istotni dla "zycia" tego dziela niz garstka snobow, takich jak ty, co to
              nie znajac nawet podstaw estetyki, pisza pseudonakowe recenzje, a ich
              belkot nie jest w stanie przeslonic ich braku elenmentarnej wiedzy z zakresu
              estetyki, a szczegolnie teorii odbioru sztuki... Juz ci pisalem, ze SOLARIS
              Soderbergha musi byc nudne, bo zawiera za duzo niedopowiedzen (Iser sie
              klania, a szczegolnie jego zasada identerminacji)...

              - Rzadko ktoś się filmem Soderbegha zachwyca, to fakt, jednak większość
              dostrzega poetykę obrazu, obecność metafor i rolę muzyki. Rzadziej porusza się
              kwestie montażu w prasie popularnej, zawierając ten aspekt raczej w ocenie
              ogólnej filmu, jako obrazu "poetyckiego". To proste określenie mówi jednak
              dużo.
              K: NIC ono nie mowi. To jest okreslenie arbitralne, nie do zweryfikowania
              metoda empiryczna, wiec nienaukowe, puste, i bez znaczenia... :(

              -Są, jak wiemy, różne gusta i każdy dostrzega coś dla siebie w każdym filmie.
              K: Sa filmy, w ktorych nic sie dostrzec nie da, poza przerazajaca
              nuda, wynikajaca z niedoboru warsztatu, po prostu amatorstwa tworcy...
              Takim wlasnie filmem jest z definicji SOLARIS Soderberhga (jeszcze raz
              polecam lekture Isera)...

              -Ja dostrzegłem to, co napisałem w analizie. Część interpretacji jest może
              nieco "dociągnięta" do obrazu (choć nie bezpodstawnie), a część naznaczonych
              przeze mnie treści jest bez wątpienia w filmie obecna.
              K: I co z tego? Liczy sie CALOSCIOWE wrazenie, a nie jego czesci.
              A CALOSCIOWO "Solaris" Soderbrgha jest filmem nieudanym, zle zrobionym, zle
              zagranym, i, co najgorsze, nudnym. Uczynil on Lemowi taka "niedzwiedzia"
              przysluge, ze teraz trudno bedzie namowic kogokolwiek z profesjonalistow,
              aby nakrecili film w/g Lema... :(

              - Wybacz, ale nie uwierzę CI, że nie czytałeś dziesiątek krótkich notek w
              zagranicznych jak i polskich serwisach. Na dobrą sprawę twój link jest jednym z
              mnóstwa, które można by tu zprezentować. I uzbiera się tyle samo Za ile
              Przeciw. Aha, w jednej z ostatnich polskich recenzji dostało się także i
              Tarkowskiemu, nie ostro, ale jednak.(wkrótce podam link) widać więc, że nie ma
              już żadnych świętości, ale takie czasy. Zresztą sam Trakowski mówił kiedyś, że
              nie ma w jego Solaris ani jednej sceny, której ktoś by nie sktrytykował. I nie
              chodzi tylko o ówczesną cenzurę. (Zresztą do Cannes i tak film poszedł bez
              żadnych z cieć). Więc...
              K: Czego innego spodziewa sie widz po filmie sowieckim (Tarkowski), czego
              innego po Hollywoodzie. Nie mam czasu na czytanie wszystkich recenzji, choc
              z checia zbiore linki, aby je wydrukowac/zapisac na dysku i pozniej
              przeczytac w wolnym czasie (urlop?).
              Wazny jest odbior filmu przez wiekszosc widzow, bo to oni, a nie krytycy
              tworza odbior tego filmu, a wiec jego realna egzystencje. Pamietaj, dzielo
              sztuki istnieje realnie tylko w odbiorze, bo tylko jego odbior, jako zjawisko
              masowe, jest do weryfikacji metoda naukowa...
              Pozdr.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka