Dodaj do ulubionych

Filmy złe (które są uważane za dobre)

IP: *.koba.pl / *.koba.pl 15.04.06, 18:48
Mój przykład to "Chinatown" R. Polańskiego.
Obserwuj wątek
    • gregor_1976 21 gramow nt. 15.04.06, 18:50
      • monikate Re: 21 gramow nt. 16.04.06, 21:44
        A dlaczego "Chinatown"? Mam akurat inne zdanie.
        Mój przykład: "Między słowami", okrzyczany, rozreklamowany a zieje pustką.
        • gregor_1976 Re: 21 gramow nt. 18.04.06, 20:41
          Ja tez lubie Chinatown :) I mam podobne zdanie jak Ty na temat Miedzy slowami,
          zwlaszcza na role Murreya...
          • Gość: pijawka Re: 21 gramow nt. IP: *.koba.pl / *.koba.pl 19.04.06, 15:47
            A ja nie lubię "Chinatown", dla mnie to jest zbyt rozwleczone i nudne dzieło
            sztuki filmowej.
            • Gość: pijawka Re: 21 gramow nt. IP: *.koba.pl / *.koba.pl 19.04.06, 15:59
              Aha, "Między słowami" też mi się nie podobało.
            • lesheque Zdecydowanie ”Kabaret” 25.04.06, 14:02
              Ckliwe byleco wynoszone pod niebiosa.
              • merv Re: Zdecydowanie ”Kabaret” 28.04.06, 10:25
                Lubie musicale ale ten film jest nędzny
    • Gość: zzz Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) IP: *.kom / *.os1.kn.pl 16.04.06, 21:52
      Dla mnie "Piękny umysł", "Brokeback Mountain", "Titanic", "Zakochany Szekspir",
      "Piraci z Karaibów" i wiele innych. Jak sobie przypomnę, to dopiszę.
      • shiva772 Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) 16.04.06, 22:00
        Braveheart. Dla mnie szmira.
        Pasja. Bez komentarza.
        Droga samuraja. Może za trudny jak dla mnie :)
        Film Lyncha o staruszku na traktorku - poprostu nuda.
        A ostatnio: Opowieści z Narni - nizbyt spójne, uderzyło mnie to, że te
        dzieciaki wchodzą w nowy świat ot tak, jakby od zawsze walczyły z przedziwnymi
        potworami.
        Jak sobie coś przypomnę to dopiszę ;)
        • pancwynar Re: ODP 19.04.06, 16:11
          shiva772 napisała:

          > Braveheart. Dla mnie szmira.
          daj Boże więcej takiej szmiry
          > Pasja. Bez komentarza.
          no tak - powiedzenie, że Pasja była filmem wartościowym to dziś obelga i intelektualny samobój:)
          > Droga samuraja. Może za trudny jak dla mnie :)
          > Film Lyncha o staruszku na traktorku - poprostu nuda.
          jak sam tytuł wskazuje to "prosta historia" opowiedziana tak, jak tylko wielki mistrz może to zrobić.. nie razi patosem, melodramatyzmem. Pokazuje piękny świat ludzi, żyjących w zgodzie z sobą i potrafiącymi często jednym dosadnym słowem wyrazić więcej (i mądrzej) niż stada psychologów i socjologów głowiących się nad "kryzysem społeczeństw konsumpcyjnych". Pokazuje to o czym często zapominamy, czego nieraz po cięzkim dniu.tygodniu pracy brakuje nam, abyśmy mogli sami sobie powiedzieć, że jesteśmy szczęśliwymi i spełnionym ludźmi. Oby mnie kiedyś było dane tak postrzzegać świat.
          > A ostatnio: Opowieści z Narni - nizbyt spójne, uderzyło mnie to, że te
          > dzieciaki wchodzą w nowy świat ot tak, jakby od zawsze walczyły z przedziwnymi
          > potworami.
          taka jest konwencja książki - bajki dla dzieci. trudno było coś innego wymagać, choć film i mnie nie zachwycił (za stary może już jestem?:P)
          > Jak sobie coś przypomnę to dopiszę ;)
          • shiva772 Re: ODP 30.04.06, 22:18
            Widzę odpowiedz na moje wypociny :)
            Generalnie wyznaję zasadę że o gustach się nie dyskutuje.
            No ale "Prosta historia" ? I te peany na jej temat. Sam mistrz wyznał że się
            omylił...
            Kwestia "Pasji" to nie intelektualny samobój lecz rzecz smaku...Ja nie
            przepadam za taką ilością ketchupu w jednym daniu :) Na premierze "Pasji" się
            stawiłam i po 45-u minutach uciekłam bo mi się chciało rzygać, nie mogłam nijak
            się zmusić do myślenia o cierpieniu Jezusa.
            Pozdrawiam.
            • pancwynar Re: ODP 03.05.06, 20:48
              shiva772 napisała:
              > Kwestia "Pasji" to nie intelektualny samobój lecz rzecz smaku...Ja nie
              > przepadam za taką ilością ketchupu w jednym daniu :) Na premierze "Pasji" się
              > stawiłam i po 45-u minutach uciekłam bo mi się chciało rzygać, nie mogłam nijak
              > się zmusić do myślenia o cierpieniu Jezusa.

              zawsze jak słysze taka arg. mam jedno pytanie: czy na inne filmy zawierające "uderzającą" dawke przemocy też adwersarze reagują w ten sposób? (vide "Siedem" - świeży przykład z długiego weekendu uznawany przez znaczne grono kinomanów)
              po prostu tak wyglądały tortury w tamtych czasach... czy czytając rzetelne książki historyczne czy nawet beletrystykę oparta o historyczne fakty nie słyszałaś o tym jak postepowano ze skazańcami? jaką pomysłowością w torturowaniu wykazywali się nasi bliźni? wybacz, ale niesmak z powodu oglądnięcia Pasji przypomina mi trochę porażające zdziwienie dokumentem nadawanym onegdaj w TVP1 pt. bodajże "Ballada o zabarwieniu erotycznym" - wtedy też różnej maści ludzie inteligentni ale zyjacy pod kloszem wielkiego miasta wykazywali się więc zdumiewającą ignorancją na temat tego jak wygląda "Polska B" i byli wręcz przerażeni naiwnością i ciemnotą ludzi tam opisywanych. To samo tyczy się męki opisanej w Biblii. Tak to MUSIAŁO wyglądać. A że Gibson jest tylko sprawnym rzemieślnikiem a nie wybitnym reżyserem to doprowadził całą sekwencję na granicę absurdu i groteski, ale, moim zdaniem, nie przekroczył jej. Kaczupu było horrenalnie dużo.. ale czy mogło być mniej po takiej torturze?
              Pozdr. także
              • pancwynar Re: ODP 03.05.06, 20:50
                ps.
                przepraszam za literówki i ogólnie "bełkotliwą" forme wypowiedzi:) mam nadzieję, że sens i meritum da się mimo wszystko wyłapać:)
                • Gość: wuff Re: ODP IP: *.porta.com.pl 05.05.06, 12:23
                  co do pasji zgadzam się z pancwynar
                  śmieszą mnie ludzie oburzeni przemoca i krwią w pasji , a jednocześnie
                  oglądający z przyjemnością pulp fiction, kill bill, true romance, reservoir
                  dogs, itp., itd. nie wspominajac o superpopularnych ściekających krwią
                  horrorach.
      • monikate Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) 16.04.06, 22:58
        Pod "Pięknym umysłem" też się podpisuję!
        Co jeszcze:
        "Wierny ogrodnik" - nuda, sztampa, banał;
        "Pianista"-akademicki jak cholera, nuda, sztampa...
      • Gość: pijawka Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) IP: *.koba.pl / *.koba.pl 19.04.06, 15:54
        Na temat "Piratów z Karaibów" mam inne zdanie.
    • Gość: agmaa Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) IP: 80.48.73.* 17.04.06, 00:04
      Tegoroczny laureat Oscara dla najlepszego filmu- "Miasto gniewu". A poza tym
      wiele innych. Zreszta to b. subiektywne pytanie, każdy napisze raczej coś
      innego;)
    • octavius2 Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) 17.04.06, 01:15
      "Matrix" - wszystkie trzy części włącznie z pierwszą. Ciekawy pomysł zamieniony
      w typowo amerykańską łupaninę.
      "Złe wychowanie" - nuda po prostu.
      "Pusty dom" - może go zwyczajnie nie rozumiem, nie znam za bardzo kultury
      wschodu.
      "Cube" - to samo, co "Matrix". Na pokazanie prawdopodobnego zachowania się
      bohaterów zabrakło pomysłu.
      • Gość: szcz Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) IP: *.czestochowa.agora.pl 17.04.06, 19:52
        Angielski pacjent, Zakochany Szekspir, Titanic - to tylko z oskarowej półki.

        Ale to kwestia gustu, bo np. na mojej liście nie znajdą się wymienone przez
        poprzedników filmy jak Chinatown, Tajemnica Brockback Mountain, Złe wychowanie,
        Miasto gniewu. Wszyskie one są moim zdaniem co najmniej bardzo dobre.
    • Gość: P.S.J. Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) IP: *.itpp.pl 18.04.06, 14:18
      Mulholand Drive - film nudny, bez fabuły i bez przesłania, a nawet bez emocji
      czy ładnych zdjęć. Gdyby pociąć go na przypadkowe kawałki i skleić w losowej
      kolejności - niewiele by się zmienił.

      • pancwynar Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) 19.04.06, 16:12
        jeśli mulholand drive nie ma logicznie i konsekwentnie skonstruowanej fabuły to chyba nie ten film oglądałeś
        • Gość: wuff Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) IP: *.porta.com.pl 05.05.06, 12:29
          moim zdaniem mullholland drive nie ma chronologicznej i ogólnie logicznej
          fabuły, ale tak właśnie miało być. To nie skucha twórcy tylko zamierzony efekt-
          "no hay banda" (nie ma zespołu, to tylko nagranie. film to nie rzeczywistość,
          to jej udawanie, kreacja, zabawa.)
    • Gość: maniaq Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) IP: *.autocom.pl 18.04.06, 18:57
      Filmy o Papieżu w których gra Adamczyk!
      Nikt z uwagi na zmarłego nie ma odwagi powiedzieć że to szmira i to mega szmira!
      • Gość: zielona Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) IP: *.such.nat.hnet.pl 19.04.06, 19:56
        > Filmy o Papieżu w których gra Adamczyk!
        > Nikt z uwagi na zmarłego nie ma odwagi powiedzieć że to szmira i to mega
        szmira
        > !

        !!! nikt? moze dlatego ze innym sie podoba? do mnie na przykład baardzo trafil
        i jak dla mnie jest lepszy od wersji amerykańskiej. cóż, każdy ma inne gusta...
        Osobiście uważam że najbardziej przereklamowanym filmem jest "martix" i jego
        kontynuacje. Po prostu brak mi słów...
        • ariadna-enta Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) 19.04.06, 22:42
          No przepraszam,ale wątek jak dla mnie śmieszny "filmy złe(uważane za dobre)".
          Pytam się na jakiej podstawie uważa się filmy za dobre lub złe?- nie ma żadnej
          są tylko subiektywne odczucia poszczególnych widzów - jednemu podabała się
          np "Pasja" inny nie zostawi na tym filmie suchej nitki- kto więc ma rację? ten
          pierwszy czy ten drugi. Tak można powiedzieć o wielu wymienionych tu filmach.
          Każdy ocenia filmy wg siebie,a więc nie ma tu mowy o żadnym obiektywiżmie.
          Mnie z filmów podobał się np"Piękny umysł"czy "Pianista", a drugi powie,że te
          filmy to dno i co to znaczy,że te filmy faktycznie są złe bo komuś nie
          przypadły do gustu. Głupie są takie naciągane rankingi.
          • Gość: zzz Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) IP: *.kom / *.os1.kn.pl 20.04.06, 10:36
            Wszystko się zasadza na opinii. Gdzie w świecie masz obiektywizm ? Nie ma czegoś
            takiego.
          • Gość: głuptak nie ma głupich pytań, są tylko głupi ludzie. IP: 81.210.22.* 28.04.06, 12:34
            Takie rankingi są głupie, to prawda, ale dlatego głównie, że ludzie roszczą
            sobie prawo do wygłaszania opinii, chociaż żadnej nie mają. Kierują się swoim
            gustem i mają w większości dokładnie takie samo zdanie, jak ich znajomi.
            Tymczasem istnieje miara, którą można zmierzyć jakość filmu, a robi się to tak:
            trzeba zadać pytanie, co twórcy filmu chcieli osiągnąć, a potem zbadać, czy to
            im się udało. Proste?
            Np. Harry Potter - dowolna część. Twórcy filmu chcieli zarobić bardzo dużo
            pieniędzy na sentymencie widzów do znanego bohatera popkultury. Już kumacie?
    • ignatz Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) 19.04.06, 16:57
      "Złe wychowanie" Almodovara - przekombinowana wydumana opowieść służąca ch*j wie
      czemu.
      Pewien kanadyjski film ale nie powiem jaki, bo się pewnej uroczej miłośniczce
      tego filmu zrobi przykro :-)
      • Gość: jaija Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) IP: *.elblag.dialog.net.pl 19.04.06, 23:50
        > Pewien kanadyjski film ale nie powiem jaki, bo się pewnej uroczej miłośniczce
        > tego filmu zrobi przykro :-)

        Wiesz, jak podejść kobiety... nie zrobi się przykro, bo
        napisałeś "uroczej" :D:D:D
    • Gość: niki Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.06, 19:39
      > Wszystko się zasadza na opinii. Gdzie w świecie masz obiektywizm ? Nie ma
      czegoś takiego.
      podpisuje sie pod tym stwierdzeniem, ale np nie lubie filmów Lyncha,np.
      zagubiona autostrada, poniewaz filmy z regóły oglądam dla rozrywki a jego
      filmów nie moge przełknąć (oprócz Twin Peaks),trzeba byc ciagle skupionym na
      tym co sie ogląda i tak czasami nie mozna sie połapac o co chodzi..
    • Gość: maniaq Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) IP: *.autocom.pl 21.04.06, 00:09
      Ale właśnie ja słysząc wyłącznie ochy i achy na temat Człowieka który został
      papieżem rzuciłam się to oglądać. Z dobrymi intencjami.
      I rrrany toż to jest katastroffa! Wszyscy przeżucają się jakimiś nadęto -
      patetycznymi textami, sami też tacy są, marmurowo pozłacani, płascy i nijacy,
      jak z kartonu wycięci, plują w twarz faszystom i nikt im za to nic nie robi, a
      Adamczyk cały czas płacze, to płacze tu, to płacze tam.... Już o samolotach
      przelatujących wirtualnie przez plac Mariacki nie wspomnę - bo to już paranoja.
      Adamczyk najlepiej popłakującym aktorem ? Ok. Ale nie Papieżem. Nie TYM
      Papieżem!
      A nikt słowem się nie zająknął że ten film NIE jest perłą.
      • granul moim zdaniem.. 24.04.06, 11:36
        ..byloby duzo sprawiedliwiej gdyby kazdy swoja opinie poprzedzil "moim zdaniem".
        bo na przyklad:
        - miedzy slowami to dla mnie jeden z najlepszych filmow jakie ostatnio powstaly,
        ma niepowtarzalny klimat choc jestem w stanie uwierzyc ze kogos znudzil
        - uwazam ze mulholland drive jest swietny - po wyjsciu z kina obijalem sie o
        sciany mimo ze bylem trzezwy, poza tym sadze ze na filmach Lyncha nie trzeba sie
        skupiac zbytnio a raczej siasc i patrzec - bedac swiadomy ze wiekszosc jest
        nakrecona w konwencji snu
        - temat jest do dupy, bo: uwazany za dobre przez kogo? np. film "znaki" pare
        osob moglo uznac za dobry, choc w mojej opinii byl parodia filmu na czele z
        jednym z naslabszych (moim zdaniem :] ) aktorow - Melem: "uderz MERLIN!!"
        • klee Moim zdaniem to nic nie znaczy 26.04.06, 00:31
          granul napisał:

          > ..byloby duzo sprawiedliwiej gdyby kazdy swoja opinie poprzedzil "moim
          zdaniem"

          A co by to zmieniło? Wiadomo, że jak ktoś mówi i nie zastrzega, że jest
          inaczej, to mówi w swoim imieniu. Jeśli więc wygłasza opinię, to wygłasza swoją
          opinię, czyli swoje zdanie. ;-) Inna rzecz, że gdyby opatrywać każdą ocenę tu
          zamieszczaną proponowanym przez Ciebie wyrażeniem, to przyszłoby uznać tę
          wypowiedź za będącą nie na temat, gdyż w tytule wątku jest pytanie o złe filmy,
          a więc złe w ogóle, a nie złe według zabierającego głos.

          I jeszcze - jeśli ktoś podaje rzeczowe argumenty uzsadniające jego opinię, to
          może dowieść, że formułowane przez niego sądy są konstatacjami ogólnymi
          dotyczącymi danego filmu i zastrzeganie wtedy, że jednak nie są, prowadziłoby
          do sprzeczności. Jeśli zaś ktoś bazuje li tylko na swoich odczuciach i guście,
          to wiadomo, że inni przedstawionego poglądu dzielić nie muszą, bo różnimy się
          upodobaniami i zstrzegać tego dodatkowo nie ma potrzeby.

          > - temat jest do dupy, bo: uwazany za dobre przez kogo? np. film "znaki" pare
          > osob moglo uznac za dobry, choc w mojej opinii byl parodia filmu na czele z
          > jednym z naslabszych (moim zdaniem :] ) aktorow - Melem: "uderz MERLIN!!"

          Jasne. :-] Najpierw należałoby wyjaśnić, co to znaczy "zły film" i jak
          dochodzić do tego, że jakiś film taki właśnie jest. Analogiczne należałoby
          zrobić z terminem "dobry film". No i trzeba by napisać co to, znaczy, że film
          jest uważany za jakiś tam. "Uważany" to znaczy postrzegany jakoś przez kogoś,
          ale przez kogo? Czy "uważany za dobry" to taki, który się podoba, czy taki,
          który spełnia kryteria "dobrego filmu". Jeśli to ostatnie, to jakie to kryteria?

          Tego wszystkiego nie wiadomo, a skoro tak, to ludzie wymieniają po prostu
          filmy, których nie lubią, i powstaje kolejny wątek pt.: "Film, którego nie
          lubisz". :-]
          • kuratorr Re: Moim zdaniem to nic nie znaczy 01.05.06, 11:40
            > Inna rzecz, że gdyby opatrywać każdą ocenę tu
            > zamieszczaną proponowanym przez Ciebie wyrażeniem, to przyszłoby uznać tę
            > wypowiedź za będącą nie na temat, gdyż w tytule wątku jest pytanie o złe filmy,
            > a więc złe w ogóle, a nie złe według zabierającego głos.

            nie do konca. temat brzmi filmy złe (uwazane za dobre). wg Ciebie złe ogólnie,
            czyli uważane za dobre subiektywnie. moim zdaniem jest tez że złe subiektywnie a
            dobre ogólnie.

            > A co by to zmieniło? Wiadomo, że jak ktoś mówi i nie zastrzega, że jest
            > inaczej, to mówi w swoim imieniu. Jeśli więc wygłasza opinię, to wygłasza swoją
            > opinię, czyli swoje zdanie. ;-)

            nie zmienilo by to nic poza pewna sprawiedliwoscia wypowiedzi. faktycznie w
            niektorych przypadkach - wypowiedziach nie trzeba tego dodawac ale jestem
            uczulony po sformuowaniach typu: "film do dupy, jak w ogole mozna cos takiego
            nakrecic, Ci ktorzy twierdza inaczej sa poje..i"

            • klee What is going on? 01.05.06, 12:52
              kuratorr napisał:

              > nie do konca. temat brzmi filmy złe (uwazane za dobre). wg Ciebie złe ogólnie,
              > czyli uważane za dobre subiektywnie. moim zdaniem jest tez że złe
              subiektywnie
              > a
              > dobre ogólnie.

              1) Jak brzmi temat, wiem.
              2) To, co piszesz, to już Twoje odczytanie tematu, bardzo subiektywne. ;-) I o
              tym właśnie pisałem - nobody knows what is really going on.
              3) Co znaczy sofrmułowanie "według Ciebie złe ogólnie" i dlaczego ma być ono
              tożsame z "uważane za dobre subiektywnie" i przez kogo uważane?

              > nie zmienilo by to nic poza pewna sprawiedliwoscia wypowiedzi. faktycznie w
              > niektorych przypadkach - wypowiedziach nie trzeba tego dodawac ale jestem
              > uczulony po sformuowaniach typu: "film do dupy, jak w ogole mozna cos takiego
              > nakrecic, Ci ktorzy twierdza inaczej sa poje..i"

              Co to jest "sprawiedliwość wypowiedzi"? Jak ktoś opatrzy już tę swoją wypowiedź
              uwagą, że to jego opinia, to wtedy jest to bardziej jego opinia? Jak to działa?
              Lepiej napisać po prostu o filmie niż formułować oceny i tyle.
              • kuratorr Re: What is going on? 04.05.06, 16:47
                < Co znaczy sofrmułowanie "według Ciebie złe ogólnie:
                złe ogólnie znaczy to samo to Twoje złe w ogóle.

                < i dlaczego ma być ono tożsame z "uważane za dobre subiektywnie"
                nie ma byc. moje 'czyli' oznaczalo wartosc w nawiasie - (uwazane za dobre) i
                faktycznie bylo nie najlepiej uzyte.

                czyli:
                odbierasz temat jako: filmy złe ogólnie (uważane za dobre subiektywnie) a ja na
                odwrot

                < Co to jest "sprawiedliwość wypowiedzi"?
                to ze jak ktos napisze "moim zdaniem ten film jest do dupy" to jest to bardziej
                trafne niz "ten film jest do dupy"
                • klee O sprawiedliwości ;-) 04.05.06, 17:15
                  > złe ogólnie znaczy to samo to Twoje złe w ogóle.

                  A co w takim razie znaczy: "Twoje złe w ogóle"? Tutaj to już nie tylko nie
                  wiem, jaki sens się kryje za tym sformułowaniem, ale też nie jestem w stanie
                  ustalić związaków składniowych między jej składnikami, a tym samym nie rozumiem
                  jej na poziomie czysto literalnym. Innymi słowy - chyba coś Ci się zjadło. ;-)

                  > nie ma byc. moje 'czyli' oznaczalo wartosc w nawiasie - (uwazane za dobre) i
                  > faktycznie bylo nie najlepiej uzyte.

                  No to wracamy w takim razie do pytania wyjściowego: co to znaczy "uważane za
                  dobre"? Co znaczy w tym kontekście "dobre" i przez kogo "uważane"?

                  > czyli:
                  > odbierasz temat jako: filmy złe ogólnie (uważane za dobre subiektywnie) a ja
                  na
                  > odwrot

                  A skąd ten wniosek? Jak ja czytam temat, już napisałem. To, co Ty tu napisałeś,
                  nie jest tym moim odczytaniem.

                  > < Co to jest "sprawiedliwość wypowiedzi"?
                  > to ze jak ktos napisze "moim zdaniem ten film jest do dupy" to jest to
                  bardziej
                  > trafne niz "ten film jest do dupy"

                  Moje pytanie miało na celu zdać sprawę z tego, że wypowiedź jako taka nie może
                  być sprawiedliwa lub niesprawieldiwa, gdyż tekstów jako takich przy użyciu
                  kryterium sprawiedliwości wartościować się raczej nie da. Dopiero czyjaś opinia
                  w danej wypowiedzi zawarta może być pod względem sprawidliwości wartościowana.
                  Jednak te dwa przytoczone przez Ciebie zdania wyrażają opinie albo równie
                  sprawidliwą, albo równie niesprawidliwą. W obu bowiem przypadkach wyrażana jest
                  ta sama opinia przez tę samą osobę. Fakt, że w pierwszym zdaniu pojawia się
                  dodatkowy wykładnik subiektywności niczego tu nie zmienia, gdyż opinie jako
                  takie są subiektywne i nie trzeba tego dodatkowo komunikować, a na pewno nie
                  czyni to przedstawianej opinii bardziej trafną czy wiarygodną. Żeby ocenić
                  sprawiedliwość tej konkretnej (jej trafność, adekwatność), należałoby raczej
                  sprawdzić, czy film faktycznie "jest do dupy". Po prostu. :-)
                  • kuratorr Re: O sprawiedliwości ;-) 04.05.06, 18:16
                    klee napisał
                    "gdyż w tytule wątku jest pytanie o złe filmy,
                    a więc złe w ogóle, a nie złe według zabierającego głos."

                    to o góry to jest Twoje "złe w ogóle". odpowiedz sobie na pytanie co chciales
                    nim okreslic a bedziesz wiedział co znaczy moje "złe ogólnie"

                    > No to wracamy w takim razie do pytania wyjściowego: co to znaczy "uważane za
                    > dobre"? Co znaczy w tym kontekście "dobre" i przez kogo "uważane"?

                    tu znowu posluze sie Twoimi slowami: "Co nie znaczy, że wszystko jest kwestią
                    gustu. Coś może być dla kogoś dziełem
                    sztuki, dla kogoś innego może nim nie być, ale istnieją też dzieła sztuki po
                    prostu."
                    odpowiedz sobie na pytanie kto uznaje ze dzielo jest dzielem po prostu i dlaczego.

                    > A skąd ten wniosek? Jak ja czytam temat, już napisałem. To, co Ty tu
                    napisałeś, nie jest tym moim odczytaniem.

                    >odbierasz temat jako: filmy złe ogólnie (uważane za dobre subiektywnie)
                    ech. Twoje slowa: "gdyż w tytule wątku jest pytanie o złe filmy,
                    a więc złe w ogóle, a nie złe według zabierającego głos."
                    wg mnie moje "złe ogólnie" jest Twoim "złe w ogóle". co do "uważane za dobre
                    subiektywnie" to moje szalone dopowiedzenie - faktycznie, nie padlo w Twoich
                    postach - dopisalem bo wydalo mi sie logiczne.

                    > fakt, że w pierwszym zdaniu pojawia się
                    > dodatkowy wykładnik subiektywności niczego tu nie zmienia
                    moim zdaniem zmienia :]

                    > Żeby ocenić
                    > sprawiedliwość tej konkretnej (jej trafność, adekwatność), należałoby raczej
                    > sprawdzić, czy film faktycznie "jest do dupy". Po prostu.

                    a tego to sie akurat zrobic nie da. bo (parafrazując) - kto mialby to sprawdzic
                    i wg jakich kryteriow.
                    • klee Spierajmy się o temat, nie o sztukę :-) 04.05.06, 19:40
                      kuratorr napisał:

                      > to o góry to jest Twoje "złe w ogóle". odpowiedz sobie na pytanie co chciales
                      > nim okreslic a bedziesz wiedział co znaczy moje "złe ogólnie"

                      A, no to teraz już rozmiem, teraz jestem w domu. :-) Tak to bywa, jak ktoś
                      wydziera jakieś sformułowanie z kontekstu i umieszcza w innym, niedostosowawszy
                      go do tego nowego - prowadzi to często do nieporozumień. ;-] Otóż uważam, że
                      nie ma czegoś takiego jak "filmy złe ogólnie" czy "filmy złe w ogóle", bo takie
                      filmy to po prostu filmy złe. A moje "w ogóle" pojawiło się z powodów
                      stylistycznych i z powodu chęci skontrastowania pojęć "film zły" i "film zły
                      według kogoś, a więc subiektywnie". No ale skoro Ty się posługujesz takim
                      sofrmułowaniem jak "filmy złe ogólnie", to chciałbym zapytać, czy oznacza ono
                      filmy złe, czy filmy uznane za złe przez ogół społeczności, w których one
                      funkcjonują.

                      I teraz, wracając do tego, co napisałeś w poście z 1 maja, z godz. 11:40:

                      > nie do konca. temat brzmi filmy złe (uwazane za dobre). wg Ciebie złe ogólnie,
                      > czyli uważane za dobre subiektywnie. moim zdaniem jest tez że złe
                      subiektywnie a
                      > dobre ogólnie.

                      a o co rozbija się cała rzecz, proszę mi napisać, dlaczego należy rozumieć
                      zaproponowany temat tak, jak Ty go rozumiesz. Otóż według mnie jest to
                      nadużycie, bo - jak już pisałem w swoim pierwszym poście - jeśli
                      wyrażenie "filmy złe" nie zostaje opatrzone żadnym określnikiem
                      doprecyzowującym, to należy je rozumieć w sposób neutralny, a neutralne jego
                      rozumienie powinno być zgodne ze znaczeniem literalnym, czyli "filmy złe" -
                      filmy złe (ogólnie, w ogóle, czy jak tam chcesz), złe w sposób obiektywny, a
                      nie subiektywny - jak tam piszesz - czy intersubiektywny. Inna rzecz, że jeśli
                      chciałbyś intepretować temat w dwojaki spsób, jak to właśnie tam robisz, to to
                      prowadzi przecież do sprzeczności. Albo coś oceniamy subiektywnie, albo staramy
                      się to oceniać w sposób obiektywny.

                      W związku z tym obstaję jednak przy tym, że - jak już napisałem wcześniej:

                      > gdyby opatrywać każdą ocenę tu
                      > zamieszczaną proponowanym przez Ciebie wyrażeniem, to przyszłoby uznać tę
                      > wypowiedź za będącą nie na temat, gdyż w tytule wątku jest pytanie o złe
                      filmy,
                      > a więc złe w ogóle, a nie złe według zabierającego głos.

                      Nie znaczy to jednak oczywiście, że robić tego nie można. :-)

                      > tu znowu posluze sie Twoimi slowami: "Co nie znaczy, że wszystko jest kwestią
                      > gustu. Coś może być dla kogoś dziełem
                      > sztuki, dla kogoś innego może nim nie być, ale istnieją też dzieła sztuki po
                      > prostu."
                      > odpowiedz sobie na pytanie kto uznaje ze dzielo jest dzielem po prostu i
                      dlaczego.

                      Wiesz, to, co chcesz tutaj poruszyć, to są kwestie dosyć skomplikowane i można
                      by na te tematy bardzo długo dyskutwać. Co to jest dzieło? Kto decyduje o tym,
                      co jest, a co nie jest dziełem? Jak się mają te decyzje do odbioru ogółu, a
                      także do gustu ludzi? Czy istnieje coś takiego jak uniwesralne dzieło sztuki,
                      czy tak naprawdę jego wartość jest zawsze wielkością intersubiektywną, a więc
                      dzieło jest dziełem tylko dla określonej grupy ludzi? Jak to się dzieje, że
                      zazwyczaj tylko niewielka mniejszość uznaje coś za dzieło, a mimo to
                      funkcjonuje ono jako takie w całej grupie? To są wszystko trudne pytania i
                      skomplikowane zależności. I właśnie dlatego, jak się zakłada taki temat, to
                      należałoby sprecyzować, o co chodzi. Moim celem nie było ani precyzowanie
                      tematu wątku, ani rozmowa na tematy, o które teraz zachaczasz. Zgodziłem się
                      tylko z Granulem, który zwrócił uwagę, że temat jest nieprzemyślany i jego
                      sens, jeśli brać go tak jak jest a nie nadinterpretować, sprowadza się do
                      zformułowania: "film, którego nie lubisz", o czym już pisałem.

                      Więc ja nie stawiam takich trudnch pytań o to, co jest dziełem sztuki itd. Nie
                      chce mi się tego robić, nie chcę o tym rozmawiać, tylko pytam Ciebie, skoro
                      uważasz, że z tym tematem jest wszystko w porządku, skoro go bronisz, co on
                      znaczy. Nie pytam, co to jest dobry film, tylko co znaczą wyrażenia składające
                      się na temat, do czego należy je odnosić, bo odnosić je można do bardzo różnych
                      zjawisk i pojęć. I na tym cały problem polega. I jeśli mi piszesz, że "zły
                      film" z tematu należy rozumieć i obiektywnie, i subiektywnie, to pytam skąd to
                      bierzesz. Wiem, że można sobie ten temat rozumieć dowolnie, ale mnie nie o
                      intepretowanie go chodzi, a o poznanie intencji Autorki. Tylko tyle. Takie
                      proste pytania.

                      > odbierasz temat jako: filmy złe ogólnie (uważane za dobre subiektywnie)
                      > ech. Twoje slowa: "gdyż w tytule wątku jest pytanie o złe filmy,
                      > a więc złe w ogóle, a nie złe według zabierającego głos."
                      > wg mnie moje "złe ogólnie" jest Twoim "złe w ogóle". co do "uważane za dobre
                      > subiektywnie" to moje szalone dopowiedzenie - faktycznie, nie padlo w Twoich
                      > postach - dopisalem bo wydalo mi sie logiczne.

                      Zamiast się kierować logiką, domysłami, czy wnioskować w tak oryginalny sposób,
                      wystarczyłoby przeczytać, co napisałem wcześniej, a więc to, na co odpowiadasz
                      przecież ;-): "Film, którego nie lubisz".

                      Jeśli "uważane za dobre" czytać, jak proponujesz: "dobre subiektywnie, a więc
                      dobre przez zabierającego głos", to ja się gubię, bo już nie rozumiem, czy
                      pisać tu Forumowicze mają o filmach złych, czy o dobrych według nich. ;-) Chyba
                      jednak logiki tu zabrakło.

                      > > fakt, że w pierwszym zdaniu pojawia się
                      > > dodatkowy wykładnik subiektywności niczego tu nie zmienia
                      > moim zdaniem zmienia :]

                      Na czym zatem ta zmiana polega?

                      > a tego to sie akurat zrobic nie da. bo (parafrazując) - kto mialby to
                      sprawdzic
                      > i wg jakich kryteriow.

                      Oczywiście, że się da. Gdyby się nie dało, to nie mogłoby być mowy o dobrych
                      czy złych filmach. Sprawdzić to może każdy, kto jest zdolny społugiwać się
                      odpowiednimi narzędziami, które to formułowaniu takich ocen służą. Zazwyczaj
                      jest tak, że jest grupa specjalistów, którzy są zdolni takich ocen dokonywać. I
                      na zasadzie współpracy społecznmej pozostali te ich oceny przyjmują. Ale o tym
                      już mądrzy ludzie, tacy jak Putnam, pisali, więc sobie daruję. Ale rzecz w tym,
                      że społeczności niekoniecznie muszą te konstatacje specjalistów internalizować,
                      gdyż mają też swoje własne oceny wypracowywane już bez tych narzędzi, a więc
                      prawdopdobnie mniej uzsadnione. Ale że tych niespecjalistów jest więcej, to
                      często tę intersubiektywną ocenę (ocenę tej grupy) przyjmuje się za
                      obowiązującą. Czy słusznie? To jest pytanie. I pytanie inne - o
                      które "uważanie" chodzi założycielce wątku? No i jeszcze na to wszystko się
                      nakładają nasze upodobania, gusta. Więc może chodzi o to, co nam się podoba, co
                      uważamy za dobre w oparciu o nasz gust, a nie w oparciu o jakieś przekonania,
                      czy inne kryteria. Skomplikowana sprawa, prawda? A komplikuje się jeszcze
                      bardziej przez to "uważanie" właśnie. Bo jak sprawdzić, co kto uważa. Jeśli
                      rzecz dotyczy dużej grupy ludzi, to się tego po prostu zrobić nie da, a skoro
                      tak, to bazujemy na naszych wyobrażaniach na temat tego "uważania" innych. W
                      związku z tym nie możemy pisać o "filmach uważanych za dobre", tylko o takich,
                      o których wydaje nam się, że są uchodzą za dobre. A skąd my to wiemy? Zupełny
                      galimatias. I to wszystko prowadzi do tego, o czym pisałem w pierwszym poście.
                      • kuratorr Re: Spierajmy się o temat, nie o sztukę :-) 04.05.06, 20:35
                        dobra. to tak moze porzadkujac i konczac.
                        po pierwsze mysle ze zalozylem za duzo kont na gazeta.pl a moje rozkojarzenie
                        sprawilo ze w drugim poscie zalogowalem sie nie tak jak w pierwszym - niecelowo.
                        prowadzi to do tego ze ja jestem granulem a on mną (to nie jest przenosnia tylko
                        fakt taki). idac dalej w tym kierunku nie bronie tego tematu bo skrytykowalem go
                        w pierwszym poscie - jesli myslisz jednak ze bronie to albo mam schizofrenie
                        albo nie potrafie sie jasno wyslowic albo cos nie tak zinterpretowales.
                        reasumujac:
                        - temat jest do dupy (jak wiekszosc na forach, np. jakiej muzyki sluchacie)
                        - denerwuje mnie to gdy ktos nie uzywa sformuowania "moim zdaniem", przynajmniej
                        w niektorych sytuacjach
                        - tak na prawde to jest czepianie sie bez sensu, bo i tak wiekszosc ma w gdzies
                        co mnie denerwuje
                        - cieszy mnie ze znajduja sie osoby z ktorymi mozna podyskutowac na inne tematy
                        niz: PISuary, wybiórcza i itp (polityczna nowomowa mnie zabija)

                        wybacz ze nie odniose sie do pozostalej czesci ostatniego Twojego postu - po
                        prostu mysle ze kazdy ma swoj punkt widzenia i gdybysmy chcieli ciagnac ten
                        temat to za tydzien tworzylibysmy kilkustronicowe posty w ktorych 90% zajmowaly
                        by wyjasnienia co kto powiedzial i sprostowania.

                        pozdrawiam
                        • klee My ludziki i nasze języki 05.05.06, 21:32
                          kuratorr napisał:

                          > - denerwuje mnie to gdy ktos nie uzywa sformuowania "moim zdaniem",
                          przynajmnie
                          > j
                          > w niektorych sytuacjach

                          Myślę, że tutaj się tak bardzo nie różnimy. Bo cóż się kryje za brakiem
                          takiego "moim zdaniem"? No pewnie często autorytatywność, mędrkowatość i
                          konstatowanie różnych rzeczy w sposób absolutystyczny i przy tym pozbawiony
                          często jakiegokolwiek argumentowania. To bywa drażniące. Chociaż ja już
                          przywykłem i wywołuje to raczej uśmieszek politowania na mojej twarzy, nie zaś
                          rozdrażnienie.

                          > - tak na prawde to jest czepianie sie bez sensu, bo i tak wiekszosc ma w
                          gdzies
                          > co mnie denerwuje

                          Co tam jakiś jeden forumowicz sobie myśli, to pewnie rzeczywiście większość ma
                          gdzieś, ale jak wygląda forum, to już chyba nie. Forum jest jakimś tam dobrem
                          wspólnym. Każdy ma prawo wyrażać opinie na jego temat, domagać się, by
                          wyglądało tak a nie inaczej, kształtować je, zgłaszać do usunięcia
                          nieodpowiednie wątki etc. Więc jak czepianie się jest sensowane, to nie jest
                          bez sensu. ;-) To chyba niezbyt dobrze żywić przekonanie, że to, co myślimy,
                          jest nieistotne, niegodne uwagi. Dla mnie Twoje zdanie jest godne uwagi w
                          sposób ponadprzeciętny. :-)

                          > wybacz ze nie odniose sie do pozostalej czesci ostatniego Twojego postu - po
                          > prostu mysle ze kazdy ma swoj punkt widzenia i gdybysmy chcieli ciagnac ten
                          > temat to za tydzien tworzylibysmy kilkustronicowe posty w ktorych 90%
                          zajmowaly
                          > by wyjasnienia co kto powiedzial i sprostowania.

                          To jest takie zjawisko rzeczywiście często obserwowane na różnego rodzaju
                          forach. I nie jest aż tak bardzo znów trudno powiedzieć chyba, skąd się to
                          bierze. Język sam w sobie jest narzędziem bardzo niedoskonałym i trudno się
                          przy jego pomocy porozumiewać, choć wyjścia nie ma, bo jest jedynym środkiem,
                          którym dysponujemy. Do tego dochodzi fakt, że my się często tym jedynym
                          narzędziem, jakie mamy, posługujemy w sposób nieumiejętny, nieporadny. Nie
                          rozumiemy, co ktoś napisał, nadto sami piszemy co innego, niż chcemy, choć
                          wydaje nam się, że piszemy, co chcemy. ;-) Na to nakłada się taka tendencja
                          wielu z nas właściwa, że nie słuchamy, tylko czekamy, by móc powiedziec swoje,
                          a więc nie rozmwiamy, tylko monologujemy. A do tego wszystkiego bywa też, że
                          uparci jesteśmy, chcemy obstawać przy swoim, nawet kiedy brak nam argumentów i
                          udajemy wtedy, że coś innego znajdujemy w czyichś postach, niż faktycznie
                          znajdujemy. Sporo tych komplikacji. My ludziki. :-)

                          > pozdrawiam

                          Pozdrowienie odwzajemniam! :-)
    • Gość: Lola Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) IP: *.odihr.osceint / 194.181.183.* 24.04.06, 15:10
      Moim zdaniem "Miedzy slowami"... film w gruncie rzeczy bardzo plytki i nudny..
      • Gość: yoy Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.04.06, 18:31
        moim zdaniem swietne byly zarowno miedzy slowami jak i chinatown.
        moim typami natopmiast sa:
        -tron we krwi
        -tramwaj zwany pożądaniem
        • zajacpoziomka Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) 24.04.06, 20:16
          Nie wiem dlaczego niektórzy mymieniają "Chinatown", przecież to rewelacyjny
          film!!

          A co do gniotów to oczywiście "Zakochany Szekspir", Oscar dla tego filomu to
          jedna z największych pomyłek Akademii.
          • Gość: ania Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) IP: 38.195.34.* 04.05.06, 23:47
            No, juz wiekszej wpadki niz Titanic nie bylo.
    • lzygan Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) 24.04.06, 20:42
      filmy, które dostają po niewiadomo ile oskarów - tak naprawdę są tylko
      przereklamowanymi shitami
      • Gość: P.S.J. Nie pastw się już nad tymi kowbojami-gejami n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.06, 12:57
        • lzygan Re: Nie pastw się już nad tymi kowbojami-gejami n 29.04.06, 14:49
          ja się nie pastwie nad kowbojami - gejami, ja raczej mówię o filmach typu -
          tańczący z wilkami czy titanic albo zakochany szekspir, ską oni w ogóle
          wytrzasnęli ten shit:)
    • Gość: brak-pomyslu Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) IP: *.devs.futuro.pl 25.04.06, 15:25
      Osobiście uważam, że Mulholland i Chinatown są rewelacyjne. Za to przychylę sie
      do opinii, że Titanic i II i III część Matrixa są kiepskie. A od siebie dodam
      może inny film Polańskiego - Frantic (cały efekt popsuł mi niestety H. Ford ze
      swoją tradycyjna miną pasującą jedynie do Indiany i Hana Solo)
    • Gość: stefan Zagubiona autostrada IP: *.aster.pl 27.04.06, 17:44
      "Zagubiona autostrada" Lyncha.Totalny pseudomistyczny bełkot.
      • Gość: xyz Re: Zagubiona autostrada IP: 212.160.236.* 28.04.06, 10:07
        Tańczący z wilkami- tandetny wyciskacz łez.
    • schramm1 Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) 28.04.06, 12:17
      absolutnym liderem jest "Jan Paweł II" z Jonem Voightem
    • przemkowa.b Dlaczego "Piękny umysł" - uzasadnić:) 30.04.06, 23:36
      No, czekam na uzasadnienie, dlaczego według was ten film jest niedobry. Bardzo
      jestem ciekawa;-)
      • klee To może ja spróbuję 30.04.06, 23:52
        Pewnie dlatego, że 1) cukierkowy jest, 2) nie ma w nim niczego poza tym, co na
        ekranie.
        • przemkowa.b Re: To może ja spróbuję 30.04.06, 23:58
          Dobra, nie przekonało mnie;-)
          Następny proszę:-)

          Czy każdy film musi mieć przesłanie? Jak nie ma, to nie jest wartościowy?
          Zresztą, piękny umysł ma;-), mówi o tym główny bohater na samym końcu.
          W sumie "Pianista" też nie ma przesłania, a jest filmem bezdyskusyjnie
          rewelacyjnym...a może dyskusyjnie? Co człowiek, to pogląd, a gdzie 2 Polaków,
          tam 3 zdania;-)
          • klee Użytek ze sztuki nieużytkowej 01.05.06, 00:26
            przemkowa.b napisała:

            > Dobra, nie przekonało mnie;-)
            > Następny proszę:-)

            Ale ja przecież nie miałem przekonywać, tylko napisać, dlaczego to kiepski
            film. Gdyby o przekonywanie chodziło, siedziałbym cicho.

            > Czy każdy film musi mieć przesłanie?

            Nie tyle o przesłanie chodzi, co o treści, jakie przez opowiedzenie określonej
            historii, a także sposób jej opowiadania, twórca chce nam zakomunikować.

            > Jak nie ma, to nie jest wartościowy?

            Jeśli się oczekuje od filmu, że ma być dziełem sztuki, a ja tego właśnie
            oczekuję, to owszem. Jeśli ma być rozrywką, to nie.

            > Zresztą, piękny umysł ma;-), mówi o tym główny bohater na samym końcu.

            Cokolwiek to jest, to jeśli dało się to zawrzeć w jednym zdaniu, warto zapytać,
            po kiego zrobiono ten film? Nie, jak ja idę do kina, to chcę się spotkać z
            czymć, czego nie sposób przekazać inaczej niż poprzez kino właśnie. ;-)

            > W sumie "Pianista" też nie ma przesłania, a jest filmem bezdyskusyjnie
            > rewelacyjnym...a może dyskusyjnie?

            "Dyskusyjnie" to z całą pewnością, ale słowa nie rzeknę, bo uprzedzony jestem,
            a poza tym film oglądałem z musu w czasie podróży autokarem.

            > Co człowiek, to pogląd, a gdzie 2 Polaków,
            > tam 3 zdania;-)

            Co nie znaczy, że wszystko jest kwestią gustu. Coś może być dla kogoś dziełem
            sztuki, dla kogoś innego może nim nie być, ale istnieją też dzieła sztuki po
            prostu.
            • Gość: mułła Re: Użytek ze sztuki nieużytkowej IP: *.malbork.mm.pl 01.05.06, 12:59
              "Piękny umysł" jest po prostu stereotypowym filmem, z pokazaniem talentu,
              choroby, odrzucenia, ponownego przyjęcia, przemowy, oklaski, itp. pierdoły,
              które wystąpują w 99% biograficznych filmów made in USA. Dlatego nie wiem, po
              kiego grzyba uważać ten film za jakiś wartościowy, czy wyjątkowy - film, jakich
              na kopy. Nie stanowi żadnego przełomu, jesli chodzi o filmy biograficzne.
    • Gość: lala angielski pacjent IP: *.chello.pl 01.05.06, 14:26
      titanic, Kinsey, Wierny ogrodnik no i pewnie cos tam jeszcze.;o)
    • Gość: capulet Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) IP: *.osiedle.net.pl 04.05.06, 13:45
      Odnośnie filmów o papieżu: jakoś nigdzie nie widziałem bardzo pochlebnych
      opinii na temat 'Karola' z Adamczykiem i Jana Pawła' z Voightem. Gdzie bym nie
      czytał to wszyscy podkreślają, że sztampa, schemat i ogólnie średnia robota
      (więc chybione typy moim zdaniem).
      To samo odnośnie Matriksów numer 2 i 3, które dosyć powszechnie zostały
      ocenione jako znacznie gorsze od oryginału i ogólnie przerost treści nad formą.
      Inna psrawa, że mam inne zdanie i uważam 2 i 3 Matrixa za bardzo dobre CZĘŚCI
      TRYLOGII (bo te filmy powinno się oglądać razem z jedynką jako jedną całość...
      naprawdę wtedy zyskują).
      Polecam więc zastanowienie się nad tym, o których filmach piszecie jako o
      powszechnie uważanych za dobre (dlamnie świadczą o tym przede wszystkim
      recenzje w prasie).
      No a jeśli chodzi o mój osobisty typ: 'Amadeusz' Formana. Uważany za klasykę,
      gdzie bym nie spojrzał - 5 gwiazdek. Ja wynudziłem się okropnie i nie
      dostrzegłem żadnej wielkości w tym filmie. Tak swoją drogą to w ogóle Forman do
      mnie nie trafia. Koleś potrafi robić tylko filmy biograficzne, które dla mnie
      niemal z założenia mogą być co najwyżej niezłe, ale nigdy wielkie.
      Ponadto 'Czas Apokalipsy'. Byłem na rozszerzonej wersji w kinie i raczej mnie
      nie powaliła.
      A tak na zakończenie to moim zdaniem bardzo dużo zależy od tego kiedy się film
      ogląda, jakie się ma do niego nastawienie i ogólnie jaki jest klimat. Raz
      obejrzany film, który w pierwszej chwili bardzo ci się spodoba, za kolejnym
      razem może okazać się beznadziejny. Przykład: obejrzałem swego czasu w
      kinie 'Equlibrium' (po dziś dzień nie rozumiem porównań z Matrixem) i wyszedłem
      z niego pod dużym wrażeniem. Jakieś pół roku później wypożyczyłem film na DVD i
      nie mogłem zrozumieć co mi się w nim podobało... Tak samo miał mój kumpel,
      któremu za pierwszym obejrzeniem podobał się 'Spider-Man 2', a kilka dni temu
      wyznał mi, że kilka dni temu znów go obejrzał i miał w ogóle inne zdanie.
      Dlatego na przykład wzbraniam się przed ponownym obejrzeniem 'Oldboya', który
      bardzo mi się spodobał... jak powiedział bohater 'Zagubionej Autostrady': wolę
      pamiętać rzeczy takimi jak je pamiętam, niekoniecznie takimi jakie są naprawdę
      (cytet niezbyt precyzyjny, ale sens mniej więcej taki sam).

      P.S. Inna sprawa, że niektóre filmy po prostu nie nadają się do oglądania
      więcej niż jeden raz, a niektóre są wręcz do tego stworzone.
      • Gość: ja Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) IP: *.kom / *.os1.kn.pl 04.05.06, 16:56
        Film o papieżu jest pretensjonalny i łopatologiczny.
      • Gość: wuff Re: Filmy złe (które są uważane za dobre)- capulet IP: *.porta.com.pl 05.05.06, 12:48
        "moim zdaniem bardzo dużo zależy od tego kiedy się film ogląda, jakie się ma do
        niego nastawienie i ogólnie jaki jest klimat"- Bardzo ważne zdanie moim zdaniem
        (powtórzenie zamierzone). Ludzi ebardzo często nastawiają sie niewłaściwie idąc
        do kina, to znaczy chcą superambitnego dzieła światowej kinematografii idąc na
        komedię z meg ryan i wychodzą zdegustowani. Jak idę do kina wiem mniej więcej
        jak się nastawić (rozrywka, wzruszenie, czy też inne emocje). Tym sposobem
        dobrze bawiłem się na Tomb Raider, a na mullholland drive wątpiłem w swoje
        zmysły.
    • kate-gun Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) 04.05.06, 21:41
      zdecydowanie polski film pt. "Warszawa"
    • Gość: wuff Re: Filmy złe (które są uważane za dobre) IP: *.porta.com.pl 05.05.06, 12:26
      "Zmruż oczy"- Nie nazwałbym tego filmu złym, ale po hałasie wokół tego filmu
      spodziewałem się kompletnie czegoś innego i mocno się rozczarowałem.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka