Gość: Grimaldi
IP: *.dedicado.com.uy
01.02.03, 14:55
"Chicago" widzialam pod koniec stycznia w Urugwaju w ramach VI
Festiwalu Filmowego w Punta del Este, w pokazie pozakonkursowym.
Rozumiem, ze po sukcesie, zasluzonym zreszta, "Moulin Rouge",
przyszla kolej - czy tez powrocila moda- na przenoszenie
kolejnych musicali czy wodewili na ekran. To, ze pieniadz zadzi
Hollywood a mozliwosc godziwego zarobku pociaga kazdego
producenta nie sa zadnym odkryciem. Film jest znakomity pod
wzgledem warsztatowym. Swietna, dynamiczna choreografia,
znakomita oprawa muzyczna, przerysowane, teatralne wrecz
dekoracje i wnetrza. Fabula wlasciwie zadna, plaska i bardzo
stereotypowa, ale ta tak naprawde rzadko sie liczy w tym
gatunku. To przeciez nie Saura czy Antonioni. Sami aktorzy? O
ile Zellweger jest naprawde rewelacyjna (nie wiem ile w tym
szkoly Stanislawskiego a ile naturalizmu dziewczyny z
amerykanskiej prowincji) o tyle R. Gere rozczarowuje. Jest nawet
nie tyle slaby, co po prostu bardzo, bardzo ...drugoplanowy.
Lata plyna i pan Gere naprawde nie powinien juz sciagac koszuli,
zadnej innej czesci garderoby tym bardziej. Moze to jego pasja
Orientem sprawia, ze dba jedynie o wnetrze? Jedno trzeba mu
jednkaze oddac. Szczerosc. Gere byl bardzo zaskoczony przyznanym
mu Zlotym Globem. Ni tylko on. Zeta-Jones naprawde niezla.
Powiedzialabym co raz lepsza. Dojrzalsza i sprawniejsza
warsztatowo. Zastanawiam sie jedynie czy tekst dialogu
(Zellweger do Zeta Jones)"Odstaw cukierki" pochodzi z
oryginalnego scenariusza czy tez zostal celowo wykorzystany w
filmie celem usprawiedliwienia "bardziej kobiecej" sylwetki
malzonki Douglasa.