xavier.xenos
18.07.07, 01:27
Obejrzałem ostatnio popularny w pewnych kręgach film "Zmruż oczy" - przez
wiele znanych mi osób uważany wręcz za najlepszy polski film ostatnich lat,
laureat festiwalowych nagród. Wciąż mi się odbija. Ten film jest po prostu
tragiczny. Powiela wszystkie możliwe schematy tanich wzruszeń i na każdym
kroku epatuje pozorną głębią filozoficzną. Osnową fabularną jest relacja
psychologiczna pomiędzy byłym nauczycielem - sfrustrowanym mizantropem
inteligentem-humanistą, a małą dziewczynką - obie te postacie na zmianę
odgrywają w filmie rolę wielkich filozofów-cywilizacyjnych outsiderów.
Przesłanie generalnie brzmi - zatrzymaj się w swoim nieustannym biegu donikąd
mieszczuchu polski i namyśl się nad sensem życia, dostrzeż, że nie blichtr
współczesnego świata, nie mamona, piękna żona i luksusowa fura są prawdziwą
wartością, a prosta i szczera relacja międzyludzka i skromne, niespieszne
życie w zgodzie z naturą. No koszmar. Najtańszy szkolny banał.
Oczywiście najbardziej irytujące jest to sztucznie grające dziecko, któremu
reżyser przypisał rzecz jasna rolę filozofki - filozofki, która wprawdzie nie
wygłasza mądrych sentencji, ale każdy jej czyn i wybór życiowy zaświadcza o
głębokiej, przyrodzonej mądrości młodej istoty, której jeszcze nie zdążył
wchłonąć zdradliwy i zakłamany świat jej narcystycznych, nowobogackich, nie
poświęcających jej odpowiednio dużo czasu i nie rozmawiających z nią
dostatecznie poważnie rodziców. Wszystko w scenerii jakiejś popegeerowskiej
rudery, a jednocześnie pośród olśniewających okoliczności przyrody. Czyli -
mieszczuchu, piękno istnieje dookoła ciebie, na wyciągnięcie ręki, ale ty go
nie dostrzegasz, bo zatruł ci umysł Babilon Babel.
Na każdym kroku schemat, na każdym kroku banał. Taniocha intelektualna dla
pretensjonalnych polskich mieszczuchów, którzy będą się egzaltować, jakie to
przepastnie głębokie.
Generalnie maniera nudnej narracji tego filmu przywodzi na myśl "Prostą
historię" - największą artystyczną porażkę Lyncha, podobnie obleśny gniot,
który również zyskał poklask publiki. Niewielu recenzentów miało odwagę
zauważyć, że król jest nagi.
A reżyser pewnie ma poczucie, że odwalił kawał dobrej roboty, że tak
oszczędnymi środkami i subtelnymi niedopowiedzeniami powiedział widzowi "coś
naprawdę ważnego".
Czemu Polacy kochają takie filmy?