Gość: Beata
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
05.03.04, 16:36
Dowiedziałam się o tym ciut za późno - gdy byłam już bardzo zaangażowana w
ten związek. Wcześniej cedził niezłe ortografy w mailach, ale usprawiedliwiał
się tym, że "zawsze miał z tym problemy". A poza tym? - normalny, inteligenty
facet. Wrażliwy, z oryginalnymi zainteresowaniami.
Kocham go. Mieszkamy za sobą już rok. Przy okazji majowych egzaminów
zapytałam go o jego doświadczenia i jakie oceny dostał...i tu...zaskoczenie-
"ja nie mam matury. Oblałem polski, więcej już nie podchodziłem. A co?-
przeszkadza Ci to?".
Czy mi przeszkadza?-no cóż-jestem mgr, pochodzę z inteligenckiej rodziny. To
nie tak, że przekreślam ludzi bez dyplomu, ale żeby w dzisiejszych czasach
nie mieć zdanej matury?-Toż to podstawa. Przyznałam się mamie-reakcja do
przewidzenia...do dziś tego żałuję.
Za 2 m-ce maj i kolejna szansa. Niby deklaruje, że bardzo mu zależy na
zdaniu. A tymczasem-nie uczy się...
Proszę, naciskam, grożę - niewiele pomaga...("mówisz tak jak moja
matka", "znam już to na pamięć", "jestem zmęczony", "nie dzisiaj").
Obkłada się czasem tymi brykami chyba tylko po to, żeby mieć spokój z mojej
strony.
Niestety czarno to widzę.
Poradźcie-co robić. Jak go zmotywować? Jak ja mogę mu pomóc?
Najgorzej jak wyobrażę sobie naszą wspólną przyszłość. Ten brak wykształcenia
będzie zawsze stawał nam na drodze.