Gość: nika
IP: 80.51.250.*
25.05.04, 18:27
Czy coś z tym rocznikiem jest nie tak ? W ciągu ostatniego roku miałam okazję
zaobserwować 2 "przypadki". Mniej więcej podobne sytuacje: facet, żona
(młoda, fajna itp), dzieci (pierwszy przypadek dwójka, drugi jedno), i
kasa ... i tu sie zaczyna problem. Obydwaj panowie chcieli mieć dużo szybko
i "pokazać" się rodzinie, znajomym ... a więc samochód, jeden, drugi,
zajebiste remonty, działki rekreacyjne, bardzo konsumpcyjny tryb życia itp. i
potem noga się podwinęła, obaj wpadają w zaklęty krąg długów i kredytów,
które rosną nieubłagalnie. U drugiego przypadku przyplątała się jeszcze pani
(nawiasem mówiąc z dwójką dzieci i mężem marynarzem zajebiście nieszczęśliwa
w swoim związku i odnajdująca szczęście w rozbijaniu związku innej dotąd dość
szczęśliwej pani), którą pan tak bardzo pokochał po niespełna 3 miesiecznej
znajomości i paru spotkaniach na konferencji, (pomimo ponad 300 km odległości
zamieszkania), że zostawia swoją żone i małe dziecko ponieważ bez tej, dotąd
bardzo nieszczęśliwej pani (ale już razem z nim szczęśliwej), nie może żyć.
Ale ... pani nieszczęsliwa (już szczęśliwa z tym panem) dowiaduje się
niestety o długach pana który zostawił żonę (która zresztą kiedyś już mu
podała rękę i pomogła wyjść z niemiłej dla niego sytuacji, była jedyną która
w niego wierzyła) i najwyraźniej nie ma ochoty na kontynuację związku w
którym nie ma szans na to aby pozostać na tym samym poziomie, który dawała
jej pensja męża-marynarza. Po co sobie tak komplikować życie ?? Czy to jest /
była miłość ??
Dodam tylko że nie jestem ani nieszczęśliwą panią ani żoną, ani dzieckiem,
tylko po prostu osobą zaangażowaną w tą sprawę ze względu na pokrewieństwo
(zarówno drugiego jak i pierwszego przypadku) ... i nie potrafiącą tego
zrozumieć. Dlaczego?? Bo to chyba raczej nie wina rocznika 1972 ?
p.s.
Na dodatek sama myślę o ewentualnym zamążpójściu i już sama nie wiem...