Dodaj do ulubionych

problem w małżeństwie

22.01.13, 14:29
Witam
Do napisania tego postu zmusiła mnie sytuacja - nie mam sie komu wyżalić choć w gruncie rzeczy mam pełno znajomych ale to tylko znajomych... i może tu ktoś podrzuci co robię nie tak.
Jestem po slubie już 12 lat, mamy dwóch synów 9 i 5 letniego. Wydawało mi się, że jestesmy normalnym małżeństwem, mamy wzloty i upadki jak większośc ludzi na świecie ale jak głębiej się nad tym zastanowić to chyba jest inaczej. Całe moje zycie dorosłe pracuję na kilku frontach - mam działalność, świadczę usługi marketingowe, kupuję i sprzedaje auta i zajmuje sie innymi rzeczami. Staram się nie poświęcać zbyt wiele czasu na pracę - max o 17 jestem codziennie w domu. Moja zona nigdy nie pracowała - na początku naszego małżeństwa nie musiała a potem zaczęła studiować (skończyła studia), później zrobiła kilka kursów, które miały pomóc nam finansowo kiedy przyszły ciężkie czasy. Skutki tych "nauk" były różne bo raczej pieniędzy z tego nie było raczej zajęcie dla mojej znudzonej dziećmi zony. Finansami w rodzinie zajmowałem się ja a zony nie interesowało czy mamy pieniądze czy nie, potrzebowała iśc na zakupy to pieniądze miały się znaleźć - i jakoś się znajdowały. Jakoś sobie dawaliśmy radę, ja po pracy pomagałem jej sprzatać, zmywać, zajmować się dziećmi itp zresztą do dziś to robię bo chcę brać aktywny udział w normalnym funkcjonowaniu rodziny.
I tu w zeszłym roku zaczęły się problemy. Aby utrzymać jakiś standard zycia zaciągnąłem kilka kredytów tzn miałem karty kredytowe, które dopóki mogłem to spłacałem ale w końcu wszystko walnęło. Żona nie wiedziała o moich zobowiązaniach bo jak juz pisałem nie interesowała się naszymi finansami. Aby spłacić te zobowiązania wzięliśmy jeden kredyt i spłacamy go bez jakichś większych wymówek ale.. No właśnie. Moja zona ma do mnie ogromne pretensje o te długi i ja ją rozumiem bo tyle czasu ukrywałem przed nią, że mamy zobowiązania ale z drugiej strony patrząc to jakiś jej udział w tym był - nie wiem czy to co napisałem to nie poszukiwanie rozgrzeszenia ale czasami tak czuję, że jest tu jakaś nasza obopólna wina. Z moją zoną nie jestem w stanie porozmawiać na ten temat bo od razu kończy się to kłótnią - tzn z mojej strony jest milczenie a ona krzyczy. Ja nie chcę, nie mogę, nie potrafię się z nią kłócić a tym samym nie mogę przedstawić jej moich argumentów a ponadto myslę, że jak powiem jej o tym co tak naprawdę sądze to zabierze mi dzieci i odejdzie. Kocham dzieci i ją chyba też. piszę chyba bo tak naprawdę to nie widzę jakiejkolwiek akceptacji z jej strony i nie wiem co o tym mysleć. W naszym zyciu wszystko się posrało. Ja zawsze byłem a raczej starałem się byc pomocny dla innych i jezeli ktoś z naszych znajomych zwracał się o pomoc to nie odmawiałem, niestety jednak w domu zona robiła - robi mi o to awantury, że mnie wykorzystują itp. A jak jak ciepłe kluchy nawet nie oponuję tylko zwijam pod siebie ogon i milczę - bo nie chcę awantur ! Nie daje sobie juz z tym rady. Mój dzień powszedni wygląda tak, że rano wstaję robię starszemu synowi sniadanie, kanapki i zawożę go do szkoły, praca, potem zakupy do domu. W domu obiad, zmywanie po obiedzie jakieś odkurzanie, potem chwila z dzieciakami, chwila TV, kompanie młodszego synka, usypianie go i czas dla mnie tzn chwila w necie. Sexu brak bo wypiecie tyłka w moją stronę dwa razy w miesiącu to raczej nie sex. kilka razy w tygodniu muszę zawieźć zonę na zakupy, których nie cierpię bo sam załatwiłbym to kilka razy szybciej ale zona nigdzie nie wychodzi (nie licząc wyjść do koleżanek, kina, na piwo itp na które musze ją zawieźć a potem odebrać) więc dla niej to rozrywka.
Z tego co napisałem wynika pewnie ze jestem dupkiem nie potrafiącym odezwac się do ludzi a to raczej nie jest prawda bo poza domem jestem kontaktowy i potrafię rozmawiać z ludzmi, nie lubie tylko przemocy i spięć. Mam znajomych jak już pisałem ale sądzę, że ci znajomi są przy mnie dlatego że mają w tym biznes.
Dobra chyba starczy tego uzalania się nad sobą, ale jakby ktoś chciał pogadać ze mną na ten temat to byłbym wdzięczny bo sam już nie daję sobie rady.
Obserwuj wątek
    • mariuszg2 Re: problem w małżeństwie 22.01.13, 14:43
      tak....na Twoim miejscu bym kopnał laskę w dupę i znalazł sobie inną ale tak, żeby nie dac powodu do rozwodu...bo sam będziesz spłacał długi a nowa laska się wypnie na Ciebie....słowem potrzebna Ci wierna i kochająca kochanka....
    • headvig Re: problem w małżeństwie 22.01.13, 14:53
      a co w ogóle robi twoja żona, skoro ty robisz wszystko - "jest"?
      • mariuszg2 Re: problem w małżeństwie 22.01.13, 14:55
        a co Cię to obchodzi? To kolegi sprawa...zaraz by tu w obronę brała babsztyla okropnego :*
        • headvig Re: problem w małżeństwie 22.01.13, 15:52
          mariuszg2 napisał:

          > a co Cię to obchodzi? To kolegi sprawa...zaraz by tu w obronę brała babsztyla o
          > kropnego :*

          wcale w obronę nie brała, próbuję sytuację zrozumieć i szczerze współczuję koledze :*
          • mariuszg2 Re: problem w małżeństwie 22.01.13, 16:11
            zamiast zrozumieć po prostu go przytul i pociesz jak tylko najlepiej potrafisz....:)
            • headvig Re: problem w małżeństwie 22.01.13, 16:17
              mariuszg2 napisał:

              > zamiast zrozumieć po prostu go przytul i pociesz jak tylko najlepiej potrafisz.
              > ...:)

              może lepiej nie. od przybytku czasem głowa boli :) :*
              • mariuszg2 Re: problem w małżeństwie 22.01.13, 17:02
                >
                > może lepiej nie. od przybytku czasem głowa boli :) :*

                ale nie do głowy przytulaj tylko do piersi....od razu poczujesz różnicę....:*
                • headvig Re: problem w małżeństwie 22.01.13, 19:22
                  mariuszg2 napisał:

                  > ale nie do głowy przytulaj tylko do piersi....od razu poczujesz różnicę....:*

                  to miejsce już ma rezerwację, jak będzie ciasno, to nie będzie wygodnie :) :*
                  • mariuszg2 Re: problem w małżeństwie 23.01.13, 08:53
                    > to miejsce już ma rezerwację, jak będzie ciasno, to nie będzie wygodnie :) :*

                    damy radę...przeciez piersi jest sztuk 2...podzielimy się jakoś....a jak będzie za ciasno trzeba będzie się jakoś dogadac....wprowadzić system zmianowy czy jakoś tak....
                    • headvig Re: problem w małżeństwie 23.01.13, 19:59
                      mariuszg2 napisał:

                      > damy radę...przeciez piersi jest sztuk 2...podzielimy się jakoś....a jak będzie
                      > za ciasno trzeba będzie się jakoś dogadac....wprowadzić system zmianowy czy ja
                      > koś tak....

                      chciałbyś się dzielić z innymi? aleś dobroduszny :P
                      • mariuszg2 Re: problem w małżeństwie 24.01.13, 08:18
                        >
                        > chciałbyś się dzielić z innymi? aleś dobroduszny :P

                        niezly z Ciebie kawaleczek....jak na jednego mnie niewymagajacego to za duzo...jak ma sie zmarnowac to niech inni tez skorzystaja :)
                        • headvig Re: problem w małżeństwie 24.01.13, 14:42
                          mariuszg2 napisał:

                          > niezly z Ciebie kawaleczek....

                          no właśnie kawałeczek mały jest. powierzchnia korzystania znaczy się jest mała :)
                          • mariuszg2 Re: problem w małżeństwie 24.01.13, 18:02
                            >
                            > no właśnie kawałeczek mały jest. powierzchnia korzystania znaczy się jest mała
                            > :)
                            >

                            w takim razie niestety ale nie mogę się Toba dzielić z nikim innym...
      • usermanik1234 Re: problem w małżeństwie 22.01.13, 15:07
        nie no ja nie robię wszystkiego.
        mam obiad, posprzątane i codzienne pranie mózgu.
        właśnie zaraz ide do domu ale jak znam zycie to po obiedzie, który będzie za ok godzinę od mojego wejścia do domu będę musiał wyjść do garażu, kotłowni, gdziekolwiek bo nie dam rady.
        dzięki za rady ale co do spłacania kredytu to i tak go sam spłacam bo moje pieniądze czyli te które zarobię w całości daje zonie idą na "zycie" a jej pieniądze które gdzieś tam sobie zarobi robiąc ostatnimi czasy tipsy bo skończyła kolejny kurs idą na jej wydatki.
        na marginesie - ostatnio kazała mi rzucić fajki bo są drogie choć na fajki nie biorę z budżetu domowego tylko z "boków" :)
        oj lekko to nie jest panowie
        • mariuszg2 Re: problem w małżeństwie 22.01.13, 15:16
          eeee no kolego...jak chodzisz bokami to tak źle z Tobą nie jest.... dasz radę.... a laski jak to laski....szkoda zachodu na nie....
        • headvig Re: problem w małżeństwie 22.01.13, 15:55
          usermanik1234 napisał(a):

          > nie no ja nie robię wszystkiego.
          > mam obiad, posprzątane i codzienne pranie mózgu.
          > właśnie zaraz ide do domu ale jak znam zycie to po obiedzie, który będzie za ok
          > godzinę od mojego wejścia do domu będę musiał wyjść do garażu, kotłowni, gdzie
          > kolwiek bo nie dam rady.

          jak się zaprzesz w sobie to dasz. tylko widocznie nie chcesz.

          >a jej pieniądz
          > e które gdzieś tam sobie zarobi robiąc ostatnimi czasy tipsy bo skończyła kolej
          > ny kurs idą na jej wydatki.

          weź ją do normalnej pracy wyślij a nie stękaj ;)

          > na marginesie - ostatnio kazała mi rzucić fajki bo są drogie choć na fajki nie
          > biorę z budżetu domowego tylko z "boków" :)

          to już mogła ci powiedzieć, że niezdrowe - efekt byłby lepszy. faktycznie jakaś niemądra.

          > oj lekko to nie jest panowie

          i vice versa :)
        • mila2712 Re: problem w małżeństwie 22.01.13, 16:04
          Jedynym sensowym rozwiązaniem jest rozwód. Dziwny układ panuje w waszym domu jeżeli chodzi o sprawy finansowe - moje twoje nasze oraz codzienne życie. Jeżeli nie możesz na żonę "patrzeć" to po co tkwisz w tym małżeństwie ? Tylko nie pisz że dla dobra dzieci

    • yngrid Re: problem w małżeństwie 22.01.13, 18:00
      Chciałeś porozmawiać. Trudno oceniać nie znając wersji wydarzeń drugiej strony. Odnoszę jednak nieodparte wrażenie, że wcale ze sobą nie rozmawiacie i nie chodzi mi o rozmowy typu: jak minął dzień. Jest praca, problemy obowiązki- normalne- ale gdzie w tym wszystkim jest wspólna chwila dla Was obojga. Nikt nie lubi kłótni, ale to lepsze niż zobojętnienie. Jeśli się kłócicie to znaczy, że Wam jeszcze na sobie zależy. Jeśli faktycznie wziąłeś na siebie cały ciężar finansowy wziąłeś też odpowiedzialność i nie dzieliłeś się nią. Wcale jej nie usprawiedliwiam, bo Wasza sytuacja jest dla mnie niewyobrażalna ale wygląda na to, że z tej odpowiedzialności Twoja żona czuła się zwolniona. Może było jej wygodnie, a może czuła się przy Tobie bezpiecznie. Musisz zacząć rozmawiać bo do niczego nie dojdziecie i będziesz miotał się dalej. Powodzenia
      • minasz Re: problem w małżeństwie 22.01.13, 22:18
        bzdury piszesz
        kłotnie to walki o dominacje -on ta walke przegrał i teraz ona sie na niego drze- a wiesz dlaczego ona to robi?
        bo to lubii i odczuwa przyjemnosc nigdy nie przestanie bedzie przesuwała jeszcze bardziej granice chyba ze dostanie po głowie
      • usermanik1234 Re: problem w małżeństwie 23.01.13, 20:08
        Wrażenie odnosisz bardzo dobre: nie rozmawiamy ze sobą, bo ją nie interesują moje sprawy. Nawet nie ma rozmów typu co tam w pracy, jeżeli juz to jest gadka typu koleżanka mówiła, że ....
        Nie mam siły aby zacząć jakiekolwiek rozmowy, już chyba za późno. Przemyślałem sobie i wziąłem wszystkie za i wszystkie przeciw, niestety tych przeciw jest o wiele więcej niż tych "za".
        Na razie mieszkam w moim domu, przechodzę obok bez słowa. Zobaczę jak długo wytrzymam ale pewnie juz niedługo się stąd wyprowadzę - jakoś dam sobie radę.
        dzięki
        • mila2712 Re: problem w małżeństwie 23.01.13, 22:30
          Jeżeli się wyprowadzisz to będzie Twój największy błąd
          spieniężyć majątek natępnie rozwód i zaczynasz życie od nowa
        • yngrid Re: problem w małżeństwie 24.01.13, 08:24
          Może faktycznie w takiej sytuacji warto się wyprowadzić po to by spróbować spojrzeć na wszystko z boku. Jeśli możesz zrób to, ale nie podejmuj ostatecznych decyzji. Daj sobie i jej czas. Wiem z autopsji, że czas daje nam trzeźwiejsze spojrzenie. Czasami terapia wstrząsowa daje niespodziewane efekty. Macie dzieci i musisz to również wziąć pod uwagę. Jeśli będziesz chciał jeszcze pogadać pisz. Będę tu zaglądać.
    • minasz Re: problem w małżeństwie 22.01.13, 22:14
      moja zona jest podobnie wredna baba -roznica jest taka ze powiedziałęm ze nie bede jej utrzymywał(tez tak chciała jak jej mamusia)
      no i razem mieszkamy tylko w weekend (nie ma opcji z nia wytrzymac dłuzej )
      teraz wredna pinda kombinuje jak mi nie pozwolic spotykac sie z dzieckiem(oczywiscie opcja ze dziecko zabieram na weekend nie wchodzi według niej w gre)
      prawdopodobnie bede musiał to w koncu wywalczyc sadowo ale boje sie ze zajmie to ponad poł roku i przez te poł roku uniemozliwi mi spotykanie sie z dzieckiem(tym bardziej ze mieszkamy 200km od siebie)

      co do rozmów hehehe w moim zwiazku cos takiego nie istnieje-ma byc tak jak ona chce i tyle(oczywiscie ja sie na to nie zgadzam dlatego bardzo czesto dochodzi do spiec)
      dodam jeszcze ze moja zona jest aspołeczna nie ma kolezanek czy kolegówa dziecko jest dla niej jedynym kontaktem ze swiatem-mozna by nawet powiedziec ze jest chora psychicznie choleryczka a kiedy ma pms jest nie do wytrzymania

      a teraz porada odetnij jej kase z takimi pindami tak trzeba inaczej zniszczy cie psychicznie i fizycznie - ciesz sie ze nie jestes z moja zona - jak jestes taki wycofany jak napisałes to moja zona by ci spuszczała poprostu wpier-dol hehehe
      • dreemcatcher Re: problem w małżeństwie 23.01.13, 10:45
        nie da rady jej odciąć kasy żona przezorna dostanie alimenty, no chyba że zrobi to z chirurgiczną precyzją . Stawiam na to że niewydolny mąż finansowo stanie się nieatrakcyjnym partnerem . Może czas się zastanowić gdzie ona tak się stroi skoro w domu cały dzień
    • wersja_robocza Re: problem w małżeństwie 23.01.13, 21:04
      Nie masz kumpla, żeby się wygadać? Doradziłby. Skoro nie da się tego naprawić, to przygotuj się na rozstanie. Odwiedź prawnika i psychologa. I ruszaj działać.
      • blu_blue Re: problem w małżeństwie 25.01.13, 09:08
        Niestety, ja postrzegam opisany problem inaczej niz to sie wydaje autorowi. Myślę, że kiedy było dobrze, tzn sytuacja fiansowa była ok, to uznałeś, że żona nie musi uczestniczyć w finansach rodziny. Jej było wygodnie, Tobie było wygodnie. Miałeś w ten sposób władzę. Mogę się założyć , ze nie posiadacie wspólnych kont i żona nic nie wiedziała o wysokości Twoich dochodów. Mieliście pewien niepisany podział obowiazków. Ty finanse, ona dom plus Ty do pomocy w domu. Teraz, kiedy są kłopoty winisz żonę, że nie ineresowała się finansami i chciałbys ją obciążyc kosztami Twoich niepowodzeń. Wydaje mi się, ze nie inforomowałeś żony o dochodach, ona nie wiedziała na czym stoi, myśląc , że jest wszystko dobrze stąd teraz jej zachowanie, winiąc Ciebie . Jak było dobrze, była niepotrzbna , jak są kłopoty to wspólnie.
    • msf-web Re: problem w małżeństwie 30.01.13, 12:11
      Witaj przyjacielu, nie jesteś odosobniony w swych problemach, jednak dobrze, że zauważyłeś swoją podstawową winę - żyjecie wspólnie, a decyzję ważącą na was wszystkich podjąłeś sam. Poza faktem, że nie jest to fair w stosunku do rodziny to sam sobie strzeliłeś w kolano. Przy okazji Twoja wypowiedź pokazuje, że chyba wpadasz w (polecam lekturę) Kryzys wieku średniego. Co do dalszego postępowania to musisz tym razem zdecydować sam. Sądzę, że najważniejsza będzie uczciwość i zapewne wspólna rozmowa... szczera :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka