lafikirew
30.08.13, 12:03
Od miesiaca mniej wiecej sypiam z zonatym kolega z pracy. Znamy sie od 4 lat i do tej pory uwazalam go za raczej wiernego faceta. Z zona, z ktora ma 2 dzieci jest od 12 lat, z zewnatrz wygladaja na pare, ktora daje sobie sporo wolnosci i zaufania. On jest zaangazowanym ojcem itp. Zupelnie sie nie spodziewalam, ze zostaniemy kochankami i kiedy wyszedl z inicjatywa, to tak mnie zaskoczyl, ze z ciekawosci, dokad sie posunie ten przykladny maz i ojciec, przespalam sie z nim. Bylo przyjemnie a ze sama jestem po rozstaniu, zaczelismy sypiac ze soba w miare regularnie. To tylko seks. Zadne nie zostaje na noc. Nie mamy sobie wiele do powiedzenia. Ot gadamy jak to kumple. Z ciekawosci spytalam go, dlaczego zdradza zone. Odpowiedzia, ze po takim czasie w zwiazku, potrzeba czasem odmiany, zeby wytrwac przez kolejne lata i ze nie zdradza jej "duzo". Wczoraj, podczas plotek z kolezanka, ktora rowniez z nami pracuje, wyszlo, ze z nia tez sypia na podobnej zasadzie, co ze mna, z tym ze trwa to od 2 lat i zaczelo sie, gdy zona byla w ciazy z 2 dzieckiem. W praktyce wyglada to tak, ze ze mna sie widzi 2 wieczory w tygodniu, z nia podobnie a pozostale spedza z Rodzina. Konfrontacja byla bardzo zabawna, obie traktujemy go wylacznie jako dawce orgazmow, wiec nie bylo mowy o zazdrosci czy innych nieprzyjemnych emocjach. Posmialysmy sie, jednakze teraz mysle sobie, ze facet jest jednak niewiarygodny.. Nie chodzi o jakies zobowiazaniach wobec mnie. Nie umawialismy sie na nic a tym barziej na wylacznosci, ale mimo wszystko... Tak generalnie wydaje mi sie, ze przegina. Moze jednak jakas nauczka mu sie nalezy? Powiedziec mu ze wiemy?