trzy.po.piatej
27.02.15, 23:32
Witajcie kochani!
Nie wiem komu mam się pożalić. Żaliłam się już koleżankom, ale od nich słyszę same zdroworozsądkowe porady, których słuchać mi się już nie chce, bo cała jestem w ogniu.
Sytuacja jest beznadziejna. Poznałam 20 lat starszego, niezmiernie męskiego i charyzmatycznego, oczywiście żonatego, mężczyznę.
Narodził się pomiędzy nami flirt, trudno powiedzieć, żeby to był flirt subtelny, bowiem mój wzrok szukał jego oczu nadmiernie i gorączkowo, a po linii naszych spojrzeń szalały iskry.
Na początku myślałam, że to tylko figiel mojej imaginacji. To znaczy - on mi tak bardzo się podoba, że widzę znaki, których nie ma. Ale nie! On też to bardzo ochoczo podchwycił i zaczął mnie ścigać.
Mężczyzna ten cieszy się złą sławą - babiarza i utracjusza, co mnie absolutnie nie dziwi, bo okazja czyni złodzieja, a sądzę, że kobiety dają takiemu mężczyźnie wiele okazji.
Jak widać - jestem zafascynowana i tłumaczę drania.
Ale jestem też pełna uzasadnionych obaw.
Po pierwsze nie chcę być kolejnym skalpem, nie chcę być jednorazówką, nie chcę być porzucona.
W zasadzie moje obawy były tak silne, że skutecznie go od siebie odsunęłam. Zdystansowałam się. Po jego zachowaniu zauważyłam, że najpierw było mu przykro. A potem, gdy manewr "przybliżam się, odsuwam się" stał się regułą, on po prostu się na mnie mocno wkurzył.
Piszę to, gdy jest już po zawodach. Facet mnie nienawidzi, co łatwe nie jest, bo musimy mieć codzienny kontakt czy chcemy czy nie.
Trudno mi powiedzieć czego oczekuje od Was po tym swoim wywodzie (?).
On mi dawał tyle ekscytacji, a teraz jest tylko pogorzelisko, chociaż tak naprawdę nic się nie zaczęło <smutek, tęsknota>.
Chyba żałuję, że nie jestem typem zabawowo - przygodowym, co szybkie numerki i skoki po bokach, traktowałby jako miłe urozmaicenie życia, a mężczyzn nie traktowałby tak serio. No bo jak można serio traktować erotomana?