21.03.05, 11:00
Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy;
Młodości! dodaj mi skrzydła!
Niech nad martwym wzlecę światem
W rajską dziedzinę ułudy:
Kędy zapał tworzy cudy,
Nowości potrząsa kwiatem
I obleka w nadziei złote malowidła.


Niechaj, kogo wiek zamroczy,
Chyląc ku ziemi poradlone czoło,
Takie widzi świata koło,
Jakie tępymi zakreśla oczy.


Młodości! ty nad poziomy
Wylatuj, a okiem słońca
Ludzkości całe ogromy
Przeniknij z końca do końca.


Patrz na dół - kędy wieczna mgła zaciemia
Obszar gnuśności zalany odmętem:
To ziemia!
Patrz, jak nad jej wody trupie
Wzbił się jakiś płaz w skorupie.


Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem;
Goniąc za żywiołkami drobniejszego płazu,
To się wzbija, to w głąb wali:
Nie lgnie do niego fala ani on do fali;
A wtem jak bańka prysnął o szmat głazu.
Nikt nie znał jego życia, nie zna jego zguby:
To samoluby!


Młodości! tobie nektar żywota
Natenczas słodki, gdy z innymi dzielę:
Serca niebieskie poi wesele,
Kiedy je razem nić powiąże złota.


Razem, młodzi przyjaciele!...
W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele;
Jednością silni, rozumni szałem,
Razem, młodzi przyjaciele!...
I ten szczęśliwy, kto padł wśród zawodu,
Jeżeli poległym ciałem
Dał innym szczebel do sławy grodu.
Razem, młodzi przyjaciele!...
Choć droga stroma i śliska,
Gwałt i słabość bronią wchodu:
Gwałt niech się gwałtem odciska,
A ze słabością łamać uczmy się za młodu!


Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze,
Ten młody zdusi Centaury,
Piekłu ofiarę wydrze,
Do nieba pójdzie po laury.
Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga;
Łam, czego rozum nie złamie:
Młodości! orla twych lotów potęga,
Jako piorun twoje ramię.


Hej! ramię do ramienia! spólnymi łańcuchy
Opaszmy ziemskie kolisko!
Zestrzelmy myśli w jedno ognisko
I w jedno ognisko duchy!...
Dalej, bryło, z posad świata!
Nowymi cię pchniemy tory,
Aż opleśniałej zbywszy się kory,
Zielone przypomnisz lata.


A jako w krajach zamętu i nocy,
Skłóconych żywiołów waśnią,
Jednym „stań się” z Bożej mocy
Świat rzeczy stanął na zrębie;
Szumią wichry, cieką głębie,
A gwiazdy błękit rozjaśnią -


W krajach ludzkości jeszcze noc głucha:
Żywioły chęci jeszcze są w wojnie;
Oto miłość ogniem zionie,
Wyjdzie z zamętu świat ducha:
Młodość go pocznie na swoim łonie,
A przyjaźń w wieczne skojarzy spójnie.


Pryskają nieczułe lody
I przesądy światło ćmiące;
Witaj, jutrzenko swobody,
Zbawienia za tobą słońce!
Obserwuj wątek
    • morlok.rap Re: :D 21.03.05, 11:07
      Toni! No co ty Mickiewicz umarł!!!
      :-)))
      • tony82 Re: :D 21.03.05, 11:12
        A jego myśl żyje!!! :D
        • morlok.rap Re: :D 21.03.05, 11:16
          To ja poproszę współczesne wyjaśnienie tego fragmentu:

          "Patrz na dół - kędy wieczna mgła zaciemia
          Obszar gnuśności zalany odmętem:
          To ziemia!
          Patrz, jak nad jej wody trupie
          Wzbił się jakiś płaz w skorupie."
    • azazela Re: :D 21.03.05, 11:14
      podnosisz poziom tego forum:PP
      • morlok.rap Re: :D 21.03.05, 11:15
        nadpoziom!!
      • tony82 Re: :D 21.03.05, 11:27
        Fajno:P
        Znam jeszcze to A.M.

        Spójrzyj, Marylo, gdzie się kończą gaje,

        W prawo łóz gęsty zarostek,

        W lewo się piękna dolina podaje,

        Przodem rzeczułka i mostek.



        Tuż stara cerkiew, w niej puszczyk i sowy,

        Obok dzwonnicy zrąb zgniły,

        A za dzwonnicą chrośniak malinowy,

        A w tym chrośniaku mogiły.



        Czy tam bies siedział, czy dusza zaklęta,

        Że o północnej godzinie

        Nikt, jak najstarszy człowiek zapamięta,

        Miejsc tych bez trwogi nie minie.



        Bo skoro północ nawlecze zasłony,

        Cerkiew się z trzaskiem odmyka,

        W pustej zrąbnicy dzwonią same dzwony,

        W chrustach coś huczy i ksyka.



        Czasami płomyk okaże się blady,

        Czasem grom trzaska po gromie,

        Same się z mogił ruszają pokłady

        I larwy stają widomie.



        Raz trup po drodze bez głowy się toczy,

        To znowu głowa bez ciała;

        Roztwiera gębę i wytrzyszcza oczy,

        W gębie i w oczach żar pała,



        Albo wilk bieży; pragniesz go odegnać,

        Aż orlim skrzydłem wilk macha,

        Dość "Zgiń, przepadnij" wyrzec i przeżegnać,

        Wilk zniknie wrzeszcząc:" cha cha cha".



        Każdy podróżny oglądał te zgrozy

        I każdy musiał kląć drogę;

        Ten złamał dyszel, ten wywrócił wozy,

        Innemu zwichnął koń nogę.



        Ja, chociaż, pomnę, nieraz Andrzej stary

        Zaklinał, nieraz przestrzegał,

        Śmiałem się z diabłów, nie wierzyłem w czary,

        Tamtędym jeździł i biegał.



        Raz, gdy do Ruty jadę w czas noclegu,

        Na moście z końmi wóz staje,

        Próżno woźnica przynagla do biegu,

        "Hej!" - krzyczy, biczem zadaje.



        Stoją, a potem skoczą z całej mocy,

        Dyszel przy samej pękł szrubie;

        Zostać na polu samemu i w nocy,

        "To lubię - rzekłem - to lubię!"



        Ledwiem dokończył, aż straszna martwica

        Wypływa z bliskich wód toni;

        Białe jej szaty, jak śnieg białe lica,

        Ognisty wieniec na skroni.



        Chciałem uciekać, padłem zalękniony,

        Włos dębem stanął na głowie;

        Krzyknę; "Niech będzie Chrystus pochwalony!"

        "Na wieki wieków" - odpowie.



        "Ktokolwiek jesteś, poczciwy człowieku,

        Coś mię zachował od męki,

        Dożyj ty szczęścia i późnego wieku,

        I pokój tobie, i dzięki.



        Widzisz przed sobą obraz grzesznej duszy,

        Wkrótce się niebem pochlubię;

        Boś ty czyscowej zbawił mię katuszy

        Tym jednym słówkiem; To lubię.



        Dopóki gwiazdy zejdą i dopóki

        We wsi kur pierwszy zapieje,

        Opowiem tobie, a ty dla nauki

        Opowiedz innym me dzieje.



        Onego czasu żyłam ja na świecie,

        Marylą zwana przed laty;

        Ojciec mój, pierwszy urzędnik w powiecie,

        Możny, poczciwy, bogaty.



        Za życia pragnął sprawić mi wesele,

        A żem dostatnia i młoda,

        Zbiegło się zewsząd zalotników wiele,

        Posag wabił i uroda.



        Mnóstwo ich marnej pochlebiało dumie,

        I to mi było do smaku,

        Że kiedy w licznym kłaniano się tłumie,

        Tłumem gardziłam bez braku.



        Przybył i Józio; dwudziestą miał wiosnę,

        Młody, cnotliwy, nieśmiały;

        Obce dla niego wyrazy miłośne,

        Choć czuł miłośne zapały.



        "Lecz próżno nędzny w oczach prawie znika

        Próżno i dzień, i noc płacze;

        W boleściach jego dla mnie radość dzika,

        Śmiech obudzały rozpacze.



        "Ja pójdę! mówił ze łzami. "Idź sobie!"

        Poszedł i umarł z miłości;

        Tu nad rzeczułką, w tym zielonym grobie

        Złożone jego są kości.



        "Odtąd mi życie stało się nielube,

        Późne uczułam wyrzuty;

        Lecz ani sposób wynagrodzić zgubę,

        Ani czas został pokuty.



        Raz, gdy się w północ z rodzicami bawię,

        Wzmaga się hałas, szum, świsty,

        Przyleciał Józio w straszliwej postawie,

        Jak potępieniec ognisty.



        Porwał, udusił gęszczą dymnych kłębów,

        W czyscowe rzucił potoki,

        Gdzie pośród jęku i zgrzytania zębów

        Takie słyszałam wyroki:



        "Wiedziałaś, że się spodobało Panu

        Z męża ród tworzyć niewieści,

        Na osłodzenie mężom złego stanu,

        Na rozkosz, nie na boleści.



        Ty jakbyś w piersiach miała serce z głazu,

        Ani cię jęki ubodły.

        Nikt nie uprosił słodkiego wyrazu

        Przez łzy, cierpienia i modły.



        Za taką srogość, długie, długie lata

        Dręcz się w czyscowej zagubie,

        Póki mąż jaki z tamecznego świata

        Nie powie na cię choć: lubię.



        Prosił i Józio niegdyś o to słowo,

        Gorzkie łzy lał nieszczęśliwy;

        Prośże ty teraz; nie łzą, nie namową,

        Ale przez strachy i dziwy".



        Rzekł, mnie natychmiast porwały złe duchy.

        Odtąd już setny rok minie,

        W dzień męczą, a noc zdejmują łańcuchy,

        Rzucam ogniste głębinie;



        I w cerkwi albo na Józia mogile,

        Niebu i ziemi obrzydła,

        Muszę podróżnych trwożyć w nocne chwile,

        Różne udając straszydła.



        Idących w błota zawiode lub w gaje,

        Jadącym konia uskubię;

        A każdy naklnie, nafuka, nałaje,

        Tyś pierwszy wyrzekł: to lubię.



        Za to ci spadnie wyroków zasłona,

        Przyszłość spod ciemnych wskażę chmur:

        Ach! i ty poznasz Marylę; lecz ona..."

        Wtem na nieszczęście zapiał kur.



        Skinęła tylko, widać radośc z oczek,

        Mieni się w parę cieniuchną,

        Ginie, jak ginie bladawy obloczek,

        Kiedy zefiry nań dmuchną.



        Patrzę, aż cały wóz stoi na łące,

        Siadam, powoli strach mija;

        Proszę za dusze w czyscu bolejące

        Zmówić trzy Zdrowaś Maryja.
        • morlok.rap Re: :D 21.03.05, 11:38
          To jest tendencyjne i nie przystające do naszych wielokulturowych i
          różnowyznaniowych czasów. :))

          Może tak:

          1
          dlaczego jedynie desperacka okazja
          słowotoku
          nie jest bardziej usuwana niż są jałowe
          godziny po twoim odejściu tak ołowiane
          zawsze zaczynają się wlec zbyt wcześnie
          zmagania szponiasto oślepiają łóżko chęci
          przynosząc kości starych miłości
          oczodoły wypełnione kiedyś oczami jak twoje
          wszystko zawsze jest lepsze za wcześnie niż nigdy
          czarne pragnienie rozchlapuje ich twarze
          mówiące znów dziewięć dni nigdy nie uniesie kochanych
          ani dziewięć miesięcy
          ani dziewięć lat
          2
          powtarzając raz jeszcze
          jeśli nie będziesz mnie uczyć nie będę się uczył
          powtarzając raz jeszcze istnieje ostatni
          nawet z ostatnich razów
          ostatnie razy żebrania
          ostatnie razy kochania
          wiedzy niewiedzy udawania
          ostatni nawet z ostatnich razów mówienia
          jesli mnie nie kochasz nie będę kochany
          jeśli nie kocham cię nie będę kochał
          bańka zatęchłych słów znów w sercu
          miłość miłość miłość łomot starego przepychacza
          tłukący niezmienną
          serwatkę słów
          przerażony znowu
          niekochaniem
          kochaniem i nie ciebie
          kochanym i nie przez ciebie
          wiedzący niewiedzący udający
          udający
          ja i wszyscy inni którzy będą cię kochać
          jeśli cię kochają
          3
          chyba że cię kochają
          • tony82 Re: :D 21.03.05, 11:41
            Jak Ty tak, to ja tak;p


            Precz z moich oczu!... posłucham od razu,

            Precz z mego serca!... i serce posłucha,

            Precz z mej pamięci!... nie tego rozkazu

            Moja i twoja pamięć nie posłucha.



            Jak cień tym dłuższy, gdy padnie z daleka,

            Tym szerzej koło żałobne roztoczy, -

            Tak moja postać, im dalej ucieka,

            Tym grubszym kirem twą pamięć pomroczy.



            Na każdym miejscu i o każdej dobie,

            Gdziem z tobą płakał, gdziem się z tobą bawił,

            Wszędzie i zawsze będę ja przy tobie,

            Bom wszędzie cząstkę mej duszy zostawił.



            Czy zadumana w samotnej komorze

            Do arfy zbliżysz nieumyślną rękę,

            Przypomnisz sobie: właśnie o tej porze

            Śpiewałam jemu tę samę piosenkę.



            Czy grają w szachy, gdy pierwszymi ściegi

            Śmiertelna złowi króla twego matnia,

            Pomyślisz sobie: tak stały szeregi,

            Gdy się skończyła nasza gra ostatnia.



            Czy to na balu w chwilach odpoczynku

            Siędziesz, nim muzyk tańce zapowiedział,

            Obaczysz próżne miejsce przy kominku,

            Pomyślisz sobie: on tam ze mną siedział.



            Czy książkę weźmiesz, gdzie smutnym wyrokiem

            Stargane ujrzysz kochanków nadzieje,

            Złożywszy książkę z westchnieniem głębokiem,

            Pomyślisz sobie: ach! to nasze dzieje...



            A jeśli autor po zawiłej probie

            Parę miłośną na ostatek złączył,

            Zagasisz świecę i pomyślisz sobie:

            Czemu nasz romans tak się nie zakończył?...



            Wtem błyskawica nocna zamigoce:

            Sucha w ogrodzie zaszeleszczy grusza

            I puszczyk z jękiem w okno zalopoce...

            Pomyślisz sobie, że to moja dusza.



            Tak w każdym miejscu i o każdej dobie,

            Gdziem z tobą płakał, gdziem się z tobą bawił,

            Wszędzie i zawsze będę ja przy tobie,

            Bom wszędzie cząstkę mej duszy zostawił.
            • morlok.rap No to się odgryzę 21.03.05, 11:49
              ***(gdy węże będą walczyć o prawo pełzania)


              gdy węże będą walczyć o prawo pełzania
              a słońce zastrajkuje by zarobić więcej
              gdy ciernie zaczną róże wstydliwie zasłaniać
              i gdy się od starości ubezpieczą tęcze

              gdy drozd nie będzie śpiewał przy księżyca blasku
              póki puszczyki jego głosu nie ocenią
              -a każda fala złoży swój podpis na piasku
              bo jeśli nie to władze rozwiążą ocean

              gdy dąb będzie upraszał brzozę o koncesję
              na rodzenie żołędzi-doliny oskarżą
              szczyty gór o wyniosłość-a marzec doniesie
              że kwiecień, znany łotr, jest winien sabotażu

              wtedy, nieufni dotąd, uwierzymy wreszcie
              w niezwykłą niezwierzęcą ludzkość (lecz nie wcześniej)
              • tony82 coś o dębach:D 21.03.05, 11:51
                Nad modrym stawem dwa dęby stały,
                A bardzo dawne, po sto lat miały.
                Raz przy miesiącu nad cichą wodą
                Datek staruszek potrząsnął brodą
                I z drugim dębem rozmowę wiedzie:

                - Co z ciebie będzie, iniły sąsiedzie?
                Ze mnie kołyskę dla dziecka zrobią,
                Sianem wyścielą, liściem ozdobią.
                Będę kołysał małe dzieciątko,
                Albo chłopaka, albo dzicwczątko.

                - A ze mnie - drugi dąbek odpowie -
                Złotek dla koni zrobią majstrowie.
                Nade mną dużo zawieszą siana,
                Przy mnie stać będzie konik ułana.

                A pierwszy na to: - Bądź sobie złotem;
                Ja będę dzidą z żelaznym dziobem.

                - Mój miły bracie, nic mów tak szumno;
                Ty będziesz dzidą, ja będę trumną.
                Pięć desek zbiją na wieczne spanie,
                Któż tedy z człekiem dłużej zostanie?

                A pierwszy na to: - Bądź trumną sobie,
                Ja będę czarnym krzyżem na grobie,
                A na nim napis będzie wyryty:
                "Tu leży wojak w bitwie zabity."
                • morlok.rap Re: coś o dębach:D 21.03.05, 11:59
                  No to mocne było!
                  To teraz:
                  Kasyda o płaczu

                  Zamknąłem drzwi od balkonu,
                  bo nie chcę słyszeć płaczu,
                  lecz spoza czarnych murów
                  nic się nie słyszy prócz płaczu.

                  Mało jest aniołów śpiewających,
                  mało jest psów co szczekają,
                  a w mej dłoni tysiąc skrzypiec się zmieści.

                  Płacz jest niczym pies olbrzymi,
                  płacz jest jak anioł olbrzymi,
                  płacz jest jak skrzypce olbrzymie;
                  nadmiar łez knebluje paszczę wiatru
                  i nie słychać nic oprócz płaczu.
                  • tygrysio_misio nie no!! nie moge byc gorsza...choc z innej beczki 22.03.05, 10:19
                    „PIECIU”


                    1

                    Wyprowadzają ich rano
                    na kamienne podwórze
                    i ustawiają pod ścianą

                    pięciu mężczyzn
                    dwu bardzo młodych
                    pozostali w sile wieku

                    nic więcej
                    nie da się o nich powiedzieć



                    2
                    kiedy pluton podnosi
                    broń do oka
                    wszystko nagle staje
                    w jaskrawym świetle oczywistości

                    żółty mur
                    zimny błękit czarny drut na murze
                    zamiast horyzontu

                    jest to moment
                    buntu pięciu zmysłów
                    które rade by uciec
                    jak szczury z tonącego okrętu

                    zanim kula dojdzie do miejsca przeznaczenia
                    oko zauważy nadlatujący pocisk
                    słuch utrwali stalowy szelest
                    nozdrza napełnia się ostrym dymem
                    muśnie podniebienie płatek krwi
                    a dotyk skurczy się i rozluźni

                    teraz już leżą na ziemi
                    cieniem nakryci po oczy
                    pluton odchodzi
                    ich guziki rzemienie
                    i stalowe hełmy
                    są bardziej żywe
                    od tych leżących pod murem

                    3

                    nie dowiedziałem się dzisiaj
                    wiem o tym nie od wczoraj
                    więc dlaczego pisałem
                    nieważne wiersze i kwiatach

                    o czym mówiło pięciu
                    w nocy przed egzekucją

                    o snach proroczych
                    o przygodzie w burdelu
                    o częściach samochodu
                    o morskiej podróży
                    o tym że jak miał piki
                    nie trzeba było zaczynać
                    o tym że wódka najlepsza
                    po winie boli głowa
                    o dziewczynach
                    owocach
                    o życiu

                    a zatem można
                    używać w poezji imion greckich pasterzy
                    można kusić się o utrwalenie barwy porannego nieba
                    pisać o miłości
                    a także
                    jeszcze raz
                    ze śmiertelną powagą
                    ofiarować zdradzonemu światu
                    róże
    • c.kapturek Re: :D 21.03.05, 11:30
      to ja do wtóru fraszke J. Kochanowskiego zarecytuję:

      "Że nic nad zdrowie
      Ani lepszego,
      Ani droższego;
      Bo dobre mienie,
      Perły, kamienie,
      Także wiek młody
      I dar urody,
      Miejsca wysokie,
      Władze szerokie
      Dobre są, ale –
      Gdy zdrowie w cale."

      wszystkim Ludzikom sympatycznej Wiosny, spełnienia wszystkiego o czym marzycie
      w waszych sferach życiowych :)))))))))))))))
      • pauli7 powariowali:DDDDD 21.03.05, 21:43
        to pewnie od tej wiosny, co jej nie ma...
        • morlok.rap Re: powariowali:DDDDD 22.03.05, 09:10
          Widok perspektywiczny

          Widok na wzgórzu białego domu z wieżyczkami.
          To noc! Jest oświetlone okno,
          Są dwie wieżyczki, dwie turkaweczki są wieżyczkami.
          Za oknem i w domuJest miłość, miłość ze swoim płomiennym światłem!
          Jest miłość obfita, skrzydlata, wymowna,
          Na trzecim piętrze domu,
          Na trzecim piętrze domu w innym pokoju,
          W pokoju bez światła jest umarły,
          I cały ból śmierci,
          Żniwo bólu,
          Skrzydła bólu,
          Wymowa bólu,
          Widok perspektywiczny białego domu z wieżyczkami.
    • hey.babe wy sie tu nie smiejcie z tego... 21.03.05, 22:34
      ja to musiałam sie tego uczyc na pamieć! ;D
      • morlok.rap Re: wy sie tu nie smiejcie z tego... 22.03.05, 09:08
        a myslisz hey, że my nie. niestety także.
        • tony82 Re: wy sie tu nie smiejcie z tego... 22.03.05, 10:26
          I tu się mylicie, bo ja nie. Kazali, kazali owszem i na kazaniu się skończyło,
          hehe:D
          • tygrysio_misio Re: wy sie tu nie smiejcie z tego... 22.03.05, 10:31
            a moze "Redute Ordona" macie???

            bo ja sie tego na pamiec tez uczylam ale mi sie cholernie podobalo

            chetnie sobie przypomne:))
            • tony82 Re: wy sie tu nie smiejcie z tego... 22.03.05, 10:33
              Wstąpiłem na ciało, bo samo chciało:DDDDDDD
              • tygrysio_misio Re: wy sie tu nie smiejcie z tego... 22.03.05, 10:37
                aleeeeeee

                to ja chyba nie wiedzialam ze Mickiewicz byl taki obsceniczny:)

                :P
            • morlok.rap Re: wy sie tu nie smiejcie z tego... 22.03.05, 10:53
              Reduta Ordona /Opowiadanie adiutanta/
              Nam strzelać nie kazano. - Wstąpiłem na działo
              I spójrzałem na pole; dwieście armat grzmiało.
              Artyleryi ruskiej ciągną się szeregi,
              Prosto, długo, daleko, jako morza brzegi;
              I widziałem ich wodza: przybiegł, mieczem skinął
              I jak ptak jedno skrzydło wojska swego zwinął;
              Wylewa się spod skrzydła ściśniona piechota
              Długą czarną kolumną, jako lawa błota,
              Nasypana iskrami bagnetów. Jak sępy
              Czarne chorągwie na śmierć prowadzą zastępy.

              Przeciw nim sterczy biała, wąska, zaostrzona,
              Jak głaz bodzący morze, reduta Ordona.
              Sześć tylko miała armat; wciąż dymią i świecą;
              I nie tyle prędkich słów gniewne usta miecą,
              Nie tyle przejdzie uczuć przez duszę w rozpaczy,
              Ile z tych dział leciało bomb, kul i kartaczy.
              Patrz, tam granat w sam środek kolumny się nurza,
              Jak w fale bryła lawy, pułk dymem zachmurza;
              Pęka śród dymu granat, szyk pod niebo leci
              I ogromna łysina śród kolumny świeci.

              Tam kula, lecąc, z dala grozi, szumi, wyje.
              Ryczy jak byk przed bitwą, miota się, grunt ryje; -
              Już dopadła; jak boa śród kolumn się zwija,
              Pali piersią, rwie zębem, oddechem zabija.
              Najstraszniejszej nie widać, lecz słychać po dźwięku,
              Po waleniu się trupów, po ranionych jęku:
              Gdy kolumnę od końca do końca przewierci,
              Jak gdyby środkiem wojska przeszedł anioł śmierci.

              Gdzież jest król, co na rzezie tłumy te wyprawia?
              Czy dzieli ich odwagę, czy pierś sam nadstawia?
              Nie, on siedzi o pięćset mil na swej stolicy,
              Król wielki, samowładnik świata połowicy;
              Zmarszczył brwi, - i tysiące kibitek wnet leci;
              Podpisał, - tysiąc matek opłakuje dzieci;
              Skinął, - padają knuty od Niemna do Chiwy.
              Mocarzu, jak Bóg silny, jak szatan złośliwy,
              Gdy Turków za Bałkanem twoje straszą spiże,
              Gdy poselstwo paryskie twoje stopy liże, -
              Warszawa jedna twojej mocy się urąga,
              Podnosi na cię rękę i koronę ściąga,
              Koronę Kazimierzów, Chrobrych z twojej głowy,
              Boś ją ukradł i skrwawił, synu Wasilowy!

              Car dziwi się - ze strachu. drzą Petersburczany,
              Car gniewa się - ze strachu mrą jego dworzany;
              Ale sypią się wojska, których Bóg i wiara
              Jest Car. - Car gniewny: umrzem, rozweselim Cara.
              Posłany wódz kaukaski z siłami pół-świata,
              Wierny, czynny i sprawny - jak knut w ręku kata.

              Ura! ura! Patrz, blisko reduty, już w rowy
              Walą się, na faszynę kładąc swe tułowy;
              Już czernią się na białych palisadach wałów.
              Jeszcze reduta w środku, jasna od wystrzałów,
              Czerwieni się nad czernią: jak w środek mrowiaka
              Wrzucony motyl błyska, - mrowie go naciska, -
              Zgasł - tak zgasła reduta. Czyż ostatnie działo
              Strącone z łoża w piasku paszczę zagrzebało?
              Czy zapał krwią ostatni bombardyjer zalał?
              Zgasnął ogień. - Już Moskal rogatki wywalał.

              Gdzież ręczna broń? - Ach, dzisiaj pracowała więcej
              Niż na wszystkich przeglądach za władzy książęcej;
              Zgadłem, dlaczego milczy, - bo nieraz widziałem
              Garstkę naszych walczącą z Moskali nawałem.
              Gdy godzinę wołano dwa słowa: pal, nabij;
              Gdy oddechy dym tłumi, trud ramiona słabi;
              A wciąż grzmi rozkaz wodzów, wre żołnierza czynność;
              Na koniec bez rozkazu pełnią swą powinność,
              Na koniec bez rozwagi, bez czucia, pamięci,
              Żołnierz jako młyn palny nabija - grzmi - kręci
              Broń od oka do nogi, od nogi na oko:
              Aż ręka w ładownicy długo i głęboko
              Szukała, nie znalazła - i żołnierz pobladnął,
              Nie znalazłszy ładunku, już bronią nie władnął;
              I uczuł, że go pali strzelba rozogniona;
              Upuścił ją i upadł; - nim dobiją, skona.
              Takem myślił, - a w szaniec nieprzyjaciół kupa
              Już łazła, jak robactwo na świeżego trupa.

              Pociemniało mi w oczach - a gdym łzy ocierał,
              Słyszałem, że coś do mnie mówił mój Jenerał.
              On przez lunetę wspartą na moim ramieniu
              Długo na szturm i szaniec poglądał w milczeniu.
              Na koniec rzekł; "Stracona". - Spod lunety jego
              Wymknęło się łez kilka, - rzekł do mnie: "Kolego,
              Wzrok młody od szkieł lepszy; patrzaj, tam na wale,
              Znasz Ordona, czy widzisz, gdzie jest?" - "Jenerale,
              Czy go znam? - Tam stał zawsze, to działo kierował.
              Nie widzę - znajdę - dojrzę! - śród dymu się schował:
              Lecz śród najgęstszych kłębów dymu ileż razy
              Widziałem rękę jego, dającą rozkazy. -
              Widzę go znowu, - widzę rękę - błyskawicę,
              Wywija, grozi wrogom, trzyma palną świécę,
              Biorą go - zginął - o nie, - skoczył w dół, - do lochów"!
              "Dobrze - rzecze Jenerał - nie odda im prochów".

              Tu blask - dym - chwila cicho - i huk jak stu gromów.
              Zaćmiło się powietrze od ziemi wylomów,
              Harmaty podskoczyły i jak wystrzelone
              Toczyły się na kołach - lonty zapalone
              Nie trafiły do swoich panew. I dym wionął
              Prosto ku nam; i w gęstej chmurze nas ochłonął.
              I nie było nic widać prócz granatów blasku,
              I powoli dym rzedniał, opadał deszcz piasku.
              Spojrzałem na redutę; - wały, palisady,
              Działa i naszych garstka, i wrogów gromady;
              Wszystko jako sen znikło. - Tylko czarna bryła
              Ziemi niekształtnej leży - rozjemcza mogiła.
              Tam i ci, co bronili, -i ci, co się wdarli,
              Pierwszy raz pokój szczery i wieczny zawarli.
              Choćby cesarz Moskalom kazał wstać, już dusza
              Moskiewska. tam raz pierwszy, cesarza nie słusza.
              Tam zagrzebane tylu set ciała, imiona:
              Dusze gdzie? nie wiem; lecz wiem, gdzie dusza Ordona.
              On będzie Patron szańców! - Bo dzieło zniszczenia
              W dobrej sprawie jest święte, Jak dzieło tworzenia;
              Bóg wyrzekł słowo stań się, Bóg i zgiń wyrzecze.
              Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
              Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
              Obleją, jak Moskale redutę Ordona -
              Karząc plemię zwyciężców zbrodniami zatrute,
              Bóg wysadzi tę ziemię, jak on swą redutę.
              • tygrysio_misio :* 22.03.05, 10:56

                --WILK I OWIECZKA

                Mam cię -powiedział wilk i ziewną.Owieczka obróciła ku niemu załzawione
                oczy.-Czy musisz mnie zjeść? Czy to naprawdę konieczne?
                -Niestety muszę.Tak jest we wszystkich bajkach: Pewnego razu nieposłuszna
                owieczka opuściła mamę. W lesie spotkała złego wilka,który...
                -Przepraszam tu nie jest las,tylko zagroda mego gospodarza. Nie opuściłam
                mamy. Jestem sierotą. Moją mamę zjadł także wilk.
                -Nic nie szkodzi. Po śmierci zaopiekują się tobą autorzy pouczających
                czytanek. Dorobią tło,motyw i morał. nie miej do mnie żalu. Pojęcia nie masz
                jak to głupio być złym wilkiem. Gdyby nie Ezop,usiedlibyśmy na tylnych łapach
                i oglądalibyśmy zachód słońca. Bardzo to lubię.
                Tak,tak,kochane dzieci. Zjadł wilk owieczkę,a potem oblizał się. Nie
                naśladujcie wilka,kochane dzieci. Nie poświęcajcie się dla moralu.


                "Jest taka cierpienia granica
                za którą usmiech sie rozpoczyna
                i człowiek tak mija i zapomina
                o bo miał walczyc i po co"
    • tygrysio_misio Re: :D 22.03.05, 10:38
      DWIE KROPLE

      Lasy płoneły -
      a oni
      na szyjach splatali ręce
      jak bukiety róz

      ludzie zbiegali do schronów -
      on mówił że żona ma włosy
      w których się można ukryć

      okryci jednym kocem
      szeptali słowa bezwstywne
      litanię zakochanych

      Gdy było bardzo żle
      skakali w oczy naprzeciw
      i zamykali je mocno

      tak mocno że nie poczuli ognia
      który dochodził do rzęs

      do końca byli mężni
      do końca byli wierni
      do końca byli podobni
      jak dwie krople
      zatrzymane na skraju twarzy
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka