gomory
23.05.05, 09:59
Jak bylem maly rzecz jasna. W alternatywie mialem strazaka i Hansa Klossa.
Tylko jakos w roli policjanta [milicjanta - jak w kolko poprawiala pani
przedszkolanka. Glupia, kto chcialby byc milicjantem ;)] siebie nie
widzialem. Moze dlatego, ze ten zawod cieszyl sie taka popularnoscia, a mnie
ciagnelo do opozycji ;)?
Teraz mysle, ze dzieciaki to jednak maja niezly instynkt. Patrzac z
perspektywy tego tygodnia: orgie na komisariacie (taniej niz pornos ze
stadionu X-lecia), tania koka (przy dzisiejszyc cenach dilerow), prostytutki
na koszt klienta (taniej niz zona w chalupie), mozna sprzedac pistolety (a
jakiego faceta nie kreca spluwy) i klimatyzatory (lato w koncu jest). Pare
lat temu pomagalem jednemu malolatowi skonfigurowac kompa, on pewnie juz
wiedzial jaki zawod wybierze w przyszlosci. Jego tato byl policjantem i
gierki przynosil "z pracy". Jak dzieciakowi zblizaly sie urodziny to ekipa
robi nalot na bazarowych handlarzy plyt :-D.
Zastanawiam sie, czy sie nie czepiam dlatego, ze przesladuje mnie
niezaplacony mandat wlepiony przez strozow prawa, ale chyba obiektywnie
jednak jest to niezly folklor ;).