de.de1
03.11.05, 14:52
Nie rozumiem facetow. Podoba mi sie od dawna. Jakies 2 tygodnie temu
dowiedzialam sie ze mu sie podobam. Chcac nie chcac, cos w serduszku
podskoczylo i zrobialam sobie nadzieje. Spotkalam go wczoraj, probowalam
rozmawiac, ale po minucie mnie zbyl. To zenujace. Nie chce sie narzucac, i ,
mimo iz slyszalam ze jest niesmialy, po wczorajszym poczulam sie jak
idiotka,stracilam nadzieje, czuje sie tak okropnie,jakbym dostala obluchem w
leb. Ok, przyznam, nigdy nie doznalam odrzucenia, jestem atrakcyjna
dziewczyna, podobam sie facetom, wiec nie mam na tym punkcie kompleksow. Wiem
wiem, moge sie JEMU nie podobac....Zbyl mnie,uciekl, mial caly wieczor zeby
pogadac, ale mnie olal. Pocieszcie mnie mezczyzni(i kobietki), moze nie
wszystko stracone, mam wielkiego dola.