Dodaj do ulubionych

cielesnosc w zwiazku

04.01.06, 11:44
odwieczne zdanie brzmi: tylko wiernosc psychiczna i fizyczna jest kluczem do
idealnego zwiazku. jednak ilosc skokow w bok kobiet jak i mezczyzn jest dosyc
duza, zbyt wielka dla mnie jelsi by wziasc pod uwage powyzsze stwierdzenie.
Czy kwintesencja zwazku udanego (dla kazdego udany zwiazek definuje sie
inaczej) jest wiec wiernosc cielesna? Dlaczego wszytsko sprowadza sie do niej?
Czy jestescie tolerancyjni w stosunku do swoich partnero i uznajecie skoki w bok?
chetnie poznam opinie.
witam na forum i pozdrawiam zimowo
Lucinda
Obserwuj wątek
    • linka234 Re: cielesnosc w zwiazku 04.01.06, 11:48
      słuchaj no, Lucinda!:)
      nie wierzę w czysty sex, bez zaangażowania emocjonalnego(nie wyobrażam sobie
      takowego), ale skoro juz przyjmujemy taki podział, zdecydowanie stwierdzam, że
      zdrada emocjonalna, "psychiczna" boli bardziej niż cielesna!!!!!!!
      • lucinda Re: cielesnosc w zwiazku 04.01.06, 11:53
        zaangazowanie emocjonalne: mowisz o milosci?
        nie wyobrazam sobie isc do lozka z kims kto nie wydawalby mi sie sympatyczny i w
        pewnych sytuacjach godny zaufania ale czy to musi byc od razu milosc?
        czy w takim razie lepiej jest przelknac fakt ze partner kochajac sie mysli o
        kims innym niz das upust swojej i partnera wyobrazni?:)
        • linka234 Re: cielesnosc w zwiazku 04.01.06, 11:57
          Nie, miłość to dla mnie koniec związku z facetem, ktory poczuł to do innej
          kobiety!
          Mówię o czymś innym-fascynacja!
          A TAK OGÓLNIE, TO ZDRADZIE MOWIE KATEGORYCZNIE NIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!:)
      • krecilapka Re: cielesnosc w zwiazku 04.01.06, 12:15
        > nie wierzę w czysty sex, bez zaangażowania emocjonalnego

        Linko, czy sadzisz ze Europosel zabierajacy do hotelu prostytutke pala do niej zarliwa miloscia?
        • linka234 Re: cielesnosc w zwiazku 04.01.06, 13:59
          Krecilapko, postytucja to biznes ;)-nie sądzę, by można zaliczyc ja do
          kategorii wprowadzonych przez autorke postu...
          • gomory Re: cielesnosc w zwiazku 04.01.06, 14:41
            Klientela osob prostytuujacych sie, to trudna do zbadania grupa. M.in. dlatego, ze niezmiernie im zalezy na dyskrecji, ale chyba nie sadzisz, ze z uslug korzystaja przede wszystkim samotni? Zdecydowana wiekszosc osob zdradzajacych w burdelach, nie kocha prostytutek ;).
          • obrotowy Re: cielesnosc w zwiazku 04.01.06, 14:55
            linka234 napisała:

            > Krecilapko, postytucja to biznes ;)-nie sądzę, by można zaliczyc ja do
            > kategorii wprowadzonych przez autorke postu...

            Masz tylko polowe racji :)
            Prostytucja to biznes, ale TYLKO dla prostytutek.

            Dla ich klientow, to usluga, a niekiedy (co bywa najsmutniejsze)
            to jedyny sposob cielesnego kontaktu z kobieta.
            • gomory Re: cielesnosc w zwiazku 04.01.06, 15:10
              > niekiedy (co bywa najsmutniejsze) to jedyny sposob cielesnego kontaktu z kobieta.

              Albo mezczyzna ;).
      • obrotowy Re: cielesnosc w zwiazku 04.01.06, 12:59
        linka234 napisała:
        > nie wierzę w czysty sex, bez zaangażowania emocjonalnego
        (nie wyobrażam sobie takowego),

        Marnie u Ciebie z wyobraznia dziewczyno...
        my wierzymy i nawet lubimy :)

        Ale tak powaznie (pomijajac wizyty w burdelu), to pojscie z kobieta do lozka
        zazwyczaj jest zwiazane z podobaniem sie, sympatia. I to wystarcza mezczyznom.
        Ale sympatia - to przeciez tez uczucie.
        • linka234 Re: cielesnosc w zwiazku 04.01.06, 13:59
          No właśnie! reasumując-zgadzasz się ze mna:)
          • obrotowy Re: cielesnosc w zwiazku 04.01.06, 14:47
            linka234 napisała:

            > No właśnie! reasumując-zgadzasz się ze mna:)

            Nie jestem zainteresowany klotnia z milymi kobietami.
            A zgadzac sie z nimi, to czysta przyjemnosc :)

            Zwalczam tylko czeste u kobiet poglady, ze jak seks, to tylko z miloscia.
            Pomniejsze uczucia, jak sympatia - zupelnie do tego wystarcza :)
            • linka234 Re: cielesnosc w zwiazku 04.01.06, 15:15
              tak, to prawda-te poglądy są dość powszechne! U kobiet!
              mam nadzieję, że nie świadczą jednak o zaściankowości:)
              • obrotowy Re: cielesnosc w zwiazku 04.01.06, 15:23
                linka234 napisała:

                > tak, to prawda-te poglądy są dość powszechne! U kobiet!

                - Otoz to. Bebnie wiec wszedzie, ze mezczyzni widza to jednak inaczej.

                > Mam nadzieję, że nie świadczą jednak o zaściankowości:)

                - Tak powaznie? To troche swiadcza, gdyz to takze kwestia wychowania.
                Ale oczywiscie kobieta ma tez inny kod genetyczny, nacelowany na zdobycie
                jednego stalego partnera, ojca dzieciom.
                Co z tych dwoch czynnikow wazniejsze? To szekspirowskie raczej pytanie :)
                • linka234 Re: cielesnosc w zwiazku 04.01.06, 15:47
                  dokładnie, niemalże jak egzystencjalne pytanie o sens istnienia!
                  parafrazując: kochac, czy jeb...-oto jest pytanie;)
    • itsnotme Re: cielesnosc w zwiazku 04.01.06, 12:20
      lucinda napisała:

      > odwieczne zdanie brzmi: tylko wiernosc psychiczna i fizyczna jest kluczem do
      > idealnego zwiazku.
      nie.


      > Czy jestescie tolerancyjni w stosunku do swoich partnero i uznajecie skoki w
      bo
      > k?
      nie.
      i to nie jest tolerancja
      • lucinda Re: cielesnosc w zwiazku 04.01.06, 12:32
        a mozesz rozwinac?

        jakbys nazwal/a to inaczej jesli nie tolerancja?
        • itsnotme Re: cielesnosc w zwiazku 04.01.06, 12:45
          wybaczeniem, głupotą/naiwnością, w zależności od sytuacji
    • gomory Re: cielesnosc w zwiazku 04.01.06, 12:35
      Wiernosc cielesna nie jest zadnym gwarantem udanego zwiazku. Seksualna rozwiazlasc takze takim gwarantem nie jest. Przytlaczajaca wiekszosc spoleczenstwa kultywuje idealy monogamii, i nie dopuszcza od tego odstepstw. Trudno z tym nawet dyskutowac, gdyz jest to postawa dosc fundamentalna dla instytucji malzenskiej w naszym kregu kulturowym.
      Osobiscie bezproblemowo wyobrazam sobie sytuacje, w ktorej wykazuje sie tolerancja. Obwarowana pewnymi regulami, ale jednak.
      • facettt smiechu warte, co piszesz... 04.01.06, 12:52
        gomory napisał:

        Przytlaczajaca wiekszosc spoleczenstwa kultywuje idealy monogamii, i nie
        dopuszcza od tego odstepstw. Trudno z tym nawet dyskutowac, gdyz jest to
        postawa dosc fundamentalna dla instytucji malzenskiej w naszym kregu kulturowym.

        - obserwujac wiele malzenstw moich znajomych, majacych sie dobrze moge Cie
        zapewnic, ze po 20 latach malzenstwa ponad POLOWA mezczyzn ma juz zdrady za
        soba. Tylko robienych dyskretnie. I ich zony o tym ni wiedzea, lub domyslaja
        sie, albo nie majac dowodow udaja, ze nie wiedza.

        Slowem chodzi o to by nie ranic i nie obrazac partnera. Czego iczy nie widza
        tego sercu nie zal.

        > Osobiscie bezproblemowo wyobrazam sobie sytuacje, w ktorej wykazuje sie
        tolerancja. Obwarowana pewnymi regulami, ale jednak.

        - tu podzielam Twoje zdanie.
        • gomory Re: smiechu warte, co piszesz... 04.01.06, 13:26
          > - obserwujac wiele malzenstw moich znajomych, majacych sie dobrze moge Cie
          > zapewnic, ze po 20 latach malzenstwa ponad POLOWA mezczyzn ma juz zdrady za
          > soba. Tylko robienych dyskretnie. I ich zony o tym ni wiedzea, lub domyslaja
          > sie, albo nie majac dowodow udaja, ze nie wiedza.

          No coz, zapewnic Cie moge, ze kobiety wprawdzie ustepuja pod tym wzgledem mezczynom, ale w procentach to nie jest przytlaczajaca roznica ;).
          Ja mialem na mysli pewien ideal instytucji malzenstwa, czy tez zwiazku jako takiego. Przyznasz, ze seks pozapartnerski jest postrzegany powszechnie jako uderzanie w podstawe domowego ogniska i okreslany jako niemoralny.
          Ale coz, zycie odbiega niekiedy od wyidealizowanych wzorcow. Sa tacy ktorzy je kultywuja, inni ktorzy tylko probuja, sa i cynicy. Jak to w zyciu - pelne spektrum zachowan.
          • facettt Tak, ale :) 04.01.06, 13:34
            gomory napisał:
            Przyznasz, ze seks pozapartnerski jest postrzegany powszechnie jako uderz
            > anie w podstawe domowego ogniska i okreslany jako niemoralny.

            - Jestem "odwazny" i publicznie zaprzecze. Bedac obyczajowym "liberalem"
            uwazam, ze malzenstwo to umowa, by byc razem. Seks pozapartnerki jest
            dopuszczalny, pod warunkiem, ze partner/partnerka o tym nie wie,
            gdyz chodzi o to, by sie wzajemnie nie ranic.

            > Ale coz, zycie odbiega niekiedy od wyidealizowanych wzorcow.
            Sa tacy ktorzy je kultywuja, inni ktorzy tylko probuja, sa i cynicy.
            Jak to w zyciu - pelne spektrum zachowan.

            - Zgoda. Plus sa liberalowie, jak ja, ktorzy popierajac instytucje malzenstwa
            (bo to najlepsze miejsce do rodzenia i wychowania dzieci) otwarcie z tymi
            wzorcami sie nie zgadzaja.
            • tygrysio_misio Re: Tak, ale :) 04.01.06, 13:51
              jestes liberalny bo sam "Zdradzasz", czy jakbys nie "zdradzal", ale za to Twoja
              zona "puszczala" sie co dziennie to tez byl bys taki "tolerancyjny"
              • facettt jestem czlowiekiem zasad, demokrata 04.01.06, 14:09
                tygrysio_misio napisała:

                > jestes liberalny bo sam "Zdradzasz", czy jakbys nie "zdradzal", ale za to
                Twoja
                >
                > zona "puszczala" sie co dziennie to tez byl bys taki "tolerancyjny"
                >
                I stosuje te zasady rowno dla wszystkich.
                Podkreslam. Zachowaniem szacunku dla partnera, a wiec i dyskrecji.
                • itsnotme Re: jestem czlowiekiem zasad, demokrata 04.01.06, 14:21
                  i tak sobie wmawiaj, bo pić zaczniesz:]
                  • facettt Re: jestem czlowiekiem zasad, demokrata 04.01.06, 14:26
                    itsnotme napisał:

                    > i tak sobie wmawiaj, bo pić zaczniesz:]

                    Na razie wychodzi mi to z dobrym skutkiem :)
                    od 20-tu lat...
                    I wmawianie sobie i picie :)

            • gomory Re: Tak, ale :) 04.01.06, 13:57
              Nie potepiam w czambul, wszystkich ktorym sie zdarzyly pozamalzenskie zblizenia. Ja takze sie uwazam za obyczajowego liberala, ale gloszone przez Ciebie poglady uwazam wlasnie za niemoralne. Wszak nie poszukujesz partnerki, ktora podziela Twoje poglady, tylko z zalozenia zakladasz, iz jedyna mozliwoscia zaspokojenia swoich ciagotek jest oszukiwanie.
              Nie jestes osoba ktora sie otwarcie nie zgadza z takimi wzorcami, tylko klamca ktory chce oszczedzic przykrych doznan partnerce (tylko nie probuj mnie przekonac, ze to tylko w jej interesie). Absolutnie nie namawiam do szczerosci, ktora mialaby uderzac w 2 polowke. Bo tutaj sie z Toba zgadzam - to niepotrzebne.
              Ale taka jawnie lekcewazaca postawa, i splycanie wiezi malzenskich do jaskiniowych relacji nieco mnie razi.
              • facettt Re: Tak, ale :) 04.01.06, 14:16
                gomory napisał:
                uwazam wlasnie za niemoralne. Wszak nie poszukujesz partnerki, ktora podziel
                > a Twoje poglady, tylko z zalozenia zakladasz, iz jedyna mozliwoscia
                zaspokojenia swoich ciagotek jest oszukiwanie.

                - bzdura. nie pisalem nigdyo takim "zalozeniu".

                > Nie jestes osoba ktora sie otwarcie nie zgadza z takimi wzorcami, tylko
                klamca ktory chce oszczedzic przykrych doznan partnerce (tylko nie probuj mnie
                przekonac, ze to tylko w jej interesie). Absolutnie nie namawiam do szczerosci,
                ktora mialaby uderzac w 2 polowke.

                - Bzdura. Nie istnieje otwarty "liberalizm" w tym wzgledzie. Lecz tylko
                dyskretny. Przykro mi, jesli tego nie rozumiesz.


                > Ale taka jawnie lekcewazaca postawa, i splycanie wiezi malzenskich do
                jaskiniowych relacji nieco mnie razi.

                - Ten Twoj tekst uwazam za nieco splycony wlasnie.
                Nie powiedzialem, ze malzenstwo to JEDYNIE umowa.
                Jak pokazuja statystyki, milosc po 20-tu ltach malzenstwa u polowy z nich
                przemija. Takie jest zycie. Czy gdyby nie szacunek dla partnera i zawartych z
                nim UMOW - to polowa malzenstw powinna sie rozpasc? Nie uwazam tak. Bardzo
                szanuje instytucje malzenstwa. To jedno z lepszych rzeczy, ktore czlowiek
                wymyslil.
                • gomory Re: Tak, ale :) 04.01.06, 15:05
                  > uwazam wlasnie za niemoralne. Wszak nie poszukujesz partnerki, ktora podziel
                  > > a Twoje poglady, tylko z zalozenia zakladasz, iz jedyna mozliwoscia
                  > zaspokojenia swoich ciagotek jest oszukiwanie.
                  >
                  > - bzdura. nie pisalem nigdyo takim "zalozeniu".

                  Poniewaz napisales:
                  "Seks pozapartnerki jest dopuszczalny, pod warunkiem, ze partner/partnerka o tym nie wie"
                  Dlatego moglem wysnuc wniosek, ze tak wlasnie sadzisz.

                  > - Bzdura. Nie istnieje otwarty "liberalizm" w tym wzgledzie. Lecz tylko
                  > dyskretny. Przykro mi, jesli tego nie rozumiesz.

                  To nie powod by bylo Tobie przykro, wiec mozesz sobie darowac :). Wiele malzenstw ktore wspolnie zabawiaja sie i akceptuja swingowanie, zadaj klam Twojemu twierdzeniu. Dokonuje oswiecenia Twojego liberalizmu ;)?

                  > > Ale taka jawnie lekcewazaca postawa, i splycanie wiezi malzenskich do
                  > jaskiniowych relacji nieco mnie razi.
                  >
                  > - Ten Twoj tekst uwazam za nieco splycony wlasnie.

                  O malzenstwie napisales jedynie, ze to najlepsze miejsce do rodzenia i wychowywania dzieci. Nic wiecej. No poza tym, ze partnera wypada dyskretnie walic po rogach ;). Skoro nie napisales wtedy nic wiecej, to trudno zebym odgadl, iz masz nieco glebsze przemyslenia co do idei malzenskiej instytucji. Moge wiedziec, tylko tyle ile napiszesz.
                  • facettt Re: Tak, ale :) 04.01.06, 15:30
                    gomory napisał:
                    Wiele malzenstw ktore wspolnie zabawiaja sie i akceptuja swingowanie, zadaj
                    klam Twojemu twierdzeniu.

                    - bzdury, takich otwarcie "swingujacych" jest wlasnie bardzo malo!

                    Dokonuje oswiecenia Twojego liberalizmu ;)

                    - dziekuje za dobre checi, Dobry Czlowieku :)
                    Pozwol, ze zrezygnuje z pranienia bycia "Oswieconym Liberalem"
                    i pozostane Liberalem Tradycyjnym :)

                    Skoro nie napisales wtedy nic wiecej, to trudno zebym odgadl, iz masz
                    > nieco glebsze przemyslenia co do idei malzenskiej instytucji.
                    Moge wiedziec, tylko tyle ile napiszesz.

                    - mam dusze adwokata , a nie prokuratora - i watpliwosci roztrzygam zawsze
                    NA KORZYSC oskarzonego, nawet, gdybys mialbyc nim Ty :)
        • lucinda Re: smiechu warte, co piszesz... 04.01.06, 13:38
          > - obserwujac wiele malzenstw moich znajomych, majacych sie dobrze moge Cie
          > zapewnic, ze po 20 latach malzenstwa ponad POLOWA mezczyzn ma juz zdrady za
          > soba. Tylko robienych dyskretnie. I ich zony o tym ni wiedzea, lub domyslaja
          > sie, albo nie majac dowodow udaja, ze nie wiedza.

          wlasnie o to chodzi - jaka to wiernosc? czy nie lepiej powiedziec sobie otwarcie
          ze to sie moze zdarzyc i nie swiadczy od razu o koncu zwiazku? czemu definiowac
          partnerstwo tylko/albo przede wszytskim na podstawie sexu? Jest to wazne jego
          czesc ale nie kwintesencja, tak mysle.
          Kultywowanie monogamii polegam na tym ze deklarujesz sie przeciez - i powiedz mi
          ktory partner na poczatku zwiazku mowi: "sluchaj kochanie, kocham cie ale beda
          skoki w bok, czy akceptujesz to?" Dlatego "skoki w bok" nazywaja sie zdrada - z
          negatywnym znaczeniem. Przeciez nie musi tak byc, nie musi byc to cos czego sie
          nalezy wstydzic i ukrywac przed partnerem..
          • kinyoo Re: smiechu warte, co piszesz... 04.01.06, 13:47
            ukrywa się zdradę przed partnerem, żeby go nie ranić. A wiele przysięgając
            wierność, nie zakłada opcji, że tam nie będzie. Są oczywiście wyjątki.
          • tygrysio_misio Re: smiechu warte, co piszesz... 04.01.06, 13:57
            wydaje mi sie, ze chodzi o to, ze zdrada niszczy czyjes poczucie
            wartosci...moze byc jednoznaczne i powiedzeniam partnerowi że
            jest "niedostatezny"

            jednak spora czesc ludzi nie daje sie dotykac w niektyrch miejsca an ciele byle
            komu...wiec fakt, ze partner dotylak takiego czegos u kogos innego rani (wie,
            ze to smiesznie brzmi, ale nie wiem jak to inaczej powiedziec)
          • gomory Re: smiechu warte, co piszesz... 04.01.06, 14:11
            > czy nie lepiej powiedziec sobie otwarcie
            > ze to sie moze zdarzyc i nie swiadczy od razu o koncu zwiazku?

            Nie ma recept doskonalych dla kazdego zwiazku. Kazdy z nas ma inne priorytety i wolnosc wyboru. Mozemy wyszukiwac takiego partnera, ktory jak najbardziej odpowiada naszym gustom. Sa ludzie ktorzy swietnie sie spelniaja w otwartych ukladach, sa tacy ktorzy wymagaja absolutnej wylacznosci. Kazdy ma inna sume doswiadczen zyciowych, inny szkielet moralny.
            U nas powszechnie obowiazujacym spolecznie modelem jest uklad monogamiczny. Tak juz jest. Wiekszosc ludzi stajac na slubnym kobiercu nie zaklada, ze kiedys moga stac sie krotszym bokiem jakiegos wielokata. Wiec nie moga sobie wtedy deklarowac skokow w bok - na wszelki wypadek. Wiernosc jest postrzegana jako bardzo chwalebne zachowanie, wiec tego sobie ludzie zycza, i w tym sie wspieraja. Oczywiscie zycie weryfikuje, jak jest to dla kogos trudne.
            Jesli bedziesz z tym otwarcie walczyc, musisz sie liczyc z powszechnym niezrozumieniem i nieakceptacja.
            Tak na marginesie - jesli masz z partnerem umowe w ktorej on wie i akceptuje poszerzone uklady, to nie mozesz go zdradzic ;).
            • lucinda Re: smiechu warte, co piszesz... 04.01.06, 14:27
              podoba mi sie jak piszesz. kazdy ma inne wymogi i inne poejcia zycia w
              partnerstwie. nikogo nie mozna zmusic tez do akcpetowania "niewiernosci". Jednak
              mysle ze warto sie nad tym zastanowic wiazaca sie z kims na stale - czy
              monogamia jest mozliwa bez zmuszania sie, bez ukrywania i bez klamstw? Nawet
              jesli nie chce sie zranic partnera? Jesli wiem ze ten z ktorym jestem jest tym
              JEDYNYM z kim chce spedzic zycie to nie buduje tego zycia li i jedynie na kanwie
              wiernosci w lozku. Bo to wg mnie sprowadzanie wszystkiego co wazne tylko do tej
              czynnosci.
          • facettt bardzo rzeczowe uwagi 04.01.06, 14:20
            lucinda napisała:
            > wlasnie o to chodzi - jaka to wiernosc? czy nie lepiej powiedziec sobie
            otwarci
            > e
            > ze to sie moze zdarzyc i nie swiadczy od razu o koncu zwiazku? czemu
            definiowac
            > partnerstwo tylko/albo przede wszytskim na podstawie sexu? Jest to wazne jego
            > czesc ale nie kwintesencja, tak mysle.
            > Kultywowanie monogamii polegam na tym ze deklarujesz sie przeciez - i powiedz
            m
            > i
            > ktory partner na poczatku zwiazku mowi: "sluchaj kochanie, kocham cie ale beda
            > skoki w bok, czy akceptujesz to?" Dlatego "skoki w bok" nazywaja sie zdrada -
            z
            > negatywnym znaczeniem. Przeciez nie musi tak byc, nie musi byc to cos czego
            sie
            > nalezy wstydzic i ukrywac przed partnerem..<


            Ale tego sie po prostu na poczatku tej drogi zyciowej zrobic nie da.
            Poczatek malzenstwa jest jego najtrudniejsza czescia. Male dzieci, z reguly
            malo pieniedzy... By miec pelna MOTYWACJE obie stzrony musza miec ILUZJE,
            ze sa tymi jedynymi...
            Czyli jest to klamstwo w dobrej wierze.

            Pozdrawiam Cie.
            • lucinda Re: bardzo rzeczowe uwagi 04.01.06, 14:32
              oczywiscie moge mowic tylko o swoim zwiazku:) bo innych tak dobrze nie znam.
              Moze faktycznie jesli sie jest na poczatku i od razu z dziecmi i z klopotami
              finansowymi to cos takiego moze tapnac i to niezle. Ale uwazam ze jest to wobec
              partnera tylko fair jesli oboje wiedza o swoich upodobaniach i zachciankach. czy
              do zrealizowania ich dojdzie czy nie to inna juz sprawa.

              rowniez sle pozdrowienia:)
              L.
    • lucinda Re: cielesnosc w zwiazku 04.01.06, 13:40
      nie rozumiem:
      "Seks pozapartnerki jest
      dopuszczalny, pod warunkiem, ze partner/partnerka o tym nie wie,
      gdyz chodzi o to, by sie wzajemnie nie ranic."

      tzn dla kogo dopuszczalny? dla tego kto sie seksi na boku? jest dopuszczalny bo
      jedna ze stron to robi i nie mowi nic drugiej zeby nie zranic. skoro cos takiego
      rani to nie jest to dopuszczalne! jestem za otwartoscia. i na nie opieraniu
      prtnerstwa jedynie na sexie - wiem ze to trudne ale mozliwe.
      • facettt nie i tak :) 04.01.06, 14:24
        lucinda napisała:

        jestem za otwartoscia.

        - A ja NIE. Napisano Ci juz powyzej.
        Otwartosc w tym wzgledzie RANI poczucie wartosci partnera.

        I na nie opieraniu partnerstwa jedynie na sexie - wiem ze to trudne ale mozliwe.

        - Tu do hollery pelna zgoda! przeciez seks jest tylko jednym z elementow
        partnertswa. I dlatego skok w bok nie jest koncem Swiatta !!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka