olaaloo
19.01.06, 16:41
Drodzy Panowie i Panie zresztą też!
Mam taki kłopot i liczę na jakąś pomoc z Waszej strony. Mam dwadzieścia parę
lat, robię to, co lubię i spotykam się ze starszym od siebie człowiekiem,
którego kocham. I wszystko jest w porządku. Tylko jedna sprawa mnie dręczy.
On nalega na wspólne mieszkanie, co jest zresztą zrozumiałe, ma rozległe
plany - rodzina, budowa domu itd. Ja do tej pory mieszkam z rodzicami,
partycypuję oczywiście w wydatkach domowych i jestem zadowolona z tego stanu
rzeczy. Oczywiście planowałam kupić mieszkanie i wyprowadzić się z domu, ale
rzecz jasna myślałam o kredycie na jakieś małe lokum, na jakie byłoby mnie
stać (zarabiam 2000). Obawiam się tego wspólnego mieszkania ze względu na
rozbieżności w zarobkach - krótko mówiąc, on zarabia dużo więcej (może mieć
więc inne plany), a ja nie lubię czuć się zależna. Jak mam czuć się w
porządku i dobrze, kiedy wiem, że nie przeskoczę pewnych spraw. Nie znajdę
lepiej płatnej pracy, aby go "gonić" w tej kwestii, nawet tego nie chcę, bo
na moje potrzeby wystarcza to, co zarabiam. A jednocześnie chcę, jeśli się
zdecyduję zamieszkać z nim i stworzyć rodzinę, czuć się dobrze, tj. nie
mieć poczucia, że nie dokładam do wspólnej kasy tak dużo. Podobnie proponuje
np. jakiś wyjazd w bardzo egzotyczne miejsce - ja nie pojadę, bo nie wydam na
to 10 tys., a on mi na to, że przecież sam nie pojedzie i nie widzi problemu.
Niestety, dla mnie jest to problem, bo wpływa to znacząco na moje
samopoczucie - mam takie wrażenie podległości, zobowiązań itd. Zawsze w życiu
kierowałam się zasadą, że lepiej więcej dać niż wziąć, nie lubię mieć po
prostu długów wdzięczności. A teraz nie wiem, jak sobie z tym poradzić.
Dajcie znać, co myślicie. Z góry dziękuję.