Dodaj do ulubionych

Mówi,że kocha a ma żonę...

29.01.06, 10:03
Panowie, mam prośbę. Poradźcie co myśleć, co robić, bo kocham i czuję,że
jestem kochana, ale on ma żonę!! Ja jestem sama, jednak wyrzuty sumienia nie
dają mi cieszyć się tym związkiem, snuć planów na przyszłość. Ten stan rzeczy
trwa już pół roku. W którą stronę iść?
Obserwuj wątek
    • drobny911 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 10:17
      Skro ma żonę to znaczy że ma ochotę coś zaliczyć na boku, jeśli ty też masz taką
      ochotę to nic nie stoii na przeszkodzie.
    • orphan.of.industry Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 10:38
      Jeśli mówi że kocha i że ma żonę, to niekoniecznie musi kłamać. Może po prostu
      kocha żonę - skoro przez tyle lat od niej nie potrafił od niej odejść. Czy
      pytanie "w którą stonę iść" jest pytaniem retorycznym? Sama powinnaś wybrać czy
      chcesz byś numerem 2.
      • kulka251 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 22:11
        W drugą moja pani, na pewno w drugą bo tak nie może trwać długo.Swoją żonę
        musiał też kochać skoro się z nią ożenił. Niestety każde małżenstwo jest grobem
        miłosci!!!!!
      • angelwomen Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 05.11.24, 13:45
        ma żonę, ale nie ma sexu, i co dalej męcz się bo mam żonę??? nie kupiła go na własność. A pani żona zapewne swoje fantazje spełnienia na boku ,,czyli nie ważne co chce mąż.I dobrze, że są kochankowie.
    • ktosktos3 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 11:00
      noi3 napisała:

      > Panowie, mam prośbę. Poradźcie co myśleć, co robić, bo kocham i czuję,że
      > jestem kochana, ale on ma żonę!! Ja jestem sama, jednak wyrzuty sumienia nie
      > dają mi cieszyć się tym związkiem, snuć planów na przyszłość. Ten stan rzeczy
      > trwa już pół roku. W którą stronę iść?

      jeśli coś kochasz puść to wolno, jeśli wróci, jest Twoje jeśli nie nigdy tego
      nie było
      • zdzichu-nr1 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 11:50
        Ktosktos3 popieram na 100%. Test na takie związki to przerwać go drastycznie
        przez kobietę np. w związku z wyjazdem/zmianą pracy/ zmianą miejsca
        zamieszkania itp. Jak mu zrobisz absolutne zero kontaktu i wytrzymasz w tym
        konsekwentnie co najmniej parę miesięcy, to wszystko się rozstrzygnie. Albo
        przyjdzie wolny do Ciebie, albo go więcej nie zobaczysz. Niestety, daję ok. 80%
        opcji na to drugie.
        • ktosktos3 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 11:58
          smutne, ale prawdziwe. Ale nie można mówić tylko o Niej naiwna, a on to co?
          Panowie myślą, że to oni rozdają karty, czasami im się tylko tak wydaje. Jego
          bardziej trzeba żałować, cienki bolek jesli nie umie się zdecydować.
        • justysia34 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 12:05
          Święta racja!! Ja tak zrobiłam. Przez rok zero kontaktu, co w zupełności
          wyjaśniło problem. A wcześniej różne próby i sposoby, które powodowały
          stan-gumka. Cytując Dyzmę "a na cholerę mi taka miłość" :-)
          No i sytuacja mojej koleżanki (w innym kraju) - facet (w separacji) dostał jasny
          komunikat - ją nie stać ani psychicznie ani finansowo na taki bujanie się, więc
          niech się jasno określi. No i wziął rozwód z żoną, teraz mają malutką córeczkę,
          żyją i są very happy.
          Nadmieniam, ze wszelkie argumenty typu - podział majątku nie wchodzą w grę. Jak
          chłop chce i jest honorowy to bierze majtki i szczoteczkę do zebów i buduje nowy
          związek.
          Inni nie powinni zabierać nam czasu i zawracać głowy (tudzież innej części ciala).
          Trzeba się cenić. Zarówno pcia męska jak i zeńska.
          Całuję w usta,
          oddana Justa
          • zdzichu-nr1 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 12:24
            Justysia34 twarda z Ciebie baba. Podziwiam.

            • justysia34 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 12:36
              Zdzichu,
              życie nas nie pieści, pieśćmy się sami :)))
              A tak na marginesie, no i co mi z tej twardości?
              A może warto byłoby "na sk...na", czyli poradzić tej miłej założycielce wątku,
              zeby sobie uczucia schowała w zadek, jak miły żonaty zapewniacz_o_miłości ma
              oprócz elokwencji inne walory (patrz: cielesne), to na pytanie "w którą stronę
              iść" odpowiedzieć: do sypialni, czy też innego kopulatorium i wykorzystywać
              sprzyjającą aurę (czyli gościa, który rozkłada przed nią niekoniecznie ramionka)....
              Wszak nie pytała jak go zmusić do rozwodu i w konsekwenci zwodu z nią....
              Ot taka dygresyjka...
              Pozdrawiam,
              twarda Justa ;-)
              • zdzichu-nr1 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 12:41
                Wyczuwam, że tęsknisz trochę za kopulacyjnymi walorami Pana, który się zmył po
                roku próby, jaki mu zafundowałaś.

                Teraz masz jednak miłe wspomnienia i czystą sytuację, a bez tego ruchu... to Ty
                byłabyś nieszczęsną autorką tego wątku.
                • justysia34 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 12:58
                  Powinnam (wypadałoby) przez grzeczność przytaknąć, żeby mile połechtać
                  wszystkich/większość mężczyzn na tym forum.
                  Ale jeszcze raz zwrócę się do autorki wątku.
                  Po pierwsze, gdyby faceci wiedzieli, gdzie jest nasz punkt G, lizali by nas po
                  głowach.
                  Po drugie, fajna jest książka, którą polecę "Mężczyzna, który pomylił własną
                  żonę z kapeluszem". Traktuje o zaburzeniach półkul mózgowych.
                  Po trzecie, nawiązując do po drugie, w książce tej mowa jast m.in. o
                  głuchoniemych, którym pokazano przemówienie polityka - płakali ze śmiechu, bo
                  WIDZIELI kłamcę.
                  Konkluzja - przestań słuchać, kolokwializując, farmazony, które facet ci gada. A
                  co ma mówić??? Po pół roku bzykania coś ci się z jego strony (wg niego) należy.
                  A by the way - jak mówią, ze kochają to jest to prawda ale TYLKO w chwili, gdy
                  to mówią :))
                  Puść go wolno, zobaczysz co będzie.
                  I wracając do Ciebie, Zdzichu, a raczej do wniosków wyciągniętych przez ciebie -
                  tu znowu dla Noi3 (ale ja skaczę) - po pewnym czasie wspomnienia się zacierają.
                  Mężczyźni pamiętają jaka kochanka była w łóżku, baby pamiętają np. jak przyniósł
                  pierwszy kwiatek.
                  Noi3, byłam kochanką żonatego i zgniłym bekiem mi to wyszło. Nie buduje się
                  szczęścia na cudzej krzywdzie. Ani na wątpliwym materiale z odrzutu.
                  jeśli to "prima sort" to nie pisałabyś tutaj.
                  Justa "klint Istłud"
                  • zdzichu-nr1 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 13:13
                    W pewnym wieku wszyscy sa z odrzutu poza dziewicami konsekrowanymi. Problem
                    tkwi w umiejętności podejmowania śmiałych decyzji, większość z nas woli trzymać
                    zły układ, który dobrze zna, niż zburzyc go i przystąpić do budowania nowego.
                    Żal kosztów, przyzwyczajenia, stabilizacji, wygody.... I żeby nie było, że
                    moralizuję, to sam też nie jestem bez winy. Był 1 rok podobnego układu....

                    • tygrysio_misio Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 13:18
                      i jak zapatrujesz sie na kolejny taki uklad??
                      warto bylo?
                      • zdzichu-nr1 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 13:30
                        Żałuję że nie skończyłem starego układu, w którym tkwię do tej pory
                        • asiulka81 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 13:34
                          zdzichu-nr1 napisał:

                          > Żałuję że nie skończyłem starego układu, w którym tkwię do tej pory

                          :( no tak, c`est la vie :(
                          smutne jst to ze jestes z kims na kim Ci do konca nie zalezy i byc moze przez
                          to tracisz szanse na cos wyjatkowego.
                      • justysia34 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 13:40
                        Nie rozpatruję tego z pktu widzenia "warto/niewarto". Warto było nabyć drogą
                        kupna kieckę na przecenie ;)))
                        Takich układów się nie planuje. Się pojawiają albo nie. Lepiej jednak, zeby nie.
                        Nie zakładam niczego, nie mówię "nigdy", ale "raczej nie".
                        To są bardzo destrukcyjne związki, wynosi się z nich tylko urazy i długo bolące
                        rany psychiki.
                        Jedno co warto było. Warto było dostać kopa w tyłek, zeby się przekonać ze się
                        nie jest pępkiem świata, nikim wyjątkowym. Zwykłą normalną babą, taką samą jak
                        te zdradzane zony. Bardzo rzadko takie "układy" mają przyszłość. Noi3 mówi o
                        związku - jaki to związek do jesnej!!! Od pól roku używana jest przez żonatego
                        faceta, który robi to bo ma tanio!!! Jest się w takim, hm układzie na pozycji
                        gorszej niż agentka towarzyska :) Ta ma jasność daje d...y za "wiadro zupy". A
                        tu siezi sobie taka używana kochanka i buduje "związek". Na czym, ja się pytam???
                        Z reguły taki układ się pojawia, kiedy żonaty facet ma problemy. Nie zawsze
                        znika, jak przestaje je mieć z żoną> Ale z całą pewnością zwinie żagle jak w
                        "poezję" ich "związku" wkradnie się rutyna i pojawią się ich problemy.
                        A pojawią się, jak widać, bo mu zacznie suszyć łeb o unormowanie układu. Nie po
                        to wszak on ma kochankę. Tu ma być miło i bezkonfliktowo.
                        I jeśli ona się chce przekonać czy, niestety, szantażem (czyli zerwanie układu)
                        zmusi go do konkretnych kroków - to odpowiedź znam tylko jedną. Wróci do żony.
                        Ale to jej życie i też moja odpowiedź na twoje pytanie.
                        tak warto było dostać zimny prysznic.
                        Bardzo odświeża.
                        Just it.
                    • p-iotr Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 14:39
                      > W pewnym wieku wszyscy sa z odrzutu poza dziewicami konsekrowanymi.

                      Rewelacja! ;-)
                      Zdzichu - moge to wrzucic sobie do sygnaturki?

                      pzdr
                      • zdzichu-nr1 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 20:48
                        :)))) wrzucaj, wrzucaj, jeszcze się nie dorobiłem 'copyright by Zdzichu'
            • kulka251 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 22:13
              Lubię takie konkretne dziewczyny!!!!!!!!!!
              • madziarez Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 22:27
                Zastanawiam się dlaczego większość z was nie daje szansy takiemu związkowy, nie
                zawsze to tragiczny koniec, żona żoną, dziewczyna dziewczyną. Ludzie się
                rozstają i nie ważne czy mają ten papier czy nie, jak wierzą że ich trafiło
                coś wyjatkowego (bo żona to nie koniecznie ta wielka miłość)to czasem decydują
                się na nowe życie z inną osobą..Tak bywa a właściwie coraz częściej niewiadomo
                dlaczego..
                • aga_78 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 22:45
                  Alez oczywiscie, to co piszesz to prawda. Jest wiele takich sytuacji, wiele
                  rozwodow itd. Ale zeby dac szanse takiemu zwiazkowi, musi byc do tego "jakas
                  podstawa" - ona powinna czuc, ze wszystko zmierza w kierunku o jakim marzy.
                  Ale jesli autorka watku nawet nie rozmawiala ze swoim ukochanym mezczyzna o tym
                  co dalej, to jaka dac tu szanse? Skoro ona ma watpliwosci (jej slowa: Właśnie
                  stąd ten post,dlaczego mówi, że kocha, czy mówi prawdę a jest zbyt
                  odpowiedzialny, by zostawić żonę? Czy ją też kocha, czy można kochąc 2 kobiety
                  tą samą miłością?) to ja tu niestety nie widze szansy!


      • angelwomen Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 05.11.24, 13:47
        jakie wyrzuty sumienia, daj spokój, kochaj się z nim bądź kochana i szczęśliwa.
    • goldenwomen Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 11:42
      i TY mu wierzysz? jestes jego odskocznia w nudnym związku - sorry za szczerośc
    • asiulka81 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 11:43
      biedna, puka Ciebie na boku, wmawia Ci milosc,a Ty mu wierzysz... naiwniara...
      • bullowy Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 11:53
        no niekoniecznie,można miec słabą i nudną zone i poznać tą jedyną i
        wymarzoną,przy której żona to jakas totalna pomyłka.Ale facet powinien sie
        okreslić,a jak tego nie robi to znaczy,że chce ciebie tylko pukać na boku
        • asiulka81 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 11:59
          facet juz pół roku sie z nia spotyka wiec mogłby juz zdecydowac, a ja tego nie
          robi, to wszyscy wiemy w jakim celu sie z nia widuje :)
          • tygrysio_misio Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 12:05
            niekoniecznie...moze chciec byc z nia ale wstydzis sie tego przed rodzina i
            znajomymi...bac sie rozwodu i tego ze wszyscy sie od niego odwroca...a przeciez
            jak sie zenil to byl taki szczesliwy..moze nie jest pewien czy tamto uczucie
            minelo i nie jest pewien czy to jest silniejsze...

            jednak wieksza szansa jest ze tylko puka
            • asiulka81 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 12:06
              mnie sie wydaje ze ona na pewno czuje intuicyjnie czy to cos wiecej czy nie,
              przeciez takie rzeczy sie


              • asiulka81 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 12:07
                takie rzeczy sie wie ( miało byc )
                • tygrysio_misio Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 12:49
                  moze jest mloda glupia i naiwna...faceci takie lubia wykozystywac i potrafia to
                  robic

                  moze on umie swietnie udawac...pozatym napisala ze "Mówi,że kocha a ma żonę..."
                  nie napisala ze to czuje....moze ma watpliwosci bo on pokazujje niewiadolo cos
    • tygrysio_misio Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 11:49
      moze i wydaje mu sie ze kocha..moze i kocha

      pewnie jestes duzo mlodsza od jego zony...

      wikszosc takich przypadkow jednak konczy sie tym, ze to tylko "pukanie" a
      przeciez musi cos mowic zeby dalej to robic...

      czasem oni odchodza od zon...ale jesli jestes duzo mlodsza to masz juz 99% na
      to ze to tylko pukanie


      co zrobic....sprobowac odejsc...trudne to jest ale z czasem nie bedziesz dala
      rade wytrzymac tego i odejdziesz...jak zaczniesz sie rzygotowywac teraz to
      bedzie latwiej
      • jacek9167 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 12:30
        trochę mało danych, ale skoro pytasz
        plusem jest to że zdobyłaś jakieś praktyczne doświadczenie życiowe, ale już
        skończ, młodość tobie ucieka
      • noi3 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 13:57
        Jestem od niej starsza,od niego zresztą niewiele, ale też.odchodziłam od niego
        kilka razy, on raz ode mnie, ale wracaliśmy.
        • tygrysio_misio Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 14:13
          a wiec stereotyp wykorzystywanie mlodej i glupiej odpada...wiec czemu on to
          robi?

          zapytaj...i kaz mu wybrac...i powiedz zeby nie wracal dopoki nie zalatwi sprawy

          wiem ze bedzie ciezko bo ja teraz tez staram sie odejsc na probe zeby sprawdzic
          o co chodzi...ciezko jest bo jest obawa ze nie wroci,nie bedzie sie staral

          ale to nie ma sensu....obie strony musza walczyc i obie strony musza sie
          poswiecac..inaczej jedna strona cierpi
          • noi3 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 14:31
            tygrysio_misio napisała:

            > a wiec stereotyp wykorzystywanie mlodej i glupiej odpada...wiec czemu on to
            > robi?
            >
            > zapytaj...i kaz mu wybrac...i powiedz zeby nie wracal dopoki nie zalatwi
            sprawy
            >
            > wiem ze bedzie ciezko bo ja teraz tez staram sie odejsc na probe zeby
            sprawdzic
            >
            > o co chodzi...ciezko jest bo jest obawa ze nie wroci,nie bedzie sie staral
            >
            > ale to nie ma sensu....obie strony musza walczyc i obie strony musza sie
            > poswiecac..inaczej jedna strona cierpi
            >
            > Właśnie stąd ten post,dlaczego mówi, że kocha, czy mówi prawdę a jest zbyt
            odpowiedzialny, by zostawić żonę? Czy ją też kocha, czy można kochąc 2 kobiety
            tą samą miłością?
          • kulka251 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 22:22
            Nie wiesz po co? Bo po prostu jest obca.
    • ala-a Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 12:40
      noi3 napisała:

      > Panowie, mam prośbę. Poradźcie co myśleć, co robić, bo kocham i czuję,że
      > jestem kochana, ale on ma żonę!! Ja jestem sama, jednak wyrzuty sumienia nie
      > dają mi cieszyć się tym związkiem, snuć planów na przyszłość. Ten stan rzeczy
      > trwa już pół roku. W którą stronę iść?

      najlepiej do jego zony,w koncu zna go lepiej..
      moze ona bedzie mogla Wam pomoc;)
      • tygrysio_misio Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 13:00
        najbardziej w takich sytuacjach szkoda jest zony...
    • frankhestain Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 13:10
      z takich trojkatow to sie laduje w maglu na lata a nie w udanym zwiazku
      najpierw rozstanie potem okres zaloby potem nowy zwiazek
      • tygrysio_misio Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 13:12
        ...i zastanawianie sie czy powiedziec obecnamu mezczyznie, co mowic zeby sie
        ewentualnie nie dowiedzial...przeciez cos o przeszlym zyciu trzeba mu
        powiedziec...przeciez sie mu ufa...przeciez nie mozna udawac, ze z nikim sie
        nie bylo i on jest pierwszy
    • markiza_de_sade Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 13:22
      Oj gupia gupia :D Ja tez kiedys mialam klapki na oczach przez dwa lata, o
      zgrozo! Jak nietrudno zgadnac, nie jestesmy juz razem, dalam mu kopa w dupe.
      Tobie radze, zrob to samo, bo ten burak bedzie Cie mamil tak dlugo, jak sie da.
      Albo do momentu, gdy mu sie nie znudzisz. Wybacz ostre slowa, ale taka jest
      prawda. W takim przypadku nie ma punktow widzenia, tu sprawdza sie zawsze jeden
      i ten sam schemat.
      • p.galli Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 13:33
        markiza_de_sade - dokladnie!

        ew jeszce jest opcja ze "pani zona " sie dowie , zrobi mezulkowi dzika awanture
        postraszy walizakami za dzrwiami i rozwodem - i chlopina raz dwa o tobie
        zapomni!
        na ewentualne pytania odpowie ci "przeciez wiedzialas ze mam zone ze nic z
        tego nie bedzie"
        • noi3 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 14:01
          Może to byłoby najlepsze rozwiązanie, bo ja sama nie dam rady odejść.dzięki za
          radę.
          • jacek9167 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 14:11
            Zrób tak jak ja. Skoro na coś nie mam wpływu, to czekam. Rozwiązanie przychodzi
            samo i nieraz bardzo szybko.
    • maly.jasio Nikt nie potrafi dac Ci dobrej rady. 29.01.06, 14:12
      Zebym to ja wiedzial :) Czas bedzie Ci najlepszym doradca...
      Milosc jest slepa. Nie wybiera i nie patrzy na obraczki :)
      • noi3 Re: Nikt nie potrafi dac Ci dobrej rady. 29.01.06, 14:15
        Czekać cierpiąc,łapać chwile i być z nim? czy kolejny raz odejść i czekać co
        zrobi? ja wiem,że czas, tyle że czas działa też na przywiązanie i zbliżenie...
        • tygrysio_misio Re: Nikt nie potrafi dac Ci dobrej rady. 29.01.06, 14:20
          sprobuj go olac mowie ci...ja tez probuje...choc narazie to tylko pokazuje ze
          jestem glupia i naiwna...ale on juz wie ze chce..i wie ze nie moge...ale ja
          jestem coraz silniejsza i kiedys mi sie uda

          jak facet nie bedzie chcial walczyc o Ciebie to niech sie dynda...

          jak nie kazesz mu walczyc to nie bedzie...przeciez tak mu dobrze miec 2
          baby...marzenie kazdego faceta

          oni sa glupi wiesz...temu lubia jak baby ciagna ich za nos....jak tego nie
          robia to wszystko pie..a swa niedojrzaloscia do stalych zwiazkow
        • aga_78 Re: Nikt nie potrafi dac Ci dobrej rady. 29.01.06, 14:24
          kobieto wez sie w garsc i podejmij decyzje! sama napisalas, ze masz wyrzuty
          sumienia, ktore nie pozwalaja Ci sie cieszc tym zwiazkiem! wiec do cholerki, co
          to za lapanie chwil? czas uplywa, ty sie coraz bardziej do
          niego "przywiazujesz", a on? ma jakies blizej sprecyzowane plany? czy tez tak
          sobie "lapie chwile" z Toba? :(
      • rellisys Re: Nikt nie potrafi dac Ci dobrej rady. 29.01.06, 14:18
        miłóść nie patrzy, ale rozsądek tak
        • noi3 Re: Nikt nie potrafi dac Ci dobrej rady. 29.01.06, 14:20
          To właśnie ten nieszczęsny rozsądek nie pozwala mi się cieszyć z życia.
          • rellisys Re: Nikt nie potrafi dac Ci dobrej rady. 29.01.06, 14:23
            on ma żonę, Ty jesteś tą drugą. Jak długo jeszcze ? wierzysz, że będziecie
            razem ?
            • noi3 Re: Nikt nie potrafi dac Ci dobrej rady. 29.01.06, 14:27
              Niestety nie wierzę, ale bardzo bym chciała uwierzyc,że kiedyś. Bez sensu.
              • rellisys Re: Nikt nie potrafi dac Ci dobrej rady. 29.01.06, 14:29
                to go zostaw. Dostajesz tylko odgrzewane emocje, skradziony czas i wyrzuty
                sumienia. I po co Ci to ?
                • noi3 Re: Nikt nie potrafi dac Ci dobrej rady. 29.01.06, 14:34
                  masz zupełną rację, tylko ja go kocham, więc jak znaleźć siły by odejść?
                  • aga_78 Re: Nikt nie potrafi dac Ci dobrej rady. 29.01.06, 14:36
                    sile masz w sobie, tylko musisz ja odgrzebac z tej emocjonalnej plątaniny
                    • tygrysio_misio Re: Nikt nie potrafi dac Ci dobrej rady. 29.01.06, 14:37
                      i pozbawic sie zludzen i wyobrazen jaki on jest fajny...

                      spojrzec na to z boku
                      • rellisys Re: Nikt nie potrafi dac Ci dobrej rady. 29.01.06, 14:37
                        a Ty masz jeszcze złudzenia co do swojego ?
                        • tygrysio_misio Re: Nikt nie potrafi dac Ci dobrej rady. 29.01.06, 14:45
                          mam bo to inna sytuacja:)

                          on nawet nie ma dziewczyny i nigdy nie mial bo latal za interesami i za
                          kolegami:)

                          pozatym szczerze przyznaje mi sie do tego ze lubil sobie poderwac dziewczyne i
                          ja potem rzycic...ze zachowywal sie jak gowniarz itpe...a ja przeciez o tym
                          wiem:) no ale skoro mi o tym wrost mowi to znaczy ze mia jakos inaczej
                          traktuje:)

                          pozatym zauwazylam ze jak ja juz nie chce i chce to skonczyc to on zaczyna sie
                          starac:)

                          teraz on wyjechal...a ja tylko obawiam sie ze to do czego dzoszlismy bedzie
                          tylko mgnieniem w jego odczuciu i jak wroci to wroci tez do tego latnai za
                          kolegami

                          no co jak co ..cudowny ale strasznie niedoswiadczony i niedojrzaly do zwiazku
                          facet mi sie trafil...ale ja wciaz wierze ze to ma sens...kiedys wkonu
                          dojrzeje...moze wlansie teraz

                          pozatym ja wciaz wiecej moge zyskac niz na tym stracic...tylko czuje ze jak
                          puszcze go kantem albo dam odczuc ze mi juz nie zalezy (bo tak rzeczywiscie
                          jest) to on zacznie myslec nad tym...dopiero jak zateskni za mna to przemysli
                          co stracil...teraz widze ze on nie ma pojecia o tym'
                  • tygrysio_misio Re: Nikt nie potrafi dac Ci dobrej rady. 29.01.06, 14:36
                    malo razy dostalas po dupie?

                    wlansie to jest powod....

                    a mi sie wydaje ze jego zona jest najbardziej jednak pokrzywdzona w tym
                    wszystkim..nie uzaaj sie nad soba tylko wez sie w garsc i poszukaj sobie kogos
                    lepszego....napewno jest kupa lepszych lacetow..bo zeby nie wiem jak byl fajny
                    to facet ktory rani tak 2 kobiety na raz jest podlym sku..elem
                  • rellisys Re: Nikt nie potrafi dac Ci dobrej rady. 29.01.06, 14:37
                    ja Ci nie powiem jak, ale to Ty najwięcej tracisz na tym układzie. Może on się
                    na coś zdecyduje, jak odejdziesz, a jeśli nie tzn., że nigdy nie miał takiego
                    zamiaru. A że mówi, że Cię kocha. Jakie masz z tego korzyści ?
                    • noi3 Re: Nikt nie potrafi dac Ci dobrej rady. 29.01.06, 14:41
                      Nie patrzyłam na to z mojej strony, nie szukałam korzyści - po prostu
                      zakochałam się - co nie zdarzyło mi się od kilku lat.
                      • aga_78 Re: Nikt nie potrafi dac Ci dobrej rady. 29.01.06, 14:52
                        ale nie chcesz chyba przez kolejne pol roku przezywac tego samego? motac sie,
                        miec caly czas watpliwosci, wyrzyty sumienia? czasami chyba trzeba byc troszke
                        egosistka :) i popatrzec na to ze swojej strony? zycze ci jak najlepiej, ale
                        takie "zwiazki" z reguly nie maja przyszlosci
                      • madziarez Re: Nikt nie potrafi dac Ci dobrej rady. 29.01.06, 15:43
                        Jestem w takiej samej sytuacji, aczkolwiek od dłuższego czasu (długo by
                        opowiadać) i uważam iż bardzo ważne są powody tego że jest z nią a nie z
                        Tobą..czy to zwyczajny strach, przyzwyczajenie, czy to zwykła wygoda. Myślę,
                        że to powinniście sobie wyjaśnić, szczera rozmowa na pewno otworzy Ci oczy i
                        będziesz mogla podjąć tą decyzję sama, bo tak naprawdę nikt kto sam tego nie
                        przeżył nie może być dobrym doradcą. Są różne sytuacje i wbrew pozorom różni
                        mężczyźni. Znam osoby którym to się udało...Pozdrawiam
                        • noi3 Re: Nikt nie potrafi dac Ci dobrej rady. 29.01.06, 16:03
                          Też jestem dłużej a pół roku liczę od momentu, kiedy uświadomiłam sobie,że go
                          kocham tak naprawdę i szczerze. Rozmawialiśmy- nie lubi pytania dlaczego się
                          ożenił.
                          • madziarez Re: Nikt nie potrafi dac Ci dobrej rady. 29.01.06, 16:12
                            A pytałaś dlaczego nie chce odejść i być z Tobą??
                            • noi3 Re: Nikt nie potrafi dac Ci dobrej rady. 29.01.06, 16:17
                              Ja? nie pytałam, bo to niemożliwe - wyrzuty sumienia by mnie zjadły.
                              • madziarez Re: Nikt nie potrafi dac Ci dobrej rady. 29.01.06, 16:27
                                Pewnie jak już ktoś wcześniej wspomniał nie da się zbudować szczęścia na cudzej
                                krzywdzie, niestety w życiu bywa różnie..czasem czlowiek spotyka swoją połówkę
                                w najmniej oczekiwanym momencie, pojawia się prawdziwe uczucie i nie ma na to
                                siły. Ludzie się rozstają i bywają jeszcze szczęśliwi ale tylko wówczas gdy to
                                jest prawdziwa miłość a nie chwilowe zauroczenie czy wybryk. Ja też nie czuję
                                się dobrze w takiej sytuacji ale ona jest i uważam że przytrafiło nam się coś
                                naprawdę wyjątkowego i tylko pojawia się pytanie czy warto o to walczyć, czy
                                poczekać..bo jeśli są wątpliwości to lepiej odejść bo z czasem bedzie jeszcze
                                gorzej...
                  • farbowana_blondyna Re: Nikt nie potrafi dac Ci dobrej rady. 29.01.06, 14:52
                    Już wyżej ktoś to napisał, ale chyba nie wzięłaś sobie tego do serca za bardzo:
                    kochac to pozwolić komus odejść!
                    Nie trzymaj go na siłę. Jeśli przez pół roku odchodziliście od siebie i
                    rwracaliście po kilka razy... to trochę duzo jak na pół roku chyba.
                    Poza tym jak z nim zostaniesz to zawsze bedziesz miała wątpliwości czy i Ciebie
                    nie wymienił na lepszy model, tak jak kiedyś żonę. Nie bedziesz miala do niego
                    zaufania.
                    Mówisz, że on mówi, że Cię kocha, ale czy Ty czujesz, że on Cię kocha. Pewnie
                    nie, bo inaczej tego wątku by tu nie bylo.
                    Trzymaj się.
                    • noi3 Re: Nikt nie potrafi dac Ci dobrej rady. 29.01.06, 16:05
                      czasem jestem przekonana,że mnie kocha, ale są i dni zwątpienia. Z drugiej
                      strony boję się odejść - przeze mnie stracił przyjaciela, wiem,że jest samotny
                      mimo tłumu kolegów, żony, koleżanek. Czasem mam wrażenie,że ma tylko mnie.
    • byly2 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 17:04
      Miałem podobną sytuację jak Ty i on.
      Zrobiła dokładnie tak jak radzicie.
      Odeszła.

      Nie walczyłem bo normalna męska, natura, nie pozwoliła mi na to.
      Miłość choć była (bardzo mocna) odeszła wraz z kobietą którą kochałem.
      • madziarez Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 17:09
        gdyby nie odeszła nadal byś to ciągnął???
        • byly2 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 17:21
          madziarez napisała:

          > gdyby nie odeszła nadal byś to ciągnął???

          Gdyby nie odeszła byłbym szczęśliwy.



          aga_78 napisała:

          > Pytam, bo podobno mezczyzni to zdobywcy i lubia walczyc :)

          Uwielbiają walczyć. I nie znoszą porażek jakim było zostawienie mnie. To że
          mnie zostawiła nie pozwoliło mi na walką.


          > madziarez napisała:
          Raczej nie sądzę że to była wielka miłość bo być walczył :)))

          Cieszę, że wiem lepiej jaka była to miłość.
          • madziarez Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 17:25
            byly2 a powiedz, zostałeś z zona z własnego wyboru i nie jesteś szczęśliwy?? To
            po co?? Nie warto było zaryzykować?? Czy to właśnie nie leży w męskiej
            naturze..Nie uważasz że marnujesz coś????
            • byly2 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 17:31
              Odpowiedziałem autorowi na postawiony problem.
              Życzę każdemu przeżycia pewnych sytuacji, pewnych zdarzeń a dopiero wówczas
              sugerowania rozwiązań innym. Odnoszę bowiem wrażenie, że w większość
              wypowiadają się teoretycy.
              • madziarez Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 17:33
                I tutaj się mylisz..Zapytałam bo mam bardzo skomplikowaną sytuację i ciekawa
                jestem właśnie opinii mężczyzny który to przeżył bo uważam że tylko taki
                człowiek może obiektywnie się wypowiedzieć
                • byly2 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 17:47
                  Pytaj wiec konkretnie. Bo teoretyzowanie nie wychodzi na dobre nikomu.
                  • tygrysio_misio Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 17:57
                    wiec ja pytam konkretnie czy zostawil bys zone dla niej gdyby nie odeszla...
                    • byly2 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 18:00
                      Nie.
                      Nigdy nie było takiej potrzeby aby zostawiać swoje rodziny. Oboje o tym
                      wiedzieliśmy. Rozmawialiśmy o tym wielokrotnie.
                      • tygrysio_misio Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 18:01
                        ona tez miala meza?
                      • madziarez Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 18:05
                        to powiedz mi czy to z mojej strony wielka naiwność wierzyć że będziemy
                        szczęśliwi?? Bo z tego co zdarzyłam poczytać na forum to żaden facet nie ma na
                        tyle odwagi aby rozpocząć nowe życie chociaż obecne jest straszną
                        pomyłką...zastanawiam się o co chodzi?? po co te slowa KOCHAM skoro i tak
                        wiecie że takie związki są nierealne (mam na mysli mąż, żona i kochanka-ta
                        zawsze najgorsza)
                        • zdzichu-nr1 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 18:15
                          madziarez - uwierz mi, że jest piekielnie trudno definitywnie zamknąć za sobą
                          np. 10 letni rozdział z żoną, jeżeli np. żona cię nadal kocha, desperuje,
                          płacze itp. Zauważyłem, że to kobietom łatwiej przychodzi zburzenie
                          dotychczasowego związku. Faceci są bardziej bojaźliwi i ostrożni. No i
                          najważniejsze - konsekwencje odejścia dla faceta są prawie zawsze bardzo
                          bolesne finansowo. Mój kolega odszedł od żony mimo dwójki małych dzieci i jest
                          właściwie bankrutem zmuszonym do dorabiania na czarno żeby przeżyć.
                          • madziarez Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 18:46
                            Wiem że kobiety szybciej podejmują decyzję, ale uwierzcie panowie że nie
                            planowałam się zakochać w żonatym mężczyźnie, zawsze miałam pewne zasady. Tak
                            wyszło i to po dlugiej znajomości, ja gdy to zrozumiałam odeszlam od człowieka
                            z którym byłam 6 lat, miałam ułozone z nim życie jednak byłabym nie w porządku
                            oszukując go. Zrobiłam to nie zakładając że moja obecna miłość weźmie rozwód
                            itp..po prostu nie mogłam żyć na dwie strony, zostawiłam mu wszystko i
                            postanowiłam zacząć od nowa..Mój kochany ma sytuacje jasną bo jego żona wie że
                            ma kogoś od dawna, problem w tym że ona robi mu wielkie problemy (szantaże,
                            awantury, groźby że nie zobaczy dzieci a wspomnę że chłopcy są z nim bardziej
                            związani niż z matką, znam ich i nie mogę patrzeć na tą szarpaninę) Spedzamy
                            razem ferie, święta, sylwestra, widujemy się cały czas, wiem że mnie kocha i
                            wierzę że to jest właśnie to. Już teraz jego małżeństwo nie istnieje i to wiem,
                            nie jestem z tego dumna, bo to jest zawsze krzywda dla kogoś ale taką decyzję
                            podjęliśmy wspólnie, jesteśmy dorośli. Nie ma rozwodu w dalszym ciągu , jest
                            problem z dziećmi i nie wiem czy warto czekać, czy to minie, nawet jak to
                            wielka miłośc. Też powiedziałeś byly2 że to była miłość a jednak....Chyba
                            szukam jakiegoś pocieszenia i wytłumaczenia dla tej sytuacji..Nie wiem..Wiem
                            też że to nie kwestia finansowa, ja dobrze zarabiam, mam mieszkanie, on na tyle
                            dobrze żeby zapewnić chłopakom wszystko czego potrzebują i nam również....
                          • aga_78 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 20:37
                            Zdzichu-nr1! az mam ochote bic ci brawo :) naprawde! twoj post powinien wisiec
                            gdzies u gory jako mala "przesroga" dla kobiet (choc nie tylko) :)
                            Zazwyczaj jest tak, ze kobietka nie planuje zakochiwac sie (no bo jak to niby
                            planowac?), ale ... im bardziej w to brnie, tym bardziej rodza sie uczucia! A
                            sytuacja na koncu w wiekoszci przypadkow jest taka sama ... marzenia
                            marzeniami, milosc (?) miloscia (?), a zycie swoja droga...
                            • zdzichu-nr1 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 20:51
                              Wiesz Aga, nie wiem, czy jest sens wieszać takie teksty w widocznych miejscach.
                              Ludzie nie lubią bolesnej prawdy. Zawsze wolą żyć złudzeniami. Zresztą popatrz
                              na wyniki wyborów...
                              • aga_78 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 20:56
                                Wiem, ze nie lubią ;/

                                zdzichu-nr1 napisał:
                                > Zresztą popatrz na wyniki wyborów...

                                no wlasnie! :(
                                a mogloby byc inaczej...
                                • madziarez Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 20:58
                                  A wy nie macie złudzeń???

                                  :))
                                  • aga_78 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 21:26
                                    jasne, ze czasami mam :) ale nie na tyle silne, by nimi zyc, by nimi sie
                                    karmic. po roznych doswiadczeniach zyciowych :) chyba nauczylam sie (?) trzezwo
                                    oceniac rozne sytuacje :)
                        • byly2 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 18:17
                          madziarez napisała:

                          > to powiedz mi czy to z mojej strony wielka naiwność wierzyć że będziemy
                          szczęśliwi?? Bo z tego co zdarzyłam poczytać na forum to żaden facet nie ma na
                          tyle odwagi aby rozpocząć nowe życie chociaż obecne jest straszną pomyłką...

                          Nie musi być pomyłką. Po prostu czasmi jest po prostu tak, że nie można być
                          razem i nie można rozpocząć nowego życia. Wówczas MUSI wysarczyć to co
                          niektórzy nazywają drugim życiem.

                          > zastanawiam się o co chodzi?? po co te slowa KOCHAM skoro i tak wiecie że
                          takie związki są nierealne (mam na mysli mąż, żona i kochanka-ta zawsze
                          najgorsza)

                          One są realne. Jednak wszystko zależy od wzajemnego podejścia do niego.
                          Pasożytnictwo oczywiście należy tępić. Jeśli (np. jesteś stanu wolnego)
                          będziesz wymagała od mężczyzny aby zostawił swoją rodzinę i wiązał się z Tobą
                          oczywiście masz rację nie zrobi tego.
                          Ale jeśli my oboje mieliśmy swoje rodziny, których zgodnie uznaliśmy nie
                          będziemy zostawiali to było to bardzo dobre (cóż za przewrotność słowa)
                          rozwiązanie.


                          Wszystko było jasne i zrozumiałe.
                          • noi3 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 18:39
                            Myślę,że nie wszystko było jasne i zrozumiałe przynajmniej dla niej, skoro
                            odeszła.
                          • madziarez Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 18:56
                            I powiem Ci że ja od niego niczego nie wymagam, to właściwie on wszystko
                            postanowił..Nie mogłabym na siłę kogoś do czegoś zmuszać a już na pewno nie w
                            takiej sytuacji Ja po prostu powoli tracę siły, ona (pewnie ma swoje ku temu
                            prawa) ciągle robi same złośliwości tj. świadomie nie zajmuje się dziećmi etc
                            i dlatego pytam czy to wogóle ma sens???
          • tygrysio_misio Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 17:30
            gdyby zostala zostwil bys dla niej zone??
          • noi3 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 08:42
            Cieszę, że wiem lepiej jaka była to miłość.
            wiesz, co "były2"to chyba nie była miłość, bo miłość jest wieczna.
      • aga_78 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 17:10
        Mam nadzieje, ze sie nie uniesiesz byly2. -> Meska natura nie pozwolila Ci na
        walke o nia? Czy moze wzgledy typu: zona?
        Pytam, bo podobno mezczyzni to zdobywcy i lubia walczyc :)
        • madziarez Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 17:15
          całkowicie się zgadzam :) myślę że to prosta kalkulacja realnej opłacalności,
          mam na myśli stabilizację i wygodę. Raczej nie sądzę że to byławielka miłość bo
          być walczył :)))
      • tygrysio_misio Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 17:20
        to nie "normalna męska, natura" pozwolila jej odejsc lecz to ze nie odezles od
        zony...


        klamiesz poprostu i juz...jakby nie odeszla to bylismyscie razem???
        czy dalej bys ja ranil traktujac jak "zastepstwo" jak zona ma okres albo jest w
        pracy??


        gdybys kochal to bys z nia teraz byl....zostawil bys zone dla niej...chciales
        miec 2 baby to teraz za to placisz
        • bullowy Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 18:22
          dokładnie tak,trzeba byc przede wszystkim wobec siebie w pożadku tzn.nie
          ściemniac tylko powiedzieć prawde żonie.Miłosci nie da się oszukać i żadne tu
          obrączki nic nie dadzą.A nie udawać ,ze wszystko jest ok.,tego i tak długo nie
          da się ukrywać.
          Prawdziwy facet tak postępuje.
        • noi3 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 18:44
          Może to nie chodzi o odejście od żony, skoro ona też miała rodzinę, tylko
          pokazywanie,że jest tą najważniejszą?
          • tygrysio_misio Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 18:49
            skoro autor objawil pozniej ze miala rodzine to przytakne...

            a moze nie chciala ranic meza...
            a moze ja to ranilo
            nie da sie na dluzsza mete tak zyc...
          • byly2 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 22:01
            > Myślę,że nie wszystko było jasne i zrozumiałe przynajmniej dla niej, skoro
            odeszła.
            > Może to nie chodzi o odejście od żony, skoro ona też miała rodzinę, tylko
            > pokazywanie,że jest tą najważniejszą?

            Więc jeśli odejdziesz i weźmiesz tzw. "czas dla drużyny" ja obecni tutaj
            podpowiadają życzliwie, możesz spotkać się z sytuacją jaką ja miałem. Z
            męskiego punktu widzenia opisałem jak to wyglądało.
            • noi3 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 06:37
              Ale pogodziłeś się z tym i jesteś szczęśliwy? Czy raczej nie możesz odżałować
              jej braku? Rozstanie wpłynęło na poprawę jakości twojego małżeństwa, czy nie?
              • fifa28 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 07:32
                Noi, może to smutne co powiem ale lepiej się zastanów nad obdarowaniem miłością
                innego pana, wolnego i zdecydowanego :)) Szkoda czasu na rozterki, życie jest
                zbyt krótkie, żeby tracić czas dla kogoś kto na to nie zasługuje.
                • noi3 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 08:37
                  Dlaczego nie zasługuje? Myślisz fifa28,że to proste zakochać się? Ja nie
                  potrafię zauważać innych facetów.A z drugiej strony cierpię, jak on idzie z
                  żoną do kina, na dancing,na zakupy do ich domu- mi nie wolno pokazywać się z
                  nim publicznie i wtedy właśnie mam ogromną ochotę zostawić i nie oglądać się za
                  siebie,ale co jeśli kocha mnie naprawdę? Nie poradzę sobie ze świadomością,że
                  znowu to ja byłam ta zła.
                  • fifa28 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 09:35
                    Noi wiem jak to jest ciężko..wierz mi, z własnego doświadczenia. Jeśli Cię
                    kocha to powinien coś z tym zrobić.., jeśli nie potrafi to jest po prostu
                    tchórzem i z tego powodu szkoda marnować czasu.To trudna sytuacja, tak naprawdę
                    to niewiele powiedziałaś na temat jak ten związek wygląda, by móc coś
                    sensownego wywnioskować.
                    • byly2 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 10:41
                      > Jeśli Cię
                      > kocha to powinien coś z tym zrobić.., jeśli nie potrafi to jest po prostu
                      > tchórzem

                      Napisz (skoro masz doświadczenie) co powinien i jak z tym zrobić. I na czym w
                      ich przypadku polega tchórzostwo? Bo jakoś nie rozumiem Twojego sposobu
                      myślenia?
                  • p.galli Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 10:33
                    Moi
                    przeczytaj to co napisala justysia32...dawno nie czytałam rownie madrego
                    podejscia ;)

                    a pytanie - czemu uwazasz ze ty bylabys ta zla? hmmm przeciez to nie ty
                    oszukujesz zone tylko on:)
                    • p.galli Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 10:34
                      ...justysia34 (a nie 32):)
              • byly2 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 10:39
                Jakość małżeństwa możka kształtować bez względu na to czy się jest z kimś
                drugim czy też nie. Po rozstaniu sugerowano mi abym odreagował, szukając sobie
                nowej "znajomości". I uwierz gdybym posłuchał lub gdybym zastosował się do
                wszystkich rad, które tutaj czytam, znienawidziłby samego siebie. Teraz jestem
                tylko z żoną. Jedyne co mi pozostało to wspomnienia wszystkich chwil wspólnie
                spędzonych.
      • facettt czegos nie zrozumialem... masz jaja? 31.01.06, 14:06
        byly2 napisal :)

        Nie walczyłem, bo normalna męska, natura, nie pozwoliła mi na to.

        - normalna meska natura - to raczej nakazuje walczyc.

        Miłość choć była (bardzo mocna) odeszła wraz z kobietą, którą kochałem.

        - rzeczywiscie jestesmy z innej gliny... Nigdy bym nie pomyslal,
        ze milosc odchodzi wraz z kochana kobieta, ktora odchodzi...

        Dla mnie niekiedy bardzo dlugo jeszcze pozostaje...

        Zdaje sie, ze masz tkzw. wysoka inteligencje emocjonalna :)


    • anxiety3 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 19:49
      W którą stronę iść?

      Jak najdalej od niego.
    • kalina42 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 29.01.06, 22:43
      skieruj Swoje kroki w przeciwnym kierunku aniżeli on podąża.Nie warto łudzić
      się,że sytuacja ulegnie zmianie.Żyje się tylko raz!!!Nie prześpij
      życia.Pozdrawiam i życzę najlepszego!
    • gczern Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 09:32
      Przykro mi ale facet jest nieszczery i bez jaj bo skoro jego żona nic nie wie
      to znaczy że facet nie chce zakończyć tego związku, jest wygodny, jest kłamcą i
      nawet jeśliby kiedykolwiek miał tą żonę opuścić to tak samo może okłamać ciebie
      w przyszłości. W sumie dziwię się że jeszcze żyją tak naiwne kobiety które
      łudzą się że żonaty facec który natychmiast się nie rozwodzi traktuje je jako
      coś więcej niż rozrywkę
      • p.galli Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 10:41
        Wiecie co...
        tych watkow o trojkacie (pisanych przez te "tzrecie") bylo juz mnostwo i na tym
        forum i na forum "Kobieta" i na forum "Psychologia"
        od groma ich i jeszce troche ..... i wszystkie powielaja jeden schemat:
        dziewczyna pisze - ze go kocha, ze nie ma "sumienia" kazac mu odejsc od zony,
        ze nie ma "sily" zeby samej od niego odejsc
        No i wszyscy sie produkuja ze jest naiwna, zachecaja zeby te sile na odejscie
        znalazła itd.
        a... i tak nic z tego nie ma, ona tkwi dalej w zwiazku bez przyszlosci, rąk ,
        nog i głowy i jakiegokolwiek sensu i perspektyw na happy end
        co ciekawe nigdy nie przeczytalam ani jednej pozniejszej wypowiedzi ze zone
        zostawil i ze sa razem, ze szczesliwi, ze warto bylo /:)
        wiec wydaje mi sie ze takie produkowanie sie nasze tu jest lekko bez sensu -
        ona i tak nie poslucha i dopiero jak dostanie po dupce i wszystko sie rozwali
        to usiadze zaplacze i powie ze wszyscy mieli racje

        ehhh tylko jedno mnie wkurza - facet ma spaprane zycie z nudna niekochajaca go
        zona, jest biedny samotny niezrozumiany i niekochany przez nikogo (oprocz tej
        kochanki oczywiscie) i fajno , mi tam go nie zal
        tylko po cholere spieprza jeszcze tej dziewczynie zycie :-/
        • cleer13 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 10:58
          A mnie sie wydaje ze wiekszośc z was robi podstawowe błędne założenie - ze ten
          (czy wielu innych)facet męczy sie w nieudanym związku z żoną i tkwi w nim
          jedynie z wygody, dla dzieci itd. Z moich obserwacji wynika,ze to nie do końca
          tak jest. Taki pan zwykle kocha swoją zone, z nia dzieli wiele zainteresowan,
          planuje przyszlosc, wakacje i święta,a ta trzecia to potwierdznie własnej
          atrakcyjności, rozrywka, leczenie róznych kompleksów - często zawodowych i
          urozmaicenie. A ze mowi ze kocha - przeciez musi cos mowic, nawet obiecywac, bo
          inaczej by tej dziewczyny nie zatrzymal przy sobie, a jej odejście to bylaby
          porazka. Facet jest gotów powiedzic wszystko co kobuieta chce usłyszec, żeby
          uzyskac zaplanowany efekt. Żona mnie nie rozumuie, kocham tylko ciebie,
          poswiecam sie dla dzieci, wytrzyma jeszcze troche , kiedys bedziemy razem itd,
          itd. Przeciez takei gadki niewiele kosztuja, z czasem dochdzi sie do wielkiej
          wprawy w tych tekstach, a efekt murowany...
          • byly2 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 11:12
            ...i z założenia facet nie może kochać dwóch kobiet. Tak?
            Bzdura.
            Może, i nie musi "ściemniać" i wciskać "piękne słówka", nie musi oszukiwać by
            osiągnąć jakikolwiek cel. Tylko pytanie co jest tym celem? Dla większości z
            was, jak rozumiem facet mający kochankę jest znudzony własną żoną. Głównie pod
            kątam fizycznym i seksualnym. Bo jakoś nie potrafię się doszukać w wypowidziach
            czegokowiel o uczuciach. Facet = uczucie? Nie pasuje to wam. Próbuję przebić
            się ze swoim zdaniem ale trudno jest bo wszyscy widzicie w kobiecie
            pokrzywdzoną biedną istotę, która notorycznie jest oszukiwana przez mężczyznę,
            chama oszusta i krętacza.
            Mam inne zdanie na ten temat. Jestem przekonany, że zdrowsze.
            Zadałem pytania "noi3" zobaczymy co odpowie.
        • aga_78 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 21:52
          wszyscy daja rady autorce watku, a najwieksze prawdopodobienstwo jest takie, ze
          ona zrobi dokladnie to ->
          p.galli napisała:
          > wiec wydaje mi sie ze takie produkowanie sie nasze tu jest lekko bez sensu -
          > ona i tak nie poslucha i dopiero jak dostanie po dupce i wszystko sie rozwali
          > to usiadze zaplacze i powie ze wszyscy mieli racje

          czlowiek cale zycie sie uczy, najwiecej na wlasnych bledach, ale czasami warto
          posluchac innych ;/
      • byly2 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 10:52
        gczern napisał:

        > Przykro mi ale facet jest nieszczery i bez jaj bo skoro jego żona nic nie wie

        Sugerujesz że wszyscy kochankowie powinny w pierwszej kolejności powiadamiać o
        tym swoje żony i swoich mężów? Ciekawe podejście...


        > to znaczy że facet nie chce zakończyć tego związku,


        Wcześniej pisałem, że nie zawsze trzeba kończyć związek.

        > W sumie dziwię się że jeszcze żyją tak naiwne kobiety które
        > łudzą się że żonaty facec który natychmiast się nie rozwodzi traktuje je jako
        > coś więcej niż rozrywkę

        Pięknie piszesz... tyle, że teoretyzujesz.


        Pytanie do noi3: Czy rozmawialiście o zakończeniu jego związku? Czy tego od
        niego oczekujesz? Czy sprecyzowałaś czego oczekujesz od niego? Czy powiedziałaś
        mu o tym? Czy rozmawialiście?
        Tak, trzymam jego stronę. W 100% rozumiem tego faceta i życzę mu jak najlepiej.
        • cleer13 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 11:08
          Pytanie do były2. Piszesz ze nie trzeba kończyć małżeństwa,zeby życ w nowym
          związku? tzn co? haremik? - dwie kobietki - i to jest fajne? Dla kogo? Dla
          żony? Dla kochanki? Dla faceta? Przeciez męzczyzna w takiej sytuacje też zyje w
          ciąglym napięciu i stresie. I to ma byc sytuacja na stałe? Ja rozumiem,ze mozna
          sie w taki uklad wpakować, ze mozna sie na nowo zakochac, ze jakis czas jest
          potrzebny zeby zorientowac sie ile ten nowy zwiazek jest wart, ale kiedys
          trzeba wybrać, trzeba podjąc decyzje, i powiadomic zone, odejsc, albo
          powiadomic kochankę ze to jednak nie to. Czy ciagniecie takiego trojkata jest
          dla faceta najlepszym sposobem na życie?
          • byly2 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 11:15
            W moim przypadku było tak, że oboje mieliśmy swoje rodziny. Wiedzieliśmy
            doskonale, że nie możemy ich zostawić. Nie chcieliśmy tego. wiedzieliśmy, że
            możemy na siebie liczyć, i to nam wystarczało. Jej widocznie zaczeło to
            przeszkadzać. Być może przeczytała podobny wątek z mnóstwem "dobrych rad".
            • cleer13 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 11:24
              No i tu chyba pies pogrzebany. Jakos nie mogę pogodzic sie z tym, ze facet
              kocha dwie kobiety i jest to tak oczywiste i naturalne. Ja jestem w takim razie
              troche stuknieta, bo nie potrafilabym sie z tym pogodzic i nie potrafilabym byc
              ani pierwszą, ani drugą. Zdarzyla mi sie kiedys taka sytuacja, ale to musi sie
              mozliwie szybko wyjasnic i facet musi podjąc decyzje - zyc sobie w takim
              trojkaciku jako w trwalym , milym ukladzie - nie jakos nie moge... A czy Ty
              mogłys byc jednym z dwoch mężczyzn kobiety która kochasz? Nie przeszkadzaloby
              Ci ze ona przeskakuje z łozeczka do łożeczka, z bliskosci , czulosci itd.
              Oczywiscie jesli Ty nie mialbys nikogo innego wtym czasie?
              • byly2 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 11:34
                > A czy Ty
                > mogłys byc jednym z dwoch mężczyzn kobiety która kochasz? Nie przeszkadzaloby
                > Ci ze ona przeskakuje z łozeczka do łożeczka, z bliskosci , czulosci itd.

                Dokładnie taką sytuację miałem.

                > Oczywiscie jesli Ty nie mialbys nikogo innego wtym czasie?

                A takiej nie. I myślę, że gdybym był tym drugim w sytuacji kiedy ona ma męża to
                przy odpowiednim podejściu i odpowiednim porozumieniu się (np.: że w każdej
                chcili u mnie może się ktoś pojawić i że nie stanowi to problemu) nasz związek
                czy też nasze bycie razem miało by możliwość istnienia.
                • cleer13 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 11:50
                  No cóz pozostaje tylko zapytac innych mężczyzn, czy to co Ty mowisz,oni tez
                  czują - tylko nie mają odwagi powiedzeć, czy tez Ty jesteś taki wyjątkowy -
                  monogamia jest dla Ciebie zbytkiem. Związki wieloosobowe - taki np czworokącik
                  ( w jakim byłeś)to super sposób na zaspokojenie wiekszości potrzeb dla
                  wszystkich, ale jesli zalożyc ze Twoja zona tez by sie z kims związala i mąz
                  Twoje kochanki tez kogos by pokochał - to towarzystwo znacznie by sie
                  poszerzyło - wtedy nie trzeba sie juz ukrywac i życie towarzysko-rodzinne
                  byłoby super - wyobrazam sobie takie swieta - jaka radosc dla dzieci, ile
                  prezentów od wujków i cioć, tylko potem to ustalenie kto z kim tej nocy, a kto
                  z kim nastepnej to moze być klopot. To chyba by trzeba jakis grafik robic, co?
                  Zeby nie bylo tak ze jedna pani wyląduje z mężem i kochankiem równocześnie, a
                  wtedy jeden pan zostanie samotny. To byłoby straszne, bo musialby kogos
                  dokooptować do zespołu, a to mogloby zakłócić rownowage. Ale najwazniejsze w
                  końcu sa - jak pisałeś - uczucia. Grunt zeby sie wszyscy kochali, wiedzieli ze
                  moga na siebie liczyc, rozumieli wzajemnie swoje potrzeby i byli wyrozumiali.
                  Super. Jeszcze chwila i zacznie mi sie to podobac.
                  • byly2 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 11:53
                    nieźle
                    takiego rozwiązanie nie brałem pod uwagę.
            • fifa28 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 11:38
              No dobrze Panowie, ja radziłam Noi żeby odeszła i nie dlatego że uważam że
              wszyscy jesteście tacy sami i to się nie uda, bo w moim przypadku się udało,
              ale to wymagało rozmów i szczerości, bez oszustwa żadnej strony, po prostu on
              naprawdę chciał i nie były to tylko słowa i sprawa była jasna..Dobrze wszyscy
              wiemy że żadna rada nie jest dobra bo serce swoje i nie ma lekarstwa. Ale
              niestety odnoszę wrażenie że Noi sama nie wie czego chce..boi się rozmów a to
              najważniejsza kwestia według mnie.
            • sinsi Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 11:48
              byly2 napisał:

              > W moim przypadku było tak, że oboje mieliśmy swoje rodziny. Wiedzieliśmy
              > doskonale, że nie możemy ich zostawić.
              >Nie chcieliśmy tego.

              bo to mial byc wygodny układ oparty na przyjemności, seksie i czułostkach a nie
              związek na dobre i złe.
              kochanek i kochanka a nie partnerzy.

              ale jednak co innego gdy żonaty z męzatką wzdychają sobie tekstami o miłości
              oboje wiedząc pod skorą ze nie zamierzają dla kochanka/ki prtzewracac swojego
              zycia i rodziny do góry nogami,
              a co innego gdy jedna strona jest wolna, omamiona pięknymi słowanmi i liczy na
              związek a druga strona jest w związku i liczy na darmową odskocznę od
              małżenskiej rutyny.

              >wiedzieliśmy, ż
              > możemy na siebie liczyć, i to nam wystarczało.Jej widocznie zaczeło to
              > przeszkadzać.


              Jej nie widac przestało wystarczać, zaczelo zbyt wiele kosztowac, lub przestało
              być potrzebne.
              Tylko tobie wygodniej bylo tego nie zauważac bo chciales od niej trwania
              wygodnego niezobowiązującego ukladu.
              Kobiety, kiedy sie zakochują to potrafią byc zdecydowane w dzialaniach, i jesli
              czują ze spotkaly kogos wyjatkowego to rozwiodą się o wiele szybciej z
              dotychczasowym mężem, niż mężczyzni w podobnej sytuacji. Mężczyzni wolą
              zapewniac ze "to małzenstwo nic nie znaczy, najwazniejsza jest milosc, wiec mnie
              ku... kochaj a nie żądaj rozwodu!przeciez ci daję milosc wiec o co ci chodzi? ".

              > Być może przeczytała podobny wątek z mnóstwem "dobrych rad".

              byc moze uznała, ze byłes pomyłką. (niejedna tak uznała po romansie pozamałżenskim)
              a być może uświadomiła sobie, że aż tak się od jej męża nie różnisz a z nim
              przynajmniej ma jakąś wspólnotę, która więcej jest warta niz przelotne rozmanse
              i wzdychganie do księzyca z kolejnymi facetami.
              • byly2 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 12:00
                > bo to mial byc wygodny układ oparty na przyjemności, seksie i czułostkach a
                nie
                > związek na dobre i złe.
                > kochanek i kochanka a nie partnerzy.

                Rozumiem, że jesteś kolejną osobą piszącą z doświadczenia, a nie tylko z
                teorii.


                > ale jednak co innego gdy żonaty z męzatką wzdychają sobie tekstami o miłości
                > oboje wiedząc pod skorą ze nie zamierzają dla kochanka/ki prtzewracac swojego
                > zycia i rodziny do góry nogami,
                > a co innego gdy jedna strona jest wolna, omamiona pięknymi słowanmi i liczy na
                > związek a druga strona jest w związku i liczy na darmową odskocznę od
                > małżenskiej rutyny.

                Przytaczam swój przykład. Pokazuję stronę i punkt widzenia mężczyzny.


                > Jej nie widac przestało wystarczać, zaczelo zbyt wiele kosztowac, lub
                przestało być potrzebne.


                być może nie rozmawiałem nigdy więcej z nią


                > Tylko tobie wygodniej bylo tego nie zauważac bo chciales od niej trwania
                > wygodnego niezobowiązującego ukladu.

                Nie lubię słowa układ. A czy mi było wygodniej? Myślę, że oboje wiedzieliśmy
                czego chcemy i z czym się to wiąże


                > a być może uświadomiła sobie, że aż tak się od jej męża nie różnisz a z nim
                > przynajmniej ma jakąś wspólnotę, która więcej jest warta niz przelotne
                rozmanse
                > i wzdychganie do księzyca z kolejnymi facetami.

                Czyli tylko sex? Cieszę się że to kobieta (jak rozumiem jesteś nią) pisze. Bo
                nie chodziło tylko o sex. Przynajmniej z mojej strony
                • sinsi Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 12:09
                  byly2 napisał:


                  > Nie lubię słowa układ. A czy mi było wygodniej? Myślę, że oboje wiedzieliśmy
                  > czego chcemy i z czym się to wiąże

                  zapewne, ale na ogół to kobiety szybciej "coś z tym robą".
                  panowie na ogół nie robią nic, chyba ze któraś z kobiet położy im nóż na gardle.


                  > Czyli tylko sex? Cieszę się że to kobieta (jak rozumiem jesteś nią) pisze. Bo
                  > nie chodziło tylko o sex. Przynajmniej z mojej strony

                  romans to nie jest "tylko sex".
                  i kazdy zauważa różnicę między romansem a przerżnięciem panienki po dyskotece na
                  tylnym siedzeniu samochodu.
                  żona tez tę róznicę zauważa.
        • noi3 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 11:43
          Czy rozmawialiście o zakończeniu jego związku? Czy tego od
          > niego oczekujesz? Czy sprecyzowałaś czego oczekujesz od niego? Czy
          powiedziałaś
          >
          > mu o tym? Czy rozmawialiście?
          Jak mogliśmy rozmawiać? W życiu nie zniosłabym łez jego żony, nie potrafiłabym
          sobie wybaczyć. To patowa sytuacja. oczekuję? to za dużo powiedziane.
          Chciałabym, żeby to mnie kochał(uważam,że nie można kochać 2kobiet), a z żoną
          był jedynie dla dziecka, chciałabym, aby wpadał niezapowiedzianie, bo
          tęskni,aby po prostu kochał.Za dużo?
          • fifa28 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 11:49
            Noi długo byś tego nie zniosła, ciągle byś się zastanawiała czy faktycznie jest
            z Tobą a z nią tylko dla dziecka, po jakimś czasie to męczy, nigdy nie byłby
            tak naprawdę z Tobą..
            • noi3 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 11:54
              Ja cały czas się zastanawiam, dlaczego ze mną jest. Z drugiej strony żona,
              którą znam i wiem, że nie jest dla niego partnerką, bo to widać na kilometr. ja
              nie chcę od niego odejść, tylko znależć jakiś złoty środek, znależć receptę,
              aby poczuć się szczęśliwą. I wiem, że nikt mi tego nie poda na tacy - jedynie
              on sam.
              • sinsi Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 12:03
                noi3 napisała:

                > Ja cały czas się zastanawiam, dlaczego ze mną jest.

                jak to "dlaczego"? bo cię "kocha";))))))) za każdym razem gdy do ciebie wpada.


                >Z drugiej strony żona,
                > którą znam i wiem, że nie jest dla niego partnerką, bo to widać na kilometr.

                w tej kwestii to można wprost uznać że niestety Ty g.... wiesz. To tylko twoja
                życzeniowa wyobraźnia.


                >ja
                > nie chcę od niego odejść,

                tu można zaśpiewac "....oj głupia ty , głupia ty..."


                >tylko znależć jakiś złoty środek, znależć receptę,
                > aby poczuć się szczęśliwą.

                proponuję alkohol, dragi, szprycowanie się- to podnosi poczucie samozadowolenia


                >I wiem, że nikt mi tego nie poda na tacy - jedynie
                > on sam.


                Mylisz się, to Ty masz tę władzę, nie on. Nie zwalaj winy na niego, on jest
                szczesliwy mając żonę i nie wymagająca rozwodu kochankę do dyspozycji. A Ty
                unieszczęsliwiasz siebie swoim postępowaniem. Ale jeszcze widać za nisko
                upadłaś żeby to zrozumieć.



                • fifa28 a czy to na pewno ten jedyny... 30.01.06, 12:17
                  że jesteś w stanie się tak poświęcać, być z nim nawet jak on zostanie przy
                  żonie (napisałaś że to by ci wystarczyło byle mieć świadomość że ciebie właśnie
                  kocha..)?? cierpieć z powodu braku bliskości na codzień?? wspólnych spacerów??
                  wyjść do kina, wyjazdów, wspólnych planów??? Noi ile Ty masz lat? czysta
                  ciekawość..
          • sinsi Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 11:55
            noi3 napisała:

            > Jak mogliśmy rozmawiać? W życiu nie zniosłabym łez jego żony, nie potrafiłabym
            > sobie wybaczyć. To patowa sytuacja. oczekuję? to za dużo powiedziane.
            > Chciałabym, żeby to mnie kochał(uważam,że nie można kochać 2kobiet), a z żoną
            > był jedynie dla dziecka, chciałabym, aby wpadał niezapowiedzianie, bo
            > tęskni,aby po prostu kochał.Za dużo?


            Czego Ty właściwie chcesz od zycia? Czytając tę wypowiedz widze, ze najwyrazniej
            sama nie wiesz.
            Moja propozycja: DOROŚNIJ!
            Inaczej obudzisz sie z ręką w nocniku, a nie jestes juz młoda, zastanów się ile
            lat chcesz przy nim zmarnować, i z iloma fajnymi facetami w tym czasie mogłabyś
            założy rodzinę. W tym czasie który marnujesz na zonatego, i w tym czasie w
            którym przez wiele miesięcy jestes i będziesz nieszczesliwa z powodu tego związku.
            A jak nad własna przyszłośc przedkładasz niezobowiązujący seks w ochach i achach
            z cudzym mężem to zostań z nim ale się tu nie skarż, że to jego wina.
            • noi3 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 12:02
              A czy ja piszę,że to jego wina? Pytałam tylko, czy jest możliwe, że mówi
              prawdę; pytałam licząc,że ktoś mi podpowie, jak poczuć się szczęśliwą biorąc
              pod uwagę wszelkie możliwe rozwiązania z rozstaniem włącznie. Czytałam
              odpowiedzi ludzi, którzy przeszli podobne związki, poszukuje wskazówki. Ty mi
              ją też dałaś/eś. I za to dziękuję.
              • cleer13 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 12:12
                Przeszłam przez to ( 2 lata) i wiem: nie ma takiej mozliwości ,zebys mogła byc
                w tym szczęsliwa. Im dalej tym gorzej. Sa chwilki, kiedy w czasie spotkania z
                nim czujesz sie szczęśliwa, ale potem tym bardziej wpadasz w dół. Potem juz pod
                koniec spotkania bedziesz cierpieć, bo on za chwile wyjdzie, potem juz
                przestaniesz byc taka wspanialomyślna dla jego zony, potem zaczniesz robic mu
                uwagi, wymowki, bedziesz zalewac sie łzami przy pożegnaniu, on bedzie sie
                wściekał, bo żaden chłop tego nie lubi, Ty bedziesz zła na siebie, ze nie
                wytrzymałas,ze sie upokarzasz, ze nie trzymasz klasy - ale to na dłuższa mete
                sie nie da. I w koncu on zwieje. Więc lepiej zrob to pierwsza i od razu.
                • byly2 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 12:14
                  A już myślełem, że myślimy podobnie. Ale skoro jesteś kobietą to obcy jest Ci
                  męski punkt widzenia.
              • sinsi Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 12:18
                Przykro mi. Ale w tym związku nie poczujesz się dłużej szcześliwa. Jesli
                przeszkadza ci żona to niestety ona nie zniknie z twojej głowy nigdy.
                Szcześliwa mogłabyś się poczuc gdybyś teraz odeszła, a on z własnej inicjatywy
                by się rozwiódł i wrócił do ciebie. Ale chyba wiesz, że faceci aż tak mocno to
                nigdy nie kochają;). Zbyt mocno kochają siebie, wygodę i święty spokój.

                Szczesliwa możesz być w innym związku, jeśli go uczciwie zaczniecie, nie
                wielkimi pustymi słowami ale realną wspólnotą.
              • sinsi toksyczne związki 30.01.06, 12:53
                rubina80 napisała:

                > OTWORZ OCZY! radzi K. Miller, psychoterapeutka, autorka ksiazki "Chce byc
                > kochana tak jak chce" :

                > * Podsttawowa praca, jaka mamy do wykonania to zdefiniowac sobie jasno, ze
                > jest nam w zwiazku zle. Jesli kilka razy poczulas ze nie jestes szczesliwa -
                > nie tlum tego uczucia.

                > * Przestan czekac na to, ze jutro bedzie lepiej.W toksycznych zwiazkach
                > pojawiaja sie oczywiscie chwile , kiedy jest cudownie. Tyle ze nastepnego dnia
                > spowrtotem jest okropnie... To wskazowka ze tkwimy w czyms, co nas niszczy.
                > Uswiadomienie sobie tego to juz polowa sukcesu.

                > * Buduj zaufanie do samej siebie. Jezeli poczulas, ze jest ci z partnerem
                > coraz ciezej, to nie wolno tego uczucia tlumic. Nie ma lepszego wskaznika niz
                > nasz wewnetrzny

                > * Badz czujna. Przeprosil juz siodmy raz i znowu zrobil to samo? To oznacza,
                > ze sama siebie oszukujesz i jeszcze pozwalasz na to jemu.

                > * Nie pracuj nad nim. On juz jest gotowy/wyrobiony. Pracuj nad soba! Mozemy
                > zmienic tylke siebie.

                > * Przyjaciolki! Sluchajcie - nie radzcie.

                > Mnie te wskazowki pomogly dodatkowo wyjsc z toksycznego zwiazku. Mam nadzieje
                > ze i Wam wszystkim pomoga! A do tego dolaczam jeszcze swoje przekonanie -
                > pogozmy sie z faktem, ze do siebie po prostu nie pasujemy, poswiecajmy sie
                > ludziom szlachetnym, wartosciowym i podziwiajmy - nie ponizajmy sie wzajemnie.
                > Pozatym zostanmy wierni sobie, a jezeli znajdziemy mezczyzne to tylko takiego
                > przy ktorym poczujemy sie jak kobieta. Mamy byc z niego dumni a nie blagac o
                > akceptacje. Dzialujmy na siebie pozytywnie, nie negatywnie. Przeciez nie
                > kupujemy za ciasnych butow a potem placzemy na sile je probujac rozklepac!
                > Problem tkwi w glowie. Nie dajmy sie ponizac, badzmy wspaniale, pogodne,
                > ciekawe zycia - niech on i kazdy inny nas podziwia! Uciekajmy od wszystkiego
                > co chore i otworzmy oczy i uszy - zycie jest przeciez taaaaaakie piekne! ;-))


                przekopiowalam z innego forum coś co Ci się na pewno przyda. tylko przeczytaj
                uwaznie.
                • noi3 Re: toksyczne związki 30.01.06, 13:04
                  Boję się, że macie racje... Ale odchodząc unieszczęśliwię i siebie i jego.
                  • sinsi Re: toksyczne związki 30.01.06, 13:08
                    wiesz co? nie będż Ty taka instytucja charytatywna...
                    on się szybko pocieszy, jak nie u zony to u innej, tego mozesz byc pewna.

                    a jak chcesz tkwic w tym bagnie pomimo tego, że jestes w tym nieszcześliwa to
                    okłamuj się dalej że kogokolwiek tym postępowaniem uszcześliwiasz.
                  • cleer13 Re: toksyczne związki 30.01.06, 13:15
                    Siebie unieszczęśliwiasz tkwiąc w tym związku i to dzis, jutro i na zawsze. A
                    odchodząc - bedziesz nieszczęsliwa przez jakis czas, wkrotce odzyskasz radośc i
                    spokoj, a potem... to juz wiadomo. Natomiast nad unieszczęsliwianiem jego
                    szczególnie bym sie nie zastanawiala - on nie martwi sie sie ani o Ciebie, ani
                    o zone - choc unieszczęśliwia was obie. Zresztą on wtedy bedzie musial podjąc
                    decyzje - i to bedzie tylko jego decyzja, nie Twoja. Albo zostaje przy żonie -
                    i wierz mi, jeśli bedzie jakos cierpial to krótko, albo odejdzie i pogna za
                    Toba - ale na to bym nie liczyła.
                  • bydlaq Re: noi3 30.01.06, 13:41
                    Nie słuchaj ludzi, którzy mówią Ci jak żyć. Skoro żadnej z tych osób nie
                    wiedziałaś na oczy. Doskonale wiesz jak to jest radzić. Najłatwiej komuś
                    obcemu. Jutro wrzucisz inny temat i znowu pojawi się rzesza ekspertów. A
                    większość rad prawdopodobnie została przepisana z czasopism, których tytułów
                    wolałbym Ci nie przytaczać.
                    Jesteś dorosłą osobą. Ma Ciebie - stracił przyjaciela. Myślisz, że było mu
                    łatwo? Czy nie chciałabyś mieć czasmi w jednej osobie cechy, które posiada mąż
                    i On? Nigdy tak nie będzie. Więc albo będziesz miała czasami jego i czasami
                    męża. Albo męża i marzenia. Pamiętaj, że mężczyźni inaczej okazują miłość. Na
                    pewno okazuje Ci jakoś. Być może najtrudniej jest powiedzieć "Kocham" i
                    dodać "Cię". Ale zawsze to "Cię" jest. Pamiętaj o tym. BKiT.
                    • cleer13 Re: noi3 30.01.06, 14:14
                      To jest jakis pomysł. Własciwie Ty wcale nie musisz kończyć tej znajomości -
                      trzymaj sobie tego kochasia na boku i spokojnie szukaj Faceta Na Życie, na
                      stałe, na dobre i na złe. Zakochaj sie, wyjdź za mąż , miej dzieci - a kochas
                      na boku zawsze urozmaici Ci świat, pomoze kiedy trzeba - tylko czy Ty tak
                      potrafisz?
                      • sinsi Re: noi3 30.01.06, 14:28
                        cleer13 napisała:

                        > To jest jakis pomysł. Własciwie Ty wcale nie musisz kończyć tej znajomości -
                        > trzymaj sobie tego kochasia na boku i spokojnie szukaj Faceta Na Życie, na
                        > stałe, na dobre i na złe. Zakochaj sie, wyjdź za mąż , miej dzieci - a kochas
                        > na boku zawsze urozmaici Ci świat, pomoze kiedy trzeba - tylko czy Ty tak
                        > potrafisz?


                        To męski pomysł na "szczesliwa" życie. Panowie w większości nie majaz tym
                        problemu. :)
                        • fifa28 Re: noi3 30.01.06, 14:34
                          sinsi napisała:

                          > cleer13 napisała:
                          >
                          > > To jest jakis pomysł. Własciwie Ty wcale nie musisz kończyć tej znajomośc
                          > i -
                          > > trzymaj sobie tego kochasia na boku i spokojnie szukaj Faceta Na Życie, n
                          > a
                          > > stałe, na dobre i na złe. Zakochaj sie, wyjdź za mąż , miej dzieci - a k
                          > ochas
                          > > na boku zawsze urozmaici Ci świat, pomoze kiedy trzeba - tylko czy Ty tak
                          >
                          > > potrafisz?
                          >
                          >
                          > To męski pomysł na "szczesliwa" życie. Panowie w większości nie majaz tym
                          > problemu. :)


                          chyba tylko mężczyźni potrafią tak funkcjonować..szczerze to nie znam kobiety
                          która mogłaby być z dwoma jednocześnie i obu mówić KOCHAM :)))kobiety są
                          bardziej uczuciowe i wrażliwe..(oczywiście zawsze są wyjątki :))) chyba że się
                          mylę :))
                    • sinsi Re: noi3 30.01.06, 14:26
                      bydlaq napisał:


                      > Ma Ciebie - stracił przyjaciela. Myślisz, że było mu
                      > łatwo?


                      O czym ty piszesz?


                      > Czy nie chciałabyś mieć czasmi w jednej osobie cechy, które posiada mąż
                      > i On? Nigdy tak nie będzie. Więc albo będziesz miała czasami jego i czasami
                      > męża.


                      Jakim cudem ta dziewczyna ma mieć swojego męża jeśli jest zakochana toksycznie w
                      cudzym? Myślisz, że zostając z tym żonatym i angazując się w niego będzie
                      potrafiła w międzyczasie "kochać" innego i zapewniać go że jest jedyny i
                      przysięgać mu wierność i uczciwość?


                      >Albo męża i marzenia.

                      A co ma teraz? chyba niewiele....oprócz deficytu uczuc, dobrych mysli, planow na
                      przyszlosc, szczerej czystej miłości... który będzie się tylko pogłębiał.


                      >Pamiętaj, że mężczyźni inaczej okazują miłość. Na
                      > pewno okazuje Ci jakoś.


                      I dla tej "jakoś okazywanej miłości" z jego stroby ona ma przekreslić własną
                      przyszłość i własne marzenia?


                      >Być może najtrudniej jest powiedzieć "Kocham" i
                      > dodać "Cię". Ale zawsze to "Cię" jest. Pamiętaj o tym. BKiT.

                      Warto by określić dokładnie to "Cię"... bo autorka, owszem kocha, ale swoje
                      wyobrażenie tego pana a nie jego rzeczywistego kim jest- z dobrodziejstwem
                      inwentarza. A on? zapewne kocha... z nią być. Ale mając wybrać z nich dwóch-
                      wiemy kogo wybierze...
                      • byly2 Re: noi3 30.01.06, 14:43
                        Bydlaq brawo. Normalnie czuję jakbyś był gdzieś niedaleko.

                        sinsi napisała:

                        > bydlaq napisał:
                        >
                        >
                        > > Ma Ciebie - stracił przyjaciela. Myślisz, że było mu
                        > > łatwo?
                        >
                        >
                        > O czym ty piszesz?
                        O tym zapewne
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=35825038&wv.x=1&a=35838710
                        > Jakim cudem ta dziewczyna ma mieć swojego męża jeśli jest zakochana
                        toksycznie
                        > w
                        > cudzym? Myślisz, że zostając z tym żonatym i angazując się w niego będzie
                        > potrafiła w międzyczasie "kochać" innego i zapewniać go że jest jedyny i
                        > przysięgać mu wierność i uczciwość?

                        Po prostu patrzysz krócej niż my z bydlaq-iem (?)



                        > Ale mając wybrać z nich dwóch-
                        > wiemy kogo wybierze...


                        Jesteś niesamowicie niesamowitym psychologiem. Niemyślałeś żeby otworzyć
                        wirtualny gabinet psychologiczny o nazwie "Wim co masz zrobić. Chcesz o tym
                        porozmawiać"...
                        • sinsi Re: noi3 30.01.06, 14:52

                          > > O czym ty piszesz?
                          > O tym zapewne
                          > <a
                          href="forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=35825038&wv.x=1&a=35838710"
                          target="_blank">forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=35825038&wv.x=1&a=35838710</a>

                          nie czytałam tego.
                          Czyli autorka jest z nim ciągle z poczucia winy i lotości że biedaczek sam
                          zostanie tylko z ta niedobra zoną? I tylko autorka może go uratować od
                          nieuchronnego nieszczęścia tym, że z nim zostanie i będzie co wieczór płakać po
                          kątach że jest nieszczęśliwa?
                          Świetny wybór- powinna z nim zostać.




                          > Po prostu patrzysz krócej niż my z bydlaq-iem (?)


                          He he he. Jakbym znajomego słyszała. On też patrzył daleeeeeko, i miłoooością
                          karmił niejedną, a teraz jego kochanka wiesza na nim psy i widzieć bydlaka nie
                          chce a żona rozwód za jego wina przeprowadziła i biedaczek na litość bierze
                          następne naiwne bo on taki samotny...


                          > Jesteś niesamowicie niesamowitym psychologiem. Niemyślałeś żeby otworzyć
                          > wirtualny gabinet psychologiczny o nazwie "Wim co masz zrobić. Chcesz o tym
                          > porozmawiać"...


                          a co? masz jakis problem? To go z żona omów, bo drugi raz ci nie wybaczy.
                          • byly2 Re: noi3 30.01.06, 15:01
                            > nie czytałam tego.

                            Wytłumacz mi proszę jak można zabierać głos w dyskusji czytając tylko ostatni
                            wpis. Ale widocznie można.

                            > a co? masz jakis problem? To go z żona omów, bo drugi raz ci nie wybaczy.

                            Cóż za niezrozumienie tekstu przez innych nie mogę odpowiadać.

                            • sinsi [...] 30.01.06, 15:05
                              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                              • sinsi byly2 to Pascal ................................. . 31.01.06, 11:06
                                Ukrywa się pod tym nickiem ale zdradza go sposób myslenia.
                                Dlatego wyciął powyższą wypowiedz.
                            • byly2 Re: noi3 30.01.06, 15:10
                              A teraz na zakończenie wątku proponuję jedną wielką pyskówkę. Dlaczego:

                              1. Nic już nie można sensownego dopisać
                              2. Teoretycznie już dużo (jeśli nie wszystko) omówiono
                              3. Brak jakichkolwiek konkretów.
                              4. Znamy jedynie wersję jednej zaangażowanej strony
                              5. Każda kolejna wypowiedź będzie mnie jeszcze bardziej drażniła ( wiem
                              powiecie, że mogę nie czytać ;] )
                              6. Nie znoszę teoretyzowania.

                              Wszystkich praktyków zapraszam do rozmowy na priv.
                              • sinsi Re: noi3 30.01.06, 15:15
                                Skąd wnioski, ze ktoś oprócz ciebie samego uważa cię za praktyka który rozumie
                                problem i do tego chce o tym prywatnie z tobą rozmawiać? :)))))))))
                                • byly2 Re: noi3 30.01.06, 15:16
                                  skocz.pl/avej
                        • fifa28 Re: noi3 30.01.06, 14:54
                          HAHAHAHAHA....:)))))) JESTEŚCIE PANOWIE PO PROSTU ŚWIETNI !!!
                          • sinsi Re: noi3 30.01.06, 14:55
                            fifa28 napisała:

                            > HAHAHAHAHA....:)))))) JESTEŚCIE PANOWIE PO PROSTU ŚWIETNI !!!



                            Prawda:)? mitomani pełną gębą :))))))))))
                          • byly2 Re: noi3 30.01.06, 14:56
                            Oj wydaje mi się że nie wszyscy piszący w męskiej osobie to mężczyźni...
    • btabu Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 11:39
      Daruj sobie
      • fifa28 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 11:42
        to daruj to do kogo???
    • btabu Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 11:44
      odpusc sobie
      • cleer13 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 14:54
        Noi - zastanawiasz sie, czemu on z Toba jest. A moze postaw sobie pytanie
        inaczej - czemu mialby nie byc z Toba? Co poswieca żeby z Tobą być - nic, czy z
        czegoś rezygnuje? nie . Przyjaciela stracił - przez Ciebie - nie przypuszczam -
        widac nie byl to jego przyjaciel - to jedyne. Przeciez on tylko zyskuje - ma
        żone, dom , rodzine i Ciebie - Ty rezygnujesz z calego swojego życia zeby byc z
        nim - rezygnujesz z codziennej bliskosci, małżeństwa, dziecka ,domu ,wspolnych
        świat, sylwestrow ,wakacji. Zastanów sie jak bedzie Twoje życie wyglądalo za 10
        lat jeśli nic nie zmienisz.
        • noi3 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 18:14
          Tego mi najbardziej brakuje:świąt, sylwestra,wakacji, wspólnego
          planowania...Ale myślę, że jemu też tego brakuje ze mną.Mogę się mylić, ale tak
          czuję.
          • fifa28 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 18:20
            noi3 napisała:

            > Tego mi najbardziej brakuje:świąt, sylwestra,wakacji, wspólnego
            > planowania...Ale myślę, że jemu też tego brakuje ze mną.Mogę się mylić, ale
            tak
            >
            > czuję.


            Nie martw się Noi, mi też tego brakowało na początku a teraz mamy wspólne
            święta, wyjazdy, wakacje, sylwestra..Zyczę Ci szczęścia i sama zadecyduj co
            dalej, ja czekałam...
    • enkkidu odczep się od niego 30.01.06, 18:34
      :(
    • la_loba Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 30.01.06, 18:52
      W którą stronę ? Zacznij od rozmowy z nim. "Bo kocham i czuję, że jestem
      kochana". Reszta to Twój komentarz, myśli, a co będzie . . "Czuję, że jestem
      kochana" - po co ta cała reszta.
      Być może on też czuje, że jest kochany właśnie w takiej sytuacji w jakiej jest
      i nie widzi teraz powodu, by coś zmieniać. Zmiany spowodują czyjeś cierpienie i
      może się tego obawia ?
    • trea Re: Do noi3.. 30.01.06, 22:58
      • trea Re: Do noi3.. 30.01.06, 23:08
        Przeczytaj ze zrozumieniem odpowiedz justysi34...Uwierz mi, ze nie ma innej
        rady. Jesli czlowiek kocha, to z pewnoscia nie pozwoli ci odejsc...bedzie mu
        brakowalo twojego zapachu, glosu i doleczka w policzku;)...Podjecie takiej
        decyzji nie jest proste, cholernie boli ale oplaca sie.
        Niektorzy niestety maja podejscie podobne do pana "byly2", ktorego wypowiedzi
        nawet nie chce mi sie komentowac...po prostu reprezentuje skrajnie inny system
        wartosci, wiec nie ma szansy na zrozumienie...
        Pozwol sobie na SZCZESCIE!!!

        pozdrawiam serdecznie i zycze odwagi
        trea
        • byly2 Re: Do noi3.. 31.01.06, 09:40
          > Niektorzy niestety maja podejscie podobne do pana "byly2", ktorego wypowiedzi
          > nawet nie chce mi sie komentowac...po prostu reprezentuje skrajnie inny
          system
          > wartosci, wiec nie ma szansy na zrozumienie...


          Ależ ja bardzo proszę o komentarz. Bo powoływanie się na zatwardziałą
          feministkę, jaką jest "justysi34" nie jest dla mnie ani argumentem, ani
          autorytetem, a w Twoim przypadku jedynie klakierstwem i pokazaniem, braku
          własnego zdanie? Czekam więc na komentarz.
          Reprezentujemy z "justysi34" różne poglądy. Może nawet skrajnie różne. Jednak
          swój uważam za zdrowszy i bardziej praktyczny.
          Czekam, raz z jeszcze to powtórzę, czekam na komentarz.
          • nie_zdazylam do byly2 31.01.06, 11:36
            pozwolę sobie powiedzieć <amen> pod Twoimi postami...
            • sinsi do nie_zdazylam 31.01.06, 11:56
              i koniecznie w tym celu zalozyles nowy nick?:)))))
              • nie_zdazylam Re: do nie_zdazylam 31.01.06, 12:07
                średnio dowcipne...
              • gocha033 Re: do nie_zdazylam 31.01.06, 12:12
                sinsi napisała:

                > i koniecznie w tym celu zalozyles nowy nick?:)))))

                to kobieta :)))
                • nie_zdazylam Re: do nie_zdazylam 31.01.06, 12:16
                  widocznie to szczegół dla niektórych zbyt trudny do uchwycenia:)
                  • gocha033 Re: do nie_zdazylam 31.01.06, 12:20
                    nie_zdazylam napisała:

                    > widocznie to szczegół dla niektórych zbyt trudny do uchwycenia :)

                    Nie wszyscy, jak Ty, z_n, maja wyczucie szczegolu :)
                • sinsi Re: do nie_zdazylam 31.01.06, 12:23
                  gocha033 napisała:
                  > to kobieta :)))

                  to, ze sie za nia podaje na forum o niczym nie świadczy :)))
                  • gocha033 Re: do nie_zdazylam 31.01.06, 12:24
                    sinsi napisała:

                    > gocha033 napisała:
                    > > to kobieta :)))
                    >
                    > to, ze sie za nia podaje na forum, o niczym nie świadczy :)))

                    Masz racje, ale kobietom trzeba wierzyc na slowo.
                    Przynajmniej za pierwszym razem :)
                    • sinsi Re: do nie_zdazylam 31.01.06, 12:31
                      gocha033 napisała:

                      > Masz racje, ale kobietom trzeba wierzyc na slowo.
                      > Przynajmniej za pierwszym razem :)


                      Masz racje, więc już wierze na słowo, zeby tego pierwszego razu jj nie psuć:)))
                  • nie_zdazylam Re: do nie_zdazylam 31.01.06, 12:27
                    a jednak.
                    • gocha033 Re: do nie_zdazylam 31.01.06, 12:31
                      nie_zdazylam napisała:

                      > a jednak.

                      a jednak... - trzeba wierzyc?

                      czy

                      a jednak - (jak zapodala sinsi) o niczym to nie swiadczy? :)
                      • nie_zdazylam Re: do nie_zdazylam 31.01.06, 12:34
                        a rozmyślajcie sobie jak musicie:)
                        • gocha033 Re: do nie_zdazylam 31.01.06, 12:37
                          nie_zdazylam napisała:

                          > a rozmyślajcie sobie, jak musicie :)

                          Jak z Toba lubimy, z_n, a nie musimy :)
                          • nie_zdazylam Re: do nie_zdazylam 31.01.06, 12:44
                            no już dobrze, dobrze, mniejsza o formy:)
          • trea Re: Do noi3.. 31.01.06, 15:27
            byly2 napisał:

            > Ależ ja bardzo proszę o komentarz.

            poniewaz "w gruncie rzeczy uwazam, ze jestem...fajna" to prosze bardzo

            >Bo powoływanie się na zatwardziałą
            > feministkę,jaką jest "justysi34"

            czy bardzo uciska cie czaszka??? bo imo tego typu stwierdzenie moze swiadczyc o
            niesamowitym lenistwie umyslowym...moze to trudno zrozumiec, ale moglabym sie
            powolywac na kazdego czlowieka, ktorego poglady na dany temat sa zgodne z moimi

            > nie jest dla mnie ani argumentem, ani
            > autorytetem,

            i nie musi...

            >a w Twoim przypadku jedynie klakierstwem i pokazaniem, braku
            > własnego zdanie?

            tak ...Jej oferta byla zdecydowanie korzystniejsza od Twojej, wiec czemu sie
            dziwisz?;)...

            > Reprezentujemy z "justysi34" różne poglądy. Może nawet skrajnie różne. Jednak
            > swój uważam za zdrowszy i bardziej praktyczny.

            Masz prawo tak uwazac.Wiesz, ja jestem takim typem (byc moze juz wymierajacym),
            ktory o milosci mowi wtedy, kiedy czuje, ze wlasnie dzieki niej nawet ziarnko
            piasku, szum fal czy zapach porannej kawy daje szczescie...pragne tworzyc, byc
            i czuc ....dawac z siebie kazda czastke.....tam nie ma miejsca na oszustwa i
            gierki, na tworzenie bajek na potrzeby chwili...Czerpie radosc, bo jestem z
            Nia....na koncercie, plazy w sklepie wzruszam, wkurzam sie wlasnie z Nia ...
            Kochasz sie z kobieta, przezywasz chwile pelne uniesien, chloniesz iskry z jej
            oczu,upajasz sie ....a pozniej idziesz do kolejnej i ....no wlasnie...co??? Ja
            nie potrafie tak zyc i nigdy po rozstaniu z czlowiekiem, ktorego kocham, nie
            napisalabym tak jak Ty, ze "wraz z jej odejsciem odeszla tez milosc"....Dlatego
            wlasnie wydaje mi sie, ze mnie nie zrozumiesz i komentarz Twoich wypowiedzi byl
            zbyteczny...
            • madziarez Re: Do noi3.. 31.01.06, 15:38
              Brawo!!! chociaż jeden z uczuciami :))
              • noi3 dziękuję Wam. 31.01.06, 15:51
                Wiecie co? jestescie wspaniali- wszyscy. Dzieki waszym odmiennym poglądom
                uswiadomiłam sobie, jakie to wszystko pogmatwane, cieżkie, trudne, ale
                najbardziej pomogły mi ostatnie wpisy. I...poczekam "na tą jedną chwilę, serce
                jak szalone bije...itd" - może spotkam jeszcze prawdziwą miłość. Dziękuję i
                pozdrawiam serdecznie.
                • nie_zdazylam Re: dziękuję Wam. 31.01.06, 16:05
                  ... sama nie wiem, w gruncie rzeczy chyba podziwiam, za umiejętność życia samej
                  z sobą w takim układzie. i to nie ironia.
                  życzę wytrwałości. i czegokolwiek, czego jeszcze potrzebujesz...
                  i kciuki trzymam, żeby dać radę.
                • agni8 Re: dziękuję Wam. 31.01.06, 17:56
                  Szkoda, że nic nie napisałaś o trzeciej osobie z trójkąta.
              • trea Re: Do noi3.. 02.02.06, 15:32
                madziarez napisała:

                > Brawo!!! chociaż jeden z uczuciami :))

                :))) problem polega na tym, ze JEDNA...
                Mysle, ze panowie typu "byly2" tez maja uczucia, ale sraja w gacie na mysl o
                zyciu w prawdzie. Jeszcze ok, kiedy nie plodza dzieci...ale czesto scenariusz
                jest taki, ze wk......a mamusia podciera tylek kolejnemu potomkowi podczas gdy
                tatus puka kolejna panne bo to przeciez "zdrowe i praktyczne"...

                pozdrawiam
                trea
                • klempa4 "Ewo, rajskie dziewcze, nie wykręcisz się dzisiaj 02.02.06, 18:37
                  ogryzkiem, miecz ognisty nie wisi nad nami, Anioł w karty gra z cherubinem.."
                  Kochanka nawet jak z początku kreuje się na Marię Magdalenę, to tak naprawdę
                  kiedys upomina się o uczucie, a wtedy może stać się ofiarą ostatniej nocy z
                  żonatym mężczyzną. A obiecywał, że będzie smakowało...Toksyczny związek tej
                  biednej dziewczyny, szkoda że ten facet nie jest wstanie sam zdecydować i
                  odejść ratując jej młodość. Altruistów brakuje w takim układzie.
          • justysia34 Re: Do były2 04.02.06, 11:04
            Dawno tego wątku nie czytałam, ale wracam, zeby odpowiedzieć Tobie były, ze nie
            jestem, na boga, feministką!! Lubię was, chłopy, niestety, też rozumiem, staram
            się nikogo nie oceniać, bo to impertynencją byłoby z mojej strony. Każdy ma
            swoje życie i swój sposób jedzenia kaszy...
            Starałam się dać radę Noi3 (i po jasną cholerę ;-), chociaż mądre przysłowie
            pszczół mówi, ze dobrymi radami piekło jest wybrukowane...
            Ja też kiedyś byłam taką Noi3, z tym wyjątkiem, ze mieszkałam z facetem, a on
            nie hasał z żoną po dancingach... Toteż wtrąciłam swoje 3 grosze, a sama
            przecież wiem, ze nie po receptę na zycie ty przyszła, tylko żeby pogadać w
            czymś w rodzaju wirtualnej wersji dawnego dzienniczka pensjonarek. Tak naprawdę
            to chce się usłyszeć to, w co się samemu wierzy. Że w końcu może ktoś napisze
            coś, co zabije ohydny kłąb strachu w brzuchu.
            Swoją drogą z racjonalnego punktu widzenia, zaczyna się mieć wątpliwości, gdy
            przestanie działać dopamina - ale zwykle dzieje się to po około roku, dwóch
            latach qasi bezpiecznego związku (niekoniecznie hardcorowego z cudzym mężem).
            Ktoś już tu napisał coś, o czym gorale mówią podczas nauki jazdy na nartach -
            "jak się nie przewróci, to się nie nauczy".
            A z drugiej strony zastanawia mnie fakt, ze na jakiekolwiek racjonalne (hehe)
            stwierdzenia wypowiadane przez kobiety, mężczyźni reagują szufladą -
            "feministka". Jak baba p.... jak potłuczona - to jest blondi, albo barbi, ale
            ten stan rzeczy jest bezpieczny, bo wówczas czują się spokojni i męscy. Nie
            miałam zamiaru dziabać żadnego męskiego ego.
            Chciałam tylko powiedzieć Noi3, ze jak NAPRAWDę ją kocha, to zrobi wszystko,
            zeby być z nią. Panbozia czasem robi nam na złosć i spełnia marzenia....
            Dyskusyjne natomiast (teraz to wiem) jest czy rozsądne jest budowanie
            przyszłości z kimś, kto już ma bałagan w swoim życiu i (wiem, że generalizuję)
            kto myśli li i jedynie pod kątem WłASNYCH przyjemności.
            Nie będę dłużej, bo wyjdzie mi powieść.
            Pozdrawiam,
            Justysia
            P.s. zazdroszczę ci umiejętności "gaszenia światła" - mimo, ze skończyłam z ex,
            ta historia została we mnie, bo łatwo można (mimo wszystko) zerwać "układ", ale
            miłość to już inna kwestia (patrz "Pieśń nad pieśniami"). Chyba, ze łatwiej ci
            utwierdzać się w tym przekonaniu - coś w rodzaju "naprawdę kocham swoją
            teściową" :-)
            Trzymaj się ciepło, Były2 - lepszy twardziel na pozaz niż miałczący mięczak.
            Justa
    • agni8 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 31.01.06, 12:02
      A co ma zrobić żona w takiej sytuacji???
      • cleer13 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 31.01.06, 12:32
        Zgodnie ze "zdrowym" podejściem do życia byłego2 powinna zanleżć sobie
        kochanka, najlepiej żonatego,żeby nie było problemu rozbijania rodziny, żeby
        mozna bylo spojnie życ w czwóreczkę - zaspakajając wszystkie swoje potrzeby.
        • rabea1 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 31.01.06, 12:36
          Znam taka sytuacje.
          Moja znajoma (oficjalnie zdradzana zona, nawet dzieci byly poinformowane)
          otrzymala od swojego zdradzajacego meza propozycje, aby sobie kogos znalazla.
          • agni8 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 31.01.06, 12:42
            I znalazła??
            • rabea1 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 31.01.06, 12:45
              Twierdzila, ze zbyt bardzo kocha meza, aby moc sie innym zainteresowc.
              Bardzo z tego powodu cierpiala.
              Nie chcialabym byc ani przez moment w jej skorze.
              • agni8 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 31.01.06, 12:57
                Najbardziej boli świadomość, że ten "mój, jedyny", za którym świata nie
                widziałam (sic!!!) znalazł inną. I okropne upokorzenie. I co dalej robić??
                Znaleźć sobie nową miłość, czy próbować go odzyskać.
                • rabea1 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 31.01.06, 13:08
                  To chyba zalezy od uczuc. Jezeli istnieja, bedzie walka, u niej juz czwarty rok.
                  Dla mnie bylby taki stan nie do przyjecia, ale to nie moj maz i nie mam trojki
                  malych dzieci.
                  Nigdy nie nalezy uogolniac, bo kazda sytuacja jest inna.
                  • agni8 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 31.01.06, 13:41
                    Jejku!!! Czwarty rok, trójka dzieci!!! Jak ona to znosi?? Bardzo jej
                    współczuję, bardzo:((
        • agni8 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 31.01.06, 12:36
          Jeśli ktoś ma aż tak "zdrowy rozsądek", to czemu nie.
          • cleer13 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 31.01.06, 12:45
            Tylko po co my wtedy mówimy o jakichs małżeństwach, rodzinach. Po co sie
            wszyscy oszukujemy? Jesli to jest zdrowy sposób na życie to miej odwage
            powiedziec o tym swoim najbliższym - żonie, dzieciom, rodzinie,kochance - tak
            chcę życ i uważam ze to jest dobre, słuszne i zgodne z moimi potrzebami.
            Ale takie poglądy to macie odwage wygłaszac tylko anonimowo na forum ,a przed
            bliskimi udajecie wiernych, lojalnych małzonków.
            • agni8 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 31.01.06, 12:49
              Ja nikogo nie udaję, jeśli chodziło Ci o mnie. Nie wyczułaś ironii??
              A najlepiej i najzdrowiej byłoby, gdyby obie go zostawiły w cholerę:)))
              • cleer13 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 31.01.06, 13:41
                Nie myślałam o Tobie. Pisalam to raczej do byłego2, który caly czas lansuje
                tezę ze kochanie dwóch kobiet jednoczesnie to naturalna i normalna sprawa i nie
                widzi w tym nic złego, nikogo nie krzywdzi, wręcz uszczęsliwia obie panie , a
                sam po prostu zaspakaja wszystkie swoje potrzeby. Jest pewny ,ze ma do tego
                prawo - ciekawe tylko dlaczego , skoro taki pewny swoich racji - urywa te swoje
                przekonania przed żna , dziecmi, rodziną. Pewnie dlatego ze oni wszyscy tacy
                głupi i zacofani, nie rozumieją prawdziwego mężczyzny.
                • agni8 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 31.01.06, 13:47
                  Nie prześledziłam całego wątku. No cóż, współczuję żonie... A swoją drogą,
                  logika niektórych osób jest pokrętna i trochę mnie przeraża.
    • iwona334 Gdyby mówil ,że kocha, a mial męża 31.01.06, 15:59
      To by dopiero byl problem :)
    • lajton Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 31.01.06, 18:06
      Dopoki sie nie rozwiedzie, patrz z przymruzeniem oka na wszystko, co mowi.
      Serio.
    • uzdek98 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 01.02.06, 16:04
      dziwi mnie Twoje zdziwienie przeciez jedno drugiemu nie zaprzecza... :)
      • madziarez Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 01.02.06, 21:30
        uzdek98 napisał(a):

        > dziwi mnie Twoje zdziwienie przeciez jedno drugiemu nie zaprzecza... :)


        rozwód rozwodem ale szczerość wobec dwóch stron to podstawa!!!!
    • justysia34 Re: Mówi,że kocha a ma żonę... 04.02.06, 11:38
      Noi3,
      dorzucę jeszczę parę swoich przemyśleń (w wannie mnie oświeciło ;-). Poniższe
      przemyślenia dotyczą generalnie podobnych sytuacji, ale wybacz, że będę się
      zwracała do ciebie. Trochę może niespójne, wybacz.
      1. jak się z nim wiązałaś, był zonaty i albo ten stan ci odpowiadał, to nie
      powinnaś go chcieć zmienić, albo ci nie odpowiadał, to nie powinnaś wchodzić w
      ten ukłąd, a jak już weszłaś, to powinnaś JASNO na początku mu o tym powiedzieć,
      bo poźniej będie jak w tym dowcipie "zawsze był kompocik"
      2. w sytuacji kochanka + żonaty z reguły doczhodzi do sytuacji z marketingu
      żywcem - każdy siebie promuje. Jego zostawiamy - zajmijmy się tobą - promujesz
      swoje wrażliwe podejście, pełne rzecz jasna zrozumienia dla jego z różnych
      powodów pogmatwanej sytuacji i jest to albo:
      a) szczere - to nie pisz o wątpliwościach - bo ich w tym momencie nie masz -
      szczerze żyjesz z nim na jego warunkach
      b) nieszczere - toteż nie pisz, ze nie mogłabyś mu powiedzieć o swoich
      oczekiwaniach, bo wybacz, ale to hipokryzja - uprawiasz seks z żonatym, co cię
      deprymuje i w tym punkcie nie jesteś wrażliwa, a już wrażliwość pojawia się, gdy
      chodzi o wyjaśnienie męczącej cię kwestii pozbycia się żony
      3. no to jeśli jesteś tak wrażliwa i chcesz jego dobra i "oprócz ciebie nie ma
      już do kogo wprost otworzyć ust" (cyt. "taka głupia" - śpiewała K.
      Zachwatowicz), to się dalej poświęcaj, bo w tym układzie nie mam miejsca na
      CIEBIE i nigdy nie będzie.
      4.a w zasadzie chcesz mieć ciastko i je zjeść - tak naprawdę to nie chodzi tobie
      o to co ty masz zrobić, bo chcesz, zeby moc na niego spłynęła i żeby to ona się
      domyślił, co drzemie w czeluściach twojej wrażliwej duszy na dnie i pewnego dnia
      będąc z tobą w (chyba) łóżku (bo gdzie indziej ;-) zeby wrzasnąwszy "eureka!"
      pożeglował do najbliższej instytucji z papierem rozwodowym w zębach.
      5. konkluzja - życie bywa zagadką, ale rozwiązujemy ją sami. Ty podejmujesz decyzje.
      Trzymaj się ciepło.
      Justysia
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka