Dodaj do ulubionych

Historia (nie)banalna...

IP: 213.25.85.* 29.11.02, 13:09
Oto krótka opowieść pełna szczęścia, bólu i trudnych pytań, na które może tu
uda się odpowiedzieć...
Jest Ona i On... Ona żyje z mężczyzną, którego kocha, który kiedyś zostawił
dla niej wszystko, zamierzają się pobrać... On żyje z kobietą, o którą
kiedyś bardzo walczył i której miłość zdobył, są małżeństwem z niedługim
stażem, kocha swoją żonę i spodziewają się dziecka...
Zdawałoby się, nic dodać nic ująć, szczęśliwe życie...
Któregoś dnia jednak, prawie przypadkiem, On i Ona spotykają się, choć
mieszkają daleko od siebie, wcześniej nic o sobie nie wiedząc... Oboje nie
szukają przygód, jednak dzieje się coś, czego nie mogą sobie wytłumaczyć...
Pojawia się ciekawość, fascynacja i coś więcej... Podczas spotkania
ukrywają to przed sobą, obwiniają się, bo przecież to nie tak ma być...
Wracają do swojego życia, do odległych miast, lecz nie mogą zapomnieć... Ona
robi pierwszy krok - wysyła maila pod byle pretekstem...
Ten mail to malutki kamyczek, który uruchamia lawinę, pochłaniającą Ich bez
reszty... Nie mogą pracować - oboje mają dostęp do sieci, pewien komunikator
stał się dla nich miejscem prawie świętym, miejscem tajemnych spotkań, w
którym pada tyle pięknych słów rozpalających Ich coraz bardziej...
Próbują zachować odrobinę rozsądku, jednak próby zerwania wzajemnego
kontaktu, zakończenia tego "szaleństwa" nie udają się... Bo tak naprawdę
oboje tego nie chcą...
Postanawiają się spotkać, choć na parę godzin, w zasadzie nie wiedzą sami co
ma przynieść to spotkanie, z jednej strony może pryśnie złudny czar, a z
drugiej pragną potwierdzenia tego wszystkiego co sobie pisali...
Spotykają się... jest cudownie...jest lepiej niż to sobie wyobrażali...
Jednak po chwilach pełnych szczęścia przychodzą momenty opamiętania, wiedzą
oboje, że ten medal ma dwie strony, że krzywdzą osoby, które przecież
kochają, podejmują więc kolejną karkołomną próbę zakończenia tej
historii....ale ....chyba są na to za słabi.....
Do czego to prowadzi, co mają zrobić On i Ona...?
Czy postaracie się im pomóc ?
Obserwuj wątek
    • Gość: julka Re: Historia (nie)banalna... IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 29.11.02, 13:46
      Chyba jednak ona i on powinni znależc w sobie siłę, żeby zakończyć na tym
      etapie kiedy jak tak cudownie. Jeśliby zdecydowali sie być ze sobą, porzucić
      swoje, przecież wcale udane życie rodzinne, proza życia mogłaby ich "zeżreć",
      prysnełaby cała ta czarowna otoczka.
      Kończąc tą przygodę teraz- do końca życia zachowają wspomnienie
      tej "cudowności", która im sie trafiła i szacunek dla samych siebie, że pomimo
      wszystko nie skrzywdzili swoich żon i mężów.
      Pozdro!
      • Gość: Magdalenka Re: Jak najbardziej banalna... IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 29.11.02, 14:56
        Wlasnie rozplynal mi sie w ustac cudowny ostatni kwalek pieroszkow z kapusta,
        przepis znalazlam na forum "kuchnia"...a tu widze ktos znowu puka, na forum
        mezczyzna i nie pierozkach raczy rozmawiac:))))...A o milosci.
        Tych milosci jest jak pierozkow- duzo i w roznych rodzajach...

        Piszesz ze masz szczesliwe malzenstwo ale nagle spotykasz przypadkiem inna na
        swej drodze, o ktorej myslenie zaprzata caly dzien. A ona w podobnej sytuacji
        czuje podobnie, gdzies kiedys czytalam, ksiazke o "milosci dusz", ponoc zaczyna
        sie calkiem jak w twoim opisie....ale cos tutaj nie gra i nie nalezy bujac w
        oblokach.Cos jest nie tak w twoim domu..bo gdyby tak bylo, nie zauwazylbys
        tej drugiej- moze szarzyzna i monotonia dnia, nadmiar obowizkow, za malo sexu
        ... a byc moze, inne podswiadome ucieczki od twardej rzeczywistosci, daja ci
        znac o sobie w ten oto sposob ? Jaka byla ta pierwsza kobieta twego zycia?
        Twoja mama? Czy jest cos co choc, o drobine przypomina te pierwsza milosc w tej
        nowej kobiecie.
        To moze byc bardzo mala rzecz np: Usmiech, ton glosu, sposob w jaki reaguje na
        twoje slowa i masa innych rzeczy, na ogol bardzo malo istotnych, zapomnianych
        poprzez lata zycia, a gdzies w srodku ciagle kochanych, ale juz na ogol nie
        uswiadamianych .
        Inna sprawa to: bardzo czesto gdy, ludziom zmienia sie zycie ale tak gwaltownie
        np. zmiany w pracy, zamieszkania czy tez narodziny potomka - wypada nagle i z
        nienacka zupelnie nieoczekiwanie ta nowa milosc- "niby" ta "wielka milosc".

        Kazdy czlowiek co jakis czas przechodzi tzw. "revolution" sam jej proces nie
        nalezy do tych najlatwiejszych, zmiany w psychice i mentalne moga byc dla
        jednych bardzo bolesne a inni moga je (po szwedzku nazywa sie to "borttränga")
        ukrywac przed swoja swiadomoscia i szukac w ten sposob ucieczki a najlatwiej w
        cos przyjemnego np w milosc.

        Musisz zrozumiec ze nie ma idealnych milosci.
        kazde zycie z drugim czlowiekiem jest w pewnym sensie "ofiara".
        Porozmawiaj z ludzmi starszymi ..oni maj duuuzo do opowiedzenia.;))

        Wyobrazam tylko sobie, jak bardzo trudna jest decyzja o zapomnieniu o tej
        nowej milosci...Ale daje moja "glowe" ze jak dziecko sie narodzi to ta nowa
        milosc BARDZO zblednie...oj, zblednie:)))Nie podchoc do niej serio i "bron cie
        Boze"-nie zdradzaj zony! Kiedys po latach a moze znacznie wczesniej -przynasz
        mi racje..
        Daj znac wtedy, to nawet moge wyslac cudowna recepte na pierozki "àla
        magdalenka"

        Pozdrawiam
        M


        • Gość: On Re: Jak najbardziej banalna... IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 29.11.02, 23:48
          dzięki za bogatą opinię....

          Wiesz, najbardziej nurtuje mnie pytanie: czy możliwe jest, by kochać dwie osoby
          na raz ? Tak jak napisałaś, istnieją przecież różne rodzaje miłości, jest stan
          zwany zakochaniem, jest miłość dojrzała, jest również miłość braterska itd...
          Czy czasem nie warto zaryzykować dla tych kilku tak niesamowitych chwil
          szczęścia, uniesienia, których przecież tak mało w zwykłym zyciu...
          Wszystko co zostało tu dotąd napisane wydaje sie tak bardzo rozsądne, mądre,
          proste... Jeszcze jakis czas temu to też dla mnie było tak bardzo
          oczywiste..Ale już nie...i już nigdy nie będzie...
          • capa_negra Re: Jak najbardziej banalna... 05.12.02, 11:33
            Odpowiem, krótko na nurtujące cie pytanie.

            Można kochac 2 osoby na raz.
            Kocham 2 mężczyzn od lat - tego z którym jestem i tego z którym nie mogę być.
            Inna sprawa, że jest to potwornie wyczerpujące emocjonalnie - trzeba naprawdę
            duzo siły...




            Gość portalu: On napisał(a):

            > dzięki za bogatą opinię....
            >
            > Wiesz, najbardziej nurtuje mnie pytanie: czy możliwe jest, by kochać dwie
            osoby
            >
            > na raz ? Tak jak napisałaś, istnieją przecież różne rodzaje miłości, jest
            stan
            > zwany zakochaniem, jest miłość dojrzała, jest również miłość braterska itd...
            > Czy czasem nie warto zaryzykować dla tych kilku tak niesamowitych chwil
            > szczęścia, uniesienia, których przecież tak mało w zwykłym zyciu...
            > Wszystko co zostało tu dotąd napisane wydaje sie tak bardzo rozsądne, mądre,
            > proste... Jeszcze jakis czas temu to też dla mnie było tak bardzo
            > oczywiste..Ale już nie...i już nigdy nie będzie...
            • Gość: On Re: Jak najbardziej banalna... IP: 213.25.85.* 05.12.02, 12:47
              Życie nie jest proste i banalne i właśnie cały urok w jego złożoności, w tym,
              że nigdy nie możemy być na 100 % pewni co przyniesie nam jutro i czy nasz
              światopogląd nie odwróci się pod wpływem pewnych wydarzeń o 180 stopni.
              Najbardziej dotyczy to chyba właśnie sfery uczuć i emocji...
    • nancyboy Re: Historia (nie)banalna... 29.11.02, 14:12
      W tej historii jest sprzeczność:

      > Ona żyje z mężczyzną, którego kocha
      > On (...) kocha swoją żonę

      a potem

      > Pojawia się ciekawość, fascynacja i coś więcej...

      Czyli oni kochają podwónie - swoich partnerów i siebie nawzajem. To zakrawa na
      nadużywanie słowa kocham.

      Moja rada? Ona - musi się zastanowić, czy nadal kocha swojego partnera, tego z
      którym żyje. Jeśli nie, nie oszukiwać jego i siebie dłużej.
      On - jest w innej sytuacji. Będzie ojcem. Jeżeli stwierdzi, że nie jest wstanie
      zapewnić szczęśliwej rodziny temu dziecku niech odejdzie i płaci alimenty. Nie
      sądzę jednak, żeby przelotny romans był w stanie zniszczyć coś tak silnego, jak
      możliwość wychowywania dziecka w szczęśliwej rodzinie.

      Pozwolę sobie jeszcze dać radę innym:

      > Ona robi pierwszy krok - wysyła maila pod byle pretekstem...

      Jeśli jesteście podatni na "nowe, fascynujące znajomości", unikajcie ich!
      • Gość: baccar Re: Historia (nie)banalna... IP: 213.231.15.* 29.11.02, 14:42
        No właśnie. Podobnych historii na różnych forach w internecie jest tysiące.
        Myśle, że coś podobnego zdarza sie tym którzy nie doceniaja tego co maja, bądź
        też od początku wiedzieli, że ich obecne związki to nie jest "to" i
        podświadomie nadal nie wyłączali szperacza. Mnie trudno sobie nawet wyobrazić
        że kiedy jestem z kimś wspaniałym to moge spotkac kogoś jeszcze wspanialszego,
        choćby dlatego, że wiem czego szukam w ludziach i jakie osobowości odpowidaja
        mi, a jakie nie.
        • pomadka Re: Historii ciąg dalszy ... 29.11.02, 15:28
          Wyobraźcie sobie, że gdzieś słyszałam ( widziałam ) podobną całkiem historię...
          oto jaki był ciąg dalszy...

          ... byli jednak za słabi na definitywne rozstanie i zakończenie znajomości
          (miłości). Pisali do siebie e-maile, wysyłali SMS-y, starali się spotkać, co
          czasem było nie lada wyczynem, bo ilość kilometrów jaka ich dzieliła była
          zawrotna !
          Aż pewnego dnia jego żona zupełnie przypadkiem dowiedziała się o Niej !!!
          Jego życie zaczęło się komplikować bardzo i coraz bardziej, zaufanie rozpłynęło
          się jak mgła, została gorycz, żal, nie pomogły prośby ,tłumaczenia, że to nic
          nie oznacza, że to tylko taka przelotna znajomość ... odeszła ...
          a Ona ?
          , Ona czuła się tak bardzo winna, że ciężkie chmury poczucia winy zupełnie
          przesłoniły całą radość miłości... nie wiedziała co robić, jak się zachować ?
          Jej związek też nie wyglądał najlepiej, mąż jakiś nieobecny duchem i ciałem...
          zaczeła się zastanawiać, pytać , kojarzyć fakty. Gdy Ona myślała o Nim... w jej
          życie wkradła się "ta trzecia", dopiero teraz zaczęła przypominać sobie
          wszystkie jego wyjazdy, delegacje, późne powroty... Jej życie legło w
          gruzach !!!
          może to dlatego, że sama nie była w porządku ? czyżby los zemścił się na niej ?
          Dzwoniła do Niego, płakała , zwierzała się ze swoich problemów, ale On miał
          swoje problemy i sam sobie też nie potrafił pomóc ...


          • Gość: Magdalenka Re: Historii ciąg dalszy ... IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 29.11.02, 15:59
            Jak tak dalej pojdzie to wspolnymi silami
            stworzymy dobry maus do filmu...
            oczywiscie podzielimy sie dochodem.;)))
            Pozdrawiam'
            M
            • intra Czyli krotko mowiac..... 29.11.02, 22:43
              ....mieszanie realu z wirtualem, czy jak to dawniej sie nazywalo ;)
              rzeczywistosci z fantazjami.
              Wszyscy zyjemy W RZECZYWISTOSCI, lepszej czy gorszej ;)
              Fantazje moga tylko te rzeczywistosc wzbogacic (co moze byc inspirujace, vide
              tzw.artystow)... albo w najgorszym wypadku ja zastepuja (vide najrozniejszych
              typow widzianych np. w kronice policyjnej ;)
              Moim zdaniem, podobnie jak zdaniem paru szanownych przedmowcow, nalezy najpierw
              docenic (lub przynajmniej ocenic), co sie ma.
              A dopiero potem ewentualnie uciekac od tego w swiat fantazji.
              Pomyslcie o tym.

              Pozdro
    • Gość: zmieniona Re: Historia (nie)banalna... IP: *.chello.pl 30.11.02, 00:54
      ojej, to bylo takie piekne i nierzeczywiste az sie rozmarzylam. istna bajka. ale niestety
      nie trwa wiecznie. bajka ZAWSZE ma swoj koniec. niestety.
    • Gość: Tori Re: Historia (nie)banalna... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.11.02, 11:19
    • obecna Re: Historia (nie)banalna... 30.11.02, 11:19
      Hmmm... doskonale rozumiem twórcę tego wątku...i wiem jak drastycznie może
      zmienić się własne życie pod wpływem nowej, wyjątkowej znajomości...wszystkie
      zasady odchodzą gdzieś daleko. I starasz się szukać pomocy u innych ludzi...
      pytasz się ich o radę, jak postąpić w takim wypadu (jak Twój)... i wszyscy
      mówią o jak najrychlejszym zakończeniu takiego związku... a Ty? Wiesz, że to co
      mówią jest rozsądne i racjonalne... lecz nie potrafisz temu stawić czoła....nie
      potrafisz walczyć z takim uczuciem... choć chciałbyś i dokonujesz ciągle to
      nowych prób... lecz wszystkie nieudane. No cóż, jesteś tylko (albo aż)
      człowiekiem i są takie obszary w naszej sferze psychicznej, których nie
      potrafimy zwalczyć... a przecież nasz organizm nigdy nie chce działać przeciwko
      nam, zatem coś w tym musi być.Życie jest na tyle krótkie, że tak cudowne chwile
      (jakie Ty np. spędzasz ze swoją znajomością) potrafią przynieść więcej
      szczęścia niż cały Twój staż małżeński...oczywiście nic nie twierdzę. Nie mam
      niestety rady dla Ciebie... może to tylko stan zakochania, zauroczenia, który,
      jak twierdzą psycholodzy, trwa około 9,5 tygodnia. Moja rada jest taka, żebyś
      wszystko pozostawił biegowi czasu... czas najepiej rozwiązuje wszystkie nasze
      wątpliwości życiowe. I jeszcze... zaopatrz się w pewne hamulce:-) No i
      zastanawiaj się nad każdym Twoim krokiem w kierunku Twojej nowej znajomości...
      tak abyś niczego nie żałował i aby wszystko było piękne... postępuj ostrożnie.
      Hmmm... dobrze wiem, co to znaczy... bo też mi się przytrafiła taka (cudowna)
      sytuacja. I wiem, że niektórzy mogą sobie źle o mnie pomyśleć w tym momencie
      (ja też kiedyś myślałam źle o takich ludziach, którzy mieli stałych partnerów a
      kochali zupełnie kogoś innego... teraz już to rozumiem). Dokładnie moja
      znajomość wyglądała na początku tak jak Twoja! I strasznie walczyliśmy z tym
      uczuciem.... ale ono narastało... no i teraz jesteśmy już razem...i nie
      wyobrażamy sobie życia bez siebie!
      Życie poza tym jest na tyle szare, że dodanie parę kolorków do jego palety
      potarfi drastycznie poprawić naszą siłę doznań i cieszyć się tym, że żyjemy...
      POZDROV
      /:->
    • Gość: Tori Re: Historia (nie)banalna... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.11.02, 12:16
      Twoja żona jest w ciąży! liczy na ciebie? A TY? Zamiast z nią być, dogadzać,
      podsycać ogień w zwiazku, by na długo starczyyło romansujesz z kimś innym.
      Pomyśl co ona by poczuła gdyby się dowiedziała! Serce by jej pękło? A Ty
      piszesz że ja kochasz? Trudno mi w to uwierzyć. Poza tym uwazam, że nie mozna
      kochać dwóch kobiet na raz.Miłośc ma w sobie wyłaczność. Jak kochasz to chcesz
      mieć kogos tylko dla siebie, i byc tylko dla niego. Uwazam, że znudziłes sie
      zona, rzeczywistość z którą sobie nie radzisz was przytłoczyła, bo nie
      pracujesz nad tym by było wam dobrze, ale szukasz ucieczki od tego. A nowa
      kobieta? Jest fascynujaca dopóki z nia nie żyjesz na codzień. Pomyśl ze za parę
      mesiecy, lat byłoby podobnie jak teraz z twoją zona. Wcale nie za rózowo.
      Wszystko co nowe fascynuje. Ale potem trzeba bardzo pracować nad uczuciem, by
      nie zgasło, by było jak na początku, trzeba ciagle podsycać, starać sie,
      rzeczywistosć, ta szara też moze być piękna, ale to zalezy tylko od nas.a gdy
      się nie chce pracowac...To sytuacje takie jak ta same się rodzą. musisz być
      silny i zakończyć ta nowa znajomośc. Musisz być odpowiedzialny. Zapomnij o
      tamtaj, pokochaj od nowa zonę, zakochaj sie w niej. Jeśli jest smutno i szaro w
      waszym związku porozmawiajcie o tym, co mogłoby to zmienić, zacznijcie się
      starac. Wasza szara rzeczywistośc może się stac nage rózowa. To zalezy tylko od
      was. od ciebie. nawet nie wiesz jak bardzo. Kup czasem żonie kwiatek
      , zabierz ja na spacer po parku, na kolacje, na zakupy, sam zobaczysz jakie to
      zrobi na niej wrażenie, i pewnie zechce odpowiedzieć tym samym. Przestań bujać
      w obłokach, one nie sa prawdziwe, możesz szybko z nich spaść boleśnie na
      ziemie, pozostać i bez żony i bez tej nowej. Bądź odpowiedzialny za to co
      oswoiłeś ( to cytat z małego księcia- bardzo mądry zresztą).Przepraszam jeśli
      się trochę uniosłam, naprawdę dobrze Ci życzę. trzymam kciuki! Bądź prawdziwym
      mężczyzna!
      • Gość: Magdalenka Re: Historia (nie)banalna... IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 30.11.02, 13:14
        Droga Tori,
        Pozdrawiam cie serdecznie...i dzieki Ci za emocje
        zwlaszcza ze szczere.

        Jezeli chodzi o zalozyciela watku...
        to on nie chce byc tzw. "Prawdziwym mezczyzna"
        bo to jest ponad jego sily...w innych okolicznosciach mogloby
        wszystko potoczyc sie inna droga...ale czy ta nowa bylaby wtedy tak wielka
        attrakcja? Chyba nie.
        Problem wielu wspolczesnych relacji, lezy na ogol bardzo daleko od osob,
        ktorych na ogol dotyczy. To jest problem bardziej ogolnospoleczny niz
        jednostkowy.Ludzie zyjacy w duzej mierze marzeniami i w iluzjach maja
        trudnosci w spotkaniu rzeczywistosci takiej jak ona jest. W tym wszystkim
        obwiniam najbardziej media, stwarzaniu modelu czlowieka -typie hedonistycznym,
        nastawionym jedynie na branie z zycia wszystkich przyjemnosci jakie tylko mozna
        dostac.Zarowno materialnych, zmyslowych, sexualnych itp.

        Czy mozna przejsc przez zycie nie dajac nic z siebie dla innych bo to "ponoc
        nie warto?" Jak mozna rozwijac swoja osobowosc nie napotykajac na swej drodze
        zycia, twardych i ciezkich sytuacji, ktore wymagaja - zdecydowanych decyzji.
        Kim pozostaje taka osoba, ktora nie potrafi pokonac swoich namietnosci i
        slabisci? Czy jest to ktos, kto jest dumny z siebie, czy tez pewny siebie i
        swoich poczynan?
        Gdzies na koncu tego dlugiego "hedenistycznego kija" lezy ta druga strona medalu
        zwana "strach". Czlowiek , ktory nie jest w stanie stanac czola tym 1000
        prob jakie zycie niesie - placi swoja cene i to jest wlasnie ten strach i brak
        wiary w samego siebie. A ten strach ma duze lapska!

        Osobiscie uwazam, ze nie mozna kochac "na ziemski" sposob dwoch osob w tym
        wypdku kobiet. I tak naprawde to zadna z nich nie jest kochana.
        Ktos kto, naprawde nauczyl sie kochac, znajduje wszystko w jednej osobie i
        czuje sie nasycony..tak jak to mowia nawet naga Merlin M, nie dalaby rady skusic
        takiego mezczyzny- choc wiadomo ze nie wielu mogloby tej pani
        powiedziec "nie":))))
        Milosc jest jak tworzenie obrazu- potrzebuje czasem wielu lat aby z
        pomyslu ,wizji,idei poprzez szkice na papierze a pozniej na plotnie -
        stworzyc prawdziwe dzielo sztuki. Prawdziwy artysta zabiera sie o tego z
        wielka pokora i nadludzka cierpliwoscia.
        I to co najbardziej oddziela go od tej "hedonistycznej teori zycia" to, to ze
        nie ma zadnych oczekiwan - nie ma w tej prawdziwej sztuce pojecia "cos za
        cos"! Bo tworcza praca, to dawanie i dawanie bez konca!

        I tak samo jest z miloscia jezeli nie umiemy oddac sie drugiemu czlowiekowi
        tak bez reszty, to nie jestesmy w stanie go ,kochac.


        Pozdrawiam serdecznie
        M








        • sheana Re: Historia (nie)banalna... 05.12.02, 23:53
          Wiem że kochasz je obie.
          Wiem że brak Ci sił aby skończyć tę znajomość.
          Wiem że MUSISZ to zrobić.
          Wiem że to konieczne.
          I wiem że to możliwe.
          Wierzysz mi?

          sheana
          • Gość: Ona Re: Historia (nie)banalna... IP: *.warta-vita.com.pl 06.12.02, 08:44
            Nie wierzę...
    • Gość: to ja Re: Historia (nie)banalna... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.03, 17:06
      pozdrawiam wszystkich zakochanych:-)
    • Gość: --Michal Ble BLEU - cukier. IP: *.tiaa-cref.org 23.01.03, 23:01
      Niech mi ktos zaraz jebnie insuline bo slabne. Dobrzy ciotki i wojowie
      wlanijcie sobie po secie - i do spania, On kopa w dupa i wez sie w gars a nie
      jeczec, a jeszcze lepiej zamow przeszczep mozgu, skoro nie potrafisz podjac
      decyzji tym, ktory masz, na wypadek gdybys byl ODWAZNY proponuje - kilku
      dresiazy zeby Ci spuscili wpierdol wtedy nabierzesz perspektywy. Nie ma
      rozwiazania (Tak jak nie mozna rozwiazac kwadratury kolo.) TY GLABIE! CZEMU sie
      wszystkim wydaje ze zawsze jest jakies wyjscie, jaka szkoda ze takim malym
      szacunkiem sie w dzisiejszych czasach cieszy honorowa SALWA w LEB.
      • Gość: --Michal Czy ja mowilem ze: IP: *.tiaa-cref.org 23.01.03, 23:37
        JESTEM POJEBANY?
    • Gość: lukrecya Re: Historia (nie)banalna... IP: 213.17.246.* 25.01.03, 19:49
      Bardzo zaciekawił mnie temat - przyznaję. Wtrącę więc swoje trzy grosze.
      Magdalenko to co piszesz jest naprawdę rozsądne, a Michał jest bosski :-)
      Posłuchajcie, co z kolei ja wykombinowałam w tej kwestii... Otóż: czasem tak
      jest w życiu, że żyjemy w związku i czegoś jednak nam w tym związku brak. Każdy
      ma takie przejściowe kryzysy! Czasem w jakimś momencie pojawia sie na
      horyzoncie naszych oczekiwań cudowna alternatywa - ta nowa idealna kobieta lub
      ten jedyny, najwspanialszy, na którego się czekało... Jeśli sytuacja dotyczy
      reala czyli PRAWDZIWEGO życia można się zacząć zastanawiać i można zacząć
      myśleć: zostac ze starym partnerem czy też zaryzykować, skoczyć na głęboką
      wodę? Ale ale... Jeśli chodzi o miłość internetową, komunikatorową...(! hehe...
      to nowe zjawisko w naszych czasach) to radziłabym faktycznie jedno lekarstwo:
      wiadro lodowatej wody na łeb! Bo moi drodzy, sama przez to przeszłam: jestem
      mężatką i nagle pojawia się w moim życiu mówiące okienko i do cholery...
      okazuje się że to okienko, które do mnie mówi jest facetem i to wyjątkowo
      inteligentnym i okazuje się, że rozumiemy się bez słów, że tracimy na siebie po
      kilka godzin dziennie, że rozmawiamy o największym tabu, że jest cudnie, bosko,
      niebiańsko! To euforia. Dzielą nas wprawdzie setki kilometrów ale nic sobie z
      tego nie robimy, bo coś nas przyciąga jak magnes itede itepe. Tylko że
      sukcesywnie cierpią na tym moi najbliżsi... mąz czuje, że się gdzieś oddalam,
      bo nie jest debilem, dzieci to czują... Sama zaczynam z tym wszystkim czuć się
      źle i wtedy siadam i biorę zwykła kartkę papieru i piszę sobie, co jest dla
      mnie w życiu ważne i co kocham. Piszę, że ważna jest rodzina, dom, dzieci, mąż
      tysiąc innych spraw i w pewnym momencie piszę tez słowo "książki". I tu doznaję
      eureki! Zawsze lubiłam dobrą literaturę. Zrozumiałam czym jest zauroczenie
      internetowe. To jest odmiana miłości do literatury, nie do mężczyzny! To jest
      miłość do słowa pisanego, nie do faceta z krwi i kości! Piszę to z całą
      odpowiedzialnością i zdradzę Wam jeszcze jeden sekret. Poznałam moja miłość z
      okienka w realu. Jest atrakcyjnym facetem i podoba mi się fizycznie.
      Spotkaliśmy się nawet kilka razy, ale z każdym spotkaniem stawał się coraz
      bardziej zwyczajny, okazał się fajnym normalnym kumplem a nie tym guru, którym
      był kiedyś. Darzę go wielkim sentymentem po dziś dzień ale życia bym dla niego
      nie zmieniła... Rada jest prosta - kolego - wyłączasz komunikator, wyłączasz
      komputer, bierzesz za ręke swą cięzarną żonę (tak tak... ona potrzebuje tego!)
      i idziecie razem na spacer albo do cukierni zjeść Wasze ulubione ciastka, bo
      żadna książka nawet pisana na żywo nie zastąpi nigdy zapachu prawdziwej
      kobiety, dotyku kochanego faceta. No!
      • Gość: --Michal Moja droga. IP: *.client.attbi.com 26.01.03, 00:30
        Pisalem wyraznie P-O-J-E-B-A-N-Y, nie bosski, chyba ze nie o mnie idzie.
        Napisz nam jednak cos wiecej. Czy ten internetowy-mol-ksiazkowy, spogladal w
        twoje oczeta tak ze dech zapieralo, czy dotykal twojej szyi tak ze krecilo sie
        w glowie, czy szeptal czule slowka na uszko tak, ze oblewaly cie na przemian
        fale zimna i goraca. Powiedz nam Lukrecyjo. Nie zwodz nas, a skoro lubisz
        ksiazki-historie-konfabukacje, to przyzekam ze cos dla Ciebie napisz - w
        zamian za twoja historie, powiedzmy ze opisze sprawe "Kolaski czasu, futeralu
        na skrzypce i ognistego fortepianu".

        Uganialem sie za niejaka Albertyna, ktora na moje wzgledy pozostaje chlodna,
        wystarczylo jednaka ze Przymyslaw-Baobab porownal ja do jakiejs tam
        Malinowskiej a juz sie do niego wdzieczy, i co na to powiesz, nie jestem w jej
        TYPIE wiem ... ale moze TY! Boski to swietny poczatek.
        • Gość: lukrecya Re: Moja droga. IP: 213.17.246.* 26.01.03, 01:42
          Gość portalu: --Michal napisał(a):

          > Pisalem wyraznie P-O-J-E-B-A-N-Y, nie bosski, chyba ze nie o mnie idzie.
          > Napisz nam jednak cos wiecej. Czy ten internetowy-mol-ksiazkowy, spogladal w
          > twoje oczeta tak ze dech zapieralo, czy dotykal twojej szyi tak ze krecilo
          sie
          > w glowie, czy szeptal czule slowka na uszko tak, ze oblewaly cie na przemian
          > fale zimna i goraca. Powiedz nam Lukrecyjo. Nie zwodz nas, a skoro lubisz
          > ksiazki-historie-konfabukacje, to przyzekam ze cos dla Ciebie napisz - w
          > zamian za twoja historie, powiedzmy ze opisze sprawe "Kolaski czasu, futeralu
          > na skrzypce i ognistego fortepianu".
          >


          > Uganialem sie za niejaka Albertyna, ktora na moje wzgledy pozostaje chlodna,
          > wystarczylo jednaka ze Przymyslaw-Baobab porownal ja do jakiejs tam
          > Malinowskiej a juz sie do niego wdzieczy, i co na to powiesz, nie jestem w
          jej
          > TYPIE wiem ... ale moze TY! Boski to swietny poczatek.

          Bosski Michaelu Miquelu Fernandesie P.(intuicja podpowiada mi właśnie, że to są
          te imiona!)

          Nie będe tu opowiadać o moich zabawach w kotki myszki i inne rżnięcie deseczek,
          bo to nie jest przedmiotem tych dywagacyj. Paktu z diabłem więc nie będzie.
          Moja dusza (ech te literówki) pozostanie MOJA! Co do Albertyny... cóż... może
          od Kierkegarda wolała garść tych kolorowych lizaków, które nazywamy powszechnie
          komplimentami? Bywa, mój drogi, bywa... Jednakże kwestia "Kolaski czasu,
          futerału na skrzypki i ognistego fortepianu" zajęła mnie bardzo... Może jakieś
          małe negocjacje? Hm... na jakiej nucie by tu zagrać?
          • Gość: --Michal W qarzdym wypadku. IP: *.client.attbi.com 26.01.03, 02:48
            W karzdym wypadku interesuje mnie bezinteresowny seks. Zalozmy jednak ze dalem
            sie nabrac na bardzo slodki lep lizakowy, czerwonego dywanu VIP, ktory
            przedemna rozwijasz, chowam rogo pod kapelusz, kopyta w cizmy.

            Historia wydarzyla sie w wojennym Sztokcholmie, kiedy to moja dziadek
            przemiazal pozna noce ulice peryferium europy w poszukiawaniu przyjemnosci
            cielesnej, alkocholu czy chocby przyjemnosci cielesnej, mroz szczypal, snieg
            siekl, tubylcy pograzeni we snie nie wyrazali zadnej checi kooperatywy. To
            jednak mosisz wiedziec o moim Dziadku ze bedac genetycznym czechem, trebaczem
            orkiestry gorniczej, z rownym zaciecie poszukiwal uciech alkowy co unikal a
            wszczegolnosci umykal przed wszelkim rodzajem bijatyka, mordobiciem czy wojna.


            No i co, chcesz wiedziec co dalej? Proponuje uczciwa wymiane 7 linijek za
            jedna odpowiedz dotyczaca Twojego romanus w sieci, przeciez to sprawa
            wiryalna, nieprawdziwa. Nic tu nie szkodzi rozwiezlosc jezyka. Co Ty na to?
            • Gość: lukrecya Re: W qarzdym wypadku. IP: 213.17.246.* 26.01.03, 11:11
              Chciałeś bajki? Oto bajka:

              Kiedyś przypadkiem, zupełnie niespodziewanie i bez planu wziął mnie za rękę i
              zabrał do Nieba. I pokazywał mi, co jest piękne, a co jest dobre. I wszystko
              nazywał . „To jest – mówił - para staruszków na leśnej, słonecznej polanie. Na
              ciepłym kocu w przytulną kratę patrzą wspólnymi oczyma, jednym wzrokiem na swą
              przeszłość spełnioną, zwyczajną”. I wypełniał mnie wtedy niczym niezmąconym
              spokojem i była we mnie jasność i pewność nietknięta. I rozumiałam mowę Ogrodu,
              chłonęłam jego zapach, jego barwy i dźwięki. Była tam drewniana ławeczka i stół
              ascetyczny w swej prostocie a my, gawędząc beztrosko, piliśmy zwyczajną herbatę
              z bajkowych, porcelanowych filiżanek...

              c.d.n. ale... teraz Twoja kolej :-)

              • Gość: --Michal Chyba jednak. IP: *.client.attbi.com 26.01.03, 17:53
                No nic wydawalo mi sie ze powiedzialem ze TO JA BEDE ZADAWAL PYTANIA? Ze Cie
                uwiudl to oczywiste, ja bardziej chcialem slyszec wytryskach, pryskajacym na
                wszystkie strony sluzie, kopulacji, zdradzie i krwi a tu co? Trudno.

                Dodac musze, dla jasnosci i kontrastu ze kiedy dziadek blaka sie po ulicach
                wyludnionej stolicy polnocy, ja sam siedze w gabinecie wpatrujac sie w
                wypolerowana rzelaznosc broni palnej kaliber 9 mm, produkcji austryjackiej.
                Wracajac jednak do dziadka, czujacego coraz wieksze zrezygnowanie i rozpacz,
                zagubionego w nieznanej mu calkowicei czesci miasta. I kiedy mial juz siegnac
                za pazuch po piersiuweczke i ulozyc sie do snu w jednej z gorzej oswietlonych
                bram, wydarzyla sie rzecz z rodzju tych, ktore raz tylko moga sie wydarzyc w
                zyciu a i to nie zawsze.
                • Gość: lukrecya Re: Chyba jednak. IP: 213.17.246.* 26.01.03, 18:21
                  Hola! Hola! Bajka opowiada o drżącej mamuśce, która do poduszki czytuje
                  Marqueza oraz o molu książkowym w okularkach od Gucciego! Jak mają wymienić się
                  wydzielinami, skoro się jeszcze nie spotkali? Nie bądź niecierpliwy. Na
                  wszystko przyjdzie pora :-)

                  A zatem opowiadam dalej:

                  Tak wypełnieni sobą, nie przeczuwając niczego postanowiliśmy wypocząć pod
                  jabłonią, a wtedy nagle to się stało. Nagle nic nie musieliśmy już mówić, bo
                  myśli nasze - swobodne jedwabne motyle przelatywały lekko pomiędzy nami. I było
                  tak ciepło, kojąco błogo i słodko. I wyciągnęłam dłoń w górę i chwilę błądziłam
                  nią bez celu. A później, instynktownie bardziej niż rozmyślnie, zerwałam z
                  drzewa jabłko i podałam mu je. I patrzyłam jak zanurza w nim usta i wtedy
                  zgrzeszyliśmy oboje...

                  c.d.n... Rety! Ty masz prawdziwy rewolwer! Woooow!
                  • Gość: --Michal Kogo pragniesz oszukac. IP: *.client.attbi.com 26.01.03, 20:11
                    Wtedy zgrzeszyli oboje? HA-HA. Grzech w nich byl, oni zyli grzechem i inaczej
                    nie mogli. Zgrzeszyli dawno. JA o tym pisalem szeroko w calkiem innem dziel.
                    Ja Ci radzielm nie zadawaj sie z Alberine, wyszarpie serce i da po zarcie
                    hydrze, i tak juz za pozn dla Ciebie. Reworlwel powinien posiadac kazdy
                    mezczyzna do samoobrony, nie jestemy tak odporni jak kobiety na zawirowania
                    zycia i samoobrona w szczegolnosci brze soba samy to wazna spraw.

                    Dziadkowi zdarzyla sie tak jedna jedyna niezwykla rzecz, ktrora zdarza sie
                    wylacznie raz. Sam kiedys myslalem ze mi juz sie ona przydarzyla, kiedy
                    zmuszony dorocznym strajkiem kontrolerow bardzo waznej-powaznej linni
                    lotniczej znalazlem sie na pokladzie calkiem inne, a co wiecej konkurencyjnej
                    linni lotniczej, a moje wejscie na ten poklad poprzedzone zostal ognisat
                    awantura. Lecz kiedy znalazlem sie juz niewiadomo ilary w/w pokladzie, wydalo
                    mi sie ze to wlasnie ta jedna jedyna szalona historia. Poklad abslotnie pusty,
                    moj bilet pisze 6B. 6A cudowne, rudowlose, usmiechniete zjawosko. Sprawa
                    jednak rozwinela sie calkiem inaczej. A dziedek, oop. rozgadalem sie i
                    przekroczylem lymit. No do nastepnego odcinak.
                    • Gość: lukrecya Re: Kogo pragniesz oszukac. IP: 213.17.246.* 26.01.03, 21:21

                      Jak to: "kogo pragnę oszukać"? Cóż za niedorzeczne pytanie! Umówiliśmy się co
                      do tego, że jesteśmy jedynie słowem, literą, znakiem. W tym okienku jesteśmy
                      literacką fikcją, bujdą na resorach, jedną wielką ściemą. Każde słowo tu jest
                      oszustwem, imaginacją, a życie... ŻYCIE JEST ZUPEŁNIE GDZIE INDZIEJ. Dlatego
                      jeśli mowa o Albertynce - mój drogi i troskliwy Papciu - nie boje się jej nic a
                      nic. Mogę bowiem nacisnąć jeden klawisz i wszystko skończyć. Jeśli przestanie
                      mi się podobać zniknę stąd tak szybko jak się pojawiłam, bo życie jest gdzie
                      indziej i strach prawdziwy itepe

                      Wróćmy jednak do baśni:

                      Zgrzeszyliśmy myślą i zgrzeszyliśmy mową i uczynkiem. I nic już nie było jak
                      dawniej, bo nagle staliśmy się nadzy i było w nas tysiąc żądz, tysiąc pragnień.
                      I moja sukienka nie była już ani biała, ani przezroczysta. Miała kolor
                      ciężkiego wina. A mój Przewodnik, mój Mistrz nie był już czystą ideą. Miał
                      ciało, dłonie zachłanne i naprężone pośladki, gryzł i szarpał. I choć wtedy,
                      bardziej niż kiedykolwiek, namacalnie, staliśmy się jednym: jednym drżeniem,
                      jednym rytmem, jednym oddechem, byliśmy już inni, byliśmy obcy...

                      c.d.n...



                      • Gość: --Michal BASTA! IP: *.client.attbi.com 26.01.03, 21:51
                        Koniec! Umowa ZERWANA! JA pisze o rodzinnej klatwie a TY bzdura,sciema? JUZ
                        ANI SLOWA! Z NIKIM SIE NIE UMAWIALEM!
                        • Gość: lukrecya Re: BASTA! IP: 213.17.246.* 26.01.03, 22:22
                          Furiaaaaat! Podrapałabym Cię za uchem a może nawet w nie ugryzła, ale sam
                          wiesz, że to niemożliwe. I tak zrobisz jak Ci się podoba, ale to wiedz, że
                          chciałabym poznać dalsze przygody dziadka a tym bardziej wnusia :-)
                          • Gość: --Michal TYLKO Nie mysl sobie. [futerał] IP: *.tiaa-cref.org 27.01.03, 18:50
                            Ze jestem lasy na drapanie cz gryzienie. BO NIE JESTE. TYLKO OSTRE PIEPRZENIE,
                            takie ze lozok nie tylko skrzypi ale sie rozlatuje. Chodzi o moja reputacje,
                            sugeruje sie mi mianowicie ze cala sprawe zmyslilem. GOWNO! Czas ucieka wiec
                            bez zwloki kontynuje.

                            Mniejsza o rudzilece na pokladzie Krolewskich linii lotniczych. Tymczasem w
                            wojennym Stokholmie. Swist, tetent, lubudu-bu itd. Dziadek odsunal sie w pore z
                            drogi kolaski umocowanej to przystojnego zestawu korsykanskich capow, sztuk 6.
                            Woznica czarnoskory jegomosc, odziany w rozowy plaszcz obramowany pieknie
                            strusimi piorami, zatrzymal dziwaczny pojazd, przesunal wytrenowanym gestem
                            kapelusz na czubek glowy, spojzal na dziadka, i zapytal "biaczes & szit?".
                            Dziadek nic nie rozumiejac odpowiedzial oczywiscie "yawol, her nygar", po czym
                            sprawnie i bez ociagania wskoczyl do kolaski i zakszyknal "Stettin,
                            Schlossplatz 79". Lubudubu, obloki pary, piekielny smorod, dziadek stracil
                            przytomnosc. Kolejna rzecz jak pamieta to wnetrze dziwacznego samochodu, jak
                            dowiedzial sie 40 lat pozniej byla to radziecka limuzyna marki Wolga. Moj
                            przodek nie mial pojecia co sie wydarzylo, lecz ja bogatszy o doswiadczenia
                            minionego stulecia zdradze wam ze kiedy staruszek (wtedy 18 letni) wypowiadal
                            slowo "Schlossplatz" jeden z capow pierdnal glosni i woznica uslyszal tyle
                            co "Stettin 79", biorac 79 za ostatnie dwie cyfry roku z czego prosto wynika ze
                            dziadunio znalaz sie nie w Stettinie tylko w Szczecinie i to 40 lat pozniej.
                            Calkowicie skolowany i oglupiala otwart drzi i znalazl sie na ulicy, na kotrej
                            kotlowala sie mlodosc, czyli innemi slowy pobliskie liceum zakonczylo edukacje
                            a uczniowie udawali sie na spoczynek. Wydaje mi sie ze gowniarze nie mogli byc
                            jednak krancowo wyczerpani nauka, poniewarz nie omieszkali stroic sobie zartow
                            z mlodzienca w bardzo autentycznie wygladajacym mundurze wehrmachtu. Dziadek
                            jednak nie reagowal na zaczepki, jego uwage calkowicie pochlonela elektryczna
                            nieznajoma o kasztanowych wlosach, przepieknych niebieskich oczach i anielskiej
                            buzi. Cudowna zjawa niosla futeral [jak sie dziadkowi wydawalo], futeral na
                            skrzypce.
                            • Gość: lukrecya Re: Zawsze mówię za siebie! [filiżanki] IP: 213.17.246.* 27.01.03, 19:39

                              Michaaaaaaaaał! A ja już Cię pochowałam żywcem. I bratki posadziłam nad grobem
                              i nawet wygrawerowałam na granicie: "Sądzę, że pieprzenie wyszłoby nam znacznie
                              lepiej niż ględzenie" no ale skoro się wskrzesiłeś to AVE CESAR!!!! I w ogóle
                              mokro w majtkach bo ona jest ruda i ma oczy niebieskie a on w tym mundurze i
                              jeszcze jest futerał a ja czekam na fortepian! No...

                              No i posłuchaj jaki jest koniec mojej bajki:

                              I dostrzegłam, że nie jest już młody, że się starzeje tak nagle, nieodwracalnie
                              i wtedy krzyczałam do niego w myślach: „Zatrzymaj te chwile! Bo były piękne!”,
                              ale on już mnie nie słyszał, bo nie było już naszych motyli, a myśli stały się
                              zbyt ciężkie i opadały na ziemię raniąc dotkliwie nas oboje. I właśnie wtedy
                              ujrzałam, jak wygląda Piekło. Pojęłam, że jestem tu sama, skazana na samotność,
                              na wieczny głód, na pamięć dręczącą. Budzę się tu co ranka i jestem Głodem i
                              Pamięcią. I nie ma już słońca, nie ma już Ogrodu, ławeczki, jabłoni. Są tylko
                              rozbite filiżanki. Nie skleja się rozbitych porcelanowych filiżanek. Pamiętam.

                              A w ogóle to to jest tak smutne, że następnym razem napisze Ci coś o
                              grzmoceniu. Albo i nie napiszę. Cholera wie!
                              • Gość: --Michal Nie czas zalowac czyli w tym samym czasie. IP: *.tiaa-cref.org 27.01.03, 20:41
                                Nie czas zalowac roz gdy drwa rabia, moja droga. Czas wojny, wiec nie dziw sie
                                niczemu, ze Ci dzicy hunowie zrujnowali ogrod i laweczke, saraceni wzieli w
                                niewole ukochanego i sprzedali go na targu niewolnikow do trzeciozednego
                                burdelu i nawet oprawki od Legerfelda nic nie pomogly. Czas wojny.

                                Mnie w tym samym czasie [a dokladniej jezeli przyjac teorie o liniowej naturze
                                czasu kiladziesiat lat pozniej] dosiegnela klatwa ktorej nas nabawil starowinka
                                wiele lat temu. Siedzenie i gapienie sie w stal, przerwal moj 5 letnie synek
                                Max wrzeszczac tata fudbol za 15. Jak rozumiesz nie ma nic wazniejsz niz
                                zajecia rekreacyjne kilkuletniej ratolosli, zebralem sie szybko, odkladajac
                                klatwe chwilowo do szuflady i udalem sie na wczesniej umowione miejsce igrzysk.

                                No a dziadek stal tam gdzie go zostawilem i gapil sie, i chyba juz wyczerpal mu
                                sie calkowicie zasob niezwyklych przypadkow przyznanych mu przej jakies
                                magiczne kolegium, bo ani najpiekniejsza wiazanka kwiatow nie pojawila sie w
                                jego reku, ani nie potrafil przypomniec sobie aby jednego slowa, ktore moglo
                                okazac sie adekwaten do szlaku jaki go trafil na widok owej nieznajomej
                                niewiasty, a wlasciwie to chudziutkiej nastolatki, ktorej zasob kobiecych
                                ksztalty ograniczaly sie do nadwyraz zmyslowych ust. Jako ze nic lepszego
                                dziadkowi nie przyszlo do glowy skozystal z rady, ktora w naszej rodzine
                                doprowadzila do wielkiej ilosci skandali i nieporozumien a mino to cieszy sie
                                ciagle wielkim powodzenie, zasada glosi mianowicie "jezeli nie wiesz co zrobic
                                rob cokolwiek", na mocy w/w dziadek zaklal szpeteni a panna splonela rumiencem.
                                • Gość: lukrecya Z ust mi wyjąłeś to: "W tym samym czasie" IP: 213.17.246.* 27.01.03, 21:15

                                  No patrz Michał! Ale ze mnie głupia (biiiiiiip)! Byłabym zapomniała! Ja Ci
                                  jeszcze nie mówiłam, że w tym samym czasie toczyła się akcja innej zupełnie
                                  bajki. A w ogóle pech chciał, że się bajki poplątały, ale o tym to już innym
                                  razem. Ja wiem, że Ty mnie rozumiesz bo z tym czasem to są hece i w ogóle . A
                                  było to tak:


                                  Przygotowuje sałatkę. Kroi czerwoną paprykę, pół zielonego ogórka, dodaje
                                  kukurydzę, tuńczyka, ryż gotowany i majonez. Przyprawia. Niesforny kosmyk
                                  włosów wciąż wymyka się spod spinki. Zapach pieczonego ciasta wabi do kuchni
                                  dzieci.
                                  ***
                                  Smaruje ciało balsamem. Wkłada bieliznę. Zajebiście seksowne stringi. Stanik z
                                  koronki. Rozpuszcza włosy. Pończochy. Długie, czarne kozaki. Bluzka zapinana na
                                  haftki. Spódnica – trapezik. Perfumy. Wchodzi po schodach cicho jak kot. Nie
                                  zapala światła. Otwiera drzwi kluczem.
                                  ***
                                  - Tyle razy ci mówiłem rób listę zakupów!
                                  - Zawsze o czymś zapominasz!
                                  ***
                                  Chciałaby jeszcze skończyć jakieś studia, zobaczyć Machu Picchu. Zrobić coś ot
                                  tak, dla zabawy...

                                  • Gość: --Michal Sprawa ust - szczerze? IP: *.tiaa-cref.org 27.01.03, 22:34
                                    Szczerze od wyjmowania z ust wole wkladanie, to ponobno sie zdarza, nieistotny
                                    szczegol. Masz racje zobaczyc Maczupikczu i co? I umrzec? No i! Nie wyobrazaj
                                    sobie ze na mnie te gospodarskie zabiegi, bielizna, ciche kroki na pustym
                                    korytazu robia wrazeni! NIE! Mialo byc o pieprzeniu WPROST, nie jakies tam
                                    niedomuwienia to jest dobre dla pryszczatych nastolatek. hmmm. nastolatki,
                                    mniam.

                                    Dziadek z mostrualan erekcja, powiedzial bym ze matka wszystkim erekcji, z
                                    zamieszaniem pachnacym swierzo naszarpanym bzem, konwaliami i jeszcze czyms co
                                    mogl by tylko wylizac zpomiedzy ud obiektu swojego szalenstwa, popedzil za
                                    malolata, ktora sie na jego kurwa-mac, zlekla sie i zaczela uciekac, jak nie
                                    przymierzajac lania do matecznika. Dziadek w mundurze z zamieszaniem we lbie
                                    gnal szybciej niz 3 latek w wielkiej pardubickiej i dopadl nieszczesna juz po
                                    36 seundach. Zaczal sie slaniac, wyc, zawodzic, ze zyci nie moze, ze sobie w
                                    leb planie [wyjal standowy rewolwer wzor 36 i przylozyl sobie do lepetyny], ze
                                    slub, ze dzieci. Panna z futralem patrzyla jak na wariata, ale takiego
                                    przyjemnego, sktorym byc moze mozna by spedzic chwil kilka, kilka chwil
                                    zapomnienia. Wziela dziadka za reke i powiedzial "znam miejsce".

                                    A ja w tym samym tylko innym czasie z glowa pelna rozwazan o klatwie odwozilem
                                    dzieciaki znajomych z "fudbolu" do domow. 38 urodziny, tak oczywiscie, to sie
                                    zgadza doskonale, dokladnie jak przeczytalem w rekopisie dziadka zaadresowanym
                                    do "meskiego potomka, ktory wyglada tak jak ja". No i czy te bahory naucza sie
                                    trzymac jezyk za zebami? Wlasnie kiedy oddawalem kolege Maxa jego mamie, ten
                                    petak zaczol spiewac piosenke z mojej mlodosci, ktorej ich nauczylem 10 min.
                                    temu "gimi 10 biaczes and i fak all ten". Skandal gotowy.



                                    • Gość: lukrecya Wariat - po dziadku? IP: 213.17.246.* 27.01.03, 23:27

                                      Oj! Jak Ty po męsku nic nie potrafisz docenić. Ja się naprawdę PIPRZYŁAM z tą
                                      sałatką Michał! Słuchaj dalej. Może ją bzyknie w osiemnastym odcinku, bo tak to
                                      jest w brazylijskich serialach. Masz rację. Młode ciałka - mniaaam!


                                      A w sklepie podejmuje poważne decyzje: ligawa czy szynka wieprzowa, Cif czy
                                      Ajax, OMO czy Persil, oliwka Johnsona czy Penatena.
                                      ***
                                      Jego ciało. Meszek na piersi. Wszystko takie młode. Pieprzyk nad górną wargą.
                                      Zajebiście erotyczny. Afrodyzjak. Nie mają za wiele czasu.
                                      ***
                                      - Przygotuj coś na kolację. Zaprosiłem kolegów.
                                      - Pojedziesz do sklepu sama.
                                      ***
                                      W wolnych chwilach czyta. Próbuje coś pisać. Wypełnia pustkę słowami.
                                      Poszukuje. Do kina chodzi z przyjaciółką. Kolekcjonuje książki Llosy...


                                      • Gość: --Michal Jak ja po mesku to TY po damsku. IP: *.tiaa-cref.org 27.01.03, 23:45
                                        Co jest, pieprzylas sie z salatka z mchu? Czy w kraju nadwislanskim juz nie
                                        obowiazuja zadne zasady, zeby choc mial 18, nie pytam! nie chce wiedziec.
                                        Wszystki kobiety takie same! Zamienic starego ruiecia na "tanszy" model. Eh.

                                        Dziadek wariat? Tak zesmy mysleli, kiedy w ramach pozadkow "wiosennych" odkryto
                                        rekopis dziadka, ukryty pod falszywmym dnem beczki na piwo. Podejzenia rodzine
                                        (ja wtedy jeszcze byle zamlody i mnie sie nie bralo pod uwage glownie ze
                                        wzgledu na to ze nie potrafilem jeszcze siedziec co jest niezbedne niezwykle
                                        przy piciu piwa) o wariatstwie dziadka potwierdzone zostaly, przy uzyciu
                                        lacznosci ze swiatem astralnym, gdzie dzidka nie sposob bylo znalezc, natomiast
                                        brat dziadka, ktorego nikt nie lubi poniewaz odwarzyl sie wyzionac duch w
                                        odleglym Wiedniu i cala rodzina musiala sie udac do Wiednia na piechote z braku
                                        innych mozliwosci dewizowych. No i wlasin dlatego go sie nie lubi. No i on
                                        powiedzial ze dziadek musial sie objesci jakichs grzybow w tych Sztokcholmie i
                                        przez dwa dni nikt go nie potrafil znalezc, co bylo bardzo niefortunne i
                                        zakonczylo sie wyslaniem dziadka na front wschodni. Reasumujac jednoglosnie
                                        dzidak uznano za wariata, klatwy nie odczyniona, co sie na mnie skrupilo jak
                                        sie dowiesz pozniej.
                                        • Gość: lukrecya Re: Jak Anastazy albo Hieronim IP: 213.17.246.* 28.01.03, 00:57

                                          Pochwalony na wieki wieków amen! A teraz to mówisz jak mój proboszcz (ten
                                          tłusty kapucyn Anastazy czy Hieronim, nieważne). Każdy ma swojego zajoba a Ty
                                          go masz po dziadku i jesteś i tak przeklęty. Nie oszukasz mnie tym moralnym
                                          pierdu pierdu. Wiesz może jakie grzyby Dziadzia jadał, że dwa dni go trzymało?
                                          Wróćmy jednak do konwencji brazylijskiej, bo w Pińczowie dnieje:

                                          Mandarynki są jeszcze niedojrzałe. Kończy się czas białych winogron. Owoce są
                                          zdrowsze od cukierków.
                                          ***
                                          Zerżnę cię. Pachnie. Gryzie ją w ucho. Gra. Wydaje rozkazy. Rozbiera się sama.
                                          Grzesznie, powoli.
                                          ***
                                          - Mówiłem, że wolę Żywca od Tyskiego!
                                          ***
                                          Czyta poezje. Jeśli proza to najlepiej poetycka albo realizm magiczny...


                                          • Gość: --Michal Nie kapucyn tylko templariusz. IP: *.client.attbi.com 28.01.03, 02:55
                                            A ja sie zastanowie czy warto Ci powierzyc sekret rodzinny. Bo jak kazdej
                                            kobiecie jedno Ci w glowie, a ja wam mowie MILOSCI nie ma JEST KLATWA!
                                            Zastanawiam sie, bo historia prawie dobiegla konca a na koncu jestem ja
                                            chlodzac rozgrzana dlon kawalkiem stali. Zrozumiesz?
                                            • giermo_gidroz Zapomnialem zaznaczyc wazna sprawe. 28.01.03, 14:40
                                              • giermo_gidroz Wrecz kluczowa jest to rzecz! 28.01.03, 14:46
                                                Podobienstow do osob zyjacych i nie, jest calkowicie wrecz bezlitosnie
                                                zamierzone. Coz jednak z tego, skoro oni sie nie poczuwaja! Bezczelnie ignoruja
                                                i maja za nic opisane przeze mnie dla nich zdarzenia. Robia niedokladnie tak
                                                lub absolutnie jak na zlosc odwrotnie. I ja nie odpowiadam! Nie mam wplywu.
                                                Gwoli wyjasnieni dodaje, ze ta chlodna stal, to byl poniemiecki wibrator jakich
                                                w Szczecinie mnostw. Wraz z lewatywami w kazdym przyzwoitym mieszczanskim domu
                                                byla specjalna polka na to.
                                                • Gość: lukrecya Jesteśmy zwarte i gotowe! IP: 213.17.246.* 28.01.03, 18:31
                                                  To znaczy pupy wąskie umysły szerokie.
                                                  Opowiadaj opowiadaj Michał i nie daj się prosić! Cmok. Cmok. Miałyśmy dziś taką
                                                  małą naradę, bo nas jest jak wiesz kilka: najgłupsza z nas jest kochanka i ona
                                                  obiecała się nie wtrącać (w najgorszym wypadku damy jej wibrator),
                                                  najfajniejsza jest mamuśka, a żona wredna jak cholera ale za to ma łeb na
                                                  karku. Rozgryziemy tę Twoją klątwę i zagadkę rodzinną, ba! Może nawet jakies
                                                  wnioski wyciągniemy. Albo i nie wyciągniemy. To się okaże!
                                                  • Gość: --Michal Nie dlamnie. IP: *.tiaa-cref.org 28.01.03, 19:48
                                                    Wydalo sie, wiec wyjasniam, ze oporcz POJEBANIA, dysponuje kolejna magiczna
                                                    wlsciwoscia, rozwarstwieniem jazni, masz tu powyzej przylad jednego takiego
                                                    pecherza na mojej egzystecji. Giermo Gidroz - awaturnik, badacz, odkrywca. Nie
                                                    wiesz niczemu co ON pisze!

                                                    Wiem tak czy inaczej ze nie pojmniesz, nie zrozumiesz. Nie dla mnie zakladasz
                                                    ponczoszki, nie dla mnie szatkujesz mech, nie dla mnie ... lecz dobrze, bo ja
                                                    moja droganie nie nosze oprawek, nie kolekcjonuje nic moza zmarszczkami na
                                                    twarzy i bliznami w sercu. To dobrze.

                                                    "Niektorzy" mnie posadzaja ze historii nie koncze bo nie mam zadnych dobrych
                                                    zakonczen, to prawda, tylko tym razem to nie konfabulacja jelcz rodzinna
                                                    przypowiesc kominkowo-falkowo-pijacka. A ja ja konsekwetnie doporowadze do
                                                    konca, ktory sie mama nadziej dla mnie okaze srodkiem. Nikonsekwetnie? Tak,
                                                    wiem, to kolejna przypadlosc, ktora skoleji zawdzieczam, pra-dziadkowi i jego
                                                    perypetti z kudlatym kulactwem na rubiezy.

                                                    Wracajac do dziadka, ale jeszcze male wyjasnienie-usprawiedliwieni, nie bocz
                                                    sie Pani na to ze jakosc przekazu poslednia, liter brakuje, lub to i tam
                                                    zaduzo, aktulanie zajety jestem okropnie, dlubie w nosic, kontepluje klatwe,
                                                    nadzoruje produkcje. Ale do rzeczy. Oglaszam co nastepuje.

                                                    Wieksza czesc rekopisu dziadka zajmuje opis wdziekow, zalet i innych takich
                                                    wspomnianej nastoletniej pieknosci, ktorym Cie nie chce zanudzac. Wazne
                                                    natomiast jest to co wydarzylo sie nastepnie, czyli po tym jak niebieskooka
                                                    slicznotka pociagnela dziadeka za reke do gmachu licealnego, czemu sie
                                                    bynajmniej nie opieral. Dokladniej mowiac natomias dziadek wciagniety zostal,
                                                    nie nie w zasadzcke, lecz w pokoj do cwiczen muzycznych gdzie znajdowal sie
                                                    bogaty zestaw instrumentow, w sczegolnosci trabka i (a jakze) fortepian.
                                                    Dziadek jak pamietasz muzyk orkiestry gorniczej wiec detej, zabral sie za
                                                    trabke i poczol robic wrazenie na pannie z futralem, rekopis nie mowi dokladnie
                                                    jak mu to robienie wrazenia szlo. Wspomina natomiast ze fortepian po kilku
                                                    minutach tego koncertu odezwal sie szpetnie po rosyjsku, jako ze byl produkcji
                                                    kraju rad, a odezwal sie bardzo niepochlebie na temat muzyki dziadka, na co
                                                    dziadek bo nie tylko byl wariat ale i gwaltownik, oblal fortepian alkocholem z
                                                    flaszki i podpalil. Nie trzeba chyba mowic ze panna dala dyla, wlaczyl sie
                                                    alarm ppoz, bo ognisty fortepian zaczalo sie miotac po pomieszczeniu i nie
                                                    tylko zapalac drewniane instrumenty dente ale rowniez wszystkie inne palne
                                                    rzeczy, dziadek okopal sie na z "gory upatrzonej pozycji" i poczal sie
                                                    ostrzeliwac na przeciw fortepianowi jak rowniez howcowi OSP, jako ze wygladali
                                                    dziadkowi na nieprzyjaciela. Kiedy fortepian caly juz zajety byl plomieniem,
                                                    wyszczezyl sie na dzidka klawiatura, zawyl i rzucil klatwe, ktorej dziadek nie
                                                    zrozumial gdyz wypowiedziana byla w jezku starocerkiewnym, ktory jak wiesz
                                                    zachowal sie jedynie w formie pisanej, naszczescie a moze i nie bo nigdy nic
                                                    nie wiadomo, w czasie kiedy fortepian klal dziadka, pojawil sie czarnoskory
                                                    kierowca wolgi porwal dziadka za kolniez i po kilku minutach galopu umiescil w
                                                    pojezdzie, ktory ruszyl z kopyta w sina dal, a dokladniej w to samo miejsce w
                                                    wojennym Sztokholmnie skad "uprowadzono" dziadka jakies 40 lat wczesniej, tylko
                                                    ze dwa dni pozniej.
                                                  • giermo_gidroz A oklaski, calusy, okrzyki zachwytu i nie tylko? 28.01.03, 20:34
                                                    Gdzie, no gdzie pytam sie? Niewdziecznosci czarna Twoja, w trzech osobach jedyn
                                                    moja. A juz myslalem zes pokrewna mi dusza z racji wieloosobowosci. Ale
                                                    pomylka znowuz.

                                                    I upraszam uprzejmi pania mi zwrocic, gdyz uskarza sie na zaniebanie. Uzywan
                                                    nie jest wcale do niczego a dobry Allach pozwala tylko na tyle kobiet ile sie
                                                    moze zaspokoich i ani jedna wiecej.
                                                  • emre_baran Kapitanie. 28.01.03, 21:09
                                                    Pani doporwadzona. Psisko pokosalo mnie dotkliwie. A Ta-tutaj markietantke
                                                    bedziemy wiazac? Czy da sie gwalcic bez wiazania?
                                                  • lukrecya U la la! 28.01.03, 21:13
                                                    Baran? Żeby chociaz Kozieł! Kur zapiał!
                                                  • lukrecya A dla kogo? 28.01.03, 20:43

                                                    Okazuje się że i Ty nic nie pojmujesz. Bo słowa - przecież wiesz - to
                                                    niedoskonałe medium, ułomne itepe. Naturalnie, że dla Ciebie te wszystkie
                                                    śmieszne akcesoria, stringi, perfumy. To Ty zamówiłes u mnie pornola i sam
                                                    widzisz jak jest, że mnie to dusi i krztusi ale opowiadam. I idzie to jak po
                                                    grudzie, wiem, bo wolę na bosaka i bez pończoch i w samej koszulce tiszirt. Ale
                                                    uważam, że czasem warto coś poświęcić. A literki, literówki to bzdura bo jesteś
                                                    dzięki temu trochę francuzik a trochę grek. Dalej:


                                                    Twarożki owocowe mogą zastępować słodycze. Soki są zdrowsze od Coli.
                                                    ***
                                                    Pochylam się jak każe. Rytm. Szarpie moje włosy. Ból i pot i krzyk. Nie widzę
                                                    jego twarzy.
                                                    ***
                                                    - Co można, kurwa, przez trzy godziny robić u kosmetyczki?!
                                                    ***
                                                    My Polacy lubimy latynoską kulturę. Takie na przykład seriale brazylijskie czy
                                                    wenezuelskie albo muzyka andyjska. Idą jak ciepłe bułeczki...

                                                  • lukrecya Nu nu! 28.01.03, 20:59
                                                    Giermku szalony experymentatorze odkrywco Adamie Słodowy bla bla. Wbij szpilkę
                                                    w nadęty balonik. Powietrze ucieka i zostaje liche giezłko. Amen.Klakierzy
                                                    poszli do lasu bo grzybów urodzaj. Przesyłają całusy w zadek eleganco mówiąc w
                                                    żyć. Dalej, dalej...
                                                  • pani-i-toto W tej kwiestii całkowicie się zgadzam, 28.01.03, 23:35
                                                    że jest to hotair&gównokrowie, nadęci odtematyczni buce z przedwczesnym
                                                    wytryskiem. Pierdolą same brednie nic innego nie potrafiąc, na dodatek bez
                                                    absolutnie żadnego pokrycia w rzeczywistości. I co to ma do meritum sprawy
                                                    czyli sprawy Onego i Onej?

                                                    Popamiętacie mnie dupki. Nie daruję.

                                                    pani wkurwiona
                                                  • Gość: --Michal Grek, Francuz i Kurwe 3 godziny u kosmetyczki IP: *.tiaa-cref.org 29.01.03, 01:00
                                                    Powtarzam ze nie Grek tylko Czech! A co ta kurwa robila 3 godzinu z francuzem u
                                                    kosmetyczki to juz nie moja sprawa, meczy mnie to, meczy mnie zycie wiece
                                                    bedzie krotko. Zbiegla sie juz jak widisz do tego watku cala menazeria, czas
                                                    konczyc.

                                                    Klatwa dziadka okazal sie na tyle kurewna ze dziadkowi zawiel krzywdy nie
                                                    wyzadzila, bo mianowicie bedac w ruskiej niewoli (po tym jak go wyslali na
                                                    front wschodni), zapomnial o dupczeniu i kobietach calkowicie a skacentrowal
                                                    sie na tym zeby nie zostac wydupczonym przech hwackiego Ivana. Klatwa natomiast
                                                    na moje nieszczescie okazala sie rekurencja ze sprzezeniem zwrotnym, co sie
                                                    stalo dlatego ze ona pieknas dziadkowa byla wyznawca reinkarnacji a my z
                                                    dziadkiem wrecz przeciwnie, czego jeszcze wtedy nie bylo wiadomo. Acha -
                                                    przecierz ja wam kolezonko bosa-ale-w-t-szercie-i-od-tylu-i-za_wlosy nie
                                                    powiedzialem co to za klatwa i skad wkoncu wiedzielismy ze co ten fortepian
                                                    powiedzial, ale to jutro bo dzisiaj Max musi juz isc spac a ja mam wazne
                                                    dokumenty do podpisania a jutro moje 38 urodziny.
                                                  • Gość: lukrecya Już czas. IP: 213.17.246.* 29.01.03, 16:44
                                                    Czas na zakończenie. Tak sądzę, a może się mylę. Tego nie wiem. Wszystkiego
                                                    dobrego z okazji 38.

                                                    Masło jest nieświeże. Mozarelli znów nie ma. Nakarmię jeszcze rybki. Cholera.
                                                    Zapomniałam kupić kawę. Dlaczego ta spinka nie trzyma włosów?
                                                    ***
                                                    Są tylko uda i biodra. Idealne porozumienie. Czerwone wino. Tańczymy nago. Weź
                                                    mnie.
                                                    ***
                                                    - Wyprasowałaś niebieską koszulę?
                                                    - Odbierz jutro dzieci.
                                                    ***
                                                    Może dlatego tak mnie uwodzi Marquez?


                                                  • Gość: --Michal Masz racje a moze nie. IP: *.tiaa-cref.org 29.01.03, 17:17
                                                    Masz racje a moze nie bo zaknczenia jeszcze nie znam. Ale niedlugo.

                                                    10 lat temu spotkalem moja klatwa przeznaczone przeznaczenie o cudownych
                                                    rozumiejacych niebieskich oczach. 10 cudownych lat. To nie moglo trwac wiecznie
                                                    nic nie trwa. Jestem sam, odeszla. Zostawila mi Max, nie martw sie o niego nie
                                                    wyglada jak ja, tym bardziej nie wyglada jak dziadek, choc moze w mundurze
                                                    wygladmy podobnie [to zabawne kazdemu z nas przyszlo/przyjdze nosic mundur
                                                    innej armi]. Zachodzi slonce, teraz wystarczy podjac decyzje, czy warto zyc
                                                    kiedy przezylo sie juz wszystko?
                                                  • Gość: lukrecya Nie! Nie! Nie! IP: 213.17.246.* 29.01.03, 21:04
                                                    Nie! Nie! Nie... Nie umiesz pisać zakończeń to fakt! Wszystko tylko nie marazm
                                                    tylko nie pustka. NIE sklejaniu porcelanowych filiżanek, NIE pytaniom o sens
                                                    życia, NIE rozdrapywaniu niebieskich fosoforyzujących oczu. Nie, nie i nie.
                                                    Proszę wykasować to zakończenie, proszę coś zniszczyć, podpalić, zgwałcić,
                                                    przelecieć strzelić do obrazu dziadka wuja czy pradziadka. Ja się tak nie
                                                    bawię, a 38 to nie taki znowu garb. I jeszcze trzeba zakląć siarczyćsie, bo
                                                    klątwę odczynić przekleństwem rzecz łatwa. I ma grać orkiestra, głośno bo
                                                    najgorsza jest ta cisza i bezruch i pytanie które teraz rośnie jak wrzód.
                                                  • Gość: --Michal Co za garb! IP: *.tiaa-cref.org 30.01.03, 14:50
                                                    38, jaki garb? Ja jest moja DROGA prima-sorta okaz, 18-nastki dupcza i sobie
                                                    chwala, zadnego garba nie ma. A koniec jest koniec. Nie bedzie zmieniania bo ja
                                                    nie jestem Steven zeby robic alternetywne zakonczenia, jak sie nie podoba to
                                                    prosze zabierac ponczoszki, pefumy i zmykac, ZNAJDA SIE CHETNE [trzaskajac
                                                    drzwiami]!
                                                  • Gość: --Michal Tak!Tak!Tak! IP: *.tiaa-cref.org 04.02.03, 15:00
                                                    Zyci mi dopisalo calkiem inne zakonczneie niz sie godzi popelnic bohaterskiej i
                                                    nadetej osobie, oh zycie moja jak Cie kocham. A skoro sie po zyciu nie poprawic
                                                    nie da. Oto ono:

                                                    Gdy tak siedzialem snujac owe rozwazania nistad nizowad wpadl dziadek
                                                    w mundurze owszem lecz takze z rozowym strusim piorem wystajacym ni w
                                                    piec ni w dziewiec z kieszeni na piersiach i jak mnie w morde z calej
                                                    sily nie trzasnie, pod krzeslo wpadlem. Wywlokl mnie stamtad za
                                                    kolnierz wrzeszczac kurwa mac i gorzej duzo gorzej jeszcze do
                                                    podejrzanego pojazdu wepchal przy pomocy wielkiego jak szafa negra, z
                                                    ktorym jak mi pozniej powiedzial zawarl komitywe iscie diabelska,
                                                    otoz w zamian za czapke od munduru i regulaminowe gacie ow zgodzil
                                                    sie dziadkowi pokazac troche przyszlosci mianowicie co sie stalo z
                                                    licealistka o ktora dziadek zazdrosny byl okrutnie choc jej miec nie
                                                    mogl. Dziadek nie kryjac oburzenia i nie przestajac klac objasnil,
                                                    ze glupota potomka (czyli mnie) kotry pozwolil odejsc tak po prostu
                                                    tej niemilosiernej pieknosi [ktora czcic nalezy bezkonca powtarazanymi
                                                    wytryskami, a nie pozwolic odchodzic] geby nawet polgebkiem nie otwierajc
                                                    zmusil go to wyzbycia sie tez i najcenniejszej swej wlasnosci
                                                    mianowicie zegarka na rzecz czarnomordego uzyskujac!
                                                    dyspozycyjnosc onego oraz pojazdu ktory teraz wyglad przybral
                                                    monstrualnego fiata multipla w kolorze fuksji skrzyzowanego z antena
                                                    satelitarna, niewyobrazalna wrecz obrzydliwosc.
                                                    Ukochana moja mieli juz namierzona szatanskim urzadzeniem,
                                                    wyplakiwala oczy w podrzednym pensjonacie u brzegow rzeki Arno, wiec
                                                    gdy stanalem w drzwiach podniosla tylko na mnie zalazne lzami cud-oczeta i
                                                    "czemu tak dlugo? dlaczego zawsze musze tak dlugo na ciebie
                                                    czekac?" i zdazyla mi jeszcze tylko wyjasnic, ze odeszla bo
                                                    bala sie ze przestane ja kochac i pozadac i nie znioslaby tego i juz
                                                    stracila prawie nadzieje ze przyjde po nia a przeciez OBIECALEM ZE
                                                    NIGDY NIE POZWOLE JEJ ODEJSC. I jedynie dlatego nie skoczyla jeszcze
                                                    do rzeki jak sobie umyslila ze zrobi bo bylo zimno i nabrzerze cale
                                                    ublocone a ona miala te szpilki no i tez nadzieje ze
                                                    sie jednak zjawie tak jak obiecalem, tyle dalem rade wysluchac, bo
                                                    tulac ja w ramionach zdalem sobie sprawe, ze uciazliwa erekcja ktorej
                                                    nie moglem sie pozbyc od czasu gdy odeszla przybrala wrecz mordercze
                                                    rozmiary. Zaczalem lapczywie zdzierac ubranie z mej ukochanej
                                                    calujac jej zaplakane oczy, lizac slone rzesy i policzki i gdy kilka godzin
                                                    pozniej spala slodko w moich ramionach do nieprzytomnosci
                                                    zmeczona rozkosza ktora zawsze tylko ja potrafilem jej dac
                                                    przypomniala mi sie klatwa fortepianu:
                                                    KOSMICZNA EREKCJA SKUTECZNIE ZAPOBIEGAC BEDZIE MYSLENIU I DZIALANIU W
                                                    DECYDUJACYCH MOMENTACH ZYCIA.
                                                  • Gość: lukrecya Co za Steven IP: 213.17.246.* 04.02.03, 21:50
                                                    No patrz Stevenie to jednak rację miał Tyrmand, który powiedział, że "Życie
                                                    jest jak gówno na kole, raz jest w górze raz na dole".

                                                    P.S. Gdybym miała wybierac to jednak wolałabym to pierwsze zakończenie, ale ja
                                                    jakaś niezdecydowana jestem, nieważne.
                                                  • Gość: --Michal Wybredne babsko. IP: *.tiaa-cref.org 04.02.03, 22:47
                                                    Po wizycie dziadka zginal rewolwer i jeszcze kilka innych cennych przedmiotow,
                                                    niestety, palnal bym sobie w leb napewno.
                                                  • Gość: lukrecya Szowinistyczna męska ... przypadłość IP: 213.17.246.* 04.02.03, 23:56

                                                    FAMFARY!!!: Michał zdobywca! Michał zwycięzca! Michał pogromca Hunów! Michał
                                                    PAN KOSMICZNA EREKCJA! Tak! Wystarczył jeden dobry seks, łez lizanie, oczu
                                                    lizanie, policzków. Wspólny poranek, nieprzytomne rozkosze, Penelopa w
                                                    szpilkach... A gdzie empatia? Współodczuwanie? Taaak... teraz nic sie nie
                                                    liczy. Teraz wszystkie inne to wybredne babska, którym się w dupach
                                                    poprzewracało! Precz! Pamiętaj o zasadzie gówna na kole. Teraz to ja się
                                                    pogniewałam!
                                                  • Gość: --Michal Nic na to nieporodze! IP: *.tiaa-cref.org 05.02.03, 17:55
                                                    Wiem ze bys wolala zebys sobie ze zmartwienia odszczelil glowe [obojetnie
                                                    ktora], ja bym tez wolal, ale zycie [ach], toczy sie nie zwazajac na nasze male-
                                                    smieszne preferencje. Skoro przypadla mi w udziale rola bohateraska nie bede
                                                    sie wzbranial, w zamian niestety zaistniala amputacja empatii.

                                                    Powtarzaja Cie to pewnie rozni ... jestes fascynujaca kiedy sie gniewasz, a od
                                                    grymasu gniewu bardzo niedaleko do calkiem innego.
                                                  • Gość: lukrecya Poradź Michał! IP: 213.17.246.* 05.02.03, 23:33
                                                    od
                                                    > grymasu gniewu bardzo niedaleko do calkiem innego.

                                                    A mianowicie do jakiego, mój Archaniele?


                                                  • Gość: --Michal Moja wersja swiata - you know how I live IP: *.tiaa-cref.org 06.02.03, 15:23
                                                    ... p-u-s-y and blow. I z tych wrazen musialo sie mi cos kompletnie pojebac,
                                                    nie mam pojecia o czym pisalem. Nic a nic mi nie przychodzi do glowy. Co to
                                                    moglo byc? I nie badz taka urzedowa, my tez mam uczucia i wbrew powszechnym
                                                    przkonaniom jestesmy wyposazeni podobnie jak duchy upadle AKA nieczyste. No i
                                                    co? Czy ciagle grymasisz? Ach ten grymas!
                                                  • Gość: --Michal Moja wersja swiata - you know how I live IP: *.tiaa-cref.org 06.02.03, 15:23
                                                    ... p-u-s-y and blow. I z tych wrazen musialo sie mi cos kompletnie pojebac,
                                                    nie mam pojecia o czym pisalem. Nic a nic mi nie przychodzi do glowy. Co to
                                                    moglo byc? I nie badz taka urzedowa, my tez mam uczucia i wbrew powszechnym
                                                    przkonaniom jestesmy wyposazeni podobnie jak duchy upadle AKA nieczyste. No i
                                                    co? Czy ciagle grymasisz? Ach ten grymas!
                                                  • Gość: lukrecya Trochę Cie rozczaruję, bo... IP: 213.17.246.* 06.02.03, 18:53
                                                    już się nie gniewam, nie dąsam, nie grymaszę. Daj więc spokój z przebiegłymi,
                                                    strategicznymi komplementami. Lepiej wytłumacz mi, co takieg dawałeś swej
                                                    mądrookiej przez te cudowne Wasze lata, jakie wrażenia, doznania itepe. Co to
                                                    za skarb był, że cenniejszy z jednej strony od życia, bo przecież chciała się w
                                                    rozpaczy rzucic do rzeki, a jednak mniej cenny niż jej wypasowe pantofle na
                                                    szpilce, których w tamtej chwili dramatycznej, zrobiło jej się żal... Co to
                                                    takiego było Michał? Opisz, oświeć, opowiedz...

                                                  • Gość: --Michal Sprezyna pekla. IP: *.tiaa-cref.org 10.02.03, 19:10
                                                    Koniec stym nakrecaniem.
        • Gość: Albertine Nie dasaj sie Michal. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.03, 16:29
          Wiesz, ze lubie z Toba, ale ojciec sie zamartwia, nie mozemy mu tego robic. Co
          do Przemcia, to jest podpadniety bo nie chcial mi wymienic waspa na tego faceta
          w dziwnej czapce co go sobie upatrzylam. Oddam Ci Przemcia za Lukrecje
          Borgietke albo leniwa suke? Co?
          • lukrecya Re: Nie dasaj sie Michal. 26.01.03, 16:44
            Gość portalu: Albertine napisał(a):

            > Wiesz, ze lubie z Toba, ale ojciec sie zamartwia, nie mozemy mu tego robic.
            Co
            >
            > do Przemcia, to jest podpadniety bo nie chcial mi wymienic waspa na tego
            faceta
            >
            > w dziwnej czapce co go sobie upatrzylam. Oddam Ci Przemcia za Lukrecje
            > Borgietke albo leniwa suke? Co?

            Albertyna! Pozwól mia donna, że oddam się sama, jak mi się zachce chłe chłe
            chłe. Michał! Czuję, że Albertyna oszukuje w lotki!
            • Gość: Albertine Borgietko cara mia. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.03, 17:01
              Zaufaj Albertynce. Albertynka tez Ci wytlumaczy o co chodzi nie gorzej niz
              Twoj internetowy kochas. Oddac sie czy nie? Rzuc monete lub cos, rachunek
              prawdopodobienstwa alchemia czarna magia czy badania marketingowe lub okresowe
              jeden czort.
              • Gość: lukrecya Re: Borgietko cara mia. IP: 213.17.246.* 26.01.03, 18:27
                Donna clara Albertina! Że mi wytłumaczysz to ładnie z Twojej strony, ale czy
                zrobisz mi dobrze od tyłu? To mnie ciekawi teraz! I co to za facet ten w tej
                śmiesznej czapce?
                • Gość: Albertine Mam Borgietko pomyslna dla Ciebie wiadomosc. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.03, 11:12
                  Oczywiscie, nie ma Albertyny. Gdy nacisniesz guzik znikam. Zla wiadomosc to to,
                  ze nie ma tez i Ciebie gdy pstryknie Albertynka. Bo jak wiele z tego co jest
                  jest a jak wiele nam sie wydaje, to naprawde nie jest do rozstrzygniecia ani
                  nie jest to niestety uleczalne. Wiec mimo wszystko, gdy nastepnym razem ktos
                  bedzie robil Ci dobrze od tylu to jednak moge akurat byc ja albo Michal albo
                  nawet ojciec, ten zberezny stary piernik.
                  • Gość: lukrecya Re: Mam Borgietko pomyslna dla Ciebie wiadomosc. IP: 213.17.246.* 27.01.03, 16:16
                    Rypko! Wszystko jest jak najbardziej klar. A ja Ci powiem w sekrecie, że jak
                    bedę miała ochotę na exhibicjonizm to na me wdzięczne ciało założę prochowiec
                    mego Papy i będę się z Nienackiego obnażać w pobliskim parku Kasprowicza przed
                    młodzieżą szkolną. A jeśli nie bede miała ochoty to tego nie zrobię. I nie
                    wątpię, że jesteś w stanie puknąć mnie nieźle od tyłu bo zaiste baba z Ciebie z
                    jajami!
                  • Gość: --Michal Znowu to samo! IP: *.tiaa-cref.org 30.01.03, 20:41
                    Gość portalu: Albertine napisał(a):

                    "[...] gdy nastepnym razem ktos bedzie robil Ci dobrze od tylu to jednak moge
                    akurat byc ja albo Michal albo nawet ojciec, ten zberezny stary piernik."

                    Za reszte rodziny nie odpowiadam ale sam za siebie moge powiedziez ze nie moze
                    bo ja jak wiecie napewnoe jestem wierny jak pies [lancuchowy].
          • Gość: --Michal Niech sie ojeciec martwi o SIEBIE. IP: *.client.attbi.com 26.01.03, 17:22
            A Ty tez nie jestes lepsza, tylko czasem ze mna pogoadasz bo jestem szatan
            w "te klocki", a co z moimi potrzebami? Przytulic? Porozmawiac? Swiece?
            Bliskosc? Milosc inna niz fizyczna?
            • Gość: Albertine Ty sie tu Michal z Borgietka bajerujesz. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.03, 21:41
              A ojca znowu widzieli jak malolaty zaczepial pod liceum, wiesz metoda na
              zgubionego starszego pana. Wez lec i przyprowadz go bo bedzie obciach, albo
              znowu go przymkna na 48. I kto psa bedzie wtedy wyprowadzal?
              • Gość: --Michal Wiesz ze nie moge - a na zlosc mi kazesz. IP: *.tiaa-cref.org 27.01.03, 22:52
                A co moge? Moge wydac dyspozycje. Ojca przykuc do kaloryferu (przy oknie zeby
                mogl wygladac), psa na policje! Pies policyjny to jest fucha, wyrywa wszystki
                suki.
      • Gość: --Michal A co do rady. IP: *.client.attbi.com 26.01.03, 00:32
        Ty mu radzisz ze ma zrec CIASTKA? Co to za rad? W LEB NIECH SOBIE PALNIE!
        Gwarantuje nie poczuje juz wiecej bolu egzystencji, a po ciastach co? Bol
        brzucha, w najlepszym wypadku sraczka.
        • Gość: lukrecya Re: A co do rady. IP: 213.17.246.* 26.01.03, 01:58
          Gość portalu: --Michal napisał(a):

          > Ty mu radzisz ze ma zrec CIASTKA? Co to za rad? W LEB NIECH SOBIE PALNIE!
          > Gwarantuje nie poczuje juz wiecej bolu egzystencji, a po ciastach co? Bol
          > brzucha, w najlepszym wypadku sraczka.

          Miszo Drogi!

          A guzik prawda! Tak jest najprościej czyli po męsku! Pomyśl trochę o
          teoretycznym pogrobowcu!
          • Gość: --Michal No wlasnie mysle. IP: *.client.attbi.com 26.01.03, 02:50
            Z jego punktu widzeia, to pieklo gwarantowane, z belzebubem w karty, z rokita
            o kobietach, z napoleonem w kotle, no a reszta? Reszta niech sie martwo o
            siebie. Zycie jezt zbyt krotkie zeby sie martwic o innych jedna osoba to i tak
            zbyt wiele na zbyt wielu, niestety.
      • Gość: Albertine Zgadzam sie z Lukrecja. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.03, 16:22
        Ksiazka jest do czytania, dupa do ruchania, na szczescie do tego Bog w swojej
        dobroci dal nam jeszcze whisky.
        • Gość: --Michal Ale ona tak nie mowi. IP: *.client.attbi.com 26.01.03, 20:13
          Mnie sie wydaje ze Ty sie zgadazasz z soba a przyokazji chcesz ja ujac. Ona
          mowi ze jej ksiazka ma dupe i nogi i nie wie czy ja mozna przeleciiec czy nie,
          bo przeciez w kazdej bibliotece pisze NIE SPUSZCZAC SIE NA KSIAZKI!
      • Gość: brzozek Lukrecya, pieknie napisane! IP: *.chello.pl 04.02.03, 21:53
    • timur29 Re: Historia (nie)banalna... 26.01.03, 13:56
      Podobno miłość składa się z dwóch elementów - radości dawania i ... oczywiście
      otrzymywania. a każdy związek przechodzi kolejne fazy... zauroczenie,
      fascynacja, namiętność, współzalezność itd. W każdej z faz te dwa elementy mają
      dla nas różne znaczenie.

      Na początku czerpiemy radość z dawania, z czasem jednak.... obydwie osoby
      odczuwają większą satysfakcje z otrzymywania. Potrzebuja tego...wręcz oczekują.
      Oznak wsparcia, akceptacji i wreszcie potwierdzenia własnej atrakcyjności.
      Następuje oczywisty konflikt i czesto dochodzi do kryzysu związku.

      Wtedy bardzo łatwo jest sięgnąć pomięcią do tego jak było na poczatku...
      Tęsknić do uczucia ... do kwiatów, telefonów, goracych słów, ukradkowych
      spojrzeń, nieśmiałych pocałunków. Zero problemów, kłopotów czy sporów. Wydaję
      się, że łatwo jest mieć to zpowrotem w... nowym związku.


      Można się z tego śmiać ale... uczucie miłości jest także przedmiotem badań
      naukowców. Psychologia od swojego początku stara się odkryć i opisać co dzieję
      się z człowiekiem, jak postepuje kiedy jest zakochany i jak funkcjonuje w
      związku.

      To co napiałem powyzej to fragment badań prof. Wojciszke. Napisał
      książkę "Psychologia miłości". Zna ją zapewne kazdy student psychologi. Nie
      twiedzę, że jest to idealne i pełne opisanie lub wytłumaczenie tego co dzieję
      się znami w tym... dziwnym stanie :-) Myślę, jednak że dużo w tym prawdy. Ja
      sam odnalazłem w niej wiele własnych mechanizmów postępowania...

      Wiem, że nie jest to dokońca odpowiedź na twoje pytanie. Chyba nikt Ci jej nie
      da... może jednak pomoże Ci w tym zastanowienie się... dlaczego to robisz.


      O związek trzeba dbać - rozmawiać o tym czego nam w nim brakuje, czego
      oczekujemy. I ty i osoba z którą jesteś. Nasze potrzeby zmieniają się i nie
      zawsze drugia osoba jest w stanie sama to stwierdzić. Czy myślisz że ty wiesz
      czego ona potrzebuje i oczekuje teraz od Ciebie??

      Pozdrawiam i... życzę szczęścia.

      aaa i sugeruję.... po takiej szczerej rozmowie zebrać wszystko co dotąd było
      dobre - wspomnienia, wspólne sekrety, zwyczaje i .... wyjechać. Daleko. Bez
      telefonu i komputera. Chociaż na tydzień - tylko we dwoje. To... nic nie
      zaszkodzi

      a mi pomogło :-)
      • Gość: --Michal Kochaneczku doktoracie. IP: *.client.attbi.com 26.01.03, 16:46
        Mozesz mi to w jednym zdaniu? Doczytalem do polowy. leb peka, a pewnie cos
        waznego chciales powiedziec.
        • timur29 Re: Kochaneczku doktoracie. 26.01.03, 17:23
          nie mogę... no starałem się jakby to w jednym zdaniu ale nie mogę :-)))
      • Gość: Albertine Wracajac do baranow, pardon, zakochanych. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.03, 17:10
        Zgadzam sie z przedmowcami. Facet do zony pod spodnice, baba do garow. Buzi
        dupci i paciorek. W niedziele do tesciow na obiadek. I ogolnie nie wychylac sie
        i nie wybiegac przed orkiestre. Milosci im sie kacza dupa zachciewa,
        internetowej, tfu. Do dziury na lat 5 lub 50 i ogolnie kocham Was i walcie sie
        na drzewo.

        • Gość: --Michal Z ktorym konkretnie? IP: *.client.attbi.com 26.01.03, 19:13
          No chyba nie zemna. Ona do klasztoru On kula w leb. Krotko, prosto i
          przyjemnie.
          • nikka_29 Re: Z ktorym konkretnie? 26.01.03, 23:00
            wszystko fajnie ale może na temat konretnego wątku podyskutujecie?:)
            bo za bardzo przynudzacie kochani:)
            pozdrawiam:-)
            • Gość: --Michal Juz bardziej zwiezle i konkretnie sie nie da. IP: *.client.attbi.com 27.01.03, 04:09
              PATRZ WYZEJ! A moze samo podskutuj he? co?
              • Gość: On Re: Juz bardziej zwiezle i konkretnie sie nie da. IP: 213.25.85.* 27.01.03, 10:26
                Wiecie co ? Ja wierzę w bajki ! :)))
                Czasem są nawet prawdziwsze niż rzeczywistość, którą często próbuje się
                zaciemnić bądź ubrać w piękne ciuszki i sprzedać jak najlepiej...
                A wszystko dlatego, że tak naprawdę jesteśmy egoistami, jest to tak naturalne
                gdyż przecież żyjemy krótko i chyba niestety tylko raz tak więc chcąc nie chcąc
                nasza podświadomość kieruje nas często na ścieżki, na które biorąc rzecz z
                racjonalnego punktu widzenia nigdy nie powinniśmy wchodzić. Ale wiecie co ? Ja
                pieprzę racjonalny punkt widzenia ! Bo uważam, że z każdej sytuacji jest
                salomonowe wyjście i można działać w taki sposób, by jak mówi przysłowie i wilk
                był syty i owca cała...
                pozdrawiam wszystkich serdecznie ! :))))
                • Gość: Albertine Streszczenie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.03, 11:33
                  Jednym slowem bylo bzykanie. Ciekawe czy takze od tylu.
                  • Gość: On Re: Streszczenie. IP: 213.25.85.* 27.01.03, 12:03
                    Wow, i to jakie ! ;)))
                    Gwiazdy z nieboskłonu spadały, ziemia się trzęsła, a rozbuchane emocje miały
                    siłę erupcji wulkanu !
                    I jak to śpiewa Kazik Staszewski: "...wybaczcie, to już ballady kres !" ;)))
                    • Gość: Albertine No i rock&roll Onie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.03, 13:48
                      Czyli "get it while ya can, 'cos we may not be here tomorrow" w slowach
                      niezapomnianej JJ. Z tych kosmicznych erupcji najwyzej Twoj dzieciak bedzie
                      mial nieautoryzowane rodzenstwo tak jak ja mojego brata, co jest oczywiscie
                      SKANDAL i GRANDA i jak on mogl ten ojciec, ale ogolnie wiecej plusow niz
                      minusow, z mojego zaznaczam punktu widzenia.
                      Baw sie dobrze i nie zawracaj wiecej dupy szacownemu gremium forowemu takimi
                      sprawami. Tu ludzie maja prawdziwe problemy jak na przyklad kwestia Murzyna z
                      dyplomem Harvardu, zagadnienie bezksztaltnego penisa, czy uciazliwosc
                      rozerotyzowanej malzonki.
                      • Gość: On Re: No i rock&roll Onie. IP: 213.25.85.* 27.01.03, 14:04
                        Największą sztuką jest umieć słuchać...
                        Czy w piosence Kazika rzeczywiście "...na białą pierś trysnęła krew" ?
                        :)
                • Gość: --Michal ZA SIEBIE GADAJ! ZBOCZENCU! IP: *.tiaa-cref.org 27.01.03, 20:58
                  Jestem altruista rewolucjonista, ja za milony! Egoizmu we mnie nie ma i to
                  cierpienie mnie rodziera! I jebaj sie od mojej siostry zboczencu-piewco-
                  erotomanie, bo z zebow zrobie naszyjnik a ze skory BENBEN!
    • Gość: ancia3@gazeta.pl Re: Historia (nie)banalna... IP: *.dekora.com.pl / 192.168.0.* 03.02.03, 12:41
      Przeczytałam wlasnie opowiesc nie - banalna i wlasciwie nie wiedzialam czy
      smiac sie czy plakac. Poczułam się jakby ktoś spisał moje wyznanie sprzed dwóch
      lat, z ta tylko róznica ze Ona az tak bardzo nie kochała męża a Jego zona nie
      była w ciazy. Dwa lata mineły bardzo szybko i duzo sie wydazyło i oboje
      jestesmy tak zmęczeni ze nie dajemy sobie rady. On aby zapomniec zaczal szukac
      kolejnych przygód Ona zas nie spi po nocach a psychotropy juz nie pomagają.
      Oboje nie poradzili sobie ze swoja miłościa, a najgorsze jest to ze wlasciwie
      nadal nie wiedza co maja zrobic.
      Moj drogi "ON" (nie wiem jak masz na imie), dzis moge ci powiedziec ze bardzo
      ci współczuję, ze znalazles sie w takiej sytuacji. to jest dokladnie tak jak
      piszesz : wszytsko wydaje sie byc proste dopoki nie dotyczy nas samych. Nie
      wiem czy tutaj na forum znajdziesz odpowiedzi na swoje pytania. Ja chetnie
      poslucham Twojej historii, ktora mam nadzieje nie skonczy sie tak jak moja.
      Odezwij sie do mnie jesli masz ochote
      pozdrawiam Cie i zycze wytrwalosci
      Moja rada taka na chlodno: SKONCZCIE TO JAK NAJSZYBCIEJ ( latwo mi mowic, sama
      probowalam "to" konczyc conajmniej 5 razy)

      pozdrawiam wszystkich
      Ancia
      • Gość: On Re: Historia (nie)banalna... IP: *.umwo.opole.pl 05.02.03, 10:20
        Droga Anciu !

        Dziękuję za Twój głos w dyskusji. Uważam, że najbardziej wartościowe są właśnie
        te opinie, które pochodzą od osób mających podobne doświadczenia. Chcę Cię
        pocieszyć, że takie historie naprawdę nie muszą się skończyć źle... Wprawdzie
        nie mogę jeszcze tak do końca tego stwierdzić, ale myślę, że w naszym przypadku
        udało nam się znaleźć tak zwany "złoty środek", sposób, który sprawi, że nikt z
        nas ani z naszych rodzin nie będzie nieszczęśliwy. Wszystko jest na dobrej
        drodze... Ja w każdym razie mogę powiedzieć że niczego nie żałuję i naprawdę
        cieszę się, że w moim życiu pojawiła się Ona...
        • patrycja74 Re: Historia (nie)banalna... 05.02.03, 18:28
          Obys to samo mogl powiedziec za kilka miesiecy!
        • Gość: Martyna Re: Historia (nie)banalna... IP: 213.60.4.* 28.03.03, 17:05
          skoro zalezy Ci na opiniach osob, ktorym sie cos podobnego przydarzylo...
          poswiece pare minut.
          Najpierw krotkie wprowadzenie: poznalismy sie przy okazji zalatwiania pewnych
          formalnosci, w zasadzie nie bylo nam pisane nigdy wiecej sie spotykac. mial
          zone, ktorej akurat nie bylo w miescie, bo byla z dzieckiem na wakacjach.
          mowil, ze ja bardzo kocha.
          spotkalismy sie raz jeszcze, zeby "dokonczyc formalnosci" - i dla mnie bylo to
          wlasnie tak. nie poczulam zadnej iskry, nic takiego. nie podobal mi sie
          zupelnie, nie moj typ.
          on jednak chyba czul cos innego. zaczely sie maile, telefony, prezenciki, etc.
          juz nie mowil, ze kocha zone, wlasnie byla w ciazy.
          ja nigdy nic nie obiecywalam, byl jak kolega, wiedzial, ze zaczelam sie z kims
          spotykac. mimo wszystko probowal, pisal listy, etc.
          wiedzialam, ze nie ma to przyszlosci, glownie z tego powodu, ze on mi sie WCALE
          nie podobal, ale jak mu to mialam powiedziec...? sprawy w jego umysle byly juz
          duzo dalej niz kwestia podobania..
          staralam sie to uciąć raz a dobrze, ale nie dawało sie, ciagle jakies maile,
          telefony, wyrzuty pozniej, ze rozkochałam, ze nie powinnam, etc.
          powiedzial, ze uswiadomil sobie, ze cos co myslal, ze jest miloscia bylo tylko
          ciepłym uczuciem, ze chce zostawic zone, zyc samemu, moze poszukac szczescia...
          prawda, jaki dramat?
          poznalam zone kiedys przypadkiem, on nie wiedzial, ona wiedziala kto i co.
          zaproponowala, ze moze sama odejsc jak chcę z nim byc razem, ale ze chce
          wiedziec na pewno, jasny uklad.
          wytlumaczylam, ze nic takiego, ze on mi sie nigdy nie podobal, ze to jakies
          wielkie nieporozumienie.
          ona powiedziala, ze nawet jest mi troche wdzieczna boon bardziej zaczal dbac o
          siebie, zwraca uwage na wiecej szczegolow. ze moze mu dobrze zrobi. myslala, ze
          skoro ja nie chce z nim byc to ona bedzie. ja nic nie mowilam, ze wiem, o czym
          mysli on.
          pozniej pisal, ze juz sie dowiaduje o rozwod, etc. nie dzwonilam do niej, nic
          nie chcialam mowic, psuc jeszcze bardziej, wycofac sie z ich zycia.
          ..........
          nie wiem jak sie skonczylo, bo udalo sie wycofac...
          juz nie pisze, nie dzwoni.
          nie widzialam ani jego ani jej.
          mam nadzieje, ze nadal są razem i ze to zdarzenie tylko wzmocniło ich związek.
          pomyłki sie mogą zdarzac, mam nadzieje, ze tak to traktują i on i ona.
          a ja jestem szczesliwa gdzieś indziej
          i Tobie tez tego zycze
        • Gość: ANIA Re: Historia (nie)banalna... IP: *.fn.pl / 172.16.78.* 29.03.03, 22:07
          ON, PROSZĘ NAPISZ JAK DALEJ SIĘ TOCZĄ LOSY TWOJEJ HISTORII, PROSZĘ :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka