on691
01.08.06, 12:56
po 16 latach rozsypało mi się małżeństwo.Ona oszalała na punkcie zle
pojmowanej wolności, przez okres niemal 3 lat wychodziła w nieznanym
towarzystwie, często były to powroty kolo północy.Zapracowany i mając 100%
zaufanie ze zgrozą odkryłem nagle, że nie były to tylko niewinne wizyty u
koleżanek.Ktokolwiek z was przeżył coś takiego domyśla się, że świat
przewrócił mi się do góry nogami.Przez jakieś 2 lata próbowaliśmy załatać to
wszystko, ale nie udało się.Ona znowu zaczęła swoje wyjścia tłumacząc, że nie
jest niewolnikiem.Przez przypadek znowu odkryłem, że spotyka się z facetem.
Nie, to ktoś inny niż wtedy.Tłumaczyła mi, że utrzymuje różne znajomości i
spotykanie się z obcymi mężczyznami nie jest niczym nienormalnym, tak jak i
sporadyczne wyjścia i powroty koło lub tuż po północy.Atmosfera stała się
b.napięta.
Doszło do tego, że wyprowadziła się i zostałem z niemal dorosłym dzieckiem.
Jak powiedziała, dziecko będzie miało ze mną lepiej. Minął od tego czasu
ponad rok.
Ja powoli otrząsałem się z tego, poznałem inne kobiety aż trafiłem na taką, z
którą jesteśmy b.blisko od paru miesięcy.Ona chce żebyśmy razem zamieszkali.
Sęk w tym, że ona ma 9 letnie dziecko i nie wiem czy potrafię się w tym
odnalezć. Moja (jeszcze żona) dzwoni tymczasem do mnie pod różnymi
pretekstami i choć ma innego mężczyznę, nie chce się z tamtym wiązać na
stałe.Jak się zorientowałem, po przetestowaniu kilku mężczyzn, doszła do
wniosku, że chciałaby byc jednak ze mną, choć wprost tego nie mówi, ale po co
dzwoni do mnie?
Zrobiła mi tyle krzywdy, że powrotu do niej nie chcę, ale jednocześnie czuję,
że w nowej roli ojca obego w sumie dziecka, też nie będzie mi dobrze.
Czuję się zagubiony w tym wszystkim.Nie chcę być sam- znam to uczucie aż za
dobrze,ale z drugiej strony nie czuję się na siłach wejść w nowy związek.
Czy Jak wyjść z tego błędnego koła?