kasia_majewska1
19.09.06, 02:07
POznałam kogoś starszego o 10lat, zakochanie itp.Powiedział mi, ze ma kogos
od 4 lat (nie-żona) ale ze to nie jest główna przeszkoda ale jego
charakter.Naprawde nie mam ochoty wchodzic Jej w droge, mimo ze trudno mi
bedzie sie odkochac i pewnie zgorzknieje na dobre...Zastanawiam sie kim jest
ona -Dziwne jest to, ze mieszka sam, spedza ze mna mase czasu a potem gadamy
dlugo przez telefon, jest strasznie spragniony czulosci (nie mowie o sexie)
Trwa to 3miesiace. Próbowalam byc z nim ale perspektywa tego ze nie bedziemy
razem do konca zycia i ze nie ma -moim zdaniem- na czym-poza uczuciem-
budowac wspolnej przyszlosci mnie przeraza.OD miesiąca nie spotykam sie z
nim, nie dzwnie, bardzo mnie to boli, placze do poduszki i mam potworną
depresję, bo chyba nigdy nie spotkam kogos kto tak gleboko we mnie tkwił od
zawsze.Z drugiej strony wiem ze musze tak postapic, bo inaczej potem bedzie
bardziej bolec.On dzwoni i zarzuca mi ze mam kogos i ze go zdradzam i w ten
sposob ranie-zabawne, bo przeciez 1.ja nikogo nie mam 2. to on ma jak sam
mowi "ukochaną" od dawna.Nie wiem po co ta zaborczosc.Wszystko to strasznie
trudne ale juz wiem, ze nigdy nikogo juz tak nie pokocham.
P.S.To juz nieistotne dla mnie...ale kolega ktory jest znajomym JEgo
najlepszego przyjaciela twierdzi, ze nie widzial nigdy BArtka z zadną
kobietą...nieważne Musialam sie wygadac, i tak nie pojme tej pogmatwanej
sytuacji.