szczurza_mama
23.10.06, 11:29
Drodzy Panowie (i Panie).
Postanowiłam się poradzić, bo nie bardzo wiem co robić. Od prawie tygodnia w
naszym związku trwają ciche dni. I to ja nie odzywam się do Niego. Już
tłumaczę w czym rzecz.
Otóż szukaliśmy wspólnie auta. Mieskamy razem od 2 miesięcy, parą jesteśmy 5
lat. Mój mężczyzna ma fioła na punkcie motoryzacji. Czasami myślę, że mógłby
żyć podłączony do TVN Turbo jak do kroplówki. Ale wiadomo, każdy ma jakiegoś
bzika, ja również. Samochodem uwielbiam jeździć i dlatego oboje
stwierdziliśmy, że chcemy kupić auto. Mielismy wspólnie wybrać to co nam
obojgu by pasowało, ale w rezultacie powoli zaczęło wychodzić na to, że
szukamy tego co on chce, a co mi się kompletnie nie podoba.
W międzyczasie wyszła opcja by dostać auto od mojej rodziny. Może nie jakieś
super, ale bardzo zadbane z malutkim przebiegiem (Skoda Felicja 1.6). Bo
generalnie rzecz biorąc auto nam jest niepotrzebne (wszędzie mamy blisko),
chcieliśmy tylko zaspokoić nasz kaprys. ;) Mój Nie-Mąż nie zgodził się na
auto od mojej rodziny nadal przegrzebując internet w poszukiwaniu rupieci z
silnikiem 2,5.
I teraz o co poszło... Po kilku rozmowach i moich przemyśleniach powiedziałam
mu, że rezygnuję ze wspólnego kupowania auta i wezme auto od rodziny (nie
jesteśmy małżeństwem, on nie kwapi się do ożenku a na dodatek zaczął mnie
pomijać przy rzekomo wspólnym wyborze pojazdu, a to dla mnie dobrze nie
wróży). Chciałam go namówić na to auto od mojej rodziny, bo byśmy mieli auto
za darmo, moglibyśmy zaoszczedzić nieco (wynajmujemy mieszkanie i mamy kredyt
do spłacenia w 3 lata). Mamy po 25 lat, więc jakbyśmy wkopali się jeszcze w
kredyt samochodowy to za kilka lat mielibyśmy starego gruchota i zero
oszczędności. Mój Nie-Mąż zareagował wyjątkowo nieprzyjemnie i agresywnie.
Wrzeszczał, że on ma marzenia, że zawsze chciał mieć takie i takie auto i
nigdy nie spełni swoich marzeń jeśli nie zrobi tego teraz.
Generalnie potraktował mnie jak wroga, jakbym mu chciała krzywdę zrobić. Jak
narkoman, któremu wyrywa sie strzykawkę. Na dodatek, gdy poprosiłam go o
więcej szacunku to wrzasnął "Nie!!!". Uznał mnie za zdrajczynię, bo wycofałam
sie z kupna auta i stwierdził, że sam weźmie kredyt.
Nie odzywam sie do niego, nie dlatego, że on chce sobie kupić sam auto, tylko
dlatego, że nie wysłuchał moich argumentów, potraktował mnie jak napastnika,
wroga, wrzeszczał i generalnie zachowywał sie jak małe dziecko, któremu mama
nie chce kupić zabawki. Nie przyszło mu na myśl, że właśnie chcę zrobić
wszystko by nam było w pzyszłości lepiej, bysmy sie nie udupili na zaś w
długach. Jest mi przykro z tego powodu, bo nie zasłużyłam sobie niczym na
miano jego "wroga".
Zawsze to ja jakoś sprawy łagodzę, przytulam się i proszę byśmy się nie
kłócili, przepraszam jeśli zrobie coś nie tak. To ja za nim latam i kadzę jak
bardzo go kocham (bo w gruncie rzeczy to naprawdę fajny facet). A on
potraktował mnie jak wroga. Ja czuję się jak świnia, bo mu zabieram marzenia.
A z drugiej strony jak nic nie zrobię to będzie klęska finansowa.
On nie kwapi się do przeprosin ani do zaczęcia rozmowy. Widzę, że go ta
sytuacja troche męczy, czasami coś tam do mnie powie, spyta jak dzień minął,
albo pyta gdzie idę, a ja odpowiadam mu półsłówkami i generalnie go olewam.
Ale powiem szczerze, że mi cieżko. Tym bardziej, że podejrzewam, iż on uważa
moje milczenie za szczeniackie obrażenie się i pewnie jak już przyjdzie to
tylko po to by spytać kiedy ma się wyprowadzić, bo z taką babą jak ja nie
będzie mieszkał. Nadal widzę, że przegląda ogłoszenia, więc nie przemyślał
sprawy naszych finansów.
I takie fundamentalne pytanie... Co do licha mam zrobić?
P.S. Bardzo dziękuję, że doczytaliście to wszystko. Należy Wam sie medal. ;)
P.S.2 Bardzo proszę, nie pastwcie sie nad nim jakos bardzo, bo wiadomo, że
każdy z nas ma marzenia i chłopak juz już witał sie z gąską i nagle okazuje
sie, że gąski może nie być. W zasadzie to go rozumiem, że go rozpacz
ogarnęła. Tylko, że co zrobić by w końcu znaleźć złoty środek... I czy dalej
się do niego nie odzywać czy może spróbować rozmawiać po raz kolejny
narażając się na następną awanturę? :/