Dodaj do ulubionych

Niedyskretne pytanie

IP: 157.25.122.* 29.11.01, 09:16
Mam do panów takie pytanie - ile wydajecie miesięcznie na swoje ukochane
(dziewczyny, kochanki, narzeczone)? Czy robicie im jakieś prezenty extra np.
podobała się jej bluzka, buty, torebka lub coś innego - proponujecie, że jej
kupicie, albo szuka sobie swetra, jej mężczyzna płaci za zakup.

Wiem, że to dość dziwne że o tym myślę ale jestem z facetem od dwóch lat,
prawie poprosił mnie o rękę, chce mieć ze mną dzieci. Różnica w zarobkach jest
oszałamiająca (ja 1000 on ok. 5000) a on chodząc ze mną na zakupy patrzy jak
kupuję sobie kosmetyk, bluzkę, spódnicę. Nie są to sumy przerażające ale miło
by było gdyby czasem zaproponował, że mi coś kupi. Tym bardziej, że jest mi
strasznie ciężko utrzymać się z tej sumy w stolicy (czynsz, książki itd)a
chciałabym ładnie wyglądać dla niego. Raz w życiu kupił mi torebkę (bo czuł się
winny za to co się stało z poprzednią ale to długa historia). Czasami miarzę,
żeby tak jak mój tata kupuje mamie, zaoferował się, że zapłaci za pasek czy
inny drobiazg.

Czy wszystkie kobiety są takie chciwe? Mój ukochany wydaje na mnie może z 50
zeta miesięcznie, ale kiedy myślę o tym wszystkim i tak czuję się straszną
materialistką.
Obserwuj wątek
    • Gość: Ralph Re: Niedyskretne pytanie IP: *.bielsko.dialog.net.pl 29.11.01, 10:18
      Tylko tyle?(wydaje ne Ciebie)?? Nie znając szczegółów trudno o wiarygodną
      opinię, ale ja zawsze wydawałem więcej, choć zarabiałem mniej(od niego). A może
      np. robicie długie wycieczki samochodem i tylko on płaci za paliwo?(np.
      500/miesiąc) i reguluje rachunki w knajpach? Na razie zprawa wygląda
      podejrzanie, jeśli tobie chodzi o coś wzajemnie poważnego...
      • Gość: Ola Re: Niedyskretne pytanie IP: 157.25.122.* 29.11.01, 11:06
        Fakt- masz rację płaci za mnie rachunki w kawiarniach (raz na miesiąc to jest
        właśnie te 50 zeta), i sam kupuje paliwo, kiedy przyjeżdża mnie odwiedzić - ale
        oboje mieszkamy w Warszawie, więc nie są to jakieś odległości. Do kina też
        chodzimy (raz na miesiąc) i to on płaci za bilety. Ostatnio próbował wysądować
        co bym powiedziała, gdyby mi się oświadczył. Wiem, że mnie kocha i wzajemnie,
        jesteśmy już ze sobą dość długo, ale przykro mi że nie ma "takich gestów".
        Chyba ich po prostu nie wyniósł z domu (matka wychowywała go samotnie).
        Oczywiście na urodziny i na gwiazdkę dostaję prezenty i cieszę się jak
        głupia :))) Chodziło mi po prostu o taki odruch, kiedy mężczyzna proponuje, że
        upi kobiecie coś bez okazji co jej się podoba. A ja jestem chyba
        strasznie "ekonomiczna" bo to co zarobię pozwala mi się utrzymać i nigdy nie
        naciągałam go na drobiazgi.

        Kiedyś widziałam śliczną bluzkę, gdy byliśmy razem na zakupach. Nie miałam
        pieniędzy więc postanowiłam poczekać do wypłaty. A on na to, że mógłby mi
        ewentualnie pożyczyć...
        • Gość: Ala.W Re: Niedyskretne pytanie IP: 157.25.122.* 29.11.01, 11:09
          Sorki za pomyłkę, w gość portalu miała być ala a nie ola :))))))))
        • Gość: Rick Re: Niedyskretne pytanie IP: *.reverse.qsc.de 29.11.01, 11:23
          Gość portalu: Ola napisał(a):
          > Kiedyś widziałam śliczną bluzkę, gdy byliśmy razem na zakupach. Nie miałam
          > pieniędzy więc postanowiłam poczekać do wypłaty. A on na to, że mógłby mi
          > ewentualnie pożyczyć...

          No i racje mial. Co ty myslisz? ze tylko dlatege, ze jestes kobieta to Tobie
          wszystko sie kupowac musi? Kino, kawa, urodziny itd. to rozumiem. Ale "sliczna
          bluzke" ktora przypadkowo widzicie na zakupach? Kobieto, przeciez ty pracujesz i
          sama zarabiasz, jak z tego co piszesz wynika.
          Moze lepiej przyznaj sie twojemu facetowi, ze rozczarowal cie z ta "sliczna
          bluzka". Ja na jego miejscu bym sie wtedy mocno zastanowil, w co sie wpakowalem.
          • stern_de Re: Niedyskretne pytanie 09.01.02, 15:51
            Gość portalu: Rick napisał(a):

            > No i racje mial. Co ty myslisz? ze tylko dlatege, ze jestes kobieta to Tobie
            > wszystko sie kupowac musi? Kino, kawa, urodziny itd. to rozumiem. Ale "sliczna
            > bluzke" ktora przypadkowo widzicie na zakupach?

            a dlaczego nie,
            jeśli się jej spodobała?
            nie lubisz sprawiać przyjemności kochanej osobie?

            > Moze lepiej przyznaj sie twojemu facetowi, ze rozczarowal cie z ta "sliczna
            > bluzka". Ja na jego miejscu bym sie wtedy mocno zastanowil, w co sie wpakowalem
            > .

            ja na jej miejscu też.
            Bo nie wiadomo, na ile partner poczuje się w obowiązku utrzymywac dom.
        • Gość: Ralph Re: Niedyskretne pytanie IP: *.bielsko.dialog.net.pl 29.11.01, 11:43
          Właściwie to nie lubię, gdy kobieta rości sobie w stosunku do mnie jakieś
          konkretne prawa...ale kiedy jestem przy forsie, i trwa to jakiś czas, to lubię
          cos komuś dać. Z tym, że oczekiwanie na to załącza mi czerwoną lampkę, pzdr
          • Gość: Ala.w Re: Niedyskretne pytanie IP: 157.25.122.* 29.11.01, 12:26
            Ralph, Rick - dzięki za uświadomienie mnie - myślałam, że tylko mój facet jest
            taki skąpy (koleżanki mają zupełnie inaczej). A tak, przynajmniej wiem, że
            mogłam trafić gorzej. Rick - moje zarabianie polega na tym, że jestem na III
            roku studiów państwowych, dziennych i pracuję na umowę zlecenie popołudniami do
            późnego wieczora żeby opłacić sobie jedzenie i czynsz w mieszkaniu które
            wynajmuję z kilkoma osobami. Odlicz sobie z tych 1000 zeta czynsz, gaz, wodę,
            energię, telefon, jedzenie i sam zobaczysz jak wiele zostanie mi na bluzkę.
            Zaharowuję się i czasem jest mi naprawdę ciężko, ale utrzymuję się sama i to
            jest mój powód do dumy. Przykro mi tylko czasem, jak sobie pomyślę że skoro
            jesteśmy ze sobą tak długo i planujemy wspólna przyszłość to czasem powinien mi
            coś kupić. Taka jest moja pazerna postawa roszczeniowa, ale gdy widzę coś
            ładnego i nie mogę sobie kupić, a wkoło koleżanki dostają coś od czasu do czasu
            od swoich mężczyzn to jest mi po prostu przykro. Może przez ten kontrast...
            • Gość: Kasia Re: Niedyskretne pytanie- pomysł !!!!!!! IP: *.waw.cdp.pl 29.11.01, 12:50
              Ale, radzę ze szczerego serca !!!! Jeśli go kochasz i on Ciebie też - jak
              najszybciej wydaj się za niego za mąż i bedziesz korzystała z jego pieniedzy do
              woli .koniec i kropka .
              • Gość: pola Re: Niedyskretne pytanie- pomysł !!!!!!! IP: 212.244.24.* 29.11.01, 13:18
                A ja myślę, ze nawet jeśli Ala wyda się za niego za mąż to on i tak bedzie
                skapił bo tak to trzeba nazwać. I do tego wypominał jeżeli sobie kupi coś extra
                z jego czy też bez jego wiedzy. Dziwi mnie to bardzo ma 5000 zł. miesięcznie i
                chce Ci "pożyczyć" na bluzkę? To w końcu co on z tymi pieniędzmi robi zbiera na
                kupkę? Nie potrafię tego zrozumieć moze dlatego, że nie jestem materialistką a
                pieniądze rzecz nabyta.
                Pozdrawiam.
            • Gość: Fenol Re: Niedyskretne pytanie IP: 10.30.42.* 02.01.02, 21:24
              Gość portalu: Ala.w napisał(a):

              > Ralph, Rick - dzięki za uświadomienie mnie - myślałam, że tylko mój facet jest
              > taki skąpy (koleżanki mają zupełnie inaczej). A tak, przynajmniej wiem, że
              > mogłam trafić gorzej. Rick - moje zarabianie polega na tym, że jestem na III
              > roku studiów państwowych, dziennych i pracuję na umowę zlecenie popołudniami do
              >
              > późnego wieczora żeby opłacić sobie jedzenie i czynsz w mieszkaniu które
              > wynajmuję z kilkoma osobami. Odlicz sobie z tych 1000 zeta czynsz, gaz, wodę,
              > energię, telefon, jedzenie i sam zobaczysz jak wiele zostanie mi na bluzkę.
              > Zaharowuję się i czasem jest mi naprawdę ciężko, ale utrzymuję się sama i to
              > jest mój powód do dumy. Przykro mi tylko czasem, jak sobie pomyślę że skoro
              > jesteśmy ze sobą tak długo i planujemy wspólna przyszłość to czasem powinien mi
              >
              > coś kupić. Taka jest moja pazerna postawa roszczeniowa, ale gdy widzę coś
              > ładnego i nie mogę sobie kupić, a wkoło koleżanki dostają coś od czasu do czasu
              >
              > od swoich mężczyzn to jest mi po prostu przykro. Może przez ten kontrast...

              Ala - jeśli chcesz opinii faceta (starszego od Ciebie o 15 lat) - to wywal tego
              francowatego skąpca.
              Jeżeli jest tak, jak opisujesz (studia i praca), jestes bardzo dzielną
              dziewczyną, a on (pracuje, i ma 5 tys) jest dupkiem.
              Facet, któremu zależy na kobiecie, nawet jak ma mało forsy, wypruje sobie żyły,
              by coś zdobyć dla swojej wybranki.
              Tu nic się nie zmieniło - tak było sto lat temu, 20, tak jest i tak będzie. Wiem -
              teraz jest nieco inna forma (jestem nawet jej zwolennikiem) - każdy płaci za
              siebie (np. jak nie mam forsy, zdarza się, że dziewczyna stawia mi piwo czy
              obiad. Ale jak mam, oddaję forsę płacąc za oboje), gdy oboje (!) zarabiają
              (podobnie)!!!.
              Ale żeby żadnych prezentów, mimo wysyłania wyraźnych sygnałów (piszesz, że bardzo
              Cię cieszysz, jak dostajesz prezent), mimo PLANÓW NA WSPÓLNĄ PRZYSZŁŚĆ !!!
              Wiesz jak będzie po ślubie? Ja wiem, bo wiele moich koleżanek jest/było w
              podobnej sytuacji. On da Ci część forsy na tzw. życie, a o pieniądze na bluzkę
              czy kosmetyk będziesz żebrać. Albo będzie Ci liczył każdą złotówkę.
              Świat pełen jest facetów. Jestem jednym z nich i nie wyobrażam sobie, żebym nie
              kupił czasami czegoś swojej dziewczynie. A gdyby była w Twojej sytuacji... Ja
              pracuję, Ty dorabiasz, by przeżyc. Na pewno nie płaciłabyś za knajpę, za kino
              (tylko raz w miesiącu? Błeeee). A Twoja radość z kupionej Ci bluzki byłaby dla
              mnie dużo więcej warta niż złotówki, rozumiesz? Myślę, że podobny tok rozumowania
              ma wielu facetów. Przynajmniej tych normalnych facetów.
              Daj se spokój z tym fagasem, bo gość ma ewidentnie węża w kieszeni. Już mu żeżarł
              pół mózgu.
              • Gość: Alka.w Re: Niedyskretne pytanie IP: 157.25.122.* 04.01.02, 12:42
                O Boże Fenol - dopiero teraz przeczytałm tego posta i pomimo, że teraz jestem w
                cholernie głupiej sytuacji, dzięki za opinię. Jeśli kiedyś jeszcze odczuję że
                mnie wykorzystuje i ma "tanie ciupcianie" zastanowię się głębiej nad tym
                związkiem.

                Czuję się koszmarnie (wyrzuty sumienia że tak go osądziłam) i jednocześnie
                jestem bardzo szczęśliwa. Na gwiazdkę dostałam olbrzymią torbę z serduszkami.
                Mój ukochany kupił mi czarną kolorową bieliznę
                Rosy !!!!!!!!!!!!!!!:))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))) i jeszcze
                cieniutki łańcuszek z oczkiem i srebrny naszyjnik Yes (ładny i b. dyskretny),
                misia do pary (skarżyłam się że mój jest taki samotny :)))) i kasetę Bridget
                Jones.... Byłam w ciężkim szoku. Strasznie głupio mi że tak go osądziłam.
                Pewnie uświadomił sobie, że troszkę mnie zaniedbuje i starał się to nadrobić.
                Teraz jest dla mnie straszliwie czuły i wszystko super się układa.

                Dziękuję, że próbowaliście mi pomóc. Każda rada była dla mnie wartościowa i
                cenna

                Ala
        • Gość: zzzz Re: Niedyskretne pytanie IP: 195.217.253.* 24.12.01, 11:38
          Uwazaj moja droga.....owszem czasami facet nie ma tego gestu i tyle. Ale moze
          sie okazac ze po prostu jest liczykrupa i dopiero sie zacznie po slubie!! Nie
          wim czy mieszkacie razem czy nie. Jesli tak to jak to jest z zakupami tzw
          domowymi? Tez sie rozliczacie, czy kazdy "sobie rzepke skrobie" i lodowke macie
          podzielona? Jesli nie mieszkacie jeszcze razem to proponuje najpierw sprobowac
          a potem przyjmowac oswiadczyny.....

      • Gość: Ala.w Re: Niedyskretne pytanie IP: 157.25.122.* 29.11.01, 13:37
        Pola - kiedyś zarabiał 7 tys! To nie są moje pieniądze tylko jego i nie chce
        nachalnie pytac na co wydaje. Wiem tylko, że dużo wydaje na benzynę, parking
        strzeżony, utrzymuje mamusię, ostatnio zmienił samochód na lepszy, kupił jakiś
        sprzęty AGD a i tak wczoraj niestarczyło nam pieniędzy na pizzę i musiałam się
        dołożyć. Poza tym ma takie kosztowne przyzwyczajenia - perfumy za ponad dwie
        bańki wylewa na siebie w miesiąc itd. Zresztą ja też czasem zapraszam go na
        obiadek czy do kina. Ale nie ukrywam - on to robi częściej. Nie mam pojęcia na
        co tyle wydaje- szkoda, że nie na mnie :))
        • Gość: pola Re: Niedyskretne pytanie IP: 212.244.24.* 29.11.01, 14:26
          Ja mam po prostu zupełnie inne doświadczenia. Od poczatku mojej znajomości z
          facetem z którym jestem od 7 lat w nieformalnym zwiazku wszystkie pieniadze
          były wspólne i wspólnie nimi dysponowaliśmy (nawet jeśli ja nie miałam dochodu
          to mój mężczyzna starał sie konsultować ze mną wszystkie wydatki). Takie były
          takie są i takie bedą nasze zwyczaje w tej kwestii. Od samego poczatku bycia
          razem nie było moje twoje tylko nasze. Zadne z nas tego nie wykorzystuje
          (oczywiście jeżeli mam ochote coś kupić to jeśli są takie mozliwości finansowe
          robie to i nie ma awantur i vice versa).
          Pozdrawiam.
        • Gość: abee Re: Niedyskretne pytanie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 29.11.01, 15:29
          Gość portalu: Ala.w napisał(a):

          > Pola - kiedyś zarabiał 7 tys! To nie są moje pieniądze
          tylko jego i nie chce
          > nachalnie pytac na co wydaje. Wiem tylko, że dużo
          wydaje na benzynę, parking
          > strzeżony, utrzymuje mamusię

          A mnie by sie tutaj zapalila "czerwona lampka". Nie chce
          straszyc, ale moze byc tak, ze mamusia jest i zawsze
          bedzie wazniejsza od Ciebie.
        • kini Re: Niedyskretne pytanie 29.11.01, 16:35
          Alu! Moim zdaniem nie powinnaś niczego mu fundować, bo cię po prostu na to nie
          stać i twój chłopak powinien to zrozumieć. Dziwna wydaje mi się jego
          propozycja, że pożyczy ci na bluzkę. Mógłby się już w ogóle nie odezwać. Nie
          chodzi o to, że uważam, iż chłopak powinien być sponsorem, ale po prostu kiedyś
          chodziłam z kimś, kto przez swoje skąpstwo sprawił, że temat pieniędzy to dla
          mnie temat drażliwy. Były z nim akcje pod tytułem - chodzimy razem po cetrum
          handlowym, wchodzimy do sklepu Royal Collection (nieuświadomionych uświadamiam,
          że ceny tam są baardzo wysokie), mój chłopak udaje stałego bywalca i swobodnie
          konwersuje z panią sprzedawczynią na temat odzieży Pierra Cardina, po czym
          idziemy do Pizza Hut, ale za pół pizzy już muszę zapłacić. Zauważasz ten
          kontrast? Dla innych to miał kasę, zarabiał dużo, dla mnie nigdy jej nie miał.
          Zawsze rozliczaliśmy się co do grosza. Może jestem trochę przeczulona na tym
          tle, ale radzę ci, lepiej zwróć na to uwagę, zanim weźmiesz z nim ślub.
          • Gość: Bea Re: Niedyskretne pytanie IP: *.tele2.pl 30.11.01, 01:20
            Ja w ogóle nie wiem, dlaczego rościsz sobie jakiekolwiek prawa do jego
            pieniędzy. On zarabia, on decyduje. Nie jest przecież zobligowany cokolwiek ci
            kupować. To zbyt prymitywny chwyt "kupię sobie tę bluzkę po wypłacie". Miał
            rację, że ci może pożyczyć. I też ma prawo do perfum czy wody toaletowej za
            300zł, i do rękawiczek za 800 zł, i sprzętu za 7000 zł - to jego pieniądze i
            nie masz w ogóle tu nic do powiedzenia, a tym bardziej nie masz prawa rozliczać
            go z jego zakupów. Niestety. To nie Janosik, który musi pomagać biedniejszym ;)

            Jeśli zarabiasz 1000 zł to powinnaś tak tym gospodarować, żeby ci wystarczyło.
            Jeśli nie stać cię na fajne ciuchy po prostu ich nie kupujesz.

            A za mąż nie wychodzi się po to, by mieć wspólną kasę, szanowne koleżanki.
            Zastanówcie się, co tej dziewczynie proponujecie. Po ślubie facet, jeśli
            zarabia więcej, też ma prawo decydować na co idą JEGO pieniądze! I dopóki Ala
            nie znajdzie lepiej płatnego zajęcia, zawsze będzie niezadowolona, że musi się
            tłumaczyć z zakupów, albo o coś prosić...

            Może być i tak, że mając żonę zechce zadbać o to by ładnie wyglądała i będzie
            rozrzutny. A teraz... przecież jutro może cię już przy nim nie być...
            • muzaaa Re: Niedyskretne pytanie 30.11.01, 06:08
              Ala:)
              Ludzie sa rozni. Kazdy ma prawo do swojej opinii, do wyboru stylu zycia i bycia
              z drugim czlowiekiem. Nie ma regol postepowania w przypadku poruszanej przez
              ciebie sprawy.
              Wartosci w zyciu ulegaja zmianie, a model wzajemnych relacji damsko-meskich
              rowniez nie zatrzymal sie na wzorcach naszych dziadkow.
              Jezeli obecna sytuacja jest dla Ciebie w jakis sposob niewygodna powinnas
              porozmawiac o tym ze swoim mezczyzna. Nie bede powtarzac prawd oczywistych, ze
              tylko wzajemne porozumienie jest podstawa dobrego i trwalego zwiazku.
              Musisz byc szczera Alu:)
              Ala:) dla Ciebie powinien byc mezczyzna, ktory zajmuje sie tym co go naprawde
              pasjonuje. Mezczyzna z wrodzona fantazja, dla ktorego pieniadz jest tylko
              rzecza nabyta i nie przywiazuja do niego zbyt duzej wagi. Mezczyzna ktory
              wykorzystuje wszystkie dostepne mu srodki zeby zakrecic swiat w ktorym znajduje
              sie razem z Toba. Nie lubilabym takiego centusia z jakim jestes teraz.

              A tak na marginesie to chyba on nadal mieszka z mama:). Piec tysiecy to mimo
              wszystko nie taka oszalamiajaca ilosc pieniedzy. Moze on tez nie moze zwiazac
              koniec z koncem, jezeli wynajmuje mieszkanie.
            • Gość: livia Re: Niedyskretne pytanie do BEA IP: 212.160.156.* 30.11.01, 10:52
              Otóż, mylisz się. Po slubie istnieje wspólność małżeńska, która oznacza m.in,
              że dochody jednego z małżonków są ... wspólne. Chba, ze przed slubem spisze się
              intercyzę. Wtedy Jego dochody pozostają tylko jego (i vice versa).
              Do Ali: Facet chyba nalezy do skąpych względem innych (za wyjątkiem Mamy). I
              teraz musisz sobie odpowiedzieć na pytanie, czy Ci to odpowiada.
              W miom przypadku to jest tak, że fundowalismy sobie rózne rzeczy nawzajem i
              robilismy prezenty. W sumie to sie chyba wyrównywało, ale nkt tego nie liczył.
              pamiętam moment, gdy on był bez kasy na restaurację. Wiesz co zrobił???
              Zaproponował, żebysmy zrobili sobiepiknik przygotował górę pysznych kanapek i
              kupil mi batonika. Miłe, acz niekosztowne. I rozczulające. Pozdrawiam
              Liv.
              • Gość: Ala.w Re: Niedyskretne pytanie do Livii IP: 157.25.122.* 30.11.01, 13:16
                Livio, rzeczywiście urocze. Ale mój tez się czasami stara. Właśnie dlatego tak
                trudno mi go rozszyfrować - czasem jest skąpy (co mie dotkliwie rani i
                przeraża), ale czasem też bardzo uroczy. Wczoraj oboje byliśmy spłukani (koniec
                miesiąca) a ja miałam w lodówce tylko jajka i masło. Bardzo się martwił, że
                będę głodna, ale nie chciałam nawet tych drobnych które mi oferował. Późnym
                wieczorkiem pojawił się z batonikami (urwał się specjalnie z pracy).To było
                naprawdę rozczulające. Wiem też, że sam jest bardzo rozrzutny, dlatego nigdy
                nie wymawiałby mi większych zakupów.
                • Gość: Rud Re: do Ali W. IP: *.sympatico.ca 01.12.01, 20:35
                  Gość portalu: Ala.w napisał(a):

                  > Livio, rzeczywiście urocze. Ale mój tez się czasami stara. Właśnie dlatego tak
                  > trudno mi go rozszyfrować - czasem jest skąpy (co mie dotkliwie rani i
                  > przeraża), ale czasem też bardzo uroczy. Wczoraj oboje byliśmy spłukani (koniec
                  >
                  > miesiąca) a ja miałam w lodówce tylko jajka i masło. Bardzo się martwił, że
                  > będę głodna, ale nie chciałam nawet tych drobnych które mi oferował. Późnym
                  > wieczorkiem pojawił się z batonikami (urwał się specjalnie z pracy).To było
                  > naprawdę rozczulające. Wiem też, że sam jest bardzo rozrzutny, dlatego nigdy
                  > nie wymawiałby mi większych zakupów.

                  Ty go musisz naprawde kochac, ja bym sie batonikami nie najadla. Co go tak
                  tlumaczysz? Mezczyzna jak cos ofiarowuje kobiecie to zwlasnej nieprzymuszonej
                  woli. Nie potrafi mowic o milosci, milosc okazuje czynami. Pracuje dla rodziny
                  (mozna to do Ciebie juz powoli odniesc skoro mysli o zareczynach i w konsekwencji
                  slubie) i jest z tego dumny. To jest ich sposob na okazywanie uczuc. Nurtuje mnie
                  jednak pytanie czy On nie jest typem ukochanego chlopczyka mamusi,
                  uksztaltowanego na jej modle. Wtedy bedziesz miec problem. On sie nie zmieni,
                  zawsze zdanie matki bedzie najwazniejsze a Ty w dalszej kolejnosci. Pisze o tym
                  bo ma to zwiazek z jego priorytetami w wydawaniu pieniedzy.
              • Gość: dziubek Re: Niedyskretne pytanie do BEA IP: 168.224.1.* 30.11.01, 13:57
                Gość portalu: livia napisał(a):

                > Otóż, mylisz się. Po slubie istnieje wspólność małżeńska, która oznacza m.in,
                > że dochody jednego z małżonków są ... wspólne. Chba, ze przed slubem spisze się
                >
                > intercyzę. Wtedy Jego dochody pozostają tylko jego (i vice versa).
                > Do Ali: Facet chyba nalezy do skąpych względem innych (za wyjątkiem Mamy). I
                > teraz musisz sobie odpowiedzieć na pytanie, czy Ci to odpowiada.
                > W miom przypadku to jest tak, że fundowalismy sobie rózne rzeczy nawzajem i
                > robilismy prezenty. W sumie to sie chyba wyrównywało, ale nkt tego nie liczył.
                > pamiętam moment, gdy on był bez kasy na restaurację. Wiesz co zrobił???
                > Zaproponował, żebysmy zrobili sobiepiknik przygotował górę pysznych kanapek i
                > kupil mi batonika. Miłe, acz niekosztowne. I rozczulające. Pozdrawiam
                > Liv.

                Jasne, pieniądze zarobione w małżeństwie są wspólne. Ale jeśli mąż zarabia kilka
                razy więcej od żonki, to jasne jest, że ma większy wpływ na decyzje na co wydawać
                wspólne pieniądze. Czy się mylę?
                Pozdrawiam
                • kini Re: Niedyskretne pytanie do BEA 30.11.01, 14:28
                  Moim zdaniem nie masz racji. Wspólnota to jest wspólnota. Decyzje podejmuje się
                  wspólnie. Wyobraź sobie, że małżonkowie kupują sofę do pokoju. Ona mówi: podoba
                  mi się czerwona. A on: nie, kupimy niebieską, bo to moje pieniądze, ja więcej
                  zarabiam. Taka sytuacja jest twoim zdaniem w porządku?
                  • Gość: dziubek Re: Niedyskretne pytanie do BEA IP: 168.224.1.* 30.11.01, 14:49
                    Przecież napisałem 'większy' wpływ a nie 'wyłączny'.
                    Czy Twoim zdaniem naturalne rozwiązanie tej kwestii to kupno czerwonej sofy?
                    Czy w porządku jest traktowanie mężczyzny jak skarbonki, której można zrobić
                    harakiri jeśli potrzeba pieniędzy?
                    Pozdrawiam
                    • kini Do Dziubka 03.12.01, 16:27
                      Dla mnie "większy wpływ" to znaczy "jak mam tu ostatnie słowo, bo więcej
                      zarabiam". O to ci chyba chodziło, prawda? Rozwiązaniem kwestii sofy z mojego
                      przykładu jest dyskusja między małżonkami. Kto użyje bardziej racjonalnych
                      argumentów, ten wygrywa. A to, ile kto zarabia, nie ma żadnego wpływu na wybór
                      danego towaru.
                      • Gość: dziubek Re: Do Dziubka IP: 168.224.1.* 05.12.01, 15:58
                        kini napisał(a):

                        > Dla mnie "większy wpływ" to znaczy "jak mam tu ostatnie słowo, bo więcej
                        > zarabiam". O to ci chyba chodziło, prawda? Rozwiązaniem kwestii sofy z mojego
                        > przykładu jest dyskusja między małżonkami. Kto użyje bardziej racjonalnych
                        > argumentów, ten wygrywa. A to, ile kto zarabia, nie ma żadnego wpływu na wybór
                        > danego towaru.
                        Ale przecież wysokość zarobków to jest bardzo racjonalny argument!
                        • kini Re: Do Dziubka 06.12.01, 10:20
                          > Ale przecież wysokość zarobków to jest bardzo racjonalny argument!

                          Racjonalny? Nie to miałam na myśli. Dla mnie racjonalny argument to na przykład
                          taki: "nie kupujmy czerwonej sofy, bo nie będzie nam pasowała do koloru ścian".
                          Nie wyobrażam sobie, żeby mój mąż kiedykolwiek użył argumentacji podpierającej
                          się wysokością jego zarobków! Uważam to za cios poniżej pasa! Każdy z małżonków
                          wnosi do małżeństwa, ile może, a małżeństwo nie kieruje się chyba zasadami rodem
                          ze spółki akcyjnej.

                          A co w przypadku, kiedy twoja żona nie pracowałaby, tylko prowadziła dom? W ogóle
                          nie miałaby nic do powiedzenia?
                  • Gość: livia Re: Niedyskretne pytanie do BEA IP: 212.160.156.* 30.11.01, 14:52
                    Dzieki kini.
                    Wspolnota to wspolnota; ze wszystkimi konsekwencjami. Jesli jej nie chcemy, to
                    podpisujemy intercyzę. Wtedy każdy gest i prezent to przejaw autonomicznej
                    dobrej woli. Jesli jednak swiadomie wchodzimy we wspólnotę, to nie można
                    udzialów w niej dzielic na wiekszoścowe i mniejszosciowe.
                    Dla opowiadaacych sie za "pakietami" głosów w związku: jak przeliczyć, po jakim
                    kursie i na jakie jednostki prace, którą żona wykonuje w domu: pranie,
                    prasowanie, zmywanie, sprzątanie - czy w takim wpadku mąż pownien robic
                    wszystko koło siebie, włącznie ze zmiana pościeli po swojej stronie łóżka, aby
                    zachować większościowy udział ??? To chyba paranoidane... I bez sensu.
                    Liv.
                    • Gość: dziubek Re: Niedyskretne pytanie do BEA IP: 168.224.1.* 30.11.01, 15:18
                      Gość portalu: livia napisał(a):

                      > Dzieki kini.
                      > Wspolnota to wspolnota; ze wszystkimi konsekwencjami. Jesli jej nie chcemy, to
                      > podpisujemy intercyzę. Wtedy każdy gest i prezent to przejaw autonomicznej
                      > dobrej woli. Jesli jednak swiadomie wchodzimy we wspólnotę, to nie można
                      > udzialów w niej dzielic na wiekszoścowe i mniejszosciowe.
                      > Dla opowiadaacych sie za "pakietami" głosów w związku: jak przeliczyć, po jakim
                      >
                      > kursie i na jakie jednostki prace, którą żona wykonuje w domu: pranie,
                      > prasowanie, zmywanie, sprzątanie - czy w takim wpadku mąż pownien robic
                      > wszystko koło siebie, włącznie ze zmiana pościeli po swojej stronie łóżka, aby
                      > zachować większościowy udział ??? To chyba paranoidane... I bez sensu.
                      > Liv.

                      Paranoidalne i bez sensu jest ustalanie wkładu do wspólnoty majątkowej??? To może
                      równie paranoidalne jest zmuszanie facetów przez ich żony do większego udziału w
                      pracach domowych? Przeciez to nieważne, kto ile czego zrobi i zarobi. Ważne, że
                      jest wspólnota!

                      Drogie panie, wartość każdej pracy można precyzyjnie wycenić. Otóż jest ona warta
                      tyle, ile ktoś jest skłonny za nią zapłacić. Proste?
                      Za miesiąc pracy mojej żony pracodawca płaci jej kilka razy mniej niż mój
                      pracodawca płaci mnie za miesiąc mojej pracy. W domu również zmywam, sprzątam,
                      zmieniam pościel itp. itd. i nikt mi za to nie płaci. Robię to rzadziej niż żona,
                      ale proporcje są o wiele bardziej wyrównane niż proporcje naszych zarobków. Jeśli
                      chodzi o prasowanie - tego nie robię (podobno nigdy tego nie zrobię dobrze).
                      Pozdrawiam
                      • Gość: livia Re: Niedyskretne pytanie do BEA IP: 212.160.156.* 30.11.01, 15:43
                        hej,
                        widze, ze Cie dotkęłam, a nie to było moim celem. Chodzi mi jedynie o to (co Ty
                        potwierdzasz w sumie), że wspolnota to wspolnota. I jesli decydujemy sie na nia
                        świadomi konsekwencji, to nikt nikomu nie wylicza wielkości wkładów, bo... to
                        się jakos wyrównuje. Czy dlatego, że wiecej zarabiasz, uważasz, że masz "więcje
                        głosów" podczas podejmowania decyzji np. gdzie jechac na wczasy czy co kupić
                        niz twoja żona??? Nie. Ja myslę, że po prostu dochodzicie do porozumienia i
                        nikt nie uzywa (a przynajmniej nie powinien) agrumentu: " Ma byc jak ja chce ,
                        bo więcej zarabiam!". Taki targ może byc zabójczy dla związku dwojga ludzi.
                        Miłośc to DAWANIE, w obu sferach: materialnej i niematerialnej.
                      • Gość: abee Re: Niedyskretne pytanie do BEA IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.12.01, 12:58
                        Gość portalu: dziubek napisał(a):
                        > Drogie panie, wartość każdej pracy można precyzyjnie
                        > wycenić. Otóż jest ona war
                        > ta tyle, ile ktoś jest skłonny za nią zapłacić. Proste?

                        I tacy jak ty twierdza, ze to kobiety sa materialistkami.
                        Zastanow sie, co napisales. To znaczy, ze np.
                        wychowywanie dziecka jest warte zero, bo nikt za nie
                        przeciez nie placi.

                        Byl w moim zyciu okres, kiedy maz zarabial wiecej ode
                        mnie i taki, w ktorym to ja utrzymywalam dom. I jakos nie
                        robilismy z tego problemu - kazde z nas stara sie wniesc
                        do naszego zycia jak najwiecej. Jesli jedno ciezko i
                        dlugo pracuje - drugie moze np. zrobic obiad. I jesli
                        byly miedzy nami konflikty co do tego, na co wydac jakas
                        kase, to nigdy nie padl argument "ja wiecej zarabiam,
                        wiec ty powinienes mi dac wiecej prawa do decydowania".
                        Rozliczac sie z kazdego grosza mozna jak sie jedzie z
                        kolegami pod namiot, ale w malzenstwie czy powaznym
                        zwiazku to po prostu smieszne. Nie wiem, jak mozna
                        traktowac partnera jak "inwestycje" w ktora sie wlozylo
                        ilestam kasy. Kasa rzadzi nasza ekonomia, ale nie naszym
                        sercem.
                        Ali niestety nic pocieszajacego powiedziec nie potrafie.
                        Ja bym sie bala wiazac z taka osoba, ktora wszystko
                        przelicza na pieniadze.
                        • Gość: dziubek Re: Niedyskretne pytanie do BEA IP: 168.224.1.* 05.12.01, 15:56
                          Gość portalu: abee napisał(a):

                          > Gość portalu: dziubek napisał(a):
                          > > Drogie panie, wartość każdej pracy można precyzyjnie
                          > > wycenić. Otóż jest ona war
                          > > ta tyle, ile ktoś jest skłonny za nią zapłacić. Proste?
                          >
                          > I tacy jak ty twierdza, ze to kobiety sa materialistkami.
                          > Zastanow sie, co napisales. To znaczy, ze np.
                          > wychowywanie dziecka jest warte zero, bo nikt za nie
                          > przeciez nie placi.
                          Szczerze mówiąc nie wiem, kto twierdzi, że kobiety są materialistkami. Ja tak nie
                          twierdzę.
                          Zastanowiłem się i stwierdzam, że wychowanie dziecka jest bardzo wartościową i
                          trudną pracą, ponieważ bardzo wiele wszyscy za nią płacimy:
                          - zasiłki porodowe,
                          - płatne (100%) urlopy macierzyńskie,
                          - zasiłki rodzinne,
                          - nauczyciele.

                          >
                          > Byl w moim zyciu okres, kiedy maz zarabial wiecej ode
                          > mnie i taki, w ktorym to ja utrzymywalam dom. I jakos nie
                          > robilismy z tego problemu - kazde z nas stara sie wniesc
                          > do naszego zycia jak najwiecej.
                          A kto robi problemy?

                          > Jesli jedno ciezko i
                          > dlugo pracuje - drugie moze np. zrobic obiad. I jesli
                          > byly miedzy nami konflikty co do tego, na co wydac jakas
                          > kase, to nigdy nie padl argument "ja wiecej zarabiam,
                          > wiec ty powinienes mi dac wiecej prawa do decydowania".
                          Ja też nie używam tego argumentu.

                          > Rozliczac sie z kazdego grosza mozna jak sie jedzie z
                          > kolegami pod namiot, ale w malzenstwie czy powaznym
                          > zwiazku to po prostu smieszne. Nie wiem, jak mozna
                          > traktowac partnera jak "inwestycje" w ktora sie wlozylo
                          > ilestam kasy. Kasa rzadzi nasza ekonomia, ale nie naszym
                          > sercem.
                          > Ali niestety nic pocieszajacego powiedziec nie potrafie.
                          > Ja bym sie bala wiazac z taka osoba, ktora wszystko
                          > przelicza na pieniadze.

            • madlena Re: Niedyskretne pytanie 16.12.01, 20:57
              Gość portalu: Bea napisał(a):

              >oj tutaj kolezanka Bea chyba lekko przesadzila. Ja sie tak moze z innej beczki
              spytam skad tyle agresji w tym poscie? ala prosila o rade a nie zebys na nia
              skakala jak dziki wilk.
              a reasumujac to nie przesadzajmy z ta niezaleznoscia. gest jest pozadany nie
              zaleznie od plci. bycie razem zobowiazuje. dzielenie wszystkiego na pol, i to
              jeszcze z inicjatywy faceta jest zenujace- tym bardziej po dwoch latach. sa
              kobiety ktore to akceptuja sa i takie dla ktorych jest to sygnal do rozwazenia
              powazniejszych angazy. dla mnie skapiec jest niemeski i absolutnie nie podzielam
              zdania ze to sa jego pieniadze i ze moze sobie robic z nimi co chce. Po dwoch
              latach znajomosci ???!!! to mozna rozwazac czy wylozyc za sasiada na wspolny
              dywan przed winda a nie czy kupic dziewczynie bluzke
            • stern_de Re: Niedyskretne pytanie 09.01.02, 15:58
              Gość portalu: Bea napisał(a):

              > A za mąż nie wychodzi się po to, by mieć wspólną kasę, szanowne koleżanki.
              > Zastanówcie się, co tej dziewczynie proponujecie. Po ślubie facet, jeśli
              > zarabia więcej, też ma prawo decydować na co idą JEGO pieniądze!

              wiesz BEA,
              całe szczęście, że Ci wredni prawnicy wymyślili, że pieniądze zarobione przez
              współmałzonka stanowią ich wspólne dobro.

              No ale wiadomo - prawnicy to świnie :))))))).

              > Może być i tak, że mając żonę zechce zadbać o to by ładnie wyglądała i będzie
              > rozrzutny. A teraz... przecież jutro może cię już przy nim nie być...

              fajne podejście - nie dbam o swój związek, bo jutro może się rozpaść.
              Najlepsza recepta na samotność, jaką czytałem :-)
        • Gość: Melba Re: Niedyskretne pytanie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.12.01, 19:26
          Gość portalu: Ala.w napisał(a):

          > wczoraj niestarczyło nam pieniędzy na pizzę i musiałam się
          > dołożyć.
          To komu nie starczyło - jemu czy Wam? On to "Wy" a Ty to Ty?
      • Gość: Alka Re: Niedyskretne pytanie IP: 157.25.122.* 30.11.01, 16:45
        Rick - troszczę się SAMA o swoje utrzymanie, nikt mi nie zapewnia wiktu i
        zakwaterowania, po prostu mi przykro!!! Nie roszczę też ŻANDYCH praw w stosunku
        do swojego narzeczonego, chodzi mi tylko o drobny gest, raz na kilka
        miesięcy!!!! A jeżeli chodzi o perfumy to rzeczywiście, dostałam od niego
        niezłe na urodziny więc jest OK.
        Jest to moja pierwsza miłość, a wychowano mnie na kobietę, która nie zakochuje
        się dwa razy. Ale kiedy wymknęło mu się, ile we mnie zainwestował (nie chce mi
        się wymieniać, ale lista nie jest długa) szlag mnie trafia. Rick - nie masz
        racji, ja mam za dużo ambicji by nie bolało mnie takie traktowanie...
        • Gość: Rick Re: Niedyskretne pytanie IP: *.reverse.qsc.de 30.11.01, 17:17
          Gość portalu: Alka napisał(a):

          > Jest to moja pierwsza miłość, a wychowano mnie na kobietę, która nie zakochuje
          > się dwa razy. Ale kiedy wymknęło mu się, ile we mnie zainwestował (nie chce mi
          > się wymieniać, ale lista nie jest długa) szlag mnie trafia

          Aha. No wygloda na to, ze facet rzeczywiscie jest troche sknera. I takie
          wypominanie ile sie pieniedzy na partnera wydalo jest oczywiscie nie na miejscu.
          Chodzaz: moze ma dlugi i uwaza na kase?

          Moje ogolne zdanie jest: Nie ma sie prawa wymagac i oczekiwac czegos od innych
          ludzi. Nawet Zony czy meza. Ma sie jednak obowiazek dbac o innach, pomagac im i
          sprawac im w miare mozliwosci radosc. Partnerstwo jest wzajemnym dawaniem, nie
          braniem.
        • kini Re: Niedyskretne pytanie 03.12.01, 16:41
          ILE W CIEBIE ZAINWESTOWAŁ???? No to uważaj, dziewczyno!!! Mój były zapisywał
          sobie w notesiku, ile na mnie wydał, i kiedyś mnie podliczył, ile mam mu
          zwrócić. Nie chcę cię zniechęcać, ale uważaj na niego. Przede wszystkim skończ
          z fundowaniem mu czegokolwiek.
    • yess Re: Niedyskretne pytanie 30.11.01, 13:44
      ty nie jestes chciwa tylko on jest zajebana kutwa !!!!
      • Gość: atropina Re: Niedyskretne pytanie IP: *.media4u.pl 30.11.01, 15:48
        też tak uważam!!!, on jest zwyczajnym egoistą i narcyzem. Kiedy ktoś wylewa na
        siebie hektolitry drogich perfum i nigdy nie kupił ich swojej Ukochanej, by
        także ona mogła cieszyć się boskimi woniami drogich perfum, to...... (brak mi
        słów)
        uciekaj od niego gdzie pieprz rośnie!!!
        mężczyźni z tego nie wyrastają :)
      • Gość: Rick Re: Niedyskretne pytanie IP: *.reverse.qsc.de 30.11.01, 16:21
        yess napisał(a):

        > ty nie jestes chciwa tylko on jest zajebana kutwa !!!!

        Czasem naprawde ciesze sie, ze tak malo obcokrajowcow zna polski. Dajesz naprawde
        piekne swiadectwo o polskiej kulturze. Tylko dlatego, ze facet nie kupuje ciuchow
        swej panience, to jest kutwa i to zajebana. Jeszcze tylko brakuje, abys napisal,
        zeby dac tobie adres tego gosca, aby potem pojsc do niego i dac mu wpierol, jak
        to w polskim zwyczaju. Bo on ma inne podejscie do paru spraw niz ty. Z jakiej wsi
        pochodzisz?
        A co do dyskusji: Para o ktora chodzi nie jest malzenstwem, wiec kobieta nie
        ma "prawa" do pieniedzy partnera. Rozni sa ludzie, jedni mniej lub wiecej skapi,
        ale sam fakt, ze jest sie para nie oznacza automatacznie, ze sie partnerce
        wszystko kupuje. Ala ma tylko 1000 zloty miesiecznie, to jest jej sprawa. Ona nie
        ma prawa wymagac lub oczekiwac od partnera pieniedzy. Powinna miec tu troche
        weicej ambicji i sama dbac o swoja systuacje finansowa.
        • .karita Re: Niedyskretne pytanie 04.12.01, 16:08

          > Czasem naprawde ciesze sie, ze tak malo obcokrajowcow zna polski. Dajesz napraw
          > de
          > piekne swiadectwo o polskiej kulturze. Tylko dlatego, ze facet nie kupuje ciuch
          > ow
          > swej panience, to jest kutwa i to zajebana. Jeszcze tylko brakuje, abys napisal
          > ,
          > zeby dac tobie adres tego gosca, aby potem pojsc do niego i dac mu wpierol, jak
          >
          > to w polskim zwyczaju. Bo on ma inne podejscie do paru spraw niz ty. Z jakiej w
          > si
          > pochodzisz?
          > A co do dyskusji: Para o ktora chodzi nie jest malzenstwem, wiec kobieta nie
          > ma "prawa" do pieniedzy partnera. Rozni sa ludzie, jedni mniej lub wiecej skapi
          > ,
          > ale sam fakt, ze jest sie para nie oznacza automatacznie, ze sie partnerce
          > wszystko kupuje. Ala ma tylko 1000 zloty miesiecznie, to jest jej sprawa. Ona n
          > ie
          > ma prawa wymagac lub oczekiwac od partnera pieniedzy. Powinna miec tu troche
          > weicej ambicji i sama dbac o swoja systuacje finansowa.


          ...wypowiedziala sie kolejna kutwa
          • Gość: Rick Re: Niedyskretne pytanie IP: *.dip.t-dialin.net 04.12.01, 21:43
            .karita napisał(a):

            > ...wypowiedziala sie kolejna kutwa

            Nic wiecej nie przyszlo do glowy z kuzym mozdzkiem?
            Czy potrafisz chociasz calym zdaniem?

            • .karita Re: Niedyskretne pytanie 05.12.01, 10:18
              kup sobie słownik ortograficzny nieuku.<-----------
              • Gość: Rick Re: Niedyskretne pytanie IP: *.dip.t-dialin.net 05.12.01, 10:28
                .karita napisał(a):

                > kup sobie słownik ortograficzny nieuku.<-----------
      • Gość: aNKA Do Ali IP: *.grzegorzki.sdi.tpnet.pl 01.12.01, 11:33
        Ala,

        ryczałam ze śmiechu, czytając o bluzce i "ewentualnej pożyczce". Rany, zastanów
        się nad nim poważnie.
        A wszystkich facetów, którzy zaraz na nas napadną, informuję: przecież chodzi o
        to, żeby wiedzieć, że im na nas zależy, a nie o wyciąganie forsy.
        Mam męża, i jest mi bardzo miło, gdy mogę mu kupić coś, co mu się podoba. I
        wiecie co? Czuję się wtedy lepiej, niż po zakupach dla siebie. Człowiek
        kochający partnera powinien się o niego troszczyć, pomagać mu i spełniać czasem
        jego marzenia........
    • Gość: Queen powiązana rzecz IP: 150.254.204.* 30.11.01, 18:33
      spotkalam sie niedawno na takiej niby-randce (a wlasciwie randce)z
      czlowiekiem,ktorego nie
      dlugo w sumie znalam.
      randka trwala 4 godzinki.a to bylo 1 spotkanie.
      po tym jednemm spotkaniu mozna sie wiele dowiedziec.
      mam mieszkanie w ktorym mieszkam sama (zapisane na tate,kupione mi na studia)
      ogolnie moim rodzicom dobrze się powodzi.ale tez bez przesady-gospodaruje
      pieniedzmi oszczednie,nie wylewam na siebie tony perfum,nie ubieram sie w
      Morganie.kupuje normalne kosmetyki i tak dalej..
      wroce do tego chlopaka.gadka,szmatka-zapytal gdzie mieszkam.
      odpowiedzialam,ze mieszkam sama.w takim mieszkanku jednym.
      wiec drazyl,a ze ja z tego nie robie tajemnicy czy problemu powiedzialam,ze mam
      swoje mieszkanie.
      i az go zatkalo.
      po czym sie usmiechnal i powiedzial,ze jego rodzice zawsze mu powtarzali,zeby
      sobie szukal dziewczyny z mieszkaniem.
      i to nie byl dowcip.glupio sie poczulam w tym momencie.
      no i raz tez od mojego bylego uslyszalam,ze wydal na mnie tyle pieniedzy na
      poczatku naszej znajomosci (rzutki,bilard,restauracje,puby..)
      spojrzalam na niego tylko i zapytalam,czy tego zaluje.
      az sie wtedy zachłysnął.
      poza tym zawsze po takim wspolnym wyjsicu na miasto-ja zapraszalam go na
      kolacje do siebie i wyzeral mi polowe lodowki ;-))))
      tak wiec jesli mialabym zaczac przeliczac-na jedno by wyszlo. czy to juz nie
      bylo wazne??
      potem zaczelam proponowac,ze zaplace za siebie w kinie. w koncu on tez jest
      tylko studentem i nie ma za duzo kasy.
      wiec sie czasem na to zagdzal i bylo wszystko dobrze.

      ostatnio sie gdzies na miescie spotkalismy,nie bedac razem poszlismy do Sphinxa
      i zaplacil za mnie,twierdzac,ze chyba moze i nie jest to nic zlego.
      pamietajac ciagle co kiedys mi powiedzial,zaprosilam go na pizze nastepnego
      dnia.i chetnie sie zgodzil.placil moim portfelem...
      tak wiec w sumie jest ok.
      nie lubie byc zalezna finansowo od nikogo,zawsze staram sie zrewanzowac.

      poza tym - dla kogo byloby lepiej,gdyby on Ci kupil jakies dobre,pieknie
      pachnace perfumy??przeciez jestes jego dziewczyna,to Ty bedziesz pachniala.
      dla niego rowniez.dziwne,ze on sam na to nie wpadnie.
      a z ta bluzka- niejeden facet (znam takich!!!!!!!!!!!!!!!) powiedzialby,nie
      kupuj to jest za drogie.nieladne itd..
      a potem poszedlby i kupil i dal Ci w prezencie.

      i jeszcze jedno,nie uwazam,zeby text ze kupie sobie po wyplacie-byl zly.
      jesli poszlac i ja kupilac.bo to znaczy,ze byla naprawde wazna, i nie byla
      chwilowym kaprysem...
    • Gość: aaron Skapstwo facetow - 1000 x popieram IP: *.*.*.* 30.11.01, 18:57
      Z moich obserwacji wynika ze w zwiazkach, w ktorych faceci odpuscili to
      sytuacja wyglada tak: nowe ciuchy, szpilki za 500 zl, pelno niepotrzebnych
      smieci w domu ("bo moze sie przydac!"), domowy budzet 5000 zl: kobieta na
      siebie wydaje 2500 zl, facet 500 zl, a z drugiej strony zycie od 1. do 1. w
      wynajetym malenkim mieszkaniu, kredyty konsumpcyjne, ogolnie wegetacja - droga
      do nikad.
      Tam gdzie faceci trzymaja kase zelazna reka: zagraniczne wakacje, w domu jest
      kamera, dobry tv, mieszkanie nowe-wlasnosciowe ew. dom w budowie,
      oszczednosci/inwestycje, luz i duzo wiekszy komfort psychiczny.

      Sknerstwo facetow - TAK, po 1000-kroc. Precz z wegetacja i glupota, ktora
      kobiety nazywaja "standardem zycia", albo "normalnymi potrzebami".
      • Gość: Ralph Re: Rozsądek facetow - 1000 x popieram IP: *.bielsko.dialog.net.pl 30.11.01, 19:04
        Może nie jest aż tak źle, ale problem rzeczywiście istnieje...tyle, że
        niektórzy faceci, gdyby odpowiednio nie sponsorowali, nie mieliby takiej
        kobiety, jaką mają (jak myślą w tym układzie one- do dyskusji). Piszę
        dzierżawczo(mają), bo nadrzędna wizja świata poprzez posiadanie nie jest wcale
        taka rzadka. Choć z drugiej strony możnaby współczuć- tyle, że szkoda nerwów,
        pzdr
      • frugo3 Re: Skapstwo facetow - 1000 x popieram 30.11.01, 20:50
        Aaron wyobraz sobie że ja tak zyje! zarabiamy z żona ok 100 baniek miesięcznie
        (prawie fifty/fifty) i nie ma za co żyć. Ciągle fury ciuchów(po sezonie do
        rozdania!), zkupy nowych samochodów(to akurat przełykam :) ), paskudnych
        prezentów z byle okazji dla całej szerokiej rodziny. To określa poziomem i
        stylem życia , gdyby nie resztki mojego instynktu (czasem cos na boku
        przyoszczędz nie miałbym za co opłaćic np. polis dla dziecka czy zapłacic raty
        za samochód. Kobiety to niestety inny gatunek - i tym to usprawiedliwiam
        przymykając oko na te fanaberie(tym bardziej że skubana też zarabia). Wracając
        do wątku to, że gość nie kupuje dziewczynie prezentów - widząc - nie wierzę że
        nie widzi- jej bryndze finansową to istne sknerstwo i rzecz nie do
        wytłmaczenia. Ja gdybym był na jej miejscu olał bym taka mendę z mety.
      • Gość: dana Re: Skapstwo facetow - 1000 x NIE popieram IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.12.01, 21:59
        wiesz co-z calego serca wspolczuje twojej dziewczynie jesli takowa posiadasz...
        (bo moze jednak lepiej zafundowac sobie aparat cyfrowy zamiast
        jakiejs 'kosztownej' panienki...) nie ma nic gorszego niz skapy facet!i nie
        chodzi tu bynajmniej o jakies obsypywanie dziewczyn drogimi prezentami,ale o
        zwykle wyczucie,co wypada a co nie...z obu stron rzecz jasna...
        • Gość: aaron Re: Skapstwo facetow - 10.000 x popieram IP: *.*.*.* 04.12.01, 10:29
          Gość portalu: dana napisał(a):

          > wiesz co-z calego serca wspolczuje twojej dziewczynie jesli takowa posiadasz...
          > (bo moze jednak lepiej zafundowac sobie aparat cyfrowy zamiast
          > jakiejs 'kosztownej' panienki...) nie ma nic gorszego niz skapy facet!i nie
          > chodzi tu bynajmniej o jakies obsypywanie dziewczyn drogimi prezentami,ale o
          > zwykle wyczucie,co wypada a co nie...z obu stron rzecz jasna...

          Z moja Luba bdb zarabiamy (ona flasna firma, ja specjalista). Oboje zaczelismy
          pracowac pod koniec studiow. Przez pierwsze 3 lata byla szajba. Przepuszczalismy
          miesiecznie (glownie na jej wymysly, choc moj udzial tez byl spory) kilka-
          kilkanascie tysiecy. Mieszkalismy w malym, paskudnym mieszkaniu zawalonym
          stertami ciuchow, czasopism i niepotrzebnych, nieuzywanych klamotow. Jezdzilismy
          starym gratem, wakacje to byly 4 dni nad Baltykiem. W pewnym momencie
          powiedzialem DOSC!
          To nie jest zycie, to wegetcja, glupota i strata czasu. Przemyslalem sporo spraw,
          usiadlem przy komputrze i pokalkulowalem. Od nastepnego roku dyktatorsko
          zracjonalizowalem wydatki. Protesty byly potworne. Klotnie i wyzywanie od
          skampcow, burakow. Ciagle gatki o "standardzie zycia" i "potrzebach".
          EFEKTY mojej, sknerskiej polityki: mieszkamy w ladnym apartamencie (z super
          widokiem), mamy 2 samochody (Mloda - Ka, ja - Volvo), 2 razy w roku jezdzimy na
          wakacje (np. Karaiby, USA, Austria) i co kilka miesiecy jakis wypad na dluzszy
          weekend (np. Londyn, Kopenhaga), kupilismy ziemie - zamierzamy sie budowac, mamy
          kino domowe i oszczednosci. No i mamy ogromny komfort psychiczny i
          prawdziwy "standard zycia". Ostatnio nawet uslyszalem ze to dobrze ze ze mnie
          taki "Szkot".
          To tyle w tym temacie...
        • Gość: Ala.w Re: Skapstwo facetow - 1000 x NIE popieram IP: 157.25.122.* 04.12.01, 12:01
          Hej - to znowu ja. Dzięki za opinie, generalnie podniosły mnie na duchu bo jak
          dotąd myślałam, że ten problem który mnie dręczy jest kompletnie abstrakcyjny i
          nie spodziewałam się, że wzbudzi tyle kontrowersji.
          Może to dziwne ale takie drobne upominki (np. batoniki, ale raz bez okazji coś
          poważniejszego np. ta nieszczęsna bluzka) odbieram jako dowód uczucia, fakt, że
          się ktoś o mnie troszczy i mysli o tym bym była szczęśliwa. Mój ukochany pewnie
          miał doświadczenia z tzw. naciągaczkami, dlatego wszelkie zakupy dla mnie są
          jednym wielkim rozczarowaniem. Kiedyś długo zastanawiał się co zrobić by
          poprawić mi humor (nawiedziła mnie chandra). Zaproponował, że kupi mi bikini.
          Mało nie padłam z radości (jestem jak małe dziecko). Skończyło się na tym, że
          on się spłukał a ja sama kosztem wyrzeczeń kupiłam sobire ten kostium. Chyba
          chciałam coś mu udowodnić - niepotrzebnie - wcale nie zapadł się ze wstydu pod
          ziemię. Tego typu pomysły zdarzają mu się od czasu do czasu. Nawet się nie
          cieszę bo wiem, że i tak z tego nic nie będzie...
          Co do długów - to prawdopodobnie je posiada, wydatki też ma spore, więc tak sie
          pocieszam, że to nie ze skąpstwa tylko braku pieniędzy :)))
          • kini Re: Skapstwo facetow - 1000 x NIE popieram 04.12.01, 14:27
            Cześć po raz kolejny! Ja ci tylko mówię - po prostu uważaj. Facet nie ma prawa
            wyliczać ci, ile w ciebie zainwestował. Uczucie to nie inwestycja.

            A jeśli chodzi o kolejny problem poruszony w twoim ostatnim poście, czyli
            obiecanki-cacanki pod tytułem "kupię ci bikini", to postaraj się przypominać mu o
            obietnicach. Ja ja coś komuś obiecuję, to to robię, a nie staram się dyskretnie
            wycofać.

            Serdecznie pozdrawiam.
    • Gość: kasia Re: Niedyskretne pytanie IP: *.icpnet.pl 04.12.01, 22:29
      Niestety ,jest to facet ktory nie lubi dawac i tak juz będzie zawsze.Wyniósł to
      z domu.Nie przeszkadza to kochac Go.Musisz sie nauczyc tego samego.
      • Gość: Alka.W Re: Niedyskretne pytanie IP: 157.25.122.* 05.12.01, 09:24
        Kasiu - mądre słowa, ja też mam wrażenie że to był dobry "materiał" ale mamusia
        sknociła robotę. Czy takiego faceta da się odmienić? Kocham go i jestem bardzo
        zdesperowana. Z domu wyniosłam zupełnie inne nawyki - u mnie wszyscy sobie
        wciskają pieniądze i nikt ich nie chce wziąć... Bo honor, bo samodzielność,
        poradzę sobie sama, dziękuję może następnym razem etc, etc. Mój kilkunastoletni
        brat potrafi zrewidować mi kosmetyczkę i podłożyć pod choinką ekskluzywny
        prezent-kosmetyk za bańkę (i to trafiony!!!). Dodam, że na prezenty gwiazdkowe
        zbiera miesiącami z kieszonkowego albo najmuje się do różnych drobnych prac
        fizycznych. Ja również jestem gotowa na takie poświęcenia które w istocie
        poświęceniami nie są bo dają niesamowitą radość. W którymś liście przeczytałam,
        że kupowanie komus prezentu i sprawianie radości jest o wiele przyjemniejsze od
        zakupów dla siebie. Doświadczyłam tego wiele razy i wiem, że to prawda.

        A teraz coś śmiesznego. Od paru dni kompletuję drobiazgi dla ukochanego na
        Mikołajki. Mam już: trzy pary ładnych slipów Atlantica, kasetę ze Shrekiem i
        olejek ylang-ylang do kąpieli "erotyczny" :)))))))) Dziś dowiedziałam się czego
        szuka dla mnie ukochany - myślał o jakiś słodyczach ale zdecydował się mi
        kupić "kubek z falusikiem" :)))))))))) Myślałam, że się popłaczę - w przecież
        nie będę piła z niego w domu i w ogóle gdziekolwiek!!! To chyba najbardziej
        nietrafiony prezent w moim życiu! cała nadzieja w tym, że go nie znajdzie :))
        Tak naprawdę marzę o rękawiczkach...
        • kini Re: Niedyskretne pytanie 05.12.01, 09:40
          Aluniu, to powiedz mu o tych rękawiczkach!
          • Gość: Alka Re: Niedyskretne pytanie IP: 157.25.122.* 05.12.01, 09:47
            Kini - jakieś dwa tygodnie temu podwoził mnie do pracy i zauważył że marzną mi
            ręce. Nie masz rękawiczek?
            - Muszę sobie kupić - bo rzeczywiście ostatnio się ochłodziło.
            - Jak wytrzymasz jeszcze dwa tygodnie to przyniesie Ci je Mikołaj!

            Dziś ruszam na zakupy i wybiore sobie jakieś fajne, ciepłe rękawiczki. Kolejne
            rozczarowanie ale w sumie drobiazg, może po prostu zapomniał. Dobrze że mi
            wcześniej powiedział o tym kubku - może się nie rozpłaczę jak mi go da.
            • kini Re: Niedyskretne pytanie 05.12.01, 12:00
              Przypomnij mu w takim razie o rękawiczkach! Ja cię naprawdę podziwam, że ty ze
              stoickim spokojem przyjmujesz wszystkie "zapominania" o obietnicach. Ja bym to
              zrobiła tak: spokojnie poczekała, aż mi da ten nieszczęsny kubek, po czym z
              niewinną miną zapytała "Kotku/Misiu/Kochanie (czy jak tam go nazywasz, możliwie
              najpieszczotliwiej), myślałam, że ten śliczny kubeczek będzie dodatkiem do
              rękawiczek, które mi obiecałeś dwa tygodnie temu?". Jak się nie zaczerwieni i nie
              zacznie jąkać, to znaczy, że jest nieuleczalnym skąpcem! Alu, nie dawaj się
              wykorzystywać. Najważniejsze, to się przełamać.
            • xeptrek Re: Niedyskretne pytanie 05.12.01, 12:00

              Wejdę w temat - chociaż trochę z opóźnieniem.
              Uważam, że każda skrajność jest wyrazem pewnej patologii. Pieniądze to taki sam
              temat jak każdy inny. Rozmawiam z moją kobietą o kulturze, samopoczuciu, o
              sprawach codziennych i ważnych. Znamy się, widzę jakie ma potrzeby i staram się
              na nie reagować - to sprawia mi przyjemność, a jednocześnie pozwala unikać
              niezręcznych sytuacji. Nie ma znaczenia ile zarabiamy. Nie jest to także
              kwestia ustalenia kwoty/miesiąc. Jeżeli trzeba zrobić zakupy, iść do dentysty
              albo zapłacić czynsz - to trzeba, nieważne za czyją kasę. Po prostu znamy swoje
              problemy, widzimy je, to naturalne - nie trzeba mówić, wystarczy patrzeć.Inną
              sprawą jest kwestia prezentów. Nie należy nimi obsypywać i to ja decyduję kiedy
              dać prezent.
              • freud Niedyskretna odpowiedz. 05.12.01, 14:52
                Ile? Tylko w Listopadzie: Setka Tresor - okolo 25 GBP (nie pamietam), Setka Pleasures - nastepne 25-30 GBP,
                Kaszmirowe poncho z misiem - 45 GBP, 4 Kolacje + 3 razy kino. Tusz do rzes, to betka - jakies 10 GBP, i inne
                drobiazgi... (drinki itp...)

                I ani razu seksu ;((((((((

                Fakt, zyjemy w roznych krajach i widzimy sie raz w miesiacu przez kilka dni ;(((((((
                • Gość: Alka Re: Niedyskretna odpowiedz. IP: 157.25.122.* 05.12.01, 15:54
                  O Jezu!!!!!!!!!!!!!! A mój w listopadzie: raz kino, 1 x pizza, kilka batoników,
                  mleko do kawy, 2 x produkty na nasz wspólny obiad ugotowany przeze mnie (ryż,
                  sos i jakieś mięsko) i seks codziennie :))))
                  • freud Re: Niedyskretna odpowiedz. 05.12.01, 16:01
                    Gość portalu: Alka napisał(a):

                    > O Jezu!!!!!!!!!!!!!! A mój w listopadzie: raz kino, 1 x pizza, kilka batoników,
                    >
                    > mleko do kawy, 2 x produkty na nasz wspólny obiad ugotowany przeze mnie (ryż,
                    > sos i jakieś mięsko) i seks codziennie :))))

                    Alka! Prosze nie denerwuj mnie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                    ; )))))
                    • Gość: Alka.w Re: Niedyskretna odpowiedz. IP: 157.25.122.* 05.12.01, 16:40
                      I vice versa ;))
                      • freud Re: Niedyskretna odpowiedz. 05.12.01, 17:08
                        Gość portalu: Alka.w napisał(a):

                        > I vice versa ;))

                        Alka,

                        to co z ta randka???? ;))))

                        Sigi
                    • kini Do Ali i Freuda 05.12.01, 16:44
                      Proponuję wam wspólną randkę!!!
                      • Gość: QAl Re: Do Ali i Freuda IP: 157.25.122.* 06.12.01, 08:51
                        • Gość: Alka.w Do Kini i Freuda IP: 157.25.122.* 06.12.01, 09:21
                          Freud - zanim wogóle doszło do seksu spotykaliśmy się pół roku, zanim wogóle
                          się pocałowaliśmy minęło kilka tygodni, taka już jestem - długodystansowa :))))
                          Dlatego mój ukochany na ten codzienny seks wypracował sobie troskliwością i
                          wstrzemięźliwością - chyba mu na mnie bardzo zależało i zależy ;))))

                          Twoje podejście do dziewczyny zwaliło mnie z nóg, naprawdę, a to niedobrze, bo
                          muszę zbierać siły na ten kubeczek z "kutasikiem" - to znaczy żeby uśmiechnąć
                          się czule i powiedzieć "dziękuję" i nie kopnąć go gdzieś i nie rozbić mu
                          tego "prezentu" na głowie.
                          Pomimo tego całego sknerstwa kocham swojego misiaczka, za to że mnie poderwał,
                          że czekał, że daje mi masę czułości i nie waha się mówić - "kocham cię" kilka
                          razy dziennie. Jest mi strasznie ciężko, bo mój facet ma bardzo trudny
                          charakter, potrafi obrazić się i wyjść z mojego mieszkania bez słowa. Czasami w
                          środku robi się taki nieustępliwy i obcy. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym być
                          z kimś innym, chociaz moja mama co niedzielę modli się żeby Bóg zesłał mi
                          jakiegoś "normalnego" faceta np. takiego jak mój ojciec. Mój misiaczek miał
                          różne brzydkie zagrania, zarwałam wiele nocy płacząc w poduszkę i jestem zła,
                          że nie potrafię ułożyć sobie życia tak by być szczęśliwa. W głowie mi się nie
                          mieści, że to może być nie ten facet...

                          Freud, jeśli masz ochotę mogę ci podać mojego maila.
                          Kini - dzięki za radę ;))

                          Pozdrawiam

                          Ala
                          • freud Do Ali. 06.12.01, 09:45
                            Gość portalu: Alka.w napisał(a):

                            > Freud - zanim wogóle doszło do seksu spotykaliśmy się pół roku, zanim wogóle
                            > się pocałowaliśmy minęło kilka tygodni, taka już jestem - długodystansowa :))))
                            >
                            > Dlatego mój ukochany na ten codzienny seks wypracował sobie troskliwością i
                            > wstrzemięźliwością - chyba mu na mnie bardzo zależało i zależy ;))))
                            >
                            > Twoje podejście do dziewczyny zwaliło mnie z nóg, naprawdę, a to niedobrze, bo
                            > muszę zbierać siły na ten kubeczek z "kutasikiem" - to znaczy żeby uśmiechnąć
                            > się czule i powiedzieć "dziękuję" i nie kopnąć go gdzieś i nie rozbić mu
                            > tego "prezentu" na głowie.
                            > Pomimo tego całego sknerstwa kocham swojego misiaczka, za to że mnie poderwał,
                            > że czekał, że daje mi masę czułości i nie waha się mówić - "kocham cię" kilka
                            > razy dziennie. Jest mi strasznie ciężko, bo mój facet ma bardzo trudny
                            > charakter, potrafi obrazić się i wyjść z mojego mieszkania bez słowa. Czasami w
                            >
                            > środku robi się taki nieustępliwy i obcy. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym być
                            > z kimś innym, chociaz moja mama co niedzielę modli się żeby Bóg zesłał mi
                            > jakiegoś "normalnego" faceta np. takiego jak mój ojciec. Mój misiaczek miał
                            > różne brzydkie zagrania, zarwałam wiele nocy płacząc w poduszkę i jestem zła,
                            > że nie potrafię ułożyć sobie życia tak by być szczęśliwa. W głowie mi się nie
                            > mieści, że to może być nie ten facet...
                            >
                            > Freud, jeśli masz ochotę mogę ci podać mojego maila.
                            > Kini - dzięki za radę ;))
                            >
                            > Pozdrawiam
                            >
                            > Ala

                            Ala,

                            Kwestia finansowa w zwiazku nie zawsze idzie w parze z uczuciem. Latwo jest robic drogie prezenty jesli
                            ma sie po prostu kase i kropka� Pamietam kiedys na studiach wywalilem cale stypendium na prezent
                            dla ukochanej (to byla dluga przylegajaca suknia kupiona w Domach Centrum ;))) czulem sie wtedy
                            wspaniale, chociaz przez miesiac prawie nic nie jadlem. Moim zdaniem kobiety nie powinno "zasypywac"
                            sie prezentami, bo straca wtedy dla niej wartosc. Jednak powinny byc dawane dosc regularnie i w jakosci
                            takiej, zeby za kazdym razem ja czyms zaskoczyc. Niedawno przywiozlem za Szwajcarii cale pudlo
                            najbardziej "smierdzacych" serow ;))) Byla zachwycona.
                            Kobieta zasluguje na szacunek i specjalne traktowanie, koniec dyskusji. Jednak niezaleznie od tego jaki
                            trudny charakter ma Twoj Misio - moze on potrzebuje czasem troche zrozumienia i swietego spokoju?
                            Brak pytan w stylu "o czym myslisz kochanie?" itp� No chyba, ze jest jakims totalnym chamem i
                            prostakiem.

                            Mojego meila masz na gorze.
                            Pozdrawiam,
                            B
                            • Gość: Ala Do Freuda IP: 157.25.122.* 06.12.01, 10:28
                              Freud - ranisz mnie jeszcze bardziej, mój, kiedy dowiedział się, że jego kolega
                              kupił swojej dziewczynie plaszczyk za 500 PLN tak to skomentował: "Jednorazowo
                              wydać tyle na kobietę??????? Ja bym tego nigdy nie zrobił" - i nie jest
                              bynajmniej biednym studentem... Tutaj kompletnie mnie dobiłeś - może ja nie
                              jestem tego warta??????? Był moim pierwszym mężczyzną a nie mam już 18 lat więc
                              troszkę na niego czekałam. Jestem bardzo atrakcyjna więc nigdy nie narzekałam
                              na brak propozycji. Po prostu zawsze trafiali mi się jacys "dziwni" faceci i
                              nigdy nie zaiskrzyło. Na pierwszej randce z miłym chłopakiem poznanym zimą w
                              Hadesie wybraliśmy się na Starówkę. Przeraźliwie wiało, więc zaproponował jakąś
                              miłą restauracyjkę. Przegonił mnie na obcasach przez całe Stare Miasto
                              (wszystkie napotkane kafejki były nie dość dobre) aż w końcu zaprosił do
                              eleganckiej restauracji, zamówił sok porzeczkowy i to wszystko... Czułam się
                              jak idiotka pijąc sok i uciekając wzrokiem przed rozbawionym kelnerem.
                              Przesiedzieliśmy tam z godzinę ale poza tym było całkiem miło. Jeśli chodzi o
                              Misiaczka to nadal zapożyczam się, żeby sprawić mu przyjemność, i wolę
                              zrezygnować z jakiegoś fatałaszka lub kosmetyku by widzieć radośc i miłe
                              zaskoczenie na jego twarzy. On woli zaprosić mnie na pizzę i poprosić o
                              zapłacenie za moją część bo nie ma pieniędzy. Nie mam mu tego za złe, ale ja na
                              jego miejscu pożyczyłabym od kolegi zamiast stawiać się w takiej sytuacji.
                              Musze to przetrawić bo strasznie mi przykro. Mój e-mail: awalerysiak@poczta.fm
                              • freud Re: Do Freuda 06.12.01, 10:33
                                Gość portalu: Ala napisał(a):

                                > Freud - ranisz mnie jeszcze bardziej, mój, kiedy dowiedział się, że jego kolega
                                >
                                > kupił swojej dziewczynie plaszczyk za 500 PLN tak to skomentował: "Jednorazowo
                                > wydać tyle na kobietę??????? Ja bym tego nigdy nie zrobił" - i nie jest
                                > bynajmniej biednym studentem... Tutaj kompletnie mnie dobiłeś - może ja nie
                                > jestem tego warta??????? Był moim pierwszym mężczyzną a nie mam już 18 lat więc
                                >
                                > troszkę na niego czekałam. Jestem bardzo atrakcyjna więc nigdy nie narzekałam
                                > na brak propozycji. Po prostu zawsze trafiali mi się jacys "dziwni" faceci i
                                > nigdy nie zaiskrzyło. Na pierwszej randce z miłym chłopakiem poznanym zimą w
                                > Hadesie wybraliśmy się na Starówkę. Przeraźliwie wiało, więc zaproponował jakąś
                                >
                                > miłą restauracyjkę. Przegonił mnie na obcasach przez całe Stare Miasto
                                > (wszystkie napotkane kafejki były nie dość dobre) aż w końcu zaprosił do
                                > eleganckiej restauracji, zamówił sok porzeczkowy i to wszystko... Czułam się
                                > jak idiotka pijąc sok i uciekając wzrokiem przed rozbawionym kelnerem.
                                > Przesiedzieliśmy tam z godzinę ale poza tym było całkiem miło. Jeśli chodzi o
                                > Misiaczka to nadal zapożyczam się, żeby sprawić mu przyjemność, i wolę
                                > zrezygnować z jakiegoś fatałaszka lub kosmetyku by widzieć radośc i miłe
                                > zaskoczenie na jego twarzy. On woli zaprosić mnie na pizzę i poprosić o
                                > zapłacenie za moją część bo nie ma pieniędzy. Nie mam mu tego za złe, ale ja na
                                >
                                > jego miejscu pożyczyłabym od kolegi zamiast stawiać się w takiej sytuacji.
                                > Musze to przetrawić bo strasznie mi przykro. Mój e-mail: awalerysiak@poczta.fm

                                Alu,

                                no coz, przepraszam Cie najmocniej za to, ze "zranilem". Za moich czasow na SGH panowala jeszcze
                                jakas "klasa"...

                                Pozdrawiam i odezwe sie.

                                B
                          • kini Re: Do Kini i Freuda 06.12.01, 10:34
                            Ja już nic z tego nie rozumiem. Jeśli nie jesteś szczęśliwa, to po co z nim
                            jesteś? Skoro ma trudny charakter, brzydkie zagrania, a ty sporo przez niego
                            przepłakałaś? Skoro musisz w tym związku iść na ustępstwa, skoro są między wami
                            jakieś niedomówienia? Może warto "zakręcić się" za kimś innym? W końcu, jak to
                            się mówi, "tego kwiata jest pół świata", nikt nie jest niezastąpiony.

                            Mówić "kocham cię" kilka razy dziennie jest łatwo, trudniej jest wykazać to
                            czynami.

                            Zresztą, gdyby wszystko było dobrze, czy pisałabyś o tym na tym forum? Zaczęłaś
                            od problemu "pieniężnego", a w sumie wychodzi na to, że to nie jest jedyny
                            problem.
                            • freud Re: Do Kini i Freuda 06.12.01, 10:44
                              kini napisał(a):

                              > Ja już nic z tego nie rozumiem. Jeśli nie jesteś szczęśliwa, to po co z nim
                              > jesteś? Skoro ma trudny charakter, brzydkie zagrania, a ty sporo przez niego
                              > przepłakałaś? Skoro musisz w tym związku iść na ustępstwa, skoro są między wami
                              >
                              > jakieś niedomówienia? Może warto "zakręcić się" za kimś innym? W końcu, jak to
                              > się mówi, "tego kwiata jest pół świata", nikt nie jest niezastąpiony.
                              >
                              > Mówić "kocham cię" kilka razy dziennie jest łatwo, trudniej jest wykazać to
                              > czynami.
                              >
                              > Zresztą, gdyby wszystko było dobrze, czy pisałabyś o tym na tym forum? Zaczęłaś
                              >
                              > od problemu "pieniężnego", a w sumie wychodzi na to, że to nie jest jedyny
                              > problem.

                              Zgadzam sie z przedmowca.
                              Sigi
                            • Gość: Ala.w Do Kini IP: 157.25.122.* 06.12.01, 11:01
                              Kini - życie nie jest takie proste. Ja też zazwyczaj myślę logicznie i rachunek
                              zysków i strat w tym związku nie jest dla mnie pomyślny. Ale miłości nie da się
                              ująć w "praktyczne myślenie". Niestety, nie jestem wyrachowana, nie potrafię
                              podliczyć zalet i wad, dokonać rachunku sumienia i go zostawić. A może
                              powinnam. Może by to wyszło mi na dobre.

                              Ja też mam "charakterek", jestem impulsywna i zbyt dużo oczekuję od życia.
                              Nigdy nie miałam zadatków na cierpiętnicę. Gdy nie kochałam nie wyobrażałam
                              sobie jak można być z kimś, kto rani. Więcej - gardziłam kobietami
                              pozostajacymi w związkach np. z damskimi bokserami, pijakami w imię spójności
                              rodziny, dla dzieci itp. Dziś już nikim nie gardzę, nikogo nie oceniam. Życie
                              trochę dało mi po tyłku. I ciągle z nim jestem, bo to jedyny mężczyzna z którym
                              byłam tak blisko, z którym tworzyłam jedność. Jest mi tak drogi jak matka, nie
                              potrafię już bez niego żyć. Zostałam tak wychowana (i dziś za to cierpię) że
                              gdybym poszła do łóżka z kimś innym (tzn zmieniła partnera) wyrzuty sumienia i
                              brak szacunku do samej siebie chybaby mnie zagryzły. Nie mogę zostawić go tylko
                              dlatego że jest skąpy (pozostałe problemy są w zasadzie pochodnymi tej cechy).
                              Miłość to coś więcej - tego nie da się wytłumaczyć. Może gdy będę miała
                              zupełnie dosyć i pewnego ranka obudzę się nie czując już nic - moje
                              abstrakcyjne dylematy moralne nie będą miały znaczenia...

                              W każdym razie dzięki Kini za rady. Rozumiem Cię - jeszcze dwa lata temu
                              złapałabym się za głowę - i doradziła sobie to samo. Mam nadzieję że ten
                              problem nigdy Cię nie spotka. Trzymaj sie!
                              • kini Re: Do Kini 06.12.01, 13:24
                                Alu, życzę ci wszystkiego dobrego, na cokolwiek się zdecydujesz.
                                • Gość: Ala Do Kini IP: 157.25.122.* 06.12.01, 14:15
                                  Kini - dziękuję i pozdrawiam Cię cieplutko!
                          • Gość: Fenol Re: Do Kini i Freuda IP: 10.30.42.* 02.01.02, 22:09
                            To znowau ja, Ala. Nie przeczytałem wszystkiego, jak pierwszy raz się odezwałem
                            A teraz jestem już przerażony.


                            Gość portalu: Alka.w napisał(a):

                            > Dlatego mój ukochany na ten codzienny seks wypracował sobie troskliwością i
                            > wstrzemięźliwością - chyba mu na mnie bardzo zależało i zależy ;))))

                            Co za dupek! A Ty naiwniara!

                            > Twoje podejście do dziewczyny zwaliło mnie z nóg, naprawdę, a to niedobrze, bo
                            > muszę zbierać siły na ten kubeczek z "kutasikiem" - to znaczy żeby uśmiechnąć
                            > się czule i powiedzieć "dziękuję" i nie kopnąć go gdzieś i nie rozbić mu
                            > tego "prezentu" na głowie.

                            I to na dodatek śmiertelnie zakochana! :-)

                            > Pomimo tego całego sknerstwa kocham swojego misiaczka, za to że mnie poderwał,
                            > że czekał, że daje mi masę czułości i nie waha się mówić - "kocham cię" kilka
                            > razy dziennie.

                            Słuchaj, dziewczyno. Posłuchaj faceta! Słowa nic nie kosztują! Mówić „kocham Cię”
                            można miliony razy. To łatwe, a faceci wiedzą, że Was, kobiety to bierze. Oświęta
                            naiwności!
                            LICZĄ SIĘ CZYNY. FAKTY, nie pieprzone słowa (oj, naprawdę się wkurzyłem, Twoją
                            Alusia naiwnością. Wiem, że masz dopiero 22 lata, ale żeby aż tak być
                            zaślepiona...)

                            >Nie wyobrażam sobie, że mogłabym być
                            > z kimś innym, chociaz moja mama co niedzielę modli się żeby Bóg zesłał mi
                            > jakiegoś "normalnego" faceta np. takiego jak mój ojciec. Mój misiaczek miał
                            > różne brzydkie zagrania, zarwałam wiele nocy płacząc w poduszkę i jestem zła,
                            > że nie potrafię ułożyć sobie życia tak by być szczęśliwa. W głowie mi się nie
                            > mieści, że to może być nie ten facet...


                            To niech Ci się wreszcie zmieści! Opisałaś całą relację dość dokładnie i
                            ewidentnie widać, że gość ma tanie ciupcianie. On Cie wcale nie kocha! On Cię
                            wykorzystuje!
                            Obudź się wreszcie dziewczyno!

    • Gość: Matylda Re: Niedyskretne pytanie IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 07.12.01, 12:16
      Jestem dziewczyną, więc mój głos nie zainteresuje Cię zapewne... Niemniej
      jednak wtrącę swoje parę groszy. Faceci często są potwornie skąpi i zupełnie
      nie zdają sobie z tego sprawy. Ja, swojego partnera długo musiałam uczyć, żeby
      coś kupił do jedzenia czy picia, kiedy spędzał u mnie pół dnia i z
      przyjemnością i nieskrępowaniem korzystał z zawartości lodówki. Nie odkupował
      wypitej wody, soku. Tak samo było z kosmetykami: szampony, żele pod prysznic
      itd. Podobnie z innymi rzeczami. Prezentów mogłam (i nadal mogę) spodziewać się
      tylko i wyłącznie w jakieś święto (o Mikołajkach zapomniał, a jakże). Nic
      spontanicznie. Ja też już nie robię mu prezentów, chociaż dostawał bez powodu
      drobiazgi i nie tylko. Zlałam to. O zakupy zawsze muszę prosić, jak dzieciaka.
      Ale skoro faceci działają na słowo, a nie z własnej inicjatywy, to niech im
      będzie. A Ty mu mów, tłumacz, proś, mów, tłumacz, proś.... bo inaczej się nie
      doczekasz... Oczywiście życzę powodzenia w wychowywaniu dorosłego mężczyzny!
      • Gość: Ala Re: Niedyskretne pytanie IP: 157.25.122.* 07.12.01, 15:45
        Matyldo! Zdradź mi jak Ci sie udało! Ja po tych mikołajkach już straciłam siły.
        Wczoraj zadzwonił że nie może znaleźdź kubka z kutasikiem. Ja na to, że
        przydały by mi się rękawiczki - obiecałeś mi je dwa tygodnie temu. Głębokie
        westchnięcie i odpowiedź - dobrze będziesz miała rękawiczki. Czułam sie tak
        paskudnie jakbym wyłudzała od niego pieniądze. Poszłam na poszukiwanie
        opakowania na prezent dla mojej miłości: majtki Atlantica (3), kasetę Skreka i
        olejek "erotyczny do kąpieli". Wieczorem już przymierzałam tandetne rękawiczki
        z ortalionu za 20 zł! Chyba mu było głupio... To przedostatni raz kiedy sie tak
        wygłupiłam - mam jeszcze prezent na gwiazdkę - wodę i lotion Chanela (do końca
        miesiąca bedę jadła chyba chleb ze smalcem :)) na Walentynki ide na rajd po
        sklepach w poszukiwaniu prezentu dla siebie. To chyba jedyny sposób walczyc ze
        skąpstwem - własnym egoizmem. Faceci - jeśli tworzycie szczęśliwy związek i
        jesteście pewni że to miłość z wzajemnością - NIE BĄDŹCIE SKĄPI - bo to bardzo
        rani.

        Pozdrawiam wszystkie dziewczyny sknerusków!
        • Gość: Pola Re: Niedyskretne pytanie IP: *.extern.kun.nl 07.12.01, 16:05
          Gość portalu: Ala napisał(a):

          > Matyldo! Zdradź mi jak Ci sie udało! Ja po tych
          mikołajkach już straciłam siły.
          >
          > Wczoraj zadzwonił że nie może znaleźdź kubka z
          kutasikiem. Ja na to, że
          > przydały by mi się rękawiczki - obiecałeś mi je dwa
          tygodnie temu. Głębokie
          > westchnięcie i odpowiedź - dobrze będziesz miała
          rękawiczki. Czułam sie tak
          > paskudnie jakbym wyłudzała od niego pieniądze. Poszłam
          na poszukiwanie
          > opakowania na prezent dla mojej miłości: majtki
          Atlantica (3), kasetę Skreka i
          > olejek "erotyczny do kąpieli". Wieczorem już
          przymierzałam tandetne rękawiczki
          >
          > z ortalionu za 20 zł! Chyba mu było głupio... To
          przedostatni raz kiedy sie tak
          >
          > wygłupiłam - mam jeszcze prezent na gwiazdkę - wodę i
          lotion Chanela (do końca
          > miesiąca bedę jadła chyba chleb ze smalcem :)) na
          Walentynki ide na rajd po
          > sklepach w poszukiwaniu prezentu dla siebie. To chyba
          jedyny sposób walczyc ze
          > skąpstwem - własnym egoizmem. Faceci - jeśli tworzycie
          szczęśliwy związek i
          > jesteście pewni że to miłość z wzajemnością - NIE
          BĄDŹCIE SKĄPI - bo to bardzo
          > rani.
          >
          > Pozdrawiam wszystkie dziewczyny sknerusków!


          Ala, zycze Ci, zeby to Jego skapstwo nie przycmilo
          dobrych stron (jesli takowe posiada), a poza tym
          zastanawiam sie, jaka bedzie mial mine, jak mu podarujesz
          te kosmetyki Chanela, a On wyskoczy z kubkiem z penisem
          (obrzydlistwo swoja droga) - bo np. na gwiazdke uda mu
          sie znalezc...hmmm...
          A poza tym...widocznie nie jest u Ciebie chyba tak krucho
          z kasa, skoro stac Cie na taki prezent, w takiej sytuacji
          ja chyba SOBIE wolalabym kupic jakies perfumy...
          • Gość: Alka Re: Niedyskretne pytanie IP: 157.25.122.* 07.12.01, 16:14
            Pola - wspominałam już gdzies, że na te jego prezenty trochę się zadłużyłam,
            oszczędzałam i chyba do końca tego miesiąca nie będę cierpiała z przesytu (no,
            z wyjątkiem świąt u mamusi :)) A zestaw Chanela, kupiony na lotnisku w
            Amsterdamie przez życzliwego kolegę nie zwala ceną z nóg nawet mnie. Wiem, że
            ten zapach b. mu się podoba, a że generalnie używa dobrych perfum w ogromnej
            ilości pomyślałam sobie, że będzie szczęśliwy... Głupota zakochanej kobiety nie
            zna granic. Przykro mi, ale w Nowym Roku obiecuję poprawę! Czy ktoś wie gdzie
            można przejść kurs sknerstwa?
            • kini Re: Niedyskretne pytanie 07.12.01, 16:51
              Za każdym razem, jak będzisz miała jakąś forsę, zakładaj lokatę
              długoterminową!!! ;)))
              Jeszcze raz pozdrawiam.

              PS. Cieszę się, że powiedziałaś mu o tych rękawiczkach, niezależnie od efektu.
              Najważniejszy pierwszy krok!
            • ala23 Re: Niedyskretne pytanie 17.12.01, 01:03
              Alu! To nie jest normalne. Czytalam twoja opowiesc
              razem z mezem i plakalismy ze smiechu. Szczegolnie
              rozbawil nas fragment o ortalionowych rekawiczkach
              kupionych przez goscia, ktory zarabia 5 tysiecy (tak?
              juz nie pamietam ile).
              mysle, ze nie wystarczy powiedziec mu, ze nie chcesz
              tandetnego kubka.
              Zrob cos konkretnego: perfumy sprzedaj, kup sobie cos
              fajnego, a jemu kup pod choinke w kiosku krem do
              golenia wars.
              Zastanow sie dziewczyno, co bedzie, jak razem
              zamieszkacie? mialam kiedys kolezanke, ktora skladala
              sie ze swoim facetem na opakowanie mrozonych filetow
              rybnych. zjadla jednego fileta za duzo i facet kazal
              jej oddac kase za ten 1 kawalek ryby. wtedy dopiero
              przejrzala na oczy.


              • 1kama Re: Niedyskretne pytanie 18.12.01, 13:35
    • Gość: Mar Babie to na lato dzecko, a na zimę drewnioki! IP: 213.25.197.* 16.12.01, 21:11
      • maximum Niedyskretne pytanie 18.12.01, 13:42
        • tijo Re: Niedyskretne pytanie 18.12.01, 14:53
          A wiecie co mój facet i tak chyba był najlepszy swojej mamusi na imieniny kupił
          krajalnice,na urodziny robot, perfumy(oczywiście nie byle jakie) teraz na
          gwiazdkę chce jej kupić mikrofale i malakser będzie to kosztowało w granicach
          1.000 może i lepiej a wiecie co ja dostałam na urodziny? ! różyczkę i obrazek
          za 7 zł. A na gwiazdkę to już nawet nie pytam co dostanę bo i po co? Z tymi
          perfumami też był numer bo powiedziałam że mi się podobają no to on poszedł ze
          mną kupić je ale nie dla mnie tylko swojej mamie.Byłam gotowa go zabić zapachu
          do tej pory nie znoszę nawet zaproponował żebym się prysnęła.
          Drogie dziewczyny cieszcie się z tego co macie i z tego że przynajmniej raz w
          miesiącu chodzicie do kina.
          • kini Re: Niedyskretne pytanie 18.12.01, 15:18
            To co ty z nim jeszcze robisz???
            • Gość: gilda Re: Niedyskretne pytanie IP: 213.25.67.* 18.12.01, 19:41
              jestem z facetem prawie rok...yeraz mówię o Nim facet,bo zaczęłam Mu sie
              przyglądać.Własciwie zorientowałam sie ,że za wszystko ja płacę...Kupowałam
              preznty,bo tak zostałam przyzwyczajona w domu..nie zwracając uwagi,że On mi ich
              wcale nie daje...i jest strasznie skapy..i małostkowy.On lubi byc
              obdarowywany,nawet rachunki w knajpie ja...ma pieniądze,ale jakos ja zawsze
              jestem szybsza...Ostatnio zaczął planowac wspólny wyjazd..hahah...Na swoje
              przyjemności zawsze ma.Jak chce porozmawiac wysyła smsa "przykręć".Juz tego nie
              robię...Rozmawiałam z nim o tym ,ale bardzo był urażony...Pozyczył ode mnie
              pieniądze,ale chyba musze się z nimi pożegnać...Co On wymysla,żeby ich nie
              oddać...Smutne to wszystko..szkoda,że tak poźno sie zorientowałam...a jak
              zapewnia o uczuciach...wie ,że duzo nie zarabiam...
              • freud Re: Niedyskretne pytanie 19.12.01, 10:10
                Sporo glosow padlo pod adresem tzw. "synusiow mamusi". Nie uwazam sie za jednego z nich,
                chociaz z matka lacza mnie silne wiezy. Niestety jednak moje drogie panie wojowniczki-moralistki
                jedna rzecz jest faktem - kobiete sie wybiera, a matke nie. Naturalnie, ze w pewnym momencie
                synalek odchodzi z gniazda i zaklada swoje, nie zmienia to jednak faktu, iz nadal matka bedzie jego
                matka. Kobieta moze zdradzic, odejsc, porzucic... matka nie (no chyba, ze jakas zwyrodniala).
                Problem pojawia sie wtedy, kiedy synus jest slepo uczepiony spodnicy mamusi i nie uznaje opinii
                innej kobiety. No coz mam jedynie nadzieje, iz Wasze synalki, moje drogie panie beda bardziej
                otwarte na opinie i sugestie swoich dam, a Wy bedziecie potrafily sie z Waszymi przyszlymi synowymi
                zaprzyjaznic jak papuzki.
                Aby rozwinac wszelkie watpliwosci co do moich intencji - mamusia dostanie ode mnie na gwiazdke
                zegarek Tissot a dziewczyna pioro Watermana, model dla kobiet.
                Wszystkim Wam moje kochane panie zycze mniej fochow a wiecej metodycznego dzialania w
                "urabianiu" swoich facetow. No i oczywiscie wspanialych prezentow gwiazdkowych.

                Sigi (synus mamusi)
    • xeptrek Re: Niedyskretne pytanie 19.12.01, 11:02
      Dziewczyny - nie mogłybyście tak zacząć zarabiać głową...?
    • Gość: Ruska Re: Niedyskretne pytanie IP: 212.45.5.* 24.12.01, 12:31
      Bylam kochanka, raz dostalam jako prezent samochod, a drugi raz mieszkanie.
    • Gość: Franio Re: Niedyskretne pytanie IP: *.teleaudio.com.pl 28.12.01, 20:35
      Gość portalu: Ala.W napisał(a):

      > Mam do panów takie pytanie - ile wydajecie miesięcznie na swoje ukochane
      > (dziewczyny, kochanki, narzeczone)? Czy robicie im jakieś prezenty extra np.
      > podobała się jej bluzka, buty, torebka lub coś innego - proponujecie, że jej
      > kupicie, albo szuka sobie swetra, jej mężczyzna płaci za zakup.
      >
      > Wiem, że to dość dziwne że o tym myślę ale jestem z facetem od dwóch lat,
      > prawie poprosił mnie o rękę, chce mieć ze mną dzieci. Różnica w zarobkach jest
      > oszałamiająca (ja 1000 on ok. 5000) a on chodząc ze mną na zakupy patrzy jak
      > kupuję sobie kosmetyk, bluzkę, spódnicę. Nie są to sumy przerażające ale miło
      > by było gdyby czasem zaproponował, że mi coś kupi. Tym bardziej, że jest mi
      > strasznie ciężko utrzymać się z tej sumy w stolicy (czynsz, książki itd)a
      > chciałabym ładnie wyglądać dla niego. Raz w życiu kupił mi torebkę (bo czuł się
      >
      > winny za to co się stało z poprzednią ale to długa historia). Czasami miarzę,
      > żeby tak jak mój tata kupuje mamie, zaoferował się, że zapłaci za pasek czy
      > inny drobiazg.
      >
      > Czy wszystkie kobiety są takie chciwe? Mój ukochany wydaje na mnie może z 50
      > zeta miesięcznie, ale kiedy myślę o tym wszystkim i tak czuję się straszną
      > materialistką.

    • Gość: XX Re: Niedyskretne pytanie IP: 212.160.89.* 03.01.02, 14:00
      Draga Alu W. jeżeli twierdzisz,że Twój mężczyzna jest rozrzutny to na co on
      traci tą grubą forsę? Dlaczego tak skąpi jej Tobie - Kobiecie swego życia( no
      chyba że nie Ty nią jesteś...) ?. Przeczytaj uważnie post Fenol-a i naprawdę
      weż sobie to wszystko do serca. Dzisiaj jesteś nim zauroczona, jutro po ślubie
      opadnie wzajemne oczarowanie i zobaczysz skąpca może jeszcze większego niż
      teraz , bo wtedy będzie miał prawo Ci zwracać uwagę,zabraniać.On bowiem będzie
      uważać ze ciężko pracuje a Ty trwonisz jego krwawicę. Nie obejdzie go że Ty też
      będziesz pracować. A ten odruch z batonikiem...? Boże nie daj sę złapać na
      batonik. Ty zarabiasz 1000 i masz na koniec miesiąca masło i jajka a on z 5000
      ma tylko na batonika? To było żałosne z jego strony.
      Pozdrawiam i życzę Ci wszystkiego najlepszego żebyś nigdy już więcej nie
      trafiła na skąpca. "XX"
    • Gość: Kati Do Ali ! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.01.02, 20:51
      Alu, nie wiem, czy widzialas, ale Twoj post i kilka odpowiedzi zostalo
      zamieszczonych na stronach Gazety Stołecznej. Moze Twoj mezczyzna przypadkiem
      to przeczyta i da mu to do myslenia?
      Pozdrawiam i zycze ciekawszego partnera :)
      Kati
      • Gość: oldri Re: Do Ali ! IP: *.acn.waw.pl 05.01.02, 13:45
        eeer
        • dummy ALU... 08.01.02, 10:37
          Alu, daj spokoj. Az nieprzyjemnie czytac o tym Twoim facecie. Nie chodzi o to,
          zeby wydawal na Twoje zachcianki nie wiadomo ile, ale to co robi Twoj luby to
          juz przegiecie. Ortalionowe rekawiczki za 20 zl... wiesz co... chyba by mnie
          szlag trafil. Nie szarp sie na drogie prezenty dla niego, tak jak ktos wyzej
          radzil, po prostu kup mu krem do golenia Wars, albo paczke slipow, trzy w
          opakowaniu za 7 zl., moze cos do niego wtedy dotrze.

          Poza tym, jesli zarabiasz 1000 zetow (na Warszawe to jest katastrofalnie
          malo !!!), to skoro Cie kocha, to powienien czasami Cie wspomoc finansowo, sam
          z siebie. Znam taka pare.Kiedy byli ze soba dopiero pare miesiecy, a ona miala
          problemy finansowe i niezaplacony czynsz za mieszkanie za 3 miesiace, on bez
          slowa wyciagnal te kilkanascie baniek i zaplacil ten czynsz. I wcale nie
          zarabial 5 tysiecy !!!

          Zastanow sie dziewczyno, czy na pewno chcesz spedzic zycie z takim skapiradlem.
          Po slubie bedzie Ci wydzielal na gumy do zucia i waciki.
          • Gość: Alka Re: ALU... IP: 157.25.122.* 08.01.02, 13:43
            O rany! Ale się porobiło! Ostatnio nie kupowałam w ogóle gazet, ale Wyborczą
            dobrze znam. Czasami podśmiewałam się z przedrukowywanych tam kawałków opiniii
            wyrażanych na forum. A mój koteczek w dodatku kupuje ją codziennie, chyba bym
            umarła ze wstydu gdyby to przeczytał. Zwłaszcza po ostatnich świętach,
            pisałam , ale mój post chyba sie gdzies na początku zagubił, cytuję:

            O Boże Fenol - dopiero teraz przeczytałm tego posta i pomimo, że teraz jestem w
            cholernie głupiej sytuacji, dzięki za opinię. Jeśli kiedyś jeszcze odczuję że
            mnie wykorzystuje i ma "tanie ciupcianie" zastanowię się głębiej nad tym
            związkiem.

            Czuję się koszmarnie (wyrzuty sumienia że tak go osądziłam) i jednocześnie
            jestem bardzo szczęśliwa. Na gwiazdkę dostałam olbrzymią torbę z serduszkami.
            Mój ukochany kupił mi czarną kolorową bieliznę
            Rosy !!!!!!!!!!!!!!!:))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))) i jeszcze
            cieniutki łańcuszek z oczkiem i srebrny naszyjnik Yes (ładny i b. dyskretny),
            misia do pary (skarżyłam się że mój jest taki samotny :)))) i kasetę Bridget
            Jones.... Byłam w ciężkim szoku. Strasznie głupio mi że tak go osądziłam.
            Pewnie uświadomił sobie, że troszkę mnie zaniedbuje i starał się to nadrobić.
            Teraz jest dla mnie straszliwie czuły i wszystko super się układa.

            Dziękuję, że próbowaliście mi pomóc. Każda rada była dla mnie wartościowa i
            cenna

            Ala

            Mam prośbę - niech mnie ktoś oświeci z którego dnia to była gazeta i czy były
            tam jakieś szczegóły które podawałam - strasznie mi wstyd. To czysta prawda i
            niczego nie wzięłam z księżyca ale jeśli się kogoś kocha nie można przeliczać
            go na pieniądze... W końcu każdemu zdażają się wpadki - nawet komuś, kto dużo
            zarabia. Chyba tak go mamausia wychowała. Wybrałam internet ze względu na pewną
            anonimowość - wiem, że przypadek, aby ktoś znajomy (z jego kręgu) lub on mógł
            się natknąć na moje zwierzenia jest równy zeru... Ale gazeta wyborcza to już co
            innego.
            • Gość: Kati Re: ALU... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.01.02, 19:34
              milo, ze tak sie postaral :) moze zapowiada to bardziej pomyslne dla was czasy.
              a gazeta byla z ostatniej soboty, list wydrukowano.... ekhem... na 2 strobnie
              stolecznej... a co do szczegolow to nie pamietam dokladnia, ale na pewno byl
              Twoj podpis.

              Pozdrawiam,
              K
    • Gość: prin Re: Niedyskretne pytanie IP: *.bsb.com.pl 08.01.02, 14:20
      > oszałamiająca (ja 1000 on ok. 5000) a on chodząc ze mną na zakupy patrzy jak
      > kupuję sobie kosmetyk, bluzkę, spódnicę. Nie są to sumy przerażające ale miło

      Gdy jestem z dziewczyną o której myślę poważnie (zawsze jest taki etap...)
      Dawanie prezentów, szczególnie gdy sprawiają Jej radość sprawia że czuje się
      fatastycznie. Chodzę wtedy 1,5 m nad ziemią.
      Prawdę powiedziawszy daje prezenty z czysto egoistycznych pobudek - lubię
      czuć się fantastycznie.
      Oczywiście wtedy gdy stać mnie na to (jego chyba stać). W życiu różnie bywa
      Człowiek wpada w finansowe kłopoty itp. Może... zbiera na naprawdę niesamowity
      prezent. Czego Ci serdecznie życzę. Bo jeżeli nie to ...
      Pozdrawiam Jarek
      • Gość: deska Re: Niedyskretne pytanie IP: *.acn.waw.pl 08.01.02, 15:18
        Witam wszystkich.
        Poniewaz do tej pory wiekszosc wypowiadajacych sie to byly:
        a)panie, ktore maja zbyt skapych partnerow
        b)panowie, ktorzy maja zbyt rozrzutne partnerki
        c)panowie, ktorzy nie sa skapi i protestuja przeciw sknerom
        wiec teraz ja wypowiem sie w imieniu grupy reprezentowanej tu niezbyt licznie:
        d)panie, ktore maja wspaniale hojnych partnerow

        Coz moge powiedziec?
        Hurrrra! Ciesze sie jak diabli z kazdego prezentu!
        Z takich spodziewanych (np. wyjazdow), niespodziewanych (ksiazek pod poduszka),
        z wypadow do kina i restauracji, z kwiatow, etc. O, przepraszam, odbieram
        telefon...
        Hmmm, jakby rychlo w czas. Moj luby komunikuje, ze kupil dwa bilety do teatru..

        Nieco bardziej serio. Nie wiem, co kryje sie pod takim skapstwem chlopaka
        opisywanego przez Alę. Niektorzy sugeruja: mamusia, dlugi, wlasne wydatki,
        wychowanie..itd. Ja nie potrafie wymyslic nic innego, ale te wszystkie jego
        wyliczania o inwestycjach, drobne burze, jakie zdarzaja sie z takich pozornie
        blahych powodow, te niewypowiedziane zale, kiedys to wszystko urosnie do
        poteznego problemu, ktory teraz byc moze jeszcze jest rozmazany i trudny do
        zdefiniowania. Chyba zdajesz sobie sprawe z tego, Alu, ze nawet te Twoje
        narzekania tu, na forum, sa juz dowodem na to, ze nie potrafisz gladko
        przelknac tego problemu. Szukasz gazety, aby sie chlopak nie dowiedzial,
        probujesz sie usprawiedliwiac? Moze niech to On wreszcie przejrzy na oczy!
        Niech On poszuka jakiegos usprawiedliwienia!
        Ja tam mysle, ze lepiej, gdyby przeczytal taka prawde o sobie i nieco sie
        zastanowil. No, chyba, ze tylko Ci powie: "Hej, Alka, zobacz, jakas dziewczyna
        dostala od faceta takie prezenty jakie ja Ci dalem i jeszcze jej malo!"

        W kazdym razie pozdrawiam serdecznie
        deska
        • pomeranka Re: Niedyskretne pytanie 08.01.02, 17:31
          Zgodze się z Deską. Podobał mi sie też pierwszy post Fenola.
          I mysle, że nie chodzi tutaj o to, ile kosztował prezent, jak często sie go
          dostaje. Tylko o to, co temu towarzyszy. Takie drobne, najdrobniejsze prezenty
          od niechcenia potrafią cieszyć bardziej niż spektakularne podarunki, którym
          towarzyszy złota myśl przewodnia:"zobacz, jakie jestem wspaniały, jaki hojny,
          jaki dobry dla ciebie!". Flaki sie wywracają.
          Ostatnio przytrafiło mi się coś, co było na tyle żenujące, że wolałabym nawet o
          tym nie pisać, bo i po co.
          Istnieje gatunek ludzi, którzy lubią wydawać pieniądze tylko na siebie, zaś jak
          już komuś coś kupią to ma sie wrażenie, że ucinają sobie tym palca. A już
          absolutnie nagannym jest, kiedy mezczyzna LICZY w duchu na to, że przy swojej
          partnerce bedzie mu się lepiej żyło, choć sam może ruszyć tyłek i pracować tak
          jak ona!!!

          Kiedyś byłam z męzczyzną, który nie był majętny i żył skromnie, za to sposób, z
          jaką dawał prezenty i ile było w tym serca jest nie do opisania. W nich była
          cała jego miłość i dusza.

          Dlatego Alu sadze, że powinnaś przemyśleć i obserwować jego zachowanie. Potem
          moze być tylko gorzej.
          • Gość: goga Re: Niedyskretne pytanie IP: *.cs.rug.nl 10.01.02, 01:38
            No wlasnie. Bo tutaj tak naprawde nie chodzi o
            pieniadze wydawane na prezent tylko o chce sprawiania
            przyjemnosci drugiej osobie. I nie nalezy popadac w
            skrajnosci- np. gdy spotyka sie dwoje studentow bez
            grosza zeby zawsze placil mezczyzna tylko dlatego ze
            jest mezczyzna (chociaz... znalam mezczyzn ktorzy nawet
            w takich sytuacjach potrafia sie upierac ze oni
            zaplaca, mimo iz dziewczyna wyciaga portmonetke). Nie
            przeszkadzalaby mi sytuacja gdybym ja zarabiala wiecje
            i moj finasnowy "wklad" w zwiazek bylby wiekszy.
            Wszystko zalezy od sytuacji. O ile dobrze widze Twoja
            to niestety, jest on ...sknera.
    • Gość: mzimu Re: Niedyskretne pytanie IP: 217.98.31.* 12.01.02, 04:06
      Kochana Alu
      Jeśli nie chcesz uciec od razu/a powinnaś/to zacznij wymagać,nie
      prosic.Oczywiście nie możesz żądać czegokolwiek bo wyszłabyś na idiotkę ,a poza
      tym to bardzo nie w Twoim stylu,ale egzekwuj swoje rosnące oczekiwania ze
      słodkim,nieustępliwym uśmiechem.nie gódź się na taniochę i tandetę/nie mam na
      myśli li tylko rzeczy materialnych,ale również jego postawę/ Alu ,jesteś bardzo
      wartościową osobą,a za wartościowe dobra trzeba płacić i kto tego nie
      uświadamia sobie/jak twój skąpiec/ten naiwniakiem jest i głupcem,a lepiej z
      mądrym zgubić ,niż z głupim znaleść.Aluniu Twój menio kocha s i e b i e,a Ty
      jesteś tylko czasem kłopotliwym dodatkiem do tej miłości.
      Najprawdziwszą na świecie miłoscią obdarza Cię Twoja matka/gdy sama zostaniesz
      mamą zobaczysz,że tylko ta miłość jest autentyczna,reszta to tylko pewna forma
      układu/i jeśli ona tak gorąco sie modli,aby los uwolnił Cię od tego faceta to
      znaczy,że potwornie cierpi mając świadomość Twojego przyszłego cierpienia i
      upokorzenia,któremu ona nie może teraz zaradzić.Alu bądż miłosierna dla siebie
      i dla tej co podarowała Ci życie i albo od dziś zabierz sie ostro za
      wychowywanie menia,albo rękawiczką w pysk na pożegnanie.odwagi Alu przeprować
      eksperyment na żywym organizmie,a efekty Cię zaskoczą.Jeśli będą "negatywne"
      tym lepiej niech idzie do diabła już teraz zanim będziesz patrzyła przez
      pryzmat dzieci,a jeśli pozytywne to będziesz również zwycięscą pełnym wiary w
      siebie i w to ,że człowiek brzmi dumnie.
      Gorąco pozdrawiam Mzimu
    • wuja Re: Niedyskretne pytanie 13.01.02, 12:09
      Przepraszam, że się tak brzydko wcinam, ale dla mnie facet, który skąpi na
      swoją dziewczynę, to jakiś kompletny fiut :). No, chyba, że rzeczywiście nie
      ma pieniędzy, ale to jakby też nie najlepiej świadczy.
    • Gość: Fenol Re: Niedyskretne pytanie IP: 10.30.42.* 14.01.02, 22:24
      Zdaje się, że się coś zmieniło, Alusiu :-)))))))))

      Wiesz, przepraszam za moje ostre wcześniejsze posty, ale wtedy NAPRAWDĘ się
      wkurzyłem. Dla mnie było to niepojęte; tym bardziej że większą radość mam z...
      dawania niż z brania (nota bene - na dalszą metę bardziej się to opłaca, hi, hi)
      Zdaje się, że coś się zmieniło.
      Na lepsze. Po dwakroć: po pierwsze facet przestał być tak skąpy (na 99,9 proc
      przeczytał o sobie w gazecie :)))) a po drugie - najważniejsze - przejrzałaś
      trochę na oczy. Ty i (być może) inne kobiety, w podobnej jak Ty sytuacji.
      A co do faceta, może być i tak że się myliłem. Że nie jest dupkiem, tylko..
      młodym facetem. Każdy (niemal :))), gdy przekroczy 30-kę, przyznaje, że mniej
      więcej do 25 roku życia był... dziecinny (używając eufemizmów).
      Poradzilaś sobie z problemem. W dziwny :-))) sposób (wirtualny dosłownie), ale
      poradziłaś.
      Powtórzę jeszcze raz to, co juz napisałaś. Jesteś strrrrrrasznie dzielna baba.
      Więcej takich jak Ty!
      Całuję i powodzenia!
      :-)
    • Gość: D MOJ MEZCZYZNA IP: *.t15.ds.pwr.wroc.pl 30.05.02, 22:23
      Moj chlopak, to najlepszy chlopak na swiecie!! Przechodzilam juz ,Alu, przez
      podobne sytuacje co ty... Rozdzial na "moje" i "twoje" byl na porzadku
      dziennym. Przywyklam do braku prezentow, do ciaglego rozliczania sie...Moze nie
      tyle przywyklam, co uwazalam, ze chyba tak po prostu jest w kazdym zwiazku. Tak
      naprawde chyba nigdy nie kochalam prawdziwie i nie bylam kochana. To pomylka....

      Ale poznalam poltora roku temu cudownego chlopaka. Przez pierwszy okres mial
      ciezka sytuacje finansowa (wtedy go poznalam i sie w nim zakochalam do
      szalenstwa), teraz juz troche lepiej a ostatnio znow nie jest "przy forsie":)
      Ale to w sumie nic nie zmienia... Daje wszystko to co ma, a nawet powiem
      wiecej...czesto nie mysli zupelnie o sobie. To on nie doje...ale ja, zebym
      miala wszystko co najlepsze.
      A co najwazniejsze w tym wszystkim to to, ze oboje studiujemy. I fakt, ze jest
      Rumunem polskiego pochodzenia i studia w Polsce to dla niego spory wydatek...
      Pare miesiecy temu oplacil mi zalegly czynsz za akademik (250 zl), bez przerwy
      wtyka mi gdzies jakies drobniaki...i czasem naprawde grube pieniadze, czyli np.
      100 zl:))) Kupuje mi jedzonko i pomaga jak moze. I nie ma juz tego
      rozdzialu...wszystko jest NASZE. Do najcudowniejszych jego uczynkow zaliczam
      kupienie mi pierscionka zareczynowego...i nie jest wcale, jak to czesto slychac
      z ust mezczyzny:"taki delikatniutki i prosty-uroczy". Slowo "wysadzil sie" jest
      tutaj calkiem adekwatne. Przez caly miesiac jadl chleb z musztarda...Jak mial
      musztarde...;)
      Po drugie na moje urodziny (byl wtedy splukany do cna) kupil mi torcik
      urodzinowy ze swieczuszkami, szampany i tabakiere. Gdyby nie obecnosc
      znajomych, ktorych w tajemnicy zaprosil i zorganizowal przyjecie) wybuchnelabym
      placzem.
      Trzecia rzecz...to pare dni temu wetknal mi gdzies 20 zl. Nie mialam co jesc.
      Jak sie pozniej okazalo...jemu samemu zostalo(po oplacie akademika na czerwiec)
      40 zl. Myslalam, ze ze wzruszenia rozbecze sie jak dziecko. Jak mowi, poradzi
      sobie, pozyczy od kolegi. Nie bedzie musial...poradzimy sobie jakos razem.
      Teraz ja cos pomoge.
      Kiedy zaczelam pracowac jako kelnerka (nie widzialam innego wyjscia)...po
      prostu mi zabronil. Powiedzial,ze nie musze pracowac. A juz na pewno nie za
      2.50 za godzine na reke...sa wazniejsze rzeczy, moje studia. I o to mam sie
      tylko martwic.
      Musze powiedziec jedno...kocham go calym sercem. We mnie tkwi jeszcze troche
      maly egoista...jest mi za to strasznie wstyd... Nauczylam sie tego, bedac w
      poprzednich zwiazkach. Nie funduj, nie plac za niego, nie kupuj prezencikow i
      roznych drobiazgow...bo ON ci potem tego nie odwzajemni i nie bedziesz miala
      potem za co chleba kupic.
      To wspaniale miec chlopaka, ktory jak ogladam jakas bluzke w sklepie, kaze mi
      radosny biec do przymierzalni. Nie robie tego...nie potrafie. Zawsze bylam
      przyzwyczajona do sytuacji : "plac za swoje" i nie pozwalaj sobie na zadne
      stawianie, bo pozniej bedziesz sie czula mu cos winna, zalezna od tego kogos.
      Teraz nie mam takiego odczucia.
      Zrobilam natomiast straszna rzecz...wypomnialam mu kiedys, ze zjadl mi ostatni
      serek topiony z lodowki. Jestem plazem...:((((((Nigdy sobie tego nie wybacze,
      ze wymsknelo mi sie cos takiego...
      On nie chce zebym dawala mu cos w zamian, (chociaz tez caly czas staram sie
      dawac z siebie co moge) jedyne, czego pragnie, to to, zebym go bardzo kochala:))
      I kocham mojego Pupciunia najbardziej na swiecie!!!

      PS> Zycze kazdej kobiecie takiego mezczyzny. I takiej milosci...
      I powiem jedno...nie tkwijcie w zwiazkach z pawianami...sa jeszcze mezczyzni na
      siwcie, ktorzy potrafia kochac i dla ktorych dobro kochanej osoby jest
      najwazniejsze...
      • Gość: tomek Re: MOJ MEZCZYZNA IP: 2.4.STABLE* / 192.168.0.* 31.05.02, 00:01
        abstrahując od sytuacji autorki wątku:
        co myślicie o sytuacji gdy to on zarabia 1000zł a dziewczyna 5 tys. Większość
        facetów czułaby się żigolakami przyjmując prezenty...
        • Gość: a Re: MOJ MEZCZYZNA IP: *.acn.waw.pl 31.05.02, 10:37
          Gość portalu: tomek napisał(a):

          > abstrahując od sytuacji autorki wątku:
          > co myślicie o sytuacji gdy to on zarabia 1000zł a dziewczyna 5 tys. Większość
          > facetów czułaby się żigolakami przyjmując prezenty...


          akoro fakt , że Twoja kobieta zarabia więcej tak Ci przeszkadza to zamiast
          siedzieć z piwem przed telewizorewm i narzekać weź się za robotę .... niema
          rzeczy niemożliwych ....
    • Gość: Jasiek Re: Niedyskretne pytanie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.06.02, 18:48
      Mam juz dosć duzy staż małżeński (15 lat). Spotykalismy sie często ze swoja
      żona "na mieście". Straciłem wtedy prawie wszystkie swoje kilkuletnie
      oszczedności. Pieniadze wydalem na prezenty, na zapłacenie rachunków w
      kawiarniach, słodycze, kwiaty itp. Miałem wielka ochote wydawac te pieniadze bo
      kochalem te osobę. Dzisiaj juz nie jest to taka wielka i płomienna milośc, ale
      jest. Trudności zycia codziennego i czas nas zmieniaja. Mam fajna corke i
      jestem szczesliwy. Nie zaluje tamtych wydatkow. Warto bylo poszalec. Zycie jest
      tylko jedne i jakie krotkie.
      Nie moge Ci nic radzic, bo nie znam Twojego chlopaka.
      Pozdrawiam
    • Gość: Michu Re: Niedyskretne pytanie IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 02.06.02, 14:46


      > Mam do panów takie pytanie - ile wydajecie miesięcznie na swoje ukochane
      > (dziewczyny, kochanki, narzeczone)? Czy robicie im jakieś prezenty extra np.
      > podobała się jej bluzka, buty, torebka lub coś innego - proponujecie, że jej
      > kupicie, albo szuka sobie swetra, jej mężczyzna płaci za zakup.
      >
      > Wiem, że to dość dziwne że o tym myślę ale jestem z facetem od dwóch lat,
      > prawie poprosił mnie o rękę, chce mieć ze mną dzieci. Różnica w zarobkach jest
      > oszałamiająca (ja 1000 on ok. 5000) a on chodząc ze mną na zakupy patrzy jak
      > kupuję sobie kosmetyk, bluzkę, spódnicę. Nie są to sumy przerażające ale miło
      > by było gdyby czasem zaproponował, że mi coś kupi. Tym bardziej, że jest mi
      > strasznie ciężko utrzymać się z tej sumy w stolicy (czynsz, książki itd)a
      > chciałabym ładnie wyglądać dla niego. Raz w życiu kupił mi torebkę (bo czuł się
      >
      > winny za to co się stało z poprzednią ale to długa historia). Czasami miarzę,
      > żeby tak jak mój tata kupuje mamie, zaoferował się, że zapłaci za pasek czy
      > inny drobiazg.
      >
      > Czy wszystkie kobiety są takie chciwe? Mój ukochany wydaje na mnie może z 50
      > zeta miesięcznie, ale kiedy myślę o tym wszystkim i tak czuję się straszną
      > materialistką.


      Daj sobie spokuj z takim ...(pozwolisz, że nie dokończę). Ja wolę kupić "coś"
      mojej partnerce niż sobie (nawet jak mam dziurę budżetowa), a co dopiero gdybym
      miał tyle kasy.
      • Gość: Michu Re: Niedyskretne pytanie IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 02.06.02, 14:50
        Przepraszam za byka, ale to z emocji i w dodatku nie można poprawić:)
    • emma1 Re: Niedyskretne pytanie 06.06.02, 19:36
      Gość portalu: Ala.W napisał(a):

      > Mam do panów takie pytanie - ile wydajecie miesięcznie na swoje ukochane
      > (dziewczyny, kochanki, narzeczone)? Czy robicie im jakieś prezenty extra np.
      > podobała się jej bluzka, buty, torebka lub coś innego - proponujecie, że jej
      > kupicie, albo szuka sobie swetra, jej mężczyzna płaci za zakup.
      >
      > Wiem, że to dość dziwne że o tym myślę ale jestem z facetem od dwóch lat,
      > prawie poprosił mnie o rękę, chce mieć ze mną dzieci. Różnica w zarobkach jest
      > oszałamiająca (ja 1000 on ok. 5000) a on chodząc ze mną na zakupy patrzy jak
      > kupuję sobie kosmetyk, bluzkę, spódnicę. Nie są to sumy przerażające ale miło
      > by było gdyby czasem zaproponował, że mi coś kupi. Tym bardziej, że jest mi
      > strasznie ciężko utrzymać się z tej sumy w stolicy (czynsz, książki itd)a
      > chciałabym ładnie wyglądać dla niego. Raz w życiu kupił mi torebkę (bo czuł się
      >
      > winny za to co się stało z poprzednią ale to długa historia). Czasami miarzę,
      > żeby tak jak mój tata kupuje mamie, zaoferował się, że zapłaci za pasek czy
      > inny drobiazg.
      >
      > Czy wszystkie kobiety są takie chciwe? Mój ukochany wydaje na mnie może z 50
      > zeta miesięcznie, ale kiedy myślę o tym wszystkim i tak czuję się straszną
      > materialistką.




      Zapomnij o nim!

      • Gość: liloom szok IP: *.11.vie.surfer.at 07.06.02, 22:22
        bosh, jak to dobrze, ze ja nigdy nie mialam takiego problemu...
        spadam ze tego forum i lece sie przytulic do mojej polowicy!
    • Gość: Yasmina Re: Niedyskretne pytanie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.06.02, 00:55
      Ala już tu pewnie nie zagląda, ale jesli wpadnie przelotem to przeczyta.. Na
      jej miejscu nie ryzykowałabym poważnego związku z tym facetem.. Jest bardzo
      młodą osóbka, to pierwszy jej mężczyzna, więc wydaje jej się, że i ostatni...
      ale to nieprawda.. Nie warto ładować się w związek kiedy ma się tak poważne
      zastrzeżenia co do drugiej osoby..
      Ja kiedyś miałam podobną sytuację.. byłam z facetem, który zarabiał dosłownie
      5 razy tyle, co ja.. Ale kiedy zapraszał mnie do kina, to ja płaciłam za swój
      bilet, kiedy szlismy do kawiarni, płaciłam za swoje martini, w donatach
      płaciłam za swoją kawe i pączka.. Żenowało mnie to..
      Potem, zupełnie niespodziewanie stanął na mojej drodze ktoś, w kim szaleńczo
      się zakochałam.. a moje zdumienie osiągnęło wyżyny, kiedy ten ktoś płacił za
      mnie w kawiarni, restauracji (a ponieważ sam lubił wykwintne jedzenie nie były
      to bary mleczne dla studentów ;) ), kiedy chodzilismy po sklepach, kupował mi
      czasem (podkreślam, że CZASEM) ciuchy, na widok których zaiskrzyły mi się oczy
      (ze wskazaniem na bieliznę i krótkie spódniczki ;) ) Kiedy wyjeżdżalismy na
      weekendy, nigdy nie przyszłoby mu do głowy prosić mnie o pieniądze na benzynę,
      co więcej - to on płacił za pensjonaty!! i dodam, że nie był milionerem, tylko
      normalnym facetem z ciut więcej niż średnią krajową..
      Nie chcę, żeby to zabrzmiało jak wypracowanie z wykorzystywania, to wszystko
      były jego inicjatywy! ja też kupowałam mu z okazji i bez okazji prezenty..
      jesli miałam akurat więcej kasy, to wolałam wydać 3 stówki na seter dla niego
      niz na perfumy dla siebie..
      Niewiarygodne, jak można poczuć sie rozpieszczaną kobietą przy takim
      mężczyźnie.. Życzę absolutnie każdej dziewczynie, żeby dostała od wszechświata
      faceta, który uczyni z niej księżniczkę.. :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka