Dodaj do ulubionych

Mężczyzno i ...Kobieto ....)))

05.06.07, 13:25
Ucieczka przed ...cierpieniem ....)) I dokąd uciec..?
Życie doświadcza każdego z nas i uczy pokory....)))
Cierpimy na skutek różnych zdarzeń które nas dotykaja jak również zdarzeń
które które dotykaja Innych ,często bliskich nam osób .
Często cierpienie przeważa nad zadowoleniem ,szczęściem .Jedni przeżyja zycie
tak ,że cierpienie prawie ich nie dotyka - inni pływaja w nim i często.... toną .
Chcielibyśmy ,żeby wszystko co złego w naszym zyciu było tylko złym
snem,nierzyczywistym koszmarem ale niestety tak nie jest .Zycie to okrutny
koszmar, nie senny .

Jak radzicie sobie w tych ciężkich sytuacjach które Was dotykają ?
Przecież trzeba normalnie dalej żyć! .

Obserwuj wątek
    • surprise_1 Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 05.06.07, 13:29
      Może zamknąć sie na jakiś czas w czterech ścianach, leżąc na podłodze ,gapiąc
      się w sufit....BO TAK NAJLEPIEJ... chwilowo
      Pozdrawiam
      Do widzenia
      • ta_tuu Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 05.06.07, 14:20
        Tak surprise...CHWILOWO.Pozdr
    • kakarakamuchen Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 05.06.07, 13:40
      ja piję, póki nie rzygnę albo nie zasnę.
      • buszmen33 Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 05.06.07, 14:00
        To pomaga tylko chwilowo.....Po przebudzeniu jest jeszcze gorzej i znow trzeba
        by wypić.....
        • kakarakamuchen Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 05.06.07, 14:16
          i koło sie zamyka :)
          • buszmen33 Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 05.06.07, 14:32
            I tak po czasie zaczynamy zapominać po co pijemy...
    • janwatroba Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 05.06.07, 14:11
      OK. Raz napisze cos powaznie na tym forum :-)
      Zlota zasada: nigdy nie uciekam przed problemami w alkohol (pochlac mozna dla
      przyjemnosci w czasie np jutrzejszego meczu)
      Najczesciej trudno pogodzic mi sie z oczywista niesprawiedliwoscia, czesto
      spotykana w PL czysta, bezinteresowna zawiscia i na to mam stara piesn
      religijna, ktorej slowa sobie zawsze powtarzam, zeby utrzymac swoja psychike w
      pione:
      "Kazdy twoj wyrok przyjme twardy, przed moca twa sie ukorze,
      ale strzez mnie Panie od pogardy, od nienawisci mnie zachowaj"
      • ta_tuu Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 05.06.07, 14:19
        Bo i wątek wymaga powagi ..Jasiu wątróbko:)

        W takich chwilach mysle ,że są ważni ..przyjaciele .Oni naprawdę bardzo moga nam
        pomoc.
        I wazne tez jest ,jaka jest nasza psychika bo każdy jest INNY .Każdy potrzebuje
        czasu - dluzszego ,krotszego ,różnie .
        Pozdr

        ____

        Pośród ciszy i milczenia
        Są Ci, którzy pragną zrozumienia.
    • ulotne_piekno Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 05.06.07, 14:33
      twardym trzeba być, nie "miętkim"...to moja zasada:)
      • janwatroba Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 05.06.07, 14:37
        mowi/pisze sie "mientkim" :-)
        • ulotne_piekno Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 05.06.07, 14:40
          ech, ta cholerna łortografia:)
        • morelka_1 Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 05.06.07, 14:47
          Miałam kiedyś taki czas...Bardzo ciężko było, czułam sie zagubiona i nie
          widziałam w niczym sensu. To było wiele lat temu. Jednak znalazłam na to swój
          złoty środek. Poszłam kiedyś z koleżanką do stadniny koni. Zakochałam sie w
          tych zwierzętach i czas który był najgorszym w moim życiu stał sie
          najcudowniejszym. Do dziś wspominam te lata i bardzo tęsknię za tamtymi
          czasami :)
    • tengoku77 Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 05.06.07, 14:41
      'Cierpienie jest świątynią, w której Bóg chce być z człowiekiem sam na sam'
      /Julius Schieder/ Pytanie dlaczego jedni cierpią bardziej i częściej niż inni?
      Gdzie tu sprawiedliwość???!
      Cierpienie dotyka każdego z nas.. Nie ma osoby, którą by ominęło.. Mówi się,
      że cierpienie przyspiesza dojrzewanie.. Może tak.. Mówią, że uszlachetnia..
      Może.. ale jak nie patrzeć.. NIKT GO NIE CHCE..
      Jak sobie z nim radzić? Nie ma uniwersalnych metod.. skutecznych w 100% i
      dobrych dla każdego.. Dla mnie taka metoda to zatopienie się w muzyce..
      intensywny wysiłek.. rozmowa z Przyjaciółmi.. Tak naprawdę dopiero ta ostatnia
      metoda pomaga zrozumieć pewne sprawy i przynieść ulgę.. Muzyka i sport oddalają
      to wszystko.. tylko na moment..
      Pozdrawiam.... T77
      • kaprys9 Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 05.06.07, 15:08
        Ja tez uwazam ,ze przyjaciele sa niezastapieni w takich trudnych momentach
        Ale mam koleznake ktora w chcwili kiedy dosiegnal ja dramat zyciowy siegnela po
        uzywki[ narkotyki' Do dzis z tego nie wyszla niestety.Pozdarwiam
        • tengoku77 Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 05.06.07, 15:18
          W nałóg łatwo wpaść.. Wyjść znacznie trudniej, może dlatego, że trudno samemu
          sobie uświadomić, że ma się problem.. A Przyjaciele.. Jest taka mysl, która
          uwielbiam :) Przyjaciele sa jak ciche anioły, które podnoszą nas kiedy nasze
          skrzydła zapominają jak latać' /Antoine de Saint-Exupery/ Pozdrawiam:)
    • kookardka Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 05.06.07, 15:23
      To w jaki sposób postrzegamy rzeczywistość zależy tylko od nas.
      To my mamy wpływ na to, co myślimy i jak oceniamy to co się dzieje.
      Zamiast szukać w tym co było - cierpienia i biczowac się tym jak
      strasznie mi źle, przekonywać siebie i innych na siłę o tym jak
      strasznie cierpię i zamartwiać się tym, że pragnienie nie zostało
      zaspokojone trzeba rozwiązać problem - poszukać radości w tym co było
      i spojrzeć radośnie w przyszłość ... zapomnieć o pragnieniu, ktoprego
      niespełnienie powoduje cierpienie ... nie można mieć wszystkiego ...

      najgorzej boli wtedy, gdy coś było, coś fajnego i nie ma szans
      by powróciło ... z tym chyba większość sobie nie radzi - z pragnieniem
      powrotu do przeszłości ...
      • tengoku77 Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 05.06.07, 15:27
        A co, jesli nie chodzi o pragnienie? Co, gdy cierpienie dotyczy np. tego, że
        Przyjaciel.. cierpi? Tu nieco trudniej szukać radości.. Można zatem próbować
        razem przez to przejść..wzajemnie sie pocieszać.. rozśmieszać itd.
        • kookardka Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 05.06.07, 15:30
          Pocieszanie i rozśmieszanie jest do niczego ... mnie osobiście wk..rwia
          nieprzeciętnie jak ktoś mi powtarza "bedzie dobrze, nie przejmuj się"...
          tak gadać to i ja potrafię ... rozsmieszanie mnie na siłę tez nie przynosi
          żadnego efektu - wolę zostać sama niż znosić obecność jakiejś dziwacznej osoby,
          która kompletnie nie czai w jakim jestem stanie i co czuję ...
          niestety wiele osób w taki sposób postrzega przyjaźń...
          • ulotne_piekno Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 05.06.07, 15:39
            ja sobie czasem popłaczę w kąciku nad tym, co już nigdy nie powróci....i na
            jakiś czas mi trochę lepiej
            • kookardka Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 05.06.07, 16:47
              ee tam, nie ma co płakać ... ja tak płakałam i doszłam do wniosku,
              że to mnie tylko osłabia ... przestałam płakać i przestałam wspominać ...
          • tengoku77 Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 05.06.07, 15:40
            Czasem wystarczy być w pobliżu.. tak po prostu..
            • kookardka Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 05.06.07, 16:48
              To też niewiele daje ...
              • tengoku77 Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 05.06.07, 18:13
                Mi pomaga to, co napisałam. Każdy ma swoje sposoby:)
    • kookardka Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 05.06.07, 15:27
      I przed cierpieniem nie uciekniesz ... nie ma dokąd ...
      z cierpieniem trzeba się zmierzyć, by poznać jego moc i siłę,
      jak znasz jego moc to wiesz ile Ci potrzeba siły by je pokonać ...
      a siłę znajdziesz w sobie dokładnie W SWOJEJ GŁOWIE - zmieniając
      nastawienie do tego co powoduje cierpienie ...
      nie można mieć wszystkiego czego się zapragnie - trzeba pokory
      by to zaakceptować.
    • floo77 nie radzimy sobie 05.06.07, 17:12
      a potem dalej sobie nie radzimy, ale.. coś przeskakuje - mechanizm wyparcia. i
      żyjemy jakby nigdy nic, jadąc na opcji automatu, czyli niby wszystko jest jak
      zwykle, ale tak naprawdę nie jest. niby się uśmiechamy, ale w środku nic nie
      ma. kiedyś znikniemy całkiem.

      :-) pozdrawiam.
      • m_284 Re: nie radzimy sobie 06.06.07, 09:46
        Kiedy cierpie ''krzyczę'' w ciszy .Nie chce wtedy miec nikogo przy sobie .
        • kookardka Re: nie radzimy sobie 06.06.07, 10:38
          Mnie wtedy ludzie drażnią ... takie paplanie do kogoś o tym co się czuje
          to tylko odgrywanie teatru i przekonywanie na siłę siebie i drugiej osoby
          o tym jak to strasznie mi źle ... a to przecież nie o to chodzi ...
          wolę w ciszy i sama uporać się z tematem, albo z kimś pogadać, ale z kimś
          kto wczuje się w moją sytuację, zrozumie te emocje i nie będzie usiłował
          na pocieszać mnie wyświechtanymi głupotkami, czy rozśmieszaniem
          na siłę - tylko pogada ze mną tak jakby sam przeżywał to samo i chciał
          ( a nie tylko, mówił, że chce) pomóc mi wydostać się z tego ...
      • hodowcabocianow Re: nie radzimy sobie 06.06.07, 17:34
        floo77 napisała:

        > a potem dalej sobie nie radzimy, ale.. coś przeskakuje

        To mnie niepokoi!
        To , jak piszesz , przeskakiwanie jest przerażające , boję się , że może
        oznaczac nieodwracalne zmiany w psychice , mysle , że Twoja wypowiedź bliska
        jest sedna sprawy , zdefiniowania cierpienia.

        - mechanizm wyparcia.

        "Mechanizm wyparcia", niech będzie i tak , tu nie chodzi o dobór słów , tylko o
        znaczenie. Jak myślisz , czy człowiek u którego zadziałał ten mechanizm może
        jeszcze wrócic na płaszczyznę poprzedniego zycia , czy jest to zmiana
        nieodwracalna, i może byc , co najwyżej , maskowana?


        > żyjemy jakby nigdy nic, jadąc na opcji automatu,

        w mechanice to sie nazywa działanie w trybie awaryjnym.
        Czyli maszyna pracuje, ale jednak jest zepsuta. Korzysta ze "środkow
        specjalnych " , ale za bardzo wysoką cene, mozliwośc jej pracy w trybie
        awaryjnym jest bardzo ograniczona czasowo.Nienaprawiona ulega awarii ,
        praktycznie eliminującej ją z uzytkowania.
        Czy ten mechanizm który opisujesz to jest faza trybu awaryjnego , czy już
        destrukcji? Czy mozliwa jest naprawa urzadzenia w tym stadium o którym mówisz?

        czyli niby wszystko jest jak
        > zwykle, ale tak naprawdę nie jest. niby się uśmiechamy, ale w środku nic nie
        > ma.

        Dalszy ciąg poprzedniego pytania ; czy mozliwy jest odwrót , czy "urzadzenie"
        posiada odpowiednio silne "organy" autonaprawy , czy moze konieczna jest
        interwencja serwisu?
        A może nie ma juz odwrotu, moze pozostaje już czekac tylko na autodestrukcję?

        kiedyś znikniemy całkiem.

        Kiedys znikniemy na pewno, to nie ulega watpliwości! :)

        Tylko mnie dręczą pytania , czy cierpienie jest wyższym stopniem bólu , czy są
        takie miejsca w cierpieniu , z których nie ma juz mozliwości powrotu do
        normalności, jak ucieczki z "czarnej dziury"?
        A może są takie z ktorych mozna zawrócic przy pomocy innych.
        Pomóż mi prosze , znależć odpowiedź na te pytania.
        Mam niepdparte wrażenie, że wiele wiesz na ten temat .

        >
        > :-) pozdrawiam.

        :-) ja tez Cie pozdrawiam.
        • surprise_1 Re: nie radzimy sobie 06.06.07, 18:49
          Pisząc o cierpieniu miałam na mysli cierpienie psychiczne ,emocjonalne .

          Podobno ( pisze 'podobno' bo sama nie cierpiałam )mozna nauczyć się zyć z
          cierpieniem ale myślę ,ze to nie zmienia niczego na lepsze. Najczęściej
          jeszcze zezwierzęca zwłaszcza wtedy gdy jest sie bezsilnym .....)
          Mam taki przykład w rodzinie kiedy na skutek cierpienia osoba dotąd bardzo
          symaptyczna ,cierpliwa wyrozumiała której pogoda ducha, życzliwość w stosunku
          do drugiego człowieka były naturalne i szczere stała sie cyniczna ,złośliwa
          ,agresywna ....etc.....Niestety, ból i cierpienie, z którym się zetknęła
          doprowadziły do tego , że zaczęła nienawidzić ludzi.

          " Jak myślisz , czy człowiek u którego zadziałał ten mechanizm może
          jeszcze wrócic na płaszczyznę poprzedniego zycia , czy jest to zmiana
          nieodwracalna, i może byc , co najwyżej , maskowana?''

          Myślę ,ze cierpienie kaleczy i deformuje osobowosc i u takiego człowieka
          nastepują nieodwracalne zmiany w psychice.
          Zmiana ''maskowana''?
          Z przykładu o którym wspomniałam wyżej mysle ,ze ciepienie poglębia poczucie
          ,ze jest sie samotnym dlatego ,ze jest nieprzekazywalne .
          Moim zdaniem jeżeli ktoś nie przeżył cierpienia psychicznego to nigdy tego
          nie zrozumie i bedzie się w nim dopatrywał nawet piękna.

          'Cierpienie uszlachetnia''
          dla mnie to falszywy i znieksztalcajacy poczucie sprawiedliwosci poglad.
          Cierpienie jest samo w sobie zawsze negatywne - zawsze,a jeśli jest zle to nie
          moze byc elementem szczesliwego życia .
          • kochanicalwa Re: nie radzimy sobie 06.06.07, 19:09
            surprise , jak ci jakaś ZDZIRA zabierze faceta to bedziesz wiedziala co to
            cierpienie!
        • floo77 Re: nie radzimy sobie 06.06.07, 19:52
          > To , jak piszesz , przeskakiwanie jest przerażające , boję się , że może
          > oznaczac nieodwracalne zmiany w psychice , mysle , że Twoja wypowiedź bliska
          > jest sedna sprawy , zdefiniowania cierpienia.

          w zasadzie nie definiowałam cierpienia. pisałam jak jest. prawdopodobnie coś
          się zmienia. ale.. nie umiem tego określić. czasem chciałoby się komuś
          powiedzieć, ale jedyne co przychodzi na myśl, to to, że "coś mi się stało", ale
          potem widać, że w zasadzie nie ma sensu mówić, bo.. ma się dość takiego
          marudzenia, a jeśli ktoś kto marudzi ma dośc marudzenia, to co dopiero z
          innymi? i po co marudzić? po co się odzywać, skoro wiadomo, że to niczego nie
          zmieni? "coś mi się stało", ale co? nieważne.

          > "Mechanizm wyparcia", niech będzie i tak , tu nie chodzi o dobór słów , tylko
          > znaczenie. Jak myślisz , czy człowiek u którego zadziałał ten mechanizm może
          > jeszcze wrócic na płaszczyznę poprzedniego zycia , czy jest to zmiana
          > nieodwracalna, i może byc , co najwyżej , maskowana?

          na pewno jest maskowana. ktoś komu tak się dzieje pewnie wolałby to maskować,
          nie pokazywać nawet wspólokatorom, bo to niczego nie zmieni, może tylko
          zmartwić innych. a po co kogoś martwić? co do odwracalności, to.. nie wiem.
          można to potraktować jako etap rozwoju, jako kolejne doświadczenie które jakoś
          wpływa na zachowanie, i pewnie zostanie w kimś tym bardziej.. nieważne, za dużo
          by pisać

          > w mechanice to sie nazywa działanie w trybie awaryjnym.
          > Czyli maszyna pracuje, ale jednak jest zepsuta. Korzysta ze "środkow
          > specjalnych " , ale za bardzo wysoką cene, mozliwośc jej pracy w trybie
          > awaryjnym jest bardzo ograniczona czasowo.Nienaprawiona ulega awarii ,
          > praktycznie eliminującej ją z uzytkowania.
          > Czy ten mechanizm który opisujesz to jest faza trybu awaryjnego , czy już
          > destrukcji? Czy mozliwa jest naprawa urzadzenia w tym stadium o którym mówisz?

          nie wiem. czy to ważne? ważne że leci się jakoś tam ;)

          > Dalszy ciąg poprzedniego pytania ; czy mozliwy jest odwrót , czy "urzadzenie"
          > posiada odpowiednio silne "organy" autonaprawy , czy moze konieczna jest
          > interwencja serwisu? A może nie ma juz odwrotu, moze pozostaje już czekac
          tylko na autodestrukcję? <<<

          nie wiem. niektóre maszyny nadają się na złom, naturalna kolej rzeczy.

          > Kiedys znikniemy na pewno, to nie ulega watpliwości! :)

          dodaj do tego zdania słowa "za życia"

          > Tylko mnie dręczą pytania , czy cierpienie jest wyższym stopniem bólu , czy
          są takie miejsca w cierpieniu , z których nie ma juz mozliwości powrotu do
          > normalności, jak ucieczki z "czarnej dziury"?
          > A może są takie z ktorych mozna zawrócic przy pomocy innych.
          > Pomóż mi prosze , znależć odpowiedź na te pytania.
          > Mam niepdparte wrażenie, że wiele wiesz na ten temat .

          a po co Ci taka wiedza? takie osoby są jak kamień u szyi, albo toksyczne beczki
          na dni bałtyku - wcześniej czy później to się źle skończy. j nic nie wiem i tak
          naprawdę nie mam prawa do smutku, bo ludzie umierają, prawda?

          • kookardka Re: nie radzimy sobie 06.06.07, 20:02
            No ja gdybym była w dołku, to poszłabym się powiesić po takiej odpowiedzi ...
            w zasadzie to jestem w dołku, ale na szczęście to nie ja zadałam to pytanie.

            Z dołka trzeba wyjść samemu ... z czasem cierpienie staje się niemiłym
            wspomnieniem,najważniejsze chyba w takim stanie jest zachowanie zimnej
            krwi i nie rozdrapywanie w sobie ran. Trzeba się zawziąc w sobie i nie
            mysleć o tym co było i minęło ... z czasem samo się ułoży ... jęczenie
            i użalanie się nad sobą to droga do samobójstwa ...

            Wydaje i się, że ktoś kto jest obok, kto jest blisko i ma dużo ciepłych uczuć
            może pomóc ... można zakochać się po raz drugi ... trzeci ... i kolejny ...
            a poprzednie uczucia ułożą się obok - przecież nie da się zapomnieć o miłości
            takiej która była i z różnych powodów została odrzucona lub minęła ...
            • floo77 Re: nie radzimy sobie 06.06.07, 21:06
              racja - z dołka trzeba wyjść samemu...

              racja - zachowanie zimnej krwi jest wazne - tylko, że to wydaje mi się po
              prostu opcją wypierania, "przeskakiwania", wyłaczasz pewien obszar z siebie, z
              życia.

              racja - jęczenie i użalanie się nad sobą to droga do nikąd (samobójstwa, o ile
              się potrafi to zrobić..) dlatego też unika się użalania i jęczenia odcinając od
              ludzi. nie odbiera się telefonów, bo co można powiedzieć? znowu to samo? nie ma
              sensu to. takie jęczenie jest też męczące dla tego kto jęczy.

              kokardka napisała:
              > Wydaje i się, że ktoś kto jest obok, kto jest blisko i ma dużo ciepłych uczuć
              > może pomóc ... można zakochać się po raz drugi ... trzeci ... i kolejny ...
              > a poprzednie uczucia ułożą się obok - przecież nie da się zapomnieć o miłości
              > takiej która była i z różnych powodów została odrzucona lub minęła ...

              nie umiem na to odpowiedzieć - skomentować. mimo że teoretyzuję, to dla mnie to
              mega teoria.. abstrakcja. są ludzie dla kórych problemem jest dotknięcie kogoś
              czy np. przytulenie się do kogoś. ale to już inna story. nieważne.

              • kookardka Re: nie radzimy sobie 06.06.07, 23:38
                Dlatego zamiast jęczeć - do samego siebie - trzeba zacząć żyć.
                Pokornie przyjąć do wiadomości, że było minęło i nie wróci,
                nie można nikogo zmusić do miłości ... powtarzać to sobie za każdym
                razem gdy dopada "czarna dziura" i odcinać się od przykrych myśli ...
                szukając w międzyczasie innych fajnych ludzi ... to trudne i czasochłonne
                zajęcie,ale kto powiedział że życie ma być łatwe.
                Dla mnie to nie teoria - to bardzo aktualny temat .
                • floo77 Re: nie radzimy sobie 07.06.07, 09:57
                  > Dlatego zamiast jęczeć - do samego siebie - trzeba zacząć żyć.<<<

                  racja. można żyć w rózny sposób.

                  > Pokornie przyjąć do wiadomości, że było minęło i nie wróci,<<

                  ależ jest pokora. gdzie pokora tam milczenie i wzrok wbity w ziemię, niczego
                  się nie ozekuje i niczego się nie oczekiwało. trzeba się pogodzić, zaakceptować.

                  > nie można nikogo zmusić do miłości ... powtarzać to sobie za każdym
                  > razem gdy dopada "czarna dziura" i odcinać się od przykrych myśli ...<<<

                  nie zawsze chodzi o miłość.

                  > szukając w międzyczasie innych fajnych ludzi ... to trudne i czasochłonne
                  > zajęcie,ale kto powiedział że życie ma być łatwe.<<<

                  racja... niektózy zostaną jednak przy punkcie pierwszym...

                  > Dla mnie to nie teoria - to bardzo aktualny temat .<<<

                  cieszę się :)
    • gipsygirl Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 10.06.07, 17:32
      Jak pomóc Komuś...
      CVhyba tak, jak ON tego chce...
      Chyba...pozostawić ból Jemu samemu, jeśli tylko to daje ulgę... Jeśli słowa i
      gesty są tylko... nieznośnym szumem w głowie...
      NIKT nie wie, co w środku...
      Jak wielki gniew... złość... paraliż...


      Tak ciężko pozwolić Komuś na taką dozę egoizmu:(
      Egoizmu, do którego... ma prawo...
      Los - największy egoista... czasami zabiera życie po kawałku... nie pyta, czy
      wolno... nie patrzy, Komu...

      Trzymanie się z daleka boli... ale...
      Czasem trzeba...
      Cierpienie ma większe prawa niż chęć pomocy... a chęć pomocy powinna być chęcią
      pomocy rzeczywistej... czyli tej, której Ktoś oczekuje...
      Nawet, jeśli... jedyną pomocą jest... trzymanie się z daleka, nieingerowanie,
      niezasypywanie potokiem słów, zapewnień, próbami wczuwania się w to, co... nie
      do wczucia bez zasmakowania... Kiedy każdy szept i każdy dotyk boli... nawet
      przytulenie tnie, jak nóż...

      Muszę w to wierzyć, by... nie być egoistką, nie oczekiwać przyjęcia pomocy,
      która jest... pomocą w moim odczuciu... moją samolubną potrzebą bycia blisko,
      bycia potrzebną... Teraz potrzeba mnie to... potrzeba mojej nieobecności...


      Wiesz, o czym mówię...


      Pozdrawiam... Was ciepło...
      • marionette4 Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 10.06.07, 20:50
        Jedni potrzebują bliskich ,rozmowy z nimi by ukoić swój ból .Innym ta bliskość
        raczej przeszkadza niż pomaga - potrzebują ciszy . Taki jest po prostu ich
        wybór. Wiele osób dokonuje takiego wyboru: zamyka się w sobie z własnym bólem
        oraz z tym wszystkim, co z niego wypływa.Pomaga im krzyk wbity w ciszę W taki
        sposób dochodzą do równowagi psychicznej.... powtarzając sobie "DAMY RADĘ":)


        ((O N chce zwyciężyć ,stawiając Bezsilność w pozycji Przeciwnika. Zwycięży.:))

        ...:)))))Spokojnej nocy i czarownych snów...:)))))a przebudzenie rankiem niech
        będzie słodkie i miłe...:):)


        _________
        "Jak Kolumb na nieznane wpływa oceany
        Z myślą smutną i sercem rozbitym..."
        Juliusz Słowacki - "Kordian"
        • gipsygirl Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 10.06.07, 23:29
          > ((O N chce zwyciężyć ,stawiając Bezsilność w pozycji Przeciwnika. Zwycięży.:))


          Wiem... i to mi wystarczy, by znów móc zasnąć...

          Do widzenia.
    • atrakcyjna_zmija Re: Mężczyzno i ...Kobieto ....))) 10.06.07, 23:43
      idę się wygadać (min 1h)
      próbuję zrobić coś co odwróci zły los, choćby po malutku

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka