angoisse
19.08.07, 10:39
Miałam coś odebrać od dobrego kolegi, umówiłam się z nim, ze
wieczorem spotkamy się w miejscu X, on podjedzie tam swoim
samochodem. Dotarłam w miejsce X , ustronny placyk, wieczorny
półmrok rozswlietlany miejską latarnią... Patrzę- stoi ciemny
samochód, przyśpieszam kroku, spóźniłam się minutę a on taki
obowiązkowy i juz czeka!, otwieram drzwi samochodu, wsuwam nóżki
ubrane w kusą spódniczkę, siadam promieniejąc uśmiechem i mruczącym
glosem mówię: "mhm, no czeeeść kochanie, dobrze, że jesteś, długo na
mnie czekasz kotku?" , usadzam się wygodnie, zakładam nóżkę na
nóżkę, i... nie wiem czemu zapada milczenie. Patrzę na kolegę... a
tam, za kierownicą, jakiś obcy gruby facet wytrzeszcza na mnie dość
obleśne ślepia. Brrrr... Wyskoczyłam z samochodu jak
oparzona,przepraszając, stanęłam na rogu, pod tą nieszczęsną
latarnią, na szczęście właśnie podjechał kolega i tylko gruby dalej
wytrzeszczał na mnie ślepia gdy go mijaliśmy.
Tak, to był pomylony facet.