lalka-2
27.11.07, 00:08
Streszczenie historyjki: Poznaje faceta..zdecydowanie w moim typie,
dobrze sie dogadujemy, spedzamy razem miły wieczór, zblizamy sie do
siebie, ale nic poza całowaniem..siedzimy sobie u niego,wracam do
domu. przez kilka dni podtrzymujemy w jakims stopniu kontakt..znów
pada propozycja spotkania..poniewaz poprzednim razem wszystko było
ok, zgadzam sie na wieczór u niego uprzedzajac ze ,,nie szukam
przygód".. i znów super wieczór..w sumie idealny..stwierdzamy ze nie
ma sensu zebym jechała pozno do domu, wiec zostaje u niego do
rana..Facet nie ukrywa ze ma ochote na sex..jednak ja zdecydowanie
odmawiam tłumaczac ponownie ze nie szukam przygód, śpimy razem ale
nie musi to odrazu oznaczac sexu? Poranek ,,na dystans"..niby
ok..ale dośc,,chłodny" jeśli wiecie o co chodzi..brak buziaka, brak
przytulania.. I tu sie zastanawiam..czy mam wnioskować, że chodziło
tylko o sex? Czy to ja jestem przewrażliwiona..powinnam dać sie
ponieść emocjom i obserwować co będzie dalej? Jak to jest z punktu
widzenia mężczyzny? Co wy byście pomyśleli po takim zachowaiu
kobiety? Odpuścilibyście sobie czy przeciwnie? Chodzi o to, że ja
chciałabym zdecydowanie czegoś więcej niż sexu..chciałabym być z tym
facetem wiec nie ryzykowałam opini ,,łatwej" i zrezygnowałam z
namiętnej nocy mimo, że ochotę miałam wielką :) Proszę o poważne
odpowiedzi mężczyzn i z góry dziękuje :)