parafrenia
01.05.08, 19:11
Jesteśmy razem 1,5 roku, bardzo go kocham i uważam, że on mnie też, ALE.. No
właśnie jest to ALE.. Od jakichś dwóch miesięcy w ogóle nam się nie układa, a
ja już nie mam siły by płakać, prosić, dawać kolejne OSTATNIE szanse.. Nie
wiem jak mam do niego dotrzeć.. Są takie sytuacje, w których on pokazuje, że
mu na mnie nie zależy.. Będąc przy kolegach nie zauważa mnie, udaje, że mnie
nie zna.. Doszło już nawet do tego, że on w najlepsze śmiał się i rozmawiał z
kumplami, a ja stałam z boku i płakałam bo nie wiedziałam co mam zrobić.. W
ciągu tych dwóch miesięcy upokorzył mnie kilkakrotnie.. Raz byliśmy na piwie,
ja ze swoimi koleżankami, on z kolegami, tylko, że niestety w jednym lokalu.
Przez cały wieczór udawał, że mnie nie zna, a jak podeszłam do niego i
zapytalam, czy możemy porozmawiać, on odparł:"nie, bo mi nie zależy", po czym
odwrócił się do mnie plecami, a jego koledzy wyśmiali mnie na jego oczach..
Później ja poszłam do domu, a "życzliwi" donieśli mi, że później bawił się
świetnie z inną dziewczyną.. Ja go tak strasznie kocham, a przy tym ogromnie
cierpię.. Jak już odchodzi od kolegów i jest sam, wtedy do mnie dzwoni,
płacze, obiecuje, przeprasza.. A ja choć staram się być twarda i nie odzywam
się do niego nawet przez tydzień, to i tak później pękam i daje mu kolejną
szanse.. Nie chcę tego kończyć, ale też nie wiem co powinnam zrobić..
Chciałabym mu dać jakąś nauczkę, bo zadne prosby i jego obietnice nic nie
dają.. W ten sposób błędne koło się zamyka.. A dodatkowo on mnie oszukuję w
wielu sprawach więc mam do niego małe zauanie.. Proszę o pomoc bo już sobie z
tym nie radzę, a wrecz zbliżam się do załamania się całkowicie.. Nic mnie już
nie cieszy, a więcej czasu spędzam na smutku i płaczu, zamiast na uśmiechu.. A
jeszcze niedawno byłam strasznie szczęśliwa i niesamowicie radosna.. Proszę o
rady, jak uratować ten związek. A nie jak go zakończyć.