Dodaj do ulubionych

To chyba nie moje dziecko

01.10.08, 22:17
Pierwszy raz w ogóle odzywam się na jakimkolwiek forum, ale że nie mam się
komu wygadać, to wylądowałem tutaj.
Problem tkwi w tym, że mam podejrzenia, że moja córka, Anielka, może nie być
moim dzieckiem. Kocham moją żonę i córkę i naprawdę nie wiem jak się zachować.
Prawie dwa lata temu, przed wyjazdem w delegację, pokłóciłem się z żoną i nie
było mnie przez dwa tygodnie. Jakoś tydzień przez kłótnią kochaliśmy się,
później mieliśmy przerwę z powodu mojego wyjazdu i kiepskich nastrojów. Jakiś
czas później okazało się, że Kasia jest w ciąży. Ucieszyłem się jak nic, bo
staraliśmy się o dziecko i nie mogłem się doczekać kiedy w końcu nam się uda.
Anielka przyszła na świat, piękna i zdrowa, nieco po terminie. Od momentu jak
Kasia zaszła w ciąże wszystko się super układało. Nieco się zdziwiłem, że ja
brunet i Kasia brunetka, spłodziliśmy rudą córkę. Ale ze strony mojego ojca
jego brat tez miał taką sytuacje, że z trójki dzieci dwójka była ruda, a jedno
czarne, więc pewnie i u nas się powtórzyło.
Ostatnio coraz częściej zastanawiam się czy moja żona mnie nie zdradziła z
chrzestnym naszej córki. Jest on naszym bliskim przyjacielem, znamy się jak
łyse konie i naturalnym było, że będzie chrzestnym dziecka. Często nam
pomagał, jak mieliśmy z Kasią ciche dni, bo ja kiedyś często jeździłem z firmą
po kraju i żona miała do mnie żal, że nie bywam w domu często. Teraz bardzo
nas wspiera, kupuje Anielce zabawki, aż normalnie jestem zaskoczony. No i
jest lekko rudawy.
Wiem, że brzmi to kiepsko i właściwie pisząc to, mam tylko w głowie
scenariusz, że żona wylądowała w łóżku w moim kumplem. Ale może ja się mylę i
niepotrzebnie dokładam sobie do głowy i nasza ruda Anielka jest powtórzeniem
sytuacji ze strony rodziny mojego ojca. Mam teraz żal do siebie, że nie
bywałem w domu wystarczająco często i mogła zdarzyć się taka sytuacja.
Sam już nie wiem, myśli kłębią się w głowie i nie dają spokoju. Przecież nie
zapytam Kasi czy kumpla o taką sprawę. Nawet jak Anielka nie jest moja, to ją
bardzo kocham i nie wiem jak bym się zachował, jakby się okazało, że żona mnie
zdradziła. Może ja jestem przewrażliwiony.
Piszę to chyba po to, aby się wymagać. Może przy okazji ktoś coś mi powie
konkretnego.
Obserwuj wątek
        • racetam Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 19:26
          1. wątek trafił na główną gazety.pl - jest szansa że będziesz mógł o tym
          spokojnie z żoną lub kolegą pogadać ;)

          2. badanie dna chyba można zrobić dużo dyskretniej niż badanie krwi...


          lukashh80 napisał:

          > Na test DNA nie każdego stać. Może najpierw zrób badanie grupy krwi. To może
          > wykluczyć ojcowstwo (ale nie koniecznie).
          • piotrs Re: To chyba nie moje dziecko 03.10.08, 01:00
            Opcje są dwie:

            1. Podejrzenia się nie sprawdzą - wtedy masz spokój.

            2. Podejrzenia się sprawdzą - wtedy masz problem. Bo:

            A - zostawiasz niewierną żonę i przez następne 20 lat płacisz alimenty na
            nieswoje dziecko (sądy rodzinne w Polsce kierują się dobrem dziecka, nie
            oszukanego parnera - jak raz uznałeś, to przepadło),
            B - żyjesz dalej ze świadomością, że to nie twoje dziecko, co raczej nie sprzyja
            miłej atmosferze i szczęśliwemu życiu rodzinnemu.

            Chyba bym nie sprawdził.
            • alinoe74 po co sprawdzac ? 03.10.08, 09:34
              kochasz dziecko, kochasz zone - niech tak zostanie, to jest najwazniejsze.
              A prawda? jaka prawda? prawda jest taka ze teraz jestes szczesliwy z nimi? twoje
              nie twoje - bedziesz ja mniej kochal?
              • andreas3233 Re: po co sprawdzac ? 03.10.08, 22:03
                alinoe74 napisał:

                > kochasz dziecko, kochasz zone - niech tak zostanie, to jest
                najwazniejsze.
                > A prawda? jaka prawda? prawda jest taka ze teraz jestes szczesliwy
                z nimi? twoj
                > e
                > nie twoje - bedziesz ja mniej kochal?

                Przestan bredzic...!!!Jak mozna zyc szczesliwie w obliczu takiego
                oszustwa. Co to za szczescie?: zycie w swiadomosci, ze sie zostalo
                fatalnie oszukanym przez zone...:(((
                • tapatik Re: po co sprawdzac ? 04.02.09, 23:26
                  My nie wiemy, czy doszło do zdrady. To - jak na razie - tylko myśl w głowie
                  wątkotwórcy. Prawdę zna tylko Jego żona.
                  Faktem jest, że zdarzają się dziwne "przeskoki" genetyczne po dziadkach i
                  opisana sytuacja wcale nie świadczy o zdradzie.
                  • kawitator Re: po co sprawdzac ? 05.02.09, 13:32
                    Mylisz się z braku wiedzy
                    Badania genetyczne w sposób niepodważalny ustalają pokrewieństwo osób i jego stopień Nie są używane tylko do ustalania ojcostwa Służą do identyfikacji zwłok, badania pokrewieństwa nawet po kilku pokoleniach, Identyfikacji osób po mikrośladach zawierających pojedyncze cząstki DNA takie jak włosy komórki naskórka a nawet czasami zachowane części szkieletu. Stanowią dowód sądowy
                    Jeżeli pobranie próbek do badania było prawidłowe a laboratorium rzetelne to facet ma pewność że dziewczynka nie jest jego biologiczną córką Jak do tego doszło tego rzeczywiście nie wiemy ze 100 % pewnością bowiem można sobie wyobrazić teoretycznie sytuację ze nie doszło do zdrady .
                    Jednak takie przypadki rozważać można tylko teoretycznie. Sprawa jest jasna i jednoznaczna
                    • pol_krzaka Re: po co sprawdzac ? 05.02.09, 18:37
                      Sytuacja dla autora niezmiernie przykra, można rzec tragiczna, głębokie współczucia.
                      Interesujące jednak z punktu widzenia socjologicznego jest zachowanie kobiet, a
                      może bardziej poglądy przez nich wyrażane w miarę rozwoju sytuacji. Przedstawiam
                      więc krótkie streszczenie wątku i interesujące cytaty:

                      1. Pierwsze podejrzenia:

                      - wychowujesz córkę i to czyni cię jej ojcem
                      - po co ci wiedza o tym czy jesteś ojcem?
                      - czemu niszczyć funkcjonującą rodzinę (żona wcale jej nie zniszczyła)
                      - brawo dla żony za zaradność (?)

                      2. Zdecydowałem się na test:

                      - a pomyślałeś o zaufaniu?
                      - z pewnością jest Twoje
                      - a to zwykłe, gó...arskie odgrywanie się na żonie
                      - zaufaj swoje żonie, bądź szczery i licz na jej szczerość
                      - co zrobi Twoja żona, gdy odkryje, co zrobiłeś?? Na jej miejscu pokazałabym Ci
                      drzwi.

                      3. Mam wyniki, niestety to nie jest moja córka

                      - jeśli sie dziecko kocha, a ono nas, to moze nie "wrabianie", a "uszczesliwienie"?
                      - musisz porozmawiać z żoną. (przecież jedyną osobą właściwą do rozmowy jest w
                      tej sytuacji prawnik)

                      Na pocieszenie pozostaje fakt, że kilka mądrych wypowiedzi kobiet było, jednak
                      giną w gąszczu bzdur wypisywanych przez inne.
            • ronja.r Re: To chyba nie moje dziecko 03.10.08, 09:42
              > A - zostawiasz niewierną żonę i przez następne 20 lat płacisz
              alimenty na
              > nieswoje dziecko (sądy rodzinne w Polsce kierują się dobrem
              dziecka, nie
              > oszukanego parnera - jak raz uznałeś, to przepadło),

              Jesli byli malzenstwenm to nie uznawal dziecko to jest wtedy
              automatyczne wiec moze wniesc sprawe zaprzeczenia ojcostwa.
            • racetam Re: To chyba nie moje dziecko 03.10.08, 09:59
              piotrs napisał:

              > Opcje są dwie:
              >
              > 1. Podejrzenia się nie sprawdzą - wtedy masz spokój.
              >
              > 2. Podejrzenia się sprawdzą - wtedy masz problem. Bo:
              >
              > A - zostawiasz niewierną żonę i przez następne 20 lat płacisz alimenty na
              > nieswoje dziecko (sądy rodzinne w Polsce kierują się dobrem dziecka, nie
              > oszukanego parnera - jak raz uznałeś, to przepadło),

              Chyba poprzez udowodnienie niewierności, nie trzeba płacić alimentów? W końcu
              nie twoje dziecko więc z jakiej paki??

              Nie potrafiłbym żyć z podejrzeniem że dziecko jest nie moje.
      • pyzz Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 13:19
        Jeżeli Ci to tak nie przeszkadza, to czemu nie pozwolisz Swojej partnerce wybrać
        sobie reproduktora jakiegoś innego, a Ty będziesz tylko wychowywał?
        To jest punkt widzenia promowany przez kobiety dokonujące oszustw rozrodczych
        oraz te, które z jakiś innych powodów usiłują podtrzymywać wersję, że takie
        oszustwo, to niby żadna krzywda. Ciekawe, że pogląd ten one same utrzymują tylko
        dopóty, dopóki same nie wychowają nieswojego dziecka, bo na przykład szpital
        podmienił - wtedy same pozywają szpitale i WTEDY jest to krzywda, mimo, że
        akurat w szpitalach te podmiany zdarzają się przez pomyłkę, bez złych intencji.
        Otóż to JEST krzywda i jeżeli facet z jakiegoś powodu jest niepewny, to pewność
        należy mu się jak psu buda. Osobiście uważam, że nie powinien robić tego za
        plecami żony, bowiem to byłoby wobec niej nieuczciwe.
        • titta Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 19:36
          Jak kobieta, to "oszustwo reprodukcyjne"
          Jak facet, "to chwila zapomnienia", "jednorazowy skok", "poklucil
          sie z zona, zone koch i wiecej nie bedzie".

          Ja nie pochwalam obu. Ale czasem jest tak, ze mleko sie rozlalo i
          trzeba chodzic ostroznie aby w nim kilku osob nie utopic.
          • pyzz Re: To chyba nie moje dziecko 03.10.08, 11:17
            > Jak kobieta, to "oszustwo reprodukcyjne"
            > Jak facet, "to chwila zapomnienia", "jednorazowy skok", "poklucil
            > sie z zona, zone koch i wiecej nie bedzie"
            Obleśna demagogia. Zdrada jest zawsze zdradą. Tak samo w obie strony! Czymś, co
            się zdarza i nie należy jej ZANADTO penalizować, właśnie dlatego, że mogli się
            pokłócić, schlać, mniej nad sobą panować (jak rozumiem tu mamy do czynienia
            właśnie z podejrzeniem o taką zdradę w afkcie). Tyle tylko, że jeżeli zdrada
            owocuje dzieckiem, to wrabianie w to dziecko zdradzonego jest po prostu DRUGIM
            grzechem, co więcej grzechem od samej zdrady znacznie GORSZYM.
            Oszustwo reprodukcyjne, to nie to samo, co zdrada. Oszustwo reprodukcyjne może,
            choć nie musi być świństwem, które kobieta wyrządza OPRÓCZ samej zdrady.
              • pyzz Re: To chyba nie moje dziecko 14.12.08, 13:02
                > Dlaczego WRABIANIE w dziecko.
                > Jeśli sie dziecko kocha, a ono nas, to moze nie "wrabianie", a
                > "uszczesliwienie"? To w koncu zadne nieszczescie - mioec dziecko.
                Następna, która uważa, że oszustwo reprodukcyjne to nic takiego... Może jeszcze
                powinien być żonie wdzięczny, że wrobiła go w pracę utrzymywanie nieswojego dziecka?
                Zrozum, że wychowywanie SWOJEGO dziecka to czasem jest wielkie szczęście dla
                mężczyzny, o które nb wielu mężczyzn walczy ze swymi mściwymi byłymi.
                Ale bycie okłamywanym i oszukiwanym na koszmarne ilości pieniędzy i czasu
                wychowując nieswoje dziecko, bo matka wmówiła, że swoje, to jest tylko
                WRABIANIE. Nazywanie tego uszczęśliwianiem to DOKŁADNIE to samo, jakby zapytać
                "no jak to zgwałcona? przecież kobiety lubią seks! Dlaczego nie nazwać tego
                uszczęśliwieniem?" I zapewniam, że gwałt jest dokładnie WŁAŚCIWYM porównaniem.
              • vladcs Re: To chyba nie moje dziecko 03.03.09, 12:34
                Mieć dziecko to żadne nieszczęście.
                Tylko, że oszukany facet dziecka NIE MA, a jedynie wychowuje czyjeś.
                Jest to (wrabianie faceta w wychowywanie nieswojego dziecka)
                obrzydliwe i fundamentalne oszustwo.

                Kto inny zrobił? No to niech kto inny łoży. Do widzenia.
      • eti.gda Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 22:31
        mariusz-ef napisał:

        > kiedys slyszalem takie porzekadło: "nie wazne czyj byk, wazne ze
        ciele nasze"
        >
        > a gdyby cie to nie przekonalo to pamietaj - nie wazne kto zrobil,
        ale kto wycho
        > wal

        Albo: "Nieważne, kto z kim śpi, ważne są uczucia i ładne dzieci".
        >
    • mlody_18 Re: To chyba nie moje dziecko 01.10.08, 22:39
      widać że się spało w liceum na biologi, proponuję zapoznać się z podstawami
      genetyki. ale nie trzeba większej niż licealna wiedzy, żeby wiedzieć, że geny
      ciemnych włosów są dominujące, a jasnych recesywne. jeśli rodzice są ciemni, to
      dlatego, że ujawnił się gen dominujący, ale mogą też mieć w genotypie jasny
      (rudy) recesywny. u dziecka mogły się spotkać dwa recesywne geny rodziców i
      ujawnić się w fenotypie (wyglądzie).kombinacji jest pełno a wszystko jest
      losowo. pozdrawiam
        • tlenek_wegla Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 12:45
          Kolor skory i wlosow dziedziczy sie wielogenowo. To dlatego prawdopodobienstwo
          urodzenia bielutkiego dziecka przez czarnych rodzicow jest minimalne. Ale zdarza
          sie.

          Zakladajac, ze rodzice sa heterozygortyczni pod wzglem kazdego genu,
          (teoretycznie) otrzymujemy zestaw 4 genow warunkujacych u ludzi kolor skory o
          kombinacji Aa, Bb, Cc, Dd, co daje razem 16 roznych gamet (n= 2^4). Teraz na
          zasadzie krzyzowki wielogenowej okreslamy prawdopobienstwo roznych kombinacji
          dla gamet np
          ABCD x abcd
          AbCD x Abcd

          ... i wariacje na temat. Jak widac mozliwosci jest 256 (16x16)
          • titta Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 17:04
            Kolor skory dziedziczy sie wielogenowo. Wien nie ma w praktyce
            mozliwosci ze dwoje czarnych bedzie miec biale dziecko. Kolor wlosow
            natomiast jest jednogenowy. Choc dochodza do niego rozne "dodatki".
            W efekcie dziecko mulat, rodzicow mulatow o afrykanskim typie wlosow
            jak najbardziej moze miec jasny blad wlosow! (Wcale nie rzadkie np.
            w Szwecji, w parach ludzi o mieszanym pochodzeniu i fajnie to
            wyglada)
        • roza06 Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 14:03
          A ja kiedyś poznałam kubanke która była czarna jak węgiel, brat był Mulatem a
          siostra bialutka. Rodzice byli czarni ale mieli białych przodków. Także rudy
          kolor włosów nie jest niczym dziwnym.
        • wj_2000 Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 17:14
          tygrysio_misio napisała:

          > niby tak....ale to oznacza,ze czarni rodzice moga urodzic baluskie
          jak snieg

          Jaki śnieg, jakie bieluśkie! Mowa jest o rudym dziecku.

          Spośród moich 4 znajomych rudych (ale nie "ryżych") wszyscy mają
          rodziców zdecydowanych brunetów. To sytuacja typowa! Ich rodzeństwo
          jest CZARNE. Bo para z genami recesywnymi płodzi rude srednio raz na
          4 razy.
      • pocoo Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 10:42
        mlody_18 napisał:

        > widać że się spało w liceum na biologi, proponuję zapoznać się z podstawami
        > genetyki. ale nie trzeba większej niż licealna wiedzy, żeby wiedzieć, że geny
        > ciemnych włosów są dominujące, a jasnych recesywne. jeśli rodzice są ciemni, to
        > dlatego, że ujawnił się gen dominujący, ale mogą też mieć w genotypie jasny
        > (rudy) recesywny. u dziecka mogły się spotkać dwa recesywne geny rodziców i
        > ujawnić się w fenotypie (wyglądzie).kombinacji jest pełno a wszystko jest
        > losowo. pozdrawiam

        Bardzo często się tak właśnie zdarza.Mój dawny znajomy miał też "taki problem".Żona nie wytrzymała i rozstali się.W dobie badań DNA okazało się , że to jego córka bez najmniejszych wątpliwości.I co z tego?
      • plisowanka Re: To chyba nie moje dziecko 03.10.08, 00:43
        Młody, a ja mam do ciebie takie pytanie, bo nie jestem pewna. Otóż czy rodzice o włosach jasny blond moga spłodzić dziecko z czarnymi włosami? Znam takie małżeństwo i się dziwię. Mnie się wydaje, że to niemożliwe z biologicznego punktu widzenia, i że u nich też to dziecko nie jest męża.
    • tygrysio_misio Re: To chyba nie moje dziecko 01.10.08, 22:48
      pierwszym latwym i skutecznym sposobem jest badanie grupy krwi

      jesli Ty masz B a zona O to nie ma mozliwosci,zeby dziecko mialo A ;]

      jesli mozliwosc jest..to tylko DNA

      ale na co Ci to...bedziesz szczesliwszy jak bedziesz widzial?
    • thefellow Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 09:33
      Można przecież zrobić badania dna dyskretnie, jest takie
      zapotrzebowanie , musi być więc i taka usługa. Nie musisz mówić o
      tym matce dziecka i samemu dziecku, bierzessz odpowiedni zestaw -
      wacikiem pobierasz próbkę wydzieliny z buzi, wkładasz do próbówki i
      zanosisz do labolatorium. Możesz (dla zatarcia śladów) poczekać
      na "okazję" gdy dziecko będzie chore albo trochę gorzej się poczuje,
      albo gdy matki nie będzie w domu. Poszukaj w sieci napewno są
      specjaliści którzy to robią, ostatecznie to napewno łatwiejsze
      zajęcie niż aborcja więc i łatwiej to zrobić.
      Albo idź za głosem serca, ciesz się dzieckiem, ciesz się tym, że ty
      jesteś dla niej jej ojcem, więc wiesz ... prawda ... co to zmienia,
      co 3 czy 4 facet ma takie problemy
      • tlenek_wegla Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 12:49
        Badania sa proste. Firmy zajmuja sie tym komercyjnie i wywylaja kity do
        pobierania wymazow z jamy ustnej. Razem z instrukcja. Wynikiw ciagu 14 dni
        (szybciej chyba za dodatkowa oplata). Wiec pobierasz specjalna "paleczka"
        (podobna do tych do czyszczeania uszu) komorki od dziecka, od siebie, pakujesz i
        wysylasz do labu. Tam robia badania i przysylaja wynik.
    • jelonki Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 09:41
      Witaj,

      Zrób testy DNA jak pisali przedmówcy i jeżeli okaże się, że to nie Twoje to wystąp do sądu o alimenty od prawdziwego ojca (tego którego podejrzewasz, tylko będziesz musiał sądownie zmusić go do badań DNA)

      Nie ma co się zastanawiać, bedziesz łożył na nie swoje dziecko całe życie a ono w wieku 18 lat powie, że ma Cię gdzieś, żebyś się nie mądrzył bo Ty nie jesteś jego Ojcem.

      ps. Tylko kobieta wie kto czyje dziecko nosi i urodziła - facet nigdy nie jest pewien.
          • joanna182-0 Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 13:09
            W moim przypadku na pewno będzie moje, bo to ja będę je rodzić. Wiem
            to jest szok jak nagle się okazuje, że tata to nie tata. Dużo
            facetów sobie z tym nie radzi. Często się dowiadują jak dziecko ma
            kilka lat i co mnie najbardziej dziwi z dnia na dzień przestają je
            kochać. To jest bardzo kłopotliwa i stresująca rzecz, może dlatego
            lepiej jest jak się nie wie o tym.
            • w_wasowicz Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 14:44
              Tja ... jak szalenie wygodnie dla oszustki ...

              Zdecydowanie te testy powinny być po prostu zrobione jako
              jedne z testów po urodzeniu dziecka - z automatu i na NFZ ..
              a jak mamusia oszukiwała to wtedy ona ma problem.

              Co do testów to lepiej jak zabierzesz dziecko do odpowiedniego
              laboratorium i próbkę DNA tam pobiorą - takie testy z wymazu są szalenie
              niedokładne i moją źle wyjść - i dopiero wtedy będzie problem,
              jak np. wyjdzie (błędnie) że ojcem nie jesteś, zrobisz aferę a
              powtórne testy pokażą że a jednak ... upewnij się że robisz
              ten test dobry jakościowo

              Poza tym test zrobiony w ukryciu nie może być podstawą
              do wniesienia sprawy o zaprzeczenie ojcostwa - to jest
              bardziej skomplikowane więc jak już do tego dojdzie to lepiej
              pójść do prawnika i się dowiedzieć jak dokładnie tę operację
              przeprowadzić. Szczegółów nie pamiętam, ale chyba jest tak, że
              masz pół roku po urodzeniu dziecka na zaprzeczenie ojcostwa.

              • titta Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 19:25
                Czyli wynika z tego, ze przecietny facet to lgarz, bo twierdzi, ze
                kocha dziecko, ale jak to samo dziecko okazuje sie nie jego, to kopa
                w tylek? (zwracam uwage, ze chodzi mi o dziecko, nie o matke).
                Wychodzi na to, ze kocha idee swiadomosci przekazania swojego
                materjalu genetycznego, nie dziecko.
                • w_wasowicz Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 19:57
                  Niekoniecznie - ale po pierwsze każdy facet
                  powinien mieć prawo świadomego wyboru czy
                  chce takie dziecko mimo wszystko wychowywać.

                  A poza tym - dlaczego przerzucamy na ofiarę
                  odpowiedzialność - to mniej więcej tak jak
                  poniższe rozumowanie :

                  Zgwałcili Cię ?

                  Twoja wina - było się nie ubierać tak ładnie ...


                • pyzz Re: To chyba nie moje dziecko 03.10.08, 10:59
                  Podobną argumentację możaby wyciągnąć w stosunku do kobiet: jeżeli kobieta
                  twierdzi, że kocha dziecko, to łże, bowiem, gdyby było ono poczęte w wyniku
                  gwałtu, to by chciała usunąć ciążę. A więc kobieta nie kocha dziecka, tylko
                  możliwość wyboru faceta, który je pocznie.

                  Absurd.

                  Mężczyźni kochają dzieci. Jednak odkrycie, że wychowuje się nieswoje dziecko
                  jest naprawdę, bez żadnej, najmniejszej przesady traumą, która zostaje do końca
                  życia. Bez przesady traumą podobną do tej, jaką przeżywa zgwałcona kobieta, jaką
                  przeżywają ofiary przemocy, tym podobne. Ewentualne odrzucenie dziecka jest
                  OBJAWEM tej traumy, czymś a priori złym, ale wynikającym wprost z traumatycznych
                  przeżyć, więc nie powinno być penalizowane. TAK SAMO, jak nie jest penalizowana
                  niechęć kobiety do posiadania dziecka z gwałtu.
                  Poza tym samo ODRZUCENIE dziecka nie jest wcale przesądzone. Właściwie to
                  całkiem spora część mężczyzn w takich sytuacjach nie odrzuca dziecka, za to
                  potem spotykają się z szyderstwami sprawczyni ("To moje dziecko, a nie twoje!").
                • andreas3233 Re: To chyba nie moje dziecko 03.10.08, 22:16
                  titta napisała:

                  > Czyli wynika z tego, ze przecietny facet to lgarz, bo twierdzi, ze
                  > kocha dziecko, ale jak to samo dziecko okazuje sie nie jego, to
                  kopa
                  > w tylek?
                  Spojrz na to z punktu widzenia teorii altruizmu: wiecej altruizmu
                  znacznie wykazujemy wobec osob spokrewnionych z nami, niz w obec
                  osob niespokrewnionych. Wynika z tego, ze ma on pelne prawo - do nie
                  wykazywania zadnych uczuc wobec dziecka, jako jednostki
                  NIEspokrewnionej z
                  nim.
                  (zwracam uwage, ze chodzi mi o dziecko, nie o matke).
                  Matke rowniez nalezy kopnac w d....
                  > Wychodzi na to, ze kocha idee swiadomosci przekazania swojego
                  > materjalu genetycznego, nie dziecko.
                  O to wlasnie chodzi, i zawsze o to chodzilo - przekazujemy
                  nastepnemu pokoleniu swe geny, a nie uczucia...
            • czarna.kotka.psotka Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 15:41
              Dlaczego mąż/partner matki dziecka ma nie wiedzieć, czy to on jest
              ojcem i to ma być niby dla niego lepsze? Jak pisałam w swoim
              wcześniejszym poście - inaczej się człowiek czuje, gdy świadomie
              podejmuje decyzję, że chce się związać z osobą, która ma dziecko z
              innym partnerem, a inaczej, gdy wychodzi na jaw, że dziecko, które
              uważał za swoje jest jego tylko z dokumentów (domniemanie ojcostwa z
              racji pozostawania w związku małżeńskim). Chyba nie chciałabyś
              przeżyć takiej sytuacji.
              Swoje dziecko urodzisz sama i nikt Ci tego nie odbierze. Ale wyobraź
              sobie, że poznajesz kogoś interesującego i pragniesz się z nim
              związać, a dopiero, gdy udajecie się do USC, on Cię informuje,
              że "sorry mała, ślubu nie będzie, bo ja mam już żonę i dzieci?".
            • p.s.j Re: To chyba nie moje dziecko 31.10.08, 12:39
              Wiem
              > to jest szok jak nagle się okazuje, że tata to nie tata. Dużo
              > facetów sobie z tym nie radzi. Często się dowiadują jak dziecko ma
              > kilka lat i co mnie najbardziej dziwi z dnia na dzień przestają je
              > kochać. To jest bardzo kłopotliwa i stresująca rzecz, może dlatego
              > lepiej jest jak się nie wie o tym.

              to samo można powiedzieć o zdradzie. Ergo, najlepiej, żeby kobiety nigdy nie
              dowiadywały się o niewierności swych mężów, bo tylko je to zestresuje...
    • dzikoozka Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 10:13
      "Nawet jak Anielka nie jest moja, to ją
      bardzo kocham i nie wiem jak bym się zachował, jakby się okazało, że
      żona mnie
      zdradziła. Może ja jestem przewrażliwiony."
      No włąśine, sam sobie odpowiedziałeś.
      MOzesz zrobić potajemnie badania dna dziecka (jest kupa prywatnych
      firm oferujacych takie badania), pobranie próbki jest proste.
      I albo zrobisz zobie piekło z zycia (bo prawda moze być bolesna i w
      efekcie rozwalisz sobie życie) albo okaże sie wszystko OK i bedzie
      Ci wstyd, że podejrzewałeś żonę i przyjaciela. Poczujesz sie jak
      wszarz...
      • majkel33 Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 16:13
        Nie no jasne. Lepiej żyć w niewiedzy. Prawda to jest podstawa wszystkiego w
        życiu co ma przyszłość. Wszystko co jest oparte na kłamstwie w końcu runie albo
        się nie rozwinie. Jeżeli autor wątku nie zrobi badań to zawsze się będzie
        zastanawiał czy kumpel i żona go nie zdradzili. Nigdy do końca nie zaufa! Jak
        sprawdzi to będzie mu głupio ale przynajmniej będzie wiedział że wszystko to
        jest prawda. Albo się przekona, że to wcale nie jest jego prawdziwy kumpel a
        żona jest kłamczuchą! Po co komu życie z kimś kto go zdradził??? Szczerość i
        uczciwość to podstawa każdego sensownego związku w którym miłość nie gaśnie
        tylko się rozwija.
    • pluskwaparszywka Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 12:32
      a po badaniach przestaniesz je kochać?
      zastanawia mnie pewne zjawisko. facet nie jest przekonany co do swojego
      ojcostwa. nie uznaje dziecka, póki nie zrobi badań genetycznych. wiadomo. zwykle
      kobieta nie jest w ciemię bita, występuje do sądu. zanim wyznaczą termin, mija
      miesiąc (przecietnie, czasem trwa to dłużej), potem sąd zleca badania, koło 6
      tygodni oczekiwania przy dobrym wietrze. potem czekamy na wynik badań do 6
      tygodni. trafiają do sądu. rozprawa za jakieś 2 miechy. w sumie 6 misięcy i
      okazuje się, że pan faktycznie jest ojcem. i co dalej? zaczyna kochać to
      dziecko, czy jak?
      • tlenek_wegla Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 15:14

        Dokladnie to radze - poczytac o genetyce.

        Prosty przyklad. Homozygotyczni rodzice.

        AA x BB

        A A x B B

        Daje to nam F1 (pokolenie potomne nr 1)
        AB, AB, AB, AB

        Zakladamy ze AB spotkala osobnika BC

        AB x BC
        A B x B C

        Mamy F2
        AB, AC, BB, BC

        Jaka przeplotka??? TO mechanizm nie znany wspolczesnej i tej starszej genetyce.


        > 2. Rudy jest b. często w następnym pokoleniu po brunetach. Poza tym dobrze Ci
        > radzą
        • turzyca Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 19:16
          tlenek_wegla napisała:


          > Dokladnie to radze - poczytac o genetyce.


          > Prosty przyklad. Homozygotyczni rodzice.
          >
          > AA x BB
          >
          > A A x B B
          >
          > Daje to nam F1 (pokolenie potomne nr 1)
          > AB, AB, AB, AB
          >
          > Zakladamy ze AB spotkala osobnika BC
          >
          > AB x BC
          > A B x B C
          >
          > Mamy F2
          > AB, AC, BB, BC
          >
          > Jaka przeplotka??? TO mechanizm nie znany wspolczesnej i tej starszej genetyce.


          Czyli wnuk jest BB. Tak jak dziadek/babcia? ;]
          Wiem, ze to troche bardziej skomplikowane, ale tak sobie pozwolilam zwrocic
          uwage na fakt, ze zwalczajac cos potwierdzasz to mimowolnie. :)
    • tlenek_wegla Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 12:55
      jezeli podasz grupe krwi zony, swoja i dziecka, to moge okreslic, czy jestes
      ojcem. Pewne kombinacje wykluczaja taka mozliwosc. Jest to prosta krzyzowka
      genetyczna. Pamietaj, ze tyko wykluczenie jest 100%. Nie oznacza to wszakze, ze
      jestes nim na 100%. Twoj przyjaciel moze miec podobna grupe krwi i w tym
      momencie jedyny pewny wynik to test DNA. Koszt - okolo 1500 PLN.

      Tutaj masz link do jednej z firm:
      www.testdna.pl/
    • iga-106 Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 13:02
      hej, a czym się przejmujesz, teraz co trzeci facet nie jest
      biologicznym ojcem dziecka, które wychowuje więc jak widzisz nie
      jesteś odosobniony ważne że masz fajne dziecko, a jeżeli chodzi o
      skok żonki w bok miała takie prawo, co miałą opłakiwać twojego focha
      Brawo dla żony za zaradność.......
        • pyzz Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 15:48
          Rzeczywiście twierdzić "co się przejmujesz, że dziecko nie twoje", to trochę
          tak, jakby do zgwałconej kobiety mówić "Co się przejmujesz? Przecież to tylko
          jeden raz, przecież kobiety uprawiają seks bawet jak go nie chcą uprawiać od
          zawsze. Mnóstwo innych jest gwałconych, jeszcze więcej sypia z facetami dla
          jakiś korzyści, choć w ogóle nie mają ochoty"
          Nie polecam tak mówić zgwałconej kobiecie: ona jest ofiarą i NALEŻY jej się
          współczucie i nazwanie wyrządzonej jej krzywdy odpowiednio. Ale to samo tyczy
          się mężczyzny oszukanego w kwestii dziecka ORAZ dziecka oszukanego w kwestii ojca.
        • opossum tak jest! na bruk! 03.10.08, 00:32
          na bruk ladacznice i bękarta! od żony odszkodowanie że kłamała i od dziecka też
          odszkodowanie że sie podszywało. wczoraj kochałeś, jutro znienawidzisz, jakie to
          proste

          chryste panie
          • komnen3 dziecko nie 03.10.08, 00:56
            Nie powinien wyrzucać na bruk dziecka, czy zrywać z nim kontaktów. Ono nie
            wybrało swojego ojca. Ma ojca, do którego się przyzwyczaiło i wydaje mi się, że
            należałoby je stopniowo oswajać z sytuacją, uh, zmiany ojca, a nie wyrzucać na
            głęboką wodę.
          • w_wasowicz Re: tak jest! na bruk! 03.10.08, 11:35
            A czy ja pisałem coś o dziecku ?!?

            Dziecko jest tu niewinne .. w przeciwieństwie do kobiety
            która za oszustwo powinna zapłacić i to słono - wyrządziła
            szkody (i to traumatyczne) w sposób podły osobie która
            powinna być jej najbliższa ??

            Podaj chociaż jeden powód dla którego mąż w takim związku
            nie miałby zażądać odszkodowania - etyczny lub prawny -
            dowolny!

            W ogóle w całym naszym zaściankowym społeczeństwie to na
            mężczyznę przerzuca się koszty (i finansowe i uczuciowe)
            wielu spraw w których to on jest ofiarą.

            A jaką decyzję się w sprawie dziecka podejmie - to już
            zupełnie inna bajka ..
    • fotel_bujany Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 13:04
      A oczywiście że pierwszy raz się odzywasz na jakimkolwiek forum, jasne...
      Kto dzisiaj daje dziecku Anielka? Rodzice się nie cieszyli, że się urodziła?
      Fajnie, jak będzie miała problemy w szkole? Jak ją dzieci będą wyśmiewać z
      powodu takiego imienia?
      No, była przerwa w seksie, a dziecko urodziło się "po terminie" - czyli w
      terminie - dla mnie wszystko gra.
      Teoretyczny wujek piszącego - (krewny ze strony jego ojca - sic!!!) spłodził
      rude dzieci, a jemu to nie daje do myślenia!
      Sam masz chłopie rudy genotyp, a czepiasz się Bogu ducha winnej żony, ot, takie
      "męskie" podejście do tematu. I teraz co, będziesz miał pretensje do żony czy do
      własnego ojca że masz rude dziecko?
      Wierz mi lub nie, jeżeli nie będziesz szanował swojej żony to w końcu znajdzie
      się ktoś, kto to zrobi. A Ty zostaniesz ze swoją wyobraźnią i możesz się wtedy
      zastanawiać do woli "jak też to cię wszyscy oszukali".
      • joanna182-0 Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 13:13
        Znam przypadek, że dziewczyna zaszła w ciąże tuż przed ślubem.
        Zaczeła się domyśla jak byli w podróży poślubnej. Dzwieczyna tak się
        bała matki, że powiedział, że zaszła w ciąże w podróży poślubnej, a
        potem jej matka uwieżyła, że urodziła wczesniaka.
      • kocia_noga Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 13:44
        fotel_bujany napisała:

        > Kto dzisiaj daje dziecku Anielka? Rodzice się nie cieszyli, że się
        urodziła?
        > Fajnie, jak będzie miała problemy w szkole? Jak ją dzieci będą
        wyśmiewać z
        > powodu takiego imienia?



        Powinna mieć na imię Nicola, a jak mieszkają w mieście - Zuzia albo
        Julia, albo Łendy albo Wanessa (lepiej Vanessa).
        A my ludożercy to nie lubimy jak ktoś jest odmieńcem.
    • roberto_o1 Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 13:15
      Zastanow sie czy naprawde chcesz wiedziec. Musisz zdac sobie sprawe
      z jednego, ze w mysl przepisow Kodeksu Rodzinnego ojciec dziecka
      (zrodzonego w zwiazku badz formalnie uznanego) ma 6 (slownie szesc)
      miesiecy na wniesienie pozwu o zaprzeczenie ojcostwa. Po tym
      terminie jedyna mozliwoscia jest zwrocenie sie do prokuratora o
      zlozenie do sadu takiego pozwu co moze on zrobic ale NIE MUSI, a
      praktyka jest taka ze zdecydowana wiekszosc takich wnioskow jest
      odrzucana i nie ma zadnej drogi ani instancji odwolawczej. I nie
      zadnego ile testow DNA zrobisz, w pesymistycznym wariancie nawet
      jezeli rozstaniesz sie z zona to w swietle prawa nadal jestes ojcem
      dziecka a co za tym idzie jestes zobligowany do lozenia na jego
      utrzymanie az do wygasniecia obowiazku alimentacyjnego na zasadach
      ogolnych okreslonych w Kodeksie Rodzinnym. O istnieniu takiej "miny"
      w polskim prawie wie bardzo waska grupa prawnikow ktorzy
      specjazlizuja sie w prawie rodzinnym. Ale jesli nie wierzysz
      skonsltuj to z jakims adwokatem albo radca prawnym, oszczedzisz
      sobie ewentualnego strsu w przyszlosci.
      • alpepe Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 15:36
        Jaka niby mina? Prawo chroni interesy dziecka, a dziecko miłością sie nie
        pożywi, stąd płacenie alimentów na dziecko urodzone w małżeństwie, nawet, jak
        mąż matki nie jest biologicznym ojcem. Mój kuzyn o mały włos nie został tak
        wrobiony. Małżeństwo jeszcze w świetle prawa trwało, kuzyn nie utrzymywał
        kontaktów z żoną, mieli rozprawę karną (żonka była niezłe ziółko), przyjechał
        na rozprawę, patrzy, a tam niemowlę pozostawione na czas rozprawy w samochodzie
        żonki. Chłopak miał tyle szczęścia, że niemowlę nie miało jeszcze 6 m. i udało
        się mu zaprzeczyć ojcostwu.
          • roberto_o1 Re: To chyba nie moje dziecko 03.10.08, 09:08
            W takim razie duzy szacunek, widocznie zarazem Ty jak i twoja
            rodzina nie marnujecie czasu na głupie rozrywki w stylu
            oglądania "Jak oni ..." tylko wieczorami studiujecie kodeksy i inne
            prawne opracowania ot tak dla przyjemnosci. No chyba ze to
            zagadnienie poznaliscie z autopsji.
            Oczywiscie ze dziecko musi jesc ale powiedz to facetowi ktory nie
            dosc ze zostal zdradzony i osmieszony to jeszcze musi przez
            dwadziescia kilka lat sponsorowac owoc bzykanka na boku swojej bylej.
        • a54 Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 20:24
          alpepe napisała:

          > ..... patrzy, a tam niemowlę pozostawione na czas rozprawy w samochodzie
          > żonki. Chłopak miał tyle szczęścia, że niemowlę nie miało jeszcze 6 m. i udało
          > się mu zaprzeczyć ojcostwu.

          6 miesięcy to jest okres na wniesienie zaprzeczenie ojcostwa od momentu dowiedzenia się o narodzinach dziecka, a nie od jego urodzin.
          • p.s.j Re: To chyba nie moje dziecko 31.10.08, 12:56
            ... przy czym trudno byłoby wykazać mężowi, że nie wiedział, iż jego żona
            urodziła właśnie dziecko.

            No, chyba że jest marynarzem dalekomorskim, i akurat był w rejsie. Ale OP nic na
            ten temat nie pisze.
    • amaroid prawdziwy problem 02.10.08, 13:20
      Zastanawiam się nad tym, co napisałeś. To na pewno nie jest prosta sytuacja.
      Wszyscy radzą Ci badania dna, a ja powiem coś zupełnie innego. Nie polecam
      zrobienia badań dna. Nie zanim nie będziesz na sto procent przygotowany na
      wszystkie możliwe zakończenia.

      Czy naprawdę chodzi tylko o kolor włosów dziecka? Czy może masz iny problem, np.
      nie do końca ufasz swojej żonie? Czujesz się zazdrosny, że Twój przyjaciel może
      być jej bliski? Podświadomie boisz się, że jakaś część Twojej żony jest dana
      jemu? Nie mówię o seksie, mówię o przyjażni, lojalności, szczerych rozmowach,
      czasami pewnie też o Tobie?

      Czy wiedza o tym, że to Twoja / nie Twoja córka, zakończy sprawę i problem?

      Co zrobisz, jeśli to nie Ty jesteś biologicznym ojcem? Jeśli zdecydujesz się
      zostać i ją wychowywać, czy jesteś pewien, że nie zmarnujesz jej i żonie życia
      swoim żalem, wyrzutami, nienawiścią, poczuciem zdrady i w końcu zgorzknieniem?
      Na pewno nigdy nie wyrwie Ci się w kłótni z nastolatką w okresie buntu i
      wagarowania, że nie jesteś jej tatą? Czy może od razu zdecydujesz się na
      ujawnienie sprawy? jak to zrobisz? Jak zachowasz się w stosunku do swoich
      rodziców i przyjaciół? Co powiesz żonie? Czy Twoje dziecko przestanie mówić do
      Ciebie tato? Rozwiedziesz się, czy zostaniesz? Jeśli się rozwiedziesz, chrzestny
      będzie łożył alimenty na dziecko wychowywane przez Ciebie? A co jeśli żona
      zdecyduje się związać z tamtym facetem? A może on ma swoją rodzinę?

      Czy jeśli dowiesz się, że dziecko jest Twoje, to nie będziesz miał już
      wątpliwości że może jednak Twoja żona Cię zdradziła? Ujawnisz problem, spytasz
      ją o zdradę? A jeśli Twoje badanie wyjdzie na jaw przypadkowo?

      Moja rada? Kochasz matkę tego dziecka? Kochasz Anielkę? Nie marnuj sobie i dwóm
      innym osobom fajnego życia.
      • beatrix10 Re: prawdziwy problem 02.10.08, 13:44
        Rozwazajac wszystkie za i przeciw .Pierwsze pytanie na ktore musisz
        sobie odpowiedziec to Czy chcesz dalej zyc ze swoja zona i
        dziewczynka czy je kochasz i chcesz pozostac w tej rodzinie.Jesli
        tak to musisz wziac pod uwage ze moze i twoja zona poszla w bok z
        twoim kolega.Jednak chyba chce byc z toba jesli jeszcze nie odeszla
        od ciebie. Jesli jestes w stanie jej przebaczyc to ok. jesli nie to
        wiazac sie bedzie to z pasmem wielu przykrosci.Biorac to wszystko
        pod uwage po prostu spytaj swoja zone czy spala z twoim kolesiem i
        czy coreczka jest twoja biologiczna corka.Zaakceptuj jej odpowiedz
        nawet jesli bezdzie klamala ze nie ( bo oznaczac to bedzie ze pewnie
        zaluje ze poszla w tango i mimo wszystko chec zebys ty byl ojcem
        dziecka)A moze i zycze ci tego to tylko twoja bujna wyobraznia
        wszystko wyolbrzymia.Ale na przyszlosci to trzymaj wszystkich
        niezonatych kolezkow z daleka od swojej zony.Lepiej nie kusic
        losu.Historie ktore sie slyszy!!!!!!!
      • pancwynar Re: prawdziwy problem 02.10.08, 14:34
        Móglbym się zgodzić, gdyby nie przeświadczenie, że niepewność i
        bazowanie przez następne lata (bo problem nie zniknie) na
        podejrzeniach może doprowadzić do podobnych skutków jakie
        opisałeś/aś w wypadku przeprowadzenia badania.
        Niestety wiedza na podstawie jednego postu jest zbyt szczątkowa aby
        mądrze doradzić.
        Nie wiemy jakie naprawdę są relacje między małżonkami; a jakie
        między obojgiem a przyjacielem rodziny; jaka jest konstrukcja
        psychiczna założyciela wątku; czy mamy doczynienia z mitomanem i/lub
        paranoikiem itd.
        Dla jednego badanie DNA może okazać się wybawieniem, dla drugiego
        przekleństwem.
        Cóż, nie zazdroszczę sytuacji gdy swojego partnera nie obdarza się
        zaufaniem. I nie potrafi z nim rozmawiać.
      • titta Popieram 02.10.08, 17:16
        Popieram.
        Owszem badanie DNA jesli bedzie negatywne, przyniesie pewnosc
        niewiernosci zony. Wtedy zapewne rodzina sie rozpadnie wczesniej czy
        pozniej, bo nie wierze, ze autor sie z tym pogodzi i nie bedzie go
        to zjadac od srodka.
        Jesli wyjdzie pozytywnie, to potwiedzi ojcostwo dziecka, ale
        przeciez nie wiernosc zony!
        Kolor wlosow w tym przypadku nie jest zadna przeslanka. Jest
        recesywny, wiec dwoje brunetow moze miec rude dziecko, (tym
        prawdopodobniej, ze obecnosc tego allelu w jednej rodzinie sie juz
        ujawnila). O co wiec chodzi? Co autor chce osiagnac? niech sie
        zastanowi i wedlug tego dziala...
      • ludzkiepanisko tchórzostwo 31.10.08, 23:40
        Radzisz drogi Kolego, żeby autor wątku był tchórzem, który nie ma
        odwagi sprawdzić czy dziecko jest jego czy sąsiada.
        Niewiarygodne, że są faceci, którzy radzą drugiemu by do końca życia
        wychowywał CUDZE dziecko.
        Jedynym wytłumaczeniem takiego poglądu jest to, że Ty także mogłeś
        zrobić dziecko jakiejś mężatce i jabrakło Ci odwagi by wziąć
        odpowiedzialność za swoje czyny.
        fakt bycia biologicznym ohcem jest bardzo ważny dla faceta, jest
        bardzo ważny dla jego rodziców i rodziców jego rodziców. Dzieki
        dzieciom na tym świecie zostaje po tych pokoleniach ślad. Jeśłi
        kobieta oszukuje mężczyzne i wmawia mu, że dziecko obcego męzczyzny
        jest jego dzieckiem to wyrządza mu masakryczną krzywdę, okrada z
        marzeń, pieniędzy i przyszłości, okrada także jego rodziców i
        pozbawia ich sensu życia. Szczególnie, gdy taki nieszczęsnik jest
        jedynakiem.
        Tak więc drogi Kolego nie obraż sie ale pieprzysz farmazony.
        Ojcec musi zasiać nasionko, jeśłi tego nie zrobi to może być
        swietnym rodzicem ale ojcem już nie.
        Może być ojczymem, opiekunem, rodzicem ale nie ojcem.
        taka jest prawda.
        pozdrawiam
        • michal_powolny12 Re: tchórzostwo 01.11.08, 21:48
          Tchórzem jest ten kto nie ufa, kto węszy i sprawdza czyja sperma
          zapłodniła jajo. Jest tchórzem bo się boi, bo nie rozumie że
          prawdziwe ojcostwo polega na wychowywaniu, na wprowadzeniu dziecka w
          dorosłość. Prawnie jestem ojczymem, dla rodziny ojcem, dla syna
          ojcem, dla mojej mamy młody jest wnukiem. Nikt z nas nie czuje się
          okradziony ani oszukany. Ojcem jest ten kto wychował.
          • pyzz Re: tchórzostwo 01.11.08, 22:05
            > Prawnie jestem ojczymem, dla rodziny ojcem, dla syna
            > ojcem, dla mojej mamy młody jest wnukiem. Nikt z nas nie czuje się
            > okradziony ani oszukany. Ojcem jest ten kto wychował.
            Tylko, że Ty wiedziałeś na co się decydujesz. To wielka różnica. Oszukany ojciec
            i oszukane dziecko, to ofiary oszustwa, kłamstwa. I to kłamstwa ze strony osoby
            najbliższej i to w jednej z najważniejszych dziedzin życia.
          • ludzkiepanisko Re: tchórzostwo 02.11.08, 01:40
            michal_powolny12 napisał:

            > Tchórzem jest ten kto nie ufa, kto węszy i sprawdza czyja sperma
            > zapłodniła jajo. Jest tchórzem bo się boi, bo nie rozumie że
            > prawdziwe ojcostwo polega na wychowywaniu, na wprowadzeniu dziecka
            w
            > dorosłość. Prawnie jestem ojczymem, dla rodziny ojcem, dla syna
            > ojcem, dla mojej mamy młody jest wnukiem. Nikt z nas nie czuje się
            > okradziony ani oszukany. Ojcem jest ten kto wychował.

            Masz prawo do takiej opinii. Ja mam prawo do swojej. Ja uważam, ze
            geny mają znaczenie. Możesz być świetnym opiekunem, rodzicem,
            przyjacielem, kumplem, ojczymem.
            Ojcem nie. Sorry. Sprawdz pojęcie ojca w słowniku języka polskiego.
            W sensie biologicznym dziecko, które nie nosi Twoich genów jest dla
            Ciebie zupełnie obcą osobą. Nie jest częścia Ciebie. Nie oznacza to
            jednak, że nie możesz go kochać. A te teksty o tym, ze nieważne kto
            zrobił tylko ten kto wychowa są sztandarowym tekstem niewiernych
            kobiet, które usprawiedliwiają w ten sposób swoje łotrostwo i
            znieczulają frajerów....
    • malpp Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 13:34
      Witam.

      Mam wrażenie, że źle trafiłeś. W odpowiedzi na swój post poza
      nielicznymi wyjątkami masz odpowiedzi od wszystko wiedzących,
      uważających się za autorytety w każdej dziedzinie ludzi bez żadnych
      problemów (bo jeśli jakiś pojawia, oni w zalążku potrafią go
      rozwiązać).

      Jak rozumiem, Was nigdy nie nachodzą żadne wątpliwości, jesteście
      pewni swojej rzeczywistości, dokładnie ją rozumiecie, rozgryźliście
      wszelkie orzechy, jakie były do rozgryzienia. Ba - nawet nad wyborem
      ubezpieczyciela byście się nie zastanawiali, bo Wasz algorytm już
      dawno wskazał jedyną słuszną firmę. To skoro tacy jesteście
      wspaniali, to co tu do ch.uja robicie?! Po radę nie przyszliście, bo
      wszystko wiecie, doradzać nie będziecie, bo po co wdawać się w gadki
      z plebsem, wysłuchać wreszcie też nie wysłuchacie, bo aktywne
      słuchanie nie jest dla Was. Wyp.ierdalać stąd i już!

      A wracając do tematu wątku, to ja mogę tylko napisać tyle, że w moim
      odczuciu Twoje przemyślenia są normalne, ludzkie. To już tak jest,
      że jak scenariusz dopuszcza 2 rozwiązania, z czego jedno występuje
      w, dajmy na to, 95%, a drugie w 5%, to zawsze to bardziej
      prawdopodobne będzie dla nas naturalne, a to z 5% będzie wzbudzać
      wątpliwości. Testy DNA dadzą Ci odpowiedź. Ale, jak pisało parę
      osób, czy warto je robić? Zastanów się i odpowiedz sobie sam. Gdyby
      w grę wchodził "tylko" związek, ja bym takie testy zrobił. Ale jest
      jeszcze dziecko, które przez ładnych parę lat nie pojmie, dlaczego
      jego tata przestał być jego tatą i zniknął. Zgadzam się z kimś
      wyżej, kto napisał, że ojcem jest ten, który wychowuje.

      Pozdrawiam,
      malpp
    • szadoka Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 13:50
      A jak duze jest to Twoje dziecko? Wiesz, moja corka jak byla mala to
      miala ciemne wlosy ( teraz jest blondynka) i szare oczy, tak jej
      zostalo, chciaz nikt w naszej rodzinie takich nie ma.

      Z drugiej strony nie nadarmo sie mowi, ze dziecko na wszelki wypadek
      powinno byc podobne do matki.
      Zrob test DNA, niepewnosc jest gorsza niz najgorsza pewnosc.
    • agni73 Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 13:58
      Zrób testy DNA, choćby po to, by w przyszłości uniknąć niezręcznych sytuacji, które wtedy będą miały znacznie poważniejsze konsekwencje, jak dziecko będzie już kojarzyć fakty. Weźmy hipotetyczną sytuację, nie życzę, żeby kiedykolwiek miała miejsce, ale co zrobiłbyś, gdyby okazało się, że np. nie możesz oddać swojemu dziecku krwi, szpiku, czy nerki i wtedy dopiero dowiadujesz się, że nie jesteś ojcem? Faktem jest, że prawda może być bolesna w każdym przypadku, nawet wtedy gdy twoje ojcostwo zostanie potwierdzone, bo będziesz miał wyrzuty sumienia, że oskarżałeś niesłusznie dwie bliskie osoby, żonę i przyjaciela.
    • prawdziwy.optymista Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 14:20
      Nie wiń siebie! Nie było cię wystarczająco często w domu bo harowałeś jak ten
      wół aby zarobić na godne życie Twoje i Twojej żony. Jeżeli masz wątpliwości, czy
      córka jest Twoja możesz zrobić test DNA. Nie znam niestety procedur, ale chyba
      można to zrobić dyskretnie tak, aby małżonka się nie dowiedziała? Warto popytać
      kogoś kto w tym siedzie. Około 20-30 % małżonków wychowuje nie swoje dzieci.
      Testy DNA to powinien być obowiązek po każdych narodzinach! A dla kobiety
      oszukującej męża co do ojcostwa powinna być kara aresztu.

      ------------------------

      Czytam i popieram: kierowcatira.blox.pl
      • pancwynar Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 14:39
        prawdziwy.optymista napisał:

        > Nie wiń siebie! Nie było cię wystarczająco często w domu bo
        > harowałeś jak ten
        > wół aby zarobić na godne życie Twoje i Twojej żony. [...]

        dokładnie

        > [...] A dla kobiety
        > oszukującej męża co do ojcostwa powinna być kara aresztu. [...]

        pełne poparcie

        A osobnika/czkę piszącą powyżej o "kobiecie która ma prawo bo mąż ją
        zaniedbuje" mam nadzieję, że nigdy nie spotkam.
        • prawdziwy.optymista Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 15:24
          "A osobnika/czkę piszącą powyżej o "kobiecie która ma prawo bo mąż ją
          zaniedbuje" mam nadzieję, że nigdy nie spotkam."

          Ja także mam nadzieję, że nie spotkam takiej osobniczki. Mam tylko nadzieję, że
          Ona to pisała z żartem. Pozdrawiam.

          ------------------------

          Czytam i popieram: kierowcatira.blox.pl
      • vanessa14 Skąd 20-30%? 03.10.08, 00:35
        Jakie 20-30%? Proszę podać źródło danych! Niedawno czytałam wyniki
        badań, z których wynikało, że w amerykańskiej klasie średniej taki
        przypadek dotyczy co 20. (czyli 1 na 20, czyli 5%) małżeństw.
        • andreas3233 Re: Skąd 20-30%? 03.10.08, 23:32
          vanessa14 napisała:

          > Jakie 20-30%? Proszę podać źródło danych!
          Bardzo prosze: tu cala kolekcja oszustek reprodukcyjnych:

          www.childsupportanalysis.co.uk/analysis_and_opinion/choices_and_behaviours/misattributed_paternity.htm#labs

          Przyjecie, ze w kraju, ok 30 000 mezczyzn rocznie staje sie
          niebiologicznymi ''kochajacymi'' ojcami, dowodnie swiadczy o
          mozliwosci i skali kobiecego
          oszustwa.
          Niedawno czytałam wyniki
          > badań, z których wynikało, że w amerykańskiej klasie średniej taki
          > przypadek dotyczy co 20. (czyli 1 na 20, czyli 5%) małżeństw.
          Zrodlo, zrodlo, zrodlo????
    • sonix24 Re: To chyba nie moje dziecko 02.10.08, 15:57
      A swoją drogą zastanawiające jest, że wiele kobiet jest przeciwnych
      testom DNA na ojcostwo. Dlaczego mężczyzna musi wierzyć na słowo, to
      drugie ciekawe pytanie. Przecież jeśli chce, to niech sprawdza. Jak
      się upewni, to będzie bardziej ufał. Chyba, że się nie
      upewni....Kobiety!!!!!
    • xolaptop Gdyby się okazało, że nie moje ... 02.10.08, 16:24
      Gdyby się okazało, że dziecko nie jest moje, wtedy dziecko bym nadal wychowywał
      i kochał i żaden włos jakiegokolwiek koloru by mu z głowy nie spadł. Za to
      kobietę lekkich obyczajów - matkę wystawiłbym na zbity pysk za drzwi mojego
      domu, bezpowrotnie.
        • xolaptop Re: I skrzywdzilbys dziecko ktore tak bardzo koch 02.10.08, 20:15
          Ja bym niby skrzywdził? Ciekawe podejście. A mamusia rozumu nie ma? Skoro
          podjęła decyzję, że mnie olewa, to ja z taką kobietą bym zerwał. To dorosłe
          życie, a nie przedszkole. Gdyby ciecko wybrało przebywanie z matką i
          biologicznym ojcem, nie utrudniałbym. Oczywiście rodzice musieliby przejąć
          odpowiedzialność, także finansową, za dziecko.
          • alinoe74 od razu widac ze nie masz dzieci 03.10.08, 09:40
            od razu widac ze nie masz dzieci bo do sprawy podchodzisz jak sędzia a nie ojciec

            xolaptop napisał:

            > Ja bym niby skrzywdził? Ciekawe podejście. A mamusia rozumu nie ma? Skoro
            > podjęła decyzję, że mnie olewa, to ja z taką kobietą bym zerwał. To dorosłe
            > życie, a nie przedszkole. Gdyby ciecko wybrało przebywanie z matką i
            > biologicznym ojcem, nie utrudniałbym. Oczywiście rodzice musieliby przejąć
            > odpowiedzialność, także finansową, za dziecko.
        • pyzz Re: I skrzywdzilbys dziecko ktore tak bardzo koch 05.10.08, 13:18
          Być może, ale nie byłbym taki odważny, aby tak z góry twierdzić.
          W końcu wiedza o swoim ojcu jest jedna z podstawowych potrzeb dziecka. Jeżeli
          kobieta sama z siebie skazuje dziecko na niewiedzę w tej kwestii, to jest to dla
          niego bardzo niebezpieczne. Jeżeli biologiczny ojciec byłby w grupie zagrożonej
          chorobami dziedzicznymi, to się to wręcz może dla dziecka skończyć wczesną
          śmiercią, albo kalectwem. Tak więc kwestię, czy matka, która dokonała oszustwa
          reprodukcyjnego powinna w ogóle wychowywać to dziecko należałoby najpierw
          przedyskutować. Należy odpowiedzieć na pytanie co lepsze: zła matka, czy brak
          złej matki?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka