Dodaj do ulubionych

próbuję zrozumieć

22.07.09, 22:34
Panowie, zapytam tu, bo to w zasadzie pytanie do Was. Pytałam już na
forum kobieta, ale chcę poznać męski punkt widzenia.
Macie fantastyczną żonę - naprawdę ładną, młodszą o niemal 10 lat,
inteligentną, pełna klasa. I do tego macie jednoczesne 3-4 "układy
na boku" z kobietami starszymi od Was o kilka do 10 lat (najstarsza
ok. 50), nieatrakcyjnymi, w stylu prostytutki z lat 80. Jednoczesne
w tym sensie, że nie jeden po drugim, tylko wszystkie w tym samym
czasie. I wszystkie te kobiety są właśnie w takim typie. Moje
pytanie - dlaczego? I dlaczego właśnie taki typ kobiety?
Obserwuj wątek
    • zeberdee24 Re: próbuję zrozumieć 22.07.09, 22:36
      Lubimy odmiany i czasem mamy kaprys na starsze kobiety:)
      • najwiekszyfrajerswiata Re: próbuję zrozumieć 22.07.09, 22:38
        czasem? 3-4 kobiety jednocześnie przez 4-6 lat?
        wszystkie w jednym typie? to jaka to odmiana?
        • zeberdee24 Re: próbuję zrozumieć 22.07.09, 22:54
          No to może gość ma erotyczną zajawkę na takie ?
          • najwiekszyfrajerswiata Re: próbuję zrozumieć 22.07.09, 22:59
            to po cholerę żenił się ze mną - tą młodą, ładną, z dużym biustem i
            inteligentną?
            bo ja się teraz czuję jakaś wybrakowana - ale to przecież bez sensu
            • bmwracer Re: próbuję zrozumieć 23.07.09, 00:13
              Moze to tak jak kiedys bylo w ojsku - kazdy zolnierz musial miec dwie chusteczki
              - jedna wyprasowana, bielutka, czysciutka i nigdy nie uzywana - nie nadawla sie
              do wycierania nosa - byla w kieszonce zewnetrznej i byla jedynie do "pokazywania"
              Mial tez jedna albo dwie - w kieszneiach, takie zwyczajne, mieciutkie, mile ale
              niekoniecznie ladne - te byly do uzytku.
              • najwiekszyfrajerswiata Re: próbuję zrozumieć 23.07.09, 06:52
                hmmm, przez rok po ślubie ta wyprasowana i bielutka była
                wystarczająca i nie służyła tylko do pokazywania ...
                • poprioniony Re: próbuję zrozumieć 23.07.09, 08:29
                  Z tego co tu napisalas wyraznie wynika, ze jestes za wspaniala dla
                  niego a on jest pospolitym rzezimieszkiem i ku...arzem niegodnym
                  stop Twych lizac.

                  ps. No chyba, ze cos zle przeczytalem, ale nie sadze, dosyc proste
                  i przewidywalne glodne kawalki tu wstawiasz.
                  • najwiekszyfrajerswiata Re: próbuję zrozumieć 23.07.09, 09:23
                    poprioniony napisała:

                    > Z tego co tu napisalas wyraznie wynika, ze jestes za wspaniala dla
                    > niego a on jest pospolitym rzezimieszkiem i ku...arzem niegodnym
                    > stop Twych lizac.
                    >
                    > ps. No chyba, ze cos zle przeczytalem, ale nie sadze, dosyc proste
                    > i przewidywalne glodne kawalki tu wstawiasz.


                    wiesz, chyba jednak nie jest godzien. prowadziłam swoją firmę i jego
                    firmę, bo jemu się za bardzo nie chciało. byłam zawsze dokładnie
                    taka, jak chciał. byłam nawet lepsza
                    a teraz robię dla niego mistrzostwo świata - bo o jego pieprzonych
                    układach dowiedziałam się po tym, jak trafił do szpitala z nagłą
                    chorobą mózgu. i go, k...., z tej choroby wyciągam, mimo że wiem o
                    wszystkim. więc nie pisz mi, k..., o głodnych kawałkach!
                    dostaję schizy, ale nie mam sumienia go zostawić - pomimo tego, co
                    mi zrobił.
                    czekam, az dojdzie do siebie. i wtedy podejmę decyzję, co robię
                    dalej. ale teraz, k..., nie jest mi godzien stop lizać.
                    tylko staram się zrozumieć, czego temu facetowi brakowało w domu. i
                    to jest dla mnie teraz k...sko ważne - i dla tego, co robię teraz, i
                    dla tego, co zrobię, gdy dojdzie do siebie
    • aardwolf Re: próbuję zrozumieć 23.07.09, 09:00
      Widziałem podobne zjawisko kiedy zwiedzałem Amsterdam, a konkretnie Dzielnicę
      Czerwonych Latarni.
      Szedłem przez przypadek w tym samym kierunku i z tą samą predkością co pewien
      facet, w wieku 35-40.
      Nagle jedna z pań okupujących okna wyjrzała z niego i zawołałą na nas (prawo
      zabrania im stanąć nawet jedną nogą na ulicy, natomiast swobodnie mogą się
      reklamować głosowo).
      Pani owa miała koło 90kg wagi, wiek ok. 55 lat.
      Facet miał minę jakby znalazł dokładnie to czego od dłuższego czasu szukał i
      zadowolony udał się do środka.
      1 metr za i 1 metr przed okienkiem owej pani były dziewczyny, które może nie
      wyglądały jak miss ale miały koło 25 lat i były szczupłe. One były dla niego
      zupełnie nieciekawe .
      Mniej więcej 20% prostytutek które tam widziałem było właśnie w tej
      charakterystyce: w zawansowanym wieku i o zaawansowanej tuszy. Musza mieć
      klientów bo by ich tam nie było (powiedziano mi, że prostytutka musi mieć 3
      klientów dzienie żeby opłacić koszty czynszu za okno, dopiero przy 4 zarabia,
      natomiast najstarsza działająca prostytutka ma ponad 70 lat)

      Dla mnie jest to zjawisko kompletnie niezrozumiałe.
    • praktyk71 Re: próbuję zrozumieć 23.07.09, 09:19
      Ano dlatego, że takie atrakcyjne żony, szczególnie te, które się już dobrze
      upewniły o swojej atrakcyjności, często są mało użyteczne do seksu. Nie mają
      ochoty, że nie wspomnę, żeby się starały o cokolwiek. Po co? Przecież są takie
      super, facet ma być szczęśliwy, że ma ten zaszczyt, a jak nie jest - to głupek i
      tyle..
      • najwiekszyfrajerswiata Re: próbuję zrozumieć 23.07.09, 09:27
        przeczytaj mój post powyżej

        a tak w ogóle to jeśli jest coś nie tak w małżeństwie, to nie można
        o tym powiedzieć? od razu musisz szukac nowej dupy? i do tego musisz
        mieć 3-4 nowe dupy za jednym razem?
        • praktyk71 Re: próbuję zrozumieć 23.07.09, 17:57
          Przeczytałem.

          Mieszasz różne sprawy, które mają ze sobą związek luźny, bym powiedział.
          Nowej dupy się szuka, jaka by ta obecna by nie była dobra, facet tak ma, nauka
          nazywa to potrzebą roznoszenia materiału genetycznego. Ty tu nic nie jesteś
          winna, i tak by tak było, większość facetów tak robi, Ci którzy nie robią -
          chcieliby, choć się nie chcą przyznać, nawet przed sobą.
          Co do urody owych dam - o gustach się nie dyskutuje..
          Jedyne, gdzie zapewne popełniłaś błąd to to, że za mało się skoncentrowałaś na
          człowieku, a za bardzo się przejęłaś swoją rolą. Zamiast być taka super - może
          lepiej byłoby zająć się nawiązaniem lepszego kontaktu z facetem, który swoją
          drogą może być palantem jakich mało, ale kto ma to wiedzieć? My tu? Uznałaś po
          prostu, że jak będziesz taka doskonała, to nic nie zagraża Twojej pozycji. A w
          tej dziedzinie - jak widzisz - pewności nie ma.. Ileż to jest przypadków, że
          laska traktuje faceta jak psa, a on z podkulonym ogonem biegnie za nią i jest
          szczęśliwy zbierając kopniaki.. To, jak rozumiem, też nie pasuje do Twojej wizji
          świata. Ale tak bywa. Ignorowanie rzeczywistości to.. rodzaj arogancji.
    • rafa4.4 Re: próbuję zrozumieć 23.07.09, 10:13
      Cóż za dramatyczna i wzruszająca historia...jak na frajera masz spore poczucie
      humoru ;)
      • najwiekszyfrajerswiata Re: próbuję zrozumieć 23.07.09, 10:19
        > Cóż za dramatyczna i wzruszająca historia...jak na frajera masz
        spore poczucie
        > humoru ;)

        nie, no jasne, tak sobie wymyśliłam taką historyjkę. wiesz, zostało
        mi tylko poczucie humoru w tej całej sytuacji. pierwszy tydzień
        wyłam, później musiałam zająć się jego leczeniem.
        w tym tygodniu odbieram skierowane do niego telefony od tych
        wszystkich bab, które są zniecierpliwione, że on się do nich nie
        odzywa. jest super. czuję się fantastycznie, naprawdę. i bardzo
        pomaga mi to zarówno w prowadzeniu jego firmy (bo przecież musi mieć
        do czego wrócić), jak i w codziennych wizytach w szpitalu.
        kiedy jestem w szpitalu, muszę się uśmiechać i żartować, bo on nie
        może zorientować się, że coś jest nie tak. zdaniem psychologów,
        jesli się zorientuje, wtedy się zamknie w sobie i całe leczenie
        wezmie w łeb. i wtedy zostanę do końca życia z człowiekiem
        niepełnosprawnym umysłowo, którego już w ogóle nie będę mogła
        zostawić i który spieprzył mi życie. super perspektywa, prawda?
        • cangu Re: próbuję zrozumieć 24.07.09, 07:54
          Kobieto - zastanów Ty się nad sobą. Ile Ty masz szacunku dla samej siebie?
          Trafiłaś na typowego okur....ca i innego określenia dla takiego typa nie ma.
          Rozumiem, gdyby się to zdarzyło z 1-ną, jakaś odskocznia, wtedy można szukać
          przyczyny - coś w naszym związku nie współgra, urzekła go inna (warto zrozumieć
          małe słabości) W tej sytuacji jednak zwykły okur....iec nie wart nawet
          splunięcia na niego. Zostaw to zero, niech się nim zajmują te jego kochanice.
          Dzwonią? - Ok, daj każdej namiary na szpital, a sama zajmij się własnym życiem i
          szczęściem. Nie zajmie się nim żadna? I bardzo dobrze - ma to, na co zasłużył.
          Bez wyrzutów sumienia kobieto, wnieś o rozwód, i zajmij się własnym życiem. On
          Nie miał dla Ciebie ani uczucia, ani tym bardziej szacunku (zbadaj się czy
          jakiej choroby Ci nie podarował) i nie będzie go miał, nawet jeśli będzie zdany
          na Ciebie a Ty zwyczajnie zmarnujesz swoje życie. Dla kogo?
          • najwiekszyfrajerswiata Re: próbuję zrozumieć 24.07.09, 08:18
            Cangu, mam huśtawkę myśli i nastrojów. Idę z tym do psychologa, bo
            przestaję sobie radzić.
            Tylko nie umiem go teraz zostawić, bo jesli to zrobię, on zostanie
            niepełnosprawny - w tym także intelektualnie. Nie potrafię mu tego
            zrobić pomimo tego, co zrobił mi on. Nie potrafię sama sobie tego
            zrobić, bo wyrzuty sumienia nie dałyby mi spokoju do końca życia. I
            nie ma dla mnie teraz znaczenia, czy on będzie miał jakieś wyrzuty
            sumienia z powodu swojego dotychczasowego życia, to nie o to chodzi.
            Ne potrafię być s..synem w takiej sytuacji tylko dlatego, że on taki
            wobec mnie był.
            Nie mogę też z całą pewnością stwierdzić, że on nie miał dla mnie
            uczucia, bo to bym czuła. Może z tego powodu, czyli właśnie dlatego,
            że nie miałam podstaw odczuć, że mnie nie kocha, to, czego się
            dowiedziałam, było dla mnie takim szokiem.

            Ale myślę nad odejściem od niego, gdy już dojdzie do siebie.
            Nie potrafię sobie wyobrazić, że mu kiedykolwiek zaufam. Teraz to w
            ogóle nie wyobrażam sobie, że zaufam komukolwiek.
            • cangu Re: próbuję zrozumieć 24.07.09, 09:11
              Rozumiem Ciebie - Nie łatwo jest zostawić kogoś "bliskiego" w nieszczęściu, ale pomyśl o sobie. On dla Ciebie jest kimś bliskim, ale nie Ty dla niego. On Ciebie by zostawił. Mówisz, że on Ciebie kochał? Nie słowa, nie krótkie umizgi świadczą o miłości, a wszystkie czyny.

              Nie potrafię sama sobie tego zrobić, bo wyrzuty sumienia nie dałyby mi spokoju do końca życia. - Obyś tylko za ileś tam lat, nie miała wyrzutów sumienia, za swoje spaprane życie. Sama sobie To zrobisz.

              ....nie miałam podstaw odczuć, że mnie nie kocha, To dał Ci to odczuć, raz a dobrze. I nie łudź się, że Ciebie kochał, kochał siebie - swoją wygodę przy Tobie.

              Teraz to w ogóle nie wyobrażam sobie, że zaufam komukolwiek. - W ten sposób przekreślasz swoje szanse na szczęście. Są mężczyźni godni miłości, zaufania, ale żaden nie wolno Ci dla żadnego poświęcać własnego życia, rodziny, przyjaciół.
            • rafa4.4 Re: próbuję zrozumieć 24.07.09, 23:24
              Niezwykle interesująca ta tragifarsa ... nie mogę doczekać się kolejnych
              odcinków ;))
      • najwiekszyfrajerswiata Re: próbuję zrozumieć 23.07.09, 10:22
        i uprzedzając twoje dalsze uśmieszki - tak, sama idę do psychologa
        za kilka dni, bo nie wytrzymuję psychicznie takiej jazdy.
    • k.ar Re: próbuję zrozumieć 23.07.09, 12:03
      Bo np. szukał rekompensaty poczucia własnej niższości,
      dowartościowania, a Tobie nie mógł powiedzieć/ okazać ( może sam nie
      był tego świadom) bo to by oznaczało okazanie słabości i tak
      dalej .......
      Nie wiem, on pewnie też tego nie wie ..... Byłoby najprościej gdyby
      jego choroba tłumaczyła takie postępowanie, ale jestem pewna że tak
      nie jest
      Historia cholernie prawdziwa, może okoliczności są ciut
      inne ........... Niestety
      Życzę dużo dystansu i poczucia humoru, nic innego nie pomoże,
      niestety wiem to z autopsji
      • najwiekszyfrajerswiata Re: próbuję zrozumieć 23.07.09, 15:38

        > Bo np. szukał rekompensaty poczucia własnej niższości,
        > dowartościowania, a Tobie nie mógł powiedzieć/ okazać ( może sam
        nie
        > był tego świadom) bo to by oznaczało okazanie słabości i tak
        > dalej .......
        > Nie wiem, on pewnie też tego nie wie ..... Byłoby najprościej
        gdyby
        > jego choroba tłumaczyła takie postępowanie, ale jestem pewna że
        tak
        > nie jest

        psycholog w szpitalu twierdzi, że cała choroba to właśnie
        niewywalone złe emocje, stresy. Że jak człowiek ukrywa jedną sprawę,
        to się i tak spala, a jak ukrywa 3-4 przed żoną i jeszcze między
        sobą (tj. miedzy tymi kobietami), to już zupełnie jest masakra. i
        kilka lat takiego ukrywania i mózg walnął ...

        > niestety wiem to z autopsji

        pozdrawiam serdecznie, nie wiem, co więcej mogę napisać. trzymaj się.
      • cangu Re: próbuję zrozumieć 24.07.09, 08:00
        No tak, najlepiej tłumaczyć zwykłego zwyrodniałego erotomana.
        • najwiekszyfrajerswiata Re: próbuję zrozumieć 27.07.09, 14:59
          tak, jest taka opcja, że był/jest erotomanem.
    • green_basik Re: próbuję zrozumieć 23.07.09, 16:04

      > Macie fantastyczną żonę - naprawdę ładną, młodszą o niemal 10 lat,
      > inteligentną, pełna klasa. I do tego macie jednoczesne 3-4 "układy


      Za bardzo przypominasz mu mamę.

      To już było.
      • haalszka Re: próbuję zrozumieć 23.07.09, 16:36
        Widzialam twoj wpis na forum Kobiety i przeczytalam teraz ten tutaj.

        Widze pewna analogie twojego postepowania do mojego, choc napewno w innych
        okolicznosciach.
        Bardzo ci wspolczuje... jednak poszukiwanie odpowiedzi masz w osobie swojego
        meza. To tylko on moze ci udzielic odpowiedzi i dobrze aby jej ci udzielil,
        wtedy bedziesz mogla postepowac dalej.
        I choc moze to byc bardzo ciezka prawda warto ja poznac.
        Moze sie jednak stac inaczej i oleje twoja potrzebe poznania prawdy a wtedy
        przyda ci sie pomoc psychologa. Podpowie co moglo nim kierowac,a to ty
        podejmiesz decyzje co najbardziej do jego osoby pasuje.
        Bardzo cie podziwiam za opieke nad nim, a zwlaszcza robienie dobrej miny do zlej
        gry... ja nie wiem czy po takich informacjach jeszcze bym byla w stanie pojawic
        sie w szpitalu.... nawet za cene jego zdrowia skoro tak bylabym potraktowana
        przez niego.

        Trzymaj sie kobieto i nie zapomnij walczyc o siebie, a wszystko sie dobrze
        ulozy, czego serdecznie zycze.
        • bakejfii Re: próbuję zrozumieć 23.07.09, 16:55
          Facet jest najprawdopodobnie psychicznie niezrownowazony.
        • cangu Re: próbuję zrozumieć 24.07.09, 08:12
          haalszka napisała:

          > podejmiesz decyzje co najbardziej do jego osoby pasuje.

          - Otóż to.... Dlaczego ma podjąć decyzję najbardziej pasującą do
          jego osoby, a nie do swojej własnej?

          > Bardzo cie podziwiam za opieke nad nim, a zwlaszcza robienie dobrej miny.....

          - Za co ją podziwiasz? Za brak miłości dla siebie? Za uzależnienie do faceta? Za brak szacunku dla siebie? Za marnowanie własnego życia, dla obcego człowieka? To nie dziecko, którego błędy należy zrozumieć i wybaczyć. To dorosły człowiek, który miał dość czasu na zastanowienie się nad swoim postępowaniem.

          • najwiekszyfrajerswiata Re: próbuję zrozumieć 24.07.09, 08:20
            cangu napisała:

            > Za marnowanie własnego życia, dla obcego człowieka?
            > To nie dziecko, którego błędy należy zrozumieć i wybaczyć. To
            dorosły człowie
            > k, który miał dość czasu na zastanowienie się nad swoim
            postępowaniem.
            >

            Ja właśnie nie chcę zmarnować sobie życia. Dlatego myślę o odejściu.
            Wiem, że zasługuję na coś innego. Wiem, że nie zasługuję na
            frustrację i poczucie przegranego życia. Nie chcę tak się czuć i nie
            chcę tak żyć.
            • cangu Re: próbuję zrozumieć 24.07.09, 08:53
              Jeśli psycholog będzie się doszukiwał winy jego zdrad w Tobie uciekaj od niego gdzie pieprz rośnie.

              Zobacz, ile w Tobie samej jest ograniczeń, uzależnień, niepewności siebie, uwolnij się od tego i zacznij wreszcie myśleć o sobie, żyć dla siebie.
          • haalszka Re: próbuję zrozumieć 24.07.09, 16:46
            moze moje stwierdzenie jest niezbyt trafione.... to podziwiam.
            Ale patrzac na problem ze wskazanej przez ciebie perspektywy to masz racje, jej poswiecenie jest wbrew jej wlasnego dobru.
            Ja na jej miejscu bym zwinela manatki w trzy sekundy i tyle mnie widzial.
            Ona pisze o tym ze jesli teraz odejdzie to on moze byc inwalida - to zwroc uwage ze on juz zrobil z ciebie inwalide emocjonalna.... Idz dziewczyno w swiat i zajmij sie soba.
            A tutaj link do w miare sensownie opisanego chyba twojego postepowania:
            www.mus.com.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=629&Itemid=171
    • murzynier Re: próbuję zrozumieć 23.07.09, 16:20
      najwiekszyfrajerswiata napisała:

      > nieatrakcyjnymi, w stylu prostytutki z lat 80.

      nieatrakcyjnymi w twojej opinii, widocznie miały coś, czego nie masz ty, żeby
      daleko nie szukać urok inności np.
    • lacido Re: próbuję zrozumieć 23.07.09, 20:51
      > Macie fantastyczną żonę - naprawdę ładną, młodszą o niemal 10 lat,
      > inteligentną, pełna klasa. I do tego macie jednoczesne 3-4 "układy
      > na boku" z kobietami starszymi od Was o kilka do 10 lat (najstarsza
      > ok. 50)

      eeee to niemożliwe
      • bakejfii Re: próbuję zrozumieć 23.07.09, 21:32
        Mowiac szczerze to nie tylko faceci tak maja .Nam kobietom rowniez oprocz
        naszych facetow podobaja sie inni,Nic na to nie poradzimy .Tyle chodzi tego
        towaru.Niektorzy sa super przystojni,ta piekna klata,chochliki w oczach,te
        cieple rece.Najbardziej pociagajacy sa jednak bruneci,sa bardzo kochliwi.Maja
        jednak wade sa niestety zazdrosnikami
    • najwiekszyfrajerswiata Re: próbuję zrozumieć 23.07.09, 22:34
      z męskich wypowiedzi wynika, że:
      - to nic nienormalnego,
      - to moja wina, bo skupiłam się na tym, żeby być świetną, a nie
      skupiłam się na nim.

      z pierwszym argumentem nie jestem w stanie polemizować. tak, poddaję
      się w takiej dyskusji. niemniej oznacza to jednak, że każdy facet
      zdradza - a ja wierzyłam w to, że są tacy, którzy nie zdradzają. jak
      widać, byłam ograniczona.

      drugi argument rozwala mnie o tyle, że wskazuje, że to moja wina.
      ale to nie ja chciałam taka być - nie chciałam koncentrować się na
      tym, jaka jestem świetna. to on tego wymagał, a ja się poddałam, bo
      go cholernie kochałam. kocham też nadal, bo inaczej nie byłabym w
      stanie robić tego wszystkiego, co robię. ale czy będę w stanie
      zostać z nim, kiedy dojdzie do siebie - tego nie wiem i coraz
      bardziej w to wątpię.
      wracając do meritum - podporządkowałam mu wszystko. robiłam
      dokładnie to, czego ode mnie oczekiwał. zostawiłam swoich znajomych,
      odsunęłam się od rodziny. przejęłam jego pasje, zostawiłam swoje -
      bo przecież wolny czas trzeba było spędzać razem, a razem oznaczało
      tak, jak on chce. twierdził, że jest nieudacznikiem, że mu nic nie
      wychodzi - a ja wciąż mu powtarzałam, że jest świetny, że jest
      najlepszy i najmądrzejszy na świecie, że razem damy radę wszystkim
      trudnościom zawodowym. sama od niego nic takiego nie słyszałam, ale
      on kiedyś stwierdził, że to ja muszę być silna, bo on potrzebuje
      oparcia. no to miał oparcie.
      tak, to ja go pchnęłam w kierunku tych kobiet. to moja wina, że się
      pieprzył z 3-4 w tym samym czasie i że ich porozbierane zdjęcia w
      sporych ilościach trzymał w komórce, żeby je mieć pod ręką/przed
      oczami zawsze, kiedy chce. przeze mnie musiał wysyłać po 300-400
      smsów miesięcznie. bo to ja zła kobieta byłam.
      • praktyk71 Re: próbuję zrozumieć 23.07.09, 23:52
        "Głupota równa jest złu - jeśli sądzić po skutkach"

        (Albert Camus)

        • najwiekszyfrajerswiata Re: próbuję zrozumieć 24.07.09, 06:18
          praktyk71 napisał:

          > "Głupota równa jest złu - jeśli sądzić po skutkach"
          >
          > (Albert Camus)
          >


          wiesz, wkurzyłeś mnie bardzo.

          jeśli to, co robiłam, to głupota, to może równą głupotą jest to, że
          teraz nadal z nim jestem i wyciągam go z choroby, udając, że nic się
          nie stało?
          może w takim razie powinnam go z tym wszystkim teraz zostawić,
          powiedzieć: "a teraz lecz się sam, s.... synu, mnie to nie obchodzi"
          i wówczas on po wyleczeniu (zakładając, że ono by w ogóle w takim
          przypadku nastąpiło) przyleciałby do mnie łasząc się jak pies (że
          użyję porównania z twojego wcześniejszego maila)?
          bo pewnie mu jeszcze teraz krzywdę mu robie? i wpędzam w poczucie
          winy? i on teraz, biedaczek, będzie przeze mnie zmuszony do
          odpowiedzenia tym samym i zostanie ze mną z litości?
          • praktyk71 Re: próbuję zrozumieć 25.07.09, 12:06
            Nie chciałem Cię wkurzać. Jedyne co chciałem, to jakoś maksymalnie delikatnie
            dać Ci do zrozumienia, że niestety to Ty sama jesteś winna swojej sytuacji, a
            żalisz się na forum na jakiegoś nie znanego nam bliżej faceta.
            Mimo wszystko sprawiasz wrażenie osoby umysłowo sprawnej. W tym kontekście dziwi
            mnie, że wiążesz się z facetem, który nie zasługuje na żadną chyba partnerkę, a
            cóż dopiero na taką wspaniałą jak Ty (daruj sarkazm..) Nie widziałaś tego
            wcześniej? Oślepiło Cię? No i to myślenie życzeniowe; najgorszy sk..wiel zmieni
            się w szlachetnego rycerza, kiedy dostanie się w łapki jakiejś szlachetnej i
            sprytnej księżniczki.. Jak można wierzyć w coś takiego?
            Ok, teraz jest w kłopotach, jakiś ludzki odruch nakazuje mu pomóc, ale tylko na
            tyle, na ile na pomoc zasługuje każda istota ludzka, nawet tej pomocy niegodna.
            Sama sobie wyznacz granice tego poświęcenia, ja Ci nic nie sugeruję.
            Osoba myśląca na Twoim miejscu po prostu skreśliłaby faceta ze swojego życia,
            chwilkę pożałowała, że tak późno i zajęła się resztą swojego życia.
            • najwiekszyfrajerswiata Re: próbuję zrozumieć 27.07.09, 14:58
              praktyk71 napisał:

              > Nie chciałem Cię wkurzać. Jedyne co chciałem, to jakoś maksymalnie
              delikatnie
              > dać Ci do zrozumienia, że niestety to Ty sama jesteś winna swojej
              sytuacji, a
              > żalisz się na forum na jakiegoś nie znanego nam bliżej faceta.

              Po pierwsze, nie jestem winna tego, co on robił, ani całej sytuacji.
              Nie dam sobie tego wmówić.
              Po drugie, nie żalę się na niego, a napisałam wprost "chcę
              zrozumieć". A nie "chcę się pożalić". Zapytałam o to facetów,
              wychodząc z założenia, że będą w stanie wyjaśnić to inaczej niż
              kobieta.
              Jednak jak widać wytłumaczenie jest jedno: to moja wina. Bo to ja
              zła kobieta byłam.

              > Mimo wszystko sprawiasz wrażenie osoby umysłowo sprawnej.

              Daruję sobie komentarz

              > W tym kontekście dziw
              > i
              > mnie, że wiążesz się z facetem, który nie zasługuje na żadną chyba
              partnerkę, a
              > cóż dopiero na taką wspaniałą jak Ty (daruj sarkazm..) Nie
              widziałaś tego
              > wcześniej? Oślepiło Cię?

              Tak, jestem wspaniała. A nie widziałam, bo nie mogłam nic widzieć.
              Byliśmy razem rok przed ślubem i było dobrze. Jeszcze przez rok po
              ślubie też było dobrze. Rok po ślubie zaczęła się jazda z dwiema
              kobietami, później były kolejne. A dowiedziałam się tego dopiero
              teraz - znalazłam zdjęcia i jego notatki z tamtego okresu. I to był
              dla mnie absolutny szok. Bo w domu wszystko było cudownie i nie
              mogłam mu nic zarzucić.

              >No i to myślenie życzeniowe; najgorszy sk..wiel zmieni
              > się w szlachetnego rycerza, kiedy dostanie się w łapki jakiejś
              szlachetnej i
              > sprytnej księżniczki.. Jak można wierzyć w coś takiego?

              Jak wyżej napisałam - mogłabym ustawić się w takiej roli, gdybym
              wiedziała, z kim się wiążę albo co się za parę lat stanie z tym, z
              kim się wiążę.

              > Ok, teraz jest w kłopotach, jakiś ludzki odruch nakazuje mu pomóc,
              ale tylko na
              > tyle, na ile na pomoc zasługuje każda istota ludzka, nawet tej
              pomocy niegodna.
              > Sama sobie wyznacz granice tego poświęcenia, ja Ci nic nie
              sugeruję.
              > Osoba myśląca na Twoim miejscu po prostu skreśliłaby faceta ze
              swojego życia,
              > chwilkę pożałowała, że tak późno i zajęła się resztą swojego życia.

              O, to jakaś zmiana stanowiska ... To w końcu jestem winna swojej
              sytuacji czy jednak mam - jako osoba myśląca - pożałować, skreślić i
              się zająć sobą?

              Wybacz, totalna niekonsekwencja. Albo rozumiesz tego faceta i go
              bronisz (bo to ja byłam ta zła), albo radzisz mi odejść od s...syna
              i zająć się sobą.
      • cangu Re: próbuję zrozumieć 24.07.09, 08:47
        Zapisz sobie wszystko, co tu napisałaś i czytaj.
        podporządkowałam mu wszystko - no właśnie a obrażasz się gdy poniżej wykazują Ci własną głupotę.
        zostawiłam swoich znajomych, odsunęłam się od rodziny - potwierdzasz moją opinię, że uzależniłaś się od "mężczyzny" - jak można odsunąć się od rodziny dla obcego człowieka?
        przejęłam jego pasje, zostawiłam swoje Zero szacunku dla siebie - Nie oczekuj, że inni Cię uszanują, skoro sama siebie nie szanujesz, a tym bardziej nie oczekuj tego od erotomana, który mózg ma jedynie seksem wypełniony.
        ....a razem oznaczało tak, jak on chce. - Nic dodać, nic ująć.
        Tak kobieto koniecznie potrzebna Ci pomoc psychologa, dobrego psychologa, może nauczy cię szacunku dla siebie, dla własnego życia.
        twierdził, że jest nieudacznikiem, że mu nic nie wychodzi - manipulował Tobą, Twoimi uczuciami, zrobił wszystko byś czuła się odpowiedzialna za jego czyny - ktoś Ci już napisał, ze byłaś dla niego jak mama. Tak, jak mama, która krzywdzi swoje dziecko głupią miłością. Znalazł jej odbicie w Twojej usłużalności więc k...ił się z innymi pewien swojej bezkarności, a kiedy wróci do zdrowia Ciebie za wszystko będzie obwiniał nawet za swoją chorobę, bo Ty będziesz przy nim, dając mu w ten sposób potwierdzenie swojej winy za wszystkie jego błędy i nieszczęścia.


        • seseczka to nie twoja wina 24.07.09, 10:22
          czytam teraz czarodziejki.com. książkę, którą napisały prostututki
          warszawskie. o swoim zyciu i klientach. wiesz bardzo często w tej
          książce opisuja one facetów bardzo atrakcyjnych, majętnych, na
          wysokich stanowiskach, którzy przychodza do burdelu i spełniaja
          swoje zachcianki erotyczne i takie , że nia ma co opisywac bo można
          zwymiotować. podejrzewam, że twój mąż jest własnie takim typem.
          swoje jakieś poj.ebane zachcianki erotyczne zaspakajał u tych bab.
          widocznie go kręciły. ale oczywiście panowie, którzy się tu
          wypowiadają to twierdzą, ze to przez ciebie bo taka idealna byłaś i
          chłopa w kompleksy wprowadziłaś. gó... prawda. i byc może nie
          wytrzymał tego cisnienia (bo razem z tobą musiał się 5 babami
          zająć) i mu żyłka w mózgu pękła. podziwiam Cię za to, ze się nim
          zajmujesz. ja bym raczej nie dała rady. i oczywiście, ze zasługujesz
          na normalne zycie i będziesz je miała. ale nie z nim bo on się nie
          zmieni. nie wierz w to. jak ma takie skłoności i to go podnieca to
          bedzie juz tak zawsze
        • milla_swans Re: próbuję zrozumieć 25.07.09, 01:50
          Autorko postu, sluchaj Cangu bo slusznie prawi w tym momencie.

          Sledzilam Twoja historie na FK. Absolutnie zgadzam sie z decyzja pozostania przy #$%^& tzw. mezu w chorobie - wykazujesz postawe LUDZKA. Niewielu ludzi jest w stanie odlozyc na bok swoja dume by pomoc drugiemu czlowiekowi (pomimo wyrzadzonych krzywd). Takie czasy. Szlachetnosc jest frajerstwem, poswiecenie - brakiem szacunku do siebie. Ale...

          Ja niestety przerobilam tez motyw zdrady i moje wnioski sa takie: 1. niektorzy mezczyzni-samce beda bzykac wszystkie kobiety, ktore sie na bzykanie z nimi zgodza 2. atrakcyjnosc fizyczna badz jej brak nie jest obiektywnym kryterium wyboru - niewolnicy swojego libido maja przerozne fantazje seksualne (seks z nieatrakcyjna kolezanka w atmosferze kamuflazu, zagrozenia; jakis szczegol ciala, zachowania, glosu czy zapachu powoduja, ze kolo jest nakrecony). Jakkolwiek by nie bylo, nie doszukiwalabym sie zrodla problemu w kluczu jakim sie kierowal Twoj #$%%^^ tzw. maz, bzykajac nieatrakcyjne panie w stylu prostytutek z lat 80.

          Ja kiedys sie dowiedzialam, ze moj facet oprocz mnie spotyka sie z 4 innymi kobietami - niektore z nich absolutnie nie w jego tzw. typie. Jest w niektorych mezczyznach ten gen hazardzisty, gracza, ktory prowadzi skomplikowana ekwilibrystyke ukladowo-seksualna. To go kreci, daje mu adrenaline i zludne poczucie bycia prawdziwym samcem (bo nie nazawalabym takiego typa prawdziwym mezczyzna). Moim osobistym zdaniem, tacy mezczyzni maja bardzo niska inteligencje emocjonalna, brak rozpoznania i szacunku dla etyki a jednoczenie rozbujane hormony i taki prymitywny imperatyw wkladania narzadu w jak najwieksza ilosc wagin.

          Z drugiej strony mamy Ciebie, jak piszesz piekna i inteligentna ale z zatracownym poczuciem wlasnej odrebnosci. Malzonek Toba manipuluje, a Ty jak marionetka grzecznie sie mu podporzadkowujesz. Jaka jest jego reakcja? Jestes jego status quo, posluszna, oddana zona (w bonusie ladna i zgrabna) ale pozbawiona charyzmy (zrezygnownie ze swojej rodziny, znajomych i pasji jest niestety objawem niezbyt silnej osobowosci).

          Chyba najbardziej mnie martwi, ze Ty sie wciaz zastanawiasz czy od niego odejsc jak/jesli wyzdrowieje....
          • najwiekszyfrajerswiata Re: próbuję zrozumieć 27.07.09, 15:10
            > Z drugiej strony mamy Ciebie, jak piszesz piekna i inteligentna
            ale z zatracown
            > ym poczuciem wlasnej odrebnosci. Malzonek Toba manipuluje, a Ty
            jak marionetka
            > grzecznie sie mu podporzadkowujesz. Jaka jest jego reakcja? Jestes
            jego status
            > quo, posluszna, oddana zona (w bonusie ladna i zgrabna) ale
            pozbawiona charyzmy
            > (zrezygnownie ze swojej rodziny, znajomych i pasji jest niestety
            objawem niezb
            > yt silnej osobowosci).

            nie, nie zgadzam się. nie jestem pozbawiona charyzmy czy silnej
            osobowości, co on sam przyznawał. moje wcześniejsze słowa były
            raczej wynikiem dołka, teraz czuję się trochę inaczej. miałam swoje
            pasje i się nimi zajmowałam, a jego to wkurzało - że zamiast
            zajmować się nim, robiłam to, co mnie sprawiało przyjemność.
            odnosiłam sukcesy w pracy i to duże. w ostatnim roku zarabiałam dwa
            razy więcej od niego. zaraz przeczytam, że to właśnie z tego powodu
            miał jazdę na inne kobiety, ale nie. to się nie pojawiło w tamtym
            roku, tylko 6 lat temu. co więcej, nie dałam w żaden sposób odczuć,
            że więcej zarabiam, wprost przeciwnie.
            poczucia własnej wartości nie mógł mi odmówić. więc nie zgadzam się
            z takimi argumentami.
            z drugiej strony te kobiety zawodowo były do mnie zbliżone - wiem,
            bo je znam, niestety. też prowadziły własne firmy i też z sukcesem.
            więc to nie jest tak, że to były moje psychiczne przeciwieństwa.


            > Chyba najbardziej mnie martwi, ze Ty sie wciaz zastanawiasz czy od
            niego odejsc
            > jak/jesli wyzdrowieje....

            jeśli był/jest uzależniony od seksu, to może się z tego leczyć.
            oczywiście, jesli będzie chciał.
            wiem, że to, co zrobił, jest straszne - dla mnie, dla naszego życia
            i pewnie dla niego samego. z drugiej strony to wartościowy człowiek
            (podkreślam - poza tym, co zrobił). nie ma ludzi tylko złych.
      • kunegunda123 Re: próbuję zrozumieć 24.07.09, 13:37
        "podporządkowałam mu wszystko. robiłam
        dokładnie to, czego ode mnie oczekiwał. zostawiłam swoich znajomych,
        odsunęłam się od rodziny. przejęłam jego pasje, zostawiłam swoje -
        bo przecież wolny czas trzeba było spędzać razem, a razem oznaczało
        tak, jak on chce."

        przykro mi to stwierdzić, ale to naprawdę tragiczna głupota... młoda jestem, nie znam życia za bardzo ale NIGDY na coś takiego bym się nie zgodziła i przynajmniej wiem, że jeśli ktoś oczekuje czegoś takiego to coś jest zaje/biście nie tak... te kilka Twoich linijek wyżej swiadczy o tym że to był chory i toksyczny układ, nawet pomijając te jego romanse, nie widzisz tego?

        na osłodę: akurat to że się nim teraz opiekujesz to dla mnie oznaka Twojej siły i szlachetności, co wcale nie oznacza, że zostawiając go w tym szpitalu zachowałabyś się podle. Twój mąż, Twoje życie Twoja decyzja; jak dla mnie wzbiłaś się na bardzo wysoki poziom człowieczeństwa. jesli jednak jest to dla Ciebie oraniem ran non-stop to może najwyższy czas pomyśleć o sobie???
    • kobieta_na_pasach mam 47 lat i chetnie.... 28.07.09, 21:00
      ...dalabym ci po ryju frajerze. masz cos do kobiet w moim wieku? i co to w ogole
      za porownanie? jesli chcesz wiedziec to wole siebie teraz niz 10 lat temu.i
      zareczam ,ze wygladam teraz lepiej od niejednej mlodszej o 10 lat.
      • kotek.filemon Re: mam 47 lat i chetnie.... 30.07.09, 09:37
        He he, uwielbiam takie, co to myślą, że się jak wino starzeją...
    • pe.le Re: próbuję zrozumieć 30.07.09, 01:17
      Witaj w klubie...
      nie wiem czemu tak jest, ale kiedy facet trafia na kobietę o jakiej inni mogą tylko pomarzyć, silną i wartościową, przy której czuje się nieraz jak mały niedorosły chłopiec, nie dorównując jej w "męskich" dziedzinach, jak np. zarabianie pieniędzy, kierowanie rodziną, itp. to niestety głupieje.

      Żaden ambitny facet tego na dłuższą metę nie zniesie. Znam ten przypadek w kilku, jeśli nie kilkunastu odmianach, na kilku znanych mi parach. Zawsze się waliło, głównie przez wysiadającą psychikę faceta. Alkohol, przemoc, narkotyki, skoki w bok... myślę, że u Ciebie jest źle, ale nie aż tak... popatrzmy na to trzeźwo. Nie zostawił Cię, próbował tylko odreagować jakoś. Szukał kobiet opiekuńczych, delikatnych (starsze panie są bardzo delikatne jeśli chodzi o emocje, opiekuńcze dla młodszych partnerów, wyrozumiałe). Dokładnie mógłby to wyjaśnić psycholog, ja tylko zgaduję.

      Jeśli Ci zależy, i wartościowy z niego facet, walcz o niego. Może jego problemy przerosły go, a Ty nie umiałaś mu pomóc, był z tym sam. Głupek! Podziwiam Cię, i trzymam za Was bardzo mocno kciuki. Tam gdzie jest uczucie warto walczyć do końca. Jeśli się Wam uda, potem zniesiecie już wszystko. Najważniejsza kwestia, to czy Ty będziesz potrafiła sobie z tym poradzić na tyle, żeby pomóc jemu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka