halevi
23.06.05, 09:26
www.echo-dnia.com.pl/?mutacja=20&watek=all
Mieszkaniec Chmielowa odkrył na własnym polu dymarki sprzed dwóch tysięcy lat!
Zaczęło się od prac polowych, podczas których Henryk Jędrzejewski,
mieszkaniec Chmielowa w gminie Bodzechów, o mało nie popsuł ciągnika, kiedy
okazało się, że lemiesze pociągnęły za sobą kawał jakiegoś żelaza. Mężczyzna
zaczął sprawdzać w ziemi. To znalezisko, a później jeszcze kolejne, na
sąsiednim polu, zaskoczyły mieszkańców Chmielowa. Okazało się bowiem, że
Jędrzejewski natknął się na dymarki, pochodzące z pewnością co najmniej z
pierwszych wieków naszej ery. Prastare piecowiska w najbliższym czasie
zbadają archeolodzy z Muzeum Historyczno-Archeologicznego w Krzemionkach, ale
już teraz naukowcy mówią o znalezisku jako niezwykle ciekawym obiekcie.
Niewykluczone też, że w miejscu dzisiejszego Chmielowa w czasach rzymskich
istniała osada, która pozostawiła po sobie jeszcze wiele ukrytych w ziemi,
tajemnic.
Henryk Jędrzejewski z Chmielowa wspomina, że kiedy jeszcze był dzieckiem na
polach należących do jego rodziny wyorywano pojedyncze kawałki szlaki i
żelaza. Przed laty jednak ludzie nie przywiązywali do tego zbyt dużej wagi.
Wykopywane, najczęściej podczas prac w polu, żelazo zdenerwowani rolnicy
najzwyczajniej wyrzucali w krzaki. - Nikt się wtedy nie zastanawiał, co to
może być. Grunt, że w polu przeszkadzało - przyznaje dzisiaj Henryk
Dąbrowski. - Od wielu lat ja sam znajdowałem na polu szlakę. Zastanawiałem
się, co ta szlaka może pośrodku pola robić, bo przecież nikt specjalnie jej
tam nie nawiózł - opowiada gospodarz z Chmielowa. - Tłumaczyłem sobie jednak,
że to może po jakiejś powodzi tyle mułu naniosło. A potem robiłem, jak moi
przodkowie, jak tylko szlakę znalazłem, to wyrzucałem - przyznaje.
Kawałek rzymskiej historii
Dopiero trzy lata temu po raz pierwszy zastanowiły mężczyznę te tajemnicze
pokłady w ziemi. Zwrócił na nie uwagę podczas orania ciągnikiem, gdy kilka
razy zahaczył o coś ciężkiego. - Zgrzytnęło raz, zgrzytnęło drugi, ale na
wierzchu nic się nie pokazało. Dopiero w tym roku, jak uprawiałem ziemię pod
ziemniaki, tak mocno pług złapał za coś i pociągnął, że aż się ciągnik
zatrzymał i lemiesze w pługu się popsuły - opowiada Henryk Jędrzejewski z
Chmielowa. - Poszedłem po łopatę, bo chciałem zobaczyć, co tam za przeszkoda
w głębi ziemi siedzi. Zacząłem kopać, spod gleby ukazywały się kolejne
fragmenty czegoś większego. Jak odkopałem całość okazało się, że to
stanowisko piecowe odlewnicze. Takiego jeszcze nikt tutaj nie znalazł -
wyjaśnia mężczyzna, prowadząc w miejsce, gdzie po raz pierwszy zajrzał w głąb
historii sięgającej tysięcy lat wstecz.
Niespotykany obiekt
Mieszkaniec Chmielowa przyznaje, że jak tylko zobaczył całość znaleziska, od
razu wiedział, że to muszą być dymarki. - Podobne eksponaty widziałem
wcześniej wystawione przed szkołą podstawową w Chmielowie. Podczas jednej z
rozmów z dyrektor szkoły Teresą Bąbel pół żartem obiecałem, że jak tylko coś
takiego u siebie wykopię, od razu dam jej znać. Nie spodziewałem się wtedy,
że to będą tak historyczne odkrycia. jednak zmobilizowany daną wcześniej
obietnicą o znalezisku w pierwszej kolejności poinformowałem właśnie Teresę
Bąbel - opowiada Henryk Jędrzejewski. Pochyla się nad jamą w ziemi, gdzie
znajduje się odkryte piecowisko, stara się wziąć do rąk znaleziony w nim
dymarkowy krąg, podnieść. Nie jest to wcale proste, żużel waży kilkadziesiąt
kilogramów. Teraz przysypany nieco ziemią, pokryty szlaką. Jednak kiedy tylko
przetrze się go z wierzchu, odbija szarościami i rudościami.
- Kiedy tylko dowiedziałam się o odkryciu, przekazałam tę informację Barbarze
Warzyckiej, prezes Stowarzyszenia Dziedzictwa Kulturowego Gminy
Bodzechów "Kurhan", która o odkryciu poinformowała Muzeum Historyczno-
Archeologiczne w Krzemionkach i Urząd Konserwatorski w Kielcach. Na miejsce
przyjechali naukowcy z Muzeum Historyczno-Archeologicznego z Krzemionek, na
czele z dr. Tomaszem Bąblem. - Znalezisko pochodzi z całą pewnością z
pierwszych wieków naszej ery, z okresu rzymskiego. Zapowiada się bardzo
ciekawie, chociażby ze względu na układ, co potwierdzili wybitni kieleccy
specjaliści, zajmujący się tematyką dymarek - przyznaje dr Tomasz Bąbel z
Muzeum Historyczno-Archeologicznego w Krzemionkach. - Niektóre ze
znalezionych dziewięciu kloców są nad wyraz duże, położone w dole i ciasno
ustawione. Niewykluczone, że w pobliżu ziemia kryje jeszcze narzędzia, monety
czy ceramikę, która pomogła by wskazać wiek odkrycia, ale to będziemy badać -
zapowiada dr Tomasz Bąbel. Prace archeologiczne mają rozpocząć się za kilka
tygodni.
Poruszeni naukowcy
Tymczasem, jakby ubiegając planowane badania, ziemia ponownie odsłoniła przed
mieszkańcami Chmielowa swoje tajemnice. Drugie znalezisko Henryk Jędrzejewski
odkrył niedługo po pierwszym, w maju tego roku. - Przypuszczałem, że w tym
miejscu przy granicy też może coś być w ziemi, bo i tutaj nieraz mi pług
zazgrzytał. Najpierw myślałem, że to zwykłe kamienie. Ale po skończonej pracy
wziąłem taki "szpikulec", i zacząłem nakłuwać nim ziemię na zboczu pola,
słuchając odgłosów. Kamień ma charakterystyczny "miękki" odgłos, a tu
natrafiłem na taki bardziej "dźwięczny". Wziąłem łopatę i zacząłem kopać.
Zaraz na brzegu okazało się, że jest stanowisko piecowe, za nim drugie i
trzecie, i kolejne - liczy, idąc wzdłuż brzegu granicy pola, Henryk
Jędrzejewski. - W tym miejscu liniowo to jest ułożonych co najmniej dwanaście
dymarek, ale może tak się tylko brzeg pokazał. W głębi pola stanowiska mogą
być ułożone zupełnie inaczej - analizuje mężczyzna.
Ocalić od zapomnienia
- To jest szlaka, pokrywa ona całe narzędzia, dopiero spod spodu wychodzi
żelazo - Henryk Jędrzejewski trzyma jedną ze znalezionych części, stuka
kamieniem o kamień, szlaka zaczyna powoli schodzić, a spod niej faktycznie
wygląda błyszcząca odcieniami ognistych czerwieni, ruda. - W dawnych czasach
to najwyraźniej ludzie tu na miejscu mieli rudę. O, w tym miejscu jak ten
krzaczek, to jest cały pas rudy - pokazuje Jędrzejewski miejsce ciągnące się
wzdłuż granicy. - W tej chwili to jest powierzchniowe, ruda jest mało
procentowa. Ale moim zdaniem, to na miejscu musieli mieć surowiec, bo tych
stanowisk mogło być i kilkanaście. A przecież chcąc uzyskać temperaturę do
wytopu żelaza, to trzeba było mieć co najmniej 1200 stopni, a z czego oni
wtedy mieli ją uzyskać, jak nie z węgla drzewnego. Przecież nie było innych
technologii, tyle że lasy dębowe dookoła - zastanawia się odkrywca dymarek. -
Nie była to według mnie, najwyższej jakości stal, przekuwali ją dopiero w
paleniskach kowalskich, ulepszali. Po przeklepaniu, przekuciu stal się
uszlachetniała, tutaj to, to właściwie surówka jest - pokazuje mężczyzna
trzymaną w ręku rudę.
- Te tereny to chyba całe pokryte dymarkami, na ich bazie powstało Zagłębie
Staropolskie. Poza tym za czasów staszicowskich i na pobliskim "Romanowie", w
i samym Chmielowie, były niewielkie huty żelaza - przypomina Teresa Bąbel,
dyrektor Publicznej Szkoły Podstawowej w Chmielowie i wiceprzewodnicząca Rady
Powiatu Ostrowieckiego. - W Chmielowie to była w miejscu, gdzie stary młyn,
jeszcze w XIX wieku funkcjonowały tu "fryszerki", czyli piece do wylewania. -
Wszystko powstawało moim zdaniem, na bazie surowca miejscowego, przecież by
go tu na miejsce nie dowozili. O, pod tą różą, to też musi być sama
żeleźnica, bo tu ziemia rodzi najgorzej - dodaje Henryk Jędrzejewski,
pokazując miejsce na granicy pola, nieopodal którego odkrył drugie
piecowisko.
Charakter Chmielowa jako osady o wielkich tradycjach historycznych,
potwierdzają również naukowcy. - To znalezisko uzasadnia kilka rzeczy. Po II
wojnie światowej, po drugiej stronie rzeki Kamiennej odkryto cmentarzysko z
czasów rzym