06.10.06, 20:45
Jestem szalony od niepamiętnych czasów...Zawsze miałem bzika...Wiem, że jestem
stuknięty...

Wszystkie uśmiechy, którymi obdarzamy innych, oraz łzy, które spłyną po
policzkach...Przedmioty, które można brać w dłonie, łudząc się ich
posiadaniem...No i to, co w zasięgu wzroku...
Tak wiele oczekujemy od świata, dopóki młodość pozwala nie zastanawiać się nad
sensem istnienia. Tak wiele oczekujemy od życia...A potem stajemy do wyścigu,
do morderczego biegu po trofea. Ale wyciągamy ręce po te, których dosięgnąć
nie będziemy w stanie. A czas płynie, płynie nieubłaganie i kres coraz bliżej.
Ale my nie przyjmujemy do wiadamości myśli o śmierci. Łudzimy się, że nas
ominie, oszczędzi, zrobi dla nas wyjątek. Chociaż spostrzegamy, że każdy rok
jest jakby krótszy niż poprzedni i czasu coraz mniej. I wiemy już, że nie
zdążymy powiedzieć tego, co powiedzieć chcieliśmy.
W końcu gubimy się w tym wszystkim, w tych namiastkach życia i złudnych
zaszczytach. Tracimy wiarę w sens wszelkich poczynań. Próbujemy jeszcze
dostrzeć jakiś punkt, do którego warto by dążyć, ale mgła wokół gęstnieje...
Nie umiemy żyć. Poruszamy się po omacku, nie widząc celu, nie znając powołania.
I patrzymy na słońce, by wskazało drogę...Ale widać już tylko ciemną stronę
księżyca.
To chyba wszystko.....
Obserwuj wątek
    • lachien Coś 1 06.10.06, 22:23
      Halo
      Czy jest tu kto?
      Odpowiedz, gdy mnie słyszysz!
      Czy jest ktoś w domu?
      Podejdź...
      Słyszę, że jesteś załamany
      Chciałbym złagodzić Twój ból
      I postawić Cię znów na nogi
      Zrelaksuj się...
      Potrzebuję wpierw nieco informacji
      Podstawowych faktów
      Pokaż mi, gdzie Cię boli

      Nie ma bólu, odpływasz
      Odległy statek dymi na horyzoncie
      Ale Ty przechodzisz to falami
      Twoje usta poruszają się, ale ja nie słyszę, co mówisz
      Kiedy byłem dzieckiem, miałem gorączkę
      Moje ręce wyglądały jak dwa balony
      Teraz to uczucie znów powraca
      Nie mogę tego wyjaśnić, i tak nie zrozumiesz
      Nie taki jestem w rzeczywistości
      Zapadłem w przyjemne odrętwienie

      OK
      Tylko małe ukłucie
      Nie będzie więcej Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaah!
      Lecz może zrobić Ci się niedobrze
      Czy możesz wstać?
      Wierzę, że to działa, dobrze
      To pomoże Ci przetrwać przedstawienie
      Chodź, idziemy; już czas

      Nie ma bólu, odpływasz
      Odległy statek dymi na horyzoncie
      Ale Ty przechodzisz to falami
      Twoje usta poruszają się, ale ja nie słyszę, co mówisz
      Kiedy byłem dzieckiem
      Kątem oka ujrzałem przelotny błysk
      Chciałem się przyjrzeć temu głębiej, ale to uciekło
      Nie mogę tego już dotknąć
      Dziecko wyrosło
      Sen przeminął
      A ja zapadłem w przyjemne odrętwienie
    • lachien Coś 2 06.10.06, 22:30
      W moim pokoju
      Gdzie czas stoi w miejscu
      Albo porusza się według mojej woli
      Czy pozwolisz porankowi wkrótce nadjeść ?
      Czy zostawisz mnie leżącego tutaj ?
      W twoich ulubionych ciemnościach

      W moim pokoju
      Gdzie znikają dusze
      Tylko ty tutaj istniejesz
      Czy powiedziesz mnie do swojego fotela ?
      Czy zostawisz mnie leżącego tutaj ?

      Wyczekuję Twoich słów
      Żyję Twoim oddechem
      Czuję Twoją skórę
      Czy to się nigdy nie skończy ?

      W moim pokoju
      Twoje płonące oczy
      Podsycają płomienie
      Czy pozwolisz by ogień wkrótce zgasł ?
      • brazilion Re: Coś 2 07.10.06, 03:48
        Wiem, ze dwa pierwsze teksty to Floydzi, ale trzeciego jakos nie kojarze.
        Czyzby mnie przycmila ciemna strona ksiezyca ?
        • lachien Re: Coś 2 07.10.06, 07:56
          Trzeci text napisał Lech Kaczyński.
          • buksy Re: Coś 2 07.10.06, 07:58
            Czyżbyś już na manifestacji był :)?
            • lachien Re: Coś 2 07.10.06, 08:20
              Owszem, byłem. Wczoraj doznałem olśnienia po tym, jak uderzyłem się niechcący w
              głowę krajalnicą do chleba. Teraz wiem, że żyję w kraju, w którym prężnie
              działająca gospodarka jest zasługą kleru, a źli kapitaliści (masonowie, żydzi i
              oczywiście USA) mamią inteligentne społeczeństwo papką medialną. Wiem, że wybór
              na ministra edukacji Pana Romana Giertycha był dla Polski błogosławieństwem,
              gdyż jest on bogobojnym patriotą i przystojnym supermanem. Pani Danusia Begger
              powinna zostać publicznie po stokroć przeproszona za zło wyrządzone jej przez
              media (USA) i powinna zostać beatyfikowana. Wszystkie media publiczne powinny
              zostać zlikwidowane, oprócz Radia Maryja, Telewizji Trwam i Naszego Dziennika -
              gdyż jedynie one prawdą karmią nasze umysły. Wszystkie markety trzeba
              zlikwidować - gdyż niszczą one nasze rolnictwo i drobną przedsiębiorczość - gdyż
              swój dochód i podatki zaraz wysyłają Tirami na zachód - a te Tiry, kiedy
              wracają, wiozą narkotyki, które dodawane są do produktów sprzedawanych w tych
              "sklepach", by przyzwyczaić klienta do siebie. Tak, tak, drodzy koledzy i
              koleżanki - spisek został odkryty - cud ten wydarzył się podczas odsłonięcia
              świętego obrazu w Częstochowie. I nie powinno być litości dla skorumpowanych i
              omamionych zachodnimi pieniędzmi polityków - jak za starych, dobrych czasów
              końmi powinni oni zostać rozerwani podczas Mszy Świętej. By zachód zobaczył, że
              Polska to kraj dobrych ludzi, którzy wiedzą, co TRZA.
              • lachien Re: Coś 2 07.10.06, 13:40
                Chciałbym jeszcze dodać, że jestem wdzięczny Panu Prezydentowi Lechowi
                Kaczyńskiemu za dążenia do wprowadzenia zupełnego zakazu sprzedaży alkoholu na
                terenie kraju, gdyż jak wiadomo wyprodukowany on został na zapyziałym zachodzie,
                by poprzez uzależnienie narodu sprawować nad nim kontrolę. Jedynie mszalne wino
                pochodzące z winnic klasztornych jest nieskalane. I tylko ksiądz powinien móc
                spożywać ten nektar, aby poprzez jego degustację wprowadzić się w stan bliskości
                ze stwórcą podczas obrzędu Mszy Świętej. W ten sposób wreszcie zostanie on
                wyróżniony za swoją miłość do bliźniego. Wreszcie mamy prezydenta, który
                wychowany w jedynie słusznym i wspaniałym systemie weźmie się za wszystkich
                sługusów zachodnich klik politycznych i wyniesie nasz naród ponad amerykańską
                łaskę i unijną głupotę. Niech Polacy wreszcie chodzą z wysoko podniesionym
                czołem, chwaląc Boga i żyjąc zgodnie z jego zasadami - tak jak kiedyś było.
                Odrzucimy zuchwale członkowstwo w Unii - a nasze godne odejście przypieczętujemy
                festynami, wiecami i pokazami przemarszu wojsk po Alejach Jerozolimskich. Niech
                padną wystrzały z luf karabinów, tak głośne, by słyszał je cały świat. Niech wie
                ten świat, że w razie prób ingerencji w nasz narodowy honor, narazi się na wojnę
                z naszą doskonale wyszkoloną i wyposażoną armią.
                • lachien Re: Coś 2 07.10.06, 22:22
                  Właśnie wróciłem z Mszy Świętej i zaraz wracam do kościoła, aby zapisać się do
                  wielkiej Rodziny Radia Maryja. Planuję też służyć do mszy i jako kościelny.
    • aisablri Re: Coś 08.10.06, 17:14
      Skąd bierze się tęsknota?

      Może to wszystko tylko mijanie... szukanie i nie znajdywanie. Chodzenie wieloma
      ścieżkami. Może to właśnie tak jest.
      "Smutek rodzi się z czasu który mija i nie pozostawia owocu".
      Więc to tak.
      Możliwe.

      Może to dorastanie... Tylko dorastanie, jedynie do porzucenia siebie kiedyś,
      swojego kiedyś, bezustannego porzucania tego, co się tak uporczywie zdobywało.
      I znowu jest chaos.

      Rodzisz się i świat jest jasny. Dziwisz się wszystkiemu, bo to jest dziwne,
      zarazem zachwycające, tak Cię to za serce chwyta... tak nielogicznie cudowne. A
      z czasem zaznajesz smaku, zapachu, koloru... I to, czego udało Ci się
      zasmakować, zachowujesz w sercu. Niczym skarb największy, najczystszy,
      najgłębszy. To Twoja podstawa, Twa magiczna baza danych, oparcie... często
      także ciężar...

      Bo możesz to tracić. Wtedy pojawia się smutek, tęsknota do tego, czego
      odzyskanie jest niemożnością. Marzysz z całych sił o powrocie do tego mitu,
      skupiasz się na szukaniu, drążeniu, żalu- bo już ucieka, bo nie możesz znaleźć,
      bo... Nieprawda. Jest nadal, mocno jest, bezczelnie tkwi w Tobie. Mówię
      przecież, iż to baza na całe istnienie. Tylko Ty o tym zapominasz, za często
      nie pamiętasz, że nosisz w sobie skarb. A on jest. Czuwa. Czasem się budzi,
      budzi Ciebie i wtedy nie możesz już zaznać spokoju. Może najgorzej jest właśnie
      gdy się budzi...

      Nie.
      • aisablri Re: Coś 08.10.06, 17:15
        Wcale nie jest najgorzej, tylko najsmutniej. Gdyż właśnie wtedy ciąży,
        przypomina... zobacz- musisz tęsknić za nieosiągalnym. Zobacz. Minął czas.
        Nadal mija. A Ty, Ty kim teraz jesteś? Co robisz ze swym czasem, tu, teraz,
        ciągle? Czy pamiętasz jeszcze... W Twej głowie obrazy z dawien dawna zebrane.
        Śnisz. Śnisz sny co realne zdają się być i masz prawo myśleć, tak- realne... Po
        czym nadejdzie przebudzenie i czujesz, że wszystko wymyka się, że chaos, że
        brak Twej kontroli nad... Sobą?

        Nadchodzi pustka. Pustka jest straszliwa. Wiesz o tym, ja o tym chcę Tobie
        powiedzieć. O pustce tej. I o tym, że cokolwiek jest lepsze od niczego- od
        pustki. Bo nawet gdy tęsknisz za nieosiągalnym, nawet gdy cierpisz, smucisz
        się, boisz, gdy Ciebie boli- wtedy czujesz. Czujesz życie, siebie. Wtedy masz
        na tyle siły by się odbić od tego co Cię gnębi tak uporczywie. W pustce nie ma
        siły. W pustce nie ma nawet nadziei, nie ma sensu, nic nie ma poza pustką w
        której się tkwi i tkwi... i końca nie widać, nic. Mur. Tylko mur. Nie zależy Ci
        na niczym, na nikim. Wszystko lepsze od tej pustki. Wszystko.

        Toteż tęsknij, marz, śnij- to Cię nie odwiedzie od siebie. Gdy przejdziesz
        przez ocean tej pustki, czarnej dziury... ach jak ciężko to pokonać, ale da
        się, uwierz- gdyby Ci się kiedyś trafiło być tam, być pustką- nie ustawaj,
        pozornie tkwić będziesz, lecz w głębi serca idź, nawet bez nadziei idź, a
        dojdziesz do kresu, gdzie zabłyśnie promyczek jasności. Otóż gdy przejdziesz
        przez to zrozumiesz, iż nawet cierpienie jest cudem. Dla Ciebie. Wtedy Twe
        zasoby gromadzone uporczywie we własnym wnętrzu dadzą Ci moc. Dadzą Ci rozpęd
        do bycia...

        Tylko tak nie podchodź do tego. Nie w ten sposób. To nie jest sama tęsknota, a
        tęsknota niezrealizowana, magiczna- bo budzi w Tobie ukryte sny, magię czasu,
        wtedy tylko możesz robić rzeczy wielkie, wtedy tylko będziesz sobą, gdy dasz
        się ponieść temu malancholijnemu pragnieniu powrotu do dawnych miejsc, ludzi,
        kontekstów. A gdy dasz się ponieść, ujrzysz, iż to nie jedynie tęsknota próżna
        i jałowa, a coś co Ciebie uzdrowi.
        • aisablri Re: Coś 08.10.06, 17:16
          W dalszym ciągu śnisz o tych miejscach, tak? Wciąż wracasz i wracasz, łapiesz
          coś, czego się złapać nie da. Pamiętasz, dwa lata temu 1 listopada, Wszystkich
          Świętych? I ta Twoja podróż pełna magii, podróż przez Miasto skąpane w
          zachodzącym Słońcu. Jakie to dla Ciebie było... ważne było, silne, budujące. A
          teraz o tym pamiętasz, zobacz jak wiele. Masz to w sobie, we własnym nośniku,
          nie nagrane gdzieś na zniszczalnej rzeczy, w sobie, tylko w sobie i
          pamiętasz... Nie możesz spać. Zwykle gdy tak jest włączasz sobie obrazy
          zmieszane, Miasto, ludzi... hałas na ulicy, zapach letniego deszczu na
          rozgrzanym betonie, światło padające na budynki, wycie psa, Księżyc w pełni,
          pociąg gdzieś daleko, nocny pociąg o północy, stukot jego o szyny, smak lodów,
          tych jedynych... To Ty.

          Żyjesz. Widzisz jakie to proste?

          Może cały problem z tęsknotą polega na dorastaniu. Pewnego dnia zaczynasz
          odczuwać, że coś jest inaczej i nawet nie wiesz czy cieszyć się z tego, czy
          lamentować. Po prostu zyskujesz świadomość, już Cię nie dziwią sprawy, które
          niegdyś zachwycały, już nie umiesz się ekscytować, niczym, niczym. Przechodzisz
          do obojętności, w zasadzie to wszystko Ci jedno, jesteś niczym automat, nie
          szukając niczego próbujesz budować cokolwiek w swoim życiu. A jeśli masz
          świadomość tego dorastania... Dochodzi do dysonansu. Gorzej, jeśli dajesz sobie
          spokój z tęsknotą i przechodzisz do porządku dziennego nad zaistniałym status
          quo.

          Pamiętasz? Wszystko było dobrze, w takim kierunku zdążało. Dobrze, dobrze…
          Radość w samotności, wyprawy tylko ze sobą, życie w pełni metafizycznej.
          Dlaczego więc historię tą należało pisać od nowa? Któregoś dnia przytrafiło Ci
          się właśnie to. Któregoś dnia po prostu nagle okazało się, że nie umiesz już
          żyć. Tak, jak gdyby uciąć taśmę filmową- od tego momentu pustka, tabula rasa.
          Lęk, przerażenie. W chwili cały firmament się wali, świat staje na głowie.
          Pustka.
          • chuchalscy Re: Coś 08.10.06, 17:39
            lachien, tak trzymaj!!!!!!!!!!!!!
          • lachien Re: Coś 08.10.06, 17:54
            Basia....
            • aisablri Re: Coś 08.10.06, 23:53
              słucham?
              • lachien Re: Coś 09.10.06, 10:23
                Masz koteczka:)
                • aisablri Re: Coś 09.10.06, 19:59
                  wiem wiem, tekst nie jest najlepszy:)
    • aisablri Re: Coś 02.11.06, 20:26
      „Cóż z tego, że przeczytasz jeszcze jedną książkę, co wyda ci się głupia, lub wyda ci się mądra, lub wyda ci się trochę mądra, trochę głupia. Czytaj, ale w którymś momencie podnieś wzrok znad książki i zapytaj wreszcie siebie: <Dlaczego czytam książki?> Bo jest to przyjemne spędzanie czasu? Dlatego, że nie podoba mi się emitowany właśnie program telewizyjny albo dlatego, że już skończył się cały program na wieczór i późny wieczór dzisiejszy? Do poduszki przed snem? Dla intelektualnej rozrywki? Żeby zaliczyć kolejne dzieło modnego autora? Żeby wzruszyć się? Żeby ucieszyć się? Żeby zmartwić się? Żeby znaleźć coś mądrego o życiu? Żeby czegoś nauczyć się? Żeby pomieszkać wyobraźnią w innym świecie? Co to właściwie znaczy inny świat? Co to właściwie znaczy inny? Dlaczego czytam książki? Żeby trochę pożyć bardziej interesującym niż moje życiem bohaterów książki? Żeby zobaczyć, że pomimo wszystko oni jednak też cierpią tak samo jak ja, a niekiedy o wiele, wiele więcej? Dlaczego takie właśnie książki najbardziej podobają mi się, gdzie niepokoje, rozterki, cierpienia, nieszczęścia, tragedie i krew leje się, i trup pada gęsto jak w sztukach Szekspira? Dlaczego właściwie autorowie opisują takie właśnie okropności? Ale przede wszystkim: dlaczego ja czytam takie właśnie okropności? Dlaczego czytam książki? Bo wszyscy czytają, więc dlaczego ja miałbym nie czytać? Bo mam wolną chwilę i trzeba czymś zająć mi się? Dlaczego muszę zawsze czymś zajmować się? Czy potrafię, czy potrafiłbym przez kwadrans, przez pięć minut, przez jedną minutę nic nie robić i o niczym nie myśleć? Dlaczego nie mogę usiedzieć spokojnie, uleżeć spokojnie, ustać spokojnie? Dlaczego tak nieustannie miotam się? Co to jest uczucie pustki, które odczuwam, gdy nic nie robię? Czemu to jest takie nie do zniesienia? Czemu tak boję się tego? Co to jest ta czarna dziura? Czy mogę ją wypełnić odtworzeniem książki, włączeniem radia czy telewizora, słuchaniem płyt, telefonowaniem do znajomych, pójściem na brydża czy na pokera, do restauracji na wódkę, do kina, do teatru, do opery, na publiczne spotkanie z jakimś artystą, pisarzem, gwiazdą ekranu, iluzjonistą, magiem, magikiem, na mecz, napisaniem listu, napisaniem wiersza, modlitwą, wspominaniem dzieciństwa, marzeniami o przyszłości? Przecież wszystko, cokolwiek robię żeby czarną dziurę zalepić, zakitować kitem sfabrykowanym przeze mnie czy przez innych, wszystko to wcześniej, czy później kończy się i ona znowu pojawia się, znowu jest przy mnie. Ta straszliwa czarna dziura.
    • aisablri Re: Coś 02.11.06, 20:27
      Więc znów mi uciekać? Mam tak uciekać całe życie? Aż do samej śmierci? Bo przecież dalej nie ucieknę. Czy na tym polega życie? Na nieustającej i, okazuje się, zawsze daremnej ucieczce? Na zawsze daremnym, próżnym kitowaniu tej straszliwej czarnej dziury? Może trzeba mi raz zrobić coś innego, nie wiem co, coś, czego nigdy jeszcze nie robiłem? Ale co? Co robić? Chyba już wszystko robiłem, zawsze coś robiłem. Zawsze, kiedy tylko czułem jak zbliża się, jak nadchodzi, jak nadciąga ta straszliwa pusta czarna chmura, ta straszliwa czarna dziura- natychmiast, w te pędy brałem się za jakąś robotę, za pranie, za cerowanie skarpetek, za zmywanie, za sprzątanie, za byle co, za cokolwiek, za bylewszystko, albo wychodziłem z domu i zachodziłem do znajomych, albo szedłem do kina, albo jechałem gdzieś w kraj, w świat, albo tysiące różnych rzeczy. Nigdy nie dopuszczałem do siebie tej straszliwej czarnej dziury. Zawsze coś robiłem. Jeszcze nie było tak, żebym czegoś nie robił, zaraz... a może właśnie nic nie robić? Nic a nic. Tak, tego jeszcze zaiste nie robiłem. Więc może nic nie robić? Absolutnie nic? Nie zagłuszać się, nie chować się za barykadę jakiegoś jakiegokolwiek zajęcia, nie uciekać, nie czmychać. Położyć się, albo usiąść i dopuścić do siebie tę straszliwą czarną dziurę, twarzą w twarz, oko w oko. I co? Przestraszę się. Będę chciał uciekać. Ale może chodzi o to, aby nie uciekać. Zawsze uciekałem i w efekcie nigdzie nie uciekłem. Więc może raz nie uciekać, wytrwać z tą straszliwą czarną dziurą, z nią, przy niej, tuż obok, bardzo blisko, tuż tuż. Bo przecież tylko tak mogę zobaczyć czym ona jest. Co się wtedy może stać? Nie wiem. Skąd mogę wiedzieć, jeżeli tak naprawdę nigdy jeszcze oko w oko, sam na sam z nią nie byłem. Więc wszystko, co o tym powiem, będzie moim wymysłem, wymysłem mojej wyobraźni, wylęknionej wyobraźni. Bo przecież lękam się. Czy w tej chwili lękam się? Tak, lękam się. Nie ma właściwie na razie powodu do lęku, a ja już lękam się. Czego więc lękam się? Lękam się lęku. Czy to jest normalne lękać się lęku? Bo jeżeli to jest normalne, to również normalne jest lękać się lęku przed lękiem. I tak bez końca.
    • aisablri Re: Coś 02.11.06, 20:27
      Nie, to na pewno nie jest normalne. Ale tak rzeczy przedstawiają mi się: wszystkiego boję się. Mam sobie wmawiać, mam oszukiwać się, mam udawać, że tak nie jest? Wszystkiego boję się. I ten najgorszy zawsze strach: przed śmiercią. Czy można nazywać życiem coś, co nieuchronnie kończy się śmiercią? Czy można nazywać życiem coś, co jest jednym nieustannym lękiem na wszystkie sposoby zagłuszanym, nic tylko zagłuszanym, ogłuszanym, odsuwanym na jakiś czas z przejścia, przesuwanym, z kąta w kąt, jak absurdalny mebel, ale ciągle we wnętrzu izby walającym się, nigdy raz na zawsze na śmietnik nie wywalonym? I czy ja w ogóle widzę rzeczywisty świat, jeżeli lękam się, jeżeli lęk zawsze we mnie tkwi jak zatruta zadra, to płytko, to głębiej, tak, że powierzchnia- czymś tam w danej chwili znarkotyzowana, znieczulona- nie czuje go, ale on przecież we mnie jest. Ten lęk. Przecież wszystko, na co patrzę, i wszystko, co słyszę, i wszystko, co pomyślę- jest moim lękiem skrzywione, spaczone, zdeformowane. Ten świat w moich oczach i w moich uszach, i w moich myślach to zupełnie jak gabinet krzywych luster. Z tym tylko, z tym jednym nie do odsunięcia, nie do przesunięcia małym „tylko”, że tam to jest komiczne, a tu tragiczne. Tam to jest zabawa, a tu zagłada. Na pewno wszystko wyglądałoby inaczej, gdybym nie lękał się. Nawet nie mogę sobie wyobrazić jak wyglądałoby życie bez lęku. Tego, jak to jest, kiedy stoi się sam na sam, bez żadnego oparcia, bez żadnej osłony, oko w oko ze straszliwą czarną dziurą, też nie mogę sobie wyobrazić. A może to ma jakiś związek jedno z drugim, jeżeli ani tego, ani tego nie mogę sobie wyobrazić? Może trzeba, może nieodzowne jest przeląc się, przestraszyć, przerazić się, żeby uwolnić się od lęku, wszelkiego lęku i może raz na zawsze? A może ja istotnie jestem lękiem, całym lękiem, jego ofiarą, jego skutkiem i przyczyną? Bo czy lęk istnieje niezależnie ode mnie, oddzielnie? Kiedy nie ma tego kogoś, kto boi się, kto lęka się, czy lęk jako taki istnieje? Kiedy nie ma skutku, czy istnieje przyczyna? To jest przecież oczywiste, to skacze do oczu, lęk beze mnie nie istnieje, beze mnie lękającego się. Więc uwolnić się od lęku znaczyłoby uwolnić się od siebie. A może ja jestem tą straszliwą czarną dziurą? Bo kiedy nie ma tego kogoś, kto przed nią w popłochu ucieka, kto ją przede wszystkim nazywa straszliwą czarną dziurą, to ona nie ma pola do popisu, ona wręcz nie ma żadnej racji bytu. Więc uwolnić się od niej znowu znaczyłoby uwolnić się od siebie. Ale jak mogę od siebie uwolnić się, jeżeli zaiste nie wiem, kim jestem, skąd wziąłem się i po co, i dokąd zmierzam, jeżeli w ogóle dokądś zmierzam? Musiałbym wpierw siebie poznać, żeby móc potem od siebie uwolnić się. Albo może jest tak, że to poznawanie siebie jest zarazem uwalnianiem się od siebie?”

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka