lachien
06.10.06, 20:45
Jestem szalony od niepamiętnych czasów...Zawsze miałem bzika...Wiem, że jestem
stuknięty...
Wszystkie uśmiechy, którymi obdarzamy innych, oraz łzy, które spłyną po
policzkach...Przedmioty, które można brać w dłonie, łudząc się ich
posiadaniem...No i to, co w zasięgu wzroku...
Tak wiele oczekujemy od świata, dopóki młodość pozwala nie zastanawiać się nad
sensem istnienia. Tak wiele oczekujemy od życia...A potem stajemy do wyścigu,
do morderczego biegu po trofea. Ale wyciągamy ręce po te, których dosięgnąć
nie będziemy w stanie. A czas płynie, płynie nieubłaganie i kres coraz bliżej.
Ale my nie przyjmujemy do wiadamości myśli o śmierci. Łudzimy się, że nas
ominie, oszczędzi, zrobi dla nas wyjątek. Chociaż spostrzegamy, że każdy rok
jest jakby krótszy niż poprzedni i czasu coraz mniej. I wiemy już, że nie
zdążymy powiedzieć tego, co powiedzieć chcieliśmy.
W końcu gubimy się w tym wszystkim, w tych namiastkach życia i złudnych
zaszczytach. Tracimy wiarę w sens wszelkich poczynań. Próbujemy jeszcze
dostrzeć jakiś punkt, do którego warto by dążyć, ale mgła wokół gęstnieje...
Nie umiemy żyć. Poruszamy się po omacku, nie widząc celu, nie znając powołania.
I patrzymy na słońce, by wskazało drogę...Ale widać już tylko ciemną stronę
księżyca.
To chyba wszystko.....