aisablri
22.04.07, 14:12
... jakoś mnie walnęło z rana...
Ocalony, przeklęty
Bogdan Wojdowski
2007-04-21, ostatnia aktualizacja 2007-04-20 19:24
Przyszedłem na świat w szalonych czasach i sam oszalałem, aby dać świadectwo szaleństwa - notował w 1985 roku Bogdan Wojdowski. Fragmenty nieznanego dziennika zmarłego 13 lat temu pisarza
z archiwum Marii Iwaszkiewicz
Bogdan Wojdowski: - Żegnajcie marzenia o domu, nic takiego mnie nie czeka. Tylko zarobki od 1-go do 1-go. Tylko pisanina, która nie pozwala żyć. Tylko życie dla tej pisaniny, bez której byłoby jeszcze stokroć gorzej! (1966). Na zdjęciu pisarz w połowie lat 60.
Wielki samotnik - kim był Bogdan Wojdowski
„Byłem opuszczony przez Boga i ludzi. Z determinacją stawiałem sprawę: »Jestem Żydem «, ponieważ moją inicjacją był Holocaust” - pisał o sobie Bogdan Wojdowski w eseju „Judaizm jako los”.
Urodził się w Warszawie 16 listopada 1930 r. w rodzinie "żydowskiego stolarza-tapicera". W domu podstawowym językiem był polski.
Od chwili kiedy Wojdowscy znaleźli się w getcie, rodzice szukali możliwości ukrycia dzieci po aryjskiej stronie. Latem 1942 r. robotnicy idący do pracy poza gettem przekupili konwojentów i kilkanaścioro dzieci żydowskich, wśród nich Bogdan i jego siostra, zostało po drugiej stronie muru. Wojdowskiego i jego siostrę przechowywał stolarz nazwiskiem Grzybowski; kiedy dowiedział się, że ich rodziców wywieziono do obozu, wyrzucił ich z domu. Pomogła im wówczas znaleźć schronienie znajoma, Helena Rybak ("najbliższy mi człowiek" - powie Wojdowski po latach).
Z rodziny Wojdowskiego ocalały jedynie jego siostra i ciotka. Zniknął cały świat, w którym tkwił w pierwszych latach życia - ludzie, miejsca. On sam miał świadomość tego wielkiego przełamania swej biografii na dwie części - przed Zagładą i po niej. Kluczowy był dla niego rok 1942 - początek likwidacji warszawskiego getta i czas ostatecznego rozstania z rodziną. To wtedy zrodziło się w nim silne poczucie osamotnienia, które nie opuściło go już nigdy. To ono i doświadczenie życia w stałym zagrożeniu mocno wryły się w jego psychikę, nauczyły go na stałe nieufności i skrytości. Dziedzictwem tamtych lat będą nawracające depresje Wojdowskiego, coraz cięższe, prowadzące do choroby, wreszcie - samobójczej śmierci.
Wczesne lata powojenne były dla Wojdowskiego początkiem formowania się jego świadomości żydowskiej. Tworzyły ją przeżycie Zagłady i poczucie winy wobec tych, którzy zginęli. Jednocześnie szukał szans na aktywne, twórcze życie, marzył o pisarstwie.
W 1954 r. skończył polonistykę na UW. W 1951 debiutował jako publicysta w tygodniku "Wieś", później był m.in. członkiem redakcji "Współczesności" (1960-64; zwolniony, nie miał już potem żadnej stałej pracy). Publikował eseje, reportaże, opowiadania.
W latach 1956-57 powstał zbiór opowiadań Wojdowskiego "Wakacje Hioba" pokazujący w formie makabrycznej groteski ludzkie okrucieństwo. Decyzją cenzury gotowy już skład książki został rozsypany, co opóźniło o kilka lat debiut książkowy jej autora ("Wakacje..." ukazały się w 1962 r.).
Późne lata 50. i lata 60. przyniosły wyostrzone spojrzenie Wojdowskiego na status pisarza Żyda w Polsce: „Zwrot »Polak żydowskiego pochodzenia « używany od marca 1968 roku nabrał dla mnie nieodwołalnie humorystycznej treści - jestem Żydem polskiego pochodzenia, to znaczy urodzonym w Polsce, i tak już pozostanie” - pisał. Bo u Wojdowskiego nie ma mowy o wyrzekaniu się żydowskości. Zarazem zawsze dobitnie zaznaczał własną przynależność pisarską do literatury polskiej.
Najważniejsze jest dla Wojdowskiego to, jak scalić dwa światy - polski i żydowski; co zrobić z tym rozdwojeniem. Wokół tych problemów buduje swe teksty literackie. Od samego początku jego pisarstwo stawia pytania podstawowe - o własną egzystencję, postawę i obowiązki. Owocem takiej refleksji nad losem stanie się najważniejsza powieść o Zagładzie i warszawskim getcie - "Chleb rzucony umarłym" (1971).
Od tych pytań Wojdowski nie uwolni się nigdy - aż do swej śmierci 21 kwietnia 1994 r.
Alina Molisak
Dr Alina Molisak pracuje na Wydziale Polonistyki UW. Jest autorką książki "Judaizm jako los. Rzecz o Bogdanie Wojdowskim"
*** 1964 ***
4 kwietnia. Koszmarny dzień i - koszmarna noc. Mój błąd: należało wyjść z roboty pół roku temu. Jestem storturowany. Nigdy więcej! Nigdy... [Pisane kilka dni po zwolnieniu Wojdowskiego z pracy w dwutygodniku "Współczesność", gdzie był kierownikiem działu teatralnego].
23 kwietnia. Psy. Ludzie. Ludzie i psy. Ludzie rozmawiają o psach. Psy łaszą się do ludzi. Szczekają, rzadko. Już mi się to znudziło.
25 kwietnia. Echa z Warszawy. I w związku z tym kuję hasło: - Mniej pisać, więcej podpisywać. [Nawiązanie do sprawy Listu 34 z marca 1964 r. - protestu pisarzy i uczonych przeciw cenzurze i tłumieniu przez władze swobód obywatelskich i twórczych; pisane w Podkowie Leśnej].
Wszystko rośnie na świecie i powiększa się z biegiem czasu, tylko kutasy i głupcy są ciągle tych samych rozmiarów.
8 maja. "Podpisuję teksty, które sam piszę": to będzie moją zasadą.
28 maja. Wziąć by się tak za robotę albo co? Zajrzałem do nieszczęsnego VI rozdziału. Boże! [Chodzi o pracę nad powieścią "Chleb rzucony umarłym"].