Gość: Zdanka
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
15.01.04, 15:16
Romans Zdanki z Markiem Bieńczykiem rozpoczął się dosyć późno,bo trzy lata
temu.Zdanka uważa ,że rozpoczął się zbyt późno,a zapewne i w nieodpowiednim
momencie,gdyż Zdanka była wtedy w okresie stawiania sobie pytania
zasadniczego:W jaki sposób szybko i z wdziękiem popełnić samobójstwo i
nieźle wyglądać w trumnie.Zdanka wylazła już nawet na ten odpowiedni dach,ale
potem pomyślała,że nie jest to na miarę Atanazego Bazakbala ,więc zlazła i
poszła się upić.Następnego dnia Zdanka znalazła w pewnym mieście ,w pewnej
księgarni ,pewną książkę.Książka była fioletowa [ fiolet to kolor biskupów i
homoseksualistów,jak twierdził pewien psychoanalityk]i nosiła
tytuł:"Melancholia.O tych,co nigdy nie odnajdą straty"Marek Bieńczyk.I tak
oto Zdanka rozpoczęła romans z Markiem Bieńczykiem,co pozostało jej po dziś
dzień.Z pierwszej lektury Zdanka dowiedziała się ,że melancholia uwiera jak
kamyk w bucie,czyli "Takie nic,które boli"oraz ,że człowiek jest ,jak
wino "od ziemii zpowrotem do ziemii i taka piękna przyszłość..."Potem
wywnioskowała z "Terminalu",iż obecnie można romansować już tylko na
lotniskach,a w tym jej cholernym mieście lotnisko nijak nie nadawało się do
niczego,nawet dla samolotów.Z "Tworek" pozostało jej wrażenie,że Tworki
niekoniecznie muszą być miejscem dla psychicznie chorych,z "Oczu DUrera"
zapamiętała wybrzmiewanie ostatniego dźwięku w smutnym z natury
adaggio.Po "Kronikach wina" wniosek był oczywisty,nieważne ,czy
pijesz "Hennesy",czy "Czar Okęcia"- nie rzucaj się z połową zawartości pod
pociąg,bo trunku żal.I tak oto Zdanka odkryła pisarza dla siebie ,co i Wam
poleca.