Dodaj do ulubionych

a polska literatura wspolczesna???

25.01.04, 18:52
W ogole was nie interesuje? Ja przyznam, ze mnie najbardziej, chociaz nie
jest tal latwa mila i przyjemna jak ksiazki tlumaczone z angielskiego czy
innych jezykow. Lubie S. Kinga, ale jednak o wiele wiecej daje mi ksiazka
jakiegos wpsolczesnego pisarza POLSKIEGo, i naprawde nie jestem
nacjonalistycznym ciemnogrodem spod znaku LPRu czy Samoobrony. Nie uwazam,
ze "dobre bo polskie". Uwazam, ze wartosciowe, bo dotyczy mnie bardziej niz
horrory Kinga czy londynskie romanse Parsonsa czy inne naprawde fajne
historie - ale nie tutejsze. O wiele wiecej daje mi taka Tokarczuk (niestety
ostatnio milczy) ze swoimi historiami rozgrywajacymi sie czesto wokol Dolnego
Slaska. Albo Stasiuk ze swoim "Przez rzeke" czy "Dukla". Albo pisarze z
rocznikow 70. - Sieniewicz, Shuty i inni, ktorzy pisza o tym co tu i teraz,
ktorych swietnie rozumiem (albo mi sie tak wydaje). Nie chce rozpetac
kolejnej dyskusji o Maslowskiej (ja ja bardzo cenie). Uwazam, ze czytanie
wspolczesnej literatury naszych pisarzy jest bardzo wazne. Czytanie nie jest
oczywiscie zadna praca nai obowiazkiem, ale czytanie tylko powiesci
tlumaczonych z innych jezykow jest dla mnie troche jak spacerowanie po
poboczu, zamiast glowna droga. To nie znaczy, ze trzeba zaraz te wspolczesna
literature lubic czy ja swietnie rozumiec. Ale dla mnie osobioscie ona jest
najciekawsza, najbardziej zywa. Nawet kiedy nie lubie autora (np. Pilcha).

Roza
Obserwuj wątek
    • braineater Re: a polska literatura wspolczesna??? 25.01.04, 21:23
      Interesuje, interesuje ale też prawdę powiedziawszy wybór oferuje średni,
      bliżej temu do przyosiedlowej garmażerii niż sklepu z towarami deluxe:)
      Jeśli jeszcze broni się w kategoriach sztuki wysokiej, "literatury ambitnej",
      tak na tym polu porównań, które zaproponowałaś (King i Parsons) ma niewiele lub
      też kompletnie nic do zproponowania - jakieś tępe ksera z innostrannych
      wzorców - "Śmierć w Breslau", jakieś przedumane SF - Dukaj & consortes, jakieś
      płaczliwe romance dla bab z menopauzą - Grochola czy inne autorki wydane w tej
      samej serii, lub też pseudopolityczne, pseudozabawne paszkwile - Baniewicz,
      Lewandowski.
      Da się tak na prawdę bez ryzyka podejść do paru autorów, choćby Tokarczuk czy
      Huelle z Chwinem, ale większość z tego co proponuje się nam jako dzieła!
      polskiej literatury wspólczesnej, już po pierwszym czytaniu okazuje się
      rozmemłanym pasztetem w dodatku stworzonym przez ludzi nie mających pojęcia o
      robieniu pasztetów. Kilka takich kiksów, co do których uwielbienie krytyki jest
      wręcz niezrozumiałe, wciąz straszy na tym forum: "Madame "Libery, "Panna Nikt"
      Tryzny", "Polka" Gretkowskiej czy pojawiające się z nienacka fale zachwytu nad
      przeróznymi jednosezonowymi gwiazdkami.
      Co oczywiście nie oznacza, że rodzimych tekstów znać nie należy, ale ja chyba
      poprzestanę na "Pamiętniku znalezionym w Sarragossie", Bruno Schulzu i
      wczesnych opowiadaniach Lema, bowiem zda mi się, że nic lepszego mieszkańcy
      Priwiślanskiego kraju napisać już nie są w stanie...
      ...ale pewno się mylę...:)
      • rozaola Re: a polska literatura wspolczesna??? 25.01.04, 22:24
        Braineaterze, masz duzo racji w tym co piszesz. Ale mnie sie wydaje, ze surowa
        ocena wspolczesnej literatury moze byc skutkiem mechanizmu, ktoremu podlegamy
        pewnie wszyscy - sklonnosci do lubienia piosenek, ktore juz dobrze znamy
        (Schulz, itepe) Mnie sie tez kiedys zdawalo, ze NIGDY W ZYCIU nie bede w stanie
        przyzwyczaic sie do lomotu, ktory nazywa sie techno, i czulam sie jak staruszka
        z ta niechecia do lomotu. Ale minelo troche czasu i juz m nie to tak bardzo nie
        wkurza i nie brzydzi. Gdybym unikala tej muzyki, wylaczala radio zawsze kiedy
        lecialo cos bardziej rytmicznego (walenie mlotka w blache mniej wiecej), nigdy
        bym nie nabyla tej tolerancji. To nie znaczy oczywiscie, ze przekonuje, ze
        wspolczesna literature nalezy tolerowac jak mlotek nablasze :-) - Naprawde nie
        dostrzegasz tych perelek? Na przyklad niezwykly wysyp sluchowego wyczucia wsrod
        mlodych pisarzy i pisarek - znowu Malsowska, ale tez Daniel Odija, pisarz ze
        Slupska, ktorzy pisze o slupskich melinach i naszej rzeczywistosci. O Grocholi
        w ogole nie rozmawiajmy, nie sadze zeby to byla literatura dla "bab z
        menopauza" (troche szacunku dla hormonalnych wyrokow, a co z dziadami
        gnebionymi andropauza? :-) - to zwykle nasladownictwo Bridget Jones, ktorych
        jest w Polsce, i nie tylko, prawdziwy zalew. To taka gorszego rodzaju
        literatura pociagowa, moze nawet nie PKS-owa.
        Ja widze wyrazney debiut prozy kaprealistycznej (przeciwienstwo
        socrealistycznej) Beda pisac o bezrobociu, supermarketach, mobbingu w pracy,
        przymusowym integrowaniu sie w biurach i firmach. Pisza juz teraz o
        rzeczywistosci. A kto chce troche odjechac moze sobie poczytac nanjnowsza
        Filipiak - chociaz nie radze, bo jest niedobra.
        A dla bardziej wyrafinowanych gustow, jak to sie mowi - Brach-Czainy "Blony
        umyslu", cos w rodzjau kontynuacji "Szczelin istnienia". Ale to juz pogranicze
        literatury i filozofii.
        Baniewicza nie czytalam jeszcze - dlaczego uwazasz, ze to jest
        PSEUDOpolityczne? A Sosnowskiego lubisz?

        Zjadaczu mozgu, nie zamykaj sie w wiezy z kosci brunoschulzowej. Jest jeszcze
        pare innych fajnych wiez :-)

        Roza
        • Gość: Zdanka Re: a polska literatura wspolczesna??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.01.04, 22:56
          To pewnie trochę smiesznie zabrzmi,ale z całą nieprzyjemnością muszę
          powiedzieć,że odnoszę wrażenie kompletnego "tumiwisizmu" polskiej literatury
          ostatnich kilku lat."Tumiwisizm" to taki stan podobny do innego stanu
          czyli"zobaczymycobędzizmu"...Oba określenia pejoratywne i oba kojarzą mi się z
          produkcją prozatorską Polaków w ostatnich latach;sporo książek powstaje ,żeby
          autor miał sobie z czego wybudować chatę [Gretkowska,Pilch},inni łączą
          rozliczanie PRL-u z kiepską prozą [Michalski"Siła odpychania"-chroń Was przed
          tym dziełem,Boże!],albo produkują się w nieskończoność w stylu buntownik-co
          wszystko przeszedł[Świetlicki,Varga,może Stasiuk]

          Lubię Bieńczyka,więc zarówno "Terminal",jak i "Tworki" uznaję za dobrą
          literaturę ostatnich lat.Jednak szczerze mówiąc,styl Bieńczyka jest bardzo
          nierówny i wolę jego eseje od prozy,więc sama sobie zaprzeczam...

          Sosnowski jest również bardzo nierównym pisarzem.Niezły "Apokryf...",a potem
          brak weny i pisanina wołająca o pomstę do nieba.

          Jeśli już mówić o Filipiak to pomysł napisania takiej książki jak "Absolutna
          amnezja" był strzałem w dziesiątkę!Ale potem znów to samo,jakby utknęła w
          tych "około genderowych" klimatach...."Ostatnią" Filipiak przegladałam sobie w
          księgarni i chyba na tym zakończę.

          I tak to się wlecze...Z mlodszych to raczej Nahacz,a nie Masłowska,która
          zresztą nie ma dużego talentu,ale ma dobrą prasę.Na bezrybiu i rak ryba.

          Dobra jest młoda liryka ,ale tych poetów i tak nikt nie zna i nie czyta.Choćby
          taki Dąbrowski,albo Podgórnik...Zna ktoś ?Wątpię.

          I tyle .Chciałabym,żeby w Polsce ktoś wyproduował coś w stylu "Cząstek
          elementarnych"...Bardzo by się to naszej literaturze przydało...
          • rozaola Re: a polska literatura wspolczesna??? 25.01.04, 23:13
            >[Michalski"Siła odpychania"-chroń Was przed
            > tym dziełem,Boże!]

            dlaczego? I tak nije mialam zamiaru tego czytac, - co moga mi powiedziec
            prawicowi publicysci - ale ciakawa jestem twohego zdania.


            >albo produkują się w nieskończoność w stylu buntownik-co
            > wszystko przeszedł[Świetlicki,Varga,może Stasiuk]


            A zwlaszcza przelecial nieskonczona ilosc panienek. No i morze alkoholu. Varga
            itepe to dla mnie literatura kolesi.

            >
            > Lubię Bieńczyka,więc zarówno "Terminal",jak i "Tworki" uznaję za dobrą
            > literaturę ostatnich lat.Jednak szczerze mówiąc,styl Bieńczyka jest bardzo
            > nierówny i wolę jego eseje od prozy,więc sama sobie zaprzeczam...

            A to ciekawie, "przymierzam " sie do Bienczyka juz od dawna, ale jakos nie moge
            sie przemoc, nie wiem, dlaczego, wiec teraz mam kolejny powod.

            >
            > Sosnowski jest również bardzo nierównym pisarzem.Niezły "Apokryf...",a potem
            > brak weny i pisanina wołająca o pomstę do nieba.


            Zgadzam cie calkowicie. Chociaz ta Aglaja tez mi sie wydawala troche jarmarczna.

            >
            > Jeśli już mówić o Filipiak to pomysł napisania takiej książki jak "Absolutna
            > amnezja" był strzałem w dziesiątkę!Ale potem znów to samo,jakby utknęła w
            > tych "około genderowych" klimatach...."Ostatnią" Filipiak przegladałam sobie
            w
            > księgarni i chyba na tym zakończę.

            Tematy okologenderowe same w sobie uwazam za OK, ale Filipiak niestety wykonuje
            kolejne podrygi po Amnezji. Nie kupuj ALmy, nie ma sensu, to belkot
            postwintersonowy. Ale jej felietony dosc mi sie podobaly.

            > I tak to się wlecze...Z mlodszych to raczej Nahacz,a nie Masłowska,która
            > zresztą nie ma dużego talentu,ale ma dobrą prasę.Na bezrybiu i rak ryba.

            No nie wiem. Nahacz to sla mnie ewidentna kopia Maslowskiej, podobnie jak Odija
            ("Tartak") jest kopia "Prawieku" Tokarczuk. A Maslowska ma niezwykly sluch
            jezykowy, uwazam, ze ma wlasnie wielki talent, ale prawdopodobnie zajezdza ja
            na smierc kolesie, wsrod ktorych wiedzie swoj zywot. Za mocno weszla zaraz na
            poczatku w okreslone srodowisko, to jej moze nie wyjsc na dobre. Ale wierze, ze
            jest na tyle inteligentna, ze sie w tym predzej czy pozniej zorientuje.

            >
            > Dobra jest młoda liryka ,ale tych poetów i tak nikt nie zna i nie
            czyta.Choćby
            > taki Dąbrowski,albo Podgórnik...Zna ktoś ?Wątpię.


            Nie watp, ja znam :-)

            Pozdro
            Roza
            • Gość: Zdanka Re: a polska literatura wspolczesna??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.01.04, 14:46
              Ad .1} Cezary Michalski "Siła odpychania".Są rzeczy na niebie i ziemi,o
              których nie śniło się filozofom,a taką jest niewątpliwie debiut prozatorski
              Cezarego M.Pomijając już nawet fakt,że to dzieło kosztuje prawie 40
              zł.,zasiadamy do lektury[głownie dlatego,że czytałam eseje Michalskiego "Powrót
              człowieka bez właściwości" i chciałam zobaczyć ,co on takiego napisze w tym
              późnym debiucie]I zaczęło się...Nie ma nic gorszego ,jak próba tworzenia prozy
              językiem z pogranicza socjologii,wieców "Solidarności" i kiepskich romansów.Tak
              więc bohaterowi są rozgoryczeni,ale mają sporo pieniędzy i laptop,co według
              autora niechybnie świadczy o przynależności do "Yuppies',podobnie ,jak to ,że
              piją likier(!).Mają koło 40-stki,ona cyniczna,on jak prawiczek,nic się nie klei
              i nie trzyma kupy,choć tę książkę zdecydowanie należy czytać na muszli
              klozetowej.Czy jest możliwe przez około 300 stron znosić rozważania doktryn
              socjologiczno-historycznyvh w rozmowach,wspomnień ze stanu wojennego ,jak z
              powstania styczniowego i wmawiania sobie bohaterów ,że są żywymi trupami?
              Niestety nie...Powieści z dylematami zbawiania świata potrafił pisać
              Dostojewski,Michalski zanudza,nie mówiąc już o tym,że nawet ów "ostatni romans
              w Rzeczypospolitej" jest nieznośny...Jedyne ,co spodobało mi się w tej książce
              to rozważania Marty[bohaterki] na temat Wendy z"Piotrusia Pana"-kto zrozumie
              tę nagle utraconą lekkośc,choć jeszcze nie modość,kiedy swiat przestaje być już
              zaczarowanym miejscem,a jeszcze się na to nie chcemy zgodzić.Klapa na całej
              linii...


              Ad .2)Bardzo polecam Bieńczyka,ale zacznij od eseju "Malancholia".Warianty są
              dwa,albo się zakochasz,albo wyrzucisz oknem.Te powieści to raczej
              intertekstualne przygody i jesli ktoś lubi ,"jak coś się dzieje" ,to Bieńczyk
              nie dla niego.

              Ad.3)Sosnowski jest "chodzącym jarmarkiem " również i w "Apokryfie",ale to taki
              pisarz,którego można nazwać twórcą literatury popularnej jako odpowiednika
              takiej literatury w krajach anglojęzycznych.Nie wiem kogo innego mogłabym tu
              wymienić ,może Saromonowicz{Hi,hi,hi-to dopiero była kicha!]

              Ad.4)Kompletnie zapomniałam o doskonałej pisarce - Magdalena
              Tulli,szczególnie "Sny i kamienie",a waściwie wszystko.Ona potrafi pisać.I
              myślę,że bardziej "zasłużyła sobie" na renomę niż Tokarczuk,której kompletnie
              nie czuję.
              • dr.krisk Tulli! Oczywiście! 26.01.04, 22:07
                Gość portalu: Zdanka napisał(a):

                > Ad.4)Kompletnie zapomniałam o doskonałej pisarce - Magdalena
                > Tulli,szczególnie "Sny i kamienie",a waściwie wszystko.Ona potrafi pisać.I
                > myślę,że bardziej "zasłużyła sobie" na renomę niż Tokarczuk,której kompletnie
                > nie czuję.
                Ja mam tak samo. "Sny i kamienie" oraz "W czerwieni" przeczytałem i ...
                przeczytałem jeszcze raz. Bo mi sie podobały. Nie będę pisał dlaczego, bo się
                nie zastanawiałem. Może z tych samych względów, dla których z wielkim szkłem
                powiększającym eksploruję stare albumy fotograficzne? I odkryta na strychu
                stara poniemiecka tabliczka z tajemniczymi oznaczeniami elektrotechnicznymi
                ciekawsza jest i bardziej pełna znaczeń niż ułamek rzymskiej kolumny sterczący
                w jakimś muzeum?
                A Tokarczuk? Przeczytałem i jakoś spłynęło po mnie. Dziewczyna sympatyczna,
                utalentowana, mądra a jakoś mnie nie zachwyca. Ale może jeszcze do niej wrócę?
                KrisK
                • raymond.new Re: Tulli! Oczywiście! 26.01.04, 22:33
                  "Sny i kamienie" przeczytałem z przyjemnością, bo chętnie łykam wszystkie
                  varsaviana. "W czerwieni" znudziło mnie i odłożyłem. A Tokarczuk napisała
                  piękny esej o "Lalce" Prusa i za to ją cenię:)
              • rozaola Re: a polska literatura wspolczesna??? 27.01.04, 09:36
                > Ad.3)Sosnowski jest "chodzącym jarmarkiem " również i w "Apokryfie",ale to
                taki
                >
                > pisarz,którego można nazwać twórcą literatury popularnej jako odpowiednika
                > takiej literatury w krajach anglojęzycznych.Nie wiem kogo innego mogłabym tu
                > wymienić ,może Saromonowicz{Hi,hi,hi-to dopiero była kicha!]


                Sosnowski wedlug mnie stara sie nasladowac Tokarczuk, chociaz mniej to widac
                niz u Daniela Odiji.


                > Ad.4)Kompletnie zapomniałam o doskonałej pisarce - Magdalena
                > Tulli,szczególnie "Sny i kamienie",a waściwie wszystko.Ona potrafi pisać.I
                > myślę,że bardziej "zasłużyła sobie" na renomę niż Tokarczuk,której kompletnie
                > nie czuję.

                Zaczyna sie protokol rozbieznosci :-) Razem z przyjaciolka tworzymy dwuosobowy
                bardzo elitarny klub osob, ktore nie cenia Tulli. Pozowle sobie wypowiedziec
                sie w imieniu klubu: pisarstwo Tulli jest wedlug nas przeestetyzowane, pelne
                wycyzelowanych zdan, ktore nudza i puszczaja estetyczne dymy. Kiedy wszyscy
                wokol zachwycali sie "Snami im kamieniami", ja jedna brnelam przez to strona po
                stronie, z nadzieja, ze trafie w koncu na te wspanialosci albo je wreszcie
                odkryje. Nic ztego. Przyjaciolka z klubu, kobieta prawarszawska, uwaza, ze
                Tulli o Warszawie zwyczajnie naklamala - tu nie wnikam w sedno, bo nie znam sie
                na Warszawie, znam sie tylko troche na ludziach warszawskich. Tamta ksiazka
                Tulli z czerwienia w tytule ("Przez czerwien"?) to dla mnie klasyczne, kolejne
                juz (wtedy akurat pierwsze) nasladownictwo Tokarczuk Prawieku. Ponure i srednio
                udane. "Trybow" nie czytalam, wystarczylo mi przejrzec ten kondensat w
                ksiegarni. A naprawde nie naleze do osob, ktore "lubieja zeby byly dialogi i
                sie cos dzialo".

                Za rady na odcinku Bienczyka :-) dziekuje, zaczne od Melancholii.

                Pozdro
                Roza
    • broch Re: a polska literatura wspolczesna??? 25.01.04, 21:25
      Ciesze sie ze zadalas pytanie o wspolczesna polska literature. Nie mialem
      absolutnie zadnego kontaktu z polskimi ksiazkami przez dziesiec lat. Teraz,
      kiedy mozna cos kupic przez internet, nie wiem co naprawde warto wziasc do reki.
      W efekcie, do tej pory robilem zakupy bardzo ostwoznie, siegajac do pozycji
      ktore znam i chcialbym przeczytac jeszcze raz.
      Ktore powiesci opublikowane w ciagu ostatnich 10-15 lat sa wazne, interesujace i
      oryginalne (bez malpowania zachodnich manier)?
      • rozaola Re: a polska literatura wspolczesna??? 25.01.04, 22:35
        broch napisał:

        > Ciesze sie ze zadalas pytanie o wspolczesna polska literature. Nie mialem
        > absolutnie zadnego kontaktu z polskimi ksiazkami przez dziesiec lat. Teraz,
        > kiedy mozna cos kupic przez internet, nie wiem co naprawde warto wziasc do
        reki
        > .
        > W efekcie, do tej pory robilem zakupy bardzo ostwoznie, siegajac do pozycji
        > ktore znam i chcialbym przeczytac jeszcze raz.
        > Ktore powiesci opublikowane w ciagu ostatnich 10-15 lat sa wazne,
        interesujace
        > i
        > oryginalne (bez malpowania zachodnich manier)?

        Zdecydowanie Olga Tokarczuk. "Prawiek", "Dom dzienny, dom nocny", "Gra na wielu
        bebenkach". Wczesniejsze ksiazki niekoniecznie.

        Stasiuk - dosc ambitna literatura dla duzych chlopcow, wciaga, przygodowa,
        Stasiuk pisze tez rzeczy madre i glebokie ("Przez rzeke").

        "Hanemann" Stefana Chwina.

        "Heroina" Tomasza Piatka. Kolejne kego ksiazki niekoniecznie (moim zdaniem).

        To na absolutny poczatek, moze zreszta cos z tego znasz?

        Pozdro
        Roza
        • broch Re: a polska literatura wspolczesna??? 25.01.04, 23:00
          rozaola napisała:

          > broch napisał:
          >
          > > Ciesze sie ze zadalas pytanie o wspolczesna polska literature. Nie mialem
          > > absolutnie zadnego kontaktu z polskimi ksiazkami przez dziesiec lat. Teraz
          > ,
          > > kiedy mozna cos kupic przez internet, nie wiem co naprawde warto wziasc do
          >
          > reki
          > > .
          > > W efekcie, do tej pory robilem zakupy bardzo ostwoznie, siegajac do pozycj
          > i
          > > ktore znam i chcialbym przeczytac jeszcze raz.
          > > Ktore powiesci opublikowane w ciagu ostatnich 10-15 lat sa wazne,
          > interesujace
          > > i
          > > oryginalne (bez malpowania zachodnich manier)?
          >
          > Zdecydowanie Olga Tokarczuk. "Prawiek", "Dom dzienny, dom nocny", "Gra na wielu
          >
          > bebenkach". Wczesniejsze ksiazki niekoniecznie.
          >
          > Stasiuk - dosc ambitna literatura dla duzych chlopcow, wciaga, przygodowa,
          > Stasiuk pisze tez rzeczy madre i glebokie ("Przez rzeke").
          >
          > "Hanemann" Stefana Chwina.
          >
          > "Heroina" Tomasza Piatka. Kolejne kego ksiazki niekoniecznie (moim zdaniem).
          >
          > To na absolutny poczatek, moze zreszta cos z tego znasz?
          >
          > Pozdro
          > Roza


          Dziekuje za przyklady. Nie nie czytalem zadnej z tych powiesci. Sadze ze nie
          bedzie klopotu z kupowaniem przez internet, a jesli cos bedzie niedostepne ta
          droga to poprosze Rodzinke aby zamiast paczek z zywnoscia przyslala ksiazki.
    • raymond.new Re: a polska literatura wspolczesna??? 25.01.04, 23:25
      Zdanka i Braineater mieli sporo cennych uwag, nie będę więc ich dublował.
      Prawdą jest, że polska proza popularna (z pewnymi wyjątkami np. wczesny
      Sapkowski) do pięt nie dorasta amerykańskiej.
      Pisałem tu niedawno o "Absolutnej amnezji", ale czyż np. "Pachnidło" Suskinda
      nie jest książką bardziej znaczącą? Ja oczywiście chwalę Filipiak, bo
      rodaczka, nie mogę jednak przyklaskiwać zestawianiu jej z Kingiem w celu
      wykazania głębi intelektualnej rodzimej literatury.
      Jeśli już chwalimy naszych, to chwalmy uczciwie.

      Pozdrawiam miłośników literatury (polskiej i obcej):)
      • rozaola Re: a polska literatura wspolczesna??? 26.01.04, 13:46
        Rzeczywiscie zestawienie Filipiak z Kingiem bylo nieco karkolomne.
        Co do wczesnego Sapkowskiego to przyznam sie, ze nie moge przebrnac przez
        wiecej niz 2-3 strony jakiejkolwiek literatury fantasy, jestem na nia
        calkowicie odporna. Nawet Ursula LeGuin mnie nie rusza, po prostu odpadam od
        tego i zaziewuje nsie na smierc.

        Pozdro
        Roza
    • dr.krisk Coś w tym jest.. 26.01.04, 00:27
      Mnie od wielu wyrobów naszego narodowego pisarstwa odrzuca:
      a) nadproduktywność autorów, wynikająca z tego, że postanowili zostać
      zawodowymi pisarzami. Tutaj duet Gretkowska + Pilch jest przykładem klasycznym
      i znakomicie ilustrującym o co mi chodzi.
      b) literatura niszowo-hiphopowo-knajacko-turpistyczna. Nie moje środowisko, nie
      moje zmartwienia, nie mój język. Nie mam z tym nic wspólnego, i nic mnie to nie
      obchodzi. Nie zamierzam czytać. Żegnaj Masłosko!
      c) rozmaici Tfardzi Faceci. Hemingłeje z Kłaja. Patrz punkt b.

      Lubię Chwina, Huelle, Stasiuka (nie wszystko).
      Ale brak mi polskich powieści, które dotyczyłyby tzw. zwykłych ludzi. Wiem, że
      żywot osobników kriskopodobnych nudny jest nad wyraz, żadnych wynaturzeń
      specjalnych nie stwierdzono, podatki płacą, przez jezdnię przechodzą na
      zielonym świetle, ale nie oznacza to że nie istnieją! Łatwiej jednak pisać o
      mieszkańcach śmietników i narkomanach, niż o spokojnych konsumentach Taniej
      Whisky...
      To tyle marudzenia.
      KrisK
      • rozaola Re: Coś w tym jest.. 26.01.04, 13:40
        Nie uwazasz, ze Sosnowski pisze wlasnie o zwyczajnych lduziach? ALe mnie jego
        postaci wydaja sie papierowe i nudne, wiec moze to lepiej ze posla proza
        wspolczesna nie jest ich pelna.

        Pozdro
        Roza
    • braineater Poczytałem i 26.01.04, 19:48
      wyszła mi jedna tendencja - brak w polskiej literaturze jakiejś silnej
      osobowości, nie wspominając już o zapomnianej tradycji grup literackich (bo
      pozwolą sobie tu pominąc zloty idiotów zatytułowane "Na dziko") Stąd też pewnie
      tendencja by tego nerwu współczesnej literatury szukać chociażby u sąsiadów -
      vide kariery Pielewina, Andruchowycza czy Hworeckiego. Polską twórczość niszczy
      się przede wszystkim wołaniem o aktualność, o odpowiadanie żywotnym problemom
      społeczeństwa. A ja tak nie chcę - walą mnie z góry na dół legendy z dresowego
      poligonu, opowieści o tartakach i ulicach, czy jakieś pierdołowate
      przepisywanie bezumnych gadek z chatów - od tego są gazety i paru niezłych
      polskich reportażystów. Brak w naszej literaturce wizji, rozmachu, czegoś co
      wstrząsnełoby czytelnikiem jak kiedyś robiły to teksty Andrzejewskiego,
      Gałczyńskiego czy innych Miłoszów. Oczywiście mam świadomość, że epoka
      wieszczów i poetes maudit przeminęła (i niech jej ziemia lekką będzie)ale to
      chyba nie musi od razu oznaczać opakowywania socjologicznych traktatów w
      etykietkę z napisem "Literatura". Są pisarze, którzy potrafią się wznieść,
      potrafią tchnąć w czytelnika oddech głębokiej prozy - Tokarczuk "Dom dzienny,
      dom nocny", Huelle - "Weiser" i"Mercedes" ale to wszystko jest jeszcze jakby
      wystraszone, zalęknione, że tak się przecież nie pisze, nie tego pragną
      czytelnicy. Nie ma twórcy, który na wstępie by stwierdził " a chuj złamany z
      tradycją literacką i zapotrzebowaniem rynku!" i spróbował rewolucji, kreacji i
      poczucia zmiany świata za pomocą literatury - wszystkim po prostu brak odwagi i
      co raz bardziej zagłębiają się w fotografowanie nędznej i nudnej polskiej
      rzeczywistości...
      • rozaola Re: Poczytałem i 27.01.04, 10:06

        > jakieś pierdołowate
        > przepisywanie bezumnych gadek z chatów

        Tego nie udaje mi sie rozszyfrowac, moglbys podpowiedziec?

        Piszesz ze brakuje w naszej literaturce rozmachu. Odpowiadaloby ci cos takiego,
        jak "Biale zeby" w polskim wydaniu? Co do wstrzasania czytelnikiem, to to jest
        bardzo trudne kryterium jakosci, bo jednym wstrzasa, a drugim mnie - vide
        Tulli, ktora jednych zachwyca, a naszym dwuousobowym klubem nie potrzasa ani
        troche. I czy Galczynski "wstrzasnal"? Raczej chyba zachwycal. Dlaczego nie
        pozwolic literaturze byc i taka i siaka, i w kropki i w paski, dlaczego od razu
        ma stac na monumencie i dlaczego musi byc koniecznie rozmach? Natasza Goerke
        rozmachu epickiego nie ma ani troche w tym co pisze, a jednak jest wazna
        czescia wpsolczesnego polskiego pisania. Nie mam tez pretensji do Tokarczuk o
        to, ze jej Prawiek nie jest 3 razy bardziej obszerny i z wiekszym rozmachem
        zakoncypowany, a moglby przeciez, wystarczyloby rozszerzyc kilka watkow i
        porzucic troche chociaz basniowy ton. Takie szlochy za rozmachem w literaturze
        sa, wybacz, archaiczne i zapatrzone w dawno zakurzone tradycje. Na swicie
        wydaje sie dzis powiesci (o ile to sa w ogole powiesci) niegrube, wydaje sie
        FRAGMENTY - bo tak pisarze i pisarki odbieraja najwidoczniej to, co ich otacza:
        jako fragnmentaryczne, pokawalkowane, niepelne, porozrywane, niespojne. Wiem,
        ze nie chodzi ci tylko o grubosc ksiazki - ale czy bylbys w stanie dostrzec
        wizje w ksiazczynie o objetosci 80 stron?


        >Nie ma twórcy, który na wstępie by stwierdził " a chuj złamany z
        > tradycją literacką i zapotrzebowaniem rynku!" i spróbował rewolucji, kreacji
        i
        > poczucia zmiany świata za pomocą literatury - wszystkim po prostu brak odwagi
        i
        >
        > co raz bardziej zagłębiają się w fotografowanie nędznej i nudnej polskiej
        > rzeczywistości...


        Alez nie tylko fotografowanie. Czy "Gnoj" Kuczonka to fotografia? Nie ma
        literatury, ktyora nie mialaby w sobie czegos z fotografii, fotografia jest
        moze nawet warunkiem pisania.

        Nie chodzi o to, ze jestem bezkrytyczna wielbicielka wszelkich nowosci i pale
        kadzidelko za 3 zl przed portretem Maslowskiej. Uwazam, ze polska literatura
        wspolczesna, ta tzw. mloda, jest bardzo marna i marnieje coraz bardziej. Ale
        staram sie doszukac chocby pojedynczych stokrotek na tym nijakim trawniku.

        Pozdro
        Roza
        • noida Re: Poczytałem i 27.01.04, 10:54
          Jestem skłonna zgodzić się z braineaterem. Uważam bowiem, że dobra literatura
          absolutnie nie musi odzwierciedlać rzeczywistości! Tezę autorki posta, że
          czytanie literatury obcej zamiast rodzimej jest jak chodzenie po bocznych
          ścieżkach zamiast drodze (czy jak to tam było) uważam za nieprawdziwą. Dobra
          literatura ma to do siebie, że jest uniwersalna! A próby odzwierciedlenia
          polskiej rzeczywistości idą ludzim dość podle, więc może przestać się silić na
          kronikarstwo a zacząc po prostu pisać dobre książki... Też mam wrażenie, że
          wszyscy z jakiegoś powodu chcą odzwierciedlić rzeczywistość i nic dobrego z
          tego nie wynika. Swoją drogą to ciekawe, skąd się wzięła tendencja do
          opisywania rzeczywistości?
          PS. Tu wcale nie chodzi o wstrząsanie czytelnikiem! Chodzi własnie o to, żeby
          nim nie wstrząsać! Wstrząśnięci to my jesteśmy właśnie przez wszystkie
          Masłowskie i inne Vargi. A my nie chcemy być wstrząsani, przynajmniej ja. Mam
          wystarczająco wiele zmysły obserwacji żeby to, o czym piszą ww. autorzy sama
          sobie zauważyć. Chodzi o to, żeby wreszcie ktoś zamiast chęcią wstrząśnięcia
          wykazał się INTELIGENCJĄ
    • joanna51 Re: a polska literatura wspolczesna??? 27.01.04, 10:49
      skonczylam wlasnie: Autoportret Reportera Kapuscinskiego, oraz Pilcha "Miasstzo
      utrapienia" i Olszewskiego "Do Amsterdamu".
      Ostatnia pozycja najslabsza, ale ja czytam duzo, "prawie jak leci" i zadnej z
      ksiazek nie uznaje za stracona.

      Przede mna lezy kolejna ksiazka Kertesza "Fiasko oraz "Czekajac na
      barbarzyncow"..Coetzee'a., ale to chyba nie w tym watku.

      Joanna
      • rozaola Re: a polska literatura wspolczesna??? 27.01.04, 13:40
        Olszewski reczywiscie cieniutki jak kwit na wegiel - i tu ucieszylaby sie
        joanna, ktora nie lubi rzeczywistosci w literaturze :-), bo on wlasnie
        baaaardzo sie stara reagowac na godne potepienia zjawiska zycia polskiego...

        Pozdro
        Roza
        • broch Re: a polska literatura wspolczesna??? 27.01.04, 14:35
          Zamowilem dwa "Tokarczyki", Chwina i Knappa (bo dostal nagrode a rezenzja byla
          taka sobie). Wyszlo ~$58 razem z przesylka. W sumie tyle co zaplacilbym srednio
          tutaj (bez podatku).
          Huelle i paru innych wymienionych tutaj autorow sa niedostepni.
          Caly ten watek jest dla mnie dosc interesujacy: zostalem wychowany na
          literaturze zachodniej, kiedy pozniej kilkakrotnie siegalem po (w miare)
          wspolczesna literature polska, mialem poczucie niezbyt interesujacej wtornosci
          (z kilkoma wyjatkami). Winilem za to wlasnie moje wychowanie na literaturze
          zachodniej. Teraz postanowilem powtornie sprobowac polskich nowosci a Wy
          piszecie ze szkoda czasu na nowa literature polska poniewaz tak wiele to sie nie
          zmienilo. Pare ksiazek ktore sugerowaliscie to troche malo jak na pietnascie
          lat. Krotki rzut oka na forum pokazuje ze glownie czyta sie literature obca
          (rosyjska, hiszpanska, wlaska, nieniecka francuska i (glownie) amerykanska).
          Tutaj tez nasuwa sie interesujace spostrzezenie iz cytowana literatura
          europejska nie jest najnowsza (nawet jesli dopiero teraz tlumaczona).
          W zwiazku z powyzszymi pytaniami nasuwa sie jedno bardziej generalne: czyzby
          kryzys w literaturze polskiej odzwierciedlal generalny kryzys w literaturze? A
          moze polska literatura znajduje sie od znacznie dluzszego czasu w stanie
          permanentnego kryzysu (a literatura swiatowa jest w fenomenalnej kondycji - w co
          osobiscie watpie)?
          • rozaola Re: a polska literatura wspolczesna??? 27.01.04, 15:16
            Przypomnial mi sie jeszcze Andrzej Czcibor-Piotrowski, jego pierwsza
            ksiazka "Rzeczy nienasycone". Bardzo, jak to sie teraz mowi, "urokliwa".
            Mowienie o kryzysie w literaturze jest sprawa umowna, bo dla kogos kto
            chce "epickiego rozmachu" kryzys na pewno szaleje, a dla kogos, kto nie
            oczekuje od literatury wielkich powiesci i uwaza, ze fragmenty i urwane wizje
            tez maja swoja wartosc, alternatywna - o kryzysie nie ma mowy. Niektorzy na
            przyklad uwazaja, ze literatura angielska przezywa kryzys, bo najlepsze jej
            dziela sa napisane przez nie-Anglikow, przez ludzi pochodzacych z innych
            krajow, ktorzy w Anglii robia kariere. Dla mnie to jest ukryty rasizm.

            No i wez pod uwage to, ze Polacy to narod uwielbiajacy narzekac na wszystko. Na
            to trzeba brac duza poprawke.

            Pozdro
            Roza
            • raymond.new Re: a polska literatura wspolczesna??? 27.01.04, 15:49
              Broch poruszył ważną sprawę. W dotychczasowej dyskusji nikt jasno nie
              powiedział: tę książkę polecam dlatego, że jest lepsza od wszystkich innych
              jakie znam, w tym zagranicznych. Powiedzmy, że lepszość zastąpimy od biedy
              kategorią oryginalności. Jest taka książka? Ja jej po 1989 w polskiej
              literaturze nie widzę.
          • Gość: Zdanka Zdanka bawi się w Pytię na trójnogu... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.01.04, 15:49
            Odpowiem pewnie trochę nie na temat,ale wątek mnie pociąga :).Jestem na tym
            forum krótko,ale zauwazyłam ,że co pewien czas powtarzają się tu
            wątki "Najlepsze z ostatnich 5 lat",albo "Najlepsze z 10 lat" ,niczym najlepsza
            margaryna na rynku...I nigdy na takim watku nic nie napiszę,ale nie dlatego,że
            nie lubię idiotycznych rankingów,ale dlatego,że mnie po prostu od dawna żaden
            żyjący polski{ a chyba i zagraniczny} pisarz, nie powalił na łopatki!Nic nie
            poradzę na to,ze znam ekspresjonistów niemieckich ,więc "Pachnidło"Suskinda"
            wydaje mi się piekielnie wtórne,że przygodę z antropologią zaczełam od
            Eliadego ,więc Gretkowska to dla mnie nieporozumienie,że Tokarczuk "Podróż
            ludzi księgi" przeczytam przez
            Meyrinka...itd,itp...Witkacy,Musil,Canetti,Gide,Dostojewski- to są dla mnie
            pisarze,a to ,co czytam współcześnie to kalki po nich i do tego żle zrobione
            kalki.To fenomenalnie wychodzi na konferencjach naukowych,np.poświęconych
            seksualności w literaturze,kiedy ludzie piszą o Miłoszu...Nawet niezbyt lotny
            zauważy ,że jest coś nie tak- pisać o seksualniości przez "Dolinę Issy" kiedy
            mamy 2004 rok.Szczerze mówiąc to mam wrażenie,że literaturę polską czytam z
            przyzwyczajenia,po to,aby wyłapywać skądś ktoś coś ściągnął,a generalnie
            interesują mnie już jedynie niektóre 'produkty" z Austrii i Francji.(i tak jak
            pisałeś ,też nie najnowsze,bo przekład u nas to + - 5 lat spóźnienia)


            I jeszcze jedno ,do Roza.Oli bodajże:

            Nie zgadzam się z tym,że fragmentaryczność literatury to nowy styl pokazywania
            świata,nowy typ narracji.Idealną i bełkotliwą fragmentaryczność mamy u
            Gretkowskiej.Myślę raczej,że fragmentaryczność to sposób na nieradzenie sobie z
            problemami konstrukcji powieściowej.Fragment nie wymaga konstruowania,jest
            jedynie krótkim spostrzeżeniem i tak unikamy choćby dylematów Witkacego
            (Powieść jako worek wykładów filozoficzno -metafizycznuch przeżywanych oprzez
            bohaterów).Generalnie chodzi mi o to,że każdy ,kto zaczyna pisać ,pisze
            fragmentami,bo tak jest najłatwiej.Jeśli wprawki początkujących przyjiemy za
            styl,to ja się na taki styl ,za przeproszeniem,wypinam...;)
            • broch Re: Zdanka bawi się w Pytię na trójnogu... 27.01.04, 16:24
              To co piszesz, przypomina mi dluga dyskusje ktora mialem jakis czas temu. Bylem
              w towarzystwie jedynym "pesymista". Duskusja dotyczyla ostatnich dwudziestu
              lat. Ja uwazalem ze kultura jest w kolejnym dolku. Moje argumenty tyczyly
              literatury (cytowany przeze minie i utaj Tsypkin napisal Summer 20 lat temu,
              Sebald to raczej koniec niz poczatek czegos nowego), potem byla muzyka (jazz w
              szczegolnosci ale tez nowoczesna muzyka klasyczna), malarstwo i film.
              Generalnie wydawalo mi sie ze ludzie zyja przeszloscia, czesto nie zdajac sobie
              z tego sprawy i wymieniajac tworcow sprzed pol wieku jako cos nowego i
              oryginalnego. Najpierw wyszlo na to ze jestem antypolski, (co jest nieprawda bo
              zawsze podkreslam skad jestem, co wiecej zainteresowalem kilku Amerykanow
              muzyka Seiferta, Komedy, Stanki), potem wyszlo na to, ze jestem generalnie
              pesymista i powinienem sie leczyc (glosy polsko/amerykansko/angielskie). No a
              tu, co za ulga! Sami "pesymisci"! Nie czuje iz popelniam grzech zabierajac sie
              po raz kolejny do "Tristrama Shandy".

              • rozaola Re: Zdanka bawi się w Pytię na trójnogu... 27.01.04, 16:48
                Nie sami pesymisci tutaj sa, ja sie do nich nie zaliczam.Nie rozumiem naparawde
                skad to przekonanie, ze tylko jedna jedyna koncepcja jest sluszna - wielka,
                wszechogarniajaca powiesc - a cala reszta to tylko fragmentarycznosc, ktora
                stroi sie w piorka zamyslu, a w rzeczywistosci jest objawem nieudolnosci.
                Oczywiscie ze Gretkowska to jest pop dla studentow i daleko jej do Eliadego,
                ale dlaczego na milosc Boska wszystko musi byc od razu perfekcyjne i jedynie
                sluszne? Czy wy pesymisci kabaretami tez gardzicie jako forma krotka, niepelna,
                nieraz poszarpana? Jacys tacy jestescie zapatrzeni w to co dawno minelo,
                jalkbyscie mieli oczy na plecach. Ja tez bardzo lubie klasyke, czasami czytam w
                kolko moich ulubionych: Conrada, Nabokova, Gombrowicza, Thomasa Manna, tez
                Dostojewskiego i Canettiego, jak Zdanka, plus kilku innych jeszcze, uwielbiam
                nade wszystko jak najdluzsze opisy przyrody, ktore wiekszosc ludzkosci uwaza za
                nudziarstwo - ale staram sie nie zamykac na to, co sie dzieje teraz. Na Gnoj
                Kuczoka na przyklad czy na Maslowska. A to ze na naukowych konferencjach mowi
                sie o seksualnosci na przykladzie ksiazek MIlosza, a nie wspolczesnych, ma swoj
                powod w zakurzeniu i ograniczonych horryzontach akademickich badaczy
                literatury. O wiele latwiej mowic o autorytecie i podac kilkanascie stron
                bibliografii, niz powazyc sie na cos nowego, swiezego, nie calkiem "udolnego".

                Pozdrowienia
                Roza
                • broch Re: Zdanka bawi się w Pytię na trójnogu... 27.01.04, 17:18
                  Moge mowic tylko o moim "pesymizmie". Po pierwsze jest ujety w "". Ponadto, nie
                  poraz pierwszy, kultura jest w dolku. Staram sie czytac nowosci (nie tylko
                  stare rzeczy), poniewaz moze za zakretem wlasnie spotka mnie ta pierwsza
                  jaskolka i moze wlasnie tutaj na Forum ktos wskaze na cos nowego (kupilem kilka
                  z ksiazek ktore polecalas, powinny dotrzec w ciagu tygodnia). Byc moze ze
                  wspolczesne formy wyrazu sie koncza. Byc moze ze czas na odejscie od
                  form "konserwatywnych", takich jak literatura. Nie oznacza to konca Kultury,
                  zwroc uwage jak aktywne jest to Forum. Sztuka oczywiscie nie sklada sie z
                  rzeczy wielkich, ale problem w tym ze w ciagu dluzszego czasu, nie spotkalem
                  nic co byloby wybitna sztuka.
                  Nie wydaje mi sie aby byl to objaw pesymizmu, poniewaz jak powiedzialem, moze
                  za zakretem czeka cos wielkiego, a moze czas na nowe formy wyrazu.
                • braineater Re: Zdanka bawi się w Pytię na trójnogu... 27.01.04, 18:43
                  A to ze na naukowych konferencjach mowi
                  > sie o seksualnosci na przykladzie ksiazek MIlosza, a nie wspolczesnych, ma
                  swoj
                  >
                  > powod w zakurzeniu i ograniczonych horryzontach akademickich badaczy
                  > literatury. O wiele latwiej mowic o autorytecie i podac kilkanascie stron
                  > bibliografii, niz powazyc sie na cos nowego, swiezego, nie
                  calkiem "udolnego".
                  >
                  > Pozdrowienia
                  > Roza
                  Odcinając się momentalnie, stwierdzam, że ograniczone horyzonty akademickich
                  badaczy, od dłuższego czasu skupiają się właśnie na Kuczoku i Masłowskiej -
                  przynajmniej na mojej uczelni - postaci te wypływają co i rusz w przeróżnych
                  kontekstach. Masłowską przeczytałem, doceniłem i niewiele już z niej pamiętam,
                  prócz tego, że dziewcze ma talent do posługiwania się idiomatycznym grypsem,
                  który może się podobać lub nie, ale NIE jest wielką literaturą - wystarczy
                  spojrzeć parę lat wstecz zobaczyć co za pomocą idiomu nowomowy oraz mowy wogóle
                  udziwnionej robili ludzie tacy jak Genet czy Barańczak. Kuczok mnie mierzi bo -
                  Gnój w warstwie fabularnej jest ledwie zamaskowanym kserem z "Ryżego"
                  Donlevy'ego a po za tym jest drętwy nawet jako obserwacja społeczna i nie
                  wychodzi poza parę wyświechtanych sloganów. Wracając natomiast do pytania z
                  jednego z postów? - jakie ksiązki przez te piętnaście lat powstały i które z
                  nich mają szansę przetrwać, ku radości następnych pokoleń? można stwierdzić, że
                  żadne, że wszystkie są zbyt uwikłane w tu, teraz oraz ja, mój, moja, moje, żeby
                  znaleźć zrozumienie u ludzi wyabstrahowanych z aktualnej rzeczywistości. Co
                  jakby zawsze było głównym grzechem i błędem polskiej literatury - literatury
                  która nigdy nie chciała się podobać a chciała zmieniać, dyktować, nauczać i
                  pouczać. Jeślibym miał wskazać już jakieś nazwiska, to będą to wciąż te same
                  Chwin, Huelle, Tokarczuk - czyli ludzie u których nie czuje się misj "Ruszyć z
                  posad bryłę świata" tylko wyczówa się, że jest to pisanie dla przyjemności
                  pisania, dla przyjemności wymyślania fabuł i bohaterów (przy czym Tokarczuk
                  jako jedyna z tego grona lubi od czasu do czasu popaść w lekki dydaktyzm). I
                  nie jest to marudzenie, narzekanie i wybrzydzanie nad literaturą polską, bo nie
                  można wybrzydzać nad czymś tak amorficznym, nieukształtowanym i
                  niedopracowanym - można ewentualnie wskazać które macki się podobają a które
                  należałoby natychmiast odrąbać i przypalic pochodnią:)
                  • rozaola Re: Zdanka bawi się w Pytię na trójnogu... 27.01.04, 20:02
                    Rozumiem, ze uwagi w tym watku sa rzucane nonszalancko mimochodem, ale pisanie
                    o Maslowskiej, ze "dziewcze" umie sie poslugiwac grepsem, to naprawde przesada.
                    Czy ty naprawde czytales te ksiazke, czy tylko ja przejrzales w ksiegarni???
                    Ksiazka Maslowskiej nie jest odtworcza, nie sklada sie z samym cytatow
                    knajackiej nowo/staromowy. Maslowska cos tam mowi, cos tam tworzy i
                    wirtuozersko posluguje sie jezykiem.
                    I co z tego, ze iles lat temu ktos pisal cos podobnego? Czy naprawde wierzysz w
                    to, ze w roku 2004 mozna jeszcze wymyslic w jakiejkolwiek dzie3dzinie sztuki
                    cos CALKOWICIE nowego, bez chocby jefnego uzasadnionego zarzutu o wtornosc???

                    Kuczok nie wychodzi poza pare wyswiechtanych sloganow??? Alez on wlasnie naraza
                    sie calemu chorowi pochwalnemu, ktory wyspiewuje w literaturze dobrze
                    reklamowane grafomanskie peany na temat rodziny, rodzinnosci, rodzinnego
                    ciepla, znaczenia rodziny, jedynosci rodziny, wartosci rodziny, itepe (vide
                    poczwarkowata "Poczwarka" Terakowskiej). Kuczok - czy jego bohater - nie jest
                    pierwszym facetem na tym swiecie, ktory ma problem na linii syn-ojciec,
                    podejrzwam, ze 3/4 literatury swiatowej jest zbudowane na tym problemie. Cow
                    tym zlego czy wyswiechtanego, ze Kuczok podejmuje ten klasyczny temat i pisze o
                    tym po swojemu? Przy okazji idac pod prad aktualnych trendow w Polsce?
                    • rozaola Re: Zdanka bawi się w Pytię na trójnogu... 27.01.04, 20:19
                      Dokonczenie mojego maila, cos mi urwalo:


                      "Znalezc zrozumienie u ludzi wyabstrahowanych z aktualnej rzeczywistosci" -
                      tus mi bratku! :-) Myslisz, ze Lord Jim Conrada, ktory roztrzasa problemy
                      moralnosci, odpowiedzialnosci itp. nie jest o tu i teraz? Przeciez to wszystko
                      nas dotyczy, nic nie jest wyabstrahowane, nawet "rzeczywistosc w "Falach"
                      Virginii Woolf.

                      A gdzie, ze zapytam z ciekawosci, wedlug ciebie Tokarczuk roztacza lekki
                      smrodek dydaktyczny?

                      Pozdrowienia
                      Roza
                      • braineater Re: Zdanka bawi się w Pytię na trójnogu... 27.01.04, 20:52
                        brak porozumienia:) piszę przecież, o tych pisarzach że oni są uwikłani w tu i
                        teraz i nie ma tam nic więcej - a u Conrada jest ładunek transgresji,
                        literatury na wyższym poziomie niż tylko opis. A Masłowską przeczytałem
                        dokładnie, choć wymagało to dużej dozy samozaparcia, i nadal jest to dla mnie
                        tylko posługiwanie się grepsem i nie jest to wielka literatura:)
    • Gość: Zdanka Wystarczy trochę słuchu,żeby bawić się w Masłowską IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.01.04, 21:48
      -Więc na co pani właściwie chce zwrócić uwagę takim zobrazowaniem erotyki?-
      Jarniewicz stara się być tak miły,jak to tylko on potrafi,kiedy zechce mu się
      starać.Manuela ponownie zaprezentowała nieludzko znudzoną minę,która
      towarzyszyła jej od początku spotkania:
      -To rodzaj traktatu,tak....Opowieśc o duchowej drodze do
      dojrzewania,zawierającym w sobie również inicjację erotyczną pokazaną w
      różnorakim aspektach kulturowych....Nie piszę powieści ginekologicznych,erotyka
      powieściowa jest uzasadniona drugim dnem antropologii,mitami
      erotycznymi,całością aspektów erogennych.....
      Bełkot.Kontem oka widzę piersiówkę Radka.Piersiówka po Whisky,a zawartość to
      jak zawsze Pole Star.Ciężarówka na polu,gwiazda na ciężarówce,Kasia Figura w
      ciężarówce na polu.Ostatni rząd ,piersiówka w dłoń,bolszewika goń,goń,goń.Nawt
      obrzydlistwo wchodzi na tak beznadziejnym wieczoprze autorskim.
      (...) -Tak,to typowe dla Polaków...Miller,Lawrence to późne tłumaczenia w
      latach 70-tych bodajże.My mamy może Gombrowicza...
      _Tak,ale...
      -Gombrowicza,a potem wielką lukę.W moich powieściach....
      _Kurwa mać,pani od dawna nie pisze już zadnych powieści.Zarabiasz kasę na
      bełkocie pseudointelektualnym.Znaczy Radeczka wzięło,poleci polemika jak 2
      tygodnie temu z "Młodym zdolnym" promowanym przez "Tekstylia".I czy w ogóle
      warto obić komuś ryj za kiepski tom wierszy?Panie Wojaczek,staję do apelu!!!!!!
      Skopany na polu chwały.Z pozdrowieniami,"Łódź Kaliska".
      I toczy się polemika i jak zawsze nic z niej nie wynika,a kto pierwszy się
      potknie ,tego ruskie wytną sotnie.Dajcie mi święty spokój z tą babą.!10 minut
      później lądujemy za drzwiami na własną prośbę.
      _Radek,nie warto.Ma kontrakt z WAB-em na książkę rocznie.
      _A tego bachora też urodziła na kontrakt z Wabem?
      -Nie ,z Pietuchą.
      Jak tysiące nocy wcześniej i później pójdziemy teraz na Piotrkowską.Po drodze
      czterech wózkarzy,trzech pijanych.Jaka to średnia,Tomku,gwiazdo olimpiady
      matematycznej ileś lat temu w jakimś całkiem innym świecie?Tam ,gdzie kwitły
      bzy i słuchało się"Massiv Attack" w kiepskiej marki walkmenie?Nie chcę
      wiedzieć.Chcę się zapić przy"This mortal coil" i nie pamiętać,jakim stałem się
      skurwysynem przez siedem lat.Nie wysoki Sądzie,ja nikogo nie zabiłem,nie wysoki
      sądzie,ja jej wcale nie zgwałciłem.Przestrzegam dekalogu,chodzę spać co dwa dni
      i w ogóle spokojny ze mnie facet,tylko taki trochę nerwowy ostatnio mam
      sen.Może prawo moralne zgubiłem na jakiejś bibie,albo niebo błękitne poszarzało
      na wiosnę?Zapewne oba i żadne zarazwem. c.d.n.

      Tumor Mózgowicz.........
      CiAG DALSZY MOJEGO OPOWIADANIA:

      -Panowie,jak kopsniecie fajkę ,to podwiozę was na Kościuszki.-Pijany wózkarz
      numer trzy dorabia nocami jako pijana taksówka.Sądząc po gabarytach,nie
      przewiózłby nas dwudziastu metrów.Nie mamy fajek,więc idziemy na własnych
      nogach,a wózkarz jedzie w życie na swojej landaro-rykszy.No i proszę
      państwa,mamy centrum pod zelówkami!"Urodziłem się w Łodzi,nie w Nowym
      Yorku,moje miasto to syf,czasami myślę,że żyję w piekle,czasami,że to
      zaszczyt",jak śpiewał wiecznie pijany wokalista,Krzyś Ostrowski,duma polskiego
      komiksu rysująca w "City".Lepiej tam,niż na ścianach.
      Przy "Literze" cuchnie moczem.Najbardziej oblegany Smietnik-wychodek w nocy, po
      tej stronie miasta.
      -Kurwa,to miasto zawsze mi się będzie kojarzyło ze smrodem moczu-Radek zaczyna
      trzeźwieć,a to niedobrze.Na "przetrzeźwieniach" robi się cholernie
      agresywny,może tłuc się za nieistniejącą ideę,jak jakiś pieprzony Kirryłow.Nosi
      ze sobą "sprężynę",na wypadek jakby mu się napatoczył sobowtór Stawrogina.Nosi
      ze sobą też mnie,żebym robił w gorących momentach za trzeźwy umysł.Problem w
      tym,że bardzo szybko robię się nietrzeżwy.Idziemy na melinę do Sławka,gdzie
      wita nas ,a zarazem żegna głucha cisza.
      -Noi chuj bombki strzelił.Zawsze go nie ma,jak jest potrzebny.Czy ja, kurwa,
      śpię na kasie?!
      Pytanie jest Retoryczne,wódka będzie ze sklepu,więc nie będzie już grassu.A
      szkoda,no chyba,że przypałęta się jakiś znajomek z towarem w knajpie i zacznie
      opowiadać o zmarnowanym życiu,a my zaczniemy słuchać i z litości wypalimy jego
      trawę."Ile już takich zmarnowanych życiorysów przepaliliśmy,co Radeczku"-
      dochodzi do głosu mój sarkastyczny robal-"Ciekawe,czy na naszym pogrzebie ktoś
      pomyśli o trawie,bo jaka jest pewność,że będzie tamtędy przechodził facet ze
      zmarnowanym życiorysem i workiem trawy w kieszeni?"
      "Ganimedes" - pedalski pub na dzień dobry.Kiepski lokal,kiepska muzyka,kiepscy
      ludzie......
      Kiedyś poznałem tu lekarza z Wojskowej Akademii Medycznej.Wystawiał recepty dla
      połowy pubu,oczywiście tej młodszej i dupodajnej.Bardzo dobrze mi się z nim
      rozmawiało,potem pojechał do "Narragansetu" i dzwonił z dark -roomu.Zerżnął
      jakiegoś świezego siedemnastolatka i postanowił powiadomić o tym swojego
      znajomego od kielicha w poprzednim pubie.Zyczyłem mu dalszej konsumpcji
      pijackiego romansu i uniknięcia HIV-a przez najbliższe pięć lat.Gdyby nie cały
      komizm tego wszystkiego,"Ganimedes" byłby cholernie smutnym miejscem,jak każde
      zresztą miejsce,gdzie wszyscy się znają i wiedzą,że niewielu z nich spotka
      jeszcze coś innego niż taki klub.Pól butelki wypijamy na korytarzu i wchodzimy
      do środka na colę.Jak zwykle panuje tzw."Kurwa kiła,syf,mogiła"Mało ludzi ,mało
      myśli i"Sco
      [03.01] 18:56 Ciąg dalszy...
      "Scooter"jako łupanina.Przy barze mniej lubiany barman,oraz facet zwany
      roboczo "łysym cieciem",ni to odźwierny ,ni bramkarz,ni hetero,ni gej,po prostu
      koszmar.Pamiętacie"Szkic do portretu Francisa Bacona"?Ci koszmarni znajomi
      malarza mogliby siedzieć w tym pubie.Zabieramy się do wychodzenia,kiedy przy
      naszym stoliku ląduje przegięta ciota,dorabiająca jako drag-
      gueen.Mareczek.Dziwna sprawa.Tasiemki i gumki,puder i róz, a choć taki młody,to
      kurwa i już.Mareczek jest damą.Z wdziękiem,choć nie zwracamy uwagi na jego
      wdzięki,pokazuje nam swoje zdjęcia i pyta,czy błyszczące rajstopy nie
      pogrubiają mu nóg.Zdjęcia pokazują młodą kobietę w peruce,świetnej sukience i
      szpilkach.Jest ładny,wie o tym i dlatego długo nie pożyje.Od łożka do
      łożka,jeszcze z 6 lat w tzw.branży i to by było na tyle.
      _Mareczek,nie możesz
      • Gość: Zdanka Re: Wystarczy trochę słuchu,żeby bawić się w Masł IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.01.04, 21:51
        (CD)

        _Mareczek,nie możesz z kimś na stałe?Włóczysz się jak dziwki na Zachodniej....-
        Radek po wódce nabiera chrześcijańskich odruchów.Marek w spodniach,to zawsze
        coś godnego uwagi ze względu na egzotykę stroju.
        -Nie,lubię różnorodność!!!-Smiech i białe zęby w przygaszonym świetle pubu.
        -No,to się przejedziesz,dupko...-przyjacielski gest poklepania po plecach.Zaden
        z nas się nie przyzna,ale z Markiem moglibyśmy od razu,gdyby nie obawa przed
        złapaniem czegoś mało wyleczalnego.
        -Kierunek na" Kaliską".Jak nie narobisz sztrymu,możesz z nami.-Radek przeżywa
        dzień dobroci dla świata,więc Mareczek zabiera się z nami.Wychodzimy zabijani
        wzrokiem przez "Łysego ciecia",nigdy w zyciu nie kupiliśmy w jego pubie wódki,a
        na trzeźwych,nie wyglądamy.........

        Piotrkowska w nocy ma dwie twarze.Ulicę i bramy.Na ulicy stoją bogate
        panienki,kolesie z Warszawki,paru policjantów i znani bywalcom dealerzy czyli
        jedyni ludzie w pracy.W bramach stoją tanie panienki,14 latki wąchające
        klej,ludzie stąd i sprawcy zapachu w mieście,czyli oddający mocz po
        piwie.Piotrkowska wieczorem cuchnie też tanim jedzeniem z chińskich knajp,o
        których ludzie mówią,że realizują zamówienie na wszystkie gołębie w mieście do
        sajgonek.Nikt tam już ponoć nie jada,ale knajpy prosperują,co oznacza,że
        kamikaze są wśród nas.Ryż z wróbelkiem elemelkiem na tekturze,raz.Łodź jest
        biedna ,to i wróbla zeżre.Teraz jeszcze tylko rewia mody w rozmazanym wódką
        swietle latarń.Dziewczyny na piętnastocentymetrowych koturnach.srebrne
        spódniczki,faceci wykąpani w perfumach i nieodzowne wdepnięcie w gówno przy
        pierwszych światłach.Radek,pamiętasz,przyjeżdzaliśmy tu z bloków na hamburgera
        z pięcioma kumplami z podstawowki.To było święto.Najpierw jedziemy 10-tką i
        każdy kurczowo trzyma odłożone 3 złote.Nie,żebyśmy byli święci,ukradliśmy już
        babie w "Spożywczym"ciastka,ale to pryszcz przy hamburgerze.Na to się czeka
        cały tydzień w 11-sto letnim życiu...A wtedy nie było jeszcze "MacDonaldsa"....
        -Co ty tam gadasz do siebie?-wyrywa mnie z przeszłości
        -Wtedy nie było jeszcze makdolnalda.
        -Kiedy nie było?Zawsze był...
        -Wtedy,kiedy nie znaliśmy smaku wódki,Radek.W tamtym świecie....
        Mareczek zaśmiał się śmiechem,który jego sponsorzy nazywali perlistym,bądź
        ironicznym,w zależności od obowiązujących ówcześnie układów partnerskich.
        -Nie znaliście wódki!!!!!Mówisz o Matrixie?!!
        -Kurwa,nie było nigdy zadnego innego świata....Ty jesteś swoim światem
        rozumiesz?jesteś tu i tu jest świat.Nie ma cię 15 lat temu ,to znaczy,że
        tamtego świata też nie ma. Jasne i klarowne,cholerny sentymentalisto.
        -Radek?Nie zawsze pisałem idiotom prace magisterskie;pamiętasz ,wybrałem sobie
        nawet katedrę,w której chciałem uczyć...A potem ,tak wszystko zaczęło rozpływać
        się w rękach...i
        -I gówno.I tyle.Co ty,kurwa ,myślisz,że ten Paryż Gretkowskiej to jakaś prawda?
        Halucynacje ,zlepki i sny starzejącej się baby,która myła tam kible,żeby
        zarobić na utrzymanie.Twój problem polega na tym,że nie żyjesz w
        książce,człowieku.
        -Wasz problem polega na tym,że życie wam nie wychodzi.Każdy kiedyś ,gdzieś mył
        kible...
        -Mareczku,ty znasz kible tylko z obciągania.
        I cisza.Ta cholerna cisza,która powodowała,że gdziekolwiek się
        znależliśmy,nigdy nie byliśmy wewnątrz.Ktoś kiedyś powiedział,że obaj nadajemy
        się na jakieś dogorywające powstanie i do żadnej innej pracy nas nie
        wezmą.Tymbardziej z ciotą wlokącą się pięć kroków za nami.Sedno problemu tkwiło
        w tym,że asortyment powstań Polska wyczerpała w 100 lat.I coś wygląda mi na
        to,że nie dowiązą już towaru,a spod lady poszedł cały zapas.No,chyba żeby
        poszukać na czarnym rynku."Już tam ojciec do swej Basi mówi zapłakany,słuchaj
        coś tam,pono nasi biją w tarabany".Co to są te tarabany,panie profesorze?Jakiś
        nieistniejący już rodzaj narkotyku tylko dla Słowian?Dogłębna analiza pism
        światowej sławy antropologa ,Bronisława Malinowskiego, może doprowadzić do
        interesującej hipotezy;otóż tarabany to rodzaj uwspółcześnionych tam-
        tamów ,używanych w społeczeństwach pierwotnych do przesyłania
        wiadomości.Wszyscy Polacy ,hajda na Triobrady,wszak stamtąd wasze pochodzą
        dziady.Jesteśmy jedyną nacją z natury znającą język dzikich...Mareczku,a znamy
        też ich życie seksualne?Czy czczą cioty,czy wyrzucają je z plemienia?My
        wyrzucamy do góry dnem.A ponoć Bronek kochał się w takim jednym Stasiu,co to
        wiedział,kiedy wypada sobie podciąć żyły...Hm...Załapał się nawet na
        rewolucję,a my niestety ciągle mamy deficyt bohaterów...Jak będziesz
        miły,Mareczku to może nawet zrobimy ci taką fotkę w lustrach,ładnie byś
        wyglądał w kilku wersjach.Ale skąd do cholery wziąć mundur gwardii rosyjskiej?
        AAAA......Znamy re
        [03.01] 19:00 ciąg dalszy
        Znamy rekwizytorów.........Tak,znamy wielu różnych,niepotrzebnych nam do
        niczego ludzi.Zresztą może te tarabany to spodnie,coś jak szarawary?
        -Panowie,"Kaliska".Zdejmijcie ten wyraz z twarzy,bo odstraszamy potencjalnych
        morderców...Poloneza czas zacząć.

        [26.12] 12:16


        [29.12] 18:43 Ciąg dalszy
        ..................
        Radek zaczął powoli,niby od niechcenia,Ale z każdego kroku,z każdego
        ruszenia,Można tancerza czucia i myśli wyczytaćto stanął,jak gdyby chciał
        Mareczka pytać,pochyla doń głowę,chce szepnąć do ucha;Marek głowę
        odwraca,wstydzi się,nie słucha......Tak oto weszli w dolinę nieznaną,aby
        podeptać ,co im na chrzście dano...A jak zachwyca,skoro nie zachwyca i jak ją
        kochać ,skoro latawica?Przy wysokich,barowych stolikach zasiadali mężczyźni w
        czarnych golfach,a obok nich nieziemsko piękne dziewczątka w czarnych
        sukienkach.Oni mówili,a one uśmiechały się zachwycająco naiwnie.Oni opisywali
        im nieznane kraje,o których traktowały równie nieznane książki,a one ,z każdą
        chwilą ,zadurzały się bardziej w tych mądrych mężczyznach.Celne riposty
        krzyżowały się w powietrzu,komplementy zawsze padały z dyskretną elegancją,a
        śmiech rezonował niepoprawnie szczerze.Potem małe kobietki piły pierwszy raz w
        życiu słodką czerwień ,po której miłe ciepło opanowywało ciało.Oczy nabierały
        blasku i wszysto stawało się tak bajkowe,jak bajkowe bajania księżniczek w
        bajkach.Po drugim kieliszku zaczarowanego specjału,stawały się senne i
        przymilne,a wtedy wspaniały książę całował je dorośle i poważnie...O,jaki on
        dobry,kochany,mądry-myślały małe kobietki i uśmiechały się błogo-jakie to
        wszysto wspaniałe.Przy dalszych stolikach siedziały kobiety i patrzyły na salę
        szklanym wzrokiem.Aha,pewnie na kogoś czekają-myślały małe kobietki i
        uśmiechały się słodko do siedzących w kątach niewiele starszych chłopców.W
        szklanej kuli padał śnieg z marzeń,a Boże Narodzenie widniało w kalendarzu co
        trzy tygodnie.I właściwie nikt nie pamięta,jak to się stało,że kula pękła,czy
        ktoś ją rozbił,czy też była już stara...Po prostu pękła.Pewnego dnia już jej
        nie było.Ale my niestety byliśmy...I było też to miejsce...A dookoła pełno
        znajomych,im bardziej książę,tym bardziej po nim.
        -Rusz się ,pudernico.-Radek nie zwykł wprowadzać Marka w takt poloneza,ale
        staropolska gościnność sama pchała się drzwiami i oknami.
        -O,panowie brać...Swietnie ,że jesteście,siadajcie z nami..Jak tam Radeczku?
        Słyszeliśmy,że zabawiasz się ostatnio w Chełmickiego i za kiepskie wiersze
        dajesz w mordę!Nie boisz się nadmiaru kandydatów?!-stolik przy drzwiach,jak
        zawsze pełen.Warta w dzień i w nocy,z alkoholem ku pomocy.
        -A kiedy poślesz grafomanom kulkę w łeb?Paru zasługuje,tylko głowę ciężko
        znależć!!!
        Entliczek,pentliczek,kawiarniany stoliczek,na kogo napadnie,ten snadnie,już na
        dnie!
        -Filologów powinno się wybić.Nacja nieudaczników z bożej łaski.Górnictwo to
        sensowne zajęcie.-Marek postanawia dziś ustosunkowywać się intelektualnie,co w
        historii jego stosunków stanowi ewenement.
        -A myślałem,że górnictwo w Polsce splajtowało?-głos wybitnej kawiarnianej
        osobistości.
        -Ale górnicy to ładni chłopcy.Nie zdarzyło mi się jeszcze spotkać ładnego
        filologa.- i ,chcąc nie chcąc, 1 dla Mareczka.
        -Filolodz
        • Gość: Zdanka Re: Wystarczy trochę słuchu,żeby bawić się w Masł IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.01.04, 22:01
          To jest tekst napisany na forum tlenu,bez ani jedenej poprawki i po wódce.Nie
          przeniosłam tego tutaj,aby coś pokazac,czy udowadniac,po prostu podobnie
          wygląda tekst tych tzw.młodych gniewnych typu Nahacz,czy Masłowska,tylko ,że
          doszlifowany i poprawiony...A taka literatura,to zadanie dla każdego ,kto coś
          tam widzi i słyszy język ulicy,,,Tyle tylko,że to nie jest literatura...
          • dr.krisk Ja w kwestii formalnej. 27.01.04, 22:41
            Gość portalu: Zdanka napisał(a):

            > To jest tekst napisany na forum tlenu,bez ani jedenej poprawki i po wódce.
            Ja w interesującej mnie kwestii technicznej. Ile tej wódki było? Bo ja owszem,
            po alkoholu czuję olbrzymi przypływ werwy&weny, ale mnie się paluchi plączą, i
            tekst natychmisdt wyglsda mnij mecj tak.
            Dlatego nie będę już młodym tfurcą. Wielka szkoda....
            KrisK
          • rozaola Re: Wystarczy trochę słuchu,żeby bawić się w Masł 28.01.04, 11:15
            Moze i tak. Ale Nahacz w porownaniu z Maslowska jest nasladownictwem li tylko.
            Przy Maslowskiej mozna sie posmiac. Podobaja mi sie tez jej bardzo oryginalne i
            inteligentne metafory i to jak traktuje jezyk.

            Roza
        • Gość: Zdanka Re: Wystarczy trochę słuchu,żeby bawić się w Masł IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.01.04, 22:13
          (CD>)

          Filolodzy myślą...- glos drugiej kawiarnianej osobistości.
          -Górnicy fedrują...-Marek gra w ping-ponga.Ponoć kiedyś grywał w drużynie
          szkolnej.Podrzuca się słowo do góry i odbija paletką,a potem w napięciu
          czeka ,z której strony słowo wróci.O ile wiem, ma kłopoty tylko z serwisem.
          Uczył się u najlepszych,ale konsekwentnie tę wiedzę rozdrabnia,pracując nad
          wizerunkiem słodkiego idioty.Problem polega na tym,że okruchy tych
          umiejętności, wysypane rano z butów,znajduje się wieczorem w kieszeni.Jeśli
          chodzi o bliskoznaczne sporty ,to Radek zaciekle uprawia zapasy,ale ostatnimi
          czasy wziął się za kickboxing w wydaniu ekstremalnym.Z potłuczonym szkłem w
          dłoniach i desperacją w oczach może iśc w zawody jedynie z himalaistami,a i ci
          się go boją.Słowa ciężkiego kalibru i dyskusje jak bitwa pod Verdun
          -A panowie do rana,czy tylko przejazdem?-kobiecy,mało kawiarniany głos
          rozładowuje sytuację.
          -To się jeszcze okaże.Chwilowo posiedzimy tutaj,a potem pomyślimy,co zrobić z
          resztą tak pięknie rozpoczętego wieczoru.-głos czarująco-zapaśniczego Radka
          Od kilku minut obserwuję szatniarza.W stercie kurtek i płaszczy jest prawie
          niewidoczny,ale rozpoznawalny dla chcących coś zobaczyć.A moje rozpoznanie
          ewidentnie pokazuje ,jak chłopak przeszukuje czyjś plecak i dyskretnie,z
          uśmiechem zawodowca rozgląda się po sali.Następnie wkłada do wiszącego
          najbliżej płaszcza czarny przedmiot,niepokojąco podobny do portfela.Jeszcze
          jedno spojrzenie i odbiera numerek od pary nastolatków.Teraz ja rozglądam się
          po sali,zaciekawiony,czy ktoś raczył spostrzec całą misterność dokonanej
          kradzieży.Kawiarniany stolik tonie w swoich sprawach,kto ma pić,pije,kto już
          się urżnął,usiłuje pić,kto chce rozmawiać,przekrzykuje muzykę...Jestem wręcz
          zdumiony,kiedy dziewczyna ,z drugiej strony sali,przenosi wzrok z szatniarza na
          mnie i uśmiecha się z widoczną aprobatą.To zaskakujące,ale jesteśmy jedynymi
          osobami w tym miejscu,które widziały cały kunszt złodziejskiego fachu i
          podziwiają maestrię wykonania.Ale jej uśmiech nieodparcie przywodzi na myśl
          uśmiech kobietki pijącej pierwszy raz wino.
          • Gość: Zdanka Re: Wystarczy trochę słuchu,żeby bawić się w Masł IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.01.04, 22:19
            Nigdy nie trafiło mi się 5 postów pod rząd w dziwnej kolejności...W każdym
            razie ja tej literatury nie szanuję,bo wrednie żeruje na czym może.
    • Gość: Radek Wiśniewski KILKA ZDAŃ NA WYPADEK SMIERCI LITERATURY POLSKIEJ IP: 156.17.253.* 28.01.04, 12:44
      Ja tutaj nie podejmuję sie wchodzić w parade toczącej sie fajnej debaty i
      zaledwie wypowiem swoje zdanie z boku, które brzmi tak:

      1. Z prozą było u nas kiepsko i bedzie kiepsko bo chyba po prostu nie ma "na
      czym grać", czyli nie ma tradycji wielkiej prozy. No chyba, że przestaniemy
      sie obrażać na naszych wschodnich sasiadów i nauczymy sie czegos od nich.
      Tokarczuk, jakby ja zapytac na pewno więcej sie nauczyła na Gogolu,
      Dostojewskim, Tołstoju, Bułhakowie niż na Prusie, z całym szacunkiem.
      Prozaicy próbują prozy popularnej, takie typu po-pop, albo ekzperymentalnej,
      ale że nie za bardzo jest na czym eksperymentować, bo nie było - wedle mojego
      amatorskiego, laickiego oglądu - trzpienia, rdzenia modrenistycznego
      wystarczająco wykształconego, to i postmodernizm wychodzi blado.

      2. Poezja z tych samych chyba względów historycznych ma sie moim zdaniem
      świetnie jezeli chodzi o jakosc. W jednej ze swoich wypowiedzi w
      serwisie "Literatorium" Krzysztof Uniłowski zwrócił uwagę, że przez to, że
      poezja została wytrącona z "mechanizmu rynkowego - byc może pomogła
      wykształcić bardzo silne mechanizmy kontroli oparte na jakości wytworu a nie
      jego "sprzedawalności". No i tutaj dłuuuuuugo by wymieniac nazwiska, osoby,
      postaci wydające ksiązki w nakładach między 300 a 1100 ezgemplarzy. Ale
      strzelę może tymi którzy sie ukazą niebawem - Piotr Kusmirek, Bartek Konstrat.
      Ale moznaby jak powiadam sypac tutaj tytułami, nazwiskami bez końca.

      3. Interesujeta sie literatura współczesną, łaźcie do EMPiKów kupujcie pisma
      literackie. Prosta rada.

      Pozdrawiam
      jakem kawął dziada
      • Gość: broch Re: KILKA ZDAŃ NA WYPADEK SMIERCI LITERATURY POLS IP: *.knology.net 28.01.04, 13:51
        Z tym mechanizmem rynkowym to sie srednio zgodze. Tolstoj mial wlasne
        wydawnictwo ktore sprzedalo ~2 mln egzemplarzy Jego opowiadan. A to byly
        pierwsze lata XX stulecia! Turgieniew tez nie mial zle. Z kolei Dostojewski mial
        problemy, Bulhakow jeszcze wieksze a Tsypkina proze wydano po raz pierwszy w
        roku jego smierci w U.S.A. a nie w Rosji dwadziescia lat po napisaniu powiesci.
        Moze po prostu w Polsce nie ma tradycji wielkiej prozy co spowodowalo powstanie
        dwoch mechanizmow: ochronnego (krytyka pociagajaca za soba garstke snobow plus
        do niedawna ochronny rynek) a z drugiej strony wzruszanie ramionami polskich
        czytelnikow czytajacych hmm... Tolstoja i innych. Potrzeba wielkiej narodowej
        literatury spowodowala w Rosji narodziny Turgieniewa, Czechowa, Tolstoja,
        Dostojewskiego, Gogola (za malo miejsca aby dyskutowac Rosyjska XIX/poczatek XX
        wieku dyskusje o azjatyckosci/odrebnosci kultury z jednej strony a zachodniosci
        z drugiej - efekt i tak jest fenomenalny). Mysle ze geniusz literacji da sobie
        rade w kazdych warunkach (znowu rosyjski przyklad: tragedia Achmatowej i
        Cwietajewej, problemy Bulhakowa i Tsypkina - od poczaktu Rewolucji do lat
        osiemdziesiatych. Przeciwienstwem beda warunki w jakich tworzyli Zachodni wielcy
        pisarze). Chyba ze uznac iz polska literatura jesta masochistyczna: im bardziej
        dostaje po dupie tym lepsza.
        • Gość: Rademenes W. Re: KILKA ZDAŃ NA WYPADEK SMIERCI LITERATURY POLS IP: 156.17.253.* 28.01.04, 15:29
          Ale w zasadzie z czym Pan sie w mojej wypowiedzi nie zgadza? Bo przeczyatłem
          swoja i Pańska i nie czaję ło co biega, gdzie się Pan ze mną nie zgadza?
          Pan po prostu uzupełnia wiedzą moje zakapiorstwo za co zreszta gracko dziekuję.
          • Gość: broch Re: KILKA ZDAŃ NA WYPADEK SMIERCI LITERATURY POLS IP: *.mcg.edu 28.01.04, 16:20
            "Poezja z tych samych chyba względów historycznych ma sie moim zdaniem
            świetnie jezeli chodzi o jakosc. W jednej ze swoich wypowiedzi w
            serwisie "Literatorium" Krzysztof Uniłowski zwrócił uwagę, że przez to, że
            poezja została wytrącona z "mechanizmu rynkowego - byc może pomogła
            wykształcić bardzo silne mechanizmy kontroli oparte na jakości wytworu a nie
            jego "sprzedawalności"."
            Latwosc dostepu do rynku ma niewiele wspolnego z jakoscia literatury. Pomaga
            miernym,ale absolutnie nie przeszkadza dobrym pisarzom. W zwiazku z czym
            tlumaczenie wyzszej jakosci poezji mechanzmami rynkowymi jest bledem. Po prostu
            polscy poeci dzisiaj pisza lepiej niz wspolczesni (ostatniego dwudziestolecia)
            pisarze. Taki wniosek mozna wyciagnac zarowno z powyzszego watku jak i z ilosci
            tlumaczen nowej generacji pisarzy polskich na obce jezyki (tlumaczeni byli:
            Tokarczuk, Huelle, Chwin, Gretkowska (na rosyjski)). Przy czym jedynie
            Tokarczuk jest latwo dostepna na rynku.
            • Gość: Radzioch We POEZJA vs. PROZA IP: 156.17.253.* 29.01.04, 08:23
              Co do zdania Uniłowskiego wydawało mi sie ono całkiem prawdopodobne gdy chodzi
              o najmłodsza poezję, dlaczego? Dlatego, że paradoksalnie rynek nie miał jak
              zepsuć pieniądza, tego szezląga, jakim literatura sie odpłaca. Nie mówię tutaj
              o niczym innym jak o oczyszczeniu obiegu. Chociaz w wypadku poezji raczej
              nasuwają mi sie skojarzenia z obiegiem podziemnym w ltach 80-tych. Podkreslam
              skojarzenia - nie analogie, żebysmy sie znowu nie poróżnili. Ale przede
              wszystkim w tej wypowiedzi chodziło mi o zwrócenie uwagi na okoliczności
              historyczne, czyli na to, że akurat poezja w Polsce ma tradycję i oparcie w
              niej, jest to fajny rozgdakany wielościa jezyków i dykcji w centrum Europy.
              A zdanie Uniłowskiego w swoim rozumieniu podrzuciłem tylko tak, żeby podgrzac
              piecyki:-)
    • rozaola Re: a polska literatura wspolczesna??? 28.01.04, 13:42
      No prosze bardzo, uderz w stol, a nozyce sie odezwa. W dzisiejszej Polityce
      jest tekst Tokarczuk "Chronmy nasze opowiadania". Pisze tam troche o tym, o
      czym rozmawiamy tutaj czesciowo) - forma mala versus duza. Czesciowo,
      powtarzam, my nie rozmawiamy stricte o formie.

      polityka.onet.pl/162,1148264,1,0,artykul.html

      Roza
    • raymond.new Re: a polska literatura wspolczesna??? 28.01.04, 15:49
      Trochę zaczyna się we mnie burzyć, gdy czytam o braku tradycji prozatorskich w
      Polsce. Owszem, w pierwszej lidze światowej nie jesteśmy, ale w drugiej tkwimy
      solidnie, mamy nawet gwiazdy wielkiego formatu. Kilka uwag spiszę w punktach:

      1. Ktoś napisał, że od Prusa współczesny pisarz nie ma się czego uczyć.
      Zgadzam się. "Emancypantki" na pewno na naśladownictwo nie zasługują. A
      arcydzieło, jakim jest "Lalka", z samej swojej natury jest niepowtarzalne.

      2. Karol Irzykowski "Pałuba" - to do awangardystów, jak nie czytali, niech się
      wstydzą.

      3. Bruno Schulz - bez komentarza

      4. Witold Gombrowicz - jak wyżej

      5. Literatura dotycząca Żydów i holocaustu - najlepsza na świecie, budzi coraz
      większe zainteresowanie w Izraelu. "Austeria" Stryjkowskiego i wiele innych.

      6. Literatura dot. drugiej wojny światowej. "Inny świat" chociażby - dużo
      lepsza książka niż "Archipelag Gułag".

      7. Stanisław Lem - najlepszy pisarz sf na świecie.

      Na razie starczy. Jak ktoś chce, to zawsze znajdzie. A, że w ostatnich 20
      latach marnie - we Francji np. nie jest lepiej. Czy Francuzi nie mają tradycji
      prozatorskich?

      Pozdrawiam:)
      • rozaola Re: a polska literatura wspolczesna??? 28.01.04, 16:26
        Bravo! Nareszcie. Bardzo sie ciesze z tych punktow.

        Roza
      • Gość: Zdanka Re: a polska literatura wspolczesna??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.01.04, 17:08
        Jakby nie łatać,dziura wylezie...Wymieniłeś Drogi Raymondzie.new paru
        pisarzy,ale chyba zwróciłeś uwagę,że przy najlepszych chęciach ich okres
        płodności pisarskiej kończy się około lat 70-tych XX wieku.(Lem)Ja do twoich
        dodam jeszcze Iwaszkiewicza,Witkacego,Andrzejewskiego,no jeszcze ze dwóch by
        się trafiło.Ale...Współczesna polska poezja (mało znana) jest o niebo lepsza
        niż proza,bo prozaicy są wtórni,bawią się w socjologię,powielają wzorce z
        Zachodu właśnie i piszą pod publikę!Wyjaśnij mi dlaczego na warsztatach
        literackich ,przypada 10 "Poetów" na jednego "Prozaika"?Bo liryka,nawet
        kiepska ,broni się ...Proza wymaga żelaznej konsekwencji,spójności i
        wyobraźni.,a przede wszystkim umiejętności opowiadanie jakiejś
        historii.Prawdopodobnie stąd bierze się fragmentarycznośc współczesnej prozy- z
        nieumiejętności stworzenia spójnej historii,mówiącej o czymś.A co do
        Francji,jakbym nie kombinowała,to mieli przez ostatnie 20 lat z 5 świetnych
        książek ,niestety...
        • braineater viva la France! 28.01.04, 19:28
          Z ostatnich lat: Queneau, Perec, Hollebeceque - nazwiska w sposób znaczący
          odbite w lit światowej
          A z polskich?
          Miłosz dla maniaków i Szymborska dla ?
          Coś chyba znów nam się trafił zły wzorzec porównawczy:(
          • Gość: broch vive La France!!jakie tam ostatnie dwadziescia lat IP: *.mcg.edu 28.01.04, 22:58
            Queneau - sie nie liczy (umarl w 1976)
            Perec zmarl w 1982,
            w tej sytuacji wymienilbym zyjacego Claude'a Simona, Michel'a Butora, Alain'a
            Robbe-Grillet i Nathalie Sarraute (zmarla pozniej niz Queneau i Perec bo w 1999)
            Najmlodszy jest zeczywiscie Michel Houellebecq - ten zyje, pierwsza nowela
            wydana w 1993 lub 1994. Jedyny ktory miesci sie w kategorii ostatnich
            dwudziestu lat i moze byc porownywany z generacja polskich pisarzy ostatniego
            XX-lecia.
        • rozaola Re: a polska literatura wspolczesna??? 28.01.04, 19:39
          Gość portalu: Zdanka napisał(a):

          >Współczesna polska poezja (mało znana) jest o niebo lepsza
          > niż proza,bo prozaicy są wtórni,bawią się w socjologię,powielają wzorce z
          > Zachodu właśnie i piszą pod publikę!Wyjaśnij mi dlaczego na warsztatach
          > literackich ,przypada 10 "Poetów" na jednego "Prozaika"?Bo liryka,nawet
          > kiepska ,broni się ...

          No to bardzo smutne, ze cos co jest kiepskie, potrafi sie bronic. I jak to w
          ogole mozliwe? To mydlenie oczu, a nie prawdziwa obrona. Liryka poszla w tak
          odjechane gorne rejony, ze malo kto ma szanse nadazyc za poetami, i malo kto ma
          odwage cos o tym napisac, bo znac sie na liryce to teraz nieomal niemozliwe i
          nieosiagalne. Sa jeszcze na szczescie poeci piszacy poezje, a nie flupy wiadomo
          skad, np. Katarzyna Zdanowicz z Bialegostoku.
          Czty Zdanko nie uwazasz, ze np. Marta Podgornik tez "poszla w socjologie" jak
          jej koledzy z Textyliow, np. Shuty?

          Pozdro
          Roza
          • Gość: Zdanka Re: a polska literatura wspolczesna??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.01.04, 20:16
            Szczerze mówiąc,mnie po prostu chodzi o to,że większość tej tzw.młodej Liryki
            tworzą ludzie w wieku lat 20 -30 i są szczerzy.A tego nie mam w prozie.Fakt ,to
            jest pewne mydlenie oczu i można też powiedzieć,że szczerośc nie oznacza wcale
            dobrego pisania.Tylko,że jest parę diamentów Literackich w tej młodej liryce -
            już nie Siwczyk,ale Dąbrowski,nie Podgórnik,bo jakoś tak czuję,że ta
            Podgórnik,to już nie ta,która powaliła wszystkich na konkursie Bierezina,ale
            może Honet.Nie wiem,to jest bardzo indywidualne ,ja na przykład nie trawię
            połowy Pluszki i Macierzyńskiego,po prostu mnie nosi,jak widzę te nazwiska,choć
            do Macierzyńskiego szacunek mam...I jeszcze jedno ,te klimaty
            typu "Tekstylia",czy "Port Legnica" -jedno to antologia,rozumiem,ale ten "Port"?
            Co to jest-spęd 30 ludzi z Polski na naukę pisania wierszy?(Tylko wierszy...)
            Mnie się to jakoś średnio podoba...Kojarzy mi się z tym,jak kiedyś Pasikowski
            zrobił spęd na uczenie pisania senariuszy...Coś nie tak.Nie wiem ,bo ostatnio
            się tym mało interesowałem,ale jakoś nikt nie robił chyba spędu prozaików,co?
    • Gość: sunny Re: a polska literatura wspolczesna??? IP: *.oho.com.pl 28.01.04, 20:42
      Co do tezy, że Nahacz to naśladownictwo Masłowskiej, która to opinia padła
      gdzieś powyżej - nie zgodzę się z tym. Może na fali powodzenia "Wojny polsko -
      ruskiej" Czarne postanowiło wydać kogoś młodego, bo wokół książki Masłowskiej
      zrobiło się mnóstwo szumu? Jeśli pokusić by się o porównanie "Wojny..."
      i "Osiem cztery" można dojść do dwóch wniosków : po pierwsze, Masłowska i
      Nahacz wirtuozersko panują nad słowem, choć każde w inny sposób, po drugie -
      oboje podjęli się niełatwego wbrew pozorom zadania opisu współczesnej
      rzeczywistości i oboje wychodzą z tego obronną reką, choć zrobili to na dwa
      różne sposoby. Nahacz opisuje rzeczywistość swoją, znaną mu, bliską na
      wyciągnięcie ręki...bo prawdopodobnie nie zna żadnej innej. Owszem, wychodzi mu
      ten opis nieźle, ale czy potrafiłby się wcielić w kogoś zupełnie obcego
      mentalnie i duchowo, tak jak zrobiła to Dorota Masłowska tworząc postać
      Silnego? W tym "starciu", jeśli już tych dwoje porównywać, według mnie lepsza
      okazała się Masłowska - za niesamowity zmysł obserwacji i umiejętność opisu
      świata innego, niż swój własny.
      Z polskich współczesnych czytałam swego czasu mnóstwo Stasiuka i Tokarczuk i
      uważam, że stworzyli własne jakości; oboje warci są uwagi. Przebrnęłam też
      przez Odiję, Vargę i Piątka - i nie podobało mi się specjalnie. W pisarstwie
      Odiji jest faktycznie coś tokarczukowego...
      Nie czytałam nic Magdaleny Tulli, co mam zamiar niezwłocznie nadrobić. Nie
      zapoznałam się też jeszcze z debiutem Michała Olszewskiego, ale widzę tu na
      forum, że opinie nie są pochlebne...
    • Gość: Nu! Re: a polska literatura wspolczesna??? IP: *.bmj.net.pl 29.01.04, 06:26
      hmmmmmm
      A mi sie wydaje, ze oczekiwanie na "prawdziwą, dobrą powieśc" jest niestosowne. I tak pojawienie się kogoś takiego jak Masłowska graniczy z cudem.

      Może zostałem juz zainfekowany przez różnych takich wirusem zwątpienia w możliwość powieści (jako formy) TERAZ, ale jest przeciez wiele, i to poważnych, argumentów za tym, że napisanie NA SERIO czegoś, co nazywamy powieścią jest niezwykle trudne.

      I taki stan ma miejsce od dawna. Prawdę mówiąc cholernie mnie denerwuje, że - z racji ontologicznego absurdu narratora/boga- każda niemal powieść opiera się na jakiejś "śtućce", wymyku, na jakimś wybiegu graniczacym z żartem. Bo ile tak można? Chodzi mi o monotonię tych wybiegów.

      Czy to nie paradoks, że w innych dziedzinach sztuki jest tak łatwo (o tyle o ile) zrobić coś, co zasługuje na miano artystycznego (w sztukach plastycznych na przykład), a w powieściopisarstwie jest to tak trudne, że na przestrzeni dziesiecioleci trudno pokazać coś, co byłoby niewatpliwym dziełem sztuki w tej dziedzinie. Niechybnie jest to czegoś oznaką.

      A koniecznym jest, aby ksiązka ta była jednakowo dobra zarówno dla człowieka prostego - licealisty na przykład, jak i dla "specjalisty","profesora", człowieka uczonego. Musi więc spełniać wielorakie kryteria.

      Prócz tego, pamiętajmy, tradycyjne pola powieści zostały już dobrze zagospodarowane przez nauki takie jak psychologia czy socjologia na przykład. Przez literaturę faktu, dokument, film, telewizję (także internet).

      Oczywiście, jest literatura klasy A, B i dalsze literki. Domyślam się, że wielu pisząc o braku nowych, dobrych powieści polskich ma na myśli brak solidnej literatury klasy B. Być może to słuszne żale, ale jakoś mi tej literatury nie brakuje.

      Niedawno czytałem w GW, że w takiej Francji jest około 100 nagród o randze Kościelskich czy Nike w Polsce. No, ale jakoś nie chce mi sie wierzyć w tych 100 rocznie genetów czy proustów. Być może jest to 100 "solidnych książek", ale...

      Do czego zmierzam... Nie ma czego żałować po prostu. Wielkiej powieści się nie wymodli ani nie wynagroduje. Chyba chodzi o to, żeby jej nie przegapić.

      Czy "Wojna..." to taka powieść właśnie?
      Najprędziej właśnie ta ksiązka. Ale czy na pewno?
      • Gość: Nu! I cytat IP: *.bmj.net.pl 29.01.04, 06:38
        "Kiedy któryś z moich przyjaciół, zwłaszcza sposród młodych,
        oświadcza, że właśnie pracuje nad powieścią, zdumiewa mnie
        spokojny ton, jakim to zazwyczaj mówi, ja bowiem w takiej
        sytuacji nie mógłbym się chyba powstrzymać od drżenia. Podejrzewam - może niesłusznie, lecz nic na to nie poradzę- że
        pod tym spokojem kryje się wiele nieświadomości. Napisac dobrą
        powieśc zawsze było rzeczą trudną, ale dawniej wystarczał do tego
        talent. Dzisiaj natomiast trudność wzrosła bardzo znacznie,
        ponieważ talent autora przestał już być gwarancją, że napisana
        powieśc będzie dobra"

        J. Ortega y Gasset, 1936
      • Gość: Zdanka Re: a polska literatura wspolczesna??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.01.04, 11:33
        Hmmmmm......Jak mniemam konkluzja wynikająca z postu Nu! brzmi
        następująco:"Forma powieściowa się przeżyła/Czy powieśc to w ogóle dzieło
        sztuki/czy może jeszcze istnieć powieśc totalna?

        No tak...Ale Zdanka ma niedporte wrażenie ,że już to czytała u takiego
        jednego,co to twierdził,że powieśc nie jest dziełem sztuki i dlatego pisał
        powieści...
        • rozaola Re: a polska literatura wspolczesna??? 29.01.04, 11:56
          Zdanko, i co z tego? Czy Zdanka naparadwe wierzy w to, ze skoro taki jeden cos
          kiedys powiedzial na temat powiesci, to Nu! nie ma prawa wyglosic mysli, na
          ktora wpadl najpewniej samodzielnie? Zdanka podpisuje sie pod wymogami
          absolutnej swiezyzny? Dzisiaj swiezosc jest mozliwa byc moze tlyko na wiosennym
          targu, kiedy babcie przywiezie ze wsi swoja pietruszke (owiana spalinami
          pobliskiej drogi). (Juz sie boje, ze ta metafora tez juz kiedys byla... :-)

          Roza
          PS. Czy Zdanka jest wielbicielka bylego prezydenta Walesy? On tez uwielbial
          mowic o sobie w tzreciej osobie ;-)
          • raymond.new Re: a polska literatura wspolczesna??? 29.01.04, 12:01
            Popieram popieram. Zdanka ciągle jeszcze żyje w świecie dekadentów, narkomanów
            i samobójców, a jak młode siły własną pracę myślową przeprowadzają nie
            potrafi docenić. Pewnie zazdrości ;-)
            • Gość: Zdanka Re: a polska literatura wspolczesna??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.01.04, 13:08
              Czego Zdanka ma zazdrościć ,jak jej do 30-stki daleko?Praca myślowa jest
              Ok.,ale skąd my wiemy ,że Nu! prezentuje "młode siły"- może Nu! to zgorzkniały
              doktor na jakiejś uczelni,który cieszy się ,że po tych nudnawych powieściach
              coś tam ciekawego pt."Masłowska" wyszło?To tylko hipoteza...A Zdanka pisze w
              trzeciej osobie,bo jest tak w sobie zakochana,że pragnie wyjśc sama za siebie
              za mąż i zwracać się do siebi Wasza Wysokość.My z Bożej Łaski Zdanka itp.....

              :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
              • Gość: Zdanka O,i jeszcze jedno,bo czas popracować na bułki... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.01.04, 13:40
                Nie zarzucam Nu! wtórnosci myśli,to po prostu było nieco ironiczne spojrzenie
                na sprawę.Jeśli ten facet przed Nu! powiedział to 70 lat temu,a do czasów Nu! i
                naszych ,powtórzyło to iluś tam w podobnej formie na temat literatury ,to coś
                jest nie tak: brzmi to jak mantra,powtarzana w każdym pokoleniu.I sedno tkwi
                gdzie indziej:Dlaczego właśnie z taką formą jak "POWIEŚĆ" są problemy,o czym
                Nu! pisał.Takowych problemów na swój temat nie ma poezja,współczesna muzyka
                kameralna,instalacje plastyczne...

                Może sedno tkwi właśnie w powieści jako formie ,dla której trudno dziś znależć
                odpowiedni język czyli formę wyrażania myśli,a nie jedynie zafałszowania
                myśli ,której brak?
                • rozaola Re: O,i jeszcze jedno,bo czas popracować na bułki 29.01.04, 15:18
                  Ojej, Zadanko, moze powiesc po prostu sie prezezyla, moze jest passe, moze juz
                  sie wiekszisci czytelnikow nie chce czytac dlugich powiesci, a wiekszosc
                  pisarzy ich pisac. Wola opowiadania (jeszcze raz polecam tekst Tokarczuk w
                  ostatniej Polityce). Moze nie ma nic zlego w tym, ze cos sie przezylo, a
                  pojawia sie cos innego, albo ze cos co dotychczas bylo uwazane za poslednie,
                  nabiera rumiencow. Dlaczego to mialby byc problem? To moze byc co najwyzej
                  ciekawe zjawisko. Problemem jest to tylko dla tych, ktorzy w powiesci widza
                  forme jedynie sluszan i wartosciowa, a w reszcie tego dostrzec nie umieja.

                  Pozdro

                  Roza
                  • Gość: broch Re: O,i jeszcze jedno,bo czas popracować na bułki IP: *.mcg.edu 29.01.04, 16:06
                    Polecam "Literature wyczrpania" Bartha na poparcie zdania Rozaoli.
                    No coz, bawiac sie w powtorki: wszystko juz kiedys bylo. Argument ze ktos juz
                    cos powiedzal sam jest stary jak swiat. Ostatnie dwadziescia lat prozy wypada
                    cienko w Europie i Stanach. Nie pojawil sie nowy kierunek ktorym warto byloby
                    sie zainteresowac. Zwolennicy wartosciowej polskiej powiesci wymienili klka
                    tytulow (rozaola, Nu!), przeciwnicy stwierdzili ze za wyjatkiem trzech czterech
                    nazwisk nic sie nie dzieje w Polsce dodatkowo argumentujac ze np wspolczesna
                    lit. francuska ma sie lepiej. Ale wymienione nazwiska temu przecza
                    (Perec/Queneau he, he), poniewaz siegaja do autorow ktorych proza jest starsza
                    niz Zdanka. Jesli idzie o wspolczesne malarstwo i muzyke klasyczna to mam
                    nadzieje ze nie beda to podobne przyklady.
                    Mozna wiec uznac ze stan literatury polskiej odzwierciedla stan literatury
                    generalnie. Ilosc pryznawanych nagrod jak zauwazyl Nu! nie zmieni jakosci
                    prozy: po prostu bedzie sie wyrozniac autorow o coraz mnejszej wartosci ktorzy
                    i tak sa lepsi niz jeszcze gorsi.
                    Czy nalezy wiec narzekac na literature polska czy tez po prostu na literature?
                    A moze cieszyc sie dobra (niekoniecznie odkrywcza) literatura wspolczesna?
                    Ale wszystko juz bylo: Nihil novi sub sole (tez stare - Eklezjasta, 1, 9).
                    • Gość: Nu1 trochę optymizmu IP: *.bmj.net.pl 29.01.04, 17:49
                      Myślę, że z literaturą będzie tak jak z "zabytkami".
                      To, co powstało w przeszłości wartościowe musi zostać i będzie
                      bezwarunkowo docenione, odkurzone i wydobyte na swiatło dzienne, czytane ponownie.
                      Idea literatury jako góry książek świetnych przewalającej się z roku
                      na rok po księgarniach, tłumu genialnych autorów, których nie ma kto czytać
                      (Lem) jest chyba fałszywa.
                      Literatura okazuje się - w swoich działach - czymś unikatowym, niepowtarzalnym.
                      A więc i - w pewnym sensie - bezcennym.
                  • Gość: Nu! Re: O,i jeszcze jedno,bo czas popracować na bułki IP: *.bmj.net.pl 29.01.04, 17:30
                    No tak. Właśnie o to chodzi, że pisanie powieści sproblematyzowało się
                    już bardzo dawno temu i już dawno diagnozy zostały postawione. Ja ten
                    cytat popełniłem za bardzo ciekawą książeczką - "Wariacje na temat powieści"
                    Mihaily Sukosda (Biblioteka Krytyki Współczesnej, PIW 1971) w której krytyk
                    ów jakby podsumowuje powieść i kreśli te wszystkie ograniczenia i wątpliwości.

                    Szczególnie przekonuje mnie argumentacja autora dotycząca nieustannego
                    zawężania się pola, na którym powieśc jest możliwa.

                    A związane jest to z procesem nieustannego zabierania powieści
                    jej środków, celów i... czytelników przez inne media i gatunki literackie.

                    Po prostu powieść jest podkopywana z wielu stron równocześnie.
                    I chodzi tu o to, że jeżeli temat może być lepiej przedstawiony
                    i bardziej trafia do odbiorców poprzez inne media i gatunki, to
                    tym samym realizacja tematu (pomysłu) poprzez powieść jest błędem, tzn w
                    wyniku powstaje zła (w odbiorze czytelników) książka. Wydaje mi się, ze wiąże się to z problemem fikcji literackiej. W sytuacji, kiedy dysponujemy szerokimi
                    i wielorakimi kanałami informacji bezpośredniej - nieprzetworzonej, stosowanie fikcji do jej przekazu jest niepotrzebne. Metafora "zwierciadła na gościńcu" sprawdza się tu w 100%. Są po prostu lepsze zwierciadła niz powieść.

                    Sukosd w tej książce oddziela wyraźnie dzieła "powieściopodobne" (to jego sformułowanie) od powieści i zauważa, że gatunki podrzędne (biografie, literatura sensacyjna, romanse. itp) szeroko korzystają z "dorobku" powieściopistarstwa, i nawet zaawansowane środki literackie w bogatym wyborze
                    możemy tam odnaleźć. Tym samym jakby (nie mając tych ambicji co "prawdziwa"
                    powieść) przejmując klientele od literatury ambitnej. Ergo, zarówno co do
                    tematu, pola, jaki i co do odbiorców, obszar na którym powieść ma sens kurczy
                    się.

                    Z drugiej strony nobilitacji literackiej podlegają gatunki niepowieściowe: reportaż, wywiad, wspomnienia, biografie, nawet literatura popularnonaukowa.
                    To tamtędy płyną największe prądy i emocje. Jest więc co czytać.

                    Żeby pisac powieść, trzeba - w tych warunkach - mieć jakieś specjalne, szczególne, nadzwyczajne tego uzasadnienie. Ale napisanie dobrej powieści
                    to jak wspięcie się na szklaną górę. (Niektórym się to udaje).

                    Nota bene autor wyżej wspomnianej książki poczynił ciekawe spostrzeżenie,
                    że autorami naprawdę wybitnych dzieł są z reguły amatorzy (do których zaliczył

                    Kafkę, Musila, Joyce`a). Za wyjątkiem Manna, zawodowcy, mający opanowany "warszatat" idealnie tworzą co najwyżej owe mocne ksiązki klasy B.

                    Pozdr.
                    Nu!

                    p.s.
                    To jest w gruncie rzeczy bardzo smutna sytuacja, gdyż wielu "zdolnych młodych
                    ludzi, czytelników, z wyobraźnią i potencjałem twórczym, na tym polu się raczej
                    wykazać nie ma szans mimo najlepszych chęci.

                    (tradycyjnie reklamuję tą goracą stronkę :) www.wepsite.net/mfa/mfa.htm )
                    • braineater jeśli 30.01.04, 19:43
                      powieść się przeżyła (co zdaje się być tezą aktualnie obowiązującą na tym
                      forum) to jak można wytłumaczyć renesans gatunków powieściopodobnych -
                      telenowele, seriale TW - jak najbardziej zakorzenione w powieściowych
                      schematach. Może to tylko medium (książka) powoduje, że coraz mniej ludzi doń
                      sięga - jako przestarzałego nośnika. A gdyby ktoś opublikował powieść w formie
                      blogu (chyba były jakieś próby) albo interaktywnego CD-ROM'u?
                      Braineater (nadal tęskniący za dobrą polską epiką:)
                      • rozaola Re: jeśli 31.01.04, 15:37
                        Seriale i telenowele moze dlatego wlasnie sa tak popularne wsrod warstwy malo
                        wybrednej estetycznie, ze nawiazuja do tego, co stare i dobrze znane. Dluugie
                        opowiesci, niekonczace sie zaslony (never ending story). NIe sadze, zeby medium
                        ksiazka bylo tak odstraszajace, ksiazka jest w porownaniu z CD itp.
                        wrecz "przytulna", ja naleze do tych optymistow, ktorzy uwazaja, ze tak bedzie
                        jeszcze bardzo bardzo dlugo.

                        Czy powiesc w formie blogu jest w ogole mozliwa???



                        Roza
                        • Gość: Zdanka Kto konstruuje powieśc świadomą manipulacji? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.01.04, 16:34
                          Wydaje mi się,że my mijamy się nieco z doprecyzowaniem pojęć,a nie chcę na siłę
                          teoretyzować.

                          AlE:Cytuję Rozaolę:
                          Ad.1)Seriale i telenowele moze dlatego wlasnie sa tak popularne wsrod warstwy
                          malo
                          > wybrednej estetycznie, ze nawiazuja do tego, co stare i dobrze znane. Dluugie
                          > opowiesci, niekonczace sie zaslony (never ending story)

                          I nie wiem dlaczego,ale tak właśnie w pewnym momencie na tym wątku zaczęto
                          definiować powieść:Utwór literacki o spójnej ,choć wielowątowej narracji,z
                          licznymo epizodami i przejrzystą narracją 3-osobową(narrator wszystowiedzący).A
                          to ewidentne nieporozumienie.Tak wielotomowo,klasycznie i powyżej 400 stron
                          wygladają sagi rodzinne -"Saga rodu
                          Forsyte`ów","Buddenbrookowie",itp...Powieści wspóczesne rzadko prekraczają 300
                          stron i daleko im do tradycyjnej narracji,więc nie mówimy wcale o
                          umieraniu "Epopei",bo ta ,w formie klasycznej odeszła wraz z XIX -stym
                          wiekiem,ale o braku tzw."powieści zaskakującej w nowoczesnej formie".Bardzo
                          interesująca wydaje mi się konkluzja Nu! wynikająca z lektury
                          teoretycznej;wiele tradycyjnych terytoriów przynależnych powieści zawłaszczyły
                          gatunki paraliterackie ,bądź media.Można się tu odwoływać do teoretycznych
                          rozważań Bartha,Eco i wielu innych.A jeśli już o tym mowa ,to warto pomyśleć
                          o "Oulipo"-przed Eco zajęli sią serio opracowywaniem schematów powieściowych
                          czyli dostosowywaniem powieści do ram teoretycznych i przyjętych wcześniej
                          założeń.Choć dzieli nas od rozkwitu grupy + - 30 lat,to takie działania w
                          literaturze polskiej ciągle jeszcze budziłyby zdziwienie(!)Dlatego też myślę,że
                          Braineater popełnił błąd przypisujący Pereca i Quineau do współczesnej
                          literatury francuskiej właśnie z tych dwóch powodów - przekłady Pereca pojawiły
                          się w Polsce niedawno,choć grupa istniała dawno;ich teoretyka wciąż jeszcze
                          jest na gruncie literackim świeża(Nihil novi sub sole?)

                          Krótko mówiąc,zmanipulował Was ktoś literacko na tyle dobrze (W powieści
                          oczywiście!),że zastanawialiście się przez kilka tygodni: "jak to jest
                          zrobione?"Mnie nie,jeśli WAs też nie ,to w tym tkwi meritum naszych rozważań.Co
                          to takiego:"Oryginalnośc" i dlaczego jej brak,nie zaś ,bo nie da się być
                          oryginalnym,kiedy wszystko już było.

                          Ad.2)
                          Czy powiesc w formie blogu jest w ogole mozliwa???

                          Odpowiem przekornie-wiele blogów ,które czytałam doskonale nadaje się na
                          powieść.O ile wiem ,Wiśniewski pisał coś z czytelnikami (Trochę nonsensowne,ale
                          rynkowo,mądre),pierwotnie "Osiem cztery"Nahacza egzystowało jako fragmenty blogu
                          (aby dowiedzieć się,czy warto wydać...)

                          Ad.3) Właśnie-czy jakiś polski pisarz manipuluje na tyle świadomie
                          czytelnikiem ,że można się jednoczesnie zachwycać i kilka razy doczytywać"jak
                          to jest językowo zrobione?"(Dla mnie moze Bieńczyk...ale on to robi niejako z
                          założenia...)No więc jakiś prozaik,manipuluje ,czy nie manipuluje?(oczywicie
                          mówimy o manipulacjach pozytywnych...) ;)
                          • Gość: broch Re: Kto konstruuje powieśc świadomą manipulacji? IP: *.knology.net 31.01.04, 17:46
                            Hmm, to jest cel szczegolnie widoczny u Francuzow i Amerykanow. Przykladem jest
                            "Mulligan stew" G. Sorrentino: bohater nie moze opuscic pokoju poniewaz Autor
                            nie wymyslil co dalej. Za drzwiami nie ma nic. Literacko lepszy jest Barth ale
                            mysle ze Sorrentino jest zabawny.
                            Mysle ze odchodzimy od pierwotnego pytania Rozaoli: "a polska litaratura
                            wspolczesna?"
                            Dobra wspolczesna proza nie musi oznaczac eksperymentow formalnych. Bylbym
                            przeciwny czytaniu polskich Claude'ow Simon'ow czy Thomasow Pynchonow. Byloby to
                            po prostu nudne. Przyklad "klasycznej" prozy (ponad 600 stron) S.J Naslund
                            "Ahab's wife" spojrzenie na historie Mobby Dicka od strony zony kapitana Ahaba.
                            Bardzo interesujace czytadlo (zwlaszcza po przeczytaniu "Mobby Dicka"). Czy ktos
                            napisal wariacje na temat "Pana Tadeusza"?
                            Nawiasem mowiac C. Simon, G. Perec, M Butor, N.Sarraute i A. Robbe-Grillet byli
                            tlumaczeni dawno temu. Byc moze iz Queneau nie czytalem po polsku tylko po
                            francusku lub angielsku.
                            • braineater a ja bym chciał 31.01.04, 19:34
                              poczytać polskiego Pynchona, Bartha czy chociażby Eco - i co, mam zostać przy
                              Parnickim?:)
                              Queneau i innych OULipowców wrzuciłem do reklamówki z napisem literatura
                              współczesna, bo niewiele świeższych rzeczy od tego czasu się wydarzyło.
                              A tego typu patenty, które broch wylicza mnoża się już w świecie od dobrych
                              paru lat - Fowles, Somosa czy nowa wersja Beowulfa opowiedziana z punktu
                              widzania Grendela i powoli zaczynają się chyba wyczerpywać. A ja nadal chcę
                              powieści, która zmusi mnie do tego bym przez dłuższą chwilę, pamiętał
                              bohaterów, fabułę czy jakieś efektowne frazy (ostatnim takim przypadkiem z nie
                              polskich, były cząstki elementarne a z polskich (i tu dłuuuuuuuuga chwila
                              zastanowienia) - Weiser Dawidek i krótkie teksty Macieja Malickiego.
                              • Gość: broch Re: a ja bym chciał IP: *.knology.net 31.01.04, 21:07
                                1. jak sam sobie wyjasniasz "od tamtych czasow niewiele sie zmienilo" rownie
                                dobrze boglbys siegnac do pisarzy z lat dwudziestych.
                                2. przyklad Naslund wzial sie wlasnie stad iz napisala ona powiesc "klasyczna"
                                poslugujac sie znanymi wzorcami a jednoczesnie proza jest interesujaca. Mozna
                                napisac ciekawa ksiazke stosujac utarte techniki. Nie przypominam sobie abym
                                chwalil nowatorstwo techniczne autorki.
                                3. Polski Pynchon brzmi tak samo jak "ce ya" na ulicy w Warszawie albo polski
                                hip-hop: dosc smiesznie w zwiazku z czym osiagniecie statusu polskiego Pynchona
                                nie swiadczy zbyt dobrze o pisarzy ktoremu to sie trafi
                                5. nie znam najnowszej polskiej litaratury (paczka jeszcze nie dotarla - bedzie
                                to zreszta dosc wyrywkowe (cztery tytuly)), ale jesli mam czytac Pynchona rodem
                                z Polski to wole amerykanski oryginal. Z Polski chcialbym czytac oryginalnych
                                polskich pisarzy a nie podrobki
                                • raymond.new A ja się cieszę :-) 31.01.04, 22:51
                                  Tylu książek jeszcze nie przeczytałem, w tym arcydzieł. Do końca życia rady
                                  nie dam. A tu wokoło pełno nieopierzonych gnojków wciska swoje wierszydła i
                                  próby prozatorskie. To doprawdy nieprzyzwoite. Ponieważ jednak upadł stary
                                  paradygmat inteligenta, nikt w towarzystwie nie odpytuje już z "Ulissesa",
                                  mogę czytać co chcę albo i nie czytać. Tej wolności doświadczać błogo. I
                                  dyskusje takie czyta się z lekkim sercem. Niech nawet będzie sobie kryzys
                                  literatury, powieści, upadek wielkich narracji itd. ble ble ble. Ja tam mam co
                                  czytać albo i nie czytać na resztę moich dni:-)


                                  • rozaola Re: A ja się cieszę :-) 01.02.04, 19:53
                                    No i prosze bardzo, o to wlasnie chodzi! Gratuluje optymizmu i pozytywnego
                                    nastawienia (bez ironii)

                                    Pozdro
                                    Roza
                              • Gość: Gollum Szczypta optypesymizmu IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 03.02.04, 04:47
                                Hej. Fajne forum, wtrącę więc swoje 3 grosze. Kryzys literatury światowej
                                istnieje, co do tego nie ma wątpliwości. Po prostu nikt dziś nie osiąga takich
                                przepaścistych głębin jak Mann, Dostoj, Beckett i reszta starych mistrzów.
                                Włąściwie trudno powiedzieć dlaczego. Jest więcej ludzi, więcej pisarzy,
                                statystyka nakazywałaby oczekiwać większej liczby geniuszy. Ale wiadomo, że
                                geniusz to suma talentu i właściwie przyłożonej, nieludzkiej pracy (znów vide
                                Mann, kafka, Flaubert). Ślad wyjaśnienia dostrzegam w procesie wydawniczym
                                krajó zachodnich. To jest tak: gość ma powołanie, więc pisze świetną książkę, w
                                której zawiera sumę dzieciństwa i młodości. Wydawcy wyłapują zdolniaka, wydają
                                mu powieść, dobrze płacą. Odtąd zaczyna się kołowrót: odczyty, podróże,
                                wywiady, wszystko za forsę. Zawód pisarza skłąda się dziś nie tylko z pisania
                                literatuty. Facetowi schodzi na tym 8 miesięcy, jest wyczerpany nerwowo i
                                fizycznie, a tymczasem wydawca goni, bo na skrzydełkach dodruku już
                                zapowiedział drugą książkę (zna już jej tytuł i ilość stron, chociaż autor nie
                                napisał dotąd ani jednej). Trzeba się wziąć i pisać. Druga powieść jest siłą
                                rzeczy słabsza: na pierwszą pracował entuzjazm wielu lat, na drugą - pobudki
                                mniej czyste artystycznie. Drugą książkę mu zjeżdżają, raz że jest słabsza,
                                dwa - dają mu karę za zachwyty nad pierwszą. Tymczasem pisarz musi pisać , bo
                                nie ma innego zawodu, i od tego zależy jego byt. To oczywiście tylko część
                                przypadkó (zetknąłem się z nimi osobiście), ale są i tacy, w których
                                ministerstow kultury (Austria, Niemcy) pakuje stypendia przez siedem czy osiem
                                lat, zanik koleś wymęczy pierwszą powieść. Itd. Myślę, że dzisiejsza
                                rzeczywistość sprzyja na różne sposoby marnowaniu się talentów. U nas , w kraju
                                umiarkowanej biedy, dochodzi sprawa balansowania między ambicją artystyczną a
                                mabicją rynkwo-finansową: to połączenie (książka znakomita iteracko i zarazem
                                bardzo przyjemna w czytaniu) udaje się rzadko. Prestiż liteartury też
                                niekoniecznie jest duży: w efekcie sporo osób wybitnie uzdolnionych, ale bez
                                jednoznacznego powołania literackiego, idzie w zupełnie innym kierunku.
                                Mimo to wierzę, że znakomita literatura może i będzie powstawała: zalążki takie
                                dostrzegam w 3 powieściach: "Cząstki elementarne", "Impresjonista" i reykjavik
                                101". napisane z jajem, a jednocześnie ponure i głębokie. No, dość wymądrzań ,
                                jak na 5 rano. Pozdrawiam wszystkich - Gollum.
                        • Gość: Nu! Re: jeśli IP: *.bmj.net.pl 03.02.04, 06:32
                          1. Blog jako powieśc to po prostu powieśc w odcinkach. Oczywiście
                          możliwość komentowania odcinków przez czytelników i udzielania
                          odpowiedzi przez autora na bieżąco wprowadza nową jakość, ale, po pierwsze,
                          nie jest to coś absolutnie nowego - to było możliwe w innej formie juz
                          wcześniej (spotkania autorskie). Po drugie, o ile założyć możliwośc ingerencji czytelników w przebieg powieści, tą drogą można uzyskać co najwyżej mocna
                          pwieść klasy B. Upieram się, że powieśc klasy A wymaga całkowitej kontroli autora nad tekstem.

                          2. Blog stwarza wielkie możliwości dla pisarzy / literatów w dotarciu do czytelników, wypróbowania swoich możliwości przez początkujących. Być może nigdy wcześniej "debiut" nie był tak łatwy.

                          3. Inne formy elektroniczne - hipertekst i tym podobne - to już raczej nie powieśc tylko coś innego. Może i literatura, ale nie powieść.
                          • rozaola To moze zapytam tak: 03.02.04, 13:42
                            : wezmy kilka powiesci uznanych autorow - uznanych, jak przypuszczam, przez
                            niektorych dyskutantow - i zapytajmy "dlaczego nie zachwyca"?

                            Np. "Bialy kruk" Stasiuka.

                            Albo Prawiek Tokarczuk.


                            A moze jednak troszke zachwyca? :-)


                            Roza
                            • braineater Re: To moze zapytam tak: 03.02.04, 14:32
                              "Biały kruk" nie zachwyca, bo nie zachwyca cały trend literacki dookoła Stachury, czyli my -twardziele, wódka i Bieszczady.
                              "Prawiek" by zachwycał, gdyby wcześniej nie powstała "Podróż ludzi księgi" (lub gdybym jej wcześniej nie przeczytał) ale i tak jest lepszy niż"E.E" - ale i tak jest jedną z wybitniejszych powieści współczesnej
                              A zachwyca "Weiser Dawidek", bo język, bo tajemnica, bo genialne połączenie klimatu obrazów z klimatem dialogów, bo nostalgia a nie martyrologia, bo bohaterowie a nie nośniki idei, bo Gdańsk a nie Warszawa, bo...
                              • raymond.new Re: To moze zapytam tak: 03.02.04, 16:08
                                Mnie "Biały kruk" się podobał. To wcale nie jest powieść o twardzielach. Sam
                                Stasiuk nazwał ją "książką przyrodniczą".
                            • Gość: Gollum Re: To moze zapytam tak: IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 04.02.04, 02:36
                              "Biały kruk" - przyzwoita książka, ale jakoś pozbawiona błysku. Czytając ją
                              równocześnie ze średnim Nabokovem ("Oko") czułem się, jakbym raz przelatywał
                              lotnią nad szczytami, a raz pchał wózek z węglem w angielskiej kopalni z 18
                              wieku. Niestety to przy Kruku był ten węgiel. Lepsza książka bardzo podobna:
                              Koleżka Wilk (Gustavo Sainz, Meksyk). A przecież Stasiuka stać na błysk:
                              przypomnijcie sobie Mury Hebronu. Choć nie wiem, czy przemawiają one z taką
                              siłą też do kobiety. Przechodzę tu płynnie do drugiej autorki: Olgi T. otóż
                              jako facet z krwi i kości, typowy seksista itd. nie mogę jakoś przekonać się do
                              tej autorki. Po prostu pisze o rzeczach dla mnie nieciekawych. Doceniając jej
                              warsztat i głębię spojrzenia, uważam, że nie potrafi zuniwersalizować
                              opisywanych treści tak, żeby interesowały też drugą (mniejszą wprawdzie) połowę
                              ludzkości. Te wszystkie "babskie sprawy", te przepisy na szycie czy potrawy...
                              Zaznaczam, że w równym stopniu nudzą mnie "męskie sprawy" - nie tylko książki
                              ale nawet 10-minutowej rozmowy o samochodach, polowaniach czy łowieniu ryb nie
                              byłbym w stanie znieść. No i jednak niektóre świetne zagraniczne autorki - od
                              E. Bronte po Flannery O'Connor (czy nawet w mniejszym stopniu - współczesną
                              Majgull Andersson) pozwalają mi sądzić, że nie chodzi tu o moje zamknięcie na
                              sprawy kobiecej duszy. Prawiek jest najzwyczajniej nudny.
                              • rozaola Re: To moze zapytam tak: 04.02.04, 10:12
                                Strasznie ciekawe sa wasze posty. Z braineaterem zgadzam sie calkowicie co do
                                Olgi Tokarczuk. O Podrozy ludzi ksiegi tez wole zapomniec, po E.E. czulam sie
                                jak klasycznie wpuszczona w maliny, ale Prawiek jest wedlug mnie bardzo dobry,
                                choc to troche slaba kalka z Marqueza. Potem jest z Tokarczuk coraz lepiej, jak
                                sadze.

                                Gollu, to co piszesz o twoim odbiorze "kobiecej" (?) prozy, a jednoczesnie
                                obojetnosci na "meskie" (?) tematy to bardzo ciekawa sprawa. Chcialabym cie tez
                                zapewnic, ze nie jestes zadnym seksista, moze sobie tylko pochlebiasz :-) To
                                tak jakbys mowiac o ksiazkach powiedzial: "ja co prawda jestem glupi,
                                prymitywny, niewidomy oraz nie umiem czytac, ale moje zdanie na temat dziel
                                Szekspira jest nastepujace:" Nie ma sensu, Gollum.

                                Co do tego co napisales, ze cie przepisy i cos tam u Tokarczuk nudza - to
                                naparwde interesjace, zxastanowilam sie i stwierdzilam, ze mnie nudza dlugie
                                fadki w niektorych "meskich" (?) ksiazkach na temat maszyn, maszynek, meirzenie
                                sobie niemal linijka dlugosci "meskosci", itepe, ale Przepriorki w platkach roz
                                Laury Esquivel (ksiazeczka pelna przepisow na w/w) tez mnie znudzily. Wiec moze
                                sa ludzie z umyslem bardziej ogolnoludzkim , a mniej kobicym czy mskim, do
                                ktorych trafia bardziej cos niekobiecego i niemeskiego? Zaden hermafrodytyzm
                                oczywisie, tylko... Hm, nie wiem co. A moze sztuka polega na tym, pelnia
                                polega na tym, zeby moc absorbowac i tresci obce (jak dla mnie maszynki) i
                                mniej obce (jak przepisy kulinarne i sukienki), i probowac rozumiec i czuc i
                                jedne i drugie? Nie chrzaniac przy tym o seksizmie w zadna ze stron :-)

                                Faktem pozostaje przy tym, ze literatura swiatowa jest pelna meskich spraw,
                                meskiego prezenia sie, bardzo waznego syndromu kompleksu syna wobec ojca
                                (bardzo rzadka jest problematyka matka-corka). Kobiety czytaja o tych synowsko-
                                ojcowskich sprawach od wiekow, mimo ze tak naprawde one ich nie obchodza i nie
                                dotycza tak bardzo jak mezczyzn. To norma i kanon. Natomiast sprawy z
                                przeciwleglego bieguna sa ostemplowane jako "babskie", a wiec mniej wazne.

                                Chyba ze to wszystko to jednak kwestia osobistych gustow, o ktorych
                                dyskutowanie byloby glupota. Nie pojmuje jak Prawiek mozna odbierac jako nudny -
                                i wlasnie o tym nie ma sensu rozmawiac, bo to tak jak gdyby jedna osoba miala
                                tlumaczyc drugiej dlaczego szpinak jest jednak dobry. Moze to kwestia kubizmu
                                jezykowego (kubki na jezyku) :-)

                                No nadzwyczajnie ciekawy ten twoj mail, Gollum, slowo daje.


                                Pozdro
                                Roza
                                • Gość: Zdanka Re: To moze zapytam tak: IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.02.04, 11:34
                                  Jeśli zaczniemy rozważać kwestię literatury kobiecej i męskiej to za chwilę
                                  sami siebie wpuścimy w kanał.Coś takiego po prostu nie istnieje,podobnie jak
                                  nie istnieje ogrodnictwo męskie czy kobiece,alko szklanki do herbaty dla kobiet
                                  bądź mężczyzn.Identycznie możemy zacząc porównywać w "dziedzinie pisarstwa
                                  męskiego" np.Wilde`a z Hemingway`em i zaraz zobaczyć nonsensowność takich
                                  porównań bez płaszczyzny porównania.Strata czasu.

                                  Ps.Elfriede Jelinek jest niesamowita ...Nie sądzę ,aby jej książki mogły
                                  kogokolwiek znudzić -od seksistów po hermafrodytów.
                                  • rozaola Re: To moze zapytam tak: 04.02.04, 12:19
                                    Ejze, Zadnko, nie wylewaj dziecka z kapiela tak jak Magdalena Tulli ktora
                                    skompromitowala sie onegdaj na spotkaniu z czytelnikami pt. "Czy literatura
                                    jest kobieta", mowiac w w/w kwestii, ze kobiece i meskie to sa toalety, ale nie
                                    literatura, na co publika otrzaskana z roznymi badaniami na ten temat tylko
                                    pokiwala glowami. Nie zmuszaj mnie pliz do kiwania glowa nad zdaniami w
                                    rodzaju "nie istnieja szklanki dla kobiet badz mezczyzn", bo mam lepsze
                                    wyobrazenie o twoich kompetencjach literaturoznawczych. Nie rozmawiamy przeciez
                                    o odlewnictwie naczyn, tylko o literaturze, wiec mowmy o ksiazkach, a nie o
                                    szklankach. Ten argument jest o tyle samoboje, ze tzw. "kazdy glupi" moglby ci
                                    wyskoczyc z argumentem: no dobrze, ale mowi sie chocby o samochodach damskich i
                                    meskich: meski to duze i masywne opraz terenowe, a damskie - male sliczne
                                    samochodziki, koniecznie z opleczka na torebke :-)

                                    Kobiety i mezczyzni zyja na swiecie w nieco innej rzeczywistosci, mimo ze
                                    podstawy sa te same. Sa inaczej wychowywani, innych rzeczy sie od nich wymaga,
                                    stereotypy o mezcyzznach sa inne niz te o kobietach, itp itp. Poniewaz
                                    literatura jest bardzo czulym papierkiem lakmusowym, a ksiazki pisza nie istoty
                                    nieplciowe/ niegenderowe, lecz ludzie o pochodzeniu meskim lub kobiecym,
                                    konfrontowani w zycie z nieco odmiennymi doswiadczeniami (ojcowstwo -
                                    macierzynstwo chociazby), byloby naiwnoscia uwazac, ze "kondycja kobieca" nie
                                    przeniknie w jakis sposob do literatury tworzonej przez kobiety, a meska do
                                    tworzonej przez mezczyzn. Przenika, i to jest wlasnie bardzo ciekawe. To nie
                                    znaczy oczywiscie ze literatura ma siusiaka albo pipke :-), ale sa na niej
                                    odciski palcow meskie lub kobiece (tertium non datur :-)

                                    Nie chodzi o prymitywne testy pt. "czy dany tekst napisala kobieta czy
                                    mezczyzna?". Ja uwazam, ze ignoroanie wplywu kulturowej plci, czyli gender, na
                                    sztuke jest bledem. W pewnych miejscach widac ten wplyw bardziej, w innych
                                    mniej, ale badanie w ogole tego zjawiska to wedlug mnie bardzo ciekawa
                                    dyscyplina. Nawet jesli mialaby zaprowadzic nas kiedys w slepa uliczke -
                                    uwazam, ze warto bylo sie przespacerowac.

                                    Zdanko, czy ty czytasz po niemiecku? jestem wielka fanka Jelinek i bardzo sie
                                    ciesze, ze ktos inny tez ja ceni.


                                    Pozdro
                                    Roza
                                    • Gość: broch Re: To moze zapytam tak: IP: *.mcg.edu 04.02.04, 14:31
                                      Jest bardzo niewiele kobiet piszacych ktore trawie. Oprocz Flannery O'Connor
                                      wymienionej przez Golluma moze byc, Wirginia Volf, Carson McCullers, Anais
                                      Nin,Dorothy Parker, Gertrude Stein i Ana Maria Matute. Reszta piszacych pan
                                      pisze po prostu inaczej niz mezczyzni w sposob ktory mnie drazni.Prosze zwrocic
                                      uwage iz za wyjatkiem Matute wszystkie nie zyja. Pane ktore debiutowaly
                                      ostatnio sa kompletnie nie do przejscia.

                                      Z calego watku odnosze wrazenie iz jesli ktos zaczynal edukacje literacka od
                                      rodzimiej to lit polska jest uratowana. Jesli zas zaczynalo sie od literatury
                                      obcej to nasza poklsa zionie wtornosca. Czyli ze nie moze ostarzac mojego
                                      wychowania za niezbyt chetne podejscie to lit polskiej. Ciekawi mnie Tokarczuk,
                                      jesli to jest piszaca kobeta to chyba bede zmuszony oddac obie ksiazki znajomym
                                      paniom.
                                      • braineater Kfestia Cobieca.... 04.02.04, 14:59
                                        Oj nie ładnie, nieładnie - oczywiście, że istnieje literatura typowo męska i typowo kobieca i ja, będęc jeszcze większym sexsistą niż Gollum, czas jakiś temu doszedłem do wniosku, że ksiązek napisanych przez baby nie lubię, po czym, oczywiście musiałem sobie znaleźć wyjatki od tej reguły:) - Simone Weil, Angela Carter i Gertruda Stein. Reszta literatury kobiecej, tej uznanej - - C. McCullers, Wirginia Woolf, i tej mniej uznanej - Ugresic, Tokarczuk etc. - sprawia na mnie wrażenie czegoś napisanego pomiędzy depilowaniem nóg a ugotowaniem obiadu (zanim zupa dojdzie, to se machnę jeszcze jeden rozdzialik...)i jakoś zupełnie mnie nie przekonuje. Kobietom, moim zdaniem:), brak tego totalnego zaangażowania, 100% procentowego oddania literaturze i to zawsze wychodzi, zawsze w jakiś sposób panie są tak uwikłane w rzeczywiwstość, że nie są w stanie osiągnąc tego stanu skupienia co męscy pisarze (Genet:)i tak jakoś te powieści się sypią...
                                        PS. Przy czym ,przyznać trzeba, że najlepszą pornografię piszą jednak panny - vide Anais Nin:)
                                        PS.2 Nie chcę nikogo obrażać, ja tak po prostu myślę...:)
                                        • Gość: broch Re: Kfestia Cobieca.... IP: *.mcg.edu 04.02.04, 15:09
                                          Oznacza to upadek literatury generalnie...
                                          Widze co raz wiecej mlodziencow zachowujacych sie jak panienki a dziewczatka
                                          zachowujace sie jak chlopaczki (oczywiscie daleko do perfekcji). Przynajmniej w
                                          U.S.A. ale slyszalem podobne ponure wiesci z Polski. Wynikaloby z tego z upadek
                                          literatury mozna laczyc z babieniem plci meskiej (niestety. Mam nadziej ze umre
                                          zanim proces "babienia" osiagnie zatrwazajacy pozom).
                                        • rozaola kfestia i menska i cobieca 04.02.04, 19:53
                                          braineater napisał:

                                          >i ja, będęc jeszcze większym sexsistą niż Gollum,

                                          Alez wy panowie jestescie rozbrajajacy z tym pohukiwaniem, jakimi to jestescie
                                          starszliwymi seksistami, naparwde mozna dostac czkwaki ze smiechu.


                                          >czas jakiś temu
                                          > doszedłem do wniosku, że ksiązek napisanych przez baby nie lubię


                                          Dlaczego mowisz o kobietach baby? To dosc niegrzeczne i obrazliwe. Bylabym
                                          wdzieczna gdybysmy uzywali slow takich jak kobiety i mezczyzni, a nie baby i
                                          dziady. Chyba ze chcesz przejsc na poziom "forum o dupie"?


                                          . Reszta literatury kobiecej, tej uznanej - - C. McCullers,
                                          > Wirginia Woolf, i tej mniej uznanej - Ugresic, Tokarczuk etc. - sprawia na
                                          mnie wrażenie czegoś napisanego pomiędzy depilowaniem nóg a ugotowaniem obiadu
                                          (zanim zupa dojdzie, to se machnę jeszcze jeden rozdzialik...)i jakoś zupełnie
                                          mnie nie przekonuje.

                                          Masz racje, podobnie jak broch. Ja tez mam czesto wrazenie czytajac roznych
                                          piszacych kolesiow, ze pisza miedzy jednym numerkiem z paniena a spuszczeniem
                                          sie gdzies po kryjomu. Dokladnie tym zalatuje ta literaturka. Tez nie lubie
                                          takich klimatow. Ale jak na razie, to co do Vargi zgodzilismy sie w ocenie jego
                                          plodow, natomiast co do twojego pogardliwego pisania o "babach" - mam wrazenie,
                                          ze oceniasz hurtowo, bez przygladania sie. Twoja krytyka tego nieszczesnego
                                          przyslowiowego Wbargi jest OK, bo mus sie blizej rpzyjrzales i nie podoba ci
                                          sie - ale twoja a priori krytyka "bab" nie jest uzasadniona niczym konkretnym,
                                          jak tylko uprzedzeniem i czyms w rodzaju niecheci do zupy, a to nie jest zadne
                                          kryteruim. Myslsiz, ze McCullers nie gotowala zupy? O ile wiem, byla domowa
                                          samiczka i wtykala mezysiowi do dziobka same frykasy. A jednak umiala pisac.
                                          Wiec zupa nie moze byc podstawa krytyki literatury pisanej przez kobiety.

                                          >Kobietom, moim zdaniem:), brak tego totalnego zaangażowania,
                                          > 100% procentowego oddania literaturze i to zawsze wychodzi, zawsze w jakiś
                                          spos
                                          > ób panie są tak uwikłane w rzeczywiwstość, że nie są w stanie osiągnąc tego
                                          sta
                                          > nu skupienia co męscy pisarze (Genet:)i tak jakoś te powieści się sypią...


                                          Jak myslisz, dlaczego? Dlatego ze sa glupsze z natury czy moze dlatego, ze
                                          gdyby nie ugotowaly obiadu wspolnym z jakims facetem (moze pisarzem) dzieciom,
                                          to i dzieci i pisarz umarliby smiercia glodowa? Czy naprawde rozmowa o
                                          literaturze musi sie przeradzac w gadanie o obiadach, babach i dziadach? Sorry,
                                          ale z takiej rozmowy wypisuje sie w temie ekspresowym.


                                          Pozdrowienia
                                          Roza


                                      • rozaola Re: To moze zapytam tak: 04.02.04, 19:41
                                        Gość portalu: broch napisał(a):

                                        > Jest bardzo niewiele kobiet piszacych ktore trawie.

                                        Gdybys wiedzial broch, jak wielu piszacych mezczyzn nie moge zniesc. Tego ze
                                        nawet na kartce papieru musza sie prezyc i stawac na palce i nie moga sobie
                                        pozwolic na bycie czlowiekiem, a musza koniecznie byc najtwardszym facetem.
                                        Wedlug mnie to zalosne i dlatego niewielu piszacych facetow lubie. Co nie
                                        oznacza oczywiscie ze lubie kazda pisarke, bo przeciez nie ceni sie literatury
                                        za to co jej autor/ka ma za przeproszeniem w majtkach, prawda?


                                        >Reszta piszacych pan
                                        > pisze po prostu inaczej niz mezczyzni w sposob ktory mnie drazni.

                                        O to, to, masza racje. Dokladnie to samo czuje w stosunku do wielu piszacych
                                        kawalerow. Oni pisza po prostu calkiem inaczej niz kobieta, z ktora moglabym
                                        sie identyfikowac. Literatura meska jest dla mnie w wiekszosci nie do
                                        strawienia - pisalismy juz o tym na opczatku tego watku (Varga i wspolnicy)


                                        > Ciekawi mnie Tokarczuk, jesli to jest piszaca kobeta to chyba bede zmuszony
                                        oddac obie ksiazki znajomym paniom.

                                        Piszac "piszaca kobieta" masz na mysli kobiete ktora pisze w kolko o swojej
                                        depilacji i owulacji? Jesli tak, to Tokarczuk milo sie rozczaruje.

                                        Pozdrowienia
                                        Roza
                                        • Gość: Zdanka Lordzie,pan taki dziś poważny... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.02.04, 20:25
                                          Niech się Sznowna koleżanka Rozaola tak nie unosi,poduszeczek palców na
                                          klawiaturze szkoda rozpłaszczać!;)

                                          Wszystko jest Ok,dopóki mówimy o literaturze dobrze lub źle napisanej,a nie
                                          pisanej pochwą czy penisem,b o takie rozważania prowadzą na manowce.Mam na ten
                                          przykład wrażenie,że tzw.Krytyka feministyczna w literaturze dawno udała się na
                                          jakieś wertepy ,bo goni własny ogon.I tu przyznam,że do "Gender" nic nie
                                          mam,ale do krytyki feministycznej ze Szczuką i Dunin na czele ,mam bardzo
                                          dużo.Po prostu to co miało wyzwalać,zaczęło naraz niesamowicie ograniczać i
                                          zacieśniać horyzont.

                                          Są pisarze,o których trudno powiedzieć ,że to literatura męska,choć mężczyzna
                                          pisze, vide:Większośc ludzi spod znaku campu-szczególnie
                                          Firbank,Wilde,/Proust,niektóre kawałki E.White`a,z polskich calusieńki
                                          Bieńczyk,niektóre fragmenty "Hanemanna"Chwina itp,itd -tak można sobie
                                          wyliczać.Tak więc nie udawadniajmy sobie,że żyjemy w innych światach i jest
                                          łatwiej po szkolnemu "utożsamiać" się z jakąś postacią męską czy kobiecą.No za
                                          nic nie mogę się utożsamić z kimkolwiek kobiecym z książek takiej Winterson
                                          choćby,bo uważam ją za nieludzkiego grafomana.Ale takie bohaterki a`la Jelinek
                                          to już zupełnie inny poziom,nie da się ukryć(A właśnie czytałam niestety tylko
                                          dwie jej rzeczy,w tym jedną po niemiecku-"Die Liebhaberinnen")

                                          Z drugiej strony niesamowicie fascynują autorzy,którzy nie do końca precyzują
                                          seksualność swoich
                                          bohaterów ,np:Musil,Gide,Woolf,Iwaszkiewicz,Gombrowicz,Witkacy...itp.

                                          To ,co doprecyzowujecie jako literaturę kobiecą ,jest po prostu kiepską
                                          literaturą: Taka Grochola jako odpowiednik "Dziennika" pewnej Angielki,jakieś
                                          knoty typu literatura o tym,że dziś się odchudzam ,a wczoraj zapomniałam wziąć
                                          tabletki antykoncepcyjnej.Równie dobrze mogę w ten garnek wrzucić Whartona (jak
                                          z dwóch gwoździ i młotka zrobić jacht),albo Coellho(nigdy nie wiem jak się to
                                          pisze) czyli filozofię dla pensjonarek i prawiczków.Dla mnie nie broni się
                                          tylko kiepska literatura,czyli coś o niczym :może to być 200 stron o wiertarce
                                          udarowej,albo 200 stron o podpaskach.
                                          • rozaola Re: Lordzie,pan taki dziś poważny... 05.02.04, 16:04
                                            Gość portalu: Zdanka napisał(a):

                                            > Niech się Sznowna koleżanka Rozaola tak nie unosi,poduszeczek palców na
                                            > klawiaturze szkoda rozpłaszczać!;)


                                            To chyba jakies moze przeklęstwo :-) ze ciagle sie komus wydaje, ze sie
                                            denerwuje, podczas gdy jestem calkiem spokojna, bo gdybym sie zdenerwowala, moj
                                            kardiolog by mnie zabil :)


                                            >Mam na ten
                                            > przykład wrażenie,że tzw.Krytyka feministyczna w literaturze dawno udała się
                                            na
                                            >
                                            > jakieś wertepy ,bo goni własny ogon.I tu przyznam,że do "Gender" nic nie
                                            > mam,ale do krytyki feministycznej ze Szczuką i Dunin na czele ,mam bardzo
                                            > dużo.Po prostu to co miało wyzwalać,zaczęło naraz niesamowicie ograniczać i
                                            > zacieśniać horyzont.

                                            Napisz o tym cos wiecej prosze, to ciekawe.


                                            >Tak więc nie udawadniajmy sobie,że żyjemy w innych światach

                                            Uwazam, ze __do jakiegos stopnia__zyjemy. Lubia na to wskazywac osoby
                                            podkreslajace piekne roznice meidzy kobietami a mezczyznami.

                                            No za
                                            > nic nie mogę się utożsamić z kimkolwiek kobiecym z książek takiej Winterson
                                            > choćby,bo uważam ją za nieludzkiego grafomana.

                                            Zgadzam sie, tez nie trawie Winterson, a co za tym idzie, nie
                                            trawie "Almy "Filipiak, ktora jest niemal kalka Winterson.


                                            >Ale takie bohaterki a`la Jelinek
                                            > to już zupełnie inny poziom,nie da się ukryć(A właśnie czytałam niestety
                                            tylko
                                            >
                                            > dwie jej rzeczy,w tym jedną po niemiecku-"Die Liebhaberinnen")

                                            A to mnie dziwi, Zdanko, bo przeciez bohaterki Jelinek sa cwanymi, wcale nie
                                            pozytywnymi samicami. Co jeszcze czytalas Jelinek oprocz "Die L."?



                                            > To ,co doprecyzowujecie jako literaturę kobiecą ,jest po prostu kiepską
                                            > literaturą: Taka Grochola jako odpowiednik "Dziennika" pewnej Angielki,jakieś
                                            > knoty typu literatura o tym,że dziś się odchudzam ,a wczoraj zapomniałam
                                            wziąć
                                            > tabletki antykoncepcyjnej.

                                            Zgadza sie, o tej literaturze szkoda w ogole gadac. Niech sie nia zajma
                                            literaturoznawcy, oni nawet powinni, ale mnie sie nie chce zawracac sobie glowy
                                            tymi glupotami.


                                            > z dwóch gwoździ i młotka zrobić jacht),albo Coellho(nigdy nie wiem jak się to
                                            > pisze)

                                            Pisownia tego nazwiska to jeszcze pol biedy, ale konia z rzedem temu kto wie
                                            jak to sie poprawnie wymawia :-)

                                            Pozdro

                                            Roza
                                        • braineater Ok - 04.02.04, 20:26
                                          niech będą autorki zamiast bab, to będę pisał o autorkach a nie o babach:)
                                          • rozaola Re: Ok - 05.02.04, 16:07
                                            braineater napisał:

                                            > niech będą autorki zamiast bab, to będę pisał o autorkach a nie o babach:)

                                            "Niech nie kradna naszych samochodow, to bede mowil o Polakach, a nie o
                                            Polaczkach" - powiedzial mi pewien Niemiec, kiedy poprosilam go, zbey nie
                                            mowil "Polacken" tylko "Polen".

                                            Piszesz tez o dziadach? Czy tylko nie zauwazylam?

                                            Roza
                                        • Gość: broch rozaola IP: *.mcg.edu 04.02.04, 20:31
                                          ...strasznie "sierjozna". Myslalem ze walczace feministki to tylko w U.S.A.
                                          (moj pierwszy kontakt z amerykanskim feminizmem polegal na tym ze zostalem
                                          zjechany za to iz otworzylem drzwi, aby pania przepuscic pierwsza. Nie myslalem
                                          ze to ma cos wspolnego z feminizmem. Uprzejmie wyjasnilem ze nastepnym razem
                                          podloze noge zamiast otwierac drzwi, a jak sie wywroci to jeszcze doloze. Tym
                                          razem obrazila sie jako kobieta). Od tej pory jestem ostrozny, ale zawsze
                                          podawalem przyklad Polek bijacych Amerykanki na glowe rozsadkiem.

                                          Osobiscie tez nie znosze wielu mezczyzn piszacych. Wiecej jest zlych pisarzy
                                          niz pisarek bo:
                                          - piszacych mezczyzn jest wiecej
                                          - piszacych kobiet jest mniej

                                          Podloza seksualno/owulacyjnego nie rozumiem. Z reszta w dziedzinie seksu i
                                          owulacji przeczytaj DiPrima (kobieta) "Pamietniki bitnika". Kapitalna ksiazka
                                          gdzie autorka (!) pisze duzo o seksie ale bez owulacji i spuszczania sie
                                          partnerow. Poza tym ciekawa kronika czasow beatu (dla tych co lubia "W drodze")

                                          Dla mnie kobiety pisza "miekko" czego nie lubie. Przeciwienstwem tego typu
                                          pisania (u kobiet) jest G. Stein. Podobnie jak nie lubie prozy pisarzy
                                          czarnoskorych poniewaz tematyka jest mi obca a nie dlatego ze jestem rasista.
                                          Fakt ze nie lubie prozy pisanej przez kobiety nie znaczy ze jestem mizoginem.
                                          To kompletny absurd.

                                          Piszac o Tokarczuk mialem na mysli "miekkosc" pisania o ktorej wspomnialem
                                          wyzej). Jesli proza pani Oli jest ciekawa to bede sie tylko cieszyl (swoja
                                          droga ksiazki powiny juz dojsc).
                                          • rozaola Re: rozaola 05.02.04, 16:16
                                            Gość portalu: broch napisał(a):

                                            > ...strasznie "sierjozna".

                                            etam.


                                            >Myslalem ze walczace feministki to tylko w U.S.A.


                                            Nie, kochany, w Polsce tez sa feministki.

                                            > (moj pierwszy kontakt z amerykanskim feminizmem polegal na tym ze zostalem
                                            > zjechany za to iz otworzylem drzwi, aby pania przepuscic pierwsza. Nie
                                            myslalem ze to ma cos wspolnego z feminizmem. Uprzejmie wyjasnilem ze nastepnym
                                            razem
                                            > podloze noge zamiast otwierac drzwi, a jak sie wywroci to jeszcze doloze. Tym
                                            > razem obrazila sie jako kobieta). Od tej pory jestem ostrozny, ale zawsze
                                            > podawalem przyklad Polek bijacych Amerykanki na glowe rozsadkiem.

                                            Jakbym ci opowiedziala kilka anegdot o moich starciach z goscmi typu macho, to
                                            bys zwatpil w meski rozsadek. Odzywki typu "co, pani tez na ten odczyt? To on
                                            bedzie tak nieskomplikowany, ze piekne panie tez cos z niego zrozumieja?" - i
                                            to bynajmniej nie z ust jakiegos chama, tylko szanowanego profesora filozofii
                                            na aszanowanym uniwersytecie. Ale broch, pliz, nie przerzucajmy sie dziwnymi
                                            historyjkami, dobrze?


                                            > Dla mnie kobiety pisza "miekko" czego nie lubie. Przeciwienstwem tego typu
                                            > pisania (u kobiet) jest G. Stein. Podobnie jak nie lubie prozy pisarzy
                                            > czarnoskorych poniewaz tematyka jest mi obca a nie dlatego ze jestem rasista.
                                            > Fakt ze nie lubie prozy pisanej przez kobiety nie znaczy ze jestem mizoginem.
                                            > To kompletny absurd.


                                            No nie wiem. Mam wrazenie, ze sie zamykasz. Ja tez nie czulam zadnego
                                            zainteresowania proza pisana przez autorow afroamerykanskich, roznych
                                            egzotycznych itepe, az przeczytalam Coetzeego i wsiaklam. Coetzee jest co
                                            prawda bialy, ale tematyka jego prozy nie jest biala. Ogolnie
                                            stwierdzenie "cops jest mi obce, wiec tego nie lubie" nie jest fajne. Jesli cos
                                            jest ci obce, byloby chyyba logiczniej odnosic sie do tego z obojetnoscia, a
                                            nie z antypatia.


                                            > > Piszac o Tokarczuk mialem na mysli "miekkosc" pisania o ktorej wspomnialem
                                            > wyzej). Jesli proza pani Oli jest ciekawa to bede sie tylko cieszyl (swoja
                                            > droga ksiazki powiny juz dojsc).

                                            Miekkosc u "pani Oli"??? Raczej nie. Juz predzej u "pana ANdzreja", ktorego tez
                                            sobie chyba zamowiles. W pewnym sensie tez pan Jurek pisze miekko (ale nie
                                            pamietam, zeby ktos polecal ci Pilcha?) Dla mnie Tokarczuk w wielu miejscach
                                            jest zbyt sucha i kanciasta. Np. w ostatnich opowiadaniach.

                                            Roza
                                • Gość: Gollum Odpowiadam niewiastom IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 05.02.04, 04:14
                                  1. RozaOla:
                                  Określając się mianem seksistów ja czy Braineater nie schlebiamy sobie ani się
                                  nie przechwalamy. Równie dobrze mógłbym przechwalać się faktem, że noszę
                                  spodnie. Seksizm facetów to pewna oczywistość, o której jednak na ogół się nie
                                  pamięta. Z drugiej strony nie znaczy to, że, jak to mówią, nasienie zalewa nam
                                  mózgi. Fakt, że uczestniczymy w forum n/t ambitnej literatury, a nie np.
                                  w „Sweet pussi” czy „Die geile Tanja wartet auf Dich” dowodzi, że jesteśmy żywo
                                  zainteresowani możliwościami zgłębienia kondycji egzystencjalnej – cudzej i
                                  własnej. Literatura to – obok kina, teatru, malarstwa itd. jeden ze sposobów.
                                  Ale... W życiu praktycznym nasz „seksizm” odgrywa fundamentalną rolę, a to,
                                  siłą rzeczy, znajduje pewne odbicie w naszym odbiorze literatury (kina, teatru,
                                  malarstwa). I znowuż nie oznacza to, że chłoniemy wytwory wymienionych sztuk
                                  niecierpliwym pośpiechcem przeskakując strony (przewijając taśmę video) w
                                  poszukiwaniu „momentów”. Wręcz przeciwnie, większość scen erotycznych w
                                  książkach (np. współczesnych anglosaskich i niemieckich) wydaje mi się totalnie
                                  chybiona. Wszystkie te „stanął mi”, „wzięła go do ust” etc. to zwykle
                                  grafomania, lub grafomańsko-infantylne wstawki u wcale niezłych autorów.
                                  Natomiast wiarygodne ukazanie postaci postrzegającej świat przez pryzmat
                                  seksualności, związanych z nią pragnień, satysfakcji i frustracji – to już
                                  spore osiągnięcie. Delikatna sprawa, bo łatwiutko ześliznąć się w odmęty
                                  słabizny. Stąd wielkie brawa dla „Cząstek elementarnych” i
                                  islandzkiego „Reykjavik 101”.
                                  p.s. Ostatnio z wielkim zainteresowaniem (a nie ze znudzeniem ogarniającym Cię
                                  w obliczu oklepanego tematu ojciec-syn) przeczytałem M. Andersson „Kwietniową
                                  czarownicę” o relacjach między siostrami - tym większym, ża sam nie mam
                                  siostry, a nawet gdybym miał, to nie mógłbym być jej siostrą.
                                  2. Zdanka:
                                  (Zdanka wrote):
                                  „Jeśli zaczniemy rozważać kwestię literatury kobiecej i męskiej to za chwilę
                                  sami siebie wpuścimy w kanał.Coś takiego po prostu nie istnieje,podobnie jak
                                  nie istnieje ogrodnictwo męskie czy kobiece”.
                                  - No, nic dziwnego , Zdanko, że tak podchodzisz do sprawy, skoro Ty przecież
                                  już rozwiązałaś ten problem – napisałaś gdzieś wcześniej, że uwielbiasz siebie
                                  samą, że chcesz wyjść za siebie za mąż itd. Otóż ja nie chcę się ze sobą
                                  ożenić. Muszę jednak pochwalić otwartość, z jaką uprawiasz publiczną
                                  autoapoteozę – ludzie z reguły uwikłani są w pęta hipokryzji i fałszywej
                                  skromności. A może bym tak spróbował wziąć z Ciebie przykład? – Gollumie, mój
                                  sskarbie, jacy jesteśmy wspaniali. Inni nas nie doceniają, ale jessteśmy lepsi
                                  od nich... – Nie, nie wychodzi mi. :-]
                                  • rozaola Re: Odpowiadam niewiastom 05.02.04, 16:23
                                    Seksizm facetow nie jest zadna oczywistoscia, Gollumie slodki. Kazdy z moich
                                    narzeczonych podbilby ci za to oko ;))), zaden z nich nie jest seksista. Dla
                                    seksisty kobieta jest tylko towarem do zaliczenia, podobnie jak dla seksistki
                                    mezczyzna jest tyle wart ile rozmiary niektorych jego czlonkow. Ogolnie jest to
                                    smutne i zenujace zjawisko. Mysle, ze masz calkiem inne wyobrazenie o
                                    seksizmie, zawsze pozostaje slownik wyrazow obcych. Tako rzecze
                                    Kopalinski: "dyskryminacja czlowieka, glownie kobiety, ze względu na plec" Hm,
                                    jesli uznajesz te definicje i podtrzymujesz to co napisales, to rzeczywiscie
                                    smutno.

                                    Roza
                                    • Gość: Gollum Re: Odpowiadam niewiastom IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 06.02.04, 01:12
                                      Słodka Różo bez Kolców.
                                      Ze skruchą wyznaję, że odpisując na Twojego posta, nie korzystałem ze słownika
                                      wyr. obcych. Kajam się zatem.
                                      Gollum.

                                  • rozaola Re: Odpowiadam niewiastom 05.02.04, 16:27
                                    Krotkie uzupelnienie: przeczytalam jeszcze raz twojego maila i mysle, ze
                                    seksizm mylisz z seksualnoscia.

                                    > p.s. Ostatnio z wielkim zainteresowaniem (a nie ze znudzeniem ogarniającym
                                    Cię
                                    > w obliczu oklepanego tematu ojciec-syn) przeczytałem M. Andersson „Kwiet
                                    > niową
                                    > czarownicę” o relacjach między siostrami - tym większym, ża sam nie mam
                                    > siostry, a nawet gdybym miał, to nie mógłbym być jej siostrą.


                                    Bardzo sie ciesze. Roznica miedzy mna czytajaca po raz setny o roznych
                                    wariantach relacji ojciec-syn a toba czytajacym o rekacjach miedzy siostrami u
                                    Axelsson (nie Anderson) polega na tym, ze twoja przyjemnosc i poczucie
                                    swiezosci (jak sadze) bierze sie z tego, ze relacja miedzy siostrami to cos
                                    dosc nowego w literaturze. A ojciec i syn jest tluczony na wiele sposobow od
                                    tzw. zarania. Stad twoja przyjemnosc wobec siostr, a moje znuzenie wobec ojcow
                                    i synow (i duchow swietych ;-)

                                    Roza



                                    > 2. Zdanka:
                                    > (Zdanka wrote):
                                    > „Jeśli zaczniemy rozważać kwestię literatury kobiecej i męskiej to za chw
                                    > ilę
                                    > sami siebie wpuścimy w kanał.Coś takiego po prostu nie istnieje,podobnie jak
                                    > nie istnieje ogrodnictwo męskie czy kobiece”.
                                    > - No, nic dziwnego , Zdanko, że tak podchodzisz do sprawy, skoro Ty
                                    przecież
                                    >
                                    > już rozwiązałaś ten problem – napisałaś gdzieś wcześniej, że uwielbiasz s
                                    > iebie
                                    > samą, że chcesz wyjść za siebie za mąż itd. Otóż ja nie chcę się ze sobą
                                    > ożenić. Muszę jednak pochwalić otwartość, z jaką uprawiasz publiczną
                                    > autoapoteozę – ludzie z reguły uwikłani są w pęta hipokryzji i fałszywej
                                    > skromności. A może bym tak spróbował wziąć z Ciebie przykład? – Gollumie
                                    > , mój
                                    > sskarbie, jacy jesteśmy wspaniali. Inni nas nie doceniają, ale jessteśmy
                                    lepsi
                                    > od nich... – Nie, nie wychodzi mi. :-]
                                  • braineater Gollum, my preciousssss, Rozaola - seksizm cd. 05.02.04, 20:09
                                    1 piszę o babach nie pisząc o dziadach, bowiem na złą literaturę w męskim wykonaniu z dawien dawna ukułem sobie koncept literatury "pedalskiej" w pełnej pejoratywności tego słowa - stworzonej jedynie ku czczej rozrywce, powtażającej wciąz te same schematy i nie prowadzącej do nawet imitacji katharsis - ot, ksiązki jako stosunki męsko męskie - dużo potu i zapału, a po tem wszędzie brudno i jakoś wstyd...
                                    2. Pomysł na nowy wątek, który może stać się odpowiedzią na pytanie tego forum - spróbujmy ułozyć listę tych polskich pisarzy, niezależnie z którego stulecia, których sztuka broni się do dziś i zestawić ją z listą tych, których przereklamowały nam systemy edukacyjne bądź marketingowe. Próbka poniżej:
                                    Niesłusznie zapomniani:
                                    1)Emil Zegadłowicz - jedyny naprawdę brutalny i turpistyczny polski pisarz, w pełni naturalistyczny, mimo czasem drażniącej maniery
                                    2) Michał Choromański - człowiek, który z polskim językiem potrafił zrobić wszystko - po latach dorównał mu tylko Lem
                                    3)Leopold Tyrmand - jako eseista i krytyk muzyczny - moim zdaniem pisanie klasy Kisielewskiego, tylko pozbawione reklamy
                                    4) Żuławski - Na srebrnym Globie, Grabiński - Opowiadania - jedyne w pełni polskie, oryginalne teksty SF/weird fiction (oczywi ście przed Lemem:)
                                    Niesłusznie przereklamowani:
                                    Hlasko/ Stachura - powyciągane swetry i grafomani z gitarami skutecznie zatarli całą wartośc jaka ewentualnie mogła tkwić w tych tekstach
                                    Manuela Gretkowska - obuch feministycznej ideologi zabijający cały całkiem niezły warsztat pisarski
                                    Chwin - genialne operowanie językiem, które z trudem przesłania brak historii do opowiedzenia (szczególnie widoczne w "Złotym Pelikanie")

                                    To tylko tyle na początek i zda mi się, że jak wszyscy dołożymy tu po swoje 12 groszy, to powinien wyłonić się z tego obraz tej polskiej literatury na którą czekamy

                                    PS: zda mi się czy też nie ale z forum wynika, że jedynym pisarzem którego większość ceni bez zastrzeżeń większych, jest Huelle?
                                    • rozaola Re: Gollum, my preciousssss, Rozaola - seksizm cd 05.02.04, 21:32
                                      Musze zaprotestowac przeciwko terminowi "literatura pedalska". Oczywiscie nie
                                      moge ci niczego zabraniac, ale mnie by sie juz bardziej podobal
                                      termin "literatura dziadowska", jest o wiele bardziej adekwatny. W jezyku
                                      polskim funkcjonuje z powodzeniem pejoratywne okreslenie "dziadowstwo", cos
                                      jest "dziadowskie" czyli marne, byle jakie. Poza tym mam kilku kolegow ktorzy
                                      sa gejami, lubie ich i szanuje i nie podzielam twojej homofobii. Zyj i daj zyc
                                      innym.
                                      Wracajac do literatury. Zgadzam sie z twoimi propozycjami, zwlsczcza jesli
                                      chodzi o Zegadlowicza i Choromanskiego (a Dygat?). Niezgadzam sie jesli chodzi
                                      o Gretkowska - jakaz z niej feministka? Pisanie w kolko o dupie Maryni z dwiema
                                      lechtaczkami nie robi z niej feministki. Co do Huellego, to nie jestem
                                      przekonana do niego calkowicie, ale jak ktos juz napisal - lubie go mimo, ze on
                                      lubi Hrabala :) Chyba tez nam sie Tokarczuk wylania jako ta najmniej
                                      kontrowersyjna dla wiekszosci...

                                      Pozdro
                                      Roza


                                      • Gość: broch Re: Gollum, my preciousssss, Rozaola - seksizm cd IP: *.mcg.edu 05.02.04, 22:35
                                        braineater:
                                        z listy ktora zrobiles, bardzo lubie Choromanskiego, Grabinskiego i Tyrmanda. O
                                        Lemie nie wspomne bo byl w nawiasie. Stachura i Hlasko to polscy twardziele z
                                        Key West (nawiasem mowiac piekne miejsce gdzie moglbym zamieszkac na stale).
                                        Grabinski dla mnie to jedyny polski tworca powiesci grozy na wysokim poziomie.

                                        Rozaola:
                                        Nim zaczne cos nielubiec, najpierw sprawdze:
                                        np: Invisible Man - R. Ellisona i Shadow and Act tego samego autora. Rowniez
                                        Toni Morrison (Song of Solomon). Richarda Wrighta (Syn swego kraju) czytalem
                                        jeszcze w Polsce. "Invisible Man" Ellisona byl najlepszy (interesujaca
                                        tecnicznie narracja) ale po prostu ten temat mnie znudzil szczegolnie u T.
                                        Morrison. Nie lubie ksiazek ktore mnie nudza. Coetzee nie czytalem poniewaz
                                        kilku znajomych wypowiedzialo sie o nim negatywnie wolalem wiec siegnac
                                        po "pewniaki" .
                                        • Gość: Gollum Czym możemy sie pochwalić? IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 06.02.04, 01:15
                                          Ktoś wcześniej napisał, że człowiek chowany na literaturze światowej ma
                                          problemy z polubieniem polskiej. To właśnie mój przypadek. W dzieciństwie
                                          wolałem trylogię muszkieterską niż kmicicową. Jako nastolatek karmiłem
                                          rozpaloną wyobraźnię Dekameronem i Pamiętnikami Casanovy, a nie Skiroławkami. A
                                          potem już płynnie wpadłem w objęcia Cortazara i Camusa. Zresztą wciąż myślę, że
                                          genialna powieść polska byłaby mi z różnych względów bliższa, niż gen. pow.
                                          argentyńskie, francuskie itd. Do przekonania trafił mi post z początku forum
                                          (broch lub braineater) o nieznośnym dyktacie realizmu i „reportażowości” (nb.
                                          ta sama plaga pustoszy też nasze współczesne kino i dramaturgię). Spójrzmy na
                                          niekwestionowanych geniuszy – Gombrowicza i Schulza. Przecież oni kompletnie
                                          olewali realizm i wymogi publiczki. To, co stworzył Gombro, było absolutną
                                          kreacją, nader kunsztownym przetworzeniem rzeczywistości – (np. rzeczyw.
                                          szkoły, czy rzeczyw. majątków ziemskich). Nic takiego, jak przygody bohatera
                                          Ferdydurke nigdy nie mogło się zdarzyć. A jednak jest to w jakiś sposób
                                          prawdziwsze a na pewno ciekawsze niż smutne perypetie Janka Muzykusa, Naszej
                                          szkapy, Kamizelki i Doktora jakiegośtam (pomijam tu pamiętną Rozalkę w piecu –
                                          ale to chyba była właśnie kreacja :-).
                                          No a Schulz? Skonstruował cały wszechświat z oryginalną ontologią, jako
                                          materiał wyjściowy mając tylko przestrzeń jednego mieszkania, sklepu i kilku
                                          ulic miasta, starą gazetę, klaser, oraz trzyosobową rodzinę ze służącą.
                                          W tym kontekście wysoko cenię „Madame” Libery. Choć momentami wpada w
                                          przeestetyzowanie, jest całkowicie oderwana od smętnych polskich realiów, i ma
                                          w sobie lekkość z gruntu francuską. To jest proza, która może się podobać
                                          wszędzie.
                                          Huelle to rzeczywiście nasz as atutowy: najlepsze wydają mi się opowiadania z
                                          tomu „Opow. na czas przeprowadzki”. Jest w nich wątek chlopięcego odkrywania
                                          świata rodem z najlepszych książek Capote’a, ale nie epigonalna.
                                          Ed. Niziurski (!). To oczywiście literatura młodzieżowa. Ale czy gorsza niż H.
                                          Potter? Niziur stworzył autonomiczny świat szkolny, w którym chuligani nie
                                          mówią do grzecznych „Spierdalaj ty chuju” , tylko „Czy kolega pragnie, żebym go
                                          spłaszczył?”. Czytuję go chętnie do dziś.
                                          Krzysztoń – „Obłęd”. To też wysokiej klasy kreacja. Ogólna uwaga: tylko wyjście
                                          od realiów a następnie przesunięcie reguł rządzących wykreowanym światem daje
                                          oryginalne spojrzenie (pod warunkiem, że zachowana zostanie spójność tego
                                          świata i psychologiczna wiarygodność przedstawionych zachowań). Autor jest
                                          przede wszystkim indywidualistą i jako taki ma szansę powiedzenie o
                                          rzeczywistości czegoś, czego absolutnie nikt poza nim powiedzieć by nie mógł
                                          (ostatnie zdanie to jakieś echo „Sztuki powieści” Kundery). Najlepsi
                                          wykorzystali tę szansę. To chyba jednak wymaga odwagi.
                                      • braineater Re: Gollum, my preciousssss, Rozaola - seksizm cd 06.02.04, 12:50
                                        Rozaola, dziewcze przewrażliwione - termin literatura pedalska, nie ma w założeniu nic wspólnego z gejostwem, jest jedynie przerzuceniem na literaturę znaczeń słowa, które, moim zdaniem, w dobry sposób charakteryzuje, pewne zjawisko literackie - a słowo dziadowski, kojarzy mi się jedynie z szkaplerzykami i Matkom Boskom Czenstochowskom
                                        Odrobina luzu, plizzzzzzzz....
                                        • rozaola Re: Gollum, my preciousssss, Rozaola - seksizm cd 10.02.04, 13:46
                                          braineater napisał:

                                          > Rozaola, dziewcze przewrażliwione - termin literatura pedalska, nie ma w
                                          założe
                                          > niu nic wspólnego z gejostwem


                                          ?!?!?!?! zartujesz chyba.

                                          >jest jedynie przerzuceniem na literaturę znaczeń
                                          > słowa, które, moim zdaniem, w dobry sposób charakteryzuje, pewne zjawisko
                                          lite
                                          > rackie -

                                          A moze to ty jestes gruboskorne chlopię, a nie ja przewrazliwione dziewcze?

                                          Czego dowodem twoja wypowiedz:

                                          >a słowo dziadowski, kojarzy mi się jedynie z szkaplerzykami i Matkom B
                                          > oskom Czenstochowskom<

                                          ejze, jedynie? Troche luzu, braineater ;)

                                          Roza


    • Gość: czapski Re: a polska literatura wspolczesna??? IP: *.pl / *.utp.pl 05.02.04, 00:12
      Trudno wpadac w zachwyt nad współczesną polską prozą, nie wiem tylko czy to
      wynik braku polskiej tradycji w tej dziedzinie (jak sugerowali już niektórzy w
      tym wątku), ograniczeń natury zarobkowej- żeby utrzymać się z pisania trzeba
      pisać hity z pierwszej dziesiatki w EMPIKU i to w tempie tasmociagu
      fabrycznego, czy moze braku odpowiedniego systemu edukacji- wiem ze zabrzmi to
      smiesznie, ale zauwazcie ze wiekszosc pisarzy angielskich (McEwan, Swift,
      Ishiguro i wielu innych) to absolwenci specjalnych studiow, zawierajacych kursy
      tzw creative writing. Jak wygladaja u nas studia polonistyczne lepiej nie
      mowic...
      A teraz moja osobista ocena polskich pisarzy wspolczesnych
      Pilch- pisze ladnie, ale nie za bardzo wie co chce powiedziec, problemy z
      budowaniem fabuly
      Tokarczuk- dobra pisarka, choc nierówna
      Sosnowski- wydawał mi się byc objawieniem, a teraz zjazd w dól- czy to znowu
      nie ograniczenia materialne- trudno pisac dobrze jak sie ma 4 etaty...
      Huelle- ŚWIETNY, rewelacja, o tyle dziwne ze nie przepadam za jego bożkiem
      Habalem
      Gretkowska- ma (miala) predyspozycje, ale ukwila w tej matni skandalizujacych
      opowiastek
      Filipiak- zabierala sie za nauczanie sztuki pisania, ale jak to mawiaja szewc
      bez butów chodzi...
      młodzi Science Fiction- Dukaj, Ziemkiewicz, Kołodziejczak, zapędy dydaktyczno -
      polityczne, gorzej z umiejętnością pisania
      Sapkowski- urghhh.... literatura PKS-owa jak to ktos wczesniej nazwal, nie
      czyta się tego zle, ale robic z niego wielkiego pisarza...
      Masłowska- coś tam błysnęło, ale nie można robić z kogoś geniusza po takiej
      broszurce , w której autorka zajęła się środowiskiem o którym nie miała pojęcia
      • Gość: Zdanka Tzw.creative writing... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.02.04, 02:08
        Hm...Czapski napisał:

        wiem ze zabrzmi to
        > smiesznie, ale zauwazcie ze wiekszosc pisarzy angielskich (McEwan, Swift,
        > Ishiguro i wielu innych) to absolwenci specjalnych studiow, zawierajacych
        kursy
        >
        > tzw creative writing. Jak wygladaja u nas studia polonistyczne lepiej nie
        > mowic...

        I prawdopodobnie ma sporo racji,choć ja uparcie wyznaję tezę,o którą już
        kilkakrotnie się pokłóciłam:nie można nauczyć pisania,można nauczyć warsztatu .
        Paradoksalnie,myślę,że każdy kto myśli o pisaniu , powinien szerokim łukiem
        omijać polonistykę w wydaniu akademickim.To jeden z kierunków a`la
        skansen,który absolutnie nie ma na siebie pomysłu i trzyma się tradycji aż do
        bólu,co wcześniej ,czy później źle się dla tak pojmowanego kierunku
        skończy.Tylko,że teraz powinniśmy zadać sobie jeszcze jedno pytanie:Kto ma
        uczyć owego"kreatywnego pisania" w Polsce?Nie wyobrażam sobie takich zajęć z 40
        studentami na polonistyce ,bo 25 kompletnie nie będzie to obchodziło;nie mówiąc
        już o tym,że uczyć powinni najlepsi - czyli albo pisarze,albo tłumacze,ale ,na
        Boga,nie profesorowie akademiccy,z których wielu nie ma zielonego pojęcia o
        tym,co obecnie dzieje się w literaturze(!).Tak więc mamy klasyczne błędne
        koło...Ale sama idea "warsztatów pisarskich" jest bardzo mądra,choć może nie
        tak ,jak to przerabia Port Legnica z tzw.młodymi poetami...
        • Gość: broch Re: Tzw.creative writing... IP: *.knology.net 05.02.04, 02:42
          Warsztaty to bez watpienia porzyteczna idea ale...
          ludzie z talemtem i z kreatywna wyobraznia, bez watpienia sobie poradza. Wydaje
          mi sie ze czesciej po warsztatach sa rzemieslnicy (czesto bardzo dobrzy, ale to
          rzemioslo tylko). Przykladem moze byc:
          Iain Pears, Matthew Pearl, David Liss, Charles Palliser, Tom Clancy, Robert
          Ludlum, Arturo Perez-Reverte i wielu innych. Pewnie iz nie ma polskiego pisarza
          ktory podobnie do Arturo Perez-Reverte sprawilby ze caly kraj zacznie czytac.
          Ale w Polsce od dawna nie ma pisarza ktory bylby po prostu tlumaczony na
          wszystkie mozliwe jezyki swiata i jeszcze do tego robil kase. W wypadku
          wymienionych powyzej pisarzy szkola pozwolila osiagnac sukces rynkowy ale to za
          malo aby pisac powiesci jak "Kraina wod" czy "Resztki dnia" ktore przetrwaja
          dluzej niz "Fencing master".
          • Gość: mamuna Re: Tzw.creative writing... IP: *.aster.pl 07.02.04, 07:35
            ło, a ja nawet nie wiem co to "fencing master" i "kraina wod", a to niby lepsze
            od "Iain Pears, Matthew Pearl, David Liss, Charles Palliser, Tom Clancy, Robert
            Ludlum, Arturo Perez-Reverte"...
            a zawsze mi się wydawało, że jestem oczytaną osobą...
            • Gość: czapski Re: Tzw.creative writing... IP: *.pl / *.utp.pl 08.02.04, 20:29
              Odpowiem za kolege/ koleżankę -fencing master to jest wlaśnie Arturo Perez
              Reverte, a Kraina Wód to jest książka Grahama Swifta z lat 80-tych, nagrodzona
              Bookerem, która doczekała się ekranizacji z Jeremym Ironsem w roli głównej. Te
              ksiazki zostaly podane dla kontrastu- pierwsze jako kawal rzemiosla a druga
              jako literatura wybitna, ktorą znac nalezy zeby uchodzic za oczytaną osobę,
              Clancy czy Ludlum tutaj przydatni nie są..
              • Gość: Zdanka Re: Tzw.creative writing... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.04, 13:05
                No to dalej czekamy na porządną warsztatowo powieść i czytamy licząc na
                odnalezienie arcydzieła.Nie ma lekko!
                • Gość: bungo ... i się urwał IP: *.arcor-ip.net 19.02.04, 19:12
                  Wreszcie doczytałem Wasz wątek do końca... i się urwał.
                  Nie zamierzam kryć rozczarowania!
                  Sam nie będę się zbytnio wtrącał, bo brak mi Waszej erudycji i narzędzi
                  filologicznych. Chętnie natomiast dopytałbym się o kilka drobnostek:

                  - dlaczego np. uważa ktoś powyżej, że „Mury Hebronu” to rzecz godna uwagi,
                  a „Białemu krukowi” się obrywa. I nikt nie oponuje. Sam odbieram pierwszą rzecz
                  jako obliczoną na tani efekt, natomiast druga to dobrze opowiedziana szorstkim
                  językiem przygoda poruszająca dość istotne problemy. Do tego jest w literaturze
                  polskiej tekst o wiele starszy i zdecydowanie bardziej wiarygodny od „Murów”
                  (uleciał mi w tej chwili tytuł: napisał go aktor na odsiadce - miał prawo
                  pisania, a więc przydział papieru i ołówków). Natomiast Stasiukowi więzienie
                  zdecydowanie lepiej wyszło w kilku akapitach „Próby autobiografii”.

                  - i dalej ten sam autor: spotkał się tu z pochwałą zbiorek „Przez rzekę”, a
                  milczy się o „Opowieściach galicyjskich”, kiedy to one chyba zasługują na uwagę
                  (są zwarte stylistycznie i tematycznie, przedstawiają przepełniony tajemnicą i
                  poezją portret regionu. Natomiast „Przez rzekę” to cuchnące alkoholem i
                  spalinami historyjki z gatunku właśnie „zobaczcie, czego to nie przeżyłem”, ale
                  bez puenty. Do tego otwierające zbiór i w najlepszym stylu Stasiukowym napisane
                  obrazki z prowincji pasują niestety jak pięść do oka do wspomnianej już reszty -
                  marnują się w jej towarzystwie. Czytając „Przez rzekę”, odnosiłem wrażenie, że
                  to przypadkowy zlepek, że wygrzebano cokolwiek, w tym jakieś wczesne produkty,
                  by podtrzymać obecność autora na rynku).

                  - i dlaczego Stachura to twardziel, czy też ktoś, kto się na takowego
                  stylizuje. Przecież nawet „Siekierezada”, a więc bodaj najbardziej „zawadiacki”
                  jego tekst, to dowód na to, że w każdej drobnostce doszukuje się powodu do
                  zachwytu nad światem, szuka powodu do życia.

                  - a teraz o przytoczonym przez Zdankę fragmencie, który miał powstać na gazie:
                  jest niestety absolutnie o niczym (w przeciwieństwie do „Wojny”!), a choć
                  językowo wydaje się być sprawny, jego język nie jest eksperymentem (w
                  przeciwieństwie do „Wojny”!). I tu wyjątkowo nie zadaję pytania, bo jestem
                  pewien swego :-)

                  A gdyby przyszło mi polecać komuś „lekturę obowiązkową” gdzieś z ostatniego 25-
                  30-lecia (bo w 20 latach nie mieści się chyba nawet Huelle z W.Dawidkiem), to
                  niewiele odbiegałaby ona od Waszych insynuacji:
                  Andrzej Szczypiorski: Początek / Noc, dzień i noc
                  Paweł Huelle: Weiser Dawidek / Mercedes Benz
                  Stefan Chwin: Hanemann
                  Andrzej Stasiuk: Biały kruk / Opowieści galicyjskie / Jak zostałem pisarzem
                  (próba autobiografii intelektualnej) / Dukla (tekst tytułowy zbioru)
                  Jerzy Pilch: Inne rozkosze / Tysiąc spokojnych miast
                  Dorota Masłowska: Wojna polsko-ruska
                  • Gość: bungo Re: ... i się urwał IP: *.arcor-ip.net 19.02.04, 20:07
                    > A gdyby przyszło mi polecać komuś
                    > „lekturę obowiązkową” gdzieś z ostatniego
                    > 25-30-lecia (bo w 20 latach nie mieści się
                    > chyba nawet Huelle z W.Dawidkiem),

                    Już się poprawiam!
                    Oczywiście, że 20 lat wystarczy.
                    Kopnąłem się o całą dekadę!
                    • Gość: Gollum Dlaczego "się urwał"? IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 25.02.04, 02:56
                      Cześć Bungo,

                      to wprawdzie ja mam inne niż Ty zdanie n/t dobrych i słabych książek Stasiuka,
                      za to zgadzam się z Tobą i łączę w ubolewaniu nad faktem, że to w sumie
                      najciekawsze polskie forum o literaturze umarło śmiercią naturalną w kilka dni
                      po moim przyłączeniu się do niego. Byś może jestem tym, kto przynosi pecha
                      forumom (wiem że l. mn. brzmi forom, ale tak jest śmieszniej) - nie byłby to
                      pierwszy raz. Ale cóż, może po prostu czwórka, stanowiąca twardy rdzeń tej
                      listy jest bardzo zajęta?
                      pozdr.
                      Gollum
                      • staua Re: Dlaczego "się urwał"? 25.02.04, 03:53
                        Gollum, to forum nie umiera, ono tylko oscyluje. Poczekaj troche :-) Czasem sa
                        wyciagane watki, ktore dawno zniknely z pierwszej strony!
                        Pozdrawiam
                        • Gość: Gollum Re: Dlaczego "się urwał"? IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 27.02.04, 00:30
                          Hej,
                          czy to znaczy, że ciekawe pod względem dyskusyjnym rzeczy dzieją się "gdzieś
                          indziej" (na innym forum)?
                          pozdr.
                          G.
                      • Gość: bungo Re: Dlaczego "się urwał"? IP: *.arcor-ip.net 26.02.04, 23:09
                        Stasiuk zdaje się nie tylko umieć dzielić, ale i każdej z poróżnionych stron
                        też coś zaoferować. Sam wychodzi z tego obronną ręką. Sprytna bestia ;-)
                        • rozaola Re: Dlaczego "się urwał"? 29.02.04, 13:51
                          Czesc Gollum,


                          piszac o umieraniu forum masz na mysli te dyskusje - o wspolczesnej polskiej
                          literaturze - czy forum Ksiazki w ogole?

                          Pozdrowienia

                          Roza
                          • Gość: Gollum Re: Dlaczego "się urwał"? IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 02.03.04, 00:33
                            Hej Roza
                            sam nie wiem, co mam na myśli, ponieważ żyjąc latami w jaskini i ględząc
                            wyłącznie do siebie samego odwykłem od świata i dość nieporadnie poruszam się
                            po jego błoniach i pagórkach. Inaczej mówiąc: chodzi mi o ten wątek, a także o
                            jakąkolwiek list dyskusyjną, na której Ty, Zdanka, koledzy Br. & Br. oraz inni
                            przygodni goście mówiliby ciekawe rzeczy o literaturze polskiej czy
                            jakiejkolwiek, w odróżnieniu od licznych nudziarstw i banałów pod hasłem "a ja
                            wolę to - a ja właśnie tamto", na jakie natykam się usiłując penetrować inne
                            fora czy też listy dysk. o książkach.
                            Pozdrawiam Cię z głębi zimnej i ponurej pieczary, w której ponownie zagrzebałem
                            się wraz z moim skarbem.
                            Gollum
                            • yawokim nowy taniec makarena 02.03.04, 03:01
                              z lat 90tych zapamietalem

                              grzegorz musial - al fine - przygody wierzacego/praktykujacego katolika w
                              polsce i na swiecie

                              tomek tryzna- panna nikt- napisane lekkim piorem

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka