rozaola
25.01.04, 18:52
W ogole was nie interesuje? Ja przyznam, ze mnie najbardziej, chociaz nie
jest tal latwa mila i przyjemna jak ksiazki tlumaczone z angielskiego czy
innych jezykow. Lubie S. Kinga, ale jednak o wiele wiecej daje mi ksiazka
jakiegos wpsolczesnego pisarza POLSKIEGo, i naprawde nie jestem
nacjonalistycznym ciemnogrodem spod znaku LPRu czy Samoobrony. Nie uwazam,
ze "dobre bo polskie". Uwazam, ze wartosciowe, bo dotyczy mnie bardziej niz
horrory Kinga czy londynskie romanse Parsonsa czy inne naprawde fajne
historie - ale nie tutejsze. O wiele wiecej daje mi taka Tokarczuk (niestety
ostatnio milczy) ze swoimi historiami rozgrywajacymi sie czesto wokol Dolnego
Slaska. Albo Stasiuk ze swoim "Przez rzeke" czy "Dukla". Albo pisarze z
rocznikow 70. - Sieniewicz, Shuty i inni, ktorzy pisza o tym co tu i teraz,
ktorych swietnie rozumiem (albo mi sie tak wydaje). Nie chce rozpetac
kolejnej dyskusji o Maslowskiej (ja ja bardzo cenie). Uwazam, ze czytanie
wspolczesnej literatury naszych pisarzy jest bardzo wazne. Czytanie nie jest
oczywiscie zadna praca nai obowiazkiem, ale czytanie tylko powiesci
tlumaczonych z innych jezykow jest dla mnie troche jak spacerowanie po
poboczu, zamiast glowna droga. To nie znaczy, ze trzeba zaraz te wspolczesna
literature lubic czy ja swietnie rozumiec. Ale dla mnie osobioscie ona jest
najciekawsza, najbardziej zywa. Nawet kiedy nie lubie autora (np. Pilcha).
Roza