Dodaj do ulubionych

Henryk Waniek "Finis Silesiae", Wydawnictwo Dol...

20.05.04, 15:24
dobra książka!
Obserwuj wątek
    • Gość: ela Re: Henryk Waniek "Finis Silesiae", Wydawnictwo D IP: *.escom.net.pl 21.05.04, 15:14
      Ta powieść (a równocześnie mądra rozprawa o fotografii) otworzyła mi oczy
      • Gość: kazik Re: Henryk Waniek "Finis Silesiae", Wydawnictwo D IP: *.escom.net.pl 21.05.04, 15:34
        Trochę usypiająca, oczy się raczej zamykają.
        • pmkowski Re: Henryk Waniek "Finis Silesiae", Wydawnictwo D 21.05.04, 18:44
          Miejscami interesująca, miejscami usypiająca.
      • Gość: Czytelnik Re: Henryk Waniek "Finis Silesiae", Wydawnictwo D IP: *.pap / 217.153.186.* 08.09.04, 15:27
        Jestem pewien, ze Finis... zwyciezy w tegorocznym konkursie. Nie tylko dlatego,
        ze zachwycil mnie pod kazdym wzgledem. Dawno nie czytalem tak madrej ksiazki
        polskiej ksiazki... Co pewien czas przegladam ja, wracajac po raz kolejny do
        niektorych fragmentow. Tych, ktorzy jeszcze jej nie czytali -
        zachecam: "Ludzie! Nie traccie czasu na coelhi, pottery, grochole i inne rozne
        glupoty... Czytajcie Wanka!!!"
    • Gość: SZP Re: Henryk Waniek "Finis Silesiae", Wydawnictwo D IP: *.icpnet.pl 25.05.04, 12:49
      Waniek jest minoderyjny i pretensjonalny. Nie czytałem "Finis Silesiae", ale
      pamiętam jakiś jego esej chyba w "Rzeczypospolitej". Pisał, że w 1945 uratował
      jakieś zatęchłe książki leżące na podwórku przed "Holocaustem" tj. przed
      wyrzuceniem na śmieci. Nie wiadomo, czy śmiać się z tego faceta czy oburzać. No
      kurde, troszkę szacunku dla ofiar Holocaustu!!! Wyrzucenie nieużytecznych
      książek to nie to samo co ludobójstwo!
      Czytałem jego "Hermes w Górach Śląskich". Facet bierze na warsztat XIX-wieczne
      legendy produkowane przez ówczesny niemiecki biznes turystyczny w celu
      uatrakcyjnienia różnych miejscowości Dolnego Śląska, i sprzedaje te legendy
      jako prawdę prawieków, w mętnym sosie pseudohistoriozofii i pseudomistycyzmu.
      No i do tego volksdeutschowska ideologia separatyzmu śląskiego.
      • Gość: Flins Re: Henryk Waniek "Finis Silesiae", Wydawnictwo D IP: *.core.lanet.net.pl 13.09.04, 18:22
        Nie znajduję uzasadnienia dla słów poprzednika. Waniek nie jest minoderyjny ani
        pretensjonalny. Nie wdzięczy się, nie kokietuje, nie zaspokaja gustów masowego
        odbiorcy. Daleko mu natomiast do różnego typu pisarzy-brutalistów. Czym zaś
        jest "Finis Silesiae" naprawdę? Niebanalną historią miłosną, traktatem o magii
        śląskiego, choć przede wszystkim sudeckiego, pejażu, zadumą nad ludzką
        podłością i wynikającym z tego "końcem Śląska". Czym zaś "Finis Silesiae" nie
        jest? Nie jest to powieść dla tych, którzy stare książki uznają
        za "nieużyteczne" tylko dlatego, że napisano je po niemiecku. Nie jest to
        powieść dla tych, którzy zainteresowanie dziedzictwem kulturowym Śląska uznają
        za separatyzm.
        Nie można Wańka, który w "Finis Silesiae" odwołuje się i do filozofii Braci
        Morawskich, i do poezji Daniela Czepki, oskarżać o pseudomistycyzm. Czym bowiem
        byłaby mistyka chrześcijańska, gdyby nie tenże mistycyzm Śląski?
        "Finis Silesiae" paradoksalnie mówi również o początku Śląska - początku, który
        już nastąpił, przynajmniej mentalnie, wśród czytelników "nieużytecznych
        książek". Kto wie, czy nie dzięki Wańkowi mieszkaniec Wrocławia będzie mógł
        powiedzieć, że na Dolnym Śląsku jest jego ojczyzna. Bo przecież nie wszyscy
        muszą marzyć o zakolach Niemna i cieniu rzucanym przez Wzgórze Giedymina.
        • Gość: SZP Re: Henryk Waniek "Finis Silesiae", Wydawnictwo D IP: *.icpnet.pl 13.09.04, 21:16
          Ja nie uważam zainteresowania dziedzictwem kulturowym Dolnego Śląska za
          separatyzm, wprost przeciwnie. Mieszkam w Wielkopolsce, ale mam na Dolnym
          Śląsku rodzinę, która tam trafiła zaraz po wojnie (właśnie z byłych Kresów) i
          to Dolny Śląsk uważa za swoją "małą ojczyznę". Oni też odkrywali jego
          dziedzictwo kulturowe i to już od 1945 roku. Sam się też interesuję Dolnym
          Śląskiem a zwłaszcza Sudetami. To o czym Waniek pisze, jest mi jakoś bliskie,
          choć nie do końca podoba mi się jego spojrzenie.
          Np. Waniek szkaluje dorobek polskich językoznawców, którzy po wojnie
          przywracali polskie nazwy na Dolnym Śląsku. Napisał w "Hermesie" że te
          nazwy "wymyślił niewiadomo kto". A przecież wiadomo i wiadomo jakimi kryteriami
          się posługiwano, i to była porządnie wykonana robota. MOże zdarzyły się
          potknięcia, ale to był margines.
          Po drugie, to o czym Waniek pisze, na czym bazuje i co jak widzę ciebie też
          interesuje (sądząc po nicku) to w dużym stopniu XIX-wieczne "legendy"
          fabrykowane przez miejscowych nauczycieli lub antykwariuszy dla zainteresowania
          turystów albo wzbogacenia lokalnej "Heimatkunde".
          Analogiczne zjawiska występowały też gdzie indziej, np. znaczną część opowieści
          o tatrzańskich zbójnikach wymyślili neoromantycy. Nie ma nic złego w twórczym
          przetwarzaniu tego rodzaju materii dziś, ale osobiście uważam, że należałoby
          mieć do tego większy dystans, a nie traktować jak prawdy objawionej.

          Minoderią u Wańka określam ton, jakim pisze o niedoszłym spaleniu książek
          per "Holocaust". Ten termin powinien być zarezerwowany dla Zagłady ludzi.
          Wiadomo, że palenie książek się źle kojarzy po tym co się działo w Niemczech w
          1933 roku, ale prawda jest taka, że wszyscy "palimy" na okrągło książki -
          wyrzucamy je, oddajemy na makulaturę itd. Ja np. nie mam wahań wyrzucając na
          makulaturę powieść kryminalną kupioną jako "jednorazówka" na podróż pociągiem,
          zdezaktualizowany przewodnik czy poradnik, mało wartościową powieść czy książkę
          popularnonaukową o której się wie, że nikomu się już nie przyda itd. W
          bibliotekach publicznych książki się regularnie usuwa, tak samo niewyprzedane
          końcówki nakładów idą na przemiał i nikt tego nie nazywa Holocaustem. U Wańka
          rozdrażnił mnie w tym przypadku taki ton "Polacy barbarzyńcy, co nie umieją
          docenić wyższej kultury germańskiej".
          Ogólnie stylistyka esejów Wańka mi się nie podoba, po prostu wolę styl bardziej
          klarowny i realistyczny.
          Poza tym (choć może nie powinno to wpływać na ocenę estetycznej wartości jego
          książek), Waniek zadeklarował podczas spisu powszechnego narodowość śląską, co
          już jest określonym wyborem politycznym (ja go oceniam bardzo negatywnie).

          • Gość: Flins Re: Henryk Waniek "Finis Silesiae", Wydawnictwo D IP: *.core.lanet.net.pl 14.09.04, 21:51
            Nic tak nie cieszy, jak polemika zmierzająca do wzajemnego zrozumienia. Nie
            odbieram nikomu prawa do oceny wyborów politycznych autora tej czy innej
            książki. Sam nie pochwalam pomysłu legitymizacji narodowości śląskiej, którą w
            dużej mierze zasilają persony o mentalności Andrzeja Leppera. W kategoriach
            Ruchu Autonomii Śląska profesor filozofii specjalizujący się w mistyce
            śląskiej, głęboko przekonany o swym przywiązaniu do dziedzictwa kulturowego
            Śląska, Ślązakiem nie jest. Może nim natomiast być ktoś, kto legitymuje się
            jakąś starą metryką i wielką nienawiścią do kultury polskiej. I to przeraża.
            Proponuję jednak, by nie nadużywać antyniemieckiej retoryki utrzymanej w stylu
            Giertycha, oceniając twórczość literacką i paraliteracką Wańka.
            Waniek nigdy nie powiedziałaby: "Polacy barbarzyńcy, co nie umieją docenić
            wyższej kultury germańskiej". Jeśli mi nie wierzysz, Drogi Polemisto, spróbuj
            przyjśc na jakieś spotkanie z autorem "Finis Silesiae" i "Hermesa w górach
            śląskich".
            A jeśli chodzi o robotę specjalistów od nazw miejscowych, trudno nazwać ją
            porządną. Wystarczy spojrzeć na wydaną ostatnio przez "Plan" mapę Karkonoszy i
            Gór Izerskich, z podwójnym nazwenictwem. Czy rzeczyście Wigandstahl musiał
            zostać nazwany po sowiecku Pobiedną. Czy nie odbrano chleba przewodnikom PTTK,
            zamieniając nazwę pięknej doliny Hexenplatz na Babią Przełęcz (któż chciałby
            słuchać opowieści o babie, z pewnością ciekawsze byłoby dociekanie, skąd tu się
            wzięły wiedźmy, nawet jeśli przewodnicy wiedzę o tym czerpaliby z konfabulacji
            niemieckich etnografów). Waniek nie ogłasza "prawdy objawionej", a
            hipotetyczność swoich sądów sygnalizuje już we wstępie do "Hermesa" czy "Innego
            Hermesa".
            Przeraża mnie chaos w toponomastyce dolnośląskiej, nazwy, które nic nie mówią o
            sygnowanych miejscowościach, które porażają jakąś PRL-owską tendencją do
            usilnej "repolonizacji". Czy rzeczywiście Jacob Boehme i Angelus Silesius nie
            mogą być patronami wrocławskich ulic? Czy lepiej brzmi ulica Zagłoby i
            Berberysowa? Warto to przemyśleć.
            • Gość: SZP Re: Henryk Waniek "Finis Silesiae", Wydawnictwo D IP: *.icpnet.pl 15.09.04, 11:10
              Angelus Silesius przecież jest patronem ulicy we Wrocławiu, jest tam ulica
              Anioła Ślązaka.
              Co do nazw, zapewne lepiej się orientujesz ode mnie w konkretach. Nadal uważam,
              że robota polskich językoznawców była porządna, starano się odnaleźć nazwę
              słowiańską danego miejsca, a jeśli takowej nie było, tworzono polską jako
              odpowiednik niemieckiej albo na podstawie cech krajobrazu.
              Dla Sudetów zrobiono i tak dużo dobrego, bo językoznawcy nie dopuścili do
              zawleczenia tam nazw typowych dla Karpatów a związanych z osadnictwem pastersko-
              wołoskim (nazw typu Magura, Muńcuł, Kiczera itd.) Poza tym skorygowano wiele
              nazw nadanych intuicyjnie w 1945 przez pierwszych pionierów Ziem Odzyskanych,
              np. Legnica przez kilka tygodni nazywała się Lignicą, Oleśnica - Olesnem czy
              jakoś tak, na Pomorzu Ustka miała aż 3 nazwy: Postomin, Uście i Słupioujście
              (jedną nadały władze portowe, drugą poczta, a trzecią kolejarze). Nie wiem
              czy "Pobiedna" jest koniecznie rosyjska, pod Poznaniem jest miasteczko
              Pobiedziska założone w XI wieku i to jest ten sam źródłosłów. Na pewno
              popełniono wiele błędów, np. szkoda że Świeradów nie ma nazwy nawiązującej do
              Flinsa/Lwińca, nie bardzo rozumiem też czemu dla Świętoszowa (poligon koło
              Żagania) nie zostawiono nazwy "Nowa Kuźnia" czy "Nowa Kuźnica" (Neuhammer).
              Wydaje mi się jednak, że to nie naukowcy zawinili, ale miejscowi kacykowie
              PPR/PZPR, albo na wyższych szczeblach odpowiedni "towarzysze" od kultury i
              czujności ideologicznej. Zapewne wiesz o akcji zmian nazwy w Bieszczadach w
              czasach Gierka, kiedy to likwidowano nazwy kojarzące się z ukraińskimi i
              łemkowskimi mieszkańcami tamtych stron, więc pewna glajchszaltyzacja i zamiana
              pięknego lokalnego na ogólnopolskie bylejakie nie była tylko specjalnością dla
              Dolnego Śląska.
              Na pewno szkoda nazwy Hexenplatz i innych tego typu w Karkonoszach, zresztą te
              może kiedyś wrócą. Ale tu potrzeba uczciwej rzetelnej dyskusji. Polscy
              nauczyciele, krajoznawcy i przewodnicy PTTK wykonali wielki kawał dobrej
              roboty, właśnie to oni przyswajali Polakom przybyłym na te ziemie lokalną
              historię i nie jest prawdą, co się czasem słyszy, że dopiero po 1989 roku.
              Waniek często się przedstawia tak, jakby to on pierwszy odkrył Lwińca, Walonów,
              Ducha Gór itd.
              O RAŚ mam zdanie jednoznaczne - na zewnątrz "europejsko" brzmiące deklaracje o
              tolerancji i regionaliźmie, pod spodem prymitywna, agresywna ksenofobia na
              poziomie chuliganów stadionowych. Wiem, że deklaracja Wańka to trochę inny
              poziom, ale się też jakoś wpisuje w to "śląskie" użalanie się nad sobą - że
              reszta Polski Śląsk krzywdziła, wyzyskiwała, kolonizowała. Jak widzę takie
              rzeczy to mnie ponoszą czasem nerwy. A Giertycha, ani LPR czy RKN-u nie
              popieram.
              Na temat "Finis Silesiae" będę mógł napisać coś więcej, jak przeczytam, więc na
              razie się nie czuję kompetentny by dalej dyskutować. Może za kilka tygodni.
              Pozdrawiam.

              • Gość: Radek Wiśniewski Waniek i Sprawa Sląska IP: 156.17.253.* 15.09.04, 12:41
                Powiem tak,
                z wyborem Henryka Wańka i niektórymi tezami zawartymi implicite w ksiażce sie
                nie zgadzam, ale książka to ksiazka a nie podręcznik historii i ma swoje prawa.
                Jako ksiazka jest dobra a racje pozaliterackie zepchnijmy na bok, o ile
                rozmawiay jeszcze o ksiażce a nie o polityce regionalnej, narodowej czy jeszcze
                tam jakiej.
                Na pewno 1945 był końcem pewnego śląska, takiego jaki istniał przez kilkaset
                lat - ale - i tutaj dyskutowałem z H. W. na jakims spotkaniu autorskim - był
                tez poczatkiem. Nowy poczatek napisali tam kresowiacy, bo oto wrocław zamienił
                sie w Lwów, Brzeg w Kołomyję, Nysa w Sniatyń. I nie jest to żaden koniec.
                Ale to sobie myslę ja, mam lat 30-ci, urodziłem sie w wawie a dziadkowie z obu
                stron - matki i ojca i pradziadkowie i prapradziadkowie to kresowa
                pstrokacizna - Polacy, Litwini, Tatarzy. Waniek miał, ma prawo myśleć i czuc
                jak czuje. Nie dyskutujmy tego, bo to sprawa chyba bezprzedmiotowa.

                Sa pytania wazniejsze - np. o współczesna tożsamośc Sląska, o to co dalej z
                kraina wciaz dzieloną, przykrawaną. Dka mnie Sląsk to pewna przestrzeń ducha,
                którego wyraża dobrze cytat z Jerzego II Piasta, księcia na Legnicy i Brzegu
                _ "Dla nad budowali obcy a my budujemy dla potomnych".

                A co do nazw na tzw. ziemiach odzyskanych to proszę o wybaczenie, ale niektóre
                sa bzurne - patrz nazwa Góry Stołowe, albo patrz takie miatseczko Pienięzno
                (nazwane na czesc redaktora jakiejs gazety w Olsztynie) które całymi latami
                nosiło nazwę stara jak świat _ Melzak, albo Mehlsack.

                No pozdrawiam dyskutantów,

                Rad
                • Gość: SZP Re: Waniek i Sprawa Sląska IP: *.icpnet.pl 15.09.04, 15:42
                  Zgoda, ale nie do końca.
                  Wydaje mi się, że Waniek konstruuje taki obraz, w myśl którego kultura Śląska
                  rozwijała się do 1945 naturalnie, w sposób płynny i ciągły, a w 1945 nadeszła
                  katastrofa, zaś po niej inżynieria społeczna (polska, PRL-owska, komunistyczna
                  czy jak zwać) która wszystko przekreśliła i rozpieprzyła.
                  A przecież Śląsk sprzed 1945 to też nie był monolit na przestrzeni wieków.
                  Historia była zawsze dynamiczna i skomplikowana.
                  Była reformacja i kontrreformacja, była wojna XXX-letnia, potem siedmioletnia
                  itd. za którymi się wlokły epidemie, zmiatające z powierzchni znaczną część
                  ludności. Była polityka kolonizacyjno-germanizacyjna Hohenzollernów, która
                  rzecz jasna nie płynęła z pobudek narodowych, tylko imperialno-dynastycznych,
                  ale też była to jakaś inżynieria społeczna na miarę ówczesnych możliwości
                  techniczno-komunikacyjnych. Potem była industrializacja, która jest kolosalnym
                  trzęsieniem ziemi dla każdego regionu. Były migracje ludności i w XIX w. Potem
                  nacjonalizm niemiecki epoki II Rzeszy i ten w Republice Weimarskiej, na koniec
                  przyszli naziści, a z nimi już planowe zacieranie słowiańskości Śląska, np.
                  zmiany nazw miejscowych czy prześladowanie Polaków zamieszkujących jeszcze
                  północno-wschodnią część Dolnego Śląska. Można by równie dobrze twierdzić, że
                  to rok 1933 był katastrofą, a nie 1945.
                  Zgadzam się, że rok 45 to początek, ale to przecież nie tylko kresowiacy.
                  Często zapomina się o ludności z centralnej Polski która tam przybyła. Np. we
                  Wrocławiu lwowiaków było tylko kilkanaście procent, obraz Wrocławia
                  jako "Nowego Lwowa" powstał przez to, że ze Lwowa przybyli profesorowie
                  uniwersytetu i tramwajarze, którzy byli bardzo widoczni i nadawali miastu
                  koloryt.
                  Oczywiście że Hejszowizna czy Chyszowa byłyby lepszymi nazwami niż Szczeliniec
                  i Góry Stołowe, może pomału zresztą te nazyw wrócą, w końcu nie wymaga to
                  wymiany dowodów osobistych ;-) A co do Pieniężna to się do końca nie mogę
                  pogodzić z krytyką nazw tego rodzaju (jest ich więcej: Mrągowo, Giżycko,
                  Kętrzyn, Dzierżoniów). Choć dziś nadawanie miastom nazw wybitnych postaci
                  kojarzy się nam jednoznacznie (Leningrad, Stalingrad, Kaliningrad.,
                  Litzmannstadt, Himmlerstadt) bo przodował w tym ZSRR i III Rzesza, ale ogólnie
                  taki był trend w Europie I połowy XX w., już w II RP pojawiały się nazwy typu
                  Korfantowo, Boernerowo, Batorowo, Legionowo itd. To była epoka kiedy ludzi
                  ożywiały pewne wielkie idee (niektóre dziś bardzo źle oceniane ale to inna
                  sprawa), a stosunek do nazewnictwa miejscowego i dziedzictwa kulturowego był
                  trochę inny niż dziś. To są też pomniki pewnej epoki i jej kultury.
                  • Gość: Radek Wisniewski Re: Waniek i Sprawa Sląska IP: 156.17.253.* 16.09.04, 10:55
                    SZP - no zgadzam się niemal co do joty z Toba i w tym tez własnie nie zgadzam
                    sie z Wańkiem do końca, aczkolwiek trzeba przyznac że podmiana ludnosci jaka
                    sie dokonała w roku 1945 nie ma porównania w dziejach Śląska, bo w dziejach
                    Europy pewnie by się cos znalazło. I w związku z tym mozna na to patrzyc jak
                    na "koniec", ale z mojego punktu widzenia ten sam koniec był "poczatkiem" - dla
                    mojej prababaci (praprababcia szybko zmarła, wiosną 1946go), mojej babci, matki
                    a w koncu takze i dla mnie. I uważam że cały czas ten "poczatek" nie ma swojego
                    piewcy. Sa nostalgiczne pienia za kresami, są jak juz widać nekrologi po slasku
                    sprzed 1945, ale nie ma za bardzo chyba jakiejs wiekszej rzeczy o nas.

                    Niemniej jednak - powtórze moja tezę, nie mozna wymagac od prozy, od powieści
                    po prostu, żeby sprzedawała jakas obiektywna, czy tez daząca do obiektywizmu
                    prawde historyczną. Nawet jeżeli nazywa sie prozą historyczną. No bo jezeli
                    tak - to oceńmy sprawiedliwie Sienkiewicza...
                    • Gość: pszemcio Re: Waniek i Sprawa Sląska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.04, 10:33
                      no Właśnie.....wszyscy wiedzą że np. historia opowiedziana w Henemannie -
                      Chwina z historycznego punktu widzenia była niemożliwa.......ale nikt (no
                      prawie nikt) nie ma wątpliwości, że to bardzo dobra literatura
    • Gość: orfeo1966 Re: Henryk Waniek "Finis Silesiae", Wydawnictwo D IP: *.tvn.pl 02.09.04, 13:19
      bardzo dobra książka
    • Gość: Tomek H. Re: Henryk Waniek "Finis Silesiae", Wydawnictwo D IP: *.quantum.pl / *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.04, 08:47
      Bardzo dobra książka. Bez względu na to co Waniek myśli o problemach
      narodowościowych i czy czuje się Ślązakiem czy Polakiem (czy to jakaś
      sprzeczność, czy to koniecznie trzeba rozstrzygać).

      Czy ktoś spotkał kiedyś niemieckojęzyczną książkę, która w choćby troszeczkę
      porównywalną głebokość "zajrzała" w Polskę ? Pytam serio bo nie jestem znawcą
      literatury niemieckiej. Pewnie nie ma takiej książki, bo dla Niemców jednak
      chyba nie jesteśmy narodem wartym głebszej uwagi - tak jak np. Kazachowie dla
      nas.

      Pozdrawiam wszystkich dyskutantów

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka