Gość: makary
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
04.07.04, 23:26
Podaję cytat z tekstu "Z ukosa" Smecza (Tomasza Jastruna) z "Rzeczpospolitej"
z 12 czerwca 2004 r.
"Dzwoni do mnie znajoma z renomowanego wydawnictwa, mówi, że sprawa jest
delikatna. Więc ja na to: - Proszę w tej sytuacji mówić szeptem - bierze to
poważnie i szepce.
- Nasz szef promocji idzie na spotkanie z dziennikarzem tygodnika X, może
wiesz, ile on bierze za napisanie recenzji?
Nie rozumiem. Teraz ona mnie nie rozumie.
- Wszyscy biorą od wydawnictw za napisanie dobrej recenzji?
No nie wszyscy. Wiedziałem o tym. Nie wiedziałem. Kiedy znana pisarka
opowiadała mi, jak jej pokazano w dużym wydawnictwie długą listę krytyków,
którzy są na ich usługach, nie uwierzyłem i postanowiłem o tym szybko
zapomnieć. I zapomniałem.
Jestem u wydawcy i biznesmena. Opowiadam mu o tym, a on śmieje się ze mnie.
- To naprawdę pan nie wie, że krytycy biorą? Tu, w tym miejscu, siedział
niedawno pewien znany ..., o tak, będzie pisał o moim wydawnictwie w kilku
renomowanych pismach.
- Za ile?
Wzdycha, waha się, ale mówi
- Nie za tak dużo, dziesięć tysięcy.
No tak, myślę, przestałem pisać o książkach, może szkoda, właściwie to już
nikt mnie nie chciał, a płacono humorystycznie. Dziesięć tysięcy, tyle być
może zarobi prozaik za swoją powieść pisaną przez rok, jeśli zostanie dobrze
sprzedana. Wydawca, biznesmen pociesza mnie:
- Ale to i tak pestka przy korupcji w naszym biznesie, co się tam dzieje, to
się w pale nie mieści, dlatego już część interesu przeniosłem za granicę.
Nadal jednak nie mogę uwierzyć, że tak jest. A przecież nie wolno zapomnieć o
dworach tworzonych przez pisma, przoduje w tej działalności znany dziennik,
gdzie krzewią się czarne i białe listy (białe? - lista autorów, o których nie
wolno napisać źle). Wybitna recenzentka wyleciała na zawsze z łam, kiedy
krytycznie napisała o Barańczaku. Te listy można wziąć pewnie w mały
cudzysłów, to jest w powietrzu gazety, kogo góra ceni, a kogo nie znosi. Ze
złymi czasami to się kojarzy, niestety."