Dodaj do ulubionych

Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?!

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.08.04, 17:00
Ciekawa jestem Waszych opinii na temat "twórczości" Waldemara Łysiaka. Ja 15
lat temu zgromadziłam pokaźną kolekcję jego "dzieł" i czytałam je
z "wypiekami" na twarzy. Teraz nie mogłam nawet patrzeć jak stoją na półce z
innymi książkami, więc sie ich pozbyłam. Czy przeżyliście fascynacje
Łysiakiem ???
Obserwuj wątek
    • agata_to_ja Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 13.08.04, 21:52
      Przeżyłam i chyba mam podobne objawy, jak Ty. No, na razie jeszcze nie oddałam
      książek. Mogłabym chyba wrócić do tych wczesnych (choć dziś widzę w nich jednak
      morze grafomanii), ale nie wyszłam poza Wyspy bezludne, dalej już dla mnie
      Łysiak nie istniał.
      Pozdrawiam
      • Gość: Czytelnik Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.04, 10:48
        Nie powinno się odpisywać na Twój list. Piszesz, że nie wyszłaś poza "Wyspy
        bezludne". To znaczy przeczytałaś je, czy też nie? Czytałaś inne książki? Mam
        na myśli: czy czytasz, czy też ustawiasz na półce? Mnie nie musisz odpowiadać
        (innym też - mało kto dokaładnie śledzi to forum) ale gdy już sobie odpowiesz
        na powyższe będziesz wiedziała kim jesteś.
        P.S.
        Trzymaj się. Z treści Twego listu widać, że jesteś strasznie młoda, więc masz
        dużo czasu na nadrobienie zaległości.
      • Gość: ..... Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.09.04, 21:20
        "Wyspy ZACZAROWANE" jeśli chodzi o ścisłość.
        • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 10.09.04, 08:19
          Piszesz: "Ja Łysiaka odkryłam całkiem niedawno i mogę potwierdzić te "objawy" :)
          "Wyspy ZACZAROWANE" jeśli chodzi o ścisłość."
          No to witaj w klubie...
          Skoro swą przygodę z Łysiakiem zaczęłaś od "Wysp zaczarowanych",
          polecam "Francuską Ścieżkę", "Empirowy pasjans" i "Cesarski poker". Jeśli
          natomiast Łysiaka "napoleoniki" Cię nie zachwycą, zajrzyj do "MW" i "Wysp
          bezludnych". A na stoliku obok łóżka koniecznie połóż "Flet z mandragory"
          oraz "Statek".
          Pozdrawiam,
          Smakosz.
          PS. Szczegółową bibliografię książek i publicystyki Łysiaka znajdziesz na
          stronie www.lysiak.chrzanik.com
          • Gość: :) Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.09.04, 16:13
            Dziekuję Smakosz ;) Flet tam leży. Pozdrawiam !
    • nutta Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 14.08.04, 10:31
      Też mam parę książek tegoż autora. Zaczęłam od Wysp zaczarowanych, potem
      zainteresowała mnie pasja z jaką autor zajmował się tematyką
      napoleońską.Odrzuciła mnie jego obsesja z jaką tropił i opisywał wątki
      współczesne.
    • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 15.08.04, 15:19
      Nio... Hi hi hi... Onegdaj twórczość, dzieła i wypieki, a dziś
      jeno "twórczość", "dzieła" i "wypieki", tak? No i ten wstręt ("nie mogłam
      patrzeć")? Reasumując: ani chybi nie była to prawdziwa fascynacja... Prawdziwej
      fascynacji Łysiakiem nie można przeżyć, ta choroba jest śmiertelna. Ave Łysiak!
      • ihopeyouwilllikeme Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 15.08.04, 15:27
        Lubię pana Łysiaka, choć nigdy sie nie fascynowałem. Może dlatego ?
        • daro15 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 15.08.04, 21:23
          Ja ostatnio czytałem "WZ" i "MW". I jakoś nie stwierdziłem, żeby te dzieła
          zwietrzały tak okrutnie, jak to stało się w przypadku poprzednich forumowiczów.
          Aż strach pomyśleć, co czyta dzisiaj osoba, która wyrzuciła wszystkie Łysiaki z
          półki? He, he. Pewnie Wielkich Mistrzów Pióra, jak Stasiuk albo Pilch. Jak to
          wygląda, żeby grafoman (Łysiak, ich zdaniem) stał na półce z takimi mistrzami
          pióra. He, he. Albo te osoby zrobiły milowy, dziejowy postęp, a ja stoję w
          miejscu albo po prostu kiedyś te osoby nie wiedziały, o czym pisał Łysiak.
          Dzisiaj tym bardziej. A może to prowokacja? Na to stawiam. Nie trzeba być
          wielkim znawcą, żeby obiektywnie stwierdzić, jaką klasą literacką jest Łysiak
          (nawet, jeśli nie zgadzamy się z niektórymi jego poglądami). Szkoda tylko, że
          forum staje się areną takich sztuczek.
          • kraciak Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 15.08.04, 23:46
            z moich obserwacji wynika, że jego książki czytają dziś głównie zwolennicy
            spiskowej teorii dziejów i tzw. narodowcy. Nie mówię o książkach napoleońskich,
            ani o serii o sztuce, ale np. o Stuleciu kłamców, ktore jest stekiem
            ksenofobicznych, szowinistycznych bzdur.
            • daro15 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 16.08.04, 09:10
              Widać, twoje obserwacje są niezbyt dokładne.
            • agata_to_ja Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 16.08.04, 09:24
              Ja właśnie ceniłam (i cenię) Łysiaka za jego ksiązki o sztuce, te były mi
              najbliższe. Napoleonianami nieszczególnie się pasjonowałam, a późniejsze tytuły
              juz zdecydowanie nie są dla mnie. Dziś nadal z sentymentem mysle o Wyspach
              zaczarowanych, Wyspach bezludnych, Asfaltowym saloonie i przede wszystkim o MW.
              Jednak język tych książek trafiał do mnie bardziej jako do 20 latki, niż dziś,
              do osoby dojrzałej. I zapewniam, że nie "przerzuciłam" się na Pilcha, jak to
              sugeruje jeden z przedmówców.
              Pozdrawiam
          • iselin Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 21.08.04, 12:38
            daro15 napisał:

            > Ja ostatnio czytałem "WZ" i "MW". I jakoś nie stwierdziłem, żeby te dzieła
            > zwietrzały tak okrutnie, jak to stało się w przypadku poprzednich
            forumowiczów.
            >
            > Aż strach pomyśleć, co czyta dzisiaj osoba, która wyrzuciła wszystkie Łysiaki
            z
            >
            > półki? He, he. Pewnie Wielkich Mistrzów Pióra, jak Stasiuk albo Pilch. Jak to
            > wygląda, żeby grafoman (Łysiak, ich zdaniem) stał na półce z takimi mistrzami
            > pióra. He, he. Albo te osoby zrobiły milowy, dziejowy postęp, a ja stoję w
            > miejscu albo po prostu kiedyś te osoby nie wiedziały, o czym pisał Łysiak.
            > Dzisiaj tym bardziej. A może to prowokacja? Na to stawiam. Nie trzeba być
            > wielkim znawcą, żeby obiektywnie stwierdzić, jaką klasą literacką jest Łysiak
            > (nawet, jeśli nie zgadzamy się z niektórymi jego poglądami). Szkoda tylko, że
            > forum staje się areną takich sztuczek.

            Masz racje Daro.
            Sięgnęłam po knigi Waldemara Łysiaka i jest dla mnie autorytetem.
            Pilch i inni czerwono różowi, których pelno dokola są przy nim maluczcy. Dla
            mnie nie istnieją jako pisarze, tylko grafomani. Lizusy komunistyczne. Pełno
            ich wszedzie.
    • miziou Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 16.08.04, 09:00
      nie bylo fascynacji jego ksiazkami... w wieku 15 lat niewiele rozumialem... ale
      jedna ksiazke przeczytalem z w/w 'wypiekami'... mianowicie 'Statek'... dzis
      denerwuje mnie to, ze kazdy tam jest w gruncie rzeczy filozofujacym
      intelektualista, ale rowniez do dzis zadziwia mnie trafnosc wielu wypisanych
      przeze mnie skrzetnie z tej ksiazki cytatow ;-P... ale to nie mnie zona... ale
      cyt!..
    • griszah Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 16.08.04, 10:14
      Dokładnie tak było ze mną - z "wypiekami" przeczytałem wszystko o sztuce
      i "napoleony" ale nie byłem w stanie przebrnąć przez powieści. Po latach już
      nie jestem w stanie odnaleźć, w tych książkach tego nastroju. A co do ludzi,
      którzy aktualnie czytają W. Łysiaka to jest wśród nich grupa, którą ktoś na tym
      wątku b. trafnie określił (wyznawcy spiskowej teorii dziejów itp.).Byłem na
      stronie "wyznawców" W.Ł. (bo tak ich trzeba nazwać). Określenie Mistrz jest
      najmniej pompatyczne z ich określeń Łysiaka - jest dla nich guru moralnym,
      Geniuszem, jako jedyny zna CAŁĄ PRAWDĘ(szkoda, że ujawniać ją zaczął dopiero
      kiedy było to bezpieczne). Jednocześnie grupa "wyznawców" nie cofnie się przed
      żadną, nawet najbardziej wulgarną obelgą (zresztą wzorem W.Ł) pod adresem osób,
      które w ten czy inny sposób zakwestionują "geniusz" pisarski czy trafność
      spostrzeżeń Waldemara Łysiaka.
    • Gość: cobold Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.psych.lsu / *.psych.cm-uj.krakow.pl 16.08.04, 16:58
      Najdziwniejsze jest Malarsto Białego Czlowieka - piękne eseje, świadczące o nie
      tylko wyjątkowej wiedzy ale i o niezwykłej wrażliwości, ale w każdym tomie
      poprzedzone pompatycznym, megalomańskim, a momentami obrzydliwym wstępem.
      • daro15 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 16.08.04, 17:26
        Gość portalu: cobold napisał(a):

        "Najdziwniejsze jest Malarsto Białego Czlowieka - piękne eseje, świadczące o nie
        tylko wyjątkowej wiedzy ale i o niezwykłej wrażliwości, ale w każdym tomie
        poprzedzone pompatycznym, megalomańskim, a momentami obrzydliwym wstępem."

        Czyli może spalić! Albo przynajmniej wyrzucić ze swojej półki. Swoją drogą
        dziwne jak to możliwe, taki wrażliwy ten Łysiak, a przy tym taki "obrzydliwy"?!
        Dziwne, dziwne... a może jednak chodzi o to, że nie lubi socjalizmu i Twoja
        wrażliwość tego nie potrafi znieść?
        • daro15 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 16.08.04, 17:31
          Ciekawe dlaczego nikt nie wspomina o "Najlepszym", "Szachiście"
          albo "Perfidiach". To znakomicie napisane książki. Wg. kilku opowiadań tej
          ostatniej, powstały cztery Teatry Telewizji. Do czasu aż Adam M. dał Łysiakowi
          czapę medialną w tym kraju za głoszenie prawdy. Zanim jednak Łysiak
          popełnił "Najlepszego", powstało kilka wybitnych dzieł, jak "Szachista"
          (thriller historyczny). "Perfidia" są z kolei najlepszym polskim kryminałem, na
          którym "wzorował się" trochę Kraśko.
        • Gość: cobold Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.psych.lsu / *.psych.cm-uj.krakow.pl 16.08.04, 19:30
          No właśnie bardzo dziwne...
          Ale ja książek nie palę.
        • Gość: cobold Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: 62.233.160.* 17.08.04, 15:21
          Stary, wyluzuj trochę, bo widzę, że Cię zaślepia chęć podzielenia się ze
          wszystkimi swoimi poglądami. Wiesz, mnie naprawdę nie interesują sympatie
          polityczne W.Łysiaka, jak i Twoje... Nie po to kupuję książkę o sztuce za
          kilkadziesiąt złotych (w taniej księgarni). Pisząc, że wstępy są momentami
          obrzydliwe, miałem na myśli właśnie to nadmierne skupienie na sobie, tą
          megalomanie, to chwalenie się pozytywnymi recenzjami. Tak mi to nie pasuje do
          pozostałej części ksiązki, i tego nie rozumiem. Ale i tak kupuję po kolei
          wszystkie tomy i polecam je wszystkim.
    • Gość: Kazek Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.p-s-inter.net 16.08.04, 19:46
      Nie, a po co? W pewnym momencie stało się to zwyczajną grafomanią na dodatek
      podlaną jakimś dziwnym narodoworadykalnym sosem.
      • daro15 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 16.08.04, 21:03
        Gość portalu: Kazek napisał(a):

        "W pewnym momencie stało się to zwyczajną grafomanią na dodatek
        podlaną jakimś dziwnym narodoworadykalnym sosem".

        Pachnie mi tu super-znawstwem literatury! Pewnie dlatego,
        że "narodoworadykalny", to "grafomański. Grafomański, bo narodoworadykalny!
        Jakby był poprawnie polityczny, to by był "wielki pisarz". A jaka jest twoim
        zdaniem definicja "grafomanii"? I czy mamy w kraju innych grafomanów? Przykłady
        jakieś? A czy znajdzie się jakiś grafoman wśród nie-narodoworadykalnych? Oprócz
        Ciebie, rzecz jasna. I co to znaczy "narodoworadykalne"? Co to za łamaniec? Jak
        chce się kogoś kopać, to mu się przylepia różne "narodowe" czy "prawicowe lub
        po prostu do gazu, tzn. ksenofobię wmawia. A Ty jaki jesteś? Internarodowy?
        Urodziłeś się z kilku matek i ojców? Z międzynarodówki się urwałeś? Czy z
        parady miłości? Socjaldemokraci wszystkich krajów łączcie się! A kto nie
        jest "narodowy" w tym świecie? Czy Polak powinien być bardziej Polakiem, czy
        Europejczykiem? A może kosmitą? Czy Anglik powinien stawać na baczność, gdy
        grają hymn francuski? Czy oddasz krew za chilijskich komunistów? Ty chyba byś
        za nikogo nie oddał, tylko polazł z transparentem głosić pokój i dobroi na
        świecie, czyli popularyzowac aborcję. A dlaczego Gieremek wzywał ostatnio do
        głosowania na Polaka i odwoływał się do patriotyzmu? Przecież wybieraliśmy
        osłów do PE, naszej nowej ojczyzny, więc nie powinien być z niego
        taki "narodowiec"? Na Olimpiadzie to pewnie kibicujesz wszystkim i nikomu. Bo
        napewno nie Polakom. Zdadza się? I czy żony powinny być wspólne? Może mnie
        prezkonasz?
        • griszah Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 17.08.04, 12:13
          Daro15 napisał:
          > (...)Urodziłeś się z kilku matek i ojców? Z międzynarodówki się urwałeś? Czy
          z
          > parady miłości? Socjaldemokraci wszystkich krajów łączcie się! A kto nie
          > jest "narodowy" w tym świecie? (...)itd. itp.

          Naprawdę można było darować sobie ten obraźliwy, samonakręcający się słowotok(
          wyszło że Kazek jest homoseksualistą, socjalistą, nawołuje do aborcji itp. -
          typowy atak fanatycznego wielbiciela W. Łysiaka) i w gruncie rzeczy bezsensowny
          bo Kazek napisał "narodoworadykalny" a nie "narodowy". Jest to dosyć znacząca
          różnica ale jeśli chcesz kogoś koniecznie obdarzyć
          mianem "internacjonalisty" "socjalisty" itd. to różnicy nie ma żadnej. Jednym
          słowem strzał kulą w płot.
          • daro15 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 17.08.04, 14:21
            Tak wyszło? A ja tylko pytałem, bo tak naprawdę nie sądzę. Nie sądzę, że ludzie
            nie są "narodowi". Żydzi niby nie są? Francuzi nie są? Polacy nie są? Są.
            Bardzo. Antysemityzm we Francji jest np. bardzo rozwinięty. U nas było zaledwie
            kilka epizodów chuligańskich typu antysemickiego (2003), we Francji już ponad
            sto. "Mądrość jest przyjaciółką statystyki". Sądzę też, że socjalizm to
            choroba, a jak ktoś chory na anginę, to chyba nie obrażę go, zwracając się do
            niego "per chory"? A homoseksualizm nie jest ponoć chorobą. W czym zatem rzecz?
        • Gość: Kazek Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.p-s-inter.net 17.08.04, 17:45
          Dość poważnie się zastanawiałem, czy Ci odpisywać, na szczęście w drugim poście
          trochę spuściłeś z tonu, więc niech tam. Nie wiem, czy robię dobrze, bo skoro
          uważasz, że socjalizm to „choroba”, to obawiam się, że Twoje widzenie
          rzeczywistości musi być mocno jednostronne i pewnie i tak nici z jakiejkolwiek
          sympatycznej rozmowy. Bo widzisz, socjalizm to nie jest choroba, tylko pogląd
          społeczny, polityczny, może ideologia. Ale jeżeli dla Ciebie to jest choroba,
          to właściwie jak z Tobą rozmawiać. Czy zrozumiałeś w tej chwili, że ja się
          uważam za socjalistę? To bardzo źle zrozumiałeś. Razi mnie tylko takie widzenie
          świata. Jeżeli jakiś pogląd nie zgadza się z Twoim myśleniem, to jest chorobą.
          Boję się myśleć, w jaki sposób określasz swoje poglądy. Ale po kolei.
          Nie uważam się super znawcę literatury, choć czytam od lat i poniekąd jest to
          mój zawód. Po prostu na tym forum sobie lubię podyskutować świadom swej
          ignorancji, całkiem często czerpie stąd „szybkie” informacje (ale nie z takich
          postów jak Twój, bo u Ciebie ich nie ma, jest tylko dość typowy, niestety, dla
          osób o (chyba dobrze zgadłem?) prawicowym nastawieniu zwyczaj rzucania
          inwektywami. Swoją drogą byłoby ciekawym pytaniem dla jakiegoś psychologa – jak
          to się dzieję, że osoby o tego rodzaju poglądach są tak aroganckie – a że tak
          jest, wystarczy przejrzeć jakiekolwiek forum tutaj. Polecam
          forum „Aktualności”).
          Nigdzie nie napisałem [„grafomanski” bo „narodoworadylalny”], tylko
          [„grafomański” i „narodoworadylalny”]. Duża różnica. Oczywiście stopień
          grafomanii nie zależy od poglądów politycznych autora i wśród pisarzy
          lewicujących tez grafomanów nie brak. Mnie tak czy owak razi właśnie to
          podciąganie kwestii ideolo do literatury. A ta jest po prostu dobra albo zła. Z
          drugiej strony nic nie poradzę na to, że wśród zdeklarowanych prawicowców tak
          rzadko rodzi się wybitna literatura. Może po prostu nadmiar ideolo i zbytnia
          pewność siebie nie służą literackiej klasie. Czytałeś powieść Michalskiego? Czy
          jak napiszę, że jest ona nieporadna, to mnie wyzwiesz od stalinowców?
          Co znaczy narodowaradykalne, to jest jasne, natomiast definicja grafomanii to
          faktycznie rzecz skomplikowana i nadająca się raczej do poważnego opracowania a
          nie na forum dyskusyjne, kto by chciał tutaj to czytać? Na pewno grafomanią
          jest przerost emocjonalizmu w stosunku do prezentowanej treści.
          Jeśli bardzo chcesz wiedzieć, to jestem Polakiem, Europejczykiem, obywatelem
          świata, czytam Prusa, Konwickiego i chciałbym, aby w moim mieście odbywała się
          parada miłości, choć nie lubię techno. Twoje inwektywy mnie nie ruszają, są
          wyjątkowo niecelnym strzałem. Ale to słowo „powinien”. „Polak powinien być
          bardziej Polakiem” – jak piszesz. Tylko co to znaczy? Czy Polakiem jest tylko
          ten, kto kocha księdza Rydzyka? Jeden wzór polskości. Jeden wzór patriotyzmu.
          Śmierdzi mi to jedną rasa, jednym narodem... stop, bo się zapędzę. Ale dla
          Anglika, który stanie na baczność gdy będą grali hymn francuski, będę miał
          głęboki szacunek. Ty mam nadzieję, że nie będziesz wtedy rzucał kamieniami?
          Bez chwili wątpliwości oddałbym krew chilijskim komunistom. Z kilku powodów: 1.
          bo w swoim kraju to oni byli prześladowani i to oni byli tamtejszym
          odpowiednikiem naszej pierwszej solidarności, na pewno nie ich kat Pinochet. 2.
          Bo są ludźmi, 3. Bo jak mógłbym nie wspomóc ludzi opisanych przez autorkę „Domu
          duchów”? Ty zapewne przed oddaniem krwi zapytałbyś o narodowość i sympatie
          polityczne. Mam nadzieje, że się mylę, ale to wynika z Twojej wypowiedzi.
          Na olimpiadzie kibicuję Polakom, ale gdybym twierdził, że Groclin (przy całej
          sympatii) to lepsza drużyna niż Real Madryt, to bym się jednak wygłupił.
          Kibicuję Małyszowi, ale zawsze trzymam kciuki, jak skacze Schmit, bo to świetny
          facet, wyobraź sobie, że kiedyś finansowo wspomógł bardzo mocno skoczka
          rosyjskiego. Jak śmiał? Pewnie tego nie zrozumiesz...
          Z tymi żonami, aborcją (ustawa jest zbyt restrykcyjna, jeśli chcesz wiedzieć),
          to wybacz, ale w twoim poście jest już bełkot nie na temat... uff, ale się
          rozpisałem, przepraszam.

          • kraciak Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 17.08.04, 23:34
            Kazek, masz rację. I, w przeciwieństwie do paru osób, otwarty umysł.
          • daro15 Do Ukrytego Ksenofoba 18.08.04, 17:38
            Faktycznie się rozpisałeś, jakbyś miał coś na sumieniu. Wybacz, z treści
            wynika, żeś socjalista. Uważam to za chorobę "czerwonych oczu", inaczej chorobę
            głowy, ale nie w sensie psychiatrycznym. Nie odmawiam Ci mądrości, bo takie
            postępowanie jest szalenie modne. A może masz po prostu naturę niewolnika. Nie
            wierzę, że oddałbyć życie za komunistów z dalekiego Chile, gdyż uważam, że
            tylko tak mówisz. Po prostu lewacy to najczęściej tchórze, którzy dużo mówią.
            Ci z nich, którzy ginęli, to byli znowu głupcy. A Ty chyba głupiec nie jesteś.
            Ks. Rydzyk mnie nie interesuje, ani nic z prawicy. To, że nie lubię socjalizmu,
            nie znaczy, że jestem prawicowiec. Jeżeli nie pijesz wódki, nie znaczy, że
            jesteś alkoholikiem, prawda? Ale to typowe dla lewaków myślenie. Oprócz emocji
            jest kilka innych elementów charakteryzujących styl, m.in. Łysiaka. Zacząłeś od
            inwektyw w stosunku do jego prozy, żadnej analizy, więc wybacz, że tak
            odpisałem w stosunku do Ciebie. Wybacz, ja też się unoszę, ekscytuję, kiedy uda
            mi się wskazać lewaka, to takie miłe, ze człowiekowi się udało. Poza tym okay,
            dalej kolekcjonuj motyle i oddawaj cześć Castro. Bądź patriotą-lewakiem, bo ja
            myślę wyłącznie o sobie. Kraj jest wtedy zdrowy, gdy ma zdrowych obywateli.
            Poza tym nic do Ciebie nie mam. Na parady możesz chodzić, byle nie na moim
            terenie. Nie ma kto po was zbierać prezerwatyw. Tym się różnię od kiboli, że
            nie uznaję ksenofobii. Sęk w tym, że Ty jesteś UKRYTYM KSENOFOBEM. Myślisz, że
            jak ktoś nie popiera politycznej poprawności, to musi być od razu z LPR albo z
            radio Maryja. I to jest właśnie "choroba czerwonych oczu". Faktycznie,
            niepotrzebnie odpisywałeś, z lewakiem nie da się dyskutowac, bo oni nie uznają
            tolerancji. Oni mają gotowe wnioski. Co do literatury, wymień tych zdolnych
            lewaków pisarzy. Oprócz Szymborskiej nie znam utalentowanego. Andrzejewski z
            KOR? Konwicki? To średniacy, choć mieli przebłyski. Niestety, tylko formy. Ja
            też niepotrzebnie odpisałem. To chyba przez ten upał.
            • Gość: Kazek Re: Do Ukrytego Ksenofoba IP: *.p-s-inter.net 18.08.04, 20:38
              :-)))))
              Ochłoń, przyjacielu :-)))))))
              • daro15 Re: Do Ukrytego Ksenofoba 20.08.04, 08:37
                Przejrzyj na oczy, kolego!
    • olasta1 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 18.08.04, 10:16
      Kazek, ależ przyjemnie czytało sie Twoją trafną i mądrą wypowiedź.
      Fajnie jest , że Forum odwiedzają tacy fajni goście!!!
      • daro15 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 18.08.04, 17:43
        olasta1 napisała:

        "Kazek, ależ przyjemnie czytało sie Twoją trafną i mądrą wypowiedź"

        Prawda?

        "Fajnie jest, że Forum odwiedzają tacy fajni goście!!!"

        Co nie? A tak naprawdę, to co tam było mądrego? Garsć polityczno poprawnych
        komunałów, jakby się rurką podłączył do różnych postępowców. Kazek nie może być
        mądry, gdyż twierdzi, że umarłby za komunistów w Chile. Mówię Ci, że on by
        pierwszy uciekł. Do Europy, do resztek cywilzazji łacińskiej.
    • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 18.08.04, 12:15
      Hi hi hi... Tak toczno, Kazek, w samej rzeczy, umysł ma otwarty. Chciałoby się
      rzec: otwarty na ościerz. Aż rozum mu uciekł. Mówi, bo chce coś powiedzieć, a
      nie dlatego, że ma coś do powiedzenia. Tragedia!
      • kraciak Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 19.08.04, 00:06
        Gość portalu: Smakosz napisał(a):

        > Hi hi hi... Tak toczno, Kazek, w samej rzeczy, umysł ma otwarty. Chciałoby
        się
        > rzec: otwarty na ościerz. Aż rozum mu uciekł. Mówi, bo chce coś powiedzieć, a
        > nie dlatego, że ma coś do powiedzenia. Tragedia!

        A tobie uciekł chyba słownik ortograficzny. "Na oścież" się pisze. I chyba ty
        nie masz nic do powiedzenia.
        • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 19.08.04, 11:49
          Rzeczywiście: winno być "na oścież". Dziękuję. Palant ze mnie, nie Smakosz. Hi
          hi hi... A tak swoją drogą: masz jeszcze jakieś inne, równie merytoryczne,
          argumenty przeciwko temu, co napisałem?
          • kraciak Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 19.08.04, 23:24
            A prowadzisz jakąś dyskusję, że się argumentów domagasz? Bo ja nie zauważyłam.
            • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 20.08.04, 12:05
              I nie zauważysz. Jako rzecze Kisiel: "Polemika z głupstwem nobilituje je bez
              potrzeby."
              • kraciak Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 20.08.04, 23:47
                ho, ho, widzę, że masz się za bardzo mądrego. Tak, tak, cóż mnie, głupiej po
                rozmowie z tobą........
                • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 21.08.04, 15:31
                  Hi hi hi... Jak to "cóż mi po rozmowie"? A znasz takie słowo: inteligencja? No
                  i nie rycz, Kraciak, nie rycz. Czytaj. Rozglądaj się. Szukaj. Myśl. Wszystko
                  przed Tobą. Kobiety z wiekiem pozbywają się złudzeń, za to niektórym
                  przybywa ... no, tego... o! - rozumu. Czego i Tobie - pozdrawiając serdecznie -
                  życzę. I nie ostrz na mnie pazurków, nie kłóć się ze mną, bardzo proszę. Ja co
                  prawda nie mam monopolu na rację, ale w dyskusji ze mną Ty raczej jesteś bez
                  szans.
                  Twą górną pięciopalczastą nieśmiało oddechem ogrzewam,
                  Smakosz.
                  • kraciak Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 21.08.04, 23:54
                    a dlaczegóż to sądzisz, że jestem bez szans, Smakoszu? Powiem ci coś -
                    najbardziej na nerwy działają mi takie bufony, jak ty. Bez krztyny samokrytyki.
                    Wiesz, ja sobie zdaję sprawę z tego, że nie jestem idealna. Ale jak ktoś takiej
                    świadomości nie posiada, to jest albo Bogiem, co raczej nie wchodzi w rachubę,
                    albo....wiesz, gdzie siedzą tacy, którym się wydaje, że są bogami...
                    Nie pozdrawiam, choć powinnam, bo ze zdrowiem twoim kiepsko.
                    • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 22.08.04, 12:40
                      Hm... "Bufon bez krztyny samokrytyki?"
                      No, proszę Szanownej Pani, tak się nie godzi!
                      1. Doprawdy, jeżeli zwrot: "nie mam monopolu na rację" to nie jest z mojej
                      strony "krztyna samokrytyki", to co u licha może nią być, Twoim zdaniem? Azaliż
                      na kolana przed przynależną Ci ynteligencyją mam upaść?
                      2. Z uwagi nt., hi hi hi, "idealności", wnioskuję, że samoocenę sobie kędyś
                      upuściłaś... Podnieś, niech się byle gdzie nie wala! (Lecz nie ostrz na mnie
                      pazurków, nie kłóć się ze mną, bardzo proszę.. itd. Pamiętasz?)
                      3. No dobrze: na kolana przed przynależną Ci ynteligencyją padam, do stópek się
                      ścieląc, zaś aby nerwy stargane odrobinę w Tobie ukoić, niniejszym takoż i
                      drugą pięciopalczastą oddechem Ci ogrzewam, równie cieplutko i równie
                      nieśmiało,
                      Smakosz.
                      PS. A pozdrowić, mimo wszystko, powinnaś, wiesz? Prosty gest, a ileż nam samym
                      o nas mówi!
                      PPS. Łysiak o muerte! Venceremos!
                      • kraciak Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 23.08.04, 00:13
                        wiesz, Smakoszu, nie będziemy już, mam nadzieję, nawzajem sobie dogryzać. Ja
                        wcale nie mam na to ochoty. Nie jestem idealna - nie byłam i nigdy tak o sobie
                        nie myślałam. Mam nadzieję, że również nie myślisz w ten sposób o sobie, bowiem
                        nikt ideałem nie jest. Nie lubię po prostu, jak moją uwagę o otwartym umyśle
                        ktoś(czyli waćpan)przerabia na kpiącą wypowiedź na temat innej osoby. Ale dość
                        tych wzajemnych dogryzań, bo to do niczego dobrego nie prowadzi, a nie posiadam
                        wojowniczej natury. Koleżanka rozpoczynająca temat książek Łysiaka, nie
                        przypuszczała zapewne, co tu się rozpęta. Jak widać, temat nas podzielił, co
                        kończy się wzajemnymi oskarżeniami i niczego nie rozwiązuje. Może wybierzmy:
                        lubię/nie lubię książek/światopoglądu Łysiaka i cześć.
                        Pozdrawiam (;))
                        • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 23.08.04, 17:17
                          Wiesz, Kryciaku, szkoda.
                          Już zaczynałem tęsknić.
                          Twoja wola.
                          Co prawda nawet dłoń wyciągniętą do zgody można (niekiedy należy) ugryźć,
                          ponieważ jednak nie mam pewności co do Twoich przekonań, że tak powiem:
                          społeczno-politycznych, wrodzone predylekcje do kąsania „czerwonoróżowych”
                          powstrzymam. Gwoli wyjaśnienia: mój atak na Kazka wykiełkował z mych zapatrywań
                          politycznych (jako prawnuk Zesłańca, wnuk Legionisty i syn Sybiraka jestem
                          zagorzałym zwolennikiem komunizmu warstwowego), natomiast Ty sprowokowałaś mnie
                          ledwie wytknięciem ortografa.
                          Na zakończenie (buuuuuuu... ale przynajmniej w tym internetowym śmietnisku choć
                          przez chwilę było miło) powiem Ci, że pasjami uwielbiam obnażać uwagi
                          o „otwartych umysłach”, konwertując je na to, czym są w istocie – na brednie.
                          Co do Twojej propozycji („może wybierzmy: lubię/nie lubię książek/światopoglądu
                          Łysiaka”), zdecydowanie ją odrzucam. Co do literatury jego autorstwa – zgoda,
                          lecz „światopoglądu Łysiaka” nie można „lubić/nie lubić”. „Światopogląd
                          Łysiaka” się ma, albo (wybacz mentalną miałkość metafory) jest się ledwie
                          martwym popiołem zalegającym dno popieliska i umykającym tam, dokąd zawieje
                          wiatr. Niestety, po 1989 roku z takich właśnie martwych, jałowych
                          intelektualnie ludzi-chorągiewek wzniesiono „niepodległą Polskę” – i wielka w
                          tym zasługa przeciwników „światopoglądu Łysiaka”. (Łysiaka, Herberta, Trznadla,
                          Kąkolewskiego... i tak dalej, i tak dalej.)
                          Zauważ przy tym interesującą koincydencję: nie każdy przeciwnik Łysiaka jest
                          zwolennikiem „komuchów”, za to każdy postkomunista to nieprzejednany wróg pana
                          Waldemara. Innymi słowy: oponent twórczości i postawy prezentowanej przez
                          Łysiaka niekoniecznie bywa zwolennikiem tak zwanej michnikowszczyzny, acz
                          wyznawca Michnika nie może być jednocześnie „łysiakomaniakiem”. Jak sądzisz,
                          skąd to się bierze? „S kątowni”? (Przepraszam za belferstwo: przemyśl
                          konsekwencje.)
                          Piszesz: „temat nas podzielił, co kończy się wzajemnymi oskarżeniami i niczego
                          nie rozwiązuje”. Upsss... To Ty zaangażowałaś się w polemikę na
                          ogólnodostępnym, internetowym forum dyskusyjnym, żeby coś rozwiązać? Może jakiś
                          problem? Hi hi hi... o, święta naiwności! Ale to tak na marginesie.
                          Przepraszam za kolejną złośliwostkę: niczego Ci nie imputuję, acz
                          prawdopodobnie ów temat nie dzieliłby nas, gdybyś stała po stronie Dobra. Moim
                          zdaniem ów temat dzieli wszystkich na dwie strony: stronę Dobra i stronę Zła.
                          Trochę to napuszone, ale nic na to nie poradzę. Jeżeli tego nie rozumiesz, to
                          trudno.
                          Już kończę, ostatnie skojarzenie. Otóż mówiąc o historii i literaturze,
                          Krystyna Kersten wypowiedziała kiedyś takie słowa: „Nawet dążąc do maksymalnego
                          obiektywizmu, nie zdołamy całkowicie uwolnić się, jeśli nie od wartościowania,
                          to od porządkowania wedle określonych norm”. W moim przekonaniu to właśnie
                          owe „porządkowanie wedle norm” (na równi porządkowanie twórczości i życia),
                          doprowadza do szału przeciwników Łysiaka. Łysiak jest po prostu aksjologiczne
                          zaangażowany w to, co robi, a postkomunę razi to do kości.
                          I bardzo dobrze, boć jej to z gruntu należy się.
                          I to by było na tyle.
                          Bez urazy.
                          Pozdrawiam,
                          Smakosz.
                          A, prawda, jeszcze jedno: Łysiak o muerte! Venceremos!
                          PS. Obiecuję, że tym razem to już naprawdę koniec, ale a propos „wojowniczej
                          natury” mi się skojarzyło... Właśnie dlatego nasz świat wygląda tak, jak
                          wygląda: prawda tylko incydentalnie bywa wojownicza (vide Łysiak), a
                          najbardziej „wojowniczymi naturami” szczycą się zwykle najwięksi kłamcy i
                          szubrawcy. (...I tak to się kręci, niestety...)
                          Bywaj.
                          • daro15 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 23.08.04, 17:53
                            Gość portalu: Smakosz napisał(a:

                            "...nie każdy przeciwnik Łysiaka jest zwolennikiem „komuchów”, za to każdy
                            postkomunista to nieprzejednany wróg pana Waldemara".

                            W praktyce nie wygląda to aż tak gładko. St. Bratkowski w "Kulturze" AD 1977
                            napisał o "WZ" niezwykle pozytywną recenzję (to samo Łojek, ale mało o nim
                            wiem), a chyba nie można powiedzieć o nim, że z lewicą jest na bakier.
                            Generalnie, masz rację. Jedno jest pewne - "przeciwnicy" Łysiaka, nie lewacy,
                            nie używają argumentów typu "grafoman". Nazwanie Łysiaka grafomanem jest
                            chwytem rozpaczy, desperacją. To zrozumiałe i nie ma co reagować na takie
                            opinie. Na dobrą sprawę, jakby się uprzeć to można by zarzucić grafomaństwo
                            Szekspirowi. Literatura to nie skok w dal, więc z każdego można zrobić
                            grafomana, jeśli nie dostał jeszcze Nobla. Pierwszy sięgnął po obelgi tego typu
                            Michnik i właściwie to on opracował cały plan nagonki na Łysiaka. Nazwał go od
                            święta "grafomanem" i potem już rzucili się na niego jego ludzie. Oczywiście,
                            sporadycznie, bo na codzień zamilcza się Łysiaka. Na konfereencji prasowej z
                            okazji wydania "Empireum" prasa reżimowa totalnie zbojkotowała to wydarzenie. A
                            mimo to, przyszło dużo czytelników do EMPiK'u. Dla każdego mają inną broń -
                            Herberta chcieli zniszczyć poprzez zrobienie z niego wariata, alkoholika i
                            dziwkarza. W końcu Herbert nie napisał "Najlepszego"!
                          • daro15 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 23.08.04, 17:53
                            Gość portalu: Smakosz napisał(a:

                            "...nie każdy przeciwnik Łysiaka jest zwolennikiem „komuchów”, za to każdy
                            postkomunista to nieprzejednany wróg pana Waldemara".

                            W praktyce nie wygląda to aż tak gładko. St. Bratkowski w "Kulturze" AD 1977
                            napisał o "WZ" niezwykle pozytywną recenzję (to samo Łojek, ale mało o nim
                            wiem), a chyba nie można powiedzieć o nim, że z lewicą jest na bakier.
                            Generalnie, masz rację. Jedno jest pewne - "przeciwnicy" Łysiaka, nie lewacy,
                            nie używają argumentów typu "grafoman". Nazwanie Łysiaka grafomanem jest
                            chwytem rozpaczy, desperacją. To zrozumiałe i nie ma co reagować na takie
                            opinie. Na dobrą sprawę, jakby się uprzeć to można by zarzucić grafomaństwo
                            Szekspirowi. Literatura to nie skok w dal, więc z każdego można zrobić
                            grafomana, jeśli nie dostał jeszcze Nobla. Pierwszy sięgnął po obelgi tego typu
                            Michnik i właściwie to on opracował cały plan nagonki na Łysiaka. Nazwał go od
                            święta "grafomanem" i potem już rzucili się na niego jego ludzie. Oczywiście,
                            sporadycznie, bo na codzień zamilcza się Łysiaka. Na konfereencji prasowej z
                            okazji wydania "Empireum" prasa reżimowa totalnie zbojkotowała to wydarzenie. A
                            mimo to, przyszło dużo czytelników do EMPiK'u. Dla każdego mają inną broń -
                            Herberta chcieli zniszczyć poprzez zrobienie z niego wariata, alkoholika i
                            dziwkarza. W końcu Herbert nie napisał "Najlepszego"!
                            • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 23.08.04, 20:57
                              Hi... "w praktyce nie wygląda to tak gładko", powiadasz? A znasz jakąś
                              AKTUALNĄ, pozytywną opinię o twórczości Łysiaka, wyrażoną przez osobę związaną
                              ze środowiskiem poskomunistycznym? Ja nie znam.
                              Co do łysiakowego grafomaństwa - Twoja opinia trafiona w dychę. Wyobraź sobie,
                              co będzie się działo, gdy w listopadzie ukaże się Łysiaka "Rzeczpospolita
                              kłamców"...
                              Herbert nie napisał "Najlepszego", ale Herbert to postać jednak znaczniejsza
                              artystycznie niż Łysiak - Herberta postkomuna nie mogła tak po prostu
                              usiłować "zamilczeć". Dlatego nadal majstrują przy Jego życiorysie.
                              Z konserwatywnym pozdrowieniem,
                              Smakosz.
                              • daro15 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 23.08.04, 21:51
                                Gość portalu: Smakosz napisał(a):

                                "Hi... "w praktyce nie wygląda to tak gładko", powiadasz? A znasz jakąś
                                AKTUALNĄ, pozytywną opinię o twórczości Łysiaka, wyrażoną przez osobę związaną
                                ze środowiskiem poskomunistycznym? Ja nie znam".

                                Oj, tak, niezbyt precyzyjnie napisałem, wybacz, to atak Kazka mnie tak
                                ogłuszył. Oczywiście, obecnie nie znam pozytywnego słowa o Łysiaku, cofnąłem
                                się w przeszłość, kiedy jeszcze zdarzało się napisać o Łysiaku w superlatywach,
                                a pisali byli czerwoni, i obecni czerwoni. Nie wiem, czy widziałeś Łysiaka w
                                TVP1, zaraz po "Kawa czy herbata"? To było w okresie wydania "Empireum" i
                                pomyślałem sobie wtedy, że afera Rywin-Michnik zachwiała reżimowym układem
                                władzy i w swojej naiwności wziąłem to za objaw nadchodzącej odwilży
                                politycznej. Głupiec ze mnie. Ma rację Kazek. A na "RP kłamców" czekam z
                                niecierpliwością. Mam nadzieję, że będzie to bestseller, bo - mimo, że pan
                                Waldemar biedy nie klepie - to życzę mu wielkiego sukcesu komercyjnego na
                                miarę "Stulecia...". O merytoryczną zawartość tej pozycji nie martwię się
                                zupełnie. Jak zwykle napisze z pasją prawdę (ciekawe, że nikt z krytyków nigdy
                                nie zanegował przypisów lub cytatów z książek Łysiaka, a wciaż ględzą o
                                grafomanii i fałszowaniu historii; mało kto wie, że zawarte w "Szachiście"
                                wymysły Łysiaka zostały uwzględnione w artykule naukowym). Żeby tylko nie było
                                jakiegoś trzęsienia ziemi, który księgarnie pozamyka, bo pewnie cała lewizna
                                będzie zgrzytać zębami. A GW jakiś paszkiwl wysmaruje po roku. Jak już wiemy,
                                części z naszych dyskutantów "Rzeczpospolita kłamców" już się nie podoba, ale
                                to dobrze książce rokuje.
                                Z konserwatwnymi,
                                Darek
                          • Gość: Kazek Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.p-s-inter.net 23.08.04, 18:22
                            No, ponieważ pierwszy raz napisałeś jak człowiek, to może jest sens
                            odpowiedzieć. Dotychczas pisałeś niestety na poziomie dresa, jeden taki
                            niedawno u mnie na osiedlu pędząc między blokami 30-letnią bmką też krzyczał
                            o "ynteligencji", zupełnie takim samym językiem jak Ty. Ale tym razem,
                            aczkolwiek tradycyjnie piszesz brednie straszliwe, to przynajmniej jest w
                            Twojej wypowiedzi cokolwiek poza prymitywną agresją, więc doceniając postępy,
                            jakie robisz i licząc na dalsze, kilka słów ode mnie.
                            Myslę, że Twój atak na mnie wypływał tylko i wyłacznie z braku kultury, a nie z
                            czegokolwiek innego. O moich poglądach nie wiesz nic. Współczucie dla takich
                            czy innych osobników, to nie jest kwestia poglądów, tylko człowieczeństwa.
                            Cierpiącym nalezy pomagać i tyle, o poglądach można dyskutować później.
                            Natomiast mania "kąsania „czerwonoróżowych" w 2004 to jest kompromitacja,
                            porażka intelektualna. 20 lat temu było to czyms oczywistym i koniecznym, 10
                            lat temu to za kopaniem leżącego, dziś to już tylko łatwa odwaga walki z
                            cieniem. Nie musisz na to odpowiadac, jak mi już udowodnił Twój błyskotliwy
                            przyjaciel (po 5 tematów w jednym zdaniu to w końcu przejaw wybitnej
                            błyskotliwości) ja jestem tchórzem. Dresy na moim osiedlu wszyscy uważaja się
                            za odważnych. Szczególnie napadając na kogoś w 20 i od tyłu. Myślę, że w oczy
                            nie powiedziałbyś mi nawet 1/10 tych wszystkich bzdur. Twój kumpel też nie.
                            Ponieważ tak samo, jak nie znacie moich poglądów (a tylko Wam sie wydaje), tak
                            i nie znacie mojej postury. Naprawdę chciałbym wiedzieć, czy bez dzielącej nas
                            sieci też byłbyś taki odważny. Ale myślę, że nie. Wiadomo, literatura to jest
                            trochę funkcja kompensacji.
                            Piszesz, że było milo. Specyficzny z ciebie człowiek. Uwielbiasz plucie i
                            wrzask bez argumentów. Bo chyba tylko dwóm osobom tu było miło. Wspominasz
                            o "konwertowaniu "otwarych umysłów" na brednie". Tylko kiedy Ty to zrobiłeś?
                            Pokrzyczałeś, ośmieszyłes się, i już myślisz, że to zrobiło na mnie wrażenie?
                            Mój syn ogląda teraz teletubisie (poziom mniej więcej taki, jak w postach
                            Daro :-)) ), więc wreszcie mam czas coś napisac. Nie robisz na mnie wrażenia.
                            Nie zrozumiesz, co czytasz. ukrywasz to za wrzaskiem. Łysiak ani mnie grzeje,
                            ani ziębi. Ale mając takich obrońców... cóż mówić. No vencereis. Es la mierda
                            aburrida que va a morir por menos que canta un gallo.
                            "Światopogląd Łysiaka” się ma, albo (wybacz mentalną miałkość metafory) jest
                            się ledwie martwym popiołem zalegającym dno popieliska i umykającym tam, dokąd
                            zawieje wiatr" - tłumacząc tę miałką metaforę (zdobyłes sie na odrobinę
                            dystansu do siebie, więc może jeszcze nie wszystko stracone?) na nasze - kto
                            nie myśli jak ja, jest niczym. Naprawdę. Tobie i Darowi jest o 100 okrążeń
                            stadionu bliżej do komuny niż mnie. A jak wiadomo, komunizm i faszyzm to dwa
                            tożsame diabelskie wynalazki.
                            Nie znać ortografii to wstyd. Ale to akurat Ci wybaczam, bo wiadomo, że w sieci
                            często dyskutuje się szybko. Jednakowoż nie warto dyskutować szybciej, niż się
                            myśli.
                            Coś tam w Twoich rozważaniach jest prawdą. Np. ja jestem
                            absolutnym "przeciwnikiem komuchów" (stosując teraz watpliwą logikę Daro
                            tudzież jego wątpliwą błyskotliwość, powinienem napisać, że to on
                            jest "komuchem", ale to poziom dna) i jednocześnie nie lubię Łysiaka. A więc
                            własnie należę do grupy, którą opisujesz. Nie uważam socjalizmu za chorobę, jak
                            pisze Daro, bo to bełkot, ale dokładnie należę do grupy, która opisujesz. Nie
                            przyszło Ci do glowy? Może mniej krzycz? Cisza wspomaga myślenie.
                            Juan Carlos osobiście poparł ponowną legalizację w Hiszpanii partii
                            komunistycznej. Czy jest komunistą? To mogłoby przyjść do głowy tylko ludziom o
                            poglądach totalitarnych wyznaczanych schematem "Jeśli nie myślisz tak jak my,
                            to jesteś wrogiem". Czyli czymś w Waszym stylu.
                            Jedną mam tylko nadzieję. Że nie pracujesz jako belfer. Wielki szacunek dla
                            nauczycieli! Ale co ja mogę na to, że w tym zawodzie trzeba mieć otwarty umysł?
                            A dla Ciebie "otwarty umysł" to obelga? trochę mnie przeraża Twoje
                            przepraszanie za belferstwo. Uspokój mnie, prosze i napisz, że nie jestes
                            nauczycielem. Bo jeśli jesteś, to z Twoją kulturą osobistą... Pamiętaj, słowa
                            nic nie znaczą. Pociągają przykłady.
                            Ja też jestem naiwny i wierze, że na forum dyskusyjnym ludzie dyskutują. Są
                            takie fora, w przypadku których już dawno straciłem nadzieję, ale tu jeszcze
                            miałem takową. Czy to, że dresy co drugie słową krzyczą coś po łacicie oznacza,
                            że mamy wszyscy tak robić? ach, zapomniałem, że Ty jestes zwolennikiem
                            wiekszości, kto nie z nami... etc.
                            "stronę dobra i strone zła" - może to i prawda? Tylko że Ty nie jestes po
                            stronie dobra. Krzyczysz, obrażasz, nie dyskutujesz, a przekręcaniem słów
                            innych to już właściwie kłamiesz... Jeśli tego nie rozumiesz, to wielka szkoda.
                            No i własnie to Twoje kłamstwo jest największym problemem. Bo jak sam słusznie
                            wspominasz, kłamcy sa najbardziej wojowniczy.
                            Nie spodziewam się żadnej rozsądnej odpowiedzi, a szkoda. Pewnie znów będzie
                            pomieszanie patriotyzmu, sportu, ideologii i muzyki, z czego nie da się
                            tradycjnie zrozumiec nic więcej ponad to, że nie czytacie niczego poza swoimi
                            postami. Ale pamiętajcie. Nic straconego. No vencereis. Es mas difficil hablar
                            que pelear, pero algunos no lo saben. Todo es mentira en ti.
                            • daro15 Teletubisie 23.08.04, 19:07
                              Wrzeszczysz, międlisz, mącisz potwornie i znowu nic konkretnego nie napisałeś
                              (nawet o sobie nie potrafisz nic powiedzieć, oprócz straszenia posturą). Teraz
                              ja Ci coś poradzę: idź pooglądaj sobie z synem teletubisie albo wypróbuj
                              magiczną siłę oddziaływania Twojej postury na Twoich osiedlowych dresach. Dresy
                              z pewnością zrozumieją retoryką lewicowego fircyka. Ja niestety mieszkam z
                              daleka od blokowiska, więc nie mam tej okazji.
                            • daro15 Poziom dna i ludożerca 23.08.04, 19:23
                              Gość portalu: Kazek napisał(a):

                              "Np. ja jestem absolutnym "przeciwnikiem komuchów"

                              Ha ha... sorry, nie wytrzymałem...

                              "...(stosując teraz watpliwą logikę Daro tudzież jego wątpliwą błyskotliwość,
                              powinienem napisać, że to on jest "komuchem", ale to poziom dna)".

                              He he, no to jednak osiągnąłeś. Napisałeś. A poza tym nie zgadłeś. Jestem
                              ludożercą wegetarianinem.
                            • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 23.08.04, 21:01
                              Oj, Kazek, Kazek... Twój zatłoczony erudycją post wyrywa mi z trzewi jeno
                              błagalne westchnienie (tym sposobem o miłosierdzie upraszam): wstydu oszczędź!
                              Taż żadnego z symboli fonetycznych niegodnym Ci podawać, byś słowa w zdania
                              tchnące niezwyczajną oryginalnością ku przeogromnej swojej chwale mógł do woli
                              klecić.
                              A tak prawdę powiedziawszy, faktycznie pieprzysz. Czytać umiesz, lecz z
                              rozumieniem sensu masz wyraźne trudności. Ja rozmawiam z Kraciakiem, a Ty
                              wciskasz się między ogórek a zakąskę... Nieładnie, bardzo nieładnie. Naprawdę
                              sądziłeś, że odpowiadam Tobie? O Matko Boska z jakiegokolwiek bądź kościoła!
                              Ależ z Ciebie figlarz! Nie nadymaj się tak, bo pękniesz!
                              Widzisz: myślałeś, że wiesz, ale Ty nawet nie wiesz, że nie myślałeś. Ani
                              chybi: myślowa abstynencja.
                              I po jaką cholerę znowu maltretowałeś klawiaturę? Żeby zaprezentować Niagarę
                              bezsensu w kolejnej dawce pretensjonalnego bełkotu? Powtórzę: czytać umiesz,
                              lecz nie umiejąc myśleć, nie musisz przecież zadręczać się pisaniem. Za którymś
                              razem upocisz się i wysmarkasz sobie mózg do cna. Wróć do korzeni, polecam
                              Falskiego, tak lotny umysły jak Twój podoła zdaniom prostym w rodzaju: "To
                              Ala". Bo czytanki z elementarza - to właśnie pole dla Twoich komentarzy.
                              Chłopie, ewidentnie gubisz się w relacjach z własnymi emocjami, napinasz więc
                              pazurki, usiłując zadrapać coś, czego pojąć nie jesteś w stanie. Przy tym
                              robisz co możesz, ale że niewiele możesz, niewiele robisz. Pomnij: wyżej d...
                              nie podskoczysz.
                              Filozof Henryk Elzenberg mawiał: "istotą życia jest zgroza". Czytając Twoje
                              posty nie sposób nie przyznać mu racji. Swoją drogą, ciekawe, czy
                              wyartykułowanie tych wszystkich bzdur to u Ciebie wyraz niedouczenia czy braku
                              wyobraźni? I czy to się daje leczyć? Dostrzegam w tym ukryte kompleksy oraz
                              swoistą formę autoterapii (te odniesienia do "dresiarstwa", najwyraźniej masz
                              koszmary!) - ale to już zadanie dla psychoanalityka. Dyskusja z Tobą była, jest
                              i będzie bezprzedmiotowa, tylko idiota kopałby się z osłem. Dlatego w tym
                              miejscu przerwę, idąc za radą teoretyka literackiego baroku, hiszpańskiego
                              jezuity Baltazara Graciana y Moralesa, który rzekł: "Nie czyń dwóch szaleństw,
                              kiedy wystarczy jedno". To jedno - reakcja na post człowieka, który nie
                              odróżnia sedna od sedesu, to będzie dość.
                              Życzę dobrej nocy i dużo zdrowia,
                              bywaj.
                              • Gość: Kazek Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.p-s-inter.net 23.08.04, 22:21
                                Smakosz, parę postów wcześniej wbijałeś się tak samo (Kreciaka przepraszam),
                                stąd pozwoliłem sobie na pewien eksperyment, o którym parę postów dalej, przy
                                okazji odpowiedzi Daro, bo nie będe sie przecież powtarzał. Rozpocząłeś
                                pojawianie się tutaj od tekstów typowych dla dresa (wybacz stary, to proste
                                słowo najlepiej oddaje ich kształt), stąd pewnie moja aberracja. Dresów u nas
                                pełno, jeden więcej nie robi róznicy. A ty mentalność takową masz, i co ja na
                                to poradzę? Uwierz - jest mi przykro, trzymam za Ciebie kciuki. Róznica jedyna,
                                że taki dres agresję wciąga z amfą. Jak Ty to robisz, to już nie wiem i nie
                                chcę wiedzieć.
                                Myslę, że odpowiadałes własnie mnie. Podobnie jak parę razy na tym forum. Bo
                                jestes taki malutki, że nigdy nie przezyjesz tego, że ktoś prostymi słowamy
                                udowadnia Ci mentalny upadek. Jeśli ja pieprzę, to niestety - strach pomyśleć,
                                co Ty robisz...
                                A najlepsze jest to, że jak zwykle na nic nie odpowiedziałeś. Choć postarałeś
                                się bardziej i znalazłeś więcej cytatów. Czytaj, ucz się, może kiedyś
                                przestaniesz być zarozumiałym ignorantem. Ale pewnie wcześniej mi kaktus
                                urośnie albo mózg sobie wysmarkam. Wtedy Ci go sprzedam. I tak będzie lepszy
                                niz Twój. I niniejszym się już naprawdę żegnam, a dlaczego, o tym w odpowiedzi
                                Daro.
                                • kraciak Kazek 23.08.04, 23:31
                                  Kazek, ja się wcale nie gniewam:) Sądzę, że należy sobie dać spokój. Wiadomo,
                                  że nie przekonasz nikogo, kto nie będzie tego chciał. Nasi rozmówcy poprawiali
                                  sobie samopoczucie, łapiąc nas za słówka i napawając się własną wielkością. Nie
                                  jesteśmy ideałami, ale na pewno nie stoimy po stronie zła, jak sugeruje
                                  Smakosz. O, zgrozo, stosunek do książek Łysiaka ma być wyznacznikiem tego, czy
                                  człowiek jest zły, czy dobry? Tylko nasze uczynki wobec innych mogą to
                                  powiedzieć. A nie użeranie się z ważniakami, uprawiającymi ekwilibrystykę
                                  terminologiczną i traktującymi rozmówcę z pobłażliwą pogardą. Tego nienawidzę.
                                  Zatem mam radę - zostawmy towarzystwo wzajemnej adoracji. Życzę dużo szczęścia
                                  i pozdrawiam.
                                  • kraciak Re: Kazek 24.08.04, 01:46
                                    a co do Smakosza: jest, jak widzę, zwolennikiem opcji: "moja racja jest
                                    najmojsza". To o tej, pożal się, Boże, wypowiedzi, która miała pokazać, że on
                                    jest cacy, a kto myśli inaczej - be i pewnie do piekła pójdzie, bo przecież po
                                    stronie zła staje. Smakosz - Arcysędzią. Ja do piekła się nie wybieram:))))
                                    Pozdrawiam
                                    • Gość: Kazek Re: Kazek IP: *.p-s-inter.net 24.08.04, 10:18
                                      Bez wątpienia. Niepotrzebny był tylko mój wczorajszy eksperyment z użyciem
                                      języka Smakosza I Daro. jak mozna sie było spodziewać, nic to nie dało, tylko
                                      niesmak pozostał, i to pewnie nie tylko we mnie, ale i w wiekszości osób, które
                                      to przeczytały, do czego w tym momencie sie przyłożyłem, niestety. To, że
                                      miałem dobre chęci, nie tłumaczy mnie. Ktoś, kto nie śledził tego od początku,
                                      ale w układzie postów, niestety pomyśli, że to był wzajemny atak. Nie jest to
                                      prawda, ale sam jestem sobie winien że podjąłem dyskusje toczoną w takim stylu.
                                      Mea culpa.
                                      Zgodnie z tym, co obiecałem, tym razem już nie czytam wypowiedzi obu
                                      nieszczęsników, choć pewnie i tak wiem, co napisali.
                                      Najlepiej omijać z daleko. Widziałem wypowiedzi Daro gdzieś w innym wątku i
                                      jakkolwiek temat brzmiał ciekawie, wolałem nie czytać. Tak czy owak skończyłoby
                                      sie pyskówką, ze strony Daro na pewno, z mojej - jeśli dałbym się ponieść temu
                                      stylowi. No chyba, że miałbym w 100% to samo zdanie, ale w sumie ciekawiej
                                      dyskutuje sie z osobami, które mają inne poglądy. Szkoda czasu, szkoda słońca
                                      za oknem.
                                    • Gość: Smakosz Re: Kazek IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 24.08.04, 12:09
                                      Hejka, Kryciaku. Żal, że nie ustosunkowałaś się merytorycznie do mojego
                                      ostatniego postu.
                                      1. Błądzisz. Czytasz, ale najwyraźniej co drugie zdanie pomijasz. Taka mimikra
                                      nie przystoi, nie udawaj głupszej. Nie idzie o stosunek do książek, lecz do
                                      światopoglądu. To światopogląd pozostaje wyznacznikiem, różnicującym Dobro od
                                      Zła. Niezależnie od tego, co myślisz i czy to akceptujesz, czy nie.
                                      2. "Nie przekonasz nikogo, kto nie będzie tego chciał." A, to przepraszam!
                                      Widocznie Tobie udaje się przekonać wyłącznie tych, którzy pragną być
                                      przekonani. Nie za wysoko poprzeczkę zawiesiłaś? Gratuluję wyzwań i licznych
                                      zapewne sukcesów! (Mimo wszystko nie zazdroszczę.)
                                      3. To niegodny chwyt, wkładać w usta adwersarza słowa, których nie użył. Nie
                                      pisałem o swojej racji.
                                      4. Jeżeli ktoś staje po stronie Zła, to bez dwóch zdań winien trafić do piekła.
                                      Co jednak, Kryciaku, jeśli piekła nie ma?... (To właśnie dlatego trzeba walczyć
                                      ze Złem tu i teraz.)
                                      5. "Ja do piekła się nie wybieram". Znaczy: niegrzeczna dziewczynka idzie tam,
                                      gdzie chce? Nio nio... najlepszego,
                                      Smakosz.
                                • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 24.08.04, 12:23
                                  Kazku! Przyjacielu! Orlątko Ty moje, samodzielnie myślące! Zaiste pod
                                  nieboskłon trysnąłeś przenikliwością swoją... Toteż, zawstydzony głębią Twych
                                  przemyśleń, takoż nieodpartą logiką wywodu, Twą semantyczną rzutkością oraz
                                  zaprawdę epickim rozmachem, zakrzyknę jeno: PODDAJĘ SIĘ!
                                  Co do kaktusa - może spójrz uważniej? Co do smarków - po lekturze wybroczyn
                                  zrodzonych w niezgłębionych zakamarkach Twego jestestwa zmieniam zdanie: Ty
                                  sobie mózgu nie wysmarkasz. Najpierw trzeba mieć.
                                  I jeszcze jedno: dotrzymaj słowa i zamknij twarz, proszę, dość czasu już
                                  zmitrężyłem i wymianę inwektyw z Tobą uważam za zamkniętą. Niczego mnie nie
                                  nauczysz, a ja nie mam czasu na pierdoły.
    • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 18.08.04, 16:38
      • Gość: waz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.04, 23:51
        Ej ludzie co jest z wami?
        przyznam się że nie rozumiem jak można chcieć się pozbyć książek Łysiaka
        Waldemara.U mnie ten proces raczej przebiega w odwrotnym kierunku.
        gdy przeczytałem "dobrego" z pewnością miałem wypieki na twarzy.Git kniga!
        reszta trylogii łysiakowskiej również poza tym "Asfaltowy Saloon","Perfidia"-
        majstersztyk."Kolebkę" też czytałem.ale ostatnio nic nie umiem znaleźć.Ktoś tam
        mówi że Łysiak oprócz bycia wrażliwym jest wulgarny czy jakoś tak.Mnie się to
        właśnie najbardziej podoba.A w książkach łysiaka znajdujemy wszystko.Są one
        przede wszystkim o życiu i to mi się podoba."Dobry" jest najlepsza kniga jaką
        przeczytałem.A wszystkim fokstrotom którzy zdradzają łysiaka się dziwię .Dla
        mnie nie ma lepszych knig. ŁYSIAK RULEZ!!!
        • Gość: Kazek Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.p-s-inter.net 19.08.04, 10:53
          Wszystko fajnie, ale te tytuły, które wymieniasz, to sa już bardzo dawne jego
          rzeczy. On posługiwal się wtedy sprawnym piórem i rzeczywiście, była to dość
          dobra literatura rozrywkowa. Z biegiem lat jednak było coraz gorzej. Zobaczysz,
          gdy przeczytasz któreś z tomisk opublikowanych w l. 90-tych. Wtedy zrozumiesz,
          dlaczego niektórzy z nas się tych książek pozbywają.
          • daro15 Retoryka Kazka 22.08.04, 08:52
            Gość portalu: Kazek napisał(a):

            "Wszystko fajnie, ale te tytuły, które wymieniasz, to sa już bardzo dawne jego
            rzeczy. On posługiwal się wtedy sprawnym piórem i rzeczywiście, była to dość
            dobra literatura rozrywkowa. Z biegiem lat jednak było coraz gorzej. Zobaczysz,
            gdy przeczytasz któreś z tomisk opublikowanych w l. 90-tych. Wtedy
            zrozumiesz,dlaczego niektórzy z nas się tych książek pozbywają".

            Proszę zwócić uwagę na argumentację Kazka: "było gorzej"... "zobaczysz, gdy
            przeczytasz..." ... "wtedy zrozumiesz..." itp. Bełkot. Ja rozumiem tyle, że
            Kazek nie rozumie, co czyta. Podoba mu się stary Łysiak, nowy jest be, co można
            zrozumieć, gdy się przeczyta. Czytam i widzę, że styl Łysiaka stał się bardziej
            wyrafinowany, gorzej nieco z pomysłami an powieść. Cenię "Wywiady-rzeki", lecz
            za dużo dla mnie było pozycji o malarstwie. Oczekuję książek typu "Stulecie
            kłamców", któa okazała się bestsellerem. Czy w tym tomie Łysiak używa jezyka
            grafomańskiego? Bez komentarza... wystarczy przeczytać. Między innymi w latach
            90. poprawił "Flet". Jak pięknie to brzmi. "Kielich" nie powala może na kolana,
            ale ostatnie co można zarzucić autorowi to brak klasy. Moim zdaniem Kazek nie
            może znieść prawdy zawartej w "Najlepszym" i zrobił grubą kreskę. Jego organizm
            broni się przed prawdą - wyparciem Łysiaka. To jest aż nadto widoczne!
        • daro15 Od socjalizmu do faszyzmu 22.08.04, 08:42
          Gość portalu: waz napisał(a):

          "Ej ludzie co jest z wami? przyznam się że nie rozumiem jak można chcieć się
          pozbyć książek Łysiaka Waldemara"

          Można, można... to właśnie chciałem napisać między wierszami. Idzie na powtórkę
          z rozrywki. Od socjalizmu droga prosta do faszyzmu, a tam umieli pozbywac się
          książek. Ja mam na półce wiele interesujących pozycji autorów, którzy
          kolaborowali z komuchami bardziej od Miłosza, a jednak nie pozbyłem się ich.
    • Gość: olasta1 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.08.04, 08:34
      Wywołując temat Łysiaka na Forum chyba spodziewałam się takiej reakcji
      niektórych „wyznawców” Mistrza Łysiaka. Ale dzięki temu wiem , że nie
      popełniłam błędu pozbywając się jego książek.
      • nutta Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 19.08.04, 08:48
        W czasach hitlerowskich to książki, które były niewygodne, palono. A co ty
        zrobiłaś ze swoimi?
        • Gość: Kazek Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.p-s-inter.net 19.08.04, 10:56
          Ach, jakiż patos. "książki niewygodne". A może po prostu słabe?
          I ta cudowna aluzja do hitlerowskiego palenia.
          Nie wiem, co olasta1 zrobiła ze swoimi. Ja swoje rozdałem. mam kilku znajomków,
          którzy podobnie jak ja uważaja, że nawet słabą literaturę warto czasem dla
          zaspokojenia zwykłej ciekawości przeczytać. Potem pewnie dali komuś nastepnemu.
        • daro15 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 20.08.04, 08:43
          Przerobiła na masę, z której potem powstaną dzieła współczesnych autorytetów.
          • Gość: Re Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 22.08.04, 19:22
      • daro15 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 20.08.04, 08:42
        Gość portalu: olasta1 napisał(a):

        "Wywołując temat Łysiaka na Forum chyba spodziewałam się takiej reakcji
        niektórych „wyznawców” Mistrza Łysiaka."

        Co za przenikliwość, perfidia!

        "Ale dzięki temu wiem , że nie popełniłam błędu pozbywając się jego książek."

        A co, nie mamy własnego zdania? To może jeszcze Ci pomóc w pozbyciu się innych
        autorów? Jakby co, to służę pomocą.
        • Gość: Kazek Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.p-s-inter.net 20.08.04, 15:00
          Słuchaj, problem w rozmowie z Tobą polega na tym, że właściwie co by nie
          powiedzieć, Ty i tak odpowiesz serią inwektyw, bez ładu i składu, pomieszaną
          tak, że właściwie nie wiadomo, jak się do tego zabrać, a przede wszystkim po co.
          Nie wiem, kim jesteś i właściwie nie chce wiedzieć, podobnie jak dyskutant o
          nicku Smakosz, który najpierw krzyczy, potem żąda dyskusji merytorycznej, a na
          uwagę, że właśnie ot o chodzi, obraża się i gada coś o „polemice z głupstwem”,
          zupełnie, jakby kiedykolwiek z kimkolwiek polemizował.
          Ja się w sumie rzadko na tym forum wypowiadam, bo moja wiedza jest ograniczona
          i raczej staram się dowiadywać czegoś od innych. Przez długi jednak czas
          uważałem, że to forum jest wolne od takiego zwykłego sieciowego awanturnictwa i
          dlatego miło się tu zaglądało. Niestety pojawił się wątek o pisarzu prawicowym
          (cytuję z pamięci, ale dość wiernie: „Jeżeli Piotr Wierzbicki jest bardziej na
          prawo ode mnie, to znaczy, że jest ścianą, bo tam już jest tylko ściana), no i
          się zaczęło. Tak naprawdę nie wiem, czy jesteś prawicowcem czy nie, wyraźnie
          napisałem „chyba”, mam zresztą nadzieję, że nie jesteś. Przydałaby się bowiem w
          naszym kraju wreszcie jakaś cywilizowana prawica, taka angielska, albo jeszcze
          lepiej holenderska. Niestety jednak ton Twoich wypowiedzi wpisuje się w poetykę
          tej naszej specyficznej prawicy, nic na to nie poradzę.
          Nie da się rozsądnie odpowiedzieć na twoje posty. Najpierw sam zaczynasz pisać
          o kibicowaniu sportowcom, gdy staram się odpowiedzieć na temat, krzyczysz
          o „kibolach”. Faktem jest, że lubię piłkę nożną, zarówno biernie jak i czynnie,
          ale co ma do rzeczy? Chociaż czasami, gdy nasza reprezentacja dostaje u siebie
          1:5, albo gdy siatkarze dostają od Francji 0:3, a ci jeszcze z nikim innym nie
          wygrali, to przychodzi mi do głowy, że to wina takich jak Ty patriotów ;-)).
          Czego oczywiście nie da się udowodnić.
          Masz uroczy dar tropienia, właśnie wykryłeś lewaka”. Jakoś od samego początku
          wydaje mi się, że w służbach specjalnych sprawdziłbyś się znakomicie, choć tam
          jednak trzeba być trochę bardziej poukładanym. I pamiętać co się mówi. Bo
          piszesz „oddałbyś krew chilisjkim komunistom” ja potwierdzam, bo krew bym oddał
          w szpitalu. To ty zaraz, że „umarłbym za nich”. Nigdzie tego nie napisałem, bo
          myślę, że z takimi deklaracjami, to lepiej ostrożnie. Ale z kolei sam
          napisałeś: ”myślę wyłącznie o sobie”- i to zapewne jest prawdą.
          Najbardziej żenujące jest to, że piszesz o paradzie miłości (nie zauważyłeś, że
          napisałem, iż nie lubię techno? Po prostu chciałbym, aby w moim mieście miały
          miejsce różne wydarzenia), jakiejś mojej miłości do Castro, mojej głupocie albo
          niegłupocie, moim tchórzostwie, lewactwie, ukrytej ksenofobii i jakiejś jeszcze
          setce innych bzdur, a nie piszesz nic o Łysiaku. OK., moja wypowiedź była
          krótka, bo wszyscy przede mną krótko się wypowiadali. Ty poświęciłeś mnóstwo
          miejsca na inwektywy, tylko nie napisałeś ni słowem, dlaczego właściwie jego
          książki uważasz za wartościowe.
          Tego rodzaju dyskusja zapewne byłaby ciekawsza i bardziej na miejscu tutaj.
          Uwierz bowiem, że nie wszyscy znajdują przyjemność w obrzucaniu się wyzwiskami
          i nie każdemu imponuje to, że się komuś werbalnie „przyłoży”. Naprawdę, w
          takiej konfrontacji nie miałbyś żadnych szans ze mną, tyle że mi to po prostu
          nie imponuje.
          I tym proponuję skończyć. No chyba że jednak podyskutujemy o książkach. Ale Ty
          i tak musiałbyś najpierw zacząć od pewnego magicznego słowa.
          • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 20.08.04, 20:53
            Ble, ble, ble, ble, ble... Prymitywny schematyzm i bezdenna nonszalancja
            intelektualna. To i owo na pewno masz, lecz błyskotliwości w Tobie za grosz.
            Nie tylko Twoja wiedza jest ograniczona, takoż i polot.
            • daro15 Problem Kazka czyli ukąszenie heglowskie 21.08.04, 08:56
              Problem Kazka polega na tym, że operuje starymi, dobrymi schematami
              atakowania "prawicy". Jest trochę junacki, trochę już ucywilizowany przez
              socjaldemokratyczną pralnię mózgów. Przy tym plecie niemiłosiernie, choć z lotu
              ptaka jego listy wyglądają na rzeczowe. To tylko ton sprawia. Gdyby u nas była
              prawica typu angielskiego, to z pewnością rola lewicy polskiej by osłabła.
              Lewicy całej, tej "natolińskiej" i tej "puławskiej". Kazek pewnie nie wie o
              chodzi, ale to normalne wśród lewizny. Lewizna wie za to wszystko o prawicy! O
              sobie wie niewiele. Więc chyba Kazek zagalopował się w tych życzeniach!
              Właściwie prawica angielska jest już skażona socjaldemokratami, ale trzyma się
              dzielnie. Nastroje na Wyspach też rokują dobrze. To Kazek pierwszy rzucił
              inwektywami na forum, a sam żąda dyskusji merytorycznej. Odrwaca kota ogonem.
              Lewizny ulubione zajęcie. Jedyne na co go stać, to takie
              pseudointeligenciarskie przepychanki słowne i... inwektywy właśnie. Nie
              usłyszałem od niego nic konkretnego: np. dlaczego oddałby życie za chilijskich
              komunistów? Bo ja to uważam za objaw głupoty i mógłbym to wyjaśnić, chociaż nie
              jestem psychiatrą. Nie napisał nic o tym dlaczego Łysiak w sensie twórczości
              jest warty zapomnienia? Ja znaczy się wiem, dlaczego dla niego jest warty
              wyrzucenia. Czemu Kazek nie uznaje życia bez socjalizmu? Też nie mówi. Co złego
              jest w traktowaniu narodów jako osobnych bytów państwowych, bez popadania w
              totalitaryzm? Tylko socjalizm albo komunizm daje w ewolucji faszyzm. Dla niego
              to oczywiście gadanie obłąkańcze. Nie słyszał o liberalnym konserwatyzmie? Nie
              wie z historii, że każda demokracja i socjalizm kończy się upadkiem? Myślę tu
              nawet nie o współczesności. Nie, do Kazka nie dociera nic, co nie jest
              lewicowe, nie jest na czasie i co nie zatwierdziła Wyborcza. Nie doczytał u
              Łysiaka co jest w historii istotne, bo emocje biorą u niego górę nad logiką i
              wiedzą. Nie doczytał u innych, bo czyta, to co jest akurat modne. Nie miał w
              ręku Bocheńskiego, ani Konecznego, więc mało wie. Może tylko nimi gardzić, gdyż
              tak mu kazano. Kazek to wyrób naszych czasów - osobnik genetycznie skażony
              Marksem, ukąszony heglowsko, zagubiony, choć pewny swoich racji, jak
              każdy "czegewara". Jest zindoktrynowany. Może to młody człowiek? To byłoby
              pewne wyjaśnienie tego nieporozumienia. Takich zagubionych istot jest w
              obecnych czasach dużo, no ale ilość, niestety nie przechodzi w jakość. O czym
              przekonamy się niebawem na własnej skórze.
              • Gość: Kazek Re: Problem Kazka czyli ukąszenie heglowskie IP: *.p-s-inter.net 21.08.04, 10:15
                Juz napisałe, - skończmy to. Ale ty w swoich niesmacznych wrzaskach skończyc
                nie umiesz.
                gdzie ja napisałem, że nie wyobrażam sobie życia bez socjalizmu? sęk w tym, że
                Ty non stop wydzierasz się wkładając mi w usta rzeczy, których nie mówiłem,
                albo nie czytając tego, co mówiłem (np. mówiłem, dlaczego szanuję chilijskich
                komunistów oraz dlaczego na początku określiłem twórczośc Łysiaka tak krótko).

                Ja juz niniejszym kończe dyskutowanie w tym wątku, bo dyskusja z Tobą jest
                wyjątkowo niemiła. Nie uzyłem wobec Ciebie ani jednej inwektywy, a wobec
                łysiaka jedno niemiłe określenie - - grafomiania. Ty uzyłeś całej serii
                inwektyw na poziomie osiedlowego dresa. W swej nainwości myślałem, że się
                zagolopowałes, ochłoniesz i przeprosisz, ale nic z tego. Jesli taki ma byc
                poziom liberalnych konserwatystów, to ja współczuję. Pod moim oknem każdego
                wieczoru siedzi ich ze dwudziestu. I dlatego pozdrawiam, następne Twoje
                wypowiedzi omijam bez czytania.
              • Gość: Kazek Re: Problem Kazka czyli ukąszenie heglowskie IP: *.p-s-inter.net 21.08.04, 10:21
                "Nie usłyszałem od niego nic konkretnego: np. dlaczego oddałby życie za
                chilijskich komunistów" - to taki mały dowodzik, że nie czytasz wypowiedzi, z
                którymi dyskutujesz. Wspominałem o tym ze trzy razy, ale nigdy tego akurat nie
                powiedziałem. Ponieważ najbardziej lubię dyskutować z ludźmi, którzy maja inne
                zdanie, naprawde szkoda, że tak kompromitujesz osoby o "konserwatynych"
                poglądach. Arogancją, poziomem dyskuji dresa, wrzaskiem, brakiem umiejęności
                odczytania cudzego tekstu.
                • Gość: Smakosz Re: Problem Kazka czyli ukąszenie heglowskie IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 21.08.04, 12:21
                  Daro, ścisnąłeś słowotok Kazka niczym cytrynę - i co? Tylko powietrze uszło.
                  Nie szkoda Ci czasu? Za chwilę Kazek zabierze zabawki i poszuka innej
                  piaskownicy. Swoją drogą: niech idzie, dorzucę mu mu grabki, wiaderko i
                  Wyborczą of course (boć czytać przeca umie?).
                  • daro15 Re: Problem Kazka czyli ukąszenie heglowskie 21.08.04, 16:54
                    Trochę szkoda czasu, tym bardziej, że siatkarze grali nieciekawie (kibicowałem,
                    niestety, Polsce, taki ze mnie "old-fashion man"), to straciłem go dzisiaj za
                    dużo.
                • daro15 Wyjaśnienie z cytatem Kazka 21.08.04, 17:12
                  Kazek napisał:

                  "Bez chwili wątpliwości oddałbym krew chilijskim komunistom. Z kilku powodów:
                  1. bo w swoim kraju to oni byli prześladowani i to oni byli tamtejszym
                  odpowiednikiem naszej pierwszej solidarności, na pewno nie ich kat Pinochet. 2.
                  Bo są ludźmi, 3. Bo jak mógłbym nie wspomóc ludzi opisanych przez autorkę „Domu
                  duchów”?"

                  Z tego wynika, że oddałbyś za nich życie. Nie starczyło by Ci krwi, stąd uważam
                  to za śmierć. I za głupotę. Zrozum, ja to wziąłem symbolicznie, Twoją i moją
                  wypowiedź, a Ty dosłownie. Popierasz tamtejszych komunistów, stad uważam Cię za
                  niebezpiecznego (lub nieświadomego) lewaka. Nie masz najmniejszego pojęcia co
                  działo się w Chile za Pinocheta (KOMPLETNIE NIC DO POWIEDZENIA), to może nawet
                  lepiej, żebyś tę krew oddał. A może dla biednych dzieci - polskich? Ale to mało
                  postępowe, prawda? Tak na marginesie: Pinochet uratował swój kraj przed
                  zwykłymi bandziorami sterowanymi z Moskwy. M.in. Bukowski został wymieniony na
                  jednego "czegewarę". Nasi komuniści za PRL też byli sterowani przez Moskwę. Ich
                  też popierasz? Czy AL stawiasz wyżej od AK? Obie organizacje były tubylcze, ale
                  chyba nie wątpisz w prawdziwy patriotyzm AK i służalczość AL. Znając Twoje
                  możliwości, wątpię. Czy za Niemców w Powstanu Warszawskim też byś oddał krew?
                  Oni też byli ludźmi. A za ks. Rydzyka, którego chciałeś mi wmówić? Też walczy w
                  imię jakiejś idei i jest stąd, prawda? Nie pieprz zatem więcej głupot i oglądaj
                  Olimpiadę. Albo piaskownica!

                  Czy ty kiedyś odpowiedziałeś na jakieś pytanie?
                  • Gość: Kazek Re: Wyjaśnienie z cytatem Kazka IP: *.p-s-inter.net 23.08.04, 18:39
                    Odpowiedziałem na te pytania, które dało się wyciągnąc z bełkotu, który
                    uprawiasz. Z moich wypowiedzi nie wynika nic z tego, co sugerujesz. Ale
                    ponieważ jesteś słabiuteński w rozumieniu tekstu pisanego (jesli naprawdę
                    chcesz, to znam paru dobrych korepetytowów), to pewnie tak zrozumiałeś.
                    Ach ten Pinochet. te wspaniałe karawany smierci. To odbieranie dzieci rodzicom.
                    Te kilkanascie tysięcy ofiar. Te przypalanie jąder papierosem. ja nawet wiem,
                    jak odpowiesz: "kazek, pieprzysz bolszewickie bzdury". Chegewara nie bywał w
                    Cile. To nie jest Twój poziom (twój poziom to napisac "pieprzysz"), ale ja po
                    prostu oddaję krew i nie pytam dla kogo. Ksiądz Rydzyk to niebezpieczny
                    prymityw, ale gdybym chorował o od mojej pomocy by to zależało, to nie
                    zastanawiałbym się ani chwili.
                    Odpowiem na każde pytanie! Tylko je zadaj! Pytaniem nie są twoje stwierdzenia,
                    w których logiki tyle, co brudu za paznokciem, a kultury to już nie ma w ogóle.
                    I taki ktoś wspomina o "cywilizacji łacinskiej". Uśmiałem się do łez. Żeby było
                    jasne. W ogóle uśmiałem się czytając Twoje posty. ja nie jestem człowiekiem,
                    który bierze sobie do serca bzdury. Tobie tez oddałbym krew. A nawet chętnie
                    podzielibym się paroma ksiązkami, ale pewnie bys ich nie przeczytał. W tym
                    czasie wrzeszczałbyś jak opętany. Ktoś, na kogo można by powrzeszczeć bez grama
                    sensu na pewno się znajdzie.
                    Teraz nastąpi kolejny Twój post. Znowu napiszesz bez ładu a składu na sto
                    tematów naraz i udowodnisz sobie i może jeszcze komuś, że potrafisz wrzeszczeć
                    najgłośniej. pamiętaj - ja się z tego tylko śmieję. Choćbyś w imię cywilizacji
                    łacińskiej użyl jeszcze stu wulgaryzmów - na mnie to naprawde nie robi
                    wrażenia. Małe psy najgłosniej szczekają. Do boju. jakby co, w czytelniach
                    znajdziesz słownik wulgaryzmów i gwary więziennej. A ja będe miał dobrą zabawe.
                    No chyba, że sie mylę. każdemu nalezy dac drugą szansę.
                    • daro15 A jednak współczujący ksenofob 23.08.04, 20:06
                      Gość portalu: Kazek napisał(a):

                      "Odpowiedziałem na te pytania, które dało się wyciągnąc z bełkotu, który
                      uprawiasz. Z moich wypowiedzi nie wynika nic z tego, co sugerujesz. Ale
                      ponieważ jesteś słabiuteński w rozumieniu tekstu pisanego (jesli naprawdę
                      chcesz, to znam paru dobrych korepetytowów), to pewnie tak zrozumiałeś">

                      Moja odpowiedź:

                      Odpowiedziałem na te pytania, które dało się wyciągnąc z bełkotu, który
                      uprawiasz. Z moich wypowiedzi nie wynika nic z tego, co sugerujesz. Ale
                      ponieważ jesteś słabiuteński w rozumieniu tekstu pisanego (jesli naprawdę
                      chcesz, to znam paru dobrych korepetytowów), to pewnie tak zrozumiałeś.

                      Taka mogłaby być moja odpiwiedź. Ale tez i inna, np. "Odbijasz piłeczkę i
                      wciąż, jak zdarta płyta powtarzasz w kółko to samo. Nic z Twoih postów nie
                      wynika, oprócz komunałów, banałów i naiwności młodziana. Moim zdaniem, nie masz
                      dzieci, tak tylko napisałeś. Jesteś za miękki na głowę rodziny". Mógłbym też
                      przepisac jakiś tekst z dowolnej gazety i też by pasował. Bo Ty tylko odbijasz
                      piłeczkę. Za korepetytorów dziękuję. Ty też nie orzeł (popraw styl). I zamykaj
                      częściej balkon. Nie wiem, czy zrozumiesz, tę subtelną aluzję? O Pinechocie
                      niewiele wiesz... to jedno powtórzę. Masz rację, że "pieprzysz bolszewickie
                      bzdury". Tylko dlatego Ci współczuję, że jesteś człowiekiem (a nie dlatego, żeś
                      sympatyk lewizny). Oddaj krew do końca. Dla dobra cywilizacji łacińskiej.
                      Najlepiej jakiemuś komuchowi, już on Ci pokaże, jak się mistrzowsko przypala
                      jądra. Chociaż dzisiaj mają oni usta wypchane frazesami o tolerancji i miłości.
                      Jak na człowieka współczującego coś często plujesz jadem i zdradzasz objawy
                      ksenofobii (cytat: "ksiądz Rydzyk to niebezpieczny prymityw..."). Najpierw go
                      zatłuczesz, a potem oddasz krew? Moze być i tak. Logiczne, nie powiem...
                      logiczne, tak samo jak komunizm. Może Ty jesteś współczujący ksenofob? Jak na
                      człowieka rozbawionego moimi postami, za bardzo się jakoś denerwujesz, unosisz,
                      pienisz. I ta niezdrowa ambicja. Zrozum, tu nie Olimpiada!

                      Napisałeś: "Małe psy najgłosniej szczekają". I tu się zachowałeś, jak ambitny,
                      acz niedoskonały bokser, który sam siebie pokonał, bijąc się po "mordzie", bo
                      za wszelką cenę chciał wygrać. Mam nadzieję, że "morda" to już nie wulgaryzm w
                      kontekście tych "piesków"?
                      • Gość: majka Re: A jednak współczujący ksenofob IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.08.04, 21:07
                        Daro i Kazek, uspokojcie sie. Zadajecie duzo ciosow na oslep. Moze Daro jest
                        bardziej skuteczny, ale wszystko ma swooje granice. Dyskusja o Lysiaku
                        zamienila sie w bijatyke. Be. Daro i Smakosz, zostawcie Kazka w spokoju! Dwoch
                        na jednego. Nie rozumiecie ze kazda odpowiedzia umniejszacie znaczenie prozy
                        Lysiaka. Jak to wyglada, cale to straszenie dresami i rozne niesmaczne aluzje.
                        O to wlkasnie chodzi Kazkowi, zeby osmieszyc ten ciekawie zapowiadajacy sie
                        watek. A wy dajecie sie wciagnac w dyskusje ktora do\niczegonie zaprowadzi.
                        Wstyd mi za Was!!!!
                        • Gość: Kazek Re: A jednak współczujący ksenofob IP: *.p-s-inter.net 23.08.04, 22:25
                          Majka, daro był skuteczny, bo ja dotychczas po prostu go nie atakowałem. Ale
                          masz rację. Gość ośmieszył prozę Łysiaka ostatecznie. Co można pomysles o
                          piszarzu, który ma taaakich odbiorów? Chociaz w sumie odbiorców nikt sobie nie
                          wybiera.
                          • stooper Re: A jednak współczujący ksenofob 24.08.04, 04:53
                            Panie Kazek
                            Niech Pan przestanie błaznować. Ciągle tylko o dresach tu słyszę i zadałem
                            sobie trud sprawdzenia postów i to, że od Ciebie zaczęło się to całe
                            zamieszanie. W dobrym tonie jest nic nie mówić, szczególnie, gdy spadną
                            człowiekowi spodenki na korcie.
                            • Gość: Kazek Re: A jednak współczujący ksenofob IP: *.p-s-inter.net 24.08.04, 10:08
                              Nie panie Kolego. Sprawdziłes posty jak widać niedokładnie. Szybciej się zgodzę
                              z tezą, że Łysiak zasługuje na literackiego Nobla, niż że to ja zacząłem.
                              Naprawde prosze przeczytac pierwsze posty.
                              Natomiast jakkolwiek nie zacząłem pierwszy, to pierwszy skończę. Zabawa w
                              pokazanie tego samego języka, jakim mówia dwa obrońcy Łysiaka tutaj nie dała
                              mi, jak można się było zresztą spodziewać, żadnej satysfakcji i nie będe jej
                              kontynuował. Tym bardziej, że efekt pedagogiczny był żaden, czego też mozna
                              było się spodziewać.
                              O tych dresach wpominałem rzeczywiście zbyt często. Niestety, z moim
                              intelektualnym poziomem kiepsko i nic delikatniejszego nie przychodziło mi do
                              głowy. A gdybym nazwał rzecz po imieniu od razu, to byłby własnie ten poziom,
                              niestety.
                              Tak więc najmądrzejsze, co można zrobić, to omijac te dwa nicki z daleka. Jeśli
                              kogoś uraziłem, to naprawdę szczerze przepraszam. Naprawdę taki słowny rynsztok
                              nie sprawia mi przyjemności i więcej nie będę. Niestety, w tym celu trzeba
                              omijac niektóre osoby.
                        • Gość: Smakosz Re: A jednak współczujący ksenofob IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 24.08.04, 12:12
                          Majeczko, nie krzycz! I nie bierz tego tak bardzo na serio. Jak rzekł
                          Wilde: "Życie jest zbyt okrutne, by traktować je poważnie". Kazek nie może
                          ośmieszyć wątku, aż tak bardzo to on nigdy się nie napnie. Co do bijatyki: jaka
                          bijatyka, przecież Kazek żyje? Co do aluzji: protestuję, moje są smaczne!
                          (Skromność to bardzo rzadko spotykana cecha, ale ja ją mam.) Co
                          do "umniejszania znaczenia prozy Łysiaka": proza Łysiaka ma nas w miejscu,
                          gdzie kończą się plecy. Byle co jej nie umniejszy.
                          Pozdrawiam,
                          Smakosz.
                          PS. Co do "wciągnięcia w dyskusję, która do niczego nie zaprowadzi": toż to
                          tylko puste głosy w sieci. Do czego miałyby prowadzić?! Uśmiechnij się!
                      • Gość: Kazek Re: A jednak współczujący ksenofob IP: *.p-s-inter.net 23.08.04, 22:39
                        Wiesz, to było tak, że mój syn oglądał dzis długo Teletubisie i miałem za dużo
                        wolnego czasu. Dlatego postanowiłem zrobić pewien eksperyment. Raz przemówić
                        Twoim językiem. Było to po raz pierwszy, a ten teraz jest ostatni, bo mi taki
                        poziom naprawde nie sprawia przyjemności.
                        Była to szansa dla Ciebie. Gdybyś miał ciut klasy, odpowiedziałbyś żartem, albo
                        byś wcale nie odpowiedział. Ale Ciebie stać tylko na ten charaktyrystyczny
                        ślionotok. Nie zdałes tego egzaminu, i dlatego zaraz już naprawdę stąd się
                        wycofam...
                        Gdy pisze o swojej posturze, to nie po to by straszyć. To po to, by dac do
                        zrozumienia, że ja nie musze budować swojego ego chamstwem, jak to Ty masz w
                        zwyczaju, przyjacielu. Z dresami pod swoim blokiem nie pójdę rozmawiać, bo
                        mógłbym tam przypadkiem spotkac Ciebie. Żeby było jasne - ja sie nie boję. Ja
                        sie brzydzę.
                        Pytań nie zadałeś. Rzucałeś teksty o Chile, o paradzie równości, o
                        prezerwatywach, o AK i AL, wszystko to tak pomieszane, jak prawda i fałsz w
                        Twym pokrzywdzonym umyśle. Widzisz, ja nawet wiem, co napiszesz... (przykład
                        Pinocheta). Powiedziałbym, że prosty z Ciebie czlowiek, ale człowiek prosty
                        może być mądry. A ty jesteś zwykłym agresywnym prostakiem.
                        I jeżeli masz watpliwości, kto tu zaczął, to spójrz na swój pierwszy i mój
                        pierwszy post. Zróbmy ten zakład. O każde pieniądze. Ja użyłem jednego słowa -
                        "grafomania" o Łysiaku. Ty pojechałeś takim jadem, że wybacz - określenie
                        "prostak" to eufemizm.
                        A wszystko widzisz przez te Teletubisie. patrzę, taki TinkiWinky, chłopiec, ale
                        chodzi z damską torebką. Przypomina mi Ciebie. Też ma taki gejowski sznyt (to
                        była znów próbka Twojej logiki).
                        A teraz do walki. Tym razem to ja już tego naprawde nie przeczytam. Po prostu
                        dałem Ci jeszcze jedną szansę. Wcale mi nie jest dobrze, że zniżyłem się do
                        tego poziomu, przepraszam postronnych, jeśli to niechcący czytali i znikam z
                        tego wątku. W każdym razie nie zdałeś.
                        • Gość: Smakosz Re: A jednak współczujący ksenofob IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 24.08.04, 12:01
                          Tia... Hi hi hi... Pozwól, Daro, pojadę sobie "charakterystycznym ślinotokiem":
                          Kazek! Teletubisie to jest to! To jest to coś, czego brakowało Ci całe życie! I
                          na nich poprzestań!
    • griszah Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 19.08.04, 12:23
      Z W. Łysiakiem dla mnie problem polega obecnie na tym, że tak naprawdę trudno
      dociec co w jego pisarstwie popularno-historycznym jest prawdą opartą na
      dostępnych źródłach historycznych a co domysłem i spekulacją. Przykładem tutaj
      może być historia Kazimierza Pułaskiego i jego udział w zamachu na króla
      Stanisława Poniatowskiego ("Asfaltowy saloon"). Łysiak powołując się na jedyne
      źródło (K.W. Wójcicki) udowadnia (można powiedzieć demaskuje zakłamaną
      historię), że zamach był ukartowany przez króla w celu zohydzenia konfederacji
      barskiej w oczach świata. Literatura historyczna (wiele źródeł), z którą miałem
      do czynienia jednoznacznie stwierdza bezsprzeczny udział Pułaskiego w
      przygotowaniach do zamachu i jego po nim dosyć niegodne zachowanie (próba
      zrzucenia winy na innego uczestnika zamachu Strawińskiego - są zachowane listy
      Puławskiego do Strawińskiego). Dlaczego W. Łysiak nie uwzględnia tych źródeł w
      swoich rozważaniach? Nie pasują one do ogólnej wymowy rozdziału o Pulaskim
      gloryfikującej wręcz naszego niewątpliwie bohaterskiego rodaka (co nie
      znaczy,że był bez jakiejkolwiek skazy). Podsumowując - czytajac teraz Łysiaka
      mam w podświadomości pytanie - co na temat jego "historycznych" wywodów sądzą
      zawodowi historycy?
      • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 21.08.04, 12:24
        Griszah: nie szukaj prawdy w literaturze. "Literatura nie mówi prawdy, ona ją
        wymyśla" (Nabokov).
        • griszah Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 24.08.04, 08:52
          Bardzo zgrabny bon-mocik tylko nijak nie pasuje do literatury z ambicjami
          historycznymi (a za taką z pewnością uznaje ją W. Łysiak) i ciekawym bardzo czy
          by się zgodził z Twoją (właściwie Nabokova) charakterystyką swoich książek.
          • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 24.08.04, 09:38
            Spoko, Griszah, zgodziłby bez dwóch zdań. Sam ten aforyzm kilkakroć
            przywoływał. A oto "inny" Łysiak: "Historia interesuje mnie jako trampolina do
            gier literackich godzących metaforą we współczesność."
            Raczej więc nie "literatura z ambicjami historycznymi", jak twierdzisz,
            lecz "metafory literackie".
            Pozdrawiam,
            Smakosz.
            • griszah Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 24.08.04, 11:30
              Gość portalu: Smakosz napisał(a):

              > Spoko, Griszah, zgodziłby bez dwóch zdań. Sam ten aforyzm kilkakroć
              > przywoływał. A oto "inny" Łysiak: "Historia interesuje mnie jako trampolina
              do
              > gier literackich godzących metaforą we współczesność."
              > Raczej więc nie "literatura z ambicjami historycznymi", jak twierdzisz,
              > lecz "metafory literackie".
              > Pozdrawiam,
              > Smakosz.

              Nie mam nic przeciwko grom literackim. Mogą sobie nawet godzić metaforą.
              Historia jest pod tym względem bardzo wdzięcznym tworzywem. Ale cały ten zabieg
              traci sens jeśli „trampolina” jest dziurawa, tzn. historia potraktowana jest
              jednostronnie. Wracając do mojej wcześniejszej wypowiedzi nt. Pułaskiego –
              Łysiak eufemistycznie mówiąc – nie darzy szacunkiem króla Stanisława Augusta.
              Ma do tego pełne prawo – król ten ma na swoim koncie wiele niewybaczalnych
              grzechów (chociaż historycy do dzisiaj spierają się co do jego rzeczywistych
              wad, zalet, motywów postępowania i realnego wpływu na klęskę Rzeczypospolitej).
              I z tego powodu nie ma żadnego powodu dokładania mu jeszcze jednego –
              urojonego. Chęć „przyłożenia” nie lubianej przez siebie postaci historycznej
              nie usprawiedliwia naginania historii. Niektórzy czytelnicy książek W. Łysiaka
              przyznają wprost, że stanowią one dla nich źródło wiedzy historycznej podanej w
              bardzo łatwy, ciekawy, przystępny sposób. Dobrze jeśli sprowokują do dalszych
              własnych poszukiwań, gorzej jeśli pozostaną niestety jedynym źródłem.
              Pozdrawiam.
              • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 24.08.04, 11:59
                Griszah: a wiesz może, jacy to historycy "spierają się co do..." itd.? To po
                pierwsze. Po drugie: piszesz: "Chęć „przyłożenia” nie lubianej przez siebie
                postaci historycznej nie usprawiedliwia naginania historii." Moim zdaniem
                Łysiak nie nagina historii, ewentualnie, hm, zostańmy w tej manierze
                stylistycznej, "nagina" literaturę. A to mu wolno. Ty chyba nadal mieszasz
                historię, literaturę i prawdę. Natomiast jeśli "niektórzy czytelnicy książek W.
                Łysiaka przyznają wprost, że stanowią one dla nich źródło wiedzy historycznej",
                pozostając "jedynym źródłem", to - niestety - nie najlepiej to o nich świadczy.
                Innymi słowy: nie czytają Łysiaka dokładnie. Serdeczności.
              • daro15 Trampolina 24.08.04, 12:33
                Gość portalu: Griszah napisał(a):

                "Nie mam nic przeciwko grom literackim. Mogą sobie nawet godzić metaforą.
                Historia jest pod tym względem bardzo wdzięcznym tworzywem. Ale cały ten zabieg
                traci sens jeśli „trampolina” jest dziurawa, tzn. historia potraktowana jest
                jednostronnie".

                Wybacz, że odpowiadam za Smakosza. Zresztą był pierwszy.

                Metafora wcale nie musi godzić w prawdę historyczną. To może się nie wykluczać.
                Łysiak raczej dopisuje dalszy ciąg historii lub kreuje nieznane epizody
                dziejów, cały czas opierając się na naukowych podstawach, tym bardziej, że jak
                twierdzisz historycy wciaż szperają, szperają i nie mogą podać jednoznacznej
                oceny (i faktów!) dość popularnych wydarzeń. Casus Jedwabnego! Jak wiemy, te
                oceny zawsze zależały od obecnej polityki, stąd osoba St. Augusta zawsze była
                medialnie "chroniona".

                "Wracając do mojej wcześniejszej wypowiedzi nt. Pułaskiego –
                Łysiak eufemistycznie mówiąc – nie darzy szacunkiem króla Stanisława Augusta.
                Ma do tego pełne prawo – król ten ma na swoim koncie wiele niewybaczalnych
                grzechów (chociaż historycy do dzisiaj spierają się co do jego rzeczywistych
                wad, zalet, motywów postępowania i realnego wpływu na klęskę Rzeczypospolitej).
                I z tego powodu nie ma żadnego powodu dokładania mu jeszcze jednego –
                urojonego".

                To, że literatura może być "trampoliną" nie znaczy, że Łysiak sobie cokolwiek
                uroił. Wyobraźmy sobie, że autor książki o Hitlerze znajduje nieznany epizod z
                życia Adolfa, cokolwiek autentycznego znalezionego w jakimś archiwum, prywatnym
                domu, gdziekolwiek, z którego to dokumentu nasuwa się wniosek, że planowano
                zbudować kolejny obóz koncentracyjny na terenie Francji albo, że planowano
                nieznany spisek. Jeśli nie można tego założenia obalić w prosty sposób, a są na
                to "papiery", to czemu nie pokusić się o książkę z tłem historycznym, której
                dodatkowym smaczkiem byłaby polemika w kwestii natury ludzkiej? Czy "dopisanie"
                Hitlerowi jeszcze jednej winy, niechby urojonej, będzie nadużyciem, wziąwszy
                pod uwagę globalną śmierć, jaką hitleryzm spreparował? Łysiak nie zmyśla. To
                raczej my niewiele wiemy o historii, gdyż karmiono nas książkami pisanymi na
                zamówienie i nic się w tej materii nie zmieniło. Nauka jest państwowa.
                Mecenasem jest aparat władzy, stąd obiektywnie piszą o Polsce np. walijczycy.
                No i Łysiak. Jest jeszcze kilku innych.

                "Chęć „przyłożenia” nie lubianej przez siebie postaci historycznej
                nie usprawiedliwia naginania historii. Niektórzy czytelnicy książek W. Łysiaka
                przyznają wprost, że stanowią one dla nich źródło wiedzy historycznej podanej w
                bardzo łatwy, ciekawy, przystępny sposób. Dobrze jeśli sprowokują do dalszych
                własnych poszukiwań, gorzej jeśli pozostaną niestety jedynym źródłem".


                Już W "Szachiście" owe urojenia Łysiaka okazały się po latach strzałem w
                dziesiątkę. Historia to archeologia. Wiemy to, co nam pokazują w gablotach w
                muzeach. Zmiany następują tak wolno jak uaktualnienia w podręczniku od fizyki,
                tzn. prawie wcale. Poza tym książki Łysiaka wspaniale prowokują do własnych
                poszukiwań. Myślę, że dużo mówią o ludziach, o mechanizmach władzy. Nie mogąc
                Łysiakowi zarzucić wiedzy, a już na pewno moralnej racji, zdolności
                detektywistycznych, atakuje się go od strony warsztatu pisarskiego, nazywając
                go "grafomanem". Najgorsza z możliwości. Co nie znaczy, że Łysiak opisuje
                przeszłość, jak kamera video. Raczej to, że historycy niechętnie zmieniają
                ustalone dzieje, a ci, którzy znajdują nowe fakty są świadomie lub nieświadomie
                zamilczani.
    • pampilio Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 24.08.04, 00:54
      Jesli mozna, odpowiem na pytanie, ktore dalo poczatek dyskusji. Nie czytam
      Lysiaka od wielu lat. Czytalam kilka ksiazek w czasach licealnych ("Szachiste"
      m.in.), a potem mi jakos przeszlo. A te pozniejsze, ktore czasem przejrzalam w
      ksiegarniach, sa jakies dziwne, chore... Ale moze to tylko dziwne,
      niewytlumaczalne racjonalnie uprzedzenie, nazywane czasami intuicja...
      • stooper Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 24.08.04, 04:58
        Całe nieporozumienie tego wątku bierze się z tego, że krytycy Łysiaka nie mają
        żadnych argumentów poza ową intuicją i przeczuciami, a obrońcy pisarza
        potraktowali to straszliwie ambicjonalnie. Szkoda wątku i może lepiej jest go
        zakończyć.
        • daro15 List pożegnalny do Kazka 24.08.04, 08:18
          Słuchaj, Kazek! Ja też przeprowadziłem pewien eksperyment. Mam nadzieję, że mi
          to wybaczysz. Od początku przeczuwałem, że jesteś w porządku, ale musiałem się
          upewnić, czy aby mnie nie podpuszczasz i że jesteś tym, na kogo wyglądasz.
          Kazek brzmi swoisko. I chociaż pisałeś, jak jakiś wyuczony wieczorowo inżynier
          Mamoń, to jednak co pewien czas dawałeś w tekście sygnały, znaki rozpoznawcze,
          kim jesteś. Za późno zorientowałem się, że nie wiesz co piszczy w tekście i
          waliłeś jedną, rozbudowaną frazą. Skumałem za późno. Mea culpa. Był taki film,
          w którym Anglik odebrał z lotniska Rosjankę i ją zapytał po angielsku, czy ona
          zna angielski, a ona: "yes", on dalej: "czy jest pierwszy raz w Anglii", a
          ona: "yes", aż wreszcie zapytał: "czy jest żyrafą?", a ona: "yes". Ech, źle
          zrobiłem, że od razu nie napisałem, o co mi chodzi, stąd ten cały bałagan.
          Sorki. Jak to mówią "geje" na naszym osiedlu: "better later than never". Zaraz
          przeczytasz coś napisane po ludzku. Niepotrzebny był ten nasz cały
          yntelektualizm, prawda? Odowiedz mi tylko, czemu piszesz to brzydkie słowo
          przez "y"? Szkoły nigdy nie lubiłem, ale pamiętam, że na "y" to są tylko zamki.
          Yale. I ten... no... jak mu tam? Mam! Yeti!

          Powinienem był zacząć pierwszy list do Ciebie następującymi słowami:

          "Eloł, Kazek! Jesteś niezły bąk, jak skumałem też blokman z ciebie, i z tego co
          słychać to u ciebie jest plastikowo... ale robisz niezłą akcję na tym forum
          gawędziarzy, na full wypas! Nikt się nie połapał coś ty za wykręt. Serialnie! A
          jak ktoś huczy, daj znać - zmienimy wackowi jaźwę lub skręcimy mu pytonga.
          Jorgasz, Kazek? Co się będziesz prztykał z cieniasem, z tym przychlastem?!
          Przyjdź do nas na styki, zrobimy prawdziwą dżamprezę, poznasz pewną lukrecję, a
          może coś razem skroimy? Musowowo. Nikt z nas nie heta, spox, uznajemy zasadę
          HWDP. Zrób se olewkę. Dasz na pianę albo bita, i będzie mało fajnie. Radzę ci
          nie czytaj knig, bo to normalna zmuła, że chce się tylko zrywać. Znam jednego
          writera i jak pójdziemy do niego na hawirę, to potem namalujemy jakiegoś wrzuta
          na osiedlu? Narq!"
          • Gość: Smakosz Re: List pożegnalny do Kazka IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 24.08.04, 09:54
            Daro...
            Hi hi hi... Daro...
            Tak skopać, żeby nawet czytających brzuch rozbolał... Boski jesteś! Formalnie
            odlot!
            Buźka!
            • daro15 Pierrot dyskusji czyli przegraliśmy 24.08.04, 11:16
              Już taki jestem i nic na to nie poradzę. Wprawdzie z Kazkiem vel Zdartą Płytą
              nie mam szans, bo nasz Pierrot Dyskusji potrafi zamienić kilka zdań w cały
              elaborat, zmieniając jedynie szyk zdań i dopisując kilka trudnych wyrazów,
              których powtórzyć nie sposób, to czasami błysnę. Nie powiem. Wiesz, Kazek
              Zdarta Płyta napiernicza na mnie, bo on po prostu lubi napierniczać, i nie ma
              w tym żadnego głębszego sensu. Jego wielkość polega na tym, że on obrzuca mnie
              przezwiskami, wciąż tymi samymi frazami, stale powtarzając to samo, a
              jednocześnie daje mi w prezencie gotową odpowiedź, którą z kolei ponownie
              odbija. Tak są skonstruowane jego wypowiedzi, że koniec pasuje do początku
              mojej odpowiedzi, a często nawet do środka Twojej. Gorzej, gdy go o coś
              zapytasz, z odpowiedziami gorzej. Wtedy się gubi, ale robi postępy, ma chyba
              leksykon i encyklopedię. Mylą mu się wtedy wątki i zaczyna swoją starą śpiewkę
              o dresach, o świecie, który go otacza, i zjadaniu mózgów. Sam nie wiem, co on
              tam pisze, gdyż nie czytam jego postów, tylko co okiem rzucę. Ale mózg
              zapamiętałem. Widziałem Hannibala. On może nawet nie czyta niczyich postów,
              tylko od razu odpowiada, co skraca czas naszej dyskusji. Przed chwilą
              pomyślałem o większej grozie, o tym, że Kazek wymyślił się i że nie jest ojcem
              dziecka, jak wspominał, a ja cudem dojrzałem, a jedynie jest owym "synem",
              który ogląda w TV jakieś tam misie, czy telebumisie... nie wiem co to jest, bo
              już z tego wyrosłem i nie oglądam, ale strach pomyśleć, że zadarliśmy z
              sześciolatkiem. I przegraliśmy, stary! Zawył nas, zaryczał, pianą pokrył. Na
              wszelki wypadek wycofajmy się, złóżmy ukłon pierrotowi dyskusji i załóżmy nowy
              wątek wraz z dresami.
              • daro15 Kazek logiczny jest 24.08.04, 11:41
                Kazek powiada:
                "Majka, daro był skuteczny, bo ja dotychczas po prostu go nie atakowałem. Ale
                masz rację. Gość ośmieszył prozę Łysiaka ostatecznie. Co można pomysles o
                piszarzu, który ma taaakich odbiorów? Chociaz w sumie odbiorców nikt sobie nie
                wybiera".

                Logika, ech logika... logika i logika... Kazka logika... Kazek logiczny jest...
                Kazek największym logikiem jest! I jaki wspaniałomyślny! Nie zaatakował mnie. A
                mógł, skubaniec. A jednak darował Daru... Darowi życie! A Smakoszu...
                Smakoszowi nie wyrwał do końca jęzora. Wychodzi na to, zerkając uważnie na
                powyższy cytat, że Łysiak ma swoich wiernych czytelników, którzy go ośmieszają.
                To my "ostatecznie" rozwaliliśmy naszego idola, a nie grono wytrawnych
                krytyków. Zresztą rękami Łysiaka to zrobiliśmy, bo on wychował sobie takich
                czytelników, choć ostatnie zdanie z cytatu sugeruje, że nieświadomie. To
                wszystko nie ważne. Ważne jest to, że ja i Smakosz jesteśmy po stronie Kazka!
                Kazek jest z nami, bo on uważa "piszarza" Łysiaka za grafomana, czyli
                go "flekuje"! Rozumiesz??? Wrobił nas skubaniec! o, kurde! Who is who? That is
                the question.
        • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 24.08.04, 09:49
          Zakończyć? Stooper, no coś Ty!
          Mnie osoboście nie rajcuje lektura wypocin wyprodukowanych przez stado (zgoda,
          w tym miejscu przesadzam nieco z ilością) bezmózgowców pospolitych, za to
          nieźle bawię się, odpisując na nie. Szkoda tylko, że nawet odpowiedzieć na
          ostrą polemikę nie potrafią z klasą. Ech, znaleźć w internecie interlokutora na
          poziomie to jak z wodą na Księżycu: wszyscy o niej słyszeli, ale nikt jej nie
          widział... Pozdrawiam!
          • kraciak Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 24.08.04, 23:41
            No, proszę, widzę, że pan Smakosz rozsmakował się w pieniactwie. Jakie
            wypociny? Jeśli masz na myśli ilość tekstu, to porównaj, ile ty produkujesz tej
            bezwartościowej piany. I to podejście do interlokutora...a, prawda, ty nie masz
            interlokutora godnego siebie. Przecież kobieta, a właściwie niegrzeczna
            dziewczynka, nie potrafi rozmawiać z mężczyznami, czyż nie, mój śliczny? Jest
            za głupia, rzecz jasna. Te protekcjonalne rady... Ale równie dobrze ja mogłabym
            powiedzieć o niedokładnym czytaniu tego, co odpisał adwersarz. Wcale nie
            wkładam ci w usta wypowiedzi o racji, lecz twierdzę, że jesteś przykładem
            osobnika wyznającego taką zasadę. Bo co? Mylę się? Jeśli nie z nami, to
            przeciwko nam. I pod sztandarem zła. Proszę, daruj sobie te pompatyczne
            wypowiedzi. I mam wrażenie, że poziom rozmówcy, który zadowoliłby cię, jest
            poziomem wyznaczanym przez ciebie. Jasne, takiego nikt nie osiągnie. No, może
            prócz jeszcze jednego osobnika. Co za ulga, bo mogło byc gorzej. Aha, jeśli
            zechcesz mi odpisać, w co nie wątpię, bo lubisz się handryczyć, podpowiadam, że
            mój nick brzmi Kraciak, a nie Kryciak. To prawie jak pomylić Smakosza ze
            Smarkoszem.
            • daro15 Proszę o wybaczenie 25.08.04, 08:19
              kraciak napisała:

              "I mam wrażenie, że poziom rozmówcy, który zadowoliłby cię, jest poziomem
              wyznaczanym przez ciebie. Jasne, takiego nikt nie osiągnie. No, może
              prócz jeszcze jednego osobnika".

              A już miałem życzyć miłego dnia wszystkim, ale wobec ataku ze strony osoby, z
              którą nie zamieniłem nawet jednej linijki dialogu, zmieniam to postanowienie.
              Powinienem teraz zrobić Kraciakowi to, co Kazek obiecał zrobić mi i Smakoszowi,
              gdyby nas szczęśliwie spotkał na swoim blokowisku. Zamiast pitolić 3 po 3 o
              literaturze, której się nie zna, lepiej spotkać się i obalić jakieś tanie
              winko. Kazek proponował kiedyś spotkanie pod swoim blokiem. This is good idea -
              jak mówią dresy, gdy znudzi im się francuski. Niestety, nie mogę zaprosić do
              siebie, gdyż mój pies jest agresywny wobec każdego obcego idioty kręcącego się
              za parkanem. No tak mu się porobiło. Proszę o wybaczenie.
            • daro15 Proszę o wybaczenie 25.08.04, 08:19
              kraciak napisała:

              "I mam wrażenie, że poziom rozmówcy, który zadowoliłby cię, jest poziomem
              wyznaczanym przez ciebie. Jasne, takiego nikt nie osiągnie. No, może
              prócz jeszcze jednego osobnika".

              A już miałem życzyć miłego dnia wszystkim, ale wobec ataku ze strony osoby, z
              którą nie zamieniłem nawet jednej linijki dialogu, zmieniam to postanowienie.
              Powinienem teraz zrobić Kraciakowi to, co Kazek obiecał zrobić mi i Smakoszowi,
              gdyby nas szczęśliwie spotkał na swoim blokowisku. Zamiast pitolić 3 po 3 o
              literaturze, której się nie zna, lepiej spotkać się i obalić jakieś tanie
              winko. Kazek proponował kiedyś spotkanie pod swoim blokiem. This is good idea -
              jak mówią dresy, gdy znudzi im się francuski. Niestety, nie mogę zaprosić do
              siebie, gdyż mój pies jest agresywny wobec każdego obcego idioty kręcącego się
              za parkanem. No tak mu się porobiło. Proszę o wybaczenie.
            • daro15 Proszę o wybaczenie 25.08.04, 08:19
              kraciak napisała:

              "I mam wrażenie, że poziom rozmówcy, który zadowoliłby cię, jest poziomem
              wyznaczanym przez ciebie. Jasne, takiego nikt nie osiągnie. No, może
              prócz jeszcze jednego osobnika".

              A już miałem życzyć miłego dnia wszystkim, ale wobec ataku ze strony osoby, z
              którą nie zamieniłem nawet jednej linijki dialogu, zmieniam to postanowienie.
              Powinienem teraz zrobić Kraciakowi to, co Kazek obiecał zrobić mi i Smakoszowi,
              gdyby nas szczęśliwie spotkał na swoim blokowisku. Zamiast pitolić 3 po 3 o
              literaturze, której się nie zna, lepiej spotkać się i obalić jakieś tanie
              winko. Kazek proponował kiedyś spotkanie pod swoim blokiem. This is good idea -
              jak mówią dresy, gdy znudzi im się francuski. Niestety, nie mogę zaprosić do
              siebie, gdyż mój pies jest agresywny wobec każdego obcego idioty kręcącego się
              za parkanem. No tak mu się porobiło. Proszę o wybaczenie.
              • Gość: Kazek Re: Proszę o wybaczenie IP: *.p-s-inter.net 25.08.04, 09:47
                A jednak przeczytałem, jak widać mientki jestem.
                "Kazek proponował kiedyś spotkanie pod swoim blokiem"
                Nigdy nie proponowałem, a skąd. Jak zwykle bzdura.
                "ale wobec ataku ze strony osoby, z którą nie zamieniłem nawet jednej linijki
                dialogu" - a wystarczy spojrzeć paręnaście postów wcześniej :-)))
                Wyjaśnienie - napisałem "ynteligencja", bo to był cytat ze... Smakosza. Czyżby
                Smakosz był Yetim?
                Że nie czytałeś nigdy moich postów, to rozumiem, w końcu nie wciskałbyś mi tyle
                bzdur. Ale swoje obaj ze Smakoszem czytać powinniście, choćby po to, by
                poprawic tę nieszczęsną ortografię.
                I dlaczego ten sam post trzy razy? Klawiaturę zepsułeś?
                • Gość: Smakosz Re: Proszę o wybaczenie IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 25.08.04, 13:07
                  I "mientki" jesteś, bracie, i jakiś taki śliski. Niesłowny, czy cuś?
                  • Gość: Kazek Re: Proszę o wybaczenie IP: *.p-s-inter.net 25.08.04, 13:29
                    Mój charakter już omówiliśmy, faktycznie nic dobrego. Pod tym jednym względem
                    jednak musisz mi wybaczyc moją małość. Nie codzienie człowiek ma okazje
                    rozmawiać z Yetim.
            • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 25.08.04, 13:14
              Cześć KrAAAAAciaku.
              ŁUP! ŁUP! ŁUP! Słyszysz jak dudni? To ja. Za tę jedną przekłamaną literkę w
              Twoim nicku po trzykroć w klatkę z piersiami uderzam. Starczy za przeprosiny?
              A „Smarkosz” mi się podobał. Błysnęłaś.
              Rzeczywiście „lubię się handryczyć”. Tu mnie masz. Ale nie z każdym i nie z
              każdą lubię.
              Ślicznie wyglądasz, jak tak stoisz (siedzisz?) i tupiesz.
              Ale dość tych komplementów, paluszek w oczko też Ci włożę: kłamczuszka z
              Ciebie. Pamiętasz? „Wiesz, Smakoszu, nie będziemy już, mam nadzieję, nawzajem
              sobie dogryzać. Ja wcale nie mam na to ochoty.” Akurat! Albo to: „Nie posiadam
              wojowniczej natury.” Pewnie. Znaczy: kłamczuszka do kwadratu.
              Co do poziomu dyskusji na forum i mojego „podejścia do interlokutora”,
              podtrzymuję stanowisko. Na to, by znaleźć tu interesującą opinię, ocenę czy
              niechby i kontrowersyjny, acz starannie wyważony i poprawnie stylistycznie
              wyartykułowany pogląd, a przy tym nie obić się o banał lub wypis z
              michnikowszczyzny, świeca to zdecydowanie za mało.
              Co do „mojej racji”, jak widzę masz wyraźne kłopoty ze zrozumieniem tego wątku,
              więc Ci to sprecyzuję: spór o rację jest sporem o prawdę, a ja jestem
              przykładem osobnika wyznającego zasadę: „nigdy nie wahaj się nazywać białego
              białym, a czarnego czarnym”. Wbrew temu, co niczym dżuma rozpanoszyło się
              dookoła, uważam, że prawda (racja) nigdy nie leży „pośrodku”. „Prawda leży tam,
              gdzie leży”. To „czerwonoróżowi” wymyślili "odcienie szarości" i to dlatego
              dzisiaj prawdę (rację) każdy dostrzega w czymś innym, a w efekcie – każdy
              odczytuje ją tak, jak mu akuratnie pasuje. Prym wiedzie stado umysłowych
              kabotynów opętanych intelektualnymi odbitkami i zanurzonych w bagnie totalnej,
              etycznej degrengolady. Tak więc: owszem, tak. Jeżeli nie z nami, to przeciwko
              nam. W tym zakresie jestem niereformowalny, ponieważ, Droga Kraciaku, szarość
              zakłamuje etykę. Tymczasem jej filary po prostu nie podlegają wartościowaniu,
              choć dla ideologicznych przeciwników Łysiaka „prawda jest tylko i wyłącznie
              kwestią sprawnego montażu”.
              Teraz kilka zdań a propos „bezwartościowej piany”.
              1. Napisałem: „Nie idzie o stosunek do książek, lecz do światopoglądu. To
              światopogląd pozostaje wyznacznikiem różnicującym Dobro od Zła.”
              2. Napisałem: „Po 1989 roku z takich właśnie martwych, jałowych intelektualnie
              ludzi-0chorągiewek wzniesiono „niepodległą Polskę” – i wielka w tym zasługa
              przeciwników „światopoglądu Łysiaka”.
              3. Napisałem: „(...) oponent twórczości i postawy prezentowanej przez Łysiaka
              niekoniecznie bywa zwolennikiem tak zwanej michnikowszczyzny, acz wyznawca
              Michnika nie może być jednocześnie „łysiakomaniakiem”. Jak sądzisz, skąd to się
              bierze?”
              4. Przytoczyłem opinię Krystyny Kersten: „Nawet dążąc do maksymalnego
              obiektywizmu, nie zdołamy całkowicie uwolnić się, jeśli nie od wartościowania,
              to od porządkowania wedle określonych norm”. I dodałem od siebie: „W moim
              przekonaniu to właśnie owe <porządkowanie wedle norm> (...) doprowadza do szału
              przeciwników Łysiaka. Łysiak jest po prostu aksjologiczne zaangażowany w to, co
              robi, a postkomunę razi to do kości.”
              I co? Fasolą o sufit. Nul, zero, nic. Żadnego komentarza od Ciebie. Pewnie
              powiesz, że łapię Cię za słówka? A może było mało merytorycznie? Hi, może w
              takim razie powinienem Ci to narysować? Albo w celu zrozumienia przy czytaniu
              sama powinnaś sobie pomagać rysowaniem?
              Faktycznie nie jesteś idealna. Ale to doprawdy bez znaczenia, gorzej, że nie
              jesteś też sprawiedliwa, ba! nawet nie próbujesz sięgnąć obiektywizmu. Ostatni
              przykład: o „Stuleciu kłamców” zapodałaś, że jest „stekiem ksenofobicznych,
              szowinistycznych bzdur.” To pusta, prymitywna kalka rodem z „Wyborczej”. Do
              cholery, jak z tym polemizować? Może jakieś konkrety?
              Na zakończenie: handryczmy się, Kraciaku, nawet ostro i z przewagą motywów „ad
              personam”, bo to sprawia, że w dyspucie efektownie „iskrzy”, ale zachowujmy
              przy tym minimum reguł erystyki. W istocie pokaż, że „kobieta, a właściwie
              niegrzeczna dziewczynka” potrafi rozmawiać i że „nie jest za głupia”.
              Albo, jako rzekłem, szkoda czasu na pierdoły i idź do diabła.
              Łapki całuję (jak zwykle z pewną taką nieśmiałością),
              Smakosz.
              PS. Jeszcze jedno: nie jestem "Twoim ślicznym", Dziewczynko. Na przyjemność
              trzeba zasłużyć, a Ty musiałabyś sporo nad sobą popracować.


              • Gość: Kazek Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.p-s-inter.net 25.08.04, 15:10
                Naprawdę byłoby dobrze, gdybyś skrócił wypowiedzi. Bez problemu można to zrobić
                bez straty dla meritum, a byłoby bardziej w konwencji "netykiety". Choć i tak
                zrobiłeś duże postępy. Lepiej pod względem ortografii, stylistyki (zaledwie
                nieliczne kwiatki np. „Tak więc: owszem, tak”, „po trzykroć w klatkę z
                piersiami uderzam”). Myślę, że to pod naszym wpływem (moim i Kraciak). Kiepsko
                tylko wyglądasz, gdy tak bezsilnie napinasz mięśnie.
                Co do tej kwestii dobra i zła - właściwie to całkowicie się z Tobą zgadzam.
                Tylko czy naprawdę uważasz się za autorytet do rozstrzygania, czym jest dobro,
                a czym zło? Jak pisał Jasienica: "Porządek polityczny powinien zabezpieczać
                społeczeństwa przed ludźmi, którzy zbyt wiele wiedzą na pewno". Tyle w sensie
                idei, bo że historia jest dość skomplikowana, to już wybacz, banał do kwadratu,
                w końcu za komuny Łysiak w II obiegu nie publikował, a w oficjalnych
                wydawnictwach jak najbardziej.
                To absolutne przekonanie, czym jest dobro, może tłumaczyć, dlaczego pisarstwo
                Łysiaka jest tak słabe. Po prostu w literaturze o wiele lepiej wypadają
                wątpliwości. Absolutna pewność jest raczej cechą socrealizmu i gatunków
                pokrewnych.
                • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 25.08.04, 15:30
                  Kazek, znowu się wcinasz. Jak dziecko. Wydoroślej! Jak Ci pokazać, że nie
                  jesteś dla mnie partnerem? Naprawdę, daj sobie spokój. Trochę godności!
                  • Gość: Kazek Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.p-s-inter.net 25.08.04, 15:49
                    Smakosz, o co Ci chodzi? Wcinasz się od samego początku, a także kilka postów w
                    tył. Naprawdę już tak bardzo zaniemówiłeś?
                    Ale jak zwykle masz rację. Nie jestem dla Ciebie partnerem, fuj, nigdy :-))
                    • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 25.08.04, 17:19
                      ...Jak dziecko, Kazek, jak dziecko. Powtórzę: trochę godności. Nie chcę z Tobą
                      gadać, powiedziałem to wprost, a Ty mimo to usiłujesz mnie sprowokować. Czy
                      takie poniżanie się sprawia Ci przyjemność?
                      • daro15 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 25.08.04, 18:00
                        Słuchaj, Smakosz, ja myślę sobie, że nie powinieneś pouczać 6-latka, który
                        próbuje przeskoczyć poziom telegumisia. Nie krzycz na dziecko. Jak dzieciak
                        może zrozumieć, o czym piszesz. Dzieci są dobrem narodu! I nie znają godności.
                        Krzyczą, wrzeszczą i w ogóle. Poluzuj, po główce poklep i przyznaj rację
                        dziecku. No, dobra tych pieszczot z dziećmi, bo nas jeszcze o pedofilię
                        oskarżą. Ja się zmywam.
                        • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 25.08.04, 18:45
                          Masz rację, też bym odleciał, gdyby nie Kraciak. Poczekam, bo to frapujące:
                          opluje adresowany do siebie mój ostatni post wzorem pana K., czy może
                          sprowokowałem awanturnicę do niestereotypowej reakcji?
                          • daro15 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 25.08.04, 19:39
                            Gość portalu: Smakosz napisał(a):

                            "Masz rację, też bym odleciał, gdyby nie Kraciak".

                            A to, co innego. Zgoda, Kraciak ma coś w sobie. Mam nadzieję, że jest dorosła.
                            Możecie już zupełnie indywidualnie sobie "pogruchać" na klawiaturze. I
                            pamiętaj: kto się lubi, ten się czubi. Tylko, na Boga, nie odpisuj już Kazkowi.
                            Rozumiesz, pedofila jest "be". No, ale dzisiaj już po "Dobranocce", więc pewnie
                            już smacznie śpi. Aaa... kotki dwa...
                            • Gość: wqrwiony Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.08.04, 20:11
                              daro15 napisał:
                              "Łysiak nie zmyśla. To
                              raczej my niewiele wiemy o historii, gdyż karmiono nas książkami pisanymi na
                              zamówienie i nic się w tej materii nie zmieniło. Nauka jest państwowa.
                              Mecenasem jest aparat władzy, stąd obiektywnie piszą o Polsce np. walijczycy.
                              No i Łysiak. Jest jeszcze kilku innych."

                              Np. Miłosz
                          • Gość: Kazek Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.p-s-inter.net 25.08.04, 20:50
                            Kraciak nie ma zwyczaju pluć. Wielokrotnie próbowała łagodzić. Jak trafnie
                            napisałeś kiedyś, myślisz "tylko o sobie". Bo to plucie to od początku do końca
                            Twoja specjalność.
                            Ciesz się, że Wam w ogóle odpisujemy. Jak wskazuje nie tylko ten wątek,
                            niewielu jest takich, którym w ogóle chce się z Wami gadać. Nie musicie
                            dziękować. Wystarczy jakiś dobry uczynek dla otoczenia :-))
                      • Gość: Kazek Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.p-s-inter.net 25.08.04, 20:46
                        To dlaczego zacząłeś ze mną gadać i to od razu tak głupio? Przypomnij sobie
                        swój post, taki co zaczynał się od "tak toczno" etc. Układ postów mówi
                        wszystko. No chyba, że to złośliwy Michnik tak poukładał posty, że wychodzisz
                        na gościa, który co innego robi, co innego mówi. Wiele razy proponowałem
                        skończenie tego na poziomie, ale Ty wolałes pluć. No i wyszła żenada. Jakim
                        cudem Ty mnie możesz poniżyć? Tym, że dyskutuję z aroganckim ignorantem? A co
                        mi tam.
                        • Gość: Kazek Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.p-s-inter.net 25.08.04, 20:59
                          Jeszcze na pocieszenie. Ja prawdopodobnie niedługo wyjeżdżam, żadnego telefonu,
                          żadnego internetu. No więc póki co macie szanse "wygrać", jak to nazywa Daro.
                          No chyba, że Kraciak będzie się chciało dalej bawić Waszym kosztem.
                          Nie odpisuj, nie odpisuj, przecież proszę o to od kilku dni. Ale lepiej późno
                          niż wcale :-))
                          • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 25.08.04, 21:02
                            Nie obiecuj Kazek, nie obiecuj. WYJEDŹ!
                            • Gość: Kazek Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.p-s-inter.net 25.08.04, 21:14
                              Nie obiecuję. Bo to jeszcze nie wiadomo, czy wyjadę. Tak naprawdę, to wcale nie
                              chce mi się jechać. W sumie więc małe szanse, żebyś mógł ośmieszać się
                              publicznie i bezkarnie. Tak czy owak dziś żegnam. Za chwilę jest okazja
                              obejrzeć Real Madryt, więc zrozum. Dajesz mi wiele radości, ale jednak Zidane
                              to Zidane.
                              • kraciak Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 25.08.04, 23:38
                                Kazek, pozdrawiam Cię serdecznie. Życzę odpoczynku od oszołomów. Ja stąd idę,
                                niech sobie robią dobrze bez nas.
              • kraciak Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 25.08.04, 23:35
                Masz rację. Na przyjemność trzeba zasłużyć. Tyle, że ja nie mam przyjemności z
                tobą i nigdy nie miałam. Ale ta dyskusja najwyraźniej robi ci dobrze, skoro tak
                się pienisz. Miłego. Nie muszę niczego nikomu udowadniać. I do tego nie muszę
                bić tyle piany, co ty. A "Stulecie kłamców" czytałam, wyobraź to sobie, bo owa
                szmira zaśmieca półkę mojej mamy. Nie będę bawiła się w wypisy, bo brzydzę się
                dotknąć wypocin Łysiaka. I nie kupowałam GW, kiedy miałam do czynienia z tym
                żałosnym przedmiotem, bo książką nazwać tego nie można, a to, co napisałam,
                odzwierciedla mój stosunek do SK. "Prym wiedzie stado umysłowych
                > kabotynów opętanych intelektualnymi odbitkami i zanurzonych w bagnie
                totalnej,
                > etycznej degrengolady." - dumny jesteś z siebie, prawda? Mój wykładowca i
                były promotor, którego nigdy zapewne nie poznasz, gdyż, w przeciwieństwie do
                ciebie, jest człowiekiem wielkim i niesamowicie skromnym, takie wygibasy
                nazywał ekwilibrystyką terminologiczną. I tylko tym to jest. To ty powinieneś
                popracować nad stylistyką wypowiedzi.
                Aha, nie będę dawała tobie powodów do robienia sobie dobrze. To mój ostatni
                wpis kierowany tu do ciebie. Miałam (naiwnie)wrażenie, ze można spokojnie
                wyrazić swoje zdanie. Jednak, widać, nie można. Pisz sobie więc, bo na pewno to
                uczynisz, gdyż nie potrafisz z godnością przyjąć tego, co mają do powiedzenia
                inni.
                • Gość: Kazek Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.p-s-inter.net 25.08.04, 23:59
                  Kraciak, okazuje się, że ja jednak wyjeżdżam, więc może faktycznie zostawmy
                  chłopców z ich problemami.
                  Mam wielką nadzieję, że będziemy mogli podyskutować sobie już niedługo w jakimś
                  innym, sympatyczniejszym wątku. No i w lepszym towarzystwie :-))
                  • stooper Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 26.08.04, 05:46
                    Jestem za, skończ już Kazek z tym szczekaniem, jak nie macue z Kraciakiem
                    argumetów, róbcie zadymę gdzie indziej. Żałosne, że jako argument podajecie
                    jakiegoś anonimowego "wielkiego" gościa, profesora, który jest jakims guru. kto
                    to jest i co napisał? Skromnośc to za mało. Szkoda Wam czasu na sprawdzenie
                    przypisów. Co za uroczy argument. Macie rację, idźcie do "lepszego" towarzystwa
                    i dyskutujcie tak samo jak tu "merytorycznie". Nic od Was się mnie
                    dowiedziałem. Nie umiecie nawet uprawiać słownej szermierki. A ty, Smakosz,
                    wykorzystaj swój potencjał w innym bardziej pożytecznym celu, a nie
                    odszczekiwanie na szczekanie gówniarzy. Wkurzyłem się i też opuszczam wątek.
                    • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 26.08.04, 11:23
                      Stooper: wiesz, zawstydziłeś mnie. Masz rację z tym szczekaniem. Ale i kąsanie
                      przestało mi smakować. Nawet głodny pies osika gówniarstwo. Gówniarstwo jest
                      be. Komu mogłoby ono smakować?!
                • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 26.08.04, 11:21
                  Cześć, Kraciaku.
                  Tyle w Tobie łagodności, że uskrzydla.
                  Ale wytrzyj buzię ze śliny i posłuchaj. Mógłbym po raz trzeci zacytować opinie,
                  co do których nie raczyłaś się ustosunkować, ale Twój ostatni post zniesmaczył
                  mnie na tyle, że nie zrobię tego. Daremny trud, a ja nie mam wiele wspólnego z
                  Syzyfem (jak powiadają: robota pewna, za to bezsensowna). Pogratuluję Ci za to
                  promotora, „człowieka wielkiego i niesamowicie skromnego”. Ty, istota z natury
                  nie tak wielka, a przy tym zdecydowanie mniej skromna, w podobnych przypadkach
                  możesz posłużyć się prostszym, mniej wyszukanym leksykalnie
                  określeniem: „grafomania”. Zapisz sobie. Na więcej Cię nie stać, podobnie jak
                  nie stać Cię na podjęcie rzeczowej polemiki. Psia krew, Ty nawet kłócić się z
                  klasą nie potrafisz, niestety...
                  „Szmira”, „wypociny Łysiaka”, „żałosny przedmiot zaśmiecający półkę”, „brzydzę
                  się dotknąć” – siła Twoich argumentów zniewala. Finezja! Przyznaj: sama to
                  wymyśliłaś, prawda? Wiesz, obawiam się, że to, co napisałaś, odzwierciedla coś
                  więcej niż Twój wyszukany stosunek do „Stulecia kłamców” czy ideologii, której
                  broni Łysiak. Że to po prostu emanacja Twego prawdziwego „ja”. Oblicze może i
                  apetyczne, za to pustota mentalna. Kazek mówił na to: „dresiarstwo”. Nie
                  zazdroszczę Twoim rodzicom, na pewno się starali...
                  W jednej kwestii masz rację: faktycznie nie musisz niczego nikomu udowadniać.
                  Powiem więcej, nawet nie powinnaś się starać. Reagując na moje posty dowiodłaś
                  tylko tego, że niczego nie potrafisz udowodnić.
                  I w ostatnim słowie. Napisałaś: „nie będę dawała tobie powodów do robienia
                  sobie dobrze”. Jeśli należycie to rozumiem, pragniesz pozbawić mnie
                  przyjemności płynącej z rozmowy z Tobą, tak? No więc wybacz, ale nie możesz
                  pozbawić mnie czegoś, na co nie mam już ochoty.
                  Żegnaj, Słoneczko.
                  • Gość: wqrwiony Miłosz powiedział o Łysiaku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.04, 22:46
                    że to średni pisarz i kiepski publiscysta.
                    • Gość: Smakosz Re: Miłosz powiedział o Łysiaku IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 27.08.04, 10:49
                      Miłosz? Żaden autorytet, o Miłoszu tylko tak mówią. Że Nobla dostał? Szymborska
                      też dostała. Nobel potwornie się sprostytuował - Arafat również "zaliczył"
                      Nobla.
                      A wiesz, Wqrwiony, że dla Czesława Miłosza jesteś świnią? "Polak musi być
                      świnią, ponieważ się Polakiem urodził" - rzekł ów poeta. A wiesz, Wqrwiony, że
                      gdyby mógł, Czesław Miłosz pod Twój kraj podłożyłby bombę? "Wysadziłbym Polskę
                      w powietrze" - powiedział. Zresztą z tego zamiaru pewnie zrezygnowałby, pod
                      warunkiem, że stalibyśmy się 17. sowiecką republiką. "Trzeba przyłączyć Polskę
                      do Związku Radzieckiego" - postulował.
                      Plunął nawet na polski Kościół, który teraz nie wiedzieć czemu gloryfikuje Go
                      do spółki z michnikowszczyzną: "Nie zawrę nigdy przymierza z polskim
                      katolicyzmem, czyli nie poddam się małpom" - to też jego słowa. I jeszcze jeden
                      kwiatek z rozległej łączki patriotyzmu noblisty: zgadnij, Wqrwiony, czym dla
                      Miłosza był komunizm? Otóż "komunizm był wielką przygodą intelektualną".
                      Torsje łapią.
                      O Zmarłych należy mówić Prawdę. Całą, a nie tylko tę "czerwonoróżową".
                      A wracając do Łysiaka: dopóki pisał apolityczne felietony i polemiki, póki
                      produkował "napoleoniki", bestsellery w rodzaju "Fletu z mandragory" czy
                      powieści historyczne, był cacy. Krytyka wynosiła go pod niebiosa, zachłystywała
                      się jego erudycją, słownictwem, warsztatem literackim. Zauważ, kiedy to się
                      zmieniło, od kiedy to Łysiak "stoczył się"? Od momentu, w którym stwierdził, że
                      należy rozliczyć przeszłość. Szerzej - od kiedy zajął się polityką, to znaczy
                      poparł Herberta, atakując wybory i postawę Michnika and spółki.
                      Wystarczy Ci, Wqrwiony?
                      Smakosz.
                      PS. Naprawdę musisz się tak wqrwiać?!
                      • Gość: SmokWawelski Re: Miłosz powiedział o Łysiaku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.04, 12:20
                        Gość portalu: Smakosz napisał(a):

                        >Zauważ, kiedy to się zmieniło, od kiedy to Łysiak "stoczył się"? Od momentu, w
                        którym stwierdził, że należy rozliczyć przeszłość. Szerzej - od kiedy zajął się
                        polityką, to znaczy poparł Herberta, atakując wybory i postawę Michnika and
                        spółki.<

                        Od kiedy zajął się polityką? Gdzieś ok. roku 1989 – czyt. wtedy kiedy to już
                        było bezpieczne. Przejrzyj sobie chronologicznie jego twórczość – wtedy to
                        staje się wojującym z otwartą przyłbicą antykomunistą – (bo że wcześniej nim
                        był w to nie wątpię tylko cokolwiek zakonspirowanym). Oczywiście znam jego
                        wypowiedzi o walce na „śmierć i życie” z cenzurą, która bezlitośnie cięła
                        co „odważniejsze” aluzje polityczne a także barwną opowieść jak to Sprawa
                        Łysiaka wkurzyła wysokich rangą tow. radzieckich i ich proteście (oficjalna
                        nota kremlowska z roku 1979, której efektem był zakaz druku).Coś ten zakaz
                        krótko trwał bo w 1980 wydaje: „Perfidię”, „Szachistę” i „Asfaltowy saloon”, w
                        1981 „Flet z mandragory”, a w 1982 (stan wojenny !!!– internowania, więzienia,
                        wyrzucanie z pracy, szykany itd.) „Frank Lloyd Wright” (to o architekcie-
                        wizjonerze – naprawdę baaaardzo zaangażowane). Książki te były wydawane, bo po
                        prostu nie były groźne dla systemu. Autokreacja Łysiaka na największego w kraju
                        antykomunistę jest więc cokolwiek śmieszna. Komunizm upadłby i bez Łysiaka.
                        Zalicza się on wg mnie do tzw. spóźnionych opozycjonistów. I tego spóźnienia
                        niestety już nie nadrobi.

                        • Gość: Smakosz Re: Miłosz powiedział o Łysiaku IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 27.08.04, 16:07
                          Smoku! Powiedz szczerze: gdybyś pod koniec dekady lat 70. popełnił "Cesarski
                          poker", czyli książkę, która doczekała się oficjalnego protestu Kremla, nie
                          traktowałbyś tego jako powodu do dumy? Nie wspominałbyś o tym? Po co ta kpina w
                          tonie? Po drugie: przecież ówczesny zakaz druku książek Łysiaka to fakt, a nie
                          jakieś domysły? Całe szczęście, że trwał tak krótko!
                          Ale okay, niech Ci będzie nawet tak, że Łysiak zajął się polityką "gdzieś ok.
                          roku 1989" i wcześniej był "antykomunistą cokolwiek zakonspirowanym". Nie będę
                          polemizował, tym bardziej że szerszej widowni "słowa i czyny" Łysiaka-
                          antykomunisty sprzed 1989 roku nie są znane. Powiedz jednak, co to ma do
                          rzeczy? Nie zaprzeczysz, że Łysiaka okrzyknięto "grafomanem" i "plagiatorem" w
                          momencie, w którym zaczął publicystycznie "dowalać" postkomunie, kpiąc z
                          dwulicowości michnikowszczyków, a przy tym tępiąc hedonistyczny konsumpcjonizm
                          i ateistyczny liberalizm pewnych kręgów. Innymi słowy, środowisko skupione
                          mentalnie wokół guru Wyborczej poczęło wieszać psy na twórczości Łysiaka
                          (wcześniej go chwalili), ponieważ nie mogło darować mu publicystyki
                          politycznej. A od kiedy Łysiak i tę wplótł w fabułę (vide "Najlepszy"), dla
                          Adasia i spółki świat się skończył!
                          Wcale nie idzie o walory literackie jego książek, nie oszukujmy się. W
                          pierwszym rzędzie idzie o to, co Michnik nazwał "nienawiścią", a Łysiak,
                          Herbert, Trznadel, Kąkolewski i inni - sprawiedliwością. O rozliczenie
                          postkomuny. O chrześcijańskie prawo moralne.
                          ...Teraz widzę, że mogłem wyłożyć to prościej: jak sam zauważyłeś (wymieniając
                          kilka tytułów książek Łysiaka), na początku lat 80. "książki te były wydawane,
                          bo po prostu nie były groźne dla systemu". Bingo, Kolego! Teraz wystarczy
                          odpowiedzieć sobie na pytanie, komu zagroziły te późniejsze, dlaczego tak
                          rozwścieczyły środowisko "moralnych autorytetów" - i jesteśmy w domu.
                          Pozdrawiam,
                          Smakosz.
                          • daro15 Re: Miłosz powiedział o Łysiaku 27.08.04, 18:13
                            A kuku! Eloł! Widzę, że jakaś dyskusja się zawiązała, więc wpadłem. Też widać
                            miętki jestem. Tylko jak bez Kazka można kulturalnie dyskutować?
                            Najdziwniejsze z Łysiakiem jest to, że dopiero po "transformacji ustrojowej"
                            (cha, cha, cha!) zaczęły się szykany Łysiaka, a nie za PRL. Za komuny był tak
                            samo mile widziany, co cała opozycja. Argument, że mu wydawali książki jest
                            śmieszny, gdyż wydawali prawie wszystkim. Wymienić? Prawdziwe jednak problemy
                            nastąpiły po 1989 r. Nie dlatego jednak, że Łysiak był "kolaborantem", bo
                            gdzież mu tam do Szymborskiej czy Miłosza w niechlubnej służbie socjalizmowi.
                            Tutaj chodziło o Michnika i o "okrągłostołowców". Mniejsza o istotę sporu, o to
                            jaki jest Łysiak i jaki jest Michnik, ale o sam fakt. Łysiak zadarł z
                            Michnikiem. Nie odwrotnie. Michnik okazał się gorszy od komuchów. Darował
                            Kiszczakowi zbrodnie, popijając z nim tęgo, a Łysiakowi nie mógł darować jego
                            pisania. Od wydania "Najlepszego" to się zaczęło! Łatwo sprawdzić. Śmiesznie i
                            naiwne głosy jakoby Łysiak musiał mieć jakiś "deal" z władzą PRL jest chybiony,
                            bo właśnie wtedy Michnik chętnie wziąłby go pod parasol jako wroga, tak jak
                            zrobił to z postkomunistami, z Urbanem, Jaruzelskim i Kiszczakiem. Albo po
                            prostu by go wykończył jakimś nagraniem, dokumentem od Kieresa lub z akt
                            bezpieki, które on sam i jego ekipa "plądrowali" w 1989 r. przez cały bity
                            tydzień. Nic z tych rzeczy. Widać, nic nie ma na Łysiaka. Michnikowi bliżej do
                            Komunistycznej Międzynarodówki, niż do prawicy, więc wszystko jasne! Łysiak
                            jest niebezpieczny dla ideologii Michnika, który stawia na jakieś socjalizmy i
                            niechętnie widzi polską rację stanu. Tzw. "opozycja" okazała się nie opozycją
                            wobec komunizmu, a przeciwko jego wypaczeniom, stąd w 1968 r. podział
                            na "Natolin" i "Puławy". A jeśli Łysiak to przypadkiem "grafoman", to jak
                            wyjaśnić te znakomite recenzje do 1992 roku, które pisali również lewicowi
                            krytycy, te nakłady, sztuki TV i te ceny spod lady? Jeśli Łysiak jest
                            podejrzany o cokolwiek, to czemu IPN nie chce pokazać mu jego teczki, o co pan
                            Waldemar zwrócił się pisemnie do pana Kieresa w liście otwartym drukowanym
                            w "Najwyższym Czasie"?
                            • Gość: Smakosz Re: Miłosz powiedział o Łysiaku IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 27.08.04, 18:25
                              Howgh!
                              • Gość: wqrwiony Radio Erewań sprostowało dzisiaj, że IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.04, 21:23
                                to nie zostało powiedziane tylko napisane. Autorem nie jest Milosz lecz Urban.
                                Ponadto ocena odnosiła się do twórczości Kisielewskiego a nie Łysiaka i w
                                dodatku miała nieco inny wydźwięk:
                                "świetny felietonista średni publicysta, kiepski pisarz".

                                Gość portalu: Smakosz napisał(a):

                                "Ble Ble Ble [ciach]
                                Wystarczy Ci, Wqrwiony?"

                                Wystarczy żeby uznać że jesteś palantem albo ignorantem.
                                • Gość: Smakosz Re: Radio Erewań sprostowało dzisiaj, że IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 27.08.04, 23:28
                                  Tia...
                                  Hejkum-tejkum, ależ ze mnie dyletant! Za to Ty jakaż rewelacyjna małpa jesteś,
                                  naprawdę! Banana chcesz? I umyj się, bo cuchniesz oszustwem. Sameś RadioErewań.
                                  (Masz na podorędziu podobne szarady? Wal, rób sobie dobrze, wqrwiaj się, bez
                                  krępacji. Erudycja Cię nie zadławi, spoko.) Jednak ja, mimo wszystko, wolę
                                  dyletanctwo niż intryganctwo. Kumasz differentia specifica, Patafianie?
                                  • Gość: wampir Re: Radio Erewań sprostowało dzisiaj, że IP: *.elblag.dialog.net.pl 28.08.04, 00:06
                                    tak się przyglądałem od pewnego czasu wszystkim tutejszym forumowiczom i muszę
                                    przyznać, że większych debili nad Smakosza i daro15 nie widziałem. Tak to jest,
                                    jak ktoś słucha Radia Maryja i czyta Nasz Dziennik - odmóżdżenie totalne.
                                    • stooper Re: Radio Erewań sprostowało dzisiaj, że 28.08.04, 04:14
                                      Twoj swiat oganicza sie do plytkiego podzialu na tych z lewa i prawa. Wczytujac
                                      sie w twoj post nie mozna dowiedziec sie o tobie samym zbyt wiele. Zero
                                      kultury. Zero przekazu. Skin? Albo cos w rodzaju Hitlerjungen?
                                  • Gość: wqrwiony Zdemaskowałeś mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.04, 01:27
                                    Brawo Stirlitz! Tak to ja nadawalem jako radio Erewań.

                                    P.S.
                                    Nie pochlebiaj sobie, nie jesteś dyletantem tylko ignorantem.
                                    Dyletant nie podpisałby się pod argumentacją i stylem zaprezentowanym przez
                                    tego żałosnego typa, ponoć profesora w trybunie czarnego brudu.
                                    Chociaż wątpię (bo ignorantowi chronicznie umyka, ta, jak jej tam było-
                                    differentia specifica, może to kiedyś pojmiesz.
                                    • stooper Re: Zdemaskowałeś mnie 28.08.04, 04:20
                                      Przestan czlowieku pisac prowokacje, juz trace cierpliwosc. Ledwo zaczelo sie
                                      cos dziac z tym watkiem, a Ty znowu z tymi starymi wyglupami. Ta sama dziecinna
                                      zabawa. Ten sam wulgarny ton. I zero przekazu w postach, dla samego plucia. Nie
                                      pomyle sie jak nazwe to syndromem internetowego skina.
                                      • Gość: wqrwiony Re: Zdemaskowałeś mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.04, 12:29
                                        Wypraszam sobie nie byłem wulgarny.
                                        Bezmyslne wtórurowanie propagandzie uskutecznianej przez szmatę z tytulem
                                        profesorskim nie najlepiej świadczy o Smakoszu ale nie zalożyłem a priori złej
                                        woli u niego.
                                        Opcję ze jest palantem dopuściłem warunkowo. Skłaniam się raczej do zdania, że
                                        argumenty jakich użył żeby przedstawić rzekomą "całą prawdę" o Miłoszu swiadczą
                                        o jego ignoranctwie.
                                        Dyletantem nie jest, dyletant wiedziałby dlaczego niejaki Madej napisał paszkwil.
                                        Jedyne wytłumaczenie(zakladając, że nie jest kanalią jak guru na którego się
                                        powołuje): koleś niewiele wie na temat w jakim z wielką pewnością siebie zabiera
                                        głos.
                                        • Gość: Smakosz Na temat, Panowie, na temat! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 28.08.04, 13:01
                                          Stooper: te typy tak mają, to (zdaje się) nieuleczalne. Tak zwana "wolność w
                                          sieci" wali im po deklach (za to o odpowiedzialności nie słyszeli, Wyborcza o
                                          tym nie pisze).

                                          Wampir! Napisałeś: "Tak się przyglądałem od pewnego czasu wszystkim tutejszym
                                          forumowiczom i muszę przyznać, że większych debili nad Smakosza i Daro15 nie
                                          widziałem."
                                          Otóż jeżeli samo przyglądanie się przywodzi Cię do tak radykalnych, a przy tym
                                          fałszywych wniosków, to może - poza przyglądaniem się - spróbuj przy okazji
                                          również pomyśleć? Naprawdę nie widziałeś "większych debili"? Nie trzeba było
                                          tłuc luster.

                                          RadioErewań (pseudo Wqrwiony): aby wiesz co to znaczy pisać na temat czy może
                                          borykasz się z deficytem ilorazu? Masz coś do powiedzenia o Łysiaku i jego
                                          twórczości, czy zamierzasz ograniczać się do konstatacji: "O mamo, jaki ja
                                          jestem ynteligentny"? (Póki co w Twoich postach faktycznie "zero przekazu".
                                          Celnie to Stooper podsumował. Jałowizna!)
                                          Ad rem: spójrz na tytuł wątku i spróbuj włączyć się do dyskusji.
                                          Weźmy taki szczegół: "dopóki [Łysiak] pisał apolityczne felietony i polemiki,
                                          póki produkował "napoleoniki", bestsellery w rodzaju "Fletu z mandragory" czy
                                          powieści historyczne, był cacy. Krytyka wynosiła go pod niebiosa, zachłystywała
                                          się jego erudycją, słownictwem, warsztatem literackim. Zauważ, kiedy to się
                                          zmieniło, od kiedy to Łysiak "stoczył się"? Od momentu, w którym stwierdził, że
                                          należy rozliczyć przeszłość. Szerzej - od kiedy zajął się polityką, to znaczy
                                          poparł Herberta, atakując wybory i postawę Michnika and spółki."
                                          ...No? Ciekawe, czy taki erudyta jak Ty podpisze się pod tymi uwagami. Zaskocz
                                          samego siebie. A może wykaż, że są niesłuszne? Rozważ obie ewentualności,
                                          dobrze? Po prostu zrób sobie przyjemność, pomyśl. Nie baw się własnym ogonem,
                                          tylko odnieś się rzeczowo do opinii "ignoranta", Fiucie.
                                          • Gość: Smakosz Re: Na temat, Panowie, na temat! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 28.08.04, 13:04
                                            Opcję, że RadioErewań vel Wqrwiony to Fiut, dopuszczam oczywiście warunkowo.
                                            • daro15 O Miłoszu JKM 28.08.04, 23:00
                                              No to jeszcze jedna wypowiedź o Miłoszu w tym "bogatym" wątku dotyczącym
                                              Łysiaka, nz który zagląda plebs intelektualny. Tym razem Janusz Korwin-Mikke w
                                              ostatnim numerze "Najwyższego czasu" napisał o Miłoszu (www.nczas.com/?
                                              a=show_article&id=2050.

                                              "Umarł Miłosz"
                                              Janusz Korwin-Mikke

                                              "Czesław Miłosz nie żyje. Tym samym odeszła do grobu (na razie na Skałkę - za
                                              pół roku do Alei Zasłużonych...) cząstka polskiej "inteligencji" - którą
                                              scharakteryzowałem niedawno w felietonie pt "Elukubracje Marcina Króla".
                                              Jeszcze z 15 lat - i warstwa ta szczęśliwie zaniknie. Mam nadzieję, że zastąpią
                                              ją ludzie myślący.

                                              Jednak śp. Miłosz nie był typowym intelektualistą - czyli facetem znającym
                                              tylko wiele książek, masę trudnych słów, cytaty w obcych językach i kilku
                                              wydawców. Jego "Zniewolony umysł", przy zupełnej nieporadności intelektualnej
                                              (tj. braku umiejętności zarówno analizy, jak i syntezy) zawiera znakomite
                                              portrety innych intelektualistów - i sporo autentycznych myśli. Również inne
                                              dzieła Zmarłego świadczą, że Jego myśli nie były zupełnym intelektualnym
                                              bełkotem. Wprawdzie po przeczytaniu większości Jego esejów człowiek nie jest w
                                              stanie powiedzieć, o co Autorowi właściwie chodzi - ale niektóre uwagi
                                              pobudzały do myślenia. A to już - w dzisiejszych czasach - bardzo dużo!

                                              Problemem śp. Miłosza było zapewne zdeprawowane wychowanie. Gdy np. w wywiadzie
                                              udzielonym p. Włodzimierzowi Boleckiemu Noblista wspomina, że "[we wczesnych
                                              latach trzydziestych] cały intelektualny Nowy Jork był marksistowski, tyle że
                                              podzielony na stalinistów i trockistów, co trwało jeszcze po wojnie. Uważna
                                              lektura polemik pomiędzy nimi niemało na mnie wpłynęła". Otóż na to, by zostać
                                              stalinistą lub trockistą, trzeba niewątpliwie być chorym umysłowo, a "uważna
                                              lektura polemik miedzy nimi" musi powodować spustoszenie w umyśle. A przecież
                                              to samo było w Warszawie (tylko krakowski "CZAS" i wileńskie "Słowo" nie były
                                              socjalistyczne - ale przecież postępowa młodzież TEGO do ręki nie brała...). I
                                              nawet potężny umysł śp. Miłosza nie zdołał się z tego do końca życia otrząsnąć.

                                              Zmarły został socjalistą (w podziemnym "Stańczyku" przedrukowałem kiedyś Jego
                                              antykapitalistyczny - przedwojenny - wiersz), potem nawrócił się na marksizm,
                                              został sługusem komuchów - a potem przejrzał na oczy, zrezygnował z zaszczytów
                                              i zwiał na Zachód, wracając do poglądów socjalistycznych.

                                              Życie miał ciężkie: "postępowa inteligencja Zachodu" uważała Go za zdrajcę - a
                                              reakcjoniści i konserwatyści za socjalistę, a nawet krypto-komunistę (długo nie
                                              mógł dostać wizy do USA!). Dopiero literacka Nagroda Nobla, będąca świadectwem
                                              socjalistycznej poprawności Autora, spowodowała, że zaczął być przyjmowany w
                                              kręgach "intelektualistów". Ale zawsze z rezerwą.

                                              W latach 70. pisarz zaczął się cieplej wypowiadać o religii (sam uważał się za
                                              katolika), a nawet o kapitalizmie (ale tylko amerykańskim: "Kapitalizm
                                              amerykański stał rozmachem, pomysłowością, marnotrawstwem; kapitalizm
                                              europejski jedną potężną namiętnością: skąpstwem"; polskiemu intelektualiście
                                              najbardziej, oczywiście, podobało się marnotrawstwo - a zwłaszcza fundowanie
                                              nagród literackich).

                                              Lewica po śmierci Noblisty natychmiast się doń przyznała. Kościół także. Nie
                                              wszyscy przyłączyli się do peanów: "Nasz Dziennik" zaatakował Zmarłego za
                                              wszystko: za to, że był socjalistą, że był komunistą, że w 1945 roku
                                              sprzeciwiał się wydawaniu Biblii, że był "Litwinem" - no, i przede wszystkim za
                                              to, że krytykował przedwojenny "Mały Dziennik" o. Maksymiliana Kolbego za
                                              antysemityzm. Ale ja słyszałem, że większa jest radość w Niebie z jednego
                                              grzesznika nawróconego niż z 99 sprawiedliwych - więc może Tam się cieszą?

                                              Był to Wielki Człowiek. Ale tylko na naszą średniacką epokę... "
                                            • Gość: wqrwiony Re: Na temat, Panowie, na temat! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.04, 16:26
                                              Gość portalu: Smakosz napisał(a):

                                              > Opcję, że RadioErewań vel Wqrwiony to Fiut, dopuszczam oczywiście warunkowo.


                                              Dodajmy, że warunkiem jest moje autorstwo ponizszej pozycji:
                                              wysylkowa.pl/ks382466.html

                                              Mitygowanie mnie do powrotu na tory dyskusji po tym jak ledwie sprowokowany z
                                              taka ochotą, pomyjowo-wylewnie odpowiedziałeś na rzekomo nic nie wnoszącą uwagę
                                              świadczy średnio raczej o twoim ilorazie. Napewno o spóźnionym refleksie
                                              (podejrzliwi mogliby uznać, że również o próbie ucieczki) i niekonsekwencji
                                              (vide posty następne).

                                              W kwestii ad rem:
                                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&w=8380462&a=8408197
                                              Kilka jeszcze uwag:
                                              Poglady Łysiak ma prawo formułować w publicystycznym entourage’u dożywotnio.
                                              Jednak symplifikacje, niedomówienia i pominięcia, zrozumiałe dla tej formy
                                              powodują, że po lekturze jego "łysiaków na lamach" pozostaje wrażenie, że w
                                              wielu kwestiach, waga podejmowanej problematyki, jej złożoność wymaga
                                              dogłębniejszej analizy, szerszej perspektywy.
                                              U Łysiaka nie dostrzegłem takiej potrzeby i takiego dążenia. Powraca często do
                                              tych samych tematów nie tylko w artykułach publicystycznych ale ujęcie dalej
                                              budzi niedosyt i uczucie, że autor nie zrobił wszystkiego co mógł żeby rozwiac
                                              wątpliwości, że nie nalezy mieć watpliwosci. Nie mam o to do niego pretensji. Na
                                              froncie walczą oficerowie a nie filozofowie. Nie kazdy publicysta musi
                                              udowadniać, że jest myślicielem.
                                              Jednak od kogoś ktos chce żeby jego odlew znalazł się w Sevres, kto bezwzględnej
                                              uczciwości i szczerosci wymaga od innych i z niej rozlicza, oczekiwałbym, ze nie
                                              pozwoli sobie na podejrzenia o robienie uników w obawie, ze moc jego moralnego
                                              oburzenia osłabnie. Że chociażby profilaktycznie, dla uchronienia siebie i
                                              "wiernych" przed popadnięcie w nieskromność i pychę wskaże, że nie wszystko jest
                                              tak oczywiste jak to przedstawia. Bo nie jest.

                                              Razi mnie pycha mistrza i jego wyznawców, dla których namysł, pokora wobec
                                              rzeczywistości, ludzi i spraw równoznaczna jest z podejrzeniem o chęć
                                              rozmiekczaniem imponderabiliów. Dla których rezerwa wobec szalbierstw
                                              intelektualnych popełnianych przez osoby pokroju Madeja tożsama jest z
                                              atakowaniem idei jakim rzekomo ci hochsztaplerzy służą.

                                              Abstrahując od celu prowokacji, (ukazanie jak wątpliwa może być podstawa na
                                              której rościsz sobie prawo do formułowania kategorycznych sądów i triumfalnego
                                              tonu). Miłosz jest jak najbardziej w temacie. Tylko przez konfrontację postaw
                                              wyborów, poglądów reprezentantów róznych swiatopogladowych perspektyw i opcji,
                                              wyważeniu ich motywacji i racji jakimi się kierowali, mozna coś więcej
                                              powiedzieć o każdym z osobna.

                                              Piszesz cos o trzeźwej polemice wokół Miłosza.
                                              Wytrzeźwiej może najpierw, bo trochę żałosny jest taki postulat wychodzący spod
                                              klawiatury kogoś kto dał dowód, że nic nie wie na temat przedmiotu za jaki się z
                                              miną znawcy zabrał.
                                              To, że korzysz się przed autorytetem niekoniecznie musi oznaczać, że korzysz się
                                              przed prawdą. Poczucie przyzwoitosci, zwykły umiar, nakazywałyby mieć tego
                                              świadomość.
                                              • Gość: Smakosz Hejka, RadioErewań vel Wqrwiony IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 29.08.04, 23:46
                                                Hi hi hi, pięknie, Wqrwiony (vel RadioErewań), pięknie!
                                                Wiem, że wiesz, ale inni nie wiedzą, tak i muszę to napisać: z tym fiutem szło
                                                o impertynencję, nie o nazwisko. (Nie śmiałbym podejrzewać, żeś Aleksander.)
                                                Tym niemniej niniejszym za tamtą zniewagę przepraszam: legenda głosi, że można
                                                czasem spotkać w sieci adwersarza z ponadpodstawowym wykształceniem – już
                                                zaczynałem wątpić – Twój ostatni post przywrócił mi wiarę i w bajki, i w Twój
                                                iloraz (rachowanie mojego zostaw, to Cię zmęczy). Uchylam kapelusza: w końcu
                                                wydobyłeś z siebie odrobinę ducha, dzięki czemu powiało czymś dostojnym, pełnym
                                                szlachetnego wyzwania. Z drugiej strony wypada jednak żałować, że po paru
                                                zdaniach werwa i wena Cię opuściły...
                                                Ufff... nota bene sam nie wiem, czy aby nie nazbyt optymistycznie zakładam, że
                                                to Twoje słowa, a nie cytaty rodem z radiostacji z okolic Araratu? Hm...
                                                trudno, jak powiadasz: „eh, qrwa”, najwyżej powiedzą o mnie, żem łatwowiernik
                                                kliniczny.
                                                Ale po kolei.
                                                Nie sposób polemizować z opiniami jakie poczyniłeś przed rokiem (to ten
                                                fragment o zarzucanym Łysiakowi grafomaństwie). W mojej ocenie kwalifikują się
                                                one idealnie w ramach uzupełnienia mych konstatacji – tych o przyczynach ataków
                                                na Łysiaka. Ponieważ nie zechciałeś ich skomentować, domniemywam, iż obdarzasz
                                                je walorem trafności (cieszę się bardzo).
                                                I w sumie tyle, jeśli idzie o pozytywy. Natomiast z dezaprobatą muszę odnieść
                                                się do części Twego postu od momentu, w którym silisz się na „kilka jeszcze
                                                uwag”. Choć więcej w uwagach tych polotu niż w Twego autorstwa inwektywach,
                                                zarazem podwiesiłeś się sprytnie pod taki poziom ogólności, który z gruntu
                                                uniemożliwia polemikę, za uzasadnione natomiast każe uznać pytanie: chcesz
                                                poważnie podyskutować czy tylko udajesz?
                                                Najpierw stwierdzasz bez śladu sensu: „Poglądy Łysiak ma prawo formułować w
                                                publicystycznym entourage’u dożywotnio”. A co to, u licha, za frazeologia, cóż
                                                są te „dożywotnio sformułowane poglądy”, czy to daje się skonsumować na surowo?
                                                Ale pomińmy lapsus stylistyczny. Tuż potem zarzucasz potencjalnego przeciwnika
                                                terminologiczną breją, w której roi się od przysłowiowo akademickich uogólnień.
                                                No bo gdzie te uproszczenia, niedomówienia i pominięcia, które z taką swadą
                                                przywołujesz? Gdzież ta problematyka, której złożoność „wymaga dogłębniejszej
                                                analizy, szerszej perspektywy”? Wypadałoby i o tej problematyce szepnąć słówko;
                                                tym bardziej wypunktować niedostatki, symbolizm i szczupłość spostrzeżeń
                                                Łysiaka. Nic z tego, niestety. Pustota.
                                                Piszesz dalej: „[Łysiak] powraca często do tych samych tematów nie tylko w
                                                artykułach publicystycznych ale ujęcie dalej budzi niedosyt i uczucie, że autor
                                                nie zrobił wszystkiego co mógł żeby rozwiać wątpliwości, że nie należy mieć
                                                wątpliwości”. Po pierwsze: z gustami nie prowadzi się dysputy (tak okrutnie
                                                subiektywne to zarzuty, że o gust trącające), po drugie: w kolejnym zdaniu sam
                                                zauważasz, że akurat o to nie rościsz do Łysiaka pretensji.
                                                Co do uników, na które – Twoim zdaniem – pozwala sobie bohater naszego romansu.
                                                Otóż ponownie nie przywołujesz konkretów, znaczy: znowu wychodzisz na
                                                akademickiego pieniacza. Na marginesie: dlaczego wymagasz od Łysiaka
                                                wykazywania, że „nie wszystko jest tak oczywiste, jak przedstawia”. To, że „bo
                                                nie jest”, to, przynajmniej dla mnie, żaden argument. Rozejrzyj się. Ten świat
                                                przypomina odłupany od fundamentów, dryfujący ku błazenadzie, napęczniały do
                                                granic balon, w obliczu którego nikt prócz kuglarzy i szurniętych nie może czuć
                                                się szczęśliwym. Na tym świecie patologia do spółki z tolerancją zawłaszczyły
                                                normę, a grzech rozpełzł się po ulicach. Doprawdy mnożenia wątpliwości
                                                Łysiakowi nie darowałbym (mówię o publicystyce oczywiście, w beletrystyce
                                                odwrotnie, cenię Łysiaka za umiejętność konstruowania pysznych sylwetek
                                                zbudowanych z wątpliwości).
                                                Piszesz: „Razi mnie pycha mistrza i jego wyznawców, dla których namysł, pokora
                                                wobec rzeczywistości, ludzi i spraw równoznaczna jest z podejrzeniem o chęć
                                                rozmiękczania imponderabiliów”. Tu powiem tak: konfliktu między czołobitnym
                                                powątpiewaniem a walecznym zaangażowaniem raczej nie da się sensownie
                                                rozstrzygnąć (zaryzykuję tezę, że w publicystyce ta pierwsza opcja po prostu
                                                się nie sprzeda). A to, co dla Ciebie będzie „pokorą wobec rzeczywistości”, dla
                                                mnie jest właśnie „rozmiękczaniem imponderabiliów”. To, co nazywasz „rezerwą
                                                wobec szalbierstw intelektualnych”, ja nazwę akceptacją szalbierstwa. Uważam,
                                                iż jeśli komuś te rzeczy mylą się, nie ma dla niego ratunku. I nie ma to nic
                                                wspólnego z pychą, raczej ze świadomością, że nie można opisać rzeczywistości
                                                bez wyraźnego jej oceniania. Że postawa zawierająca w sobie „pokorę wobec
                                                rzeczywistości” oznacza dziś nic innego jak akceptację zrelatywizowanej wizji
                                                świata. Świata, na którym „słowa nie zdobią, lecz ogłupiają”. Na którym tak
                                                zwaną „zjednoczoną Europę” buduje się na zgliszczach etyki (Herling-
                                                Grudziński). Na którym nic nie da się ustalić bezsprzecznie, a każdą normę
                                                należy poddać „demokratycznej weryfikacji”.
                                                Bzdury tego typu wypychają naszą cywilizację na manowce. Manowce bezwarunkowej
                                                tolerancji, manowce „gównianej” demokracji (Łysiak: „Miliony much nie mogą się
                                                mylić, jedzmy gówna”), wreszcie na manowce norm moralnych i manowce tradycyjnej
                                                etyki. Nie ma we mnie zgody na taki świat – i, dzięki Bogu, to samo i jeszcze
                                                więcej dostrzegam w publicystyce Łysiaka.
                                                Fragment postu tyczący Twojej prowokacji i jej skutków pominę milczeniem,
                                                przyznając Ci rację wyłącznie w zakresie zgody na konieczność „konfrontacji
                                                postaw wyborów, poglądów reprezentantów różnych światopoglądowych perspektyw i
                                                opcji, wyważeniu ich motywacji i racji jakimi się kierowali”. Odrzucam opinię
                                                iż „dałem dowód, że nic nie wiem na temat przedmiotu za jaki się z miną znawcy
                                                zabrałem”. Post tyczył Łysiaka, a wyimków z Miłosza nie wymyśliłem. Ten o
                                                komunizmie jako „wielkiej przygodzie intelektualnej” nawet nie pochodził z
                                                Madeja (to, że tak sprytnie przeszedłeś nad tym do porządku, to w ramach
                                                ignorancji, dyletanctwa czy może indolencji?).
                                                Absorpcja uwagi o autorytecie i prawdzie przekracza moje, dość skromne,
                                                przyznaję, możliwości intelektualne. Nie rozumiem jej i obawiam się, że będę
                                                musiał z tym żyć. Bez obaw, poradzę.
                                                Co do trzeźwienia – nic na przeciw. Z tym, że najpierw należałoby jednak upić
                                                się. Skoro namawiasz: okay, pod warunkiem, że Ty stawiasz i pijemy przy
                                                osobnych stolikach.
                                                Reasumując: usiłowałeś w sumie zrecenzować wyłącznie publicystyczną część
                                                dorobku Łysiaka. Lecz nikt nie twierdził, że nie ma w Polsce równie (albo i
                                                lepiej), zaostrzonych piór. Ale nie z samej publicystyki przecież Łysiak
                                                zbudowany. Nie kusi Cię świat przedstawiony we „Flecie z mandragory?” Nie
                                                porusza determinacja, z jaką gna za swoim złudzeniem bohater „Statku”? Powiesz,
                                                że pogmatwane losy głównych figur „Najlepszego” to podła literatura s-f? A co
                                                z „Dobrym”? Do kosza? Dawaj tytuły ciekawiej skonstruowanych fabuł, wskaż
                                                pełniejsze literacko figury, chętnie poczytam.
                                                ...A i posprzeczać się będzie o co.
                                                Pozdrawiam, dobrej nocy życząc,
                                                Smakosz.
                                                PS. Byłbym zapomniał (i wybacz afektację): Łysiak o muerte! Venceremos!
                                                • Gość: wqrwiony Smakosz Smakosz odbiór! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.04, 12:49
                                                  Daj znać, że zaglądasz na to forum bo dopiero teraz jestem w stanie
                                                  odpowiedzieć, a nie3 chiałbym pisać w próznię.
                                                  Pozdro.
                                                  • Gość: Smakosz Re: Smakosz Smakosz odbiór! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 20.10.04, 17:45
                                                    Sześć, Wqrwiony.
                                                    To Ty jeszcze żyjesz? Bo ludzie gadali...
                                                    Nadal taki wkur... jesteś? I czy to aby Ci nie szkodzi?
                                                    Owszem, zaglądam na "to forum", a teraz i zaglądam, i czekam na ripostę.
                                                    Siedem,
                                                    Smakosz.
                                                  • Gość: Smakosz Re: Smakosz Smakosz odbiór! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 30.10.04, 20:25
                                                    ...Żyjesz w końcu, czy może wqrwiłeś się na śmierć?
                                                  • Gość: Grzech Andrzej, odbiór! IP: 81.186.230.* 31.10.04, 20:02
                                                    Czołem, Smakoszu vel Andrzeju.
                                                    Bardzo długo nie zaglądałem na to forum, dziś czytam sobie wątek o Łysiaku i...
                                                    Poznałem Cię już po kilku zdaniach, wątek biograficzny mnie tylko w tym
                                                    utwierdził.
                                                    Chciałem Ci tylko tyle napisać, że jak się czyta książki Łysiaka i tak uznaje
                                                    jego światopogląd (czynię to samo, jak wiesz), to się też tak zachowuje.
                                                    Myślałem, że masz jakieś kłopoty, ale widzę, żeś w formie. I dobrze.
                                                    Do rzeczy: na listy znajomych się odpisuje, a jak się nie chce odpowiadać, to
                                                    wypadałoby o tym rzucić choć słówko lub jakiś równoważnik.
                                                    Życzę mądrzejszych i z klasą przeciwników.
                                                    Grzech
                                          • Gość: wampir Smakoszu... IP: *.elblag.dialog.net.pl 29.08.04, 00:21
                                            Smakosz, potwierdzasz tylko moje obserwacje. Każdą swoją bucowatą wypowiedzią.
                                            Ciekaw jestem, co czytasz oprócz książek Łysiaka. I jakie np. filmy oglądasz.
                                            Donoszę, że lustra całe, debila brak;)
                                            • Gość: Smakosz Na temat, Panowie! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 29.08.04, 11:01
                                              Dzięki, Daro, za Korwina. Mało prawdopodobne, by w tym miejscu ów tekst
                                              wzbudził trzeźwą polemikę wśród wyznawców tezy o konieczności gloryfikacji
                                              Miłosza, zresztą w wątkach poświęconych śmierci tego poety pewnie też by nie
                                              wzbudził - to zdecydowanie nie ta klasa. "Plebs intelektualny" - hi hi hi,
                                              dobre, kupuję to.

                                              Answer, a Twoje ambicje co zeżarło? Nie poddawaj się!

                                              Wampir, Ty mnie niczego nie donoś, delatorstwo to plugawe przyzwyczajenie. Z
                                              przedszkola Ci zostało? Walcz z tym! (A przy okazji dokładniej zwierciadła
                                              obserwuj.)
                                              "Ciekaw jestem, co czytasz oprócz książek Łysiaka. I jakie np. filmy oglądasz" -
                                              pytasz. A czy te informacje sprawią, że w wątku poświęconym twórczości Łysiaka
                                              zaczniesz rozmawiać na temat? Prawdę mówiąc, wątpię. (Co jeszcze Cię
                                              interesuje, Misiu? Mój wzrost? Numer buta? No? Śmiało!)
                                              A jednak Ci odpowiem, co mi tam: otóż czytam inne książki i oglądam inne filmy
                                              niż Ty, Fajansiarzu!
                                              Z nadzieją, że ponownie sprawiłem Ci przyjemność i kolejną introspekcją o mojej
                                              bucowatości mogłeś się kontentować,
                                              Smakosz.
                                              PS. A może jednak masz do powiedzenia cokolwiek interesującego o twórczości
                                              Waldemara Łysiaka? Napisz parę zdań, z którymi można byłoby zgodzić się, albo
                                              nie - ale na temat napisz.
                                              • daro15 Re: Na temat, Panowie! 29.08.04, 15:13
                                                Jakoś naszym poprawnie politycznym, i wkurzonym damskim bokserom, nie
                                                wystarcza, że Miłosz niezłym poetą był. Jeszcze o jego duszę muszą powalczyć.
                                                Ciekawe jak zareagowali robaczki na ostatnie nowości dotyczące listu papieża? O
                                                tym, że Miłosz z Bogiem się jednał i że katolicyzm był mu bliższy niż sądzli.

                                                Odnośnie innego wątku. Ciekawe, że nie tylko Łysiak w "wolnej" ojczyźnie
                                                napotkał na trudności medialne. Ta sama "czapa medialna" dosięgła Jana
                                                Pietrzaka. Za komuny różnie bywało, ale wiadomo, że władzuchna przymyka oko na
                                                sarytyków w ramach "wentyla". Gdzieś po 1993 r. Pietrzak zupełnie zniknął z TV
                                                i trwa to do dziś. Ostatnio był w TOK FM u redaktora, który występuje u niego w
                                                kabarecie. Ciekawe, czy ma szlaban za "Aby Polska, była Polską..."? Czy za inne
                                                słowa: "A kiedy na nas wyrośnie ziele.../Wtedy nam będzie wszystko jedno/A
                                                wcześniej - nie".

                                                Jeśli się tyczy Twoich potyczek z Inet-skinami, podsyłam dwie linijki tekstu
                                                Jonasza Kofty: "Czasem warto rzec durniowi, że jest durniem/Nawet, gdy
                                                asekuruje sę odgórnie". Zrozumieją? Pytanie retoryczne. To zdaje się ten sam
                                                Kofta wyrażał obawę: "żeby z młodych gniewnych nie wyrośli starzy wkurwieni".

                                                Ale jedno jest pewne. Walka z analfabetyzmem w naszym kraju nie poszła na
                                                marne. Co z tego, że chłopaki sobie pobluzgają? Ważne, że "umią" pisać.

                                                • daro15 Konkurencja 29.08.04, 15:27
                                                  Na forum jest wątek "Dlaczego twórczość Miłosza jest tak wysoko notowana"? Niby
                                                  gadamy tu o Łysiaku, w przerwach, między usuwaniem z siebie piany, lecz temat
                                                  wydaje mi się na miejscu. Miłosz był utalentowanym poetą, jednak w czasie wojny
                                                  sowieci i Niemcy wybili nasze elity, po wojnie już tylko sowieci. Miłosz stanął
                                                  po właściwej stronie, popierając komunizm. Miał dzięki niemu mniejszą
                                                  konkurencję. Po prostu wielu utalentowanych ludzi zostało zamordowanych,
                                                  opuściło Polskę lub zwątpiło w życie i zwariowało.
                                                  • Gość: Smakosz Re: Konkurencja IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 29.08.04, 16:27
                                                    Tia, Daro. Mało, że "umią" pisać, to co niektórzy nawet pisać "umiejom". Nie
                                                    zgodzę się wszelako z opinią, że "walka z analfabetyzmem w naszym kraju nie
                                                    poszła na marne". Bo to jest tak, że trochę mówią "po polskiemu", z pisaniem
                                                    gorzej, a z myśleniem to już w ogóle - zresztą kto ich miał uczyć? Dlatego
                                                    natchnienie czerpią z Wyborczej lub - co z przykrością stwierdzam coraz
                                                    częściej - z otworu położonego po przeciwnej stronie układu trawiennego.
                                                    Od kilku dni wołam tu o jakowąś merytoryczną dyskusję nt. Łysiaka - i nic.
                                                    Rzuciłem kilka opinii - i nic. Co najwyżej kloaka - co gorsza kompletnie bez
                                                    wirtuozerii. (Dopiero jak michnikowszczyzna parsknie coś po ukazaniu
                                                    się "Rzeczpospolitej kłamców", to weny im przybędzie.)
                                                    Z zainteresowaniem odnotowuję Twą uwagę o tych, którym nie było dane rozwinąć
                                                    talentu (w takim razie Herbert byłby wyjątkiem potwierdzającym regułę).
                                                    Dorzuciłbym do tej grupy nieznaną liczbę tych, którym czaszki przedziurawili
                                                    aborcją. O zmarłych i wariatach nie wiemy nic, o żyjących co nieco. Mnie na
                                                    myśl przychodzi publicystyka Andrzej Kumora (Kanada) i Zbigniewa Koreywo
                                                    (Australia).
                                                    Co do Miłosza: faktu nawrócenia poety komentować im niezręcznie - ciekawe, w
                                                    której łepetynie urodziła się przy okazji refleksja o własnym finale i
                                                    konieczności dokonania podobnego wyboru, ostatecznie wszyscy staniemy w progu
                                                    by ujrzeć gasnące światło.
                                                    A propos Pietrzaka: urodziwie przywala postkomunie na łamach "Tygodnika
                                                    Solidarność". "Tysol" za Kłosińskiego to co prawda nie to samo co "Tysol" za
                                                    Gelberga, szeroko to się nie rozchodzi, ale felietony Pietrzaka (i nie tylko)
                                                    poczytać warto.
                                                    Pozdrawiam,
                                                    Smakosz.
                                                    PS. Gdzie mam szukać tego ostatniego cytatu z Pietrzaka (o zielsku)?
                                                  • daro15 Re: Konkurencja 29.08.04, 17:27
                                                    Słaba konkurencja, nie oznacza jednak, że było u nas kilka talentów.
                                                    A co do Pietrzaka, to te linijki pochodzą z jego piosenki z lat 80., nie znam
                                                    tytułu, ale w refrenie jest, jak podałem wcześniej: "...wtedy nam będzie
                                                    wszystko jedno". O Koreywo słyszałem.

                                                    Wyżej pojawił się wątek od któregoś z Twoich ulubieńców. Taktownie nie
                                                    odpowiedziałem, bo do Ciebie adresowany. Znowu bez treści, sama woda i wyuczone
                                                    frazy. Minimum argumentów, maximum słów. Dowiesz sie z niego, że Łysiak nie
                                                    może być w Panteonie, bo walczy o jedną sprawę. Jest bardziej bojownikiem, niż
                                                    artystą. To go dyskwalifikuje. Niedługo fryzura będzie miała jakiś wpływ na
                                                    ocenę. Lepszy jest po stokroć filozof, który błądzi, poeta, który łbem wali na
                                                    oślep, sypia z każdą władzą i jest przednim relatywistą. To jest warunek
                                                    konieczny. Nie talent. Zresztą Miłosz dostał Nobla, więc MUSI być dla nich
                                                    lepszy. Tylko co ma piernik do wiatraka? Przejrzyj ten post, bo jak tylko
                                                    rzuciłem okiem, muszę odpocząć. Inaczej od klawiatury nie odejdę. Ich jest tam
                                                    ze stu chyba. Zapamiętaj, że są osoby nietykalne, zwane Autorytetami Moralnymi.
                                                    To tacy wczorajsi królowie i książęta. Argumenty nie są najważniejsze dla
                                                    giermków owych AM. To zupełnie niepraktyczne narzędzie. Oni wierzą w ich moc,
                                                    to są ich bożkowie. Na wszelki wypadek, nas nazywają niewolnikami. Nas
                                                    zbuntowanych przeciwko "niewoleniu umysłów". Lecę poczytać. Powodyenia.
                                              • Gość: wampir Koniec żartów IP: *.elblag.dialog.net.pl 30.08.04, 01:56
                                                Do daro15 i Smakosza zarazem: temat, który rozpoczęła olasta1, brzmi: czy ktoś
                                                czyta jeszcze książki Łysiaka? I tego się trzymajmy. Wasza bezładna, bezpłodna,
                                                za to obfita klepanina w klawiaturę jest przykładem na to, kto tu odchodzi od
                                                tematu. I kto uważa, że zajrzenie do słownika wyrazów obcych i popisanie się
                                                paroma nowo poznanymi słówkami, użytymi w kupie, prezentuje waszą (wątpliwą)
                                                inteligencję. Co do bluzgania - święci jesteście w tym zakresie? Ograniczyłem
                                                się do debila, a tu: Fajansiarz, Fiut (to akurat na kogoś innego, ale
                                                równie "szlachetne").
                                                Smakoszu - nadal mnie interesują twoje zainteresowania:)skąd ta pewność, że nie
                                                czytamy i nie oglądamy tych samych rzeczy? A może nie odpisałeś, co, bo nic
                                                innego cię nie interesuje, prócz książek Łysiaka? Nie łap mnie za słówka, bo do
                                                tego się ograniczasz.
                                                Daro - brak mi słów. Wydaje mi się, że, podobnie jak kolega Smakosz, uważasz
                                                się za Alfę i Omegę, ale tak nie jest, zapewniam.
                                                Podtrzymuję swoje zdanie: uważam was za skończonych, nadętych, mających o sobie
                                                wysokie mniemanie debili, na dodatek niereformowalnych. Dla was każdy, kto
                                                myśli inaczej, to wróg nie tylko was, ale i kraju, a nawet świata. Smakosz
                                                wyskoczył nawet wcześniej w rozmowie z innymi forumowiczami z Dobrem i Złem, po
                                                stronie tego ostatniego kogoś lokując. Jakie masz do tego, kołku, prawo? Kto ci
                                                je dał? Uważasz się może za Boga? Uważaj lepiej, by ciebie ktoś kiedy fałszywie
                                                nie osądził.
                                                Żegnam, bo wcale nie miałem ochoty z wami gawędzić. Jedynie wygarniam wam to,
                                                co ktoś już dawniej powinien był zrobić. A o książkach Łysiaka sądzę to, że są
                                                adresowane jedynie do takich zakutych pał jak Smakosz czy daro15 i im podobnych.
                                                Szkoda, że skądinąd początkowo ciekawy temat zakończył swój żywot, stając się
                                                poligonem doświadczalnym dwóch maluczkich chłopców, którzy chcą sobie poprawić
                                                humor kosztem innych.
                                                • daro15 Kończ waść, wstydu oszczędź (sobie) 30.08.04, 08:29
                                                  > Dla was każdy, kto
                                                  > myśli inaczej, to wróg nie tylko was, ale i kraju, a nawet świata.

                                                  Wielkie słowa. To paranoja się nazywa? Jak to wśród rodu Wqurwionych. Oni nawet
                                                  przekleństwo mają wpisane w nazwę. Zalatje szlachetnie syndromem polactwa.

                                                  > Żegnam, bo wcale nie miałem ochoty z wami gawędzić.

                                                  Nie, ty miałeś wielką nieujarzmioną chęć dowalenia. Z Ciebie jest wielki wróg
                                                  myślenia i wolności. Tyle Ci powiem. Poza tym nie masz nic do powiedzenia. Nie
                                                  dowiedziałem się od Ciebie niczego wartego polemiki. Ty prowokujesz tylko do
                                                  zadymy. Ale... wyżej głowy nie podskoczysz, głową muru nie przebijesz,
                                                  podświadomie to czujesz i ryczysz wqurwiony. Popieram twój pomysł. Odejdź. Albo
                                                  lepiej się przygotuj. Zmień pseudonim. Masz rację, samo klepanie w klawiaturę i
                                                  leksykon stojący obok twojego PC, to za mało. Przynaję, że raz poszedłem do
                                                  holu, do biblioteczki, coś sprawdzić. Ty, naliczyłem, musiałeś otwierać słownik
                                                  z 10 razy. To dobrze. Warto korzystać ze słownika. Nie o to jednak nam
                                                  chodziło, żeby konkurować na słowa, które byle bubek znajdzie w słowniku.

                                                  > Daro - brak mi słów.

                                                  To skorzystaj ze słownika.

                                                  > Wydaje mi się, że, podobnie jak kolega Smakosz, uważasz
                                                  > się za Alfę i Omegę, ale tak nie jest, zapewniam.

                                                  W Twoje zapewnienia nie wypada wierzyć, gdyż nie potrafisz odpowiedzieć na
                                                  żadne postawione pytanie. Jak możesz być wyrocznią, co do innych? Tylko głupiec
                                                  by Ci wierzył. Miała racja moja babcia, która mawiała, żeby unikać dyskusji z
                                                  ludźmi skwaszonymi i wkurwionymi, sorry, okreśiła ich delikatniej,
                                                  jako "wkurzonych".

                                                  > Szkoda, że skądinąd początkowo ciekawy temat

                                                  Jak bardzo ciekawy? Nie poszedł po Twojej myśli i jak to "wqurwiony" musiałeś
                                                  rozładować swoją agresję. I dobrze. Lepiej tak, niż miałbyś być np. jakimś
                                                  politykiem albo urzędasem. Nie mam do Ciebie o to pretensji. Ucierpiały na tym
                                                  tylko klawiatura i kilka wrażliwców.

                                                  > zakończył swój żywot

                                                  A Ty rozpaczasz z tego powodu, prawda? Co wniosłeś do tematu? Jeszcze raz
                                                  powtórzę: NIC NIE WNIOSŁEŚ DO WĄTKU. Na dziesięć pytań Smakosza - tylko
                                                  odbijanie piłeczki. Dlaczego? Ja wiem, dlaczego. A kiedy odwiedziłeś wątek? Jak
                                                  Kazek uciekł. Zamiana? Transformaca? Nieważne. Pozdrów go ode mnie.

                                                  > stając się poligonem doświadczalnym dwóch maluczkich chłopców, którzy chcą
                                                  > sobie poprawić humor kosztem innych.


                                                  Nie odbijaj piłeczki. Zauważyłem, że to Twoje ulubione zajęcie. I Kazka.
                                                  Odbijanka. Cały czas. Do znudzenia. Tylko dzieci tak postępują. To sugeruje, że
                                                  jesteście jednak dziećmi. W takim razie, niepotrzebna ta dyskusja, która wymaga
                                                  jakiegoś tam przygotowania. Spuszczam zasłonę milczenia i pozdrawiam Was,
                                                  dzieciaczki, gorąco. Dla wqurwionych proponuję raczej Doom 3, niż zajmowanie
                                                  się literaturą.
                                                • Gość: Smakosz Całkiem poważnie IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 30.08.04, 13:45
                                                  Wampirku Najukochańszy!
                                                  Serduszko Ty moje!
                                                  Ale mi wygarnąłeś!
                                                  Serdecznie Ci dziękuję.
                                                  Twa bezkompromisowość poparta ostrością widzenia oraz umiejętnością wydobywania
                                                  na światło dzienne ukrytych znaczeń pozwoliła mi zrozumieć, jak bardzo
                                                  błądziłem.
                                                  ...To właśnie ja, Smakosz, uważam się za alfę i omegę, choć tak nie jest. To
                                                  ja, bezgraniczny idiota, usiłuję poprawić sobie humor kosztem innych. To ja,
                                                  intelektualne zero, nie trzymam się tematu i to ja jestem tym niereformowalnym,
                                                  skołowaciałym... to jest, przepraszam, skołkowaciałym, debilem. Wreszcie to ja,
                                                  nadęty osioł, robię za owego maluczkiego chłopca, którego nie interesuje nic
                                                  poza książkami Łysiaka. I to nikt inny jak tylko ja, nieskończony imbecyl,
                                                  nieustannie chwytam Cię za słówka, chociaż tak dziarsko mi się wyrywasz.
                                                  (Niechybnie wolałbyś być chwytany za ogon... cóż, przykro mi, za ogon sam się
                                                  złap, Pieszczoszku!)
                                                  I dalej: po stokroć masz rację, książki Łysiaka adresowane są jedynie do takich
                                                  zakutych pał jak ja, Daro i nam podobni. Rzeczywiście, nie mi z Tobą
                                                  dyskutować, a gdzieżby. I już nie będę, słowo. Pozwól, na zakończenie jedną
                                                  supozycję z siebie heroicznie wykrztuszę: zmień nick, bo więcej w Tobie z
                                                  wyrodnej strzygi niż z rasowego wampira. Wbrew pozorom wysysać też trzeba
                                                  umieć - Tobie jakosik nie idzie. A przy okazji spróbuj odpowiedzieć (sobie!) na
                                                  jedno pytanie (pytanie w Twoim życiu fundamentalne), mianowicie kto jest Twoim
                                                  idolem i dlaczego Michnik?
                                                  Pa, Robaczku!
                                                  Smakosz.
                                                  • daro15 Re: Całkiem poważnie 30.08.04, 15:21
                                                    Zdaje się, że ciągle oni mi się mylą: Wampir z Wqurwionym. Ten mój ostatni post
                                                    był odpowiedzią na Wampira wątpliwości, a co do stanu naszych zdolności
                                                    intelektualnych. Ale czy to ma znaczenie, że ich pomyliłem? Oni razem dają
                                                    Wqurwionego Wampira, a to nie brzmi już tak groteskowo. To jest straszne.
                                                  • Gość: wampir Do obu panów - uzurpatorów tematu IP: *.elblag.dialog.net.pl 31.08.04, 01:03
                                                    To już naprawdę ostatni raz. Może teraz pauza, bo każde moje zdanie cytować
                                                    będziecie w swoich długich na kilkadziesiąt linijek odpowiedzi? <pauza na
                                                    komentarz>
                                                    Tak, tak, Smakoszu, lubię, kiedy się tak podniecasz, myśląc: w jakim stylu
                                                    dowalić wampirowi? Gówno wiesz o wampirach. <pauza na komentarz>
                                                    Michnik widać twoim idolem, bo uwielbiasz forum GW, co bardzo mnie dziwi.
                                                    <pauza, itd.>
                                                    Daro15 - nie jestem Kazkiem, choć polubiłem faceta i parę innych osób, do
                                                    których, rzecz jasna, was nie zaliczam. Obok mojego peceta nie stoi żaden
                                                    słownik, są w drugim pokoju. Kiedy trzeba, korzystam z nich, ale tu nie
                                                    musiałem; miło z twojej strony, że się przyznajesz do nieznajomości niektórych
                                                    wyrazów, bo przynajmniej poprawia to (na chwilę) twój niemal idealny w waszych
                                                    oczach wizerunek <pauza, etc.>
                                                    Naprawdę nie zauważyliście, że niektóre osoby z waszej opozycji robiły
                                                    wszystko, by się nie użerać z wami, a tylko wylać wam wiadro zimnej wody na te
                                                    wasze gorące łebki? Widać, nie poskutkowało <pauza, itd.>
                                                    Kończę zatem i życzę więcej samokrytycyzmu. Pewnie jeszcze bardzo młodzi
                                                    jesteście <komentarze mile widziane>
                                                    Bluzgi mozecie sobie darować. Nie są smakowite.


                                                  • daro15 Czy człowiek powinien tępić wampiry 31.08.04, 07:14
                                                    I tylko tyle? Jestem zawiedziony tymi, za przeproszeniem, smarkami. Na żadne
                                                    pytanie, wątek, uwagę, nie jesteś zdolny odpowiedzieć? Jesteś niczym wobec
                                                    materii problemu. Wciąż odgrywasz starą melodię, wciąż odbijasz piłeczki, jak
                                                    chłopczyk właśnie.

                                                    > Pewnie jeszcze bardzo młodzi jesteście

                                                    Toż to moje! Wielokrotnie zauważone z okazji wystąpień niejakiego 6-letniego
                                                    Kazka i ostatnio Wampira i innego Nietoperza. Chłopaki, do kina! Spiderman II
                                                    się pojawił!

                                                    > nie jestem Kazkiem, choć polubiłem faceta

                                                    A czy ja mam coś do kochających inaczej? Tylko, że to może pod pedofilię
                                                    podpadać. Uważaj. Jeśli nie podpada, to musisz wiedzieć coś więcej o Kazku.
                                                    Naprawdę on Cię podnieca? A może tylko nadajecie na tej samej fali hormonów?

                                                    > Obok mojego peceta nie stoi żaden słownik,

                                                    To niedobrze. Niedobrze.

                                                    > są w drugim pokoju.

                                                    No to sobie pobiegasz, hi, hi.

                                                    > Kiedy trzeba, korzystam z nich, ale tu nie musiałem;

                                                    Brawo! Coraz lepiej. Jeszcze miesiąc i do Miliarderów (jeśli jeszcze lecą w
                                                    TV). Nie bądź skromny, Wampir. Nie widziałeś w TV wybitnych intelektualistów?
                                                    Zawsze jak piszą na starej maszynie albo wywiadu udzielają, to znajdują się w
                                                    gabinecie pełnym książek i słowników. Bez kompleksów. Co chcesz sobie
                                                    udowodnić? Że znasz 100 tys. obcych haseł? olneg, nawet Miłosz nie mógł tego
                                                    wiedzieć. jak podrośniesz, to Ci powiem na czym polega studiowanie w wydaniu
                                                    klasycznm. Na razie "spoko". Pobiegaj trochę. Zmęczysz się, będziesz lepiej
                                                    wiedzę chłonął.

                                                    > miło z twojej strony, że się przyznajesz do nieznajomości niektórych
                                                    > wyrazów

                                                    Ja się nie przyznaję, bo nie ma żadnego poczucia winy. Nie wiedziałem tylko, co
                                                    to jest "bolerko". I nie po to kupiłem słowniki, żeby leżały na strychu. A Ty
                                                    po co kupiłeś? Chyba ich nie zjadasz po kawałku? Z tych nerwów. Twoje posty
                                                    zdradzają osobnika strasznie znerwicowanego.

                                                    > Gówno wiesz o wampirach...

                                                    A ty co, nadali ci tytuł honorowego dawcy krwi? Czy komiksy oglądasz w EMPiK-u?
                                                    Zawsze jak wchodzę to młode i stare palanty zajmują wszystkie kanapy i czytają
                                                    sobie obrazki.

                                                    > Bluzgi mozecie sobie darować. Nie są smakowite.

                                                    To Ty bluzgi już żarłeś, Wampirze? Mówię Ci: nie jedz byle czego. Prawdziwy
                                                    Wampir tak nie postępuje. Coś mnie się widzi, że z Ciebie taki Wampir jak z
                                                    Wqurwionego intelektualista.

                                                    > Kończę zatem i życzę więcej samokrytycyzmu.

                                                    A ja nie kończę. Co do autokrytyki, to jestem mały i brzydki. Garbaty. I raczej
                                                    starawy. Nie mam jednej rzepki. I cieszę się z tego bardzo, bo wolę nie mieć
                                                    jednej rzepki, niż jednej klepki. Dla Ciebie brak rzepki byłby prawdziwym
                                                    ciosem, wiesz... jakbyś wtedy ganiał po mieszkanku do tych swoich słowników?

                                                    I tak oto, w tym żartobliwym tonie, kończymy nasze pogawędki literackie. Jak
                                                    dowodzą posty człowiek z wampirami się nie dogada.
                          • Gość: SmokWawelski Re: Miłosz powiedział o Łysiaku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.04, 16:19
                            Gość portalu: Smakosz napisał(a):
                            > Nie będę polemizował, tym bardziej że szerszej widowni "słowa i czyny" Łysiaka
                            > antykomunisty sprzed 1989 roku nie są znane
                            No i mi właśnie o to chodzi, że nie są znane mi i szerszej widowni też nie. Ja
                            naprawdę chętnie je poznam - poważnie. Tylko proszę nie cytuj mi Łysiaka na
                            któryś tam łamach czy jakiegoś wywiadu z nim. Wierzę, że zdanie o sobie jako o
                            anytkomuniście ma jak najlepsze. Ja ciekaw jestem rzeczywistych czynów Łysiaka
                            w PRL-u. Krytyka caratu np. w jego "napoleonikach" czy innych książkach jest
                            bardzo efektowna (dla większości Polaków carat i ZSRR to "ruskie" i fajnie, że
                            ktoś im dowalił) ale ja bym chciał przeczytać nazwisko Łysiaka na jakimś liście
                            protestacyjnym, poznać jego zachowania za "Solidarności" i w czasie stanu
                            wojennego. Z pewnością są różne metody oporu przeciw systemowi - jednak dla
                            mnie bardziej przekonywujący jest model "styropianowy" niż "aluzyjno-
                            alegoryczny" prezentowany przez Łysiaka.

                            >Powiedz jednak, co to ma do rzeczy?

                            No dla mnie ma w tym sensie, że w jego publicystyce właśnie ta autokreacja - w
                            stylu "całe życie walczyłem z komuną" jest najbardziej denerwująca - walczył z
                            komuną to ks. Jerzy Popiełuszko.
                            >Nie zaprzeczysz, że Łysiaka okrzyknięto "grafomanem" i "plagiatorem" w
                            > momencie, w którym zaczął publicystycznie "dowalać" postkomunie, kpiąc z
                            > dwulicowości michnikowszczyków, a przy tym tępiąc hedonistyczny
                            konsumpcjonizm
                            > i ateistyczny liberalizm pewnych kręgów. Innymi słowy, środowisko skupione
                            > mentalnie wokół guru Wyborczej poczęło wieszać psy na twórczości Łysiaka
                            > (wcześniej go chwalili), ponieważ nie mogło darować mu publicystyki
                            > politycznej.
                            Nie wiem czy wcześniej go chwalili bo jak Pamiętasz zapewne "Gazeta Wyborcza"
                            powstała przed tuż przed wyborami '89 i środowisko to miało raczej ograniczoną
                            możliwość wypowiedzi publicznej. Może zacytujesz jakieś pochwały pod adresem
                            Łysiaka? - zaznaczam, że po prostu nie wiem nic o tym i chętnie się dowiem.

                            > A od kiedy Łysiak i tę wplótł w fabułę (vide "Najlepszy"), dla
                            > Adasia i spółki świat się skończył!
                            Wydaje mi się, że mimo całego wytężenia Łysiaka "Adaś i spółka" ma się dobrze.
                            Pozdrawiam.

                            • daro15 Re: Miłosz powiedział o Łysiaku 30.08.04, 19:16
                              Gość portalu: SmokWawelski napisał(a):

                              > Wierzę, że zdanie o sobie jako o anytkomuniście ma jak najlepsze.

                              A Ty jakie masz zdanie o sobie jako o anty-antykomuniście? Też jak najlepsze!
                              Denerwuje mnie ten ton polactwa, które chciałoby widzieć w każdym wybitnym
                              człowieku skromnisia. Bierz przykład z Adasia. Przynajmniej ten nie jest
                              skromny. Łysiak też nie musi. I tak naprawdę nie wiem o co ci chodzi? Co
                              chciałbyś wiedzieć? Czy Łysiak nie brał łapówki, czy nie donosił na kolegów,
                              czy nie bił kobiet, czy psa nie rozjechał na szosie? A jak się okaże, że
                              siedział na styropianie albo ulotki roznosił, to co powiesz? Że był za mało
                              aktywny. Wiesz dobrze panie Smoku Wawelski, a przynajmniej czujesz to
                              intuicyjnie, że czepiasz się dziedziny, w której trudno zebrać materiał
                              dowodowy. Ja też mógłbym zapytać, jakim cudem Adam jeździł w stanie wojennym za
                              granicę, albo dlaczego pozwalano mu w celi na Rakowieckiej pisać, skoro żaden
                              więzień nie miał tego przywileju? Hm? Otóż, jak Bozia da, niedługo pan Kieres,
                              być może skapituluje i pokaże teczkę Łysiaka. Łysiak bardzo chce ją
                              upublicznić. IPN, oczywiście, zwleka. Tylko, że po zapoznaniu się z jej
                              treścią, Ciebie, Smoku, już nie będzie na forum albo staneisz się Dratewką.

                              Nie mogę Ci pomóc, nie jestem kronikarzem, nie mam też znajomości w Bezpiece.
                              Oni powinni mieć dobre dane. Może Adaś zwinął je w 1989 r. z podziemi Bezpieki?
                              Nie wiem. Zwrócić się o to do niego. Dlaczego nie? Ale chyba już nie pamięta,
                              że był tam przez tydzień. Wiem z kilku źródeł, które kiedyś na bieżąco
                              śledziłem, a także z wypowiedzi innych, że u Łysiaka notorycznie spotykali się
                              w stanie wojennym i później ludzie prawicy. Nie tylko, trochę lewaków-
                              opozycjonistów też musiało być, bo dopiero po 1989 r. wyszło, kto jest kto. Nie
                              wiem, co robił w 1986 roku dnia 23 kwietnia o godzinie 11:09. Ja wiem, że Ty
                              chciałbyś, żeby Łysiaka kropnęli jak Popiełuszkę, wtedy postawiłbyś mu pomnik.
                              Jakie szczęście, że jest inaczej. Niestety, Łysiak żyje, wyda niedługo "Rzecz.
                              kłamców" bez pomnika. A co powiesz o elicie żydowskiej, która uciekła przed
                              1939 r. do USA? Czy kwestionujesz wielkość ich osiągnięć, ich moralność? Raczej
                              chwalisz ich pragmnatyzm. Poza tym Napoleon walczący z bagnetem na polu waki,
                              to objaw debilizmu.
                            • Gość: Smakosz Hejka, Panie Smoku IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 30.08.04, 20:06
                              Cześć.
                              Chcesz soku, Smoku?
                              Albo chociaż herbaty sobie zrób.
                              Odpowiedź będzie w punktach.
                              1) Witam w klubie: też chciałbym dowiedzieć się czegoś o działalności
                              politycznej Łysiaka przed 1989 rokiem.
                              2) Jasno wyłożyłeś, co drażni Cię w autokreacyjnych zabiegach Łysiaka. Owszem,
                              to jego publicystyczne „ja” (ja byłem pierwszy, ja mówiłem, ja przestrzegałem,
                              jak dowodziłem... i tak dalej, i tak dalej) również dla mnie bywa dokuczliwe.
                              Ale zapewne znasz powiedzenie, iż wady ludzi wielkich są pociechą głupców? Ja
                              tam Łysiakowi tę autoreklamę będę wybaczał dopóty, dopóki co jakiś czas będę
                              mógł delektować się jego kolejną książką.
                              A propos: swego czasu słyszałem nawet o tak zwanej „hiperbolizacji Łysiaka”,
                              onegdaj zaś na stronie fanów tego pisarza (www.lysiak.chrzanik.com) rozpętała
                              się dyskusja o felerach i zaletach jego twórczości, której fragment Ci
                              przytoczę.
                              „Robert:
                              – Udaje Pan, że nie dostrzega fali zmasowanej autoprezentacji, wypełniającej
                              najnowsze książki Łysiaka. Proszę zerknąć na zdjęcia zamieszczone na stronach
                              Piórem i Mieczem. Łysiak z Papieżem, Łysiak wśród uczonych mężów, Łysiak
                              narodowi, córka Łysiaka, szwagier Łysiaka, ulubiony chomik Łysiaka, dom
                              Łysiaka, książki i obrazy Łysiaka, kolekcja krawatów Łysiaka, zabytkowe buty
                              Łysiaka (które służą mu do dziś). Brakuje tylko nowej, sztucznej szczęki
                              Łysiaka.
                              Andrzej:
                              – Rzeczywiście, brakuje sztucznej szczęki – myślę, odkładając książkę. I
                              szepczę: Panie Boże, dajże i Robertowi poszarpane ego dowartościować, niechże i
                              on napisze kilkanaście książek, niech wyda je w nakładach niebłahych, bym mógł,
                              wieszając wzrok na wizerunkach Roberta, ujrzeć Roberta z Papieżem, Roberta
                              wśród uczonych mężów, córkę Roberta, szwagra Roberta, ulubionego chomika
                              Roberta, dom Roberta, książki i obrazy Roberta, kolekcję krawatów Roberta,
                              zabytkowe buty Roberta (które oby służyły mu jak najdłużej), nową, sztuczną
                              szczękę Roberta oraz d... Roberta, by obnażoną zasłużenie a należycie
                              wybatożyć.”
                              Hi hi hi... Tyle.
                              3) Domagając się cytatów wychwalających Łysiaka, rzuciłeś: „Gazeta Wyborcza
                              powstała przed tuż przed wyborami '89 i środowisko to miało raczej ograniczoną
                              możliwość wypowiedzi publicznej.” Zakładam, że nie napisałeś tego ze złej woli
                              i po prostu nieprecyzyjnie się wyraziłem lub Ty niedokładnie mnie przeczytałeś.
                              Napisałem: „środowisko skupione mentalnie wokół guru Wyborczej”. Nie miałem na
                              myśli samej gazety. Tyle tłumaczenia, teraz eksplikacja.
                              Łysiak „dowalił” postkomunie (dostało się zwłaszcza Michnikowi) na
                              łamach „Lepszego” (książka ukazała się w 1990 roku), potem „Najlepszego”
                              (1992), a od 1993 roku kąsał „czerwonoróżowych” publicystycznie (przeważnie na
                              łamach „Najwyższego Czasu” i „Tygodnika Solidarność”). Nagrabił sobie: jak
                              wcześniej powiedziałem, w momencie, w którym uznał, że przemiany polityczne i
                              ekonomiczne w Polsce opierają się na zagwarantowaniu bezkarności postkomunie, a
                              Wyborcza i dziesiątki innych tytułów mydlą Polakom oczy (przy okazji wywracając
                              na nice tradycyjną etykę chrześcijańską i chrześcijańskie prawo moralne),
                              postanowił powiedzieć to głośno. To, że przeszłość należy rozliczyć. Wtedy
                              (uważaj, teraz będzie skrót myślowy) towarzystwo wzajemnej adoracji skupione
                              mentalnie wokół guru Wyborczej orzekło definitywnie, że Łysiak „stoczył się”
                              jako pisarz i publicysta. Jeśli możesz, sięgnij do „Kto naprawdę rządzi Polską”
                              i „Oskarżam!”, dwóch najmocniejszych chyba tekstów Łysiaka z 1993 roku. Nie
                              będę musiał strzępić klawiatury, a Ty pojmiesz zacietrzewienie
                              michnikowszczyzny (przepraszam za kolejny skrót).
                              4) Piszesz: „Może zacytujesz jakieś pochwały pod adresem Łysiaka? Zaznaczam, że
                              po prostu nie wiem nic o tym i chętnie się dowiem.”
                              Hej, zdecyduj się, co Ty w końcu jesteś, Smok, czy Obibok? Nie przesadzaj.
                              Jeżeli nie chcesz szperać po archiwalnych wydaniach prasy reżimowej
                              („Stolica”, „Życie Warszawy”, „Kultura”, „Perspektywy”, „Panorama
                              Polska”, „Prawo i Życie”, „Słowo Powszechne”, „Sztandar Młodych”), to niech Cię
                              zadowolą fragmenty recenzji z wymienionych wyżej tytułów, umieszczanych przez
                              wydawców na „skrzydełkach” okładek książek takich jak „Szachista”, „MW”
                              czy „Empirowy pasjans”. Bez większego ryzyka popełnienia błędu można
                              powiedzieć, że gdzie byś nie szukał, przed 1990 rokiem negatywnej oceny
                              twórczości Łysiaka nie znajdziesz. I mam na myśli zarówno literaturę piękną,
                              jak i publicystykę. Same pochwały! (Hi, może to tutaj należałoby szukać źródeł
                              późniejszej przesadnej autoreklamy imć Waldemara Łysiaka?)
                              ...Czas na zakończenie, w formie nieco przydługiej pointy (przepraszam za
                              powtórzenia): Łysiaka okrzyknięto „grafomanem” i „plagiatorem” dopiero gdy
                              zaczął publicystycznie „dowalać” postkomunie, kpić z dwulicowości
                              michnikowszczyków oraz tępić hedonistyczny konsumpcjonizm i ateistyczny
                              liberalizm „lewicowych intelektualistów” i „autorytetów moralnych”. Środowisko
                              skupione mentalnie wokół guru Wyborczej poczęło wieszać psy na Łysiaku,
                              ponieważ nie mogło darować mu publicystyki politycznej.
                              Co było do udowodnienia.
                              I w finale: nie daj się omamić, cały czas idzie o to, co Michnik
                              nazwał „nienawiścią”, a Łysiak, Herbert, Trznadel, Kąkolewski i inni –
                              sprawiedliwością. Przede wszystkim o rozliczenie postkomuny. O chrześcijańskie
                              prawo moralne.
                              Pozdrawiam,
                              Smakosz.
                              • Gość: SmokWawelski Re: Hejka, Panie Smoku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.04, 10:50
                                Hejka, Panie Smakoszu!
                                > Albo chociaż herbaty sobie zrób.
                                Bardzo lubię herbatę , dziękuję.
                                > 1) Witam w klubie: też chciałbym dowiedzieć się czegoś o działalności
                                > politycznej Łysiaka przed 1989 rokiem.

                                No to już mamy taki dwuosobowy miniklubik - myślę że znalazłoby się jeszcze
                                wielu innych chętnych

                                > 2) Jasno wyłożyłeś, co drażni Cię w autokreacyjnych zabiegach Łysiaka.
                                >Owszem, to jego publicystyczne „ja” (ja byłem pierwszy, ja mówiłem, ja prze
                                > strzegałem, jak dowodziłem... i tak dalej, i tak dalej) również dla mnie bywa
                                dokuczliwe.

                                To już drugi punkt, w którym się trochę zgadzamy - całkiem nieźle

                                > Napisałem: „środowisko skupione mentalnie wokół guru Wyborczej”.
                                > Hej, zdecyduj się, co Ty w końcu jesteś, Smok, czy Obibok? Nie przesadzaj.
                                > Jeżeli nie chcesz szperać po archiwalnych wydaniach prasy reżimowej
                                > („Stolica”, „Życie Warszawy”, „Kultura”, &#
                                > 8222;Perspektywy”, „Panorama
                                > Polska”, „Prawo i Życie”, „Słowo Powszechne”, 
                                > 222;Sztandar Młodych”), to niech Cię
                                > zadowolą fragmenty recenzji z wymienionych wyżej tytułów, umieszczanych przez
                                > wydawców na „skrzydełkach” okładek książek takich jak „Szachi
                                > sta”, „MW” czy „Empirowy pasjans”. Bez większego ryzyka popełnienia błędu możn
                                > a powiedzieć, że gdzie byś nie szukał, przed 1990 rokiem negatywnej oceny
                                > twórczości Łysiaka nie znajdziesz.

                                Stosujesz bardzo sprytny zabieg używając pojęcia "środowisko skupione mentalnie
                                wokół guru Wyborczej" - bo tak naprawdę kto to jest? - bardzo łatwo przypisać
                                do niego kogokolwiek jeśli tylko jego poglądy są inne od "środowiska skupionego
                                wokół Łysiaka" - wystarczy, że opublikował coś kiedyś na łamach "GW". Rozumiem
                                sens stosowania skrótów myślowych (czasami) ale zrównywanie "GW" z wymienianą
                                przez Ciebie prasą reżimową to moim zdaniem duże nadużycie. Jednym słowem nadal
                                Twoja teza, że Łysiak został zaatakowany jako "grafoman i plagiator" (z czym
                                się nie zgadzam) dopiero po ataku na "michnikowszczyznę" (Michnik, Kuroń,
                                Geremek ale i Mazowiecki, Wielowiejski a pewnie i ś.p. Turowicz, ks. Boniecki -
                                trzebaby to pojęcie może jednak doprecyzować?)nie została przekonująco dla mnie
                                dowiedziona. Owszem pamiętam jeden artykuł w "GW" - ten o rzekomym plagiacie -
                                słynne już zanagramowanie Kornela Makuszyńskiego - ale to trochę mało żeby
                                nazwać to jakimś zmasowanym atakiem.

                                > Wyborcza i dziesiątki innych tytułów mydlą Polakom oczy (przy okazji
                                wywracając na nice tradycyjną etykę chrześcijańską i chrześcijańskie prawo
                                moralne),

                                Nie widzę żadnego powodu dla którego Łysiak miałby decydować kto postępuje wg
                                etyki chrześcijańskiej a kto nie (mówimy o osobie, która swoich adwersarzy
                                politycznych zwykła nazywać "czerwono-różowymi gnidami" a i tak nie jest to
                                najobraźliwsze określenie używane przez Łysiaka). Pozdrawiam.

                                PS. Poziom dyskusji prezentowany przez forumowicza o nicku Daro15 zarówno w
                                stosunku do mnie jak i innych (pedofilia itp.) jest na tyle żenujący,że nie
                                zamierzam odpowiadać.



                                • daro15 Niepotrzebne deklaracje Smoka Wawelskiego 31.08.04, 18:42
                                  Gość portalu: SmokWawelski napisał(a):

                                  > PS. Poziom dyskusji prezentowany przez forumowicza o nicku Daro15 zarówno w
                                  > stosunku do mnie jak i innych (pedofilia itp.) jest na tyle żenujący,że nie
                                  > zamierzam odpowiadać.

                                  To po prostu nie odpowiadaj i nie pisz o tym. Po co te tłumaczenia,
                                  wyjaśnienia, deklaracje. Czy ja tłumaczę, dlaczego nie chcę z Tobą dyskutować?
                                  Po prostu nie dyskutuję i już. Ale chętnie zerknę na Twoje ze Smakoszem
                                  dyskusje, chociaż nie spodziewam się po nich niczego dobrego. Czas pokaże i
                                  wtedy zbaczymy... Powodzenia, panie kolego.
                                • Gość: Smakosz Smoku, jak tam u Ciebie z dziewicami? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 31.08.04, 20:15
                                  No to jeszcze raz, Panie Smoku Szanowny: hejeczka.
                                  A może nawet dzień dobry? (Właściwie o tej porze powinniśmy już zyskać
                                  pewność.)
                                  Tak między nami: jak tam dziewice?
                                  Tak... Co to robi się zwykle w towarzystwie dobrej (by nie rzec: smakowitej)
                                  herbaty? Otóż zwykle wraca się do tematu raz jeszcze. Tak i uczynię, prosząc
                                  przy tym o wybaczenie powtórek. Zarazem najuprzejmiej wnoszę
                                  o "rewypunktowanie" moich uwag w odpowiedzi (w ten prosty sposób żaden z
                                  argumentów nam nie umknie, a i potencjalna riposta zadźwięczy efektywniej).
                                  Ad rem.
                                  Powiadasz, że nie udowodniłem "przekonująco dla Ciebie" tezy o przyczynach
                                  ataku na Łysiaka. Trudno to skomentować, bowiem w moim odczuciu wytknąłem je aż
                                  nadto wyraźnie, a samo twierdzenie oparłem na dwóch solidnych nogach i jednej
                                  drobnej podpórce w postaci laski z gałką ozdobną przecudnej urody.
                                  1) Noga prawa: "Gdzie byś nie szukał, przed 1990 rokiem negatywnej oceny
                                  twórczości Łysiaka nie znajdziesz. I mam na myśli zarówno literaturę piękną,
                                  jak i publicystykę. Same pochwały!"
                                  2) Za lewą nogę robiło przytoczenie zastanawiającej
                                  zbieżności: "Łysiak "dowalił" postkomunie (...) na łamach "Lepszego" (...),
                                  potem "Najlepszego" (1992), a od 1993 roku kąsał "czerwonoróżowych"
                                  publicystycznie (...) Wtedy towarzystwo wzajemnej adoracji skupione mentalnie
                                  wokół guru Wyborczej orzekło definitywnie, że Łysiak "stoczył się" jako pisarz
                                  i publicysta."
                                  Dla większej jasności skróciłem zdanie. Co tu jeszcze należy dorysować, byś je
                                  zrozumiał? Może to: w pierwszej połowie dekady lat 90. atakowano Łysiaka między
                                  innymi na łamach Polityki, Angory, Wprost, Wiadomości Kulturalnych, Życia
                                  Warszawy... W tej chwili nie mogę tego zweryfikować, ale sam Łysiak podaje, że
                                  w 1994 roku "Polityka" "wieszała na nim psy" kilkanaście razy. Natomiast
                                  pozytywne recenzje zbierał w Tygodniku Solidarność i Najwyższym Czasie.
                                  Przyznaj, zadziwiający przypadek. Przypadek?
                                  3) W ramach laski z gałką przecudnej urody posłużyłem się prośbą: "Jeśli
                                  możesz, sięgnij do "Kto naprawdę rządzi Polską" i "Oskarżam!", dwóch
                                  najmocniejszych chyba tekstów Łysiaka z 1993 roku. Nie będę musiał strzępić
                                  klawiatury, a Ty pojmiesz zacietrzewienie michnikowszczyzny."
                                  Idąc za przeczuciem powiem, że chyba jednak nie znasz tych tekstów. Bo jeśli
                                  znasz, to chyba nie zamierzasz bronić stanowiska, że "michnikowszczków" one nie
                                  obeszły?
                                  4) Mnie by obeszły. Skosztuj, Smoku, równie krwistego befsztyku z "Gazety
                                  Polskiej" (z czerwca 1994 roku):
                                  "Michnik, ze swoim kultem kłamstwa, szachrajstwa, kuglarstwa politycznego i
                                  etycznego, gangrenuje opinię publiczną i w ten sposób tworzy sprzyjające
                                  zaplecze elekcyjne dla wilczego dołu, do którego Polska jest spychana przez
                                  czerwone i różowe złodziejskie elity. Bezkarność tego człowieka, który rutynowo
                                  depcze wszelkie polskie relikwie..."
                                  - i tak dalej, i tak dalej, w podobnym tonie. Na ostro. Publicystyczny Łysiak
                                  nie ma w zwyczaju, przepraszam za kolokwializm, "obcyndalać się". Rżnie do
                                  kości. Przy tym krzyczy. Ale krzyczy prawdę. Na miejscu Michnika za wszelką
                                  cenę usiłowałbym zdezawuować "gada". A w razie co, zapomnieć faceta na śmierć.
                                  5) Wybacz, nie mogę się powstrzymać:
                                  "Walczę z Michnikiem od kilku lat. Dokładnie od chwili, kiedy jako poseł wszedł
                                  na trybunę sejmową i gwałtownie zrugał tych posłów, którzy wysunęli żądanie,
                                  aby czerwonym złodziejom (PZPR i OPZZ) zabrać majątek, to jest pozbawić
                                  złodziei mienia kradzionego. (...) Czuję do niego tylko pogardę i obrzydzenie.
                                  Cóż bowiem innego, jak wstręt, można czuć do byłego "dysydenta", który kumpluje
                                  się z Urbanem i Kiszczakiem, chla bruderszaftowe wino z Jaruzelskim i
                                  Kwaśniewskim, toczy rozpaczliwą walkę przeciw lustracji (a więc przeciw
                                  deagenturyzacji Rzeczypospolitej), ogłupia i deprawuje Polaków apologią
                                  relatywizmu moralnego, leseferyzmu, permisywizmu, etc., przez całe lata trzyma
                                  nad komuną ochronny parasol i staje się heroldem-symbolem tej różowej koterii
                                  UD-eckiej, co doprowadziła Polskę do obecnego stanu, stanu zawałowego pod
                                  względem ekonomicznynm i etycznym?"
                                  To smaczek z tego samego, 1994 roku. A co, Smoku, może nieprawda?
                                  6) I mogę teraz wyłożyć akuratnie, co rozumiem przez "towarzystwo wzajemnej
                                  adoracji skupione mentalnie wokół guru Wyborczej". Absolutnie nie trzeba do
                                  tego publikacji na łamach ww. tytułu. Tym bardziej nie zrównywałem Gazety
                                  Wyborczej z tytułami prasowymi ukazującymi się za komuny, z Twojej strony była
                                  to złośliwa nadinterpretacja. "Towarzystwo wzajemnej adoracji skupione
                                  mentalnie wokół guru Wyborczej" to nic innego jak "różowa koteria, która
                                  doprowadziła Polskę do obecnego stanu". "Michnik" to jedynie personifikacja tej
                                  upiornej kamaryli. Stąd "michnikowszczycy" i "michnikowszczyzna".
                                  7) "Ponieważ firma Michnik i spółka z miejsca wszczęła agresywną kampanię na
                                  rzecz abolicji czerwonych zbrodniarzy, uprawomocnienia komunistycznych
                                  dygnitarzy i deifikowania różowych luminarzy - ja wszcząłem bój publicystyczny
                                  przeciwko tym zboczeniom i błyskawicznie dostałem od różowo-czerwonej ferajny
                                  wyrok śmierci medialnej" - pisze Łysiak, przytaczając przykłady fałszowania
                                  list bestsellerów (także tych publikowanych w Wyborczej).
                                  8) Łysiak utrzymuje, że "sztuczkom z listami bestsellerów towarzyszą selekcje
                                  leksykograficzne". Mówi nieprawdę? Zajrzyj, Smoku, do któregoś ze słowników
                                  literatury polskiej. Na przykład "Słownika literatury polskiej XX wieku"
                                  (Ossolineum 1992). Weź do ręki "Literaturę polską 1939-1991". Albo pozycję
                                  zatytułowaną "Polscy pisarze współcześni 1939-1991". Spróbuj odszukać tam
                                  biogram Waldemara Łysiaka. (A ku ku! To Ci historia, nieprawdaż?)
                                  9) Żebyś nie skarżył, że ja tylko samym Łysiakem do upadłego epatuję.
                                  Opinia Józefa Dutkiewicza z "Gwiazdy Polarnej" (USA, 1995): "Ponieważ Łysiak
                                  upiera się przy tradycyjnych wartościach moralnych i cywilizacyjnych, wyraźnie
                                  rozdzielając dobro od zła - cichcem urabia się mu opinię oszołoma, zaś
                                  oficjalnie przemilcza się jego nazwisko."
                                  Andrzej Zięba w "Najwyższym Czasie!" (1994): "Łysiak raczył zezować w inną
                                  stronę niż lewica, więc musiał za to oberwać."
                                  Bolesław Zaremba w "Myśli Polskiej" (1997): "Wokół osoby Łysiaka panuje zmowa
                                  milczenia, głównie w mediach lewicowo-liberalnych. Czy przyczyn tego stanu
                                  rzeczy należy szukać w jego jednoznacznej postawie politycznej?"
                                  10) Przy okazji: chętnie dowiem się, Smoku, za co i w jaki sposób atakowano
                                  Łysiaka, skoro raczyłeś stwierdzić, że ani za "grafomaństwo", ani
                                  za "plagiatorstwo"? I od kiedy należałoby datować owe ataki, skoro utrzymujesz,
                                  że nie "dopiero po ataku na michnikowszyznę"? Ostatecznie Michnik zarzucił
                                  Łysiakowi grafomaństwo expressis verbis - w wywiadzie dla Wprost (rozmowa z
                                  Moniką Olejnik w roku 1993 lub na początku 1994).
                                  11) Przykro mi, jeszcze jedna powtórka pod Twoim adresem: "...Teraz widzę, że
                                  mogłem wyłożyć to prościej: jak sam zauważyłeś (wymieniając kilka tytułów
                                  książek Łysiaka), na początku lat 80. "książki te były wydawane, bo po prostu
                                  nie były groźne dla systemu". Bingo, Kolego! Teraz wystarczy odpowiedzieć sobie
                                  na pytanie, komu zagroziły te późniejsze, dlaczego tak rozwścieczyły
                                  środowisko "moralnych autorytetów" - i jesteśmy w domu."
                                  12) Oczywiście możesz twierdzić, że WŁ stracił poziom, wypalił się, zszedł na
                                  psy czy publicystyczne manowce (albo że wena go opuściła), właśnie po
                                  zaatakowaniu "TWASMWGW" ("towarzystwa wzajemnej adoracji..." itd.). Ale w takim
                                  razie to Ty powinieneś ów osąd należycie podżyrować.
                                  13) Napisałem: "W momencie, w którym [Łysiak] uznał, że przemiany polityczne i
                                  ekonomiczne w Polsce opierają się na zagwarantowaniu bezkarności postkomunie, a
                                  Wyborcza i dziesiątki innych tytułów mydlą Polakom oczy (przy okazji wywracając
                                  na nice tradycyjną etykę chrześcijańską i chrześcijańskie prawo moralne),
                                  postanowił powiedzieć to głośno".
                                  Twój komentarz brzmiał: "Nie widzę żadnego powodu dla któreg
                                  • Gość: Smakosz ...i dokończenie. IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 31.08.04, 20:21
                                    Twój komentarz brzmiał: "Nie widzę żadnego powodu dla którego Łysiak miałby
                                    decydować kto postępuje wg etyki chrześcijańskiej a kto nie".
                                    Nie pojmuję intencji zawartej w powyższej frazie. Czy muszę być artystą
                                    malarzem, żeby o czarnym powiedzieć, że jest czarne? Twoim zdaniem kto niby
                                    miałby o tym decydować?
                                    14) Będzie dość. Zaparzając kolejną porcję (zielonej) pozdrawiam,
                                    a pozdrawiając pozostaję z uśmiechem,
                                    Smakosz.
                                    PS. 15) Pichcąc niniejszy post trafiłem na kwiatek a propos "działalność
                                    polityczna Łysiaka przed 1989 rokiem". Nie pamiętałem, że Łysiak był "mężem
                                    zaufania" oskarżonych w procesie Rady Politycznej Konfederacji Polski
                                    Niepodległej (w 1982 roku). Jak to dobrze, że skleroza nie boli. Wszelako
                                    niesie to ze sobą pewne konsekwencje "w tym temacie", nieprawdaż, Smoku?
                                    • stooper Re: ...i dokończenie. 01.09.04, 06:59
                                      Czesto spotykam na forum, ataki na "Stulecie klamcow". Chcialbym zapytac Smoka
                                      Wawelskiego o kwestie ataku NATO na Jugoslawie? Czy w/w sprawie opinia Lysiaka
                                      rowniez Cie nie przekonuje? Czesc o Serbii byla bogata w cytaty z podaniem
                                      zrodla. Jesli uwazasz, ze "nie", chetnie poznam argumenty (w tym takze oparte
                                      na danych zrodlowych). Przede wszystkim interesuje mnie, czy Lysiak ma prawo
                                      rozprawiac w kwestii serbskiej jako Polak? Uscisle. Czy Lysiak musi byc Serbem,
                                      Albanczykiem albo zolnierzem NATO, zeby zabierac glos w tej sprawie. Jesli sie
                                      nie myli, to czy ma prawo mowic prawde? Moim zdaniem moralnosc nie zna granic i
                                      nie ma profesji.
                                      • daro15 Koniec dyskusji 03.09.04, 09:37
                                        I niestety, dyskusja, jak przewidywałem, stanęła w miejscu wobec konkretnych
                                        pytań i faktów. W ten sposób wyjaśniło się, po co powstał ten wątek. Chyba nie
                                        muszę wyjaśniać.
                                        • Gość: Kazek Re: Koniec dyskusji IP: *.p-s-inter.net 03.09.04, 17:07
                                          Daro, nie dodawaj sobie... nie łudź się. Ja czasem tu nadal zaglądam, ale
                                          odpisywać po prostu mi się już nie chce...
                                          Wielokrotnie próbowałem odpowiadać na Twoje pytania, czego zazwyczaj nie
                                          raczyłeś nawet przeczytać, i nawet się do tego wprost przyznałeś! Gdy nie
                                          miałeś kontrargumentów, uderzałeś w inwektywy, ew. w twierdzenia, że chodziło
                                          Ci o coś innego, zupełnie jak prezydent Wałęsa, on też zawsze chciał dobrze,
                                          tylko nikt go nie rozumiał. Dyskusję pojmujesz tylko jako rozmowę z osobami,
                                          które myślą tak samo, jak Ty. Skrajnym brakiem kultury pokrywałeś to, że
                                          czasami po prostu nie znałeś odpowiedzi. No więc nie dziw, się, że w końcu
                                          nikomu się nie chciało...
                                          Ja już dawno zorientowałem się, że Tobie faktycznie daleko do klimatów
                                          radiomaryjnych, a bliżej do JKM. Ty i Smakosz piszecie po prostu jego językiem.
                                          I w tym momencie trudno się dziwić, że ten poniekąd inteligentny facet od tylu
                                          lat jest tylko częścią politycznego folkloru. I trudno się też dziwić, że nikt
                                          nie podejmuje dyskusji z Wami.
                                          Nie chodzi bowiem o to, że uczestnicy dyskusji nie potrafią odpowiadać na Wasze
                                          pytania. Tu się pojawia wiele osób o sporej wiedzy. Tylko co to za przyjemność?
                                          • stooper Re: Koniec dyskusji 04.09.04, 05:26
                                            Laskawy Pan Kazek raczyl odpowiedziec kilkunastoma zdaniami, nie dotykajac
                                            absolutnie problemu, stosujac te same triki, ktore razily mnie od poczatku.
                                            Wodolejstwo, uniki i niezdrowe zacietrzezwienie. Chodzi mi o to, ze to wlasnie
                                            Pan najbardziej ze wszystkich unika odpowiedzi. Nie dowiedzialem sie od Pana
                                            niczego sensownego, oprocz Panskiej emocjonalnej oceny zjawiska. Ostatnie listy
                                            sugerowaly dyskusje, nawet pozwolilem sie do niej wtracic. Niestety
                                            przeliczylem sie. Juz kilkakrotnie padaly tu konkretne pytania i brak
                                            odpowiedzi. Przeliczylem sie. W zwiazku z tym nie zagladam wiecej do tego
                                            watku. I nie jest to zasluga wspomnianych przez Pana oponentow, lecz Pana
                                            wlasna. Krytyke najlepiej zaczac od siebie. Laskawy Pan wciaz miota sie w
                                            okolicach prawdy. Raz Pan nazywa swoich oponentow sluchaczami Radia Maryja, a
                                            nastepnie umiejscawia ich na drugim biegunie zycia politycznego. Te skrajnosc
                                            wypada uznac za przejaw niedojrzalosci. I bedzie to chyba najbardziej delikatna
                                            diagnoza.
                                            • Gość: Kazek Re: Koniec dyskusji IP: *.p-s-inter.net 05.09.04, 11:21
                                              No i cóć, Panie, widać, jak niedokładnie czytasz. Właśnie na początku starałem
                                              się odpowiadać Darowi rzetelnie na jego pytania (nie było łatwo, bo chaos tam
                                              był straszliwy). A w ostatnich postach to już mi się własnie nie chciało.
                                              Dlatego już tak rzadko tu sie pojawiam.
                                          • daro15 Re: Koniec dyskusji 04.09.04, 08:14
                                            Odpowiadam Kazkowi:

                                            Kazek, nie dodawaj sobie... nie łudź się. Ja czasem tu nadal zaglądam, ale
                                            odpisywać po prostu mi się już nie chce... Wielokrotnie próbowałem odpowiadać
                                            na Twoje pytania, czego zazwyczaj nie raczyłeś nawet przeczytać, i nawet się do
                                            tego wprost przyznałeś! Gdy nie miałeś kontrargumentów, uderzałeś w inwektywy,
                                            ew. w twierdzenia, że chodziło Ci o coś innego, zupełnie jak prezydent Wałęsa,
                                            on też zawsze chciał dobrze, tylko nikt go nie rozumiał...

                                            Nawet ładnie mi ta odpowiedzieć wyszła. Jak taki gigant myśli ludzkiej,
                                            ynteligent z blokowiska z recesywnym genem, przenikliwy polemista, erudyta i
                                            znawca tematów wszelakich, co to kulturę niekoniecznie łyżką kuszał, jakim jest
                                            Kazek, odpowiada, to trzeba mieć równie przenikliwą, ynteligentną i adekwatną
                                            do każdej okoliczności odpowiedź. Ta moja dzisiejsza jest przenikliwa jak myśl
                                            prawdziwego socaldemokraty. Musi być, bo zdradza ona dodatkowo geniusza. Co z
                                            tego, że geniusza Niczego. Czy to nie Ty pisałeś przemówienia dawnym kacykom?
                                            Oni też dysponowali bankiem fraz i tylko zmieniali ich kolejność. Jak w tym
                                            skeczu Tyma - na każdy wpis do książki życzeń i zażaleń, sklep miał jedną
                                            odpowiedź.

                                            Kazek, obiecałeś nie zaglądać tutaj, dotrzymaj słowa. Nie bierz ze mnie
                                            przykładu. A tak w ogóle to o co Ci chodzi? Jeśli JKM jest folklorem, to co
                                            sądzisz o republikanach amerykańskich, na którym JKM się wzoruje? Czy to jest
                                            folklor? Partia, która zbudowała zachodnią demokrację?!?!?! Hi hi. Poza tym,
                                            demokracja w większości krajów afrykańskich też jest folklorem, a w naszym
                                            nadwiślańskim buszu idee konserwatywno-liberalne nie maja poparcia, bo rządzi
                                            oligarchia, której polactwo jest niewolnikiem. Wielokrotnie zabierassz głos w
                                            sprawach, na których się nie znasz, a wtórują Ci apologeci poprawności
                                            politycznej, zaślepieni wyższością Święta 1 Maja nad 3-tego. Niewolnicy.
                                            Obawiam się, że Twoje zaplecze intelektualne odpowie za Ciebie, bo Ty zaczniesz
                                            tradycyjnie słowami: "Daro, nie dodawaj sobie... nie łudź się. Ja czasem tu
                                            nadal zaglądam, ale odpisywać po prostu mi się już nie chce..." A ja Ci
                                            odpowiem: "Kazek, nie dodawaj sobie... nie łudź się".

                                            Po co, o Marksie świetlisty, odpisałeś? Przecież Ci się nie chce? Czy to nie
                                            jest wałęsowe: "nie chcem, ale muszem"? Hi hi.
                                            • Gość: Kazek Re: Koniec dyskusji IP: *.p-s-inter.net 05.09.04, 11:26
                                              Nie, po prostu trochę mnię bawisz swoim zacietrzewieniem ;-))
                                              Inwektywy u mnie? Przeciez sam, przyznałeś, że nie czytałes moich postów. Za to
                                              ja czytuję Twoje.
                                              Chętnie bym z Tobą podyskutował i o JKM, i o amerykanskich republikanach (jak
                                              sie pewnie domyślasz, zdanie mam jak najgorsze. Jest tylko jeden problem - Ty
                                              nie umiesz dyskutować. Pa pa.
                                              • fabianstory Re: Koniec dyskusji 05.09.04, 13:13
                                                Powiadasz, że przednie się bawisz czyimś zacietrzeźwieniem - a ja jestem
                                                przerażony twoim. Inwektywy pod adresem nie tylko Łysiaka - to u Ciebie
                                                praktycznie norma. Dyskusja o republikanach nie ma sensu z kimś nakręconym w
                                                lewą stronę. To czysta strata czasu. Uważam - że to dzięki tobie wątek jest tak
                                                pojemny, niestety skutecznie spychałeś dyskusję w kierunku mielizny
                                                intelektualnej.
                                                • Gość: Kazek Re: Koniec dyskusji IP: *.p-s-inter.net 05.09.04, 15:45
                                                  Inwektywy u mnie? zacytuj, proszę...
                                                  Może ja zacytuję inwektywy daro? Ale to byłby najdłuższy post świata...
                                                  Nie jestem "nakręcony na lewo".
                                                  • daro15 Niektóre cytaty 05.09.04, 16:54
                                                    Nie czekając na odpowiedzi forumowiczów, wychodzę naprzeciw Kazka oczekiwaniom.
                                                    Kilka cytatów, które tak bardzo pragnie, a których stosowanie tak mi zarzucał
                                                    (i Smakoszowi).

                                                    Oto próbka jego polemiki: "W pewnym momencie stało się to zwyczajną grafomanią
                                                    na dodatek podlaną jakimś dziwnym narodoworadykalnym sosem". Czy to jest
                                                    precyzyjna wypowiedź? Dalej wyrażasz obawy i żal: "...obawiam się, że Twoje
                                                    widzenie rzeczywistości musi być mocno jednostronne i pewnie i tak nici z
                                                    jakiejkolwiek sympatycznej rozmowy". Sęk w tym, że to nie parada miłosći, a
                                                    forum dyskusyjne. Dalej Twoja opinia na temat socjalizmu: "Bo widzisz,
                                                    socjalizm to nie jest choroba, tylko pogląd społeczny, polityczny, może
                                                    ideologia". Otóż, widzę, że nie. I tym się różnimy. Pytam się, czy nazizm można
                                                    uznać za chorobliwą ideologię? Jeśli tak, to droga od socjalizmu do
                                                    nacjonalizmu jest krótka i zajęła A. Hitlerowi kilkanaście lat. Leninowi nawet
                                                    krócej. Dalej ganisz: "Jeżeli jakiś pogląd nie zgadza się z Twoim myśleniem, to
                                                    jest chorobą". Tak sobie powiedziałeś i już sprawę załatwiłeś?. Ja po prostu
                                                    uważam, że socjalizm jest chorobą (chorą ideologią), tak jak wegetarianizm,
                                                    geocentryzm, daltonizm, ale już nie buddyzm, pedagogika czy rekreacja.
                                                    Oczywiście, każda z tych teorii, praktyk, pogladów może być chora, ale z
                                                    chorobami można żyć, nie wolno ich tylko wynosić na piedestał. Po prostu
                                                    socjalizm przeczy prawom naturalnym. Koniec kropka. Dalej przyznajesz się: "Po
                                                    prostu na tym forum sobie lubię podyskutować świadom swej ignorancji, całkiem
                                                    często czerpie stąd „szybkie” informacje (ale nie z takich postów jak Twój, bo
                                                    u Ciebie ich nie ma, jest tylko dość typowy, niestety, dla osób o (chyba dobrze
                                                    zgadłem?) prawicowym nastawieniu zwyczaj rzucania inwektywami. Swoją drogą
                                                    byłoby ciekawym pytaniem dla jakiegoś psychologa – jak to się dzieję, że osoby
                                                    o tego rodzaju poglądach są tak aroganckie – a że tak jest, wystarczy przejrzeć
                                                    jakiekolwiek forum tutaj". Bez komentarza. Dużo słów, które brzmią jak
                                                    inwektywa. Dzisiaj - psycholog, a jutro? Krematorium?

                                                    Co jeszcze? Próżno znaleźć argumenty, cały czas tłumaczysz się: "Nigdzie nie
                                                    napisałem [„grafomanski” bo „narodoworadylalny”], tylko [„grafomański”
                                                    i „narodoworadylalny”]. Duża różnica. Oczywiście stopień grafomanii nie zależy
                                                    od poglądów politycznych autora i wśród pisarzy lewicujących tez grafomanów nie
                                                    brak. Mnie tak czy owak razi właśnie to podciąganie kwestii ideolo do
                                                    literatury. A ta jest po prostu dobra albo zła. Z drugiej strony nic nie
                                                    poradzę na to, że wśród zdeklarowanych prawicowców tak rzadko rodzi się wybitna
                                                    literatura. Może po prostu nadmiar ideolo i zbytnia
                                                    pewność siebie nie służą literackiej klasie". To tylko twoja opinia!!! Na jej
                                                    podstawie chcesz później wysyłać ludzi do psychiatryka? Czytałeś powieść
                                                    Michalskiego? Cały szkopuł w tym, że znasz jednego Michalskiego, więc dyskusja
                                                    z Tobą jest bez sensu. Polecam Mackiewicza albo "Moralność kapitalizmu",
                                                    może "Polactwo" (to o takich jak Ty) czy JKM "Naprawić polskę" i "Dekadencję".
                                                    Jest jeszcze Michalkiewicz. To tylko 5% wartych grzechu książek, dalej nie
                                                    wymieniam, bo to nie ma sensu. Dla ciebie Prawica to zło i nie masz argumentów.
                                                    Ty po prostu jesteś ksenofob. Nie usłyszałem żadnego argumentu, że socjalizm
                                                    jestlepszy od kapitalizmu. Żadnego!!! Nawet kretyńskiego.

                                                    Co dalej argumentujesz? Nic. Piszesz: "...jak napiszę, że jest ona nieporadna,
                                                    to mnie wyzwiesz od stalinowców?" Nie! Ja nie dlatego nazywam Cię neomarskistą,
                                                    że nazwałeś Łysiaka tak czy siak, ale dlatego, że masz poglądy skazone genem
                                                    bolszewickim, o czym dobitnie świadczy fakt udzielenia pomocy komunistom
                                                    chilijskim; równie dobrze mógłbyś pomagać Waffen-SS. Nie wykluczam pomocy
                                                    wrogowi, oczywiście, w pewnych szczgólnych okolicznościach, ale Ty deklarowałeś
                                                    tak gorąco i ochoczo...

                                                    Kolejny cytat: "... natomiast definicja grafomanii to faktycznie rzecz
                                                    skomplikowana i nadająca się raczej do poważnego opracowania a nie na forum
                                                    dyskusyjne, kto by chciał tutaj to czytać? Na pewno grafomanią jest przerost
                                                    emocjonalizmu w stosunku do prezentowanej treści". Twoje emocje sięgają zenitu,
                                                    że nie reagujesz na argumenty, które Łysiak prezentuje. Nie ważne już, czy je
                                                    akceptujesz, ważne, że ich nie bierzesz pod uwagę. Załatwiasz to jednym słowem -
                                                    emocja. Ale nie podjąłeś ze Smakoszem walki na argumenty, stchórzyłeś.


                                                    Co o mnie napisałeś? Nie podaję tych wszyskich "dresów", "debili" i "kiboli",
                                                    którymi mnie zarzuciłeś jako pierwszy. Piszesz: "Ty zapewne przed oddaniem krwi
                                                    zapytałbyś o narodowość i sympatie polityczne. Mam nadzieje, że się mylę..."
                                                    Masz rację, mylisz się, jak zwykle.


                                                    I dalej: "Z tymi żonami, aborcją (ustawa jest zbyt restrykcyjna, jeśli chcesz
                                                    wiedzieć), to wybacz, ale w twoim poście jest już bełkot nie na temat... uff,
                                                    ale się rozpisałem, przepraszam". Nieszkodzi. I znowu ten "bełtkot". Słowo-
                                                    klucz. Dlaczego "bełkot"? Tego się nie dowiedziałem, pewnie dlatego, że
                                                    prawicowy!

                                                    Teraz przybierasz pozę autorytetu: "No, ponieważ pierwszy raz napisałeś jak
                                                    człowiek, to może jest sens odpowiedzieć". Sam ustalasz reguły gry? Jak
                                                    człowiek?! Co to znaczy? Kto to jest? Taki jak Ty? Czyżbym nie był człowiekiem,
                                                    nawet będąc słuchaczem Radia Maryi albo TOK FM? Kim Ty jesteś, na boga?
                                                    Demiurgiem? Walisz: "Dotychczas pisałeś niestety na poziomie dresa...". A czy
                                                    dres w ogóle umie pisać? Rozmawiasz z nimi? Dalej: "... niedawno u mnie na
                                                    osiedlu pędząc między blokami 30-letnią bmką też krzyczał o "ynteligencji",
                                                    zupełnie takim samym językiem jak Ty". Ale co konkretnie? O republikanach? O
                                                    JKM? O moralności kapitalizmu? O wyższości ekonomii Hayeka, von Missesa nad
                                                    Keynesem? Czy o Samoobronie i szlachcie-gołocie? Bądź precyzyjny. No i teraz
                                                    Twoje ulubione chwyty: "Ale tym razem, aczkolwiek tradycyjnie piszesz brednie
                                                    straszliwe, to przynajmniej jest w Twojej wypowiedzi cokolwiek poza prymitywną
                                                    agresją, więc doceniając postępy, jakie robisz i licząc na dalsze, kilka słów
                                                    ode mnie". Gdybym miał kiedykolwiek wskazać, co to jest bełkot, bez
                                                    argumentowania, wskazałbym powyższe zdanko. Czy muszę je komentować? Zaczęło
                                                    się od tego, że socjalizm to choroba i potem już lecą pod moim adresem "dresy"
                                                    i "bełkoty". Bez szczypty argumentacji.

                                                    Dalsze próbki: "Myslę, że Twój atak na mnie wypływał tylko i wyłacznie z braku
                                                    kultury...", "to nie jest kwestia poglądów, tylko człowieczeństwa...". Ufff...
                                                    Wielkie słowa! Na koniec już coś wesołego: "Myślę, że w oczy nie powiedziałbyś
                                                    mi nawet 1/10 tych wszystkich bzdur. Twój kumpel też nie. Ponieważ tak samo,
                                                    jak nie znacie moich poglądów (a tylko Wam sie wydaje), tak i nie znacie mojej
                                                    postury".

                                                    Powiem szczerze, Kazek, że to był w końcu JAKIŚ ARGUMENT.

                                                • Gość: Kazek Re: Koniec dyskusji IP: *.p-s-inter.net 05.09.04, 15:51
                                                  PS. Zapomniałem wyjaśnić - to faktycznie brzmi źle, że napisałem, iż bawię się
                                                  czyimś zacietrzewieniem. Przepraszam. Aczkolwiek napisałem "trochę", a
                                                  nie "przednio".
                                                  Proponuje Ci spojrzeć na pierwsze posty w tej dyskusji. Ja zresztą wróciłem tu
                                                  tylko po to, by uśiadomić Daro, że milczenie z tej strony to nie brak
                                                  argumentów, tylko po prostu niechęć. Dyskusji już nie próbuje podejmować.
                                              • daro15 Re: Koniec dyskusji 05.09.04, 15:23
                                                Pa pa! I śpiewamy: "Wyklęty, powstań ludu ziemi, powstańcie, których dręczy
                                                głód..."
                                                • Gość: Kazek Re: Koniec dyskusji IP: *.p-s-inter.net 05.09.04, 15:47
                                                  No widzisz, Daro? Własnie o tym mówię :-)).
                                    • Gość: Smakosz Smoku, Dratewkę spotkałeś czy co? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 05.09.04, 11:07
                                      Smoku, krakowskiego szewczyka spotkałeś, a może zachodzi proces myślenia? Daj
                                      znać, że nie uciekłeś gdzie pieprz rośnie!
                                      Smakosz.
                                      • daro15 Oj, naiwny, naiwny, naiwny... 05.09.04, 15:32
                                        Oj, Smakosz, Smakosz... sięgnąłeś po argumenty, więc zapomnij o dyskusji.
                                        Przecież tu nie chodziło o obiektywizm, o Łysiaka i tym podobne. Wątek został
                                        tak sformułowany, żeby dokopać miu i trochę ta hucpa wymknęła się spod
                                        kontroli. Czy dostałeś chociaż jeden w miarę przyzwoity argument na słabość
                                        Łysiaka, oprócz inwektyw bądź ocen czysto subiektywnych typu: "nie podoba mi
                                        się... usunęłam jego książki z półki... jest nieobiektywny... mija się z
                                        prawdą... grafoman... kiedyś lubiłem, teraz nie".
                                        • Gość: Smakosz Re: Oj, naiwny, naiwny, naiwny... IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 05.09.04, 19:22
                                          Daro: niniejszym zapominam o dyskusji, dopóki ktoś nie usiądzie na miejscu
                                          Smoka (czy Kraciaka) i nie spróbuje merytorycznie odnieść się do tego, co
                                          napisałem. Albo do Łysiaka.
                                          Pozdrawiam,
                                          Smakosz.
                                          • daro15 Re: Oj, naiwny, naiwny, naiwny... 05.09.04, 19:52
                                            Nie rób sobie nadziei, ale... życzę szczęścia. Trzymam kciuki.
    • Gość: jes answer IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.08.04, 23:09
      o taaaaaak, on jest genialny.
      • daro15 Re: answer 30.08.04, 21:18
        Proszę o wybaczenie, że podaję przydługi cytat z innego wątku poświeconego
        Miłoszowi. Po to, żeby nasi "poprawni" nie myśleli sobie, że tylko Daro i
        Smakosz powinni trafić do gazu. Kubły pomyj, pomówienia, bluzganie występuje,
        Szanowna Publiczności, także w innych wątkach! Tak jest! Zdarzają się nawet
        takie kuriozalne sytuacje, że unoszą się same autorytety w osobach niejakiego
        dr Kriska. To myśli sobie więc Daro, że jak dr Kriskowi puszczają nerwy i coś
        chlapnie, to Daro nie oże być znowu takim głupkiem.

        Oto co ma do powiedzenia niejaki "CeKa". Temat idealnie pasuje do naszego
        wątku. Przytaczam dlatego, żeby było Smakoszowi i mi raźniej (chciaż w komorze
        tłok nie pomoże; co za rym mistrzowski! jestem boski!). Dodam, że nie zgadzam
        się ze wszystkim, co ma do powiedzenia CeKa, ale w końcówce dobrze rzeźbi.

        "Na tym ściekowym forum, przepełnionym debilami i płatnymi chyba
        propagandystami, przeczytać tak rozsądne słowa jak te powyżej, toż to jakiś
        cud. Zadziwiające doprawdy.
        Hmmm. Czytuję komentarze tu i na portalach jak WP czy Onet od kilku lat i jakoś
        wreszcie zebrało mi się na własny. Ot tak.
        Przeczytałem artykuł o Miłoszu z zaciekawieniem, w ogóle go nie znałem, a ze
        szkoły jakoś nic nie pamiętam (8 liceum w Polsce w klasie Hum). Ze szkoły
        wyniosłem miłość do Leopolda Staffa czy fascynację Herbertem. Miłosz. Nie
        pamiętam niemal nic z jego twórczości czy biografii.

        Osobiście uważam, że poeci to relikt innej epoki. Epoki słowa pisanego. Dziś
        absolutne wyjątki spośród nas cokolwiek czytują. A z tego poezję może kilka
        tysięcy ludzi - z 40 milionów. Taka też rola i znaczenie uważam tego Pana i
        jemu podobnych. Całkowity margines. Nikogo to nie interesuje co napisał i kim
        był Miłosz. To, że jest w szkołach lekturą to znaczy, że nazwisko będzie znane
        Polakom i tyle. No więc zjawisko kulturowe minimalnej wagi, a rozgłos spory.
        Zdaje się, że główną przyczyną rozgłosu Miłosza jest jego Nobel. A za co on go
        dostał jak wolno spytać?
        Co do oceny osoby i powiązań życiorysu z twórczością.
        Wh mnie człowiek jest integralną całością. Tak też należy widzieć jego postać.
        Na ocenę Miłosza, jak i każdego z nas należy patrzeć łącznie. Ostatecznie
        moralista w realu będący grzesznikiem to raczej obiekt do żartu niż refleksji.

        Mam chłodne przekonanie, że każdy kto skalał się komunizmem jest ludzką szmatą
        i zwykłym głupkiem lub bezwględnym cwanym przestępcą. Trzeba być wyjątkowym
        debilem lub bandytą, żeby popierać bolszewizm w 45-53 roku i tyle. Wtedy
        mojego dziadka UB zabiło. Dla mnie to potknięcia niewybaczalne i całkiem
        dyskredytujące osobę. Pedofil czy złodziej to przy takich postaciach ludzi
        warci uwagi i jakiegoś szacunku dla godności osoby ludzkiej. Ale jesli jest to
        poeta czyli wg mnie osoba marginalna to w sumie mało istotne. Nie ma sensu
        oddzielanie autora od dzieła - jeśli wspominamy właśnie autora i o nim tu
        rozmawiamy.

        Wspomnienia o Miłoszu wybrane przez jakąś Panią redaktor miło się czyta. OK.
        Ale to jakieś popłuczyny i powierzchowne wyjątkowo podejście. SKoro subiektywne
        i to z rąk samego Miłosza to chyba do przyjęcia - można poczytać. Niemniej
        pojawiają się w tekście wspominki o kobietach, grzechach i nic na ten temat
        nadal nie wiem. Po co mi zapis adresów zamieszkania człowieka i miejsc jego
        pracy skoro nic prawdziwego nie dowiedziałem się o nim samym? W sumie więc
        lektura to czas całkiem stracony, choć mile spędzony boć wiele Miłosz przeżył.
        Co do sporów o SKałkę i Paulinów czy Wawel to zdaje się rzecz bez znaczenia i
        jakiś tam finał w końcu jest. Tylko kogo to obchodzi gdzie leży jakiś poeta po
        śmierci? Skoro już jakaś dyskusja się rozpętałą to dodam swój głos, że jako
        niewierzący w oczywsty sposób nie powinien leżeć na terenie nekropolii jakiejś
        z niewyznawanych przez siebie religi - w tym wypadku Paulini to zdaje się zakon
        Rzymsko-Katolicki. To śmieszne i dziwne zarazem. Sam jako człowiek niewierzący
        na pewno niechciałbym być leżeć na religijnym cmentarzu. ALe skoro rodzina i
        bracia chcieli to też ich prawo.
        Pozdrawiam."
    • Gość: :) Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.09.04, 21:12
      Ja Łysiaka odkryłam całkiem niedawno i mogę potwierdzić te "objawy" :)
      • Gość: MarketGarden Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.04, 18:42
        oczywiscie,ze ktos jeszcze czyta Lysiaka :-)
        Najlepszy to jedna z moich ulubionych ksiazek ...
        • daro15 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 22.10.04, 06:45
          Oczywiście, oczywiście... wiele osób czyta w Polsce Łysiaka, tylko że się o tym
          nie mówi. A byle "gnój" ma od razu na początku wielkie kampanie reklamowe. Homo-
          i holacaust ciągle w modzie. Tylko, że Łysiak przetrwa próbę czasu, a
          ci "wypromowani" znikną po paru latach.
          • Gość: ritti Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: 195.94.210.* 22.10.04, 12:05
            Uff..ale ciężka dyskusja.. Bardzo charakterystyczna zreszta dla
            polskich "intelektualistów". Niezależnie z której opcji zresztą:)
            Patos,zadęcie,ataki,plucie,zaslepienie,nieprzejednanie,odporność na odmienne
            spojrzenie,zacietrzewienie...itp.itd Az miło sie czyta:)Najlepsze jest to,ze im
            dalej w las,tym robicie sie mniejsi,smieszniejsi. I to sami-własnymi "ręcami"
            Kontynuujcie proszę aż do kompromitacji:) Buzka
            • daro15 Ritti, szczęciarzu! 22.10.04, 15:02
              Ja myślę, że każdy jak dalej w las idzie, to staje się mniej widoczny, Ty też,
              Ritti, niezależnie od twojego światopoglądu, który pozostaje tajemnicą (może
              nie posiadasz takowego, szczęciarzu?). Cóż, to charakterystyczne dla
              papierowych tygrysów, modny ostatnio model bycia, stać z boku, nie mieć
              poglądów i szydzić z innych. Ale co najciekawsze jest to, że uprawiasz jakąś
              dziwną politykę... nagle się zjawiasz i walisz prosto w oczy jak jakiś młot.
              Bez argumentów, rzecz jasna! Taki Kazik przynajmniej, miał odwagę przyznać się
              do lewackich poglądów i wiesz, co Ritti, już bardziej cenię "czerwonych"
              zdeklarowanych. Najgorsi są "cichociemni", bylejakie, szare eminencje, skrojone
              na miarę tchórza.
              • Gość: ritti Daro,frustracie!!;) IP: 195.94.210.* 22.10.04, 15:45
                Drogi Daro, nie przyznaję sie do "lewactwa" czy "prawictwa",bo mój swiatopogląd
                (posiadam,posiadam-uspokajam;) jest znacznie prostszy. Dziele ludzi ewentualnie
                na madrych i głupich,dobrych i skurwieli itp.itd. Od "kolorowanek" jestem
                daleki. I staram sie szukać czegoś, co ludzi łączy,próbuje sie zwykle
                dogadywać i znajdować jakies płaszczyzny porozumienia. W waszej dyskusji
                zauważyłem objawy,które opisałem w poprzednim poście,a które mi sie nie
                podobaja. To niestety typowe dla wiekszosci "dyskusji" na forach. Każdy trzyma
                się swego jak pijany płotu i za nic nie popuści. A forma tego jest
                żenujaca.Efekty tego typu "dyskusji" widać na co dzień i dookoła nas
                wszystkich. I to co widać nie jest zbyt piekne....Wyrazam wiec tylko swoja
                opinie. Nie stojac z boku-wszedłem tu:) Od tego waszego jadu po prostu robi sie
                słabo...Tyle. Tchórzami podobnie jak Ty sie brzydzę drogi Daro. Ale gdzieś
                słyszałem,że krzykactwo(tu uprawiane zreszta) jest jakąś oznaka tchórzostwa;) A
                moze sie myle..
                • daro15 Ritti, nie grzmij! 31.10.04, 05:54
                  Uspokój się, Ritti. Nie wiem czy brzydzisz się tchórzami, czy nie, ale
                  wchodzisz w dyskusję z "niczym", grzmisz jak jakiś prorok, nawiedzony guru. Ja
                  rozumiem chociaż, że umiałbyś odnieśc się do tematu wątku, podając konkretny
                  argument (niechby lewacki... marsjański nawet), Ty jednak grzmisz na temat
                  dyskutantów jak jakiś sędzia, a to mi właśnie "frustrata" przypominia. My tu w
                  tym wątku rozładowujemy się, po to służy wątek, a Ty czytasz 190-ty post i
                  szlag Cię trafia, że nie masz nic do powiedzenia. No tak, Ritti, kochany, to
                  wygląda. Bo niczym nie zaimponowałeś. O jakiej, więc nici porozumienia
                  piszessz??? I czy zawsze musi istnieć porozumienie? Niektórzy biegunki dostają,
                  frustracja ich dopada, że inni nie mogą znaleźć nici porozumienia. Zwolnij,
                  odpocznij i weź głęboki wdech. Przejdź do innego wątku, szukaj swojego
                  porozumienia, gdzie indziej. Nas zostaw w spokoju. Może kiedyś zobaczymy, coś
                  Ty za jeden i co Ci leży na wątrobie. Bo z tego zdania nic zupełnie nie wynika:

                  "I staram sie szukać czegoś, co ludzi łączy,próbuje sie zwykle dogadywać i
                  znajdować jakies płaszczyzny porozumienia".

                  Ble... ble... ble... Co to są "jakieś płaszczyzny porozumienia"?
                  • Gość: ritti Re: Ritti, nie grzmij! IP: 195.94.210.* 02.11.04, 07:45
                    Bawisz mnie Dareńku:) Ale nie zamierzam dać się wciagnąc w Twoje
                    bagienko...Wszyscy juz uciekli stad,jesli raczyłeś to zauważyć-bo ze "ścianą"
                    trudno dyskutować. Nie będe też opisywał "co mi lezy na wątrobie" jakbyś sobie
                    tego zyczył. A to dlatego,ze nic mi nie leży. Watroba zdrowa Dareńku.Są lekarze
                    od tego,jesli masz kłopoty. Rózni lekarze zresztą... Nie chce mi sie z Toba
                    więcej gawedzić,więc żegnam i nie czekam na kolejna "prawiczkową"
                    czy "lewiczkową" odpowiedz..
                    • Gość: ritti Re: Ritti, nie grzmij! IP: 195.94.210.* 02.11.04, 07:48
                      " My tu w
                      tym wątku rozładowujemy się, po to służy wątek,"

                      A propos "rozładowywania się". Sa inne sposoby. Moze uzyj ręki, jeśli nie masz
                      innej możliwosci...
                      • daro15 Nudzisz, Panie Nikt 03.11.04, 15:35
                        "Rozładowanie" emocji następuje, Panie Nikt, także poprzez lekturę, dyskusję,
                        sport i seks. Słowem - działanie. Czy tylko z masturbacją kojarzy Ci
                        się "rozładowanie"? A jak to się robi, swoją drogą? Wierzę, że jesteś w tym
                        dobry.

                        Uważam, że bardzo dobrze, że nikt nie chce brać udziału w tej dyskusji, mając
                        takich "cichociemnych" - nie ma z kim. Zresztą temat i tak się wyczerpał.
                        Postępowcy to współczesny beton i z NIMI NIE MA DYSKUSJI. A tacy jak Ty siedzą
                        w cieniu i zgrywają... właściwie nie wiadomo kogo. To jednak tchórzostwo! Moim
                        zdaniem jesteś jednak jakiś lewy. Facet? baba" Dzieciak? A póki co spokojnie
                        czekam na "Salon" Łysiaka. Ty zaś jesteś mi obojętny jak wczorajsza Gazeta
                        Wyborcza.

                        Nkie odpowiadaj, nudzisz mnie.
    • Gość: wampirek Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.04, 20:09
      Gość napisał to co na prawdę działo się w Kosowie a nie to czym karmiły nas
      media,to mi się podobało. Zrobił też na mnie pozytywne wrażenie za to
      przedstawił Czeczeńców takimi jakimi są w rzeczywistości, pomimo tego że p.
      Łysiak nie darzy sympatią Rosjan, cieszy mnie zatem jego obiektywizm w tych
      dwóch kwestiach. Natomiast obrona Kościoła Rzymsko - Katolickiego na tle
      dziejów wydaje mi się nietrafiona. Pozdrawiam
      • daro15 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 03.11.04, 15:41
        Okay, ale co to znaczy w ostatnim zdaniu: "wydaje mi się nietrafiona"? Jak
        powinna wyglądać "trafiona" obrona czegokolwiek, w tym przypadku Kościoła. I
        czy w ocenach historycznych "wydawanie się" jest właściwym podejściem? Dalej...
        czy może Łysiak rozmija się z prawdą historyczną, myli fakty, manipuluje
        źródłami? Niestety, nie mam możliwości dotarcia do wszystkich źródeł, więc
        chętnie usłyszę o błędach Łysiaka (merytorycznych) od kogoś siedzącego mocniej
        w temacie, znającego łacinę i stare języki. Niewykluczam bowiem takiej
        sytuacji, że Łysiak może się mylić. Mam tylko pytanie, żeby wskazać konkretnie
        miejsce w jego publikacjach, gdzie błądzi? Pozdrawiam.
    • Gość: janis Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.05, 14:59
      Hm... Jeśli chodzi o nmie to ja też chętnie posłuchałabym o błędach
      merytorycznych p.Łysiaka od jakiegoś autorytetu. A moja "przygoda" z Waldemarem
      Łysiakiem zaczęła się od "MW" przez "Asfaltowy saloon", "Wyspy bezludne" i
      "Stulecie kłamców" po "Cenę". To ostatnie to według mnie genialne dzieło.
      Chętnie do niego wracam. Teraz czytam "flet z mandragory"...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka