Dodaj do ulubionych

Czy warto kontynuować?

24.01.15, 16:47
Mogłoby się wydawać, że Volkan nie popełnia tak głupich i prostych błędów Z głową przepełnioną marzeniami o karierze światowej sławy promotora jakiegoś utalentowanego zabijaki pokroju Mike Tysona czy choćby Brocka Lesnara, na ułamek sekundy zapomniał się. Rozpędzony do stu sześćdziesięciu kilometrów ciemnozielony Mercedes miał jeszcze jakieś pięćdziesiąt metrów, zanim jadące poprzeczną ulicą samochody zrobią z tego wartego czterdzieści pięć tysięcy funtów cacka kupę złomu i metalową trumnę dla czterech siedzących w środku tureckich gangsterów. Volkan wcisnął pedał gazu tak mocno, że mięśnie dolnej części lewej nogi chciały eksplodować od nienaturalnego naprężenia. Zablokowane koła wyhamowały auto do pięćdziesięciu kilometrów. Siłą rozpędu Mercedes pokonał następne kilkanaście metrów i zatrzymał się kilka centymetrów od stojącego bokiem samochodu, którego kierowca zamierzał właśnie skręcić.
– Szefie! Ja cię bardzo proszę, uważaj! – siedzący z boku Nagi z przerażeniem patrzył na trąbiącego i stukającego się w czoło kierowcę Opla.
– Widzę! – syknął Volkan z nieskrywaną wściekłością i zarazem wstydem patrząc na coraz większą liczbę samochodów blokujących przejazd przez krzyżówkę ulic Old Bromton Road i North End Road w południowo-zachodnim Londynie.
Widząc, że Opel nie rusza się z miejsca a wyglądający na księgowego kierowca samochodu nie zamierza skończyć z drwinami skierowanymi w kierunku tureckiego bandziora. Volkan odwrócił się do siedzącego z tyłu Hagiego:
– Załatw to! Zanim coś głupiego przyjdzie mi do głowy!!!– rozkazał. Raz po raz zerkając na kierowcę Vectry – Zaraz przyjadą gliniarze! Jak przetrzepią bagażnik, to wiesz, co znajdą…
Mocno zbudowany Turek bez słowa wysiadł z auta,Z twarzą pokiereszowaną od licznych bijatyk, w tym także na noże, powoli podszedł do Vectry, wyjął pistolet z wewnętrznej kieszeni skórzanej kurtki i zastukał lufą w szybę od strony kierowcy.
Siedzący w środku mężczyzna z przerażeniem popatrzył na napastnika. Wielka blizna na prawym policzku gangstera sięgająca aż do lekko przymrużonego prawego oka.
– Mógłbyś otworzyć okno. Bardzo proszę! – Na twarzy gangstera pojawiło się coś, co tylko urodzony optymista mógłby wziąć za uśmiech.
Niewątpliwie doświadczający właśnie czegoś w rodzaju ataku serca, właściciel auta nacisnął prawą roztrzęsioną ręką guzik otwierający szybę. Po dwóch sekundach bandzior wsunął głowę do środka.
– Długo zamierzasz tu jeszcze stać i pukać się w czoło? – spytał Hagi i rozejrzał się po wnętrzu samochodu. – Trochę nam się śpieszy!- drugą ręką wyjął nie wiadomo skąd, dość długi nóż i naśladując ruchy jak przy krojeniu steaka, ponownie się uśmiechnął
– Tak! Ja już… Właśnie zamierzałem odjechać! – wymamrotał ledwie żywy, trzymając się kurczowo kierownicy. Gdyby organizowane były zawody w najszybszych skokach tętna u człowieka, niewątpliwie ten biedak byłby zdecydowanym zwycięzcą.
Hagi wsunął rękę i przekręcił kluczyk zapłonu.
– To życzę szerokiej drogi i nie wspominaj nas za często, OK?
Samochód powoli odjechał a kierowcy stojących w korku aut mieli wrażenie, że jest prowadzony przez jakiegoś dzieciaka, który zwinął auto tatusiowi. Trupio blada twarz kierowcy jasno dawała do zrozumienia, że delikwent przeżył właśnie, najgorszą przygodę swojego życia. Turek z uśmiechem na twarzy wrócił do kolegów.
– Myślałem, że on się nigdy nie śmieje – Nagi klepnął Volkana w ramię. – Coś nowego.
Wciąż jeszcze zdenerwowany szef załogi popatrzył na swojego żołnierza i rzucił:
– W jajko się puknij, a nie w moje ramię, debilu i przestań oglądać gołe dupy w tym pieprzonym telefonie– złapał za komórkę swojego pupilka-niedorajdy i wyrzucił przez okno samochodu.
- Jezu!!! Szefie! To najnowszy " Samsung" ze wszystkimi bajerami- Nagi prawie z płaczem spojrzał na swojego bossa- Kontrakt na dwa lat podpisałem.
- Bardzo mnie to cieszy. Nie będziesz miał komórki z internetem to przestaniesz oglądać pornole i zaczniesz czytać książki.
- Książki?
- Takie papierowe z literkami w środku. Pamiętasz to jeszcze? Kretynie!- szef grupy odwrócił się ze wstrętem od niewielkiego kolegi i spojrzał na Hagiego.
– Coś mu powiedział, że tak szybko odjechał?
– Osiemdziesiąt procent – to strach i spluwa przy głowie, a reszta ,to mój urok osobisty – rozszerzył usta, ukazując Volkanowi dwa rzędy mocno zniszczonych zębów.
– Ja pie...! Słyszałeś kiedyś o dentyście? – szef odwrócił się ze wstrętem.
Odpalił silnik i powoli, wymuszając przejazd, wyjechał z korku.
– Szefie, jesteś pewien, że chcesz zostawić tego Polaczka u twojego ojca w domu? – spytał Nagi.
– Starego nie ma, wyjechał na dwa tygodnie do Turcji – Volkan popatrzył na kolegę z dzieciństwa. – Mówiłem ci setki razy, głupolu – nie myśl! Zostaw to tym, którzy potrafią to robić.
– Przepraszam – zrugany odwrócił głowę w stronę okna i udawał, że bacznie coś obserwuje.
Volkanowi zrobiło się trochę głupio. Nagiego znał od urodzenia, razem wychowywali się. Hagi i Kadir – czwarty z siedzących w samochodzie – też pochodzili z jednej ulicy. Odkąd skończyli dziesięć lat, byli nierozłączni. Wcześniej to Hagi był szefem bandy. Największy i najsilniejszy – to on nimi rządził. Wszystko zmieniło się, gdy ojciec Volkana został rezydentem tureckiej mafii w Londynie. Kiedy zaczęli dorastać, hierarchia w grupie odwróciła się i Volkan został szefem. Był ciekawy świata, rozwijał się, dużo czytał. Często zaczepiał przychodzących do ojca prawdziwych gangsterów, męcząc ich różnymi pytaniami. Na początku śmieszyło ich zainteresowanie młodego chłopaka, ale z czasem, widząc, że ma zadatki na bandziora, chętnie z nim rozmawiali, tłumacząc różne kwestie związane z profesją mafioza. Ojcowie pozostałych trzech chłopców też parali się gangsterką, więc było czymś naturalnym, że wszyscy razem wyjechali do nowego kraju.
– Co chcesz z nim zrobić? – milczący dotąd Kadir zwrócił się do Volkana.
Samochód zjechał z głównej ulicy i dalej podążał mniej ruchliwą ulicą prowadzącą do domu Mehnedich. Mimo że byli tu dziesiątki razy, wciąż napawali się atmosferą rozciągającego się wokół bogactwa. Mijali kolejne ekskluzywne domy i stojące przed nimi równie drogie samochody.
– Jeszcze nie wiem. Trzeba go będzie jakoś wykorzystać. Jest silny i dobrze walczy – popatrzył na pytającego przez wsteczne lusterko. – Z wami trzema poradził sobie w kilka sekund.
Odrobinę przesunął lusterko i obserwował reakcję Hagiego. Wyraz twarzy obserwowanego zmienił się w ułamku sekundy. W miejscu ironicznego uśmiechu pojawiła się złość.
– Co? Może się mylę?! Skopał wam dupska jak małym dziewczynkom!
Ręka Hagiego odruchowo powędrowała do wewnętrznej kieszeni kurtki.
– Chcesz mnie kropnąć? – szef bandziorów wybuchnął śmiechem, zatrzymując samochód przed bramą wjazdową posiadłości ojca.
– Kiedyś na pewno odstrzelę ci ten pie...ny łeb – burknął Hagi pod nosem i wyciągnął z kurtki paczkę Pall Malli. Z impetem otworzył drzwi, wysiadł i zapalił papierosa.
Volkan szturchnął Nagiego.
– Na co czekasz? Idź, zadzwoń, niech otworzą bramę.
Niewielkich rozmiarów mężczyzna wyskoczył z samochodu, podszedł kilka kroków do domofonu i nacisnął guzik. Po kilku sekundach dał się słyszeć flegmatyczny, męski głos.
– Posiadłość państwa Mehnedich. W czym mogę pomóc?
Nagi, jak zwykle w takich sytuacjach, wiedząc, że druga strona – to ktoś słabszy fizycznie, kobieta lub starsza osoba, poczuł wzrost pewności siebie.
– Otwieraj, idioto! Nie widzisz, czyje to auto?!
Widząc, że wielkie metalowe wrota powoli zaczynają się otwierać, wrócił do samochodu z miną bohatera, który właśnie wrócił z bardzo ryzykownej misji.
– Prawdziwy z ciebie twardziel! Pojechałeś staruszka jak prawdziwy gangster 
Obserwuj wątek
    • Gość: kalka Re: Czy warto kontynuować? IP: *.197.121.14.threembb.co.uk 24.01.15, 21:14
      tekst o trzepaniu bagażnika, przez gliny (!) taki jakiś.. niezgrabny.
      Reszta może być. Będziesz pisal/a w odcinkach?
      • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 24.01.15, 21:30
        hej dziękuje za komentarz.
        w zasadzie to miałem nadzieję na komentarze od ludzi, którzy dobrze się na tym znają
        Jestem bardzo początkującym wielbicielem pisania( jeżeli można by już nazwać to pisaniem)
        Jeżli spotkam się z jakimkolwiek zainteresowaniem to mógłbym opublikować jeszcze kilka fragmentów
        Mam gotowe około 200stron
        • Gość: kalka Re: Czy warto kontynuować? IP: *.197.121.14.threembb.co.uk 24.01.15, 22:05
          No wiesz, gangsterka czy gliny to raczej nie czytają forów .
          A tutaj to raczej tacy bardziej intelektualiści, artyści, i tak, ze nie bardzo jest co liczyć ,ze ktorem na rajdach mercedesami albo tureckiej mafii zna się.
          Ale jakbyś nie miał naprzeciwko, chętnie poczyt do poduszki bo lubię takie historie.
          • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 24.01.15, 22:36
            Przekonałem sie o tym kilka mięsięcy temu, gdy przyjąłem sporo kubłów lodowatej wody na łeb.
            Mój problem jest taki, że mam dobre historie, ale warsztat literacki jest słaby. Próbuję się dokształcać, ale to długi proces, choć dość przyjemny. Zamierzam w przyszłości to wydać, choć na renomowane wydawnicto pewnie nie ma co liczyć.
            Przeczytałem kiedyś, żeby za dużo z ksiązki nie wrzucać do internetu, bo pózniej są problemy z wydawcą
            Jak chcesz to daj e-maila to ci wiecej wyslę
            • Gość: kalka Re: Czy warto kontynuować? IP: *.197.121.14.threembb.co.uk 25.01.15, 00:00
              Pisanie w drugim obiegu wyszło z mody. Wiec pisz i otwórz sie na krytykę
              Mysle ,ze tu ja znajdziesz. Profesjonalna oraz wsparcie tak potrzebne początkującym.
              Wiec Korzystaj z gościnności "książek".
              Zapytaj eeeli- adminki, może znajdzie jakiś sposób na otwarcie "forumowej biblioteki" w której daloby się ( edytować) i wypożyczac lokalnych literatow ( bo mamy tu już kilku) w PDF czy jakimś innym forumowym formacie.,. I Ty na inicjatywie tez bys skorzystał.
              • eeela Re: Czy warto kontynuować? 25.01.15, 00:44
                Forum technicznie nie oferuje możliwości wymiany plików. Jeżeli chodzi o publikowanie fragmentów własnej twórczości, nigdy takich wątków nie kasujemy, chyba że zawierają komercyjne linki albo autor podszywa się pod opiniodawcę. To są Nchyb i moje osobiste decyzje - nie ma na ten temat żadnych oficjalnych wytycznych, pewnie po prostu dlatego, że podobnie odważnych debiutantów jest mało i nie zalewają Forum Książki. Gdyby było ich więcej, polecałabym założenie osobnego forum prywatnego, do którego dałoby się może wynegocjować linka na stałe na naszej tytułowej stronie, ale do tego forum takie musiałoby już nagromadzić jakieś treści i wykazywać się pewną aktywnością.
                • Gość: kalka Re: Czy warto kontynuować? IP: *.197.120.49.threembb.co.uk 25.01.15, 14:50
                  Z tego co wiem to na forach jest tak ,ze jak coś nie jest zabronione to jest dozwolone; techniczne możliwości składowania na forum PDF -są ( np archiwa tak są utrzymywane ) ale mogę zapytać "technicznych " ( pomoc.agora) czy mogliby pomoc dając coś "autorskiego".Linki przekierowujące (na prywatne fora) bałagania jednolitość tematyczna.
                  • eeela Re: Czy warto kontynuować? 25.01.15, 17:12
                    Forum na portalu Gazeta.pl nie jest już od jakiegoś czasu archiwizowane. Kiedy jeszcze wątki archiwizowały się, nigdy nie były dostępne w plikach pdf. Technicznych możesz oczywiście zapytać, ale doprawdy nie sądzę, żeby Agora była gotowa zamienić forum na platformę wymiany plików.
                    • Gość: kalka Re: Czy warto kontynuować? IP: *.197.120.54.threembb.co.uk 25.01.15, 20:42
                      Nie chodzi o zamianę forów w platformę wymiany plików. Chodzi o prosty, technicznie , podzial forum książki. zamiast linków przekierowujacych - umieścić na forum skład- katalog (bibliotekę, arch.) plików PDF - Ulozonych w wątku: pisarze forum książki.
                      To akurat dobry czas i tendencje światowe na tzw "udomawianie" dotąd dzikiej (anonimowej) lokalnej twórczości.
                      Mecenat i referencje z forum książki) dla literackiego narybku.pl są nie do przecenienia,. .,., i zaczynaja być dla każdego profesjonalnie myślącego o karierze w polskiej kulturze.

                      • eeela Re: Czy warto kontynuować? 25.01.15, 21:04
                        > Mecenat i referencje z forum książki

                        No i tu mamy zagwozdkę właśnie. Forum jest miejscem z założenia demokratycznym, ale nie posiada struktur decyzyjnych. Jak mielibyśmy decydować, kto jest wart naszego mecenatu, a kto nie?

                        To jest oczywiście pytanie czysto teoretyczne, ponieważ - jak już wyżej wspomniałam - odważnych debiutantów chętnych do publikowania na Forum Książki jest bardzo niewielu. Moglibyśmy wrzucać na proponowaną przez ciebie listę wszystkich jak leci, tylko... czy naprawdę warto? Czujesz się gotowa patronować debiutantom, których tu widziałaś? Bo ja nie.
                        • Gość: kalka Re: Czy warto kontynuować? IP: *.197.120.54.threembb.co.uk 25.01.15, 21:40
                          Ja tak, patronowalabym tylko watpię czy "oni"uznaliby mnie za równego- autorytetom z forum książki;
                          Ale skoro o patronowaniu i palcu bożym w tworzeniu kult. Miejsc,.
                          Once upon a time,., na zadupiu NY powstał club muzyczny, dziura z markiza na froncie i nazwa CBGB.,


                          • eeela Re: Czy warto kontynuować? 25.01.15, 21:55

                            > Ja tak, patronowalabym tylko watpię czy "oni"uznaliby mnie za równego- autoryte
                            > tom z forum książki;

                            Myślę, że na forum każdy użytkownik ma swój własny zestaw "autorytetów", to znaczy osób, na których opinii jest gotów polegać. Ty też możesz w czyimś figurować :-) Ale to wciąż nie rozwiązuje problemu pt. jak dokonywać selekcji oraz czy w ogóle są jacyś inni forumowicze zainteresowani sprawowaniem takiego patronatu. Możesz założyć wątek i sama ich wypytać :-)

                            > Once upon a time,., na zadupiu NY powstał club muzyczny, dziura z markiza na
                            > froncie i nazwa CBGB.

                            Mówisz, że moglibyśmy liczyć na stopniowo rosnący rozgłos i przyciągać coraz bardziej interesujących debiutantów? Myślę, że mamy w tym sporą konkurencję - miejsc do autopublikacji jest w necie od groma. Nie wiem, jak tam u nich ze wzrostem poziomu, bo ich nie śledzę.
                            • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 25.01.15, 22:15
                              to prawda miejsc jest nawet bardzo dużo, tylko wszedzie cisza. Nikt nie chce skomentować tego co przeczytał
                              A przecież ktoś kto zaczął przygodę z pisaniem potrzebuje wsparcia osób doświadczonych
                              I tu jeszcze raz ukłon w Państwa stronę za konkretny komentarz.
                              Wypominanie jakiegoś przecinka to jakiś absurd i na niewiele się zda raczkującemu miłośnikowi pióra.
                              • eeela Re: Czy warto kontynuować? 25.01.15, 23:57
                                > A przecież ktoś kto zaczął przygodę z pisaniem potrzebuje wsparcia osób doświad
                                > czonych

                                Jako osoba być może trochę bardziej doświadczona od ciebie radzę, aby przygodę z pisaniem zacząć od czytania. To nie jest złośliwość, tylko uczciwa rada, którą dałabym każdemu, kto zabiera się za pisanie bez szerokiego czytelniczego doświadczenia.
                                • asadanoite Re: Czy warto kontynuować? 26.01.15, 14:13
                                  Zgadzam się z eeelą.

                                  Mogę Ci polecić książkę My, topielcy Carstena Jensena. Jest tam na początku bardzo obrazowo opisana bitwa morska. Mógłbyś podpatrzeć jak autor to zrobił.
                                  • eeela Re: Czy warto kontynuować? 26.01.15, 14:42
                                    Tylko żeby Abecede nie pomyślał sobie, że ta jedna mu wystarczy ;-)
                                  • staua OT- Jensen 26.01.15, 22:07
                                    Asadanoite, czy możesz mi napisać więcej o "My, topielcy"? Jest to jedna z ulubionych książek mojego męża, a ja zaczęłam czytać w tłumaczeniu na angielski i ten opis bitwy bardzo mnie znużył, czy później akcja rozwija się inaczej? Bo czeka mnie kolejne podejście.
                                    • asadanoite Re: OT- Jensen 27.01.15, 08:06
                                      Jeszcze książki nie skończyłam. Z tego co zdążyłam się zorientować, są w niej opisane epizody z życia ludzi z tej osady. Nie wiem w którym momencie jesteś, ale po bitwie jest opis ich czasu jako jeńców, a potem powrót do Marstal. W następnej części natomiast opisane są perypetie pokolenia dzieci tych marynarzy i ich przejści z wymagającym nauczycielem, a potem w następnym temacie jest opis innego rejsu. Wygląda na to, że książka skałda się więc z wielu takich opowieści.
                                      Język jest podobny cały czas, to znaczy, mało ozdobników, raczej konkretny. Nie jest to wielka literatura, ale dobrze się czyta, moim zdaniem.
                                      • staua Re: OT- Jensen 27.01.15, 16:33
                                        Dziękuję. Nie przebrnęłam przez bitwę i odłożyłam, ale mąż mi nie wybaczy (prezent gwiazdkowy w zeszłym roku!). Chyba muszę zacząć od początku.
                            • Gość: kalka Re: Czy warto kontynuować? IP: *.197.120.54.threembb.co.uk 25.01.15, 22:24
                              Zostali undergroundowi- to ich poziom.
                              Myśle, ze "kulejące" fora i my- narzekającą (punk) masa mamy podobna sile rażenia. Po prostu jesteśmy oryginalni.
                              I o takiej formule biblioteki myślałam: wrzucać wszystko, bez żadnej wstępnej-jakościowej selekcji. Ta i tak, zrobią sami uzyczytnicy.
                              • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 25.01.15, 22:30
                                Powiem tak: Rok temu, wrzuciłem tu mój pierwszy kawałek. Po komentarzach chciało mi się płakać ale po kilku dniach nerwy przeszły i piszę dalej. Zapewne zrobiłem już mały postep, ale nie o to mi chodzi.
                                Jeżeli ktoś naprawdę chce pisać to się zmobilizuje i będzie się uczył pisania.
                                Ignorowanie debiutantów jest moim skromnym zdaniem bardzo złe i do niczego nie prowadzi.
                                Wy Państwo też przecież kiedyś zaczynaliście...
                                • Gość: kalka Re: Czy warto kontynuować? IP: *.197.120.54.threembb.co.uk 25.01.15, 23:26
                                  No, death boy to ty nie jesteś, abecedowicz.

                                  Ale mam podobne zdanie, w temacie tworzenia sztuki tworzenia i ludzi, w ogóle.
                                  nie trzeba specjalnie pomagać sztuce tworząc sztuczne enklawy.
                                  W miejsce, w którym dzieje coś interesującego ludzie przyjdą niesieni fama.
                                  Jesteś interesujący abecedowicz bo ci sie chce robić, coś pisać, coś tworzyć.,.,


                                  ( czekam co dalej, z tym twoim tureckim vulkanizatorem (?)
                                  • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 25.01.15, 23:33
                                    z mojej pisaniny wieje prostotą, jak czytam Twoje wypowiedzi to aż mi wstyyd
                                    trzeba było mnie balować a więcej ksiązek czytać
                                    Jak dobije do 50-ki to będziemy mogli pogadać jak równy z równym
                                    • Gość: kalka Re: Czy warto kontynuować? IP: *.197.120.54.threembb.co.uk 26.01.15, 00:29
                                      Dorzucę sie do eeeli:
                                      piszesz dla sieci, czytaj w sieci.
                                      krótkie formy np blogi.
                                      szukaj tematycznych. Zwięzłych. jeśli mogę, polecę najbardziej właściwego - miejscowego -spinoffa. Chcąc nie chcąc, trzeba iść
                                      śladem mistrzów nieorzekladalnych np Topora. Od niego na pewno nauczysz sie nonsensownych pociągnięc "akcji" i bardzo nieoczekiwanych, zakończeń.
                                      • eeela Re: Czy warto kontynuować? 26.01.15, 12:01
                                        > piszesz dla sieci, czytaj w sieci.
                                        > krótkie formy np blogi.

                                        Kiedy Abecede najwyraźniej ma ambicje pisać powieści - więc powinien czytać powieści :-)

                                        Zwięzłych. jeśli mogę, polecę najbardziej właściwego - mi
                                        > ejscowego -spinoffa.

                                        Pisarstwo Spinoffa jest niewątpliwie interesujące, ale czy naprawdę zwięzłe? ;-)
                                        • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 26.01.15, 16:15
                                          DO wrzucenia nowego fragmentu trzeba założyć nowe forum?
                                          • eeela Re: Czy warto kontynuować? 26.01.15, 17:13

                                            > DO wrzucenia nowego fragmentu trzeba założyć nowe forum?


                                            Broń cię panie Boże! Nie należy zakładać nowego forum, ani nawet nowego wątku, tylko dla kolejnego fragmentu. Jak bardzo chcesz wrzucać, korzystaj z wątku, który już stworzyłeś.
                                        • Gość: kalka Re: Czy warto kontynuować? IP: *.197.121.149.threembb.co.uk 26.01.15, 16:49
                                          Naprawdę zwięzłe.
                                          blogi tematyczne naprawdę wymagają duzych umiejętności warsztatowych (trzymania akcji jednodniowej historii -jednodniowego soku marchewkowego- by nie skisło) tak by czytelnik zechciał wrócić po następna.
                                          Spinoff ma niewątpliwy urok literacki-umiejetność uwodzenia słowem. przywracania czytaczom chęci czytania no i ambicje bycia" ambitnym poczytnym"
                                          (.. A, ze wpada i marudzi na forum?
                                          - maniera chłopa zezlonego orka naugorze..
                                          • eeela Re: Czy warto kontynuować? 26.01.15, 17:18
                                            Możliwe, że przeczytałam za małą próbkę blogowej twórczości Spinoffa, ale na jej podstawie nie odniosłam wrażenia, żeby był zwięzły. Zwięzłość kojarzy mi się raczej z minimalistyczną formą - maksimum treści w jak najmniejszej liczbie słów - i tego u Spinoffa nie widzę.
                                            • kalllka Re: Czy warto kontynuować? 26.01.15, 18:03
                                              Zrozumialam, ze zwięzłość (automatycznie) kojarzysz z informacja, a blog z notatka (?)



                                              • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 26.01.15, 18:07
                                                mozna jaśniej???
                                              • eeela Re: Czy warto kontynuować? 26.01.15, 18:22

                                                > Zrozumialam, ze zwięzłość (automatycznie) kojarzysz z informacja,

                                                Język jest nośnikiem informacji, przypominam :-) Prosiłabym jednak o rozwinięcie myśli, bo nie rozumiem, do czego twoje pytania mają się odnosić lub co ewentualnie podważać w naszej wymianie zdań.
                                                • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 26.01.15, 18:27
                                                  chodziło mi o to:

                                                  Zrozumialam, ze zwięzłość (automatycznie) kojarzysz z informacja, a blog z notatka (?)
                                                  • eeela Re: Czy warto kontynuować? 26.01.15, 18:29
                                                    Abecede, patrz na drzewko wątku. Nie odpowiadałam tobie, tylko Kallce.
                                                  • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 26.01.15, 18:34
                                                    A to przepraszam
                                                  • Gość: kalka Re: Czy warto kontynuować? IP: *.197.121.149.threembb.co.uk 26.01.15, 19:05
                                                    pisałam do eeeli.
                                                • Gość: kalka Re: Czy warto kontynuować? IP: *.197.121.149.threembb.co.uk 26.01.15, 19:09
                                                  O nic cię nie pytałam, eeelu.
                                                  Po prostu, zrozumiałam , z twojej poprzedniej wypowiedzi, ze (zwięzłość) automatycznie kojarzysz z informacja;Forma wypowiedzi determinuje twój sposób myślenia o niej i jej ocenę.
                                          • spinoff Re: Czy warto kontynuować? 30.01.15, 13:40
                                            Teraz akurat rozwiązłe...
                                            Ale naprawdę tam zaglądasz, uwiedziona słowem? I chęci czytania odzyskujesz?
                                            Jest tu takich więcej?
                                            • Gość: kalka Re: Czy warto kontynuować? IP: *.dynamic.dsl.as9105.com 30.01.15, 20:22
                                              Zwięzła rozwiązłość.
                                              Mnie się podoba.
                                              Poza tym uważam, ze miedzy bajki włożyć należy uczenia się pisania przez czytanie,..
                                              Każdy z wielkich pisarzow/ artystów byl sprawnym pisarzem/artysta. Musiał umieć zaspokajać swoje ego zaspokajając publikę czy mecenasa. Ergo, każdy tworzył na akord.bjskkolwiel to obrazoburczo dla państwa akademików brzmi;
                                              abecedowicz będąc dzieckiem dzisiejszych czasów powinien umieć posługiwać się słowem i czasem,
                                              A Ode mnie? zadanie dla niego na weekend.
                                              Drugi odcinek tureckiego vulkanu: spotkanie przy bramie/ w 500 słowach/

                                              • eeela Re: Czy warto kontynuować? 31.01.15, 00:36

                                                > Każdy z wielkich pisarzow/ artystów byl sprawnym pisarzem/artysta. Musiał umie
                                                > ć zaspokajać swoje ego zaspokajając publikę czy mecenasa. Ergo, każdy tworzył
                                                > na akord.bjskkolwiel to obrazoburczo dla państwa akademików brzmi;

                                                To nie brzmi dla państwa akademików obrazoburczo. Żeby w ogóle wywołać zainteresowanie jakiejś publiki czy mecenasa, trzeba umieć posługiwać się słowem. Tworzenie na akord tego nie wyklucza, wręcz przeciwnie, daje potrzebną praktykę, ale to nie zmienia faktu, że doświadczenie czytelnicze jest warunkiem sine qua non - nawet autorzy tanich harlequinów muszą się najpierw obczytać w gatunku, zanim sami napiszą coś, co im przyjmą do publikacji.
                                                • Gość: kalka Re: Czy warto kontynuować? IP: *.dynamic.dsl.as9105.com 31.01.15, 02:34
                                                  Niepotrzebnie przyjmujesz za pewnik, eeelu, ze abecedowicz nie czyta.

                                                  • eeela Re: Czy warto kontynuować? 31.01.15, 03:57
                                                    Nie, tego za pewnik nie przyjmuję. Ale podejrzewam, że ma w tym zaległości, no i widzę po prostu, że jego czytelnicze doświadczenie jest niewystarczające do tego aby był w stanie poprawnie konstruować narrację.
                                          • ploniekocica Re: Czy warto kontynuować? 30.01.15, 16:07
                                            Gość portalu: kalka napisał(a):

                                            > Naprawdę zwięzłe.
                                            > blogi tematyczne naprawdę wymagają duzych umiejętności warsztatowych (trzyman
                                            > ia akcji jednodniowej historii -jednodniowego soku marchewkowego- by nie skisło
                                            > ) tak by czytelnik zechciał wrócić po następna.
                                            > Spinoff ma niewątpliwy urok literacki-umiejetność uwodzenia słowem. przywracani
                                            > a czytaczom chęci czytania no i ambicje bycia" ambitnym poczytnym"
                                            > (.. A, ze wpada i marudzi na forum?
                                            > - maniera chłopa zezlonego orka naugorze..

                                            Ale, co ma zwięzłość do umiejętności warsztatowych?
                                            Zwięzłość to umiejętność zawarcia wielu treści w niewielu słowach, nieprawdaż? Ale niekoniecznie literackich. "Zwięzły" to nie jest, albo przynajmniej nie jest z założenia, bo w szczególnych wypadkach może być częścią tegoż, komplement dla literata :)
                                            Notatki Spinoffa, niczego im i jemu nie odbierając, nie są pod względem formy zwięzłe przecież.
    • asadanoite Re: Czy warto kontynuować? 25.01.15, 10:02
      Nie jestem raczej odbiorczynią takiej literatury, ale moim zdaniem jest to napisane całkiem zgrabnie. Zdecydowanie nie powinnieneś odpuszczać. Żaden pisarz nie siada i nie pisze od razu tak jakby chciał. Wyborażam sobie, że to musi być długi i trudny proces.
      Moje uwagi. Jak na moje (co prawda niewprawione oko) szwankuje trochę interpunkcja.

      Co mi przeszkadzało, to to, że za dużo informacji chcesz na raz przekazać. W tym fragmencie dużo się dzieje i na to powinno być postawiony nacisk, a twoje zdania są czasem za długie i przeładowane przymiotnikami, zupełnie niepotrzebnie. (Zazanczam, że tylko moim zdaniem)

      Wielka blizna na prawym policzku gangstera sięgająca aż do lekko przymrużonego prawego oka. - Typowy przykład. Musimy koniecznie wiedzieć, że jest lekko przymrużone?

      Z głową przepełnioną marzeniami o karierze światowej sławy promotora jakiegoś utalentowanego zabijaki pokroju Mike Tysona czy choćby Brocka Lesnara, na ułamek sekundy zapomniał się. - Znowu, za dużo słów w środku opisu akcji, żeby przekazać, o jakiej karierze marzy. Można to skrócić, albo opowiedzieć o tym czytelnikowi przy innej okazji.

      Mocno zbudowany Turek bez słowa wysiadł z auta,Z twarzą pokiereszowaną od licznych bijatyk, w tym także na noże, powoli podszedł do Vectry, wyjął pistolet zwewnętrznej kieszeni skórzanej kurtki i zastukał lufą w szybę od strony kierowcy. - Tu, np. wywaliłabym wtręt o nożach.

      Dodam, że rzadko czytam literaturę akcji czy jak to tam nazwać, ale czasami mam ochotę. Co mi przeszkadza to właśnie zbyt literackie ambicje niektórych pisarzy. Wolę tekst krótki, ale treściwy. Jak się dzieje to niech się dzieje, a o życiu wewnętrzym bohaterów niech będzie kiedy indziej. Ten akapit o tle bohaterów był fajny. W jednym miejscu przekazałeś informacje o ich życiu. Tak mi się wydaje lepiej, niż dodawać po trochu w środku opisu hamującego samochodu czy cuś.

      • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 25.01.15, 10:33
        hej dziękuję za kometarz
        Twoje uwagi są bardzo cenne dla mojego pisania, choć wciąż się gubię. Ja bardzo chciałbym się skoncentrować na samej akcji( uważam, ze wymyslanie ciekawych scen to moja silna strona)
        Ludzie, którzy zajmują się pisaniem zawodowo, twierdzą, że opisy są nieodzowne i po prostu muszą znaleść
        się w książce( z tym idzie mi już dużo gorzej)
        " Jak się dzieje to niech się dzieje"- ZUPEŁNIE się z Tobą zgadzam. Lecz praca nad moim warsztatem literackim to będzie długa, ale za to jak przyjemna przygoda.
        Jeszcze raz dziękuję za komentarz
        • asadanoite Re: Czy warto kontynuować? 25.01.15, 11:00
          Ludzie, którzy zajmują się pisaniem zawodowo, twierdzą, że opisy są nieodzowne
          > i po prostu muszą znaleść
          > się w książce( z tym idzie mi już dużo gorzej)


          Opisy muszą być, jasne. Gdzie, kiedy, jak długie i jak napisane, to już trudniejsze pytania, ale na które każdy pisarz musi znaleźć odpowiedź. Bo jak chcesz opisać np. pościg, to najlepiej skupić się na opisie akcji. Czytający ma ją sobie wyobrazić, za dużo szczegółów w tym przeszkodzi, więc trzeba podać tylko te informacje, które są niezbędne do zrozumienia tego, co się dzieje. A kim są ludzie, którzy się ścigają to najlepiej napisać przed lub po opisie pościgu.
          "Muszą być opisy" broń boże nie może zmienić się w chęc opisania wszystkiego. Czasami nie musimy wiedzieć jakiego koloru jest dom, jaki zegarek ma spotykany człowiek, etc. Jako czytająca przynajmniej mam do piszących taki postulat :).

          A wymyślanie ciekawych scen to nie lada talent. Jeżeli masz do tego smykałkę, to super.

          Pamiętam, że Szczygieł w jakimś filmiku z radami dla chcących pisać reportaże, doradził ludziom, żeby czytali swoje teksty na głos. To może być dobra rada. Powinna pomóc wyeliminować dłużyzny.
          • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 25.01.15, 11:30
            Jak sądzisz? Powinienen publikować kolejne fragmenty na tym forum
            • asadanoite Re: Czy warto kontynuować? 25.01.15, 15:10
              Jak masz ochotę to wrzucaj. Ja raczej nie będę miała czasu wszystkiego czytać, bo długie to i nie moja bajka. :)
              • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 25.01.15, 15:18
                he he spokojnie ten fragment jest o bandziorach.
                Właśnie piszę początek. Jest tam sporo o matczynej miłości, dziecku i złym męzu.
    • autumna Re: Czy warto kontynuować? 25.01.15, 18:44
      Jeśli interesuje cię przejrzyste zaprezentowanie treści pisanej w odcinkach, to zobacz coś takiego:
      www.publixo.com/volume/0/v/564
      Można albo pojedyncze odcinki czytać online, albo ściągnąć całość jako epub lub mobi. Zalinkowałam przykładowo do tekstów własnych, niemniej pisanie to chyba nie jest jednak moje powołanie ;-)
    • nobullshit Re: Czy warto kontynuować? 26.01.15, 00:41
      Przyznam, że nie miałam siły przeczytać, bo się zaplątałam w detalach samochodowych - ktoś Ci wyżej napisał: zbyt szczegółowe - ale zapraszam z na forum, które moderuję (link w sygnaturce). Nie mamy dużego ruchu, ale bywają u nas pisarze i pisarze in spe.
    • mim_maior Re: Czy warto kontynuować? 26.01.15, 12:26
      Zgadzam się - jak akcja dzieje się szybko, to zdania muszą być krótkie, najlepiej pojedyncze, a czasowniki przeważać nad rzeczownikami. Przymiotniki ograniczone do minimum. Mnie się to ciężko czytało - może trochę z powodu braku sensownego składu tekstu (no, ale to forum, wiadomo, i możliwości ograniczone), ale bardziej z powodu tych długich zdań i mnóstwa przydawek i dopełnień w każdym z nich.
      "Volkan wcisnął pedał gazu tak mocno, że mięśnie dolnej części lewej nogi chciały eksplodować od nienaturalnego naprężenia" - mnie by się bardziej podobało jako "Volkan wcisnął gaz tak, że mięśnie chciały eksplodować". Treść ta sama, a o ile krócej. Choć to oczywiście kwestia (literackiego) gustu i nie będę się upierać, że wiem najlepiej. Patrzę na to z punktu widzenia osoby, która napisała w życiu wiele tekstów a przeczytała znacznie więcej.
    • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 26.01.15, 17:56
      Wrocław 1996
      Marcinek leżał w łóżku matki i z przerażoną twarzą spoglądał w stronę przedpokoju. Matka chłopca trzymając go za niedużą rączkę, próbowała odpędzić strach z głowy dziecka.
      - Nie bój się. Tata tylko tak żartował. Wcale nie zamierza nas skrzywdzić- kolejny raz pocałowała synka w policzek i mocno przytuliła- Wszystko będzie dobrze. Kochanieńki.
      Poznali się z Waldemarem, dwanaście lat wcześniej. Ona- prosta sprzątaczka myślała, że złapała pana Boga za nogi, gdy zauważyła, że kierownik wrocławskiego zakładu gospodarki mieszkaniowej zaczął wyraźnie okazywać swoje zainteresowanie. Prosta, wiejska dziewczyna nie oczekiwała za wiele od życia. Chciała po prostu poznać jakiegoś pracującego mężczyznę i założyć z nim rodzinę. Miała wtedy dwadzieścia pięć lat i była już po kilku krótko trwających romansach. Można powiedzieć, że nie miała szczęścia bo przyciągała do siebie, tylko amatorów jej kobiecych wdzięków. Młodzi mężczyźni zwykle znikali po kilku tygodniach. Coraz starsza i coraz bardziej zdesperowana, Jola szła przez życie, wciąż mocno wierząc, że pewnego dnia pojawi się w końcu ten wymarzony mężczyzna.
      Początkowo traktowała Waldemara dość chłodno, obawiając się, że ten dość przystojny absolwent wrocławskiej politechniki po prostu szuka okazji, żeby się zabawić. Z dużą rezerwą odpowiadała na zaloty kierownika i wcale nie śmieszyły jej, jego żarciki.
      Waldek był jednak cierpliwy. Co jakiś czas dziewczyna znajdowała w swojej małej pakamerce prezenty . Nic szczególnego. Maleńki bukiet kwiatów czy też drobiazgi do upiększenia jej dość mocno już wysłużonej garderoby
      Po kilku tygodniach przełamała się i zaczęła jednak wierzyć, że może tym razem szczęście się do niej uśmiechnęło. Zaczęli się spotykać. Wyglądało na to, że w końcu udało jej się poznać tego jedynego. Ich romans nabierał coraz większych rumieńców.
      Po trzech miesiącach Waldek oświadczył się i po zdecydowanym " Tak" Joli zamieszkali razem.
      Grzechem było by nazwać to co ich łączyło, płomiennym związkiem. Gwałtowne uczucia, namiętność czy też żarliwość, to wszystko było im obce. Ona szczęśliwa, że ktoś w końcu zadba o nią finansowo a on zadowolony, że mieszkanie było porządnie posprzątane a świeżo wyprane skarpety zawsze czekały w szufladzie. Zaszła w ciążę i po dziewięciu miesiącach pojawił się Marcinek.
      Dziewczyna zwariowała na jego punkcie. Pokochała bez opamiętania i każdą sekundę swojego życia poświęcała wyłącznie dziecku. Waldek poczuł się odepchnięty. Coraz więcej czasu spędzał poza domem. Jola zaczęła nawet go podejrzewać, że ma kochankę ale dopóki spełniał swoje obowiązki finansowe wobec domu, nie bardzo się tym przejmowała. Liczył się tylko Marcinek.
      Sytuacja zmieniła się rozpaczliwie, gdy Waldek został zwolniony z pracy. Okazało się, że robił machlojki. Wydatki na dom a także coraz więcej pieniędzy przepuszczanych na jego życie towarzyskie spowodowały, że zaczął przyjmować łapówki od spragnionych posiadania własnego lokum. Początkowo robił to dość sporadycznie, lecz w miarę coraz to nowych kopert wsuwanych do marynarki, przestał się ograniczać. Niestety. Nie wszyscy byli zadowoleni z " życzliwości" pana Waldemara i sprawą zajęła się prokuratura .
      Nastały ciężkie czasy dla rodziców Marcinka. Niewielkie oszczędności schowane na gorsze czasy powoli zaczęły się uszczuplać. Jola musiała coraz bardziej uważać na wydatki. Waldek będący cały czas pod wpływem odsiadki, zaczął poważnie interesować się alkoholem. Próbując odreagować stres związany z śledztwem prokuratury, prawie codziennie wracał do domu pijany. Zaczęły się kłótnie, wzajemne oskarżenia a wkrótce doszło do pierwszych rękoczynów ze strony młodego ojca.
      Po prawie roku sprawa została zakończona. Zapadł wyrok skazujący Waldka na trzy lata w zawieszeniu na dwa. Jakiekolwiek relacje małżeńskie przestały istnieć. Pozbawiony intratnej posady, ojciec Marcinka imał się różnych dorywczych zajęć. Pracował na budowie, czasem też jeździli z kolegą do Niemiec i sprowadzali samochody.
      Wychowana na wsi Jola, była bogobojną kobietą i nawet przez chwilę nie pomyślała o rozwodzie. Zatrudniła się znów jako sprzątaczka w pobliskiej cukrowni i z niewielkiej pensji, zapewniała skromny byt sobie i ukochanemu dziecku.
      Pozbawiony przyszłości Waldek wyglądał coraz gorzej. Pił praktycznie każdego dnia. Wyglądem coraz bardziej przypominał żula spod sklepu niż niż ojca rodziny. Dzieckiem nie zajmował się wcale, obwiniając je o cały ten bałagan. Czasem, gdy był wystarczająco pijany, zbierało mu się na żale i próbował rozmawiać z synem. Chłopiec jednak za każdym razem, mocno wystraszony uciekał do matki. Nie rozumiał czego ten prawie obcy dla niego mężczyzna od niego chce. Dla niego istniała tylko mamusia, którą kochał nad życie. Wpatrywał się w nią cały czas, swoimi ślicznymi, niebieskimi oczkami. Przytulał i zapewniał z przekonaniem, że zawsze będą razem.
      Ciągle nękana przez męża, czasem bita i wiecznie upokarzana, pewnego dnia nie wytrzymała i postanowiła się wyprowadzić. Okazja czy też może ocalenie, pojawiło się z najmniej spodziewanej strony. Koleżanka Joli z pracy- Halina, kobieta za którą dziewczyna nie za bardzo przepadała ze względu na jej zbyt śmiałe poglądy. młoda księgowa widząc kolejny siniak na twarzy Joli, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Prawie, że siłą zmusiła dziewczynę do rozmowy. Dowiedziawszy się o pijącym mężu i trudnej sytuacji w domu, postanowiła jej pomóc. Mieszała sama w dość dużym domu na przedmieściach Wrocławia. Po śmierci rodziców została sama i nie miała nikogo kto mógłby jej pomóc w zajmowaniu się domostwem. Była aktywistką w organizacji, która zajmowała się pomocą dla kobiet w trudnej sytuacji życiowej. Praca w cukrowni była tylko jej źródłem utrzymania i Halina z przyjemnością zaproponowała matce Marcinka darmowy pokój w zamian za zajmowanie się domem.
      Jola wróciła z pracy, spojrzała w swoje odbicie w lustrze i przeżegnała się.
      - Niech się dzieje wola boska. Tak trzeba - spojrzała jeszcze raz w lustro, ciężko westchnęła i wróciła do pokoju.- Syneczku. Pomóż mamusi się spakować.
      Nie było tego za wiele. Wszystkie jej i dziecka rzeczy zmieściły się w dwóch walizkach.
      - Mamo. Gdzie teraz będziemy mieszkać?- dziesięcioletni Marcinek spoglądał z ciekawością na lekko zakłopotaną matkę.
      - U takiej jednej pani. Da nam pokój u siebie w domu.- kobieta rozglądała się po pokoju, starając sobie przypomnieć co powinna jeszcze zabrać. Upewniwszy się, że to wszystko usiadła na skraju łóżka.
      - Tata będzie chyba zły, jak wróci. Jak zobaczy, że nas nie ma. Co?- chłopak usiadł na kolanach kobiety i pogłaskał ją po mocno zaniedbanych włosach.
      • asadanoite Re: Czy warto kontynuować? 26.01.15, 19:15
        Gdzieś w wątku napisałeś, że ktoś się czepia o przecinki, ale ja i tak się jeszcze raz przyczepię, bo czasami są w dziwnych miejscach, więc radziałabym na to zwrócić uwagę. Przytoczę to tylko dwa drastyczne przypadki. Np. Z dużą rezerwą odpowiadała na zaloty kierownika i wcale nie śmieszyły jej,(??) jego żarciki.
        Można powiedzieć, że nie miała szczęścia bo przyciągała do siebie, (??) tylko amatorów jej kobiecych wdzięków.

        Poza tym, całkiem ok. Dobrze się czytało. Ta koleżanka, która spada z nieba, akurat feministka, akurat razem pracują, akurat ma dla siebie cały wolny dom. W rzeczywistości rzadko takie rzeczy się zdarzają, ale wiadomo, licentia poetica, w książkach potrzeba czasami takich szczęśliwych przypadków, żeby popchać fabułę naprzód.

        Co mi zgrzytało to to zdanie: Dla niego istniał
        > a tylko mamusia, którą kochał nad życie. Wpatrywał się w nią cały czas, swoimi
        > ślicznymi, niebieskimi oczkami. Przytulał i zapewniał z przekonaniem, że zawsze
        > będą razem. - strasznie "słitaśne", ale ja ogólnie mam awersję do zdrobnień.

        - Tata będzie chyba zły, jak wróci. Jak zobaczy, że nas nie ma. Co?- chłopak us
        > iadł na kolanach kobiety i pogłaskał ją po mocno zaniedbanych włosach. - Trochę mi się wydaje, że dziesięciolatek za duży na takie rzeczy.
        • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 26.01.15, 20:11
          Mam kolegę, który akurat potrzebował kiedyś kogoś takiego, jak ja do swojego pubu. Akurat wtedy miał wolny pokój, żeby mnie zakwaterować i akurat był dobrym człowiekiem, żeby podać pomocną dłoń.
          Zgodzę się jednak, że za dużo tych malinek w jednym miejscu.
          Nie mogę sie jednak zgodzić, że 10-latek, który jest bardzo mocno związany emocjonalnie ze swoją matka, nie może się tak zachować. Brutalny i ciągle pijany ojciec może zmienić takiego chłopca w kompletnie bezradnego maminsynka.
          Sprawę interpunkcji przemilczę bo mi wstyd. Mam nadzieję, że z czasem i coraz większą ilością przeczytanych książek, sytuacja ulegnie poprawie.
          Ze zdrobnieniami też zupełna racja z Pani strony. Wydaję mi się, że mogę je tylko zastosować w wypowiedziach dziecka
          Bardzo dziekuję za komentarz( bardzo użyteczny)
      • ploniekocica Czy rączka może być duża? nt 26.01.15, 19:21

        • ploniekocica Re: Czy rączka może być duża? nt 26.01.15, 19:24
          Waldek będący cały czas pod wpływem odsiadki, zaczął poważnie interesować się alkoholem.

          Co to znaczy być pod wpływem odsiadki?????
          • 123.abc1 Re: Czy rączka może być duża? nt 26.01.15, 19:42
            będący pod wpływek stresu związanego z możliwą odsiadką- tak powinno być
            Gdzieś mi pół zdania uciekło dzięki za wychwycenie
            • mim_maior Re: Czy rączka może być duża? nt 27.01.15, 08:09
              Nie, to jeszcze gorzej. Nadal strasznie dużo tych opisów, tzn. strasznie dużo słów na opisanie rzeczy, które tylu słów nie potrzebują. Poza tym styl nie zawsze pasuje do gatunku, jaki chcesz uprawiać. Na przykład wzmianka, że bohater "zaczął interesować się alkoholem" jest przeniesiona z tekstu publicystycznego lub nawet oficjalnego. A chodzi przecież o to, że bohater zaczął popijać.
              W skrócie: spróbuj skorzystać ze starej porady doświadczonych pisarzy i po napisaniu tekstu wykreśl 30%. I zadbaj o spójność stylistyczną tekstu.
      • jeepwdyzlu Re: Czy warto kontynuować? 27.01.15, 10:33
        Rozpędzony do stu sześćdziesięciu kilometrów ciemnozielony Mercedes miał jeszcze jakieś pięćdziesiąt metrów, zanim jadące poprzeczną ulicą samochody zrobią z tego wartego czterdzieści pięć tysięcy funtów cacka kupę złomu i metalową trumnę dla czterech siedzących w środku tureckich gangsterów. Volkan wcisnął pedał gazu tak mocno, że mięśnie dolnej części lewej nogi chciały eksplodować od nienaturalnego naprężenia. Zablokowane koła wyhamowały auto do pięćdziesięciu kilometrów. Siłą rozpędu Mercedes pokonał następne kilkanaście metrów i zatrzymał się kilka centymetrów od stojącego bokiem samochodu,
        -----------
        Nie lubię amatorszczyzny.
        160 km/h to 44metry na sekundę
        Ten manewr - wciskania hamulców, zwalniania do 50km/h - biorąc pod uwagę 50 metrową odległość -
        FIZYCZNIE nie mógł się udać...
        Takich rzeczy się nie WYMYŚLA
        detale muszą być PRAWDZIWE.
        Dałeś tu ciała....

        Dalej:
        Marcinek leżał w łóżku matki i z przerażoną twarzą spoglądał w stronę przedpokoju. Matka chłopca trzymając go za niedużą rączkę, próbowała odpędzić strach z głowy dziecka.
        -----------
        Nieduża rączka?

        Moja rada - nie pisz.
        Robisz błędy ocierające się o grafomanię....
        jeep
        • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 27.01.15, 11:13
          Nieduża rączka, 160?h, i zapewne, jakby dobrze poszukać znalazło by się jeszcze duzo więcej takich błędów.
          To surowa wersja tego co kiedyś w przyszłości{ jak dalekiej nie wiem) chciałbym nazwać ksiązką. Wytknięcie błedów jest z Twojej strony dobre, nawet bardzo dobre, ale już ta rada " Nie pisz"" to jakaś totalna bzdura.
          Rok temu napisałeś mi to samo. Niestety poznanie tajników pióra to bardzo długi proces. Talent- jak napisało wielu znakomitych znawców pisania to tylko jeden procent . Reszta to długa, cięzka praca.

          Dziekuje za komentarz- Mobilizuje mnie do jeszcze wytrwalszej pracy nad tekstem
          • jeepwdyzlu Re: Czy warto kontynuować? 27.01.15, 11:36
            Niestety poznanie tajników pióra to bardzo długi proces.
            -----------
            Jestem innego zdania.
            Albo ma się do tego talent....
            albo nie.
            Albo piszesz o rzeczach na których się znasz - vide szybka jazda samochodem - albo ROZMAWIASZ z ludźmi, którzy się na tym znają. Czy na sekcji zwłok, czy na handlu narkotykami...
            Ale praca nad realiami to absolutna podstawa.
            I talent narracyjny - którego niestety nie masz:

            Jola wróciła z pracy, spojrzała w swoje odbicie w lustrze i przeżegnała się.
            - Niech się dzieje wola boska. Tak trzeba - spojrzała jeszcze raz w lustro, ciężko westchnęła i wróciła do pokoju.- Syneczku. Pomóż mamusi się spakować.

            Tu nie ma żadnego błędu. Mimo to całość brzmi nienaturalnie i sztucznie.
            Nie pamiętam swoich komentarzy sprzed roku, ale niestety szczerze Ci radzę - nie pisz. Nie teraz. Nabierz doświadczeń. Przeczytaj kilka tysięcy książek. Myśl, przeżywaj, zbieraj perły, łzy i smaki...
            A do pisania wróć za ..... 10 lat?
            20?

            Nie wiem.
            Kup Witkowskiego czy Żulczyka i zobacz co to znaczy mieć talent do tej roboty...
            jeep
            • asadanoite Re: Czy warto kontynuować? 27.01.15, 13:52
              Nie pamiętam swoich komentarzy sprzed roku, ale niestety szczerze Ci radzę - nie pisz. Nie teraz. Nabierz doświadczeń. Przeczytaj kilka tysięcy książek. Myśl, przeżywaj, zbieraj perły, łzy i smaki...
              A do pisania wróć za ..... 10 lat?
              20?


              Zgadzam się, że każdy pisarz powinien dużo przeczytać i dużo przeżyć, ale to nie jest wybór albo - albo. Tylko dlatego, że ktoś ma coś do powiedzenia z racji doświadczenia i dużo przeczytał, nie znaczy, że będzie umiał dobrze pisać. Talent czy nawet rzemiosło się z tego same nie wyłonią. Nie wiem ile trzeba napisać złych tekstów, zanim napisze się jakiś dobry.

              Zmodyfikowałabym radę jeepa i powiedziała: Żyj, czytaj i pisz. W takiej kolejności. Może najpierw opowiadania? A może nie. Niech się chłopak rzuci na powieść od razu. A co tam. Może trzeba najpierw jedną kiepską powieść napisać, której nikt nie wyda, żeby się nauczyć?

              • jeepwdyzlu Re: Czy warto kontynuować? 27.01.15, 14:24
                Zmodyfikowałabym radę jeepa i powiedziała: Żyj, czytaj i pisz.
                ----
                i znajdź sprawiedliwych, szczerych krytyków :-)
                j.
                • eeela Re: Czy warto kontynuować? 27.01.15, 15:21

                  > i znajdź sprawiedliwych, szczerych krytyków :-)

                  No, o to akurat Abecede już się postarał :-)

                  I trzeba przyznać, że w porównaniu ze starą próbką zrobił pewne postępy. Za te 10-20 lat może mu jeszcze coś wyjść, jeśli pasji i sił mu starczy :-)
                  • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 27.01.15, 15:56
                    W takim razie z innej beczki.
                    Może ktoś z Pąństwa miałby ochotę ze mną nad tym popracować???( oczywiście odpłatnie)
                    Nie mówię o pisaniu za mnie. Chodzi mi raczej o pomocy przy poszczególnych scenach.
                    W Polsce zapisałbym się na kurs pisania, ale niestety to w Londynie niczego takiego nie ma.

                    ps Mój e-mail 123.abc1@gazeta.pl

                    • eeela Re: Czy warto kontynuować? 27.01.15, 16:05
                      Kiedyś był taki niezły kurs pisania, co się szkoła nazywał, ale dochodzą do mnie słuchy, że mocno podupadł na jakości ;-)

                      A tak już poważnie: kurs pisania nie pomoże ci przeskoczyć tych 10-20 lat życia, czytania i próbek pisarskich do szuflady, które ci w tym wątku doradzono. Pisarze uczą się jedni od drugich, to prawda, ale nie na kursach. Uczą i rozwijają się, czytając książki, a rozwój nawet bardzo utalentowanego pisarza zajmuje wiele lat. Pisanie dobrych książek to nie jest umiejętność, którą można nabyć na kursie.
                    • staua Re: Czy warto kontynuować? 27.01.15, 16:23
                      Na pewno w Londynie też są. Wyszukaj sobie Creative Writing Workshop (Course, etc). Na pewno jest tego pełno w okolicy.
                      Przydatności nie komentuję, różni ludzie mogą skorzystać w różnym stopniu takich kursów.
    • Gość: brnXB miej się na baczności! IP: *.adsl.inetia.pl 31.01.15, 15:37
      Jeep rozsądnie, rzeczowo, z nutką szorstkiej dobroci radzi autorowi tekstu by powściągnął wodzę fantazji i zrezygnował z obrania wyboistej drogi jaką jest tworzenie literatury przez L duże w ch.... Bynajmniej sam się pod tą radą nie podpisuję, bo komentowanego tekstu nie liznąłem, ale na mocnym kacu parują ze mnie pokłady empatii, więc chcę 123.abc1 przestrzec i ostrzec.

      Obojętnie czy chodzi o seks, onanizm, wódę, koks, szlugi, gry komputerowe, internet, diety, robienie zakupów, czy pisanie powieści - każde uzależnienie jako choroba ma swoje stadia. Ci którzy nie weszli w tego rodzaju ćpanie jakim jest "tworzenie literatury" na całego - mają jeszcze szanse otrzeźwieć, zaaplikować sobie jakąś terapię, odnaleźć placebo, albo z pogodą ducha i frywolnym uśmiechem (nad ezoteryką porzuconego trudu) uśmiechnąć się i zakończyć na zawsze pisanie. Tak po prostu.

      Jeżeli natomiast ktoś słusznie bądź niesłusznie (wiedziony na manowce impetem własnych iluzji) zdołała przekonać sam siebie, że musi pisać - wówczas nie tylko naraża na pauperyzacje swój materialny byt ale i naraża na depresję swoje jestestwo. Naraża się na pośmiewisko, którego echo będzie rozbrzmiewało w tych czterech ścianach gdzie zaliczał falstarty. Ponieważ pisanie to innego gatunku choroba niż wymienione wcześniej nałogi - one na krótkim odcinku serwują dystans między potrzebą a spełnieniem, między paląca chucią a wytryskiem, między pragnieniem a upojeniem, na tym polega ich piękno i urok: zarzucanie na siebie tych samych wąskich pętli. Pisanie natomiast to nie ciasna pętla, ale przepastny zbiornik wodny, w którym niejeden łebski chojrak już utonął nie doświadczając przy tym nawet cienia nagrody. Niejeden wskoczył w to na główkę i nawet nie osiągnął tam dna, po kilku latach młócenia ramionami (pisania) wypłynął na brzeg wyzuty z pogody ducha, stabilności psychicznej i odarty z zatopionego czasu.

      Bo pisanie to - 123.abc1 wybacz banał - czas. Setki godzin, popołudni, weekendów, lat, które spędzi się nad papierem lub klawiaturą inwestując je w działalność nie gwarantującą żadnych rezultatów. Pisanie to działanie wysoce nieopłacalne, nie tylko czasochłonne, ale i energochłonne, tysiące litrów wyżłopanej kawy (jej ceny rosną), tysiące kostek zjedzonej czekolady (każdy rozsądny dentysta już by zacierał łapki na takiego pomyleńca) lub innych węglowodanów prostych (pieczywo białe) lub złożonych (kasza gryczana i jaglana). Co z tego ktoś ma - statystycznie rzecz ujmując - największą szanse otrzymać w zamian?
      między innymi, poza np. zgorzknieniem - zupełnie, absolutnie nic.

      Cały ten ogrom czasu każdy zdrowy na umyśle, trzeźwo myślący człowiek wolałby poświęcić na aktywności, które mają większe szanse przynieść skutki, albo z pewnością przyniosą skutki. Zamiast pisania można nauczyć się w tym czasie języka obcego, można nabyć kompetencji w jakiejś dziedzinie zawodowej, można awansować, lub znaleźć lepszą pracę i tym samym podnosząc swój materialny status podnieść szanse na znalezienie statecznej kandydatki do chapania dzidy i/lub małżeństwa. A jeśli już ma się rodzinę to ten czas można (według niektórych ideologii nawet należy) spędzać z nimi, a nie samemu. Można ten ogrom czasu włożyć w podróże, w spalanie kalorii, w siłownię, w martwy ciąg, w tricepsy. Można żyć fit, jeść eko i bio, a potem rzucić ten lajfstajl w blogosferę licząc na to, że będzie zysk z reklam.

      Zamiast wieczorem wyjść do przyjaciół albo do pubu i położyć pierwszej lepszej pannie dłoń na pośladku by zadzierzgnąć z nią postronki sympatii - ktoś woli ślęczeć samemu nad tekstem, który może jest niczym innym aniżeli makulaturą. Zamiast odpoczywać, rozwijać swoje zainteresowania i relacje z ludźmi - ktoś wybiera dodatkową pracę (gdyż jest to czynność w jakimś sensie będąca wysiłkiem).

      Pisanie zamiast, lub obok "życia" to nie są złe wybory. Twierdzę, że nawet najlepsze z możliwych, jeśli nie ma się żadnych oczekiwań, roszczeń i żądań. Jeśli potrafi się cieszyć z samej drogi. Dlatego 123.abc1 chcę Cię przestrzec, że obierając ten kierunek narażasz się na frustracje i różne inne nieprzyjemne efekty włącznie ze zdrowotnymi. To nie są powody, żeby rezygnować. Przynajmniej nie są to wystarczające powody dla osoby już uzależnionej. Reszta to kwestia rotacji i daru przekonywania. Bo istotą dobrze usystematyzowanego obłędu jest to, że można go sprzedać innym jako sensowny projekt. Albo sobie.
      • eeela Re: miej się na baczności! 31.01.15, 16:24

        > Pisanie zamiast, lub obok "życia" to nie są złe wybory. Twierdzę, że nawet najl
        > epsze z możliwych, jeśli nie ma się żadnych oczekiwań, roszczeń i żądań. Jeśli
        > potrafi się cieszyć z samej drogi.

        Bardzo ładnie napisane i całkowicie się z tym zgadzam :-)
        • Gość: Akira Re: miej się na baczności! IP: *.adsl.inetia.pl 31.01.15, 18:31
          Po usunięciu knajackiego slangu zdecydowanie warto. To "ja pierd...." tak razi w oczy, że niezależnie od stylizacji tego środka wyrazu bym nie używał :/ Można inaczej, a efekt będzie jeszcze silniejszy. Orócz tego - ciekawe!

          Adam

          przeczytane.org | artykuły i recenzje
          www.przeczytane.org/marquez-dwanas?adan-tulaczych/
      • 123.abc1 Re: miej się na baczności! 31.01.15, 19:57
        hej to ci dopiero komentarz
        wszystkie wyżej wymienione nałogi juz przerobiłem, więc czas zrobić ( przynajmniej próbować) coś fajnego.
        Zapewne( na 99.99%) nie zostanę autorem bestselerów, które rozpalą serca tysięcy czytelników. Chciałbym jednak coś po sobie pozostawić. Pieniądze mam i jest to akurat ostatnia rzecz o której pomyslałem biorąc się
        za to szlachetne rzemiosło( choć nie jestem jeszcze nawet czeladnikiem)
        pozdrawiam Cię brnXB- kac, kaca, kacem pogania- na tym akurat się znam a właściwie znałem bo zamieniłem kieliszek na pióro( czytaj klawiaturę)
        • eeela Re: miej się na baczności! 31.01.15, 20:29
          na tym akurat się znam a właściwie znałem bo zamieniłem kieliszek
          > na pióro( czytaj klawiaturę)

          To jest niewątpliwie dobra decyzja. Jestem przekonana, że nałóg pisania dostarcza znacznie ciekawszych, głębszych i prawdziwszych przeżyć :-) Ale też niesie ze sobą spore ryzyko: poczucia zmarnowanego czasu, zawiedzenia się na sobie, bycia pogrzebanym pod miażdżącą krytyką, itp. Można je zminimalizować jedynie za pomocą redukcji oczekiwań, jak słusznie zauważa BrnXB.
          • 123.abc1 Re: miej się na baczności! 31.01.15, 20:38
            Nie mam zadnych oczekiwań typu sława czy pieniądze.
            Brakuje mi talentu i zacząłem coś pisać dopiero po 40-stce. Czytanie i pisanie dało mi jednak szansę na rozwój osobisty, duchowy czy też emocjonalny. Domyślam się, że ta droga nie da mi nic materialnego. " żyj, pisz i czytaj"- ktoś to tu wcześniej napisał w komentarzach( chyba nawet Pani), zdecydowanie podążam za tym.
    • spinoff Re: Czy warto kontynuować? 01.02.15, 00:59
      A co masz ciekawszego do roboty? Będziesz się gdzieś szlajał, balował, łajdaczył, naganiał pigularzom klientelę dzień-po?
      Siedź w domu i pisz!
      • Gość: brnXB Re: Czy warto kontynuować? IP: *.adsl.inetia.pl 01.02.15, 04:23
        Ty Spinoff masz wciąż do czynienia z Tysiącleciem? - mieszkasz na g.śląsku? jeśli tak to chętnie ustawiłbym się z Tobą na flaszkę w Katowicach. No chyba, że mieszkasz daleko lub nie interesuje cię spotkanie z gó...arzem, to wiadomo.
        • jeepwdyzlu Re: Czy warto kontynuować? 02.02.15, 12:41
          No i jaka ciekawa dyskusja się zrobiła...
          brnXB brawa za szczerość
          Ciekawy ten trop wskazujący pisanie jako uzależnienie, zajęcie mało satysfakcjonujące i na poły jałowe..
          Nie zgadzam się z taką wizją, więcej - jestem prawie pewien, że literatura na rzetelnym poziomie rzemieślniczym (Krajewski, Miłoszewski, Child) - może przynosić nie tylko całkiem niezłe pieniądze, ale i celebryckie atrakcje. Chyba zgodzicie się, że pisarze są coraz młodsi, przystojniejsi...
          To dziś zawód.
          Czekam na strajk żądający podwyżek :-)

          jeep
          • zwany_kiedys_drussem Re: Czy warto kontynuować? 03.02.15, 13:37
            Ale Jeepie... Czy prawdziwy problem, znacznie poważniejszy niż biadolenie o spadku czytelnictwa nie wiąże się właśnie z tym, że ludzie coraz częściej mylą pisarzy z celebrytami? Nie powiem, lubię czytać Miłoszewskiego, ale jego pisarska kuchnia oferuje znacznie mniej wymagającą potrawę niż to, co gotują Szostak i Żulczyk, inni nominowani do Paszportów. Dlaczego Nagrody im. Zajdla nie dostaje za kolejne ważne książki Orbitowski, tylko np. Ćwiek? Dlaczego wreszcie na targach książki najwięcej uwagi przyciągają ci, co zapewne wynajęli ghost-writerów, bo bliżej im do analfabetyzmu niż wirtuozerii pisarskiej?
            • jeepwdyzlu Re: Czy warto kontynuować? 03.02.15, 13:48
              Nie powiem, lubię czytać Miłoszewskiego, ale jego pisarska kuchnia oferuje znacznie mniej wymagającą potrawę niż to, co gotują Szostak i Żulczyk
              -------
              Zgadzam się - mimo, że Miłoszewski jest sprawny warsztatowo - daleko mu do talentu Żulczyka.
              Ale 3/4 a może i więcej literatury - to książki rozrywkowe, łatwe do czytania, relaksujące. Bez bicia przyznaję się, że sam chętnie po nie sięgam.
              Dlatego cenię solidne rzemiosło.
              A na wirtuoza - w dodatku w formie - trafiam zdecydowanie rzadziej.
              j.
              • zwany_kiedys_drussem Re: Czy warto kontynuować? 03.02.15, 16:45
                Racja. Chyba wolę czytać dobrego rzemieślnika w formie niż artystę bez formy ;-)
        • spinoff Re: Czy warto kontynuować? 03.02.15, 23:06
          Mieszkam w Krakowie, czyli niedaleko. I chętnie bym się z Tobą napił, ale zależy mi na anonimowości. Ona jest motorem mojej obecności w sieci. Bez niej cały ten internetowy spin-off życia - zarówno blog, jak i forum - nie mają sensu. Próbuję szukać szczerości w kontakcie z ludźmi, którzy nic o mnie nie wiedzą. Bo gdy wiedzą, to kłamią przez grzeczność, nieśmiałość, koniunkturalizm. Internetowa anonimowość usuwa z relacji przynajmniej pozorowany szacunek, wykalkulowaną przyjaźń i miłość, fałszywą radość, wysilone uśmiechy, obłudne komplementy... itd. To jedyna zaleta internetu. I jest warunkiem koniecznym, bym się w nim udzielał. Gromadzę tu oznaki niewymuszonej sympatii bądź antypatii - na razie mam 1 lubięto (od Ciebie, dzięki!) i 99 faków.
          Zawsze możesz natomiast podesłać mi maila na gazetowe konto, i dobrze wiesz, że odpiszę, choć N.N.

          A Katowice? Często bywam. Tam się wszystko zaczęło: i życie się zaczęło, i szkoła się zaczęła... tylko że chodziliśmy raczej na piwo, nie na kremówki. Pijaliśmy też tusipect litrami, jak się trafiło. Nie wiem dlaczego. Inne miejsce, inne czasy, inni ludzie... mniej podniebni, a bardziej podziemni, ale wspaniali. No i Śląsk ma charakter, zachowuje swą odrębność - wszędzie indziej masz już to samo, żadnej specyfiki, uniformizacja.
          • eeela Re: Czy warto kontynuować? 04.02.15, 00:15
            na razie mam 1
            > lubięto (od Ciebie, dzięki!) i 99 faków.

            Jesteś ciężki do lubienia i często bardzo się o to starasz, żeby tak było, więc jeśli to powyżej to narzekanie, to nie rozumiem, skąd ono i dlaczego. Ale z mojej strony żadnych faków nie dostajesz, bo uważam, żeś interesującym i cennym okazem na forum!
          • jeepwdyzlu Re: Czy warto kontynuować? 04.02.15, 11:03
            e spinoff
            nie bądź taki skromny
            Więcej ludzi Cię ceni :-)
            jeep
            • spinoff Re: Czy warto kontynuować? 07.02.15, 18:21
              Ale nie przemawiaj w imieniu "ludzi", tylko własnym.
              Powiedz czy TY mnie cenisz.
              I koniecznie przeczytaj Wizje zbawienia, Tismaneanu.
            • spinoff Re: Czy warto kontynuować? 24.06.15, 00:16
              Przeczytałeś???
          • Gość: brnXB Re: Czy warto kontynuować? IP: *.adsl.inetia.pl 06.02.15, 17:50
            Dzięki. Więc kiedyś się odezwę, albo nie, ale chciałbym.

            "Bo gdy wiedzą, to kłamią przez grzeczność, nieśmiałość, koniunkturalizm. Internetowa anonimowość usuwa z relacji przynajmniej pozorowany szacunek, wykalkulowaną przyjaźń i miłość, fałszywą radość, wysilone uśmiechy, obłudne komplementy... itd. To jedyna zaleta internetu. "

            Hehe, ale idealista, przecież sam proponując wspólną flaszkę lub piwa proponuję z pobudek czysto egoistycznych, wykalkulowanych, mianowicie licząc na frajdę jaką daje bardzo rzadka okazja na kontakt z kimś kto ma łeb nie od parady. Chociaż tak teraz myślę, że wyskoczenie wieczór do pubu z zachowaniem tego co nazywasz "anonimowością" czyli np. w ogóle bez przedstawienia się sobie, jest tak groteskowe, że aż dobrze brzmi.

            A tymczasem... tyle ostatnio ładujesz nowych wpisów w blog, że ciężko za tym nadążyć
            • spinoff Re: Czy warto kontynuować? 07.02.15, 18:19
              Anonimowość, jako zaleta internetu, zachęcająca ludzi do szczerości, dodająca odwagi, skłaniająca do bycia sobą... i wynikające z tego 99 faków... to nie idealizm, to oczywiście sarkazm. Więc jeśli już trafił mi się 1 taki, tylko 1, który nic o mnie nie wiedząc, liczy się z moim słowem, ceni moją opinię, twierdzi, iż mam "łeb nie od parady"... itd., to przecież za wszelką cenę muszę go utrzymać w tej niewiedzy i się tym napawać! Bo to jest internet, forum tak ponuro odmalowane przez Bator, to jest tu bezcenne, niespotykane, to jest 1 do 99. A przecież zaczynałeś jak inni, pamiętasz swoje pierwsze wpisy pod moim adresem? Jeśli teraz napijemy się wódki, to zaczną gderać, że się wspieramy, bośmy są kumple od kieliszka... Nie ma szans. O to mi chodziło. Nie spikniemy się.
              Nic nie pakuję na bloga, bo ostatnie 2 tyg. miałem urwanie głowy. A odreagować przychodziłem tutaj. Nie wiem, co mógłbym tam jeszcze wpakować. Nic już nie mam.
            • spinoff Re: Czy warto kontynuować? 07.02.15, 18:29
              A Tobie polecę jeszcze Święta u Cole'ów, Stephensa. Rzuć wszystko i przeczytaj bezzwłocznie.
              Ale przede wszystkim, WARTO PISAĆ, bez dwóch zdań. I jak wiesz, zawsze odpowiadam zainteresowanym: nie czytaj tyle, pisz! Dla siebie. Bo to nie czytanie, lecz pisanie poprawia sprawność intelektualną, pomaga zebrać i uporządkować myśli, sprzyja pogłębieniu refleksji, rozwija wyobraźnię i daje autentyczną satysfakcję... Warto wygospodarować pół godziny wieczorem i spróbować pisać o tym, co zaprząta myśli, albo co się tego dnia wydarzyło, także błahego, starać się to pogłębić, nawet głupi film, który właśnie zobaczyło się w tv, bronić go i atakować, z różnych punktów widzenia, spierać się ze sobą, wyszukiwać kontrargumentów...
            • spinoff Re: Czy warto kontynuować? 24.06.15, 00:15
              I co??
              Zajrzałeś do tego Stephensa?
    • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 18.02.15, 14:06
      Dźwięk budzika. Boże, to już ta pora. Siódma rano, nie ma co, trzeba wstać i znów "kosić" te funty. Raczej zarabiać ku chwale wszystkim " bukom". Nie można przecież dopuścić, żeby zbankrutowali. Bwin ma dziesięć milionów klientów a wciąż przysyła mi pełne miłości listy. " Obstaw za dwie dychy a my damy ci dyszkę bonusu". Tylko debil nie dał by się namówić.
      Za ścianą słyszę urokliwe dźwięki poranka. " Budowlanka" też już się obudziła, głośno i wyraźnie daje mi znać o swoim istnieniu. Pierdy, charki i sapanie na kiblu. Kocham Londyn. W końcu to obok Paryża i może Madrytu jedno z ciekawszych europejskich miast.
      Wstaję i robię kawę. Kubek trochę oblepiony wczorajszym sokiem, ale to nic. Funty najważniejsze. Pierwszy łyk rozgrzewa gardło i zabija nieznośny ból gardła. Spoglądam na rowerek stacjonarny firmy " Domyos". Pomysł był dobry. Pół godziny dziennie a z czasem może i prawie godzina pedałowania i witaj szczupła sylwetko. Po trzech dniach zapał umarł i teraz tylko zagraca pokój. Zostaję z moim obwisłym brzuchem i słabymi kolanami.
      Ubieram się i patrzę na reklamówkę z jedzeniem. Niby jest lodówka na parterze, ale kto by chciał latać po schodach za każdą kromką chleba. Nie będę jadł. W końcu już za półtorej godziny będę w pubie i zjem za darmo. Funty najważniejsze.
      Pierwszy papieros. Pycha. Od razu chce się żyć. Papieros, kawa no i oczywiście mój ukochany hazard. Czy można być bardziej szczęśliwym. Szkoda, że już nie piję. Kac i uporczywy ból głowy to piękny dodatek do " szluga" i kawy w brudnym kubku.
      W łazience cisza. " Budowlanka" już chyba skończyła układać włosy na żel i z uśmiechem na twarzach pobiegli zarabiać te funty.
      Włączam laptop. Mój przyjaciel i moja kochanka. Po co mieć normalne życie, skoro mam ciebie mój kochany "hp" Żebym jeszcze do tej roboty nie musiał chodzić. To by było coś.
      Z drugiej strony, gdybym nie musiał pracować, to jak mógłbym uszczęśliwiać bukmacherów.
      Jest dobrze. Dziś mam dziesięć godzin pracy. Wpadnie stówka i znów " William Hill" będzie nazywał mnie swoim przyjacielem. Konto gracza- zero, zero, zero. Nic nie wygrałem. Szkoda może nie musiałbym przejmować się opłatą za pokój. Następnym razem się uda.
      Prawie ósma. Czas wyjść z domu. Mieszkam na East Ham. Patrzę przez okno. Pada. Ku... mać!
      Czy tak ciężko kupić parasolkę. Co mam zrobić? Co mogę zrobić, wychodzę. To tylko kilka minut do stacji metra. Sklepy jeszcze zamknięte. Błąd. Widzę jakieś podejrzane typy przed "Coralem". Pewnie, jak ja miłośnicy łatwego zarobku. Włosy coraz bardziej mokre. Stróżki deszczu powoli spływają po twarzy a zimny wiatr powiewa wesoło po mojej głowie. Można by się wściec, ale po co. W końcu już za niecałe dwanaście godzin będę miał sto funtów i cały wachlarz możliwości, jak jego rozmnożyć przy pomocy " Bet365". Rewelacja.
      Jestem na stacji. Setki ludzi w pośpiechu starają się dostać do metra. Trzy funty za to, żeby dostać się do stacji " West Ham". Po piątym odprowadzonym smutnym wzrokiem pociągu, w końcu udaje mi się dostać do środka.
      Spoglądam przez ramię na ekran nowego smart fona. Młoda hinduska ogląda zdjęcia jakiegoś bobasa. Facebook!brr. Patrzę w lewo. Jakiś Muzułmanin też na coś patrzy w swoim telefonie. Pewnie czyta jakieś mądrości z Koranu. Nie chce wywołać wojny religijnej, ale i tak wykorzystuje moment i zaglądam w ekran. No tak. Facebook. Co to jest ten Facebook?
      Może i ja się tam zarejestruję. Będę miał dwa tysiące przyjaciół. Teraz nie mam żadnego więc może warto spróbować.
      Wysiadam z pociągu. Czemu ja właściwie nie mam przyjaciół. Bo nie chcę mieć? Bo jestem dupkiem i wszystkich do siebie zrażam? Raczej to drugie. Przecież mam jednego przyjaciela.
      No właśnie. Paddy twierdzi, że jest moim przyjacielem. Powtarzał mi to ze sto razy. Nie widzimy się za często bo ten irlandzki chłopak jest bardzo zajęty. Postanowił pobić rekord świata w zaliczaniu panienek i całkiem dobrze mu to wychodzi. Chłopak dobrze wygląda to i jest mu łatwo. Sam mu kiedyś doradziłem, żeby tylko zaliczał i pod żadnym pozorem się z nikim nie wiązał na dłużej. Czy ja sobie radzę z kobietami. Jasne, że tak. " Polishdating" jest pełen zmysłowych dwudziestolatek, które chętnie się umówią z dwa razy starszym facetem.
      Może lepiej by mi poszło w przedziale 30- 40 lat, ale kto chciał by się umawiać z kobietami w moim wieku.
      Wsiadam do kolejnej lini metra, którą dostanę się na Waterloo. Nie wierzę własnym oczom. Jest wolne miejsce. Powoli się zbliżam. Z podejrzliwością obserwuję okolicę. Czekam aż jakiś pasażer sprzątnie mi miejsce w ostatniej sekundzie, zapewne głupkowato się przy tym uśmiechając. Udało się. Siedzę z torbą na kolanach. Mógłbym coś przeczytać, przecież zawsze mam ze sobą jakąś książkę. Wyciągam dzieło i otwieram na zaznaczonej stronie.
      " Rozwój duchowy dla początkujących" Książka jest naprawdę dobra. Podążając za zaleceniami autorki można by naprawić swój świat. Jest tylko kilka " ale"
      Musiałbym chcieć. Musiałbym zacząć traktować to poważnie. Musiałbym zacząć biegać, żeby odświeżyć mój mocno już przechodzony mózg. Po co? Już za kilka godzin będę miał sto funtów i stoczę kolejny bój z " Paddy Power". Tym razem na pewno wygram.
      Jestem na Waterloo. Idę zapalić papierosa. Zostało dwadzieścia minut na " dymka" i rozkoszowanie się widokiem pięknych dziewczyn spieszących do pracy. Boże, aż mnie skręca. Co rusz jakaś piękność mija mnie, nie zwracając kompletnie uwagi na palącego papierosa w stróżkach londyńskiego deszczu. Czemu tak jest. Kiedyś też byłem ładnym chłopcem. Może ta.
      Niestety, spojrzała tylko z pogardą, jakby chciała powiedzieć " Za wysokie progi, staruchu!"
      Cóż pozostało. Wsiadam do pociągu i wyciągam butelkę z wodą mineralna. Trzeba się nawadniać. Woda to życie a jak będę żył to zarobie te sto funtów i wieczór spędzę z " Betsafe"
      Życie jest piękne. Trzeba tylko trafniej wypełniać kupony.
      • Gość: kalka Re: Czy warto kontynuować? IP: *.29.164.200.threembb.co.uk 18.02.15, 15:47
        A nie mówiłam., czysty Bukowski!
        • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 18.02.15, 15:51
          To spytam jeszcze raz. Warto coś takiego kontynuować?
          Pomyślałem, że skoro na gangsterce słabo sie znam, to może takie coś jest warte pisania.
          • Gość: kalka Re: Czy warto kontynuować? IP: *.29.164.200.threembb.co.uk 18.02.15, 23:17
            Nie wiem może ja sie nie znam na ludziach i literaturze. Ale Coś mi sie wydaje, ze od tyłka strony do siebie podchodzisz.,.
            pisanie nęka ci dusze i piszesz bo chcesz bo potrzebujesz , to po co to "warto" człowieku?
            A jeśli juz wartościujące pytanie to czy nie lepiej je odwrocić i zapytać siebie, czy warto bez niego żyć?
            • eeela Re: Czy warto kontynuować? 19.02.15, 02:01

              > pisanie nęka ci dusze i piszesz bo chcesz bo potrzebujesz , to po co to "warto
              > " człowieku?

              O, to, to.

              Niby się wątkodawca zgodził z ogólnym przesłaniem wypływającym z dyskusji, że pisać należy dla zaspokojenia własnych emocjonalnych i intelektualnych potrzeb, a zarzucić nadzieje na uznanie i sławę, a jednak wciąż pyta o to, czy warto, jakby oczekiwał potwierdzenia, że jego pisanie przyniesie mu jeszcze jakieś inne, bardziej wymierne korzyści. A tymczasem na to liczyć w żaden sposób nie można, a wartość pisania trzeba mierzyć w korzyściach całkowicie niematerialnych. To, że czasem komuś z grona pisarzy zdarza się zyskać z tej pracy coś więcej, to w dużej mierze kwestia przypadku. Oczywiście, solidna praca i wytrwałe poszukiwania wydawców są warunkami wyjściowymi, ale niczego nie gwarantują.

              Powtórzę za Kalllką: jak chcesz i potrzebujesz pisać, to pisz. Będziesz miał radochę z pisania. Jeśli tym, co chcesz i czego potrzebujesz, są tysiące sprzedanych egzemplarzy, to pisać też oczywiście możesz - to twój wybór w końcu - ale szykuj się na srogie rozczarowanie.
              • asadanoite Re: Czy warto kontynuować? 19.02.15, 10:07

                > Niby się wątkodawca zgodził z ogólnym przesłaniem wypływającym z dyskusji, że p
                > isać należy dla zaspokojenia własnych emocjonalnych i intelektualnych potrzeb,
                > a zarzucić nadzieje na uznanie i sławę, a jednak wciąż pyta o to, czy warto, ja
                > kby oczekiwał potwierdzenia, że jego pisanie przyniesie mu jeszcze jakieś inne,
                > bardziej wymierne korzyści. A tymczasem na to liczyć w żaden sposób nie można,
                > a wartość pisania trzeba mierzyć w korzyściach całkowicie niematerialnych. To,
                > że czasem komuś z grona pisarzy zdarza się zyskać z tej pracy coś więcej, to w
                > dużej mierze kwestia przypadku. Oczywiście, solidna praca i wytrwałe poszukiwa
                > nia wydawców są warunkami wyjściowymi, ale niczego nie gwarantują.
                >
                > Powtórzę za Kalllką: jak chcesz i potrzebujesz pisać, to pisz. Będziesz miał ra
                > dochę z pisania. Jeśli tym, co chcesz i czego potrzebujesz, są tysiące sprzedan
                > ych egzemplarzy, to pisać też oczywiście możesz - to twój wybór w końcu - ale s
                > zykuj się na srogie rozczarowanie.
                >
                >
                Ja się trochę nie zgodzę. To nie jest tak, że są tylko dwie opcje. Pisanie do szuflady albo sprzedaż miliona egzemplarzy. Nie ma nic złego w tym, że ktoś chce, żeby innym ludziom jego pisanie też się podobało, żeby ktoś miał z niego radochę, żeby usłyszeć "fajnie piszesz". Nie oszukujmy się, każdy od czasu do czasu potrzebuje pozytywnego feedbacku od innych ludzi.
                Nie znam się na pisaniu w ogóle, ale wyobrażam sobie, że to w większości musi być długi, żmudny proces i lepiej, żeby autor znalazł sposób na polubienie go i czerpanie z tego satysfakcji, bo właśnie pisząc spędza się większość czasu. Ale nie pisze się po to, żeby to sobie samemu na głos czytać i się tym podniecać. Tylko po to, żeby inni czytali! Czy to grono znajomych czy ludzie w internecie czy kupujący książki.
                • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 19.02.15, 12:46
                  Pisać do szuflady? Po co?
                  Jeżeli cos staram się napisać to po to, zeby ktoś to przeczytał. Zdaję sobie sprawę, że moje wypocinki są dalekie od nazwania pisaniem, ale właśnie dlatego je publikuje żeby ktoś, kto się lepiej na tym zna to ocenił. Powiedział mi czy idę w dobrą stronę. Wiem, że zaraz ktoś mi powie, że to wciąż nic nie warte, ale o to chodzi. Konstruktywna krytyka czyni cuda. Sprzedać miliony egzemplarzy i zostać sławnym. Oczywiście, że to mrzonka. Miło by, jednak było znależc, nawet bardzo niewielko grono entazjastów tego co się robi. Próby pisarskie, którymi zajmuję się zaledwie od kilku mięsięcy już dość mocno zmieniły moje życie. Zaczynam odrzucać to co jest dla mnie złe a zaczynam patrzeć na życie bardziej pozytywnym spojrzeniem.
                  Nie nauczę się w kilka miesięcy poprawnej interpunkcji, stylistyki czy też poprawnego pisania dialogów( o porządnych opisach nawet nie wspominam)
                  Kiedyś jeden Irlandczyk powiedział mi " Ty chłopaku, musisz zacząć pisać. W tobie jest tyle pozytywnych i negatywnych emocji, że musisz to przelać na papier|"
                  Skoro nie zostanę wielkim pisarzem, to co z tego. Pisanie dla samego pisania jest już dużą radochą.
                  • Gość: kalka Re: Czy warto kontynuować? IP: *.29.165.135.threembb.co.uk 19.02.15, 17:17
                    No halo!Pisząc tu,piszesz do szuflady? Przecież cały czas utrzymujesz wątek "pod napięciem". Domagając się ocen niewykończonych tekstów.,.
                    Może wiec wyedytuj tu coś wiecej ( coś innego, byle skończona całość) wtedy rzeczywiście będzie można połaskotać twoje ego.
                    • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 19.02.15, 17:34
                      bardziej mi chodziło o potwierdzenie czy też może zanegowanie jakiegokolwiek postepu.
                      Z tego co dziś przeczytałem, wnioskuję, że jakaś niewielka poprawa jest.
                      spróbował bym może z tym ostatnim fragmentem. Nie jestem tylko pewien czy duchowa i osobista przemiana bohatera będzie ciekawym tematem do przeczytania
                      • jeepwdyzlu Re: Czy warto kontynuować? 20.02.15, 12:23
                        Z tego co dziś przeczytałem, wnioskuję, że jakaś niewielka poprawa jest.
                        --------
                        Nie. Nie oszukuj się.
                        Nie masz talenty narracyjnego, zdania budujesz nieporadnie, brakuje Ci stylu.
                        I wieje nudą - a to jest najgorsze....
                        jeep
                        • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 20.02.15, 13:25
                          Ty to mnie chyba najbardziej motywujesz do dalszych prób. Lubię, jak ludzie mi mówią, że to co robię jest nic nie warte. Przypominam Tobie/ Panu ( nie wiem w jakim jestes wieku), że dopiero poznaję to rzemiosło. Jak ktoś wcześniej napisał to " przedszkolne próbki" Piszę i będę pisał a także wklejał na forum, bo tylko tak mogę poznać obiektywną opinie ludzi, którzy sie na tym znają . No chyba, że ktoś zarzadzający tym miejscem karze mi spadać stąd
                          Może napij się czegoś to pozwala optymistyczniej patrzeć na to wszystko co nas otacza
                          • Gość: kalka Re: Czy warto kontynuować? IP: *.29.165.181.threembb.co.uk 20.02.15, 16:19
                            Chyba najbardziej lubisz gdy "coś" wokol się dzieje.
                            Moim zdaniem największy twój talent, to skrzętne ukrywanie, ze masz talent. Taka Zabawa w kotka i myszkę
                            Pamietam podobna postać-uroczego szalbierza-"niezgrabe" ( w rzeczywistości rzutkiego animatora kulturalno- oświatowego) z włoskiej telewizji; chyba mu było, Fiorello :/
                            • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 21.02.15, 00:18
                              Mam talent i go ukrywam. Ciekawe choć kompletnie nie rozumiem takiego rozumowania.
                              Chyba, że jest to jakaś dwuznaczna ironia i do tego żeby ją pojąć jestem poprostu za głupi
                              • Gość: kalka Re: Czy warto kontynuować? IP: *.29.165.250.threembb.co.uk 21.02.15, 13:17
                                Rzadko jestem ironiczna, nigdy złośliwa.
                                Pewnie dlatego, ze zyje w UK:|
                                Takze dlatego ,ze będąc prawdziwa adoratorka talentu J. Fowles'a, brałam przesłania jego bohaterów za własne.,.,
                                w "Magu" w rozmowie pani de Saitas z Nicholasem, autor dal mi jedna z najważniejszych życiowych lekcji się wyrażając swoj światopogląd (mniej więcej)
                                - ironia jest głupstwem, czymś b. brzydkim,zupełnie niepotrzebnym w budowaniu (!) wzajemnych zależności
                                • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 21.02.15, 21:17
                                  Gdzie w UK? Bo chyba nie w Londynie?
                                  • Gość: kalka Re: Czy warto kontynuować? IP: *.29.164.94.threembb.co.uk 21.02.15, 23:26
                                    Nie, nie mieszkam w Londynie. Ale znam go trochę inaczej niż ty. znam go inaczej, hmm, swobodniej (?)
                                    W twoim opisie- metro wpisie miasto było jak należy miało wszystkie cechy: selfish/cancer/city. Taki Londyn tez jest mi znany.,.
                                    Ale twoje niezadowolenie, utyskiwania wzbudzają watpliwośc czy aby rzeczywiście mieszkasz w Londku ( a nie Londku Zdrój).
                                  • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 22.02.15, 00:25
                                    Niestety! Bardzo próbuję się tego pozbyć, ale jakoś nie potrafię się chwilami obejśc bez tego narzekania. Taki już mam charakter. O tym " swobodniej" nie chcę dyskutować bo ciśnienie osiaga kosmiczne rozmiary.
                                    Skąd przyjechałeś przyjacielu? - pyta mnie mój kolejny kolega - kucharz
                                    - Z Polski, z Polski przyjechałem - odpowiadam przyjacielsko
                                    - Znam, znam. kU... MAĆ I SMACZNE dziewczyny - uśmiecha się szelmowsko, poklepując po ramieniu

                                    ps mieszkałem kiedyś, ale w innym Zdroju
                                    • jeepwdyzlu Re: Czy warto kontynuować? 23.02.15, 12:04
                                      Skąd przyjechałeś przyjacielu? - pyta mnie mój kolejny kolega - kucharz
                                      - Z Polski, z Polski przyjechałem - odpowiadam przyjacielsko
                                      - Znam, znam. kU... MAĆ I SMACZNE dziewczyny - uśmiecha się szelmowsko, poklepując po ramieniu
                                      -----------
                                      przyjacielu, przyjacielsko
                                      szelmowski uśmiech....

                                      Żenua, Przyjacielu...
                                      To wada Polaków - nieszczere pochwały. Ludzie nie chcą Ci robić przykrości, tym samym robiąc Ci krzywdę - bo nie masz do tej roboty talentu. Ani warsztatu. Ani sprawności językowej. Ani ciekawej historii do opowiedzenia....
                                      Szczerze Ci radzę - nie idź tą drogą...
                                      Przepadniesz....

                                      zatroskany jeep
                                      • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 23.02.15, 12:38
                                        No cóz, a ty w kóło swoje.
                                        Dlaczego nie powiesz 2- latkowi, zeby nie próbował chodzić, przecież jego pierwsze próby sa takie zabawne i nieporadne. Warsztatu i poziomu wypowiedzi mozna sie nauczyć. Zapewne zajmię to nastepnych kilka lat, ale ja się przecież nigdzie nie śpieszę. W końcu napiszę coś ciekawego a ty wciąz będziesz podcinał skrzydła raczkującym debiutantom. Może jest w tym trochę prawdy, że za wcześnie opublikowałem fragmenty moich wypocinek, ale taki był tylko sposób na to, żeby się dowiedzieć, że to jeszcze słabe jest. Naprawdę zaczyna wciągać mnie to pisanie a, że cholernie cięzko jest coś dobrego napisać. Cóż! Przecież nikt nie mówi, że to łatwe.
                                        Lepiej coś napisać niż od wódy w kiblu zwisać
                                        miłego dnia
                                        • jeepwdyzlu Re: Czy warto kontynuować? 23.02.15, 13:00
                                          Dlaczego nie powiesz 2- latkowi, zeby nie próbował chodzić, przecież jego pierwsze próby sa takie zabawne i nieporadne.
                                          --------
                                          Mylisz się.
                                          Poczytaj debiuty Masłowskiej, Żulczyka, Twardocha, Kuczoka czy Witkowskiego.

                                          Większość byłą od Ciebie dużo młodsza.
                                          Owszem - warsztatowo można się rozwijać. Ale nieststy nie z poziomu minus jeden.

                                          No cóz, a ty w kóło swoje.
                                          ---------
                                          ktoś Ci każe wklejać tu swoje wypociny?

                                          Ty wklejasz ja komentuję. Moje święte prawo. Raz - bo to forum - dwa - założyłeś wątek z prośbą o komentarze.
                                          Nie napisałeś że chcesz tylko głaskania po główce...
                                          Ale EOT bo pomijając Twoją twórczość - męczy mnie styl Twoich polemik...

                                          jeep

                                          Kończę, bo nie takich chcesz komentarzy....
                                          • asadanoite Re: Czy warto kontynuować? 23.02.15, 14:06
                                            Mylisz się.
                                            Poczytaj debiuty Masłowskiej, Żulczyka, Twardocha, Kuczoka czy Witkowskiego.

                                            Większość byłą od Ciebie dużo młodsza.
                                            Owszem - warsztatowo można się rozwijać. Ale nieststy nie z poziomu minus jeden.


                                            No i co z tego? Niczego nie udowodniłeś. Prawo pisać i publikować mają również ci, którzy nigdy nie będą tak dobrzy jak ci wymienieni. To są pisarze z górnej półki, a abecedowicz najwyżej będzie sprawnym pisarzem komercyjnym. I tak też może być. Jest miejsce dla takich ludzi na rynku.
                                            • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 23.02.15, 14:20
                                              Sprawny pisarz komercyjny. To mi się podoba! Oczywiście, że nigdy nie będę pisarzem z górnej pólki z tym się komletnie zgadzam. Wcale też nie zalezy mi tylko na pochwałach. Porządna krytyka jest dla mnie więcej warta niż słodkie pochlebsta.
                                              Konstruktywna! Co jest zle, co mozna by zmienić a nie- Nie pisz! Idz zamiatać ulicę
                                              • asadanoite Re: Czy warto kontynuować? 23.02.15, 14:27
                                                Wcale też nie zalezy mi tylko
                                                > na pochwałach. Porządna krytyka jest dla mnie więcej warta niż słodkie pochlebs
                                                > ta.


                                                Tak piszesz, a potem narzekasz, że jeep Cię krytykuje. :P Zdecyduj się więc.
                                                • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 23.02.15, 14:28
                                                  Nie narzekam, że mnie krytykuję tylko że mam przestać pisać
                                                • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 23.02.15, 15:15

                                                  Dziś są moje urodziny. Wreszcie skończę osiemnaście lat i z małego, leniwego gó...arza, przeistoczę się w dorosłego i odpowiedzialnego mężczyznę. Bzdura! Pewnie będę wciąż takim samym gnojkiem, którym byłem wczoraj i jakim będę za rok.
                                                  Budzi mnie uporczywy kac i suchość w gardle. Sięgam po metalowy kubek z zimną, wczorajszą herbatą. Lepiej. Rozglądam się po ciemnym pokoju i nasłuchuję. Ojciec już chyba wyszedł do pracy, więc można wstać i wyjść z pokoju bez tego całego pieprzenia o moich popijawach
                                                  Kurtka zamiast na wieszaku, leży jak zużyta szmata na podłodze. Tatko już się pewnie domyślił, że wróciłem w stanie wskazującym na użycie i przedawkowanie. Szukam " Etopiryny", zanim przeszywający ból rozerwie mi czaszkę. Biorę cztery. Mimo młodego wieku, organizm zdążył się już uodpornić i zwyczajowa dawka nie wystarczy.
                                                  Jak wróciłem do domu. Zwykłe, proste pytanie, a ja ciężko znaleźć na nie odpowiedz.
                                                  Pamiętam, że siedzieliśmy na ławce...
                                                  Normalna imprezka. Nas trzech i ona. Anka doszła później. Jest ode mnie kilka lat starsza, więc chyba powinienem ją nazywać Anna. Pracuje w sądzie i jest już poważanym członkiem społeczeństwa. Ciężko się z tym zgodzić, widząc, jak siedzi na ławce ze spódnicą podciągnięta powyżej kolan.
                                                  Siedzieliśmy tak razem i każdy myślał tylko o tym, jakby ją "przelecieć" Prawo dżungli. Pierwszy spróbował Jarek. Usiadł obok niej i bezceremonialnie wsadził swoją wielką dłoń pod jej bluzkę. Spojrzała ironicznie i wolno, bez pospiechu odsunęła rękę miętolącą jej lewą pierś.
                                                  - Możesz sobie pomarzyć, chłopczyku. - mówi ze śmiechem i pociąga solidnego łyka z butelki wina.
                                                  Nie ma co. Ma dziewczyna szczęście, że jest dziewczyną. Gdyba miała fiuta między nogami pewnie dostałaby w pysk za taką zniewagę. Chłopak nie ma pojęcia o komunikacji międzyludzkiej. Prawie dwa metry wzrostu daję mu poczucie bezkarności. Oj, daje mu naprawdę, nieraz się przekonałem na własne oczy. Tym razem, jednak odpuszcza, choć nieraz już mu się zdążyło znokautować jakąś pyskatą pannę.
                                                  Drugi w hierarchii jest Marek. Blondyn w okularach i wagą przekraczającą sto kilo. Wcześniej mocno rozgadany, teraz gdy przyszedł moment coś zrobić, nagle zamilkł. Patrzy tylko przez te swoje okularki i nie może się zdecydować, co robić. Jestem pewny, że ma ochotę na Annę- Anię, lecz cóż widocznie jest mu łatwiej wybić komuś zęby niż powiedzieć coś błyskotliwego do mocno już wstawionej dziewczyny. Patrzy na mnie i Anie. Po chwili wstaje i pyta, drapiąc się po rozczochranych włosach.
                                                  - Czy jest taka możliwość... hmm... żebyśmy się pokochali
                                                  Dziewczyna nie wygląda nawet na specjalnie zaskoczoną. Spogląda z ironicznym uśmiechem na mojego kumpla i mówi.
                                                  - Nie wiem, jakby ci, to wytłumaczyć. No wiesz. W tak dostępny sposób, żebyś pojął, o co mi chodzi.- przez chwilę się zastanawia i w końcu z wyszeptuje z rezygnacją w głosie - Nie. Nie ma.
                                                  Zostajemy sami. Całe szczęście, że, zanim przeszedłem na ciemną stronę życia, zdążyłem przeczytać kilka książek. Mam spore trudności, ale jako tako udaje mi się nawiązać z nią nić porozumienia. Po pół godzinie i wypiciu kilku " głębszych" moja ręka już całkiem legalnie spoczywa na całkiem pokaźnych rozmiarów piersi Anny.
                                                  Zaczynam się już nawet poważnie zastanawiać, gdzie skończymy ten wieczór. U niej, czy tez może w moim pokoju. Zaczynamy się całować. Atmosfera staje się coraz bardziej gorąca. Moje palce bardzo powoli się zaczynają się wsuwać pomiędzy jej nogi. Zaczynam do niej szeptać " Dalej dziewczyno. Nie zawiedź mnie teraz.
                                                  Anna nagle się zrywa z ławki, patrzy na mnie i mówi z bełkotliwym głosem - Nie chcę. Nie mogę. Właśnie do mnie dotarło, że wolę kobiety.
                                                  Spogląda na moją rozczarowaną twarz i odchodzi bez bez słowa.
                                                  - Ku... mać! - klnę pod nosem, odprowadzając wzrokiem teraz już tylko koleżankę - Pierwsza lesbijka w moim życiu.
                                                  Wchodzę do kuchni, otwieram okno i wdycham Świerze powietrze. Ósma rano. Czas wyruszyć w świat i zacząć świętować przekroczenie mojego progu dorosłości. Sięgam do kieszeni i wyciągam cała jej zawartość. Dwadzieścia kilka złotych. Ciężko będzie zrobić urodziny za te marne grosiki. Nie poddaję się, jednak. Mamy rok 1995 i kapitalizm zapukał do naszego kraju. Jest kilka opcji, jak rozmnożyć fundusze. Pałętam się po mieszkaniu bez celu. Kac trochę zelżał, ale i tak czuję nieodpartą chęć napicia się piwa. Niezły wynik Ledwo osiemnasta na karku, a już muszę się napić z samego rana. Podchodzę do szafy w przedpokoju i patrzę w lustro, głupkowato się uśmiechając - Dobrze ci idzie, kretynie! Niedługo będziesz pełnoprawnym członkiem pijackiej społeczności.
                                                  Wychodzę z domu. Żwawo maszeruję w kierunku lokalnego centrum rozrywki. Sklep spożywczy jest już otwarty. Właściciel, lekko stuknięty koleś po pięćdziesiątce, spogląda na mnie i mówi ojcowskim tonem. - Do fryzjera byś poszedł. Wyglądasz jak siódme nieszczęście.
                                                  - Powinieneś mnie kochać za moją osobowość, a nie wygląd. - odgryzam się ze złością, pamiętając wczorajszą porażkę z Anną.
                                                  Biorę butelkę piwa i idę w kierunku małego parku po drugiej stronie ulicy.
                                                  Swoją drogą, to od, kiedy w naszym mieście mamy lesbijki. Skoro je mamy, to na pewno pedałki też są. Nie mam żadnego doświadczenia w kontaktach z " kochającymi inaczej" Bzdura. Jedno mam.
                                                  Rok temu z chłopakami piliśmy piwo na mieście i dosiadł się do nas dużo starszy mężczyzna. Nie znaliśmy typa, ale, skoro postawił kolejkę, to pozwoliliśmy mu zostać. Po jakimś czasie Jarek zauważył, że facet łypie na Marka, mocno rozanielonym wzrokiem. Bez żadnych skrupułów postanowiliśmy, że facetowi należy się porządny wpie... Czekamy na typa aż wróci z piwami, a tu Marek wychodzi z nową inicjatywą -" Po co go tłuc. Chce, niech stawia. Podoimy go jeszcze, a później się zobaczy". Tak też robimy. Mijają kolejne godziny. Zabawa w najlepsze. Okazuję się, że koleś jest prawnikiem i pracuje w miejscowej prokuraturze. Trochę nam, to popsuło wizję hucznego zakończenia przyjęcia, ale od czego jest brawura po alkoholu. Mocno już pijani wywlekamy gościa bocznym wejściem z baru i prowadzimy w kierunku rzeki. - Właz do wody, pieprzony zboku - Jarek drze się na delikwenta.- Właz, mówię!, bo ci zęby powybijam.
                                                  Można, by, to uznać za przejaw ostrej homofobii, ale przecież zaczepianie niepełnoletnich chłopaków, to też przestępstwo. Mieliśmy wówczas siedemnaście lat, więc facet mógł nam nadmuchać. Jestem pewny, że bardzo, by chciał nas podmuchać. Stał pośrodku tej niewielkiej rzeczki z kretyńską miną i błagał o litość. Mam nadzieję, że następnym razem mocniej przemyśli swoje zwierzęce chucie.
                                                  Wchodzę do parku. Już z daleka widzę grupkę " koneserów" taniego wina. Powinienem omijać takich ludzi z daleko, ale, z drugiej strony... Niby czemu. Tacy sami Polacy, jak ja.
                                                  Życie, im nie bardzo się ułożyło. Są zbyt leniwi, żeby coś z tym zrobić. To nie moja sprawa, żeby ich oceniać. Każdy żyję, jak potrafi. Też mieli kiedyś normalne życie. Żony i dzieci. Na przykład taki " Korba" kiedyś był nauczycielem. Uczył języka polskiego i był dobry w tym co robił. Pewnie nikogo, by nie interesowało, że dolewa wódki do płatków owsianych, a w kieszeni marynarki zawsze nosił małą piersiówkę z nalewką własnej roboty. Pewnie, gdyby mocniej był zaangażowany w umacnianie socjalizmu w PRL- u, nikt, by się do niego nie czepiał. A tak, młoda polonistka w zamian za co tygodniowe " obciaganko" jakiemuś ważniakowi z kuratorium, dostała jego etat.
                                                  Z tymi polonistkami, to też ciekawa sprawa. Moja wychowawczyni z zawodówki, też parała się tym przedmiotem. Udowodniła swoje oddanie sprawie podczas wycieczki szkolnej do Zakopanego. Dobrze się napiła ze swoją koleżanką, też nauczycielką i tez polonistka. Zawołały nas do swojego pokoju w hotelu i pokazały, co to jest prawdziwy patriotyzm. Działo się tam! Aż włosy dęba stają. Nie będę się wdawał w szczegóły, bo to fajna babka i ponadto nie wolno źle mówić o nauczycielach. W końcu, to na ich głowie jest wychowanie dalszych pokoleń.
                                                  Stoimy w tym parku i rozmawiamy o różnych przyziemnych sprawach.
                                                  • eeela Re: Czy warto kontynuować? 23.02.15, 15:44
                                                    Przyznaję, że nie mam już ochoty czytać całości, ale na samym początku rzuciło mi się w oczy:

                                                    Wreszcie skończę osiemnaście lat i z małego, leniwego gó...arza, przeistoczę się w dorosłego i odpowiedzialnego mężczyznę. Bzdura! Pewnie będę wciąż takim samym gnojkiem, którym byłem wczoraj i jakim będę za rok.

                                                    Pierwszoosobowa narracja osiemnastolatka nie powinna prezentować perspektywy dorosłego mężczyzny. Żaden osiemnastolatek w ten sposób świadomie nie pomyśli.
                                      • asadanoite Re: Czy warto kontynuować? 23.02.15, 14:02
                                        To wada Polaków - nieszczere pochwały. Ludzie nie chcą Ci robić przykrości, tym samym robiąc Ci krzywdę - bo nie masz do tej roboty talentu.

                                        Mów za siebie! Ja napisałam to co myślę. Masz inne zdanie - ok. Ale nie rość sobie prawa do sugerowania, że kłamałam! Nie czytasz w moich myślach.
                                        • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 23.02.15, 14:14
                                          Tak mamo! dobrze mu nagadałas. Niech zabiera zabawki i spada do innej piaskownicy!
                                          Oni pewnie zaczynali przygodę z pisaniem jako dzieciaki. Ja niestety piłem, ćpałem i imprezowałem( Masłowska, Żulczyk...) Za to po mojej stronie będzie zwariowane doświadczenie życiowe. Nie sądze, żeby którys z nich przeżył tyle popieprzonych sytuacji. Jak tylko ogarnę ten cały warsztat literacki to dopiero będzie się działo!!!
                                          • asadanoite Re: Czy warto kontynuować? 23.02.15, 14:20
                                            Pogadamy dziecko (skoro już zacząłeś ten infantylny wątek) jak napiszesz jakiś rzeczowy argument.
                                            • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 23.02.15, 14:25
                                              Pracuję nad tym, choc pewnie wciąż będzie nie za dobry...
                                              Przepraszam trochę mnie poniosło... ale zażartować tez przecież czasem mozna
                                            • asadanoite Re: Czy warto kontynuować? 23.02.15, 14:26
                                              > Pogadamy dziecko (skoro już zacząłeś ten infantylny wątek) jak napiszesz jakiś
                                              > rzeczowy argument.


                                              Szkoda, że nie można swoich komentarzy kasować, bo ten mój poprzedni jest bez sensu i coś źle zrozumiałam dyskusję. Więc zignorujcie go, bo nie odzwierciedla on moich poglądów :))
                          • jeepwdyzlu Re: Czy warto kontynuować? 21.02.15, 00:27
                            Czemu uważasz mnie za pesymistę? Dlatego, że Ciebie krytykuje? Zakładam, że oczekujesz szczerości...
                            • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 21.02.15, 00:32
                              Nie wiem. Może zmieniłem swoje poglądy bedąc 10 lat w LOndynie. Tu ludzie inaczej do wszystkiego podchodza. Jężeli ktoś próbuje coś zrobić a jest jeszcze w tym słaby to takiemu komuś się pomaga. Krytykowanie i zabijanie wszystkiego w zarodku to jest to co pamietam z Polski. Wiem, że to jeszcze słabe, ale na litość boska dajcie szansę się poprawić. Cholernie było by dziwne, gdybym po zaledwie kilku mięsiącach zaczał pisać jak zawodowiec.
                              • eeela Re: Czy warto kontynuować? 21.02.15, 01:15
                                Jężeli ktoś próbuje coś zrobić a jest jeszcze w ty
                                > m słaby to takiemu komuś się pomaga.

                                Najwyraźniej mamy problem ze zrozumieniem twoich oczekiwań :-) Jak pytasz, czy warto, no to odpowiadamy na to pytanie. Prośba o pomoc jest już kwestią o wiele grubszego kalibru. Widzę, że od poprzedniego wątku włożyłeś w swoje pisanie dużo pracy i jest widoczna poprawa, ale to wciąż są teksty, które wymagają bardzo dużo obróbki i obszernych komentarzy - czyli po prostu bardzo dużo pracy. A my tu przychodzimy się po pracy rozerwać, a nie jeszcze więcej pracować ;-)
                    • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 19.02.15, 17:37
                      Nie napisałem, że piszę do szuflady. Chciałbym się dzielić tym co napisałem, ale z pozostałej części komentarzy, wnioskuje, że nie bardzo jest czym. Powążne i szacowne grono tutejszych czytelników, chyba nie bardzo ma ochotę czytać moje wypocinki
                • eeela Re: Czy warto kontynuować? 19.02.15, 12:46
                  Jacyś ludzie do czytania i chwalenia zawsze się znajdą, chyba że człowiek jest pustelnikiem. Natomiast dopraszanie się o oceny "czy warto" na forum dla zagorzałych i doświadczonych czytelników, kiedy stawia się dopiero pierwsze kroki w pisaniu, nie jest mądrym krokiem. Komuś w końcu mogą puścić nerwy i pojedzie po tych przedszkolnych próbkach jak po burej suce - a przecież nie o to chyba chodzi.
                  • eeela Re: Czy warto kontynuować? 19.02.15, 12:53
                    Muszę też zaznaczyć, że wątkodawca naprawdę robi postępy i dlatego nie sposób całkowicie odbierać mu nadziei. Ale nadal nie rozumiem, po co dopomina się ciągle o oceny "czy warto". Jeden powie, że warto, inny, że niewarto, a wymiernych korzyści tak czy siak spodziewać się nie można. Nie jest to więc pytanie, na które wątkodawca może dostać wiarygodną odpowiedź od kogokolwiek innego oprócz siebie samego, choć najwyraźniej trudno mu ten fakt zaakceptować.
                    • asadanoite Re: Czy warto kontynuować? 19.02.15, 15:45
                      No to to już jest bardziej szczera odpowiedź niż poprzednie w stylu: "pisz dla siebie, nie marz o milionach". Mnie też się nie chce czytać i oceniać wszystkich fragmentów, ale rozumiem, że to może być potrzebne.
      • Gość: mim_maior Re: Czy warto kontynuować? IP: *.warmia.mazury.pl 19.02.15, 09:01
        A to mi się już znacznie bardziej podoba. Zapowiada jakąś historię, a bohater mówi (myśli) językiem, który do niego pasuje. W ogóle ten język jest plastyczny, daje możliwość zobaczenia scen jak na żywo. Przeczytałam i wciągnęłam się w akcję.
        To by było warto pisać dalej, tylko żeby było o czymś. Żeby historia nie tylko się zapowiadała, ale żeby rzeczywiście była.
        • ew792 Re: Czy warto kontynuować? 20.02.15, 19:03
          Zgadzam się z tobą, to zupełnie cos innego niż to do czego jesteśmy przyzwyczajeni!
          • akiriusz Re: Czy warto kontynuować? 21.02.15, 12:57
            Rozgwiqazda Czy Wir Petera Wattsa to także zupełnie coś innego niż jesteśmy przyzwyczajeni, miecho tam leci non stop, i także można powiedzieć że dzięki temu bohater czuje że żyje i może się szczerze wyrazić. Tyle że tego na dłuższą metę, bo nie mówię o takim wklejonym fragmencie tylko o setkach stron, czytać się tego nie daje. Takie eksperymenty formalne modne były dobre 40 lat temu, potem się znów okazało że trzeba umieć napisać powieść bez mięcha jako podpórki dla przeżyć bohatera.

            Akiriusz

            przeczytane.org | artykuły i recenzje
            www.przeczytane.org/stanislaw-lem-astronauci/
            • 123.abc1 Re: Czy warto kontynuować? 21.02.15, 14:35
              Czy jęzeli bohater jest dośc słabo wyedukowanym chłopcem, który zwykle przebywa w towarzystwie ludzi dla których slowa na K, C, S są wykładnikiem ich człowieczeństwa. Bohater zwykle ma do czynienia z ludzmi, którzy żyją z kombinowania, pospolitego bandziorstwa czy zarabiania na życie własnym ciałem. Zdecydowanie się zgadzam z Akiriuszem, że należy nalezy to ubrać w ładne słowa ale całkowite porzucenie "miecha" pozbawiło by ich wiarygodności

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka