Dodaj do ulubionych

nałogowe czytanie

10.10.04, 23:04
Do założenia wątku zainspirował mnie wątek o początkach nałogowego czytania,
który niechcący zamienił się w licytację, kto wcześniej nauczył się czytać,
jakby to świadczyło o czymkolwiek, z poziomem wykształcenia zapewne na czele.

Otóż właśnie zastanowiłam się, czy aby mogę się zaliczyć do łona czytaczek
nałogowych? Owszem, czytam dużo i chętnie, ale równie chętnie robię inne
rzeczy i mogę nie czytać dłuższy czas, zwłaszcza wtedy, kiedy nie mam na
półce nic szczególnie ciekawego (no dobra, czytuje wtedy co popadnie, i to z
wielkim niesmakiem, co jednak świadczy chyba o nałogu).

Po drugie: czy aby na pewno dla dziecka w wieku lat 3 nie ma innego zajęcia
jak czytanie? Niektórzy forumowicze z dumą wyznają, że "pamiętają siebie
wyłącznie z książką" a ja się pytam- czy to aby zdrowo? Czy dziecko w wieku
lat 3 nie powinno przypadkiem łazić po drzewach w tym czasie, zbierać
kasztanów, grać w piłke? I to samo dotyczy osób dorosłych- czy zamiast
chwalić się 5 książkami przeczytanymi tygodniowo nie lepiej iść na spacer?
Porozmawiać z ludźmi, a zwłaszcza z własnym dzieckiem, zamiast mówić
mu "mhmmm"? Poobserwować ptaki i kwiatki?

Coś mi się wydaje, że wszystko staneło tu na głowie i jak kazdy nałóg
rzeczywiście stało się mocno niezdrowe.
Obserwuj wątek
    • j_u Re: nałogowe czytanie 10.10.04, 23:58
      Nie powiedziałam, że moja Mama mówiła mi wyłącznie "mhmmm" ;)))
      Ale to prawda, że robiła to często. Nie mogę mieć do niej o to pretensji.
      Byłyśmy same, zap...ła na 2 etaty i należał jej się wypoczynek. A ja pamiętam
      też, jak spadałam z drzew i trzepaków ;D Co prawda istotnie pamiętam też, że
      było to rzadsze niż książki. Dziś to się trochę wyrównuje: są gry komputerowe,
      forum, gazety, kino, znajomi, a latem rowery i pływanie. Może teraz nawet
      rzadziej sięgam po literaturę tzw. piękną, bo mam zawód związany z czytaniem, co
      powoduje, że aby odpocząć, czuję często potrzebę robienia czegoś innego.
      Poza tym... świat czasami jest tak głupi i brzydki, że trzeba od niego jakoś
      uciec...
    • kubissimo Re: nałogowe czytanie 11.10.04, 00:23
      hmmm
      nie wiem cy to jest normalne, czy nie
      bo tak naprawde co to znaczy "normalne"? ;)

      wiem, ze jak bylem maly, to mama sila mnie wypychala na dwor, zebym nie
      siedzial ciagle nad tymi ksiazkami. no to wychodzilem. z ksiazka w reku :)
      i wiem, ze nie zamienilbym tego na nic innego :)

      dzis mam troche "zdrowsze" proporcje miedzy czytaniem i reszta zycia. ale nadal
      czytam duzo i chetnie (w porownaniu z rowiesnikami to czytam BARDZO duzo), tyle
      ze robie sie coraz bardziej wybredny (no bo czasu jest coraz mniej, a ksiazek
      do przeczytania nie ubywa). wiec nie wiem czy jestem nalogowcem, czy tylko
      takim tam koneserem (przez male k) ;)))
      • Gość: Myszor Re: nałogowe czytanie IP: *.lesko.sdi.tpnet.pl 12.10.04, 13:55
        Mnie też mama wywalała niemal z domu, żebym nie czytała.
        Ale uważam, ze nei ma czego potępiać. Przecież każdy z nas jest inny. A skoro
        ktoś woli książki od trzepaka to tylko i wyłącznie jego wola, nie ;)
    • broch Re: nałogowe czytanie 11.10.04, 00:57
      trzy letnie dziecko:
      nie rozumie roznicy miedzy "dzis" a "jutro"
      75-80% mowy jest niezrozumiale
      Zdania skladaja sie z 3-5 slow (Mama pije sok. Pies jest duzy)
      lubi powtarzac slowa i dzwieki
      uwielbia sluchac historii czytanych, opowiadanych
      rozumie pojecia teraz, niedlugo, pozniej
      pyta sie gdzie, kiedy, kto,
      widzi roznice miedzy soba i mlodszymi, ale nie widzi roznicy miedzy soba i
      starszymi dziecmi
      jest zinteresowane roznicami i podobienstwami
      potrafi rozroznic i dopasowac kolory
      potrafi ulozyc jeden na drugim 5-7 klockow
      interesuje sie zwierzetami - co czyni je roznymi
      potrafi opowiadac proste historie na podstawie obrazkow w ksiazkach
      (interesujace ze jest to prognostyk pewnych zdolnosci matematycznych)
      potrafi rozwiazywac problemy jesli sa proste, konkretne, i jesli chce rozwiazac
      potrafi podac swoj wiek
      uwielbia bawic sie samo, zabawy z innymi sa krotkie i raczej malo kooperatywne
      Spi 10-12 godzin (w Polsce dzieci w tym wieku oczywiscie czytaja z latarka pod
      koldra)
      potrafi nalozyc buty.

      Na swiecie czytanie przez pieciolatki jest rzecza normalna.
      W Polsce trzylatki nagminnie same lapia za ksiazki i ucza sie czytac. Czytanie
      to jest nalogiem. Co wiecej nalog ten jest swiadomym wyborem a nie zabawa (jak w
      wypadku trzylatkow w pozostalej czesci swiata, ktore lubia po prostu gumowe
      ksiazki).

      Sa specjalne programy pozwalajace nauczyc czytac dzieciw wieku lat trzech.
      Wymaga to sporego wysilku ze strony doroslych.
      Mala popularnosc tego typu programow w Polsce wynika z faktu nalogowego czytania
      przez trzylatki. W zwiazku z czym tego typu programy sa niepotrzebne.

      • j_u Re: nałogowe czytanie 11.10.04, 18:26
        Ależ jesteś upierdliwy... widocznie jestem geniuszem i pogódź się z tym.
        • broch Re: nałogowe czytanie 11.10.04, 19:32
          A kto tu sugeruje ze jestes geniuszem?
          Tu juz byla na forum jakas pomylona sugestia ze osoba inteligentna czyta iles
          ksiazek tygodniowo.

          Laczenie wczesnego czytania z geniuszem jest rownie zalosne.
          • j_u Re: nałogowe czytanie 11.10.04, 19:51
            No to zdecyduj się wkońcu, czy wierzysz w to, że człowiek może się nauczyć
            czytać w wieku lat trzech, czy to podważasz, bo niekonsekwencja wyłazi z twoich
            wypowiedzi.
            Ja nie uważam, że osoba inteligentna czyta jakąś przepisową ilość książek
            tygodniowo. Nie uważam także, że nabycie umiejętności czytania w wieku lat
            trzech świadczy o geniuszu. Ty jednak do tej pory konsekwentnie próbowałeś
            argumentować, że to jest w ogóle niemożliwe w tym wieku. Jaki więc można wysnuć
            wniosek? Że byłam cudownym dzieckiem :P ;D
            A swoją drogą: czegóż się tak uczepiłeś tego wczesnego czytania?
            • broch Re: nałogowe czytanie 11.10.04, 20:06
              przeczytaj jeszcze raz co napisalem, wlaczajac w to nauke czytania w wieku lat
              trzech.

              Wyciagasz zbyt daleko posuniete wnioski.
              Sugerowalem ze jest malo prawdopodobne aby trzylatek przyszedl do mamusi z
              prosba o nauke czytania oraz gdzie do cholery jest ten Kopalinski, bo znowu
              slowa nie znam.
              Nie napisalem ze nie mozna trzylatka nauczyc czytac (przeczytaj moj post).
              Czytasz nieuwaznie jak na osobe ktora potrafi czytac.
              • j_u Re: nałogowe czytanie 11.10.04, 20:12
                Być może mało prawdopodobne, ale za to możliwe ;P Ja tak właśnie uczyniłam.
                Kierowana własnym zainteresowaniem i chęcią, nie sterowana żadnymi specjalnymi
                programami, nie namawiana i nie przymuszana. I znam kilka innych takich
                przypadków. Jak się okazuje tu na forum, nie ja jedyna. Może pora zweryfikować
                poglądy, zamiast iść w zaparte?
                Ale nie zaznajamiałam się z Kopalińskim w wieku lat trzech.
                • klymenystra Re: nałogowe czytanie 11.10.04, 20:14
                  j_u zostaaaaaaaw....
                  mnie sie broch kojarzy z niejakim karolakiem co to mowil swoje mimo argumentow
                  przeciw. broch przeczytal w madrej ksiazce dane i teraz wie najlepiej

                  blogoslawieni ktorzy nie widzieli a uwierzyli ;)
                  • j_u Re: nałogowe czytanie 11.10.04, 22:17
                    Ale ta mądra książka dane ma z sufitu chyba... mam siostrę o 10 lat młodszą,
                    nikt mi chyba nie zarzuci braku świadomości w wieku lat 13, a pamiętam, że Mała
                    pojmowała wówczas, co to znaczy "jutro" :))) I budowała zdania złożone.
                • Gość: Myszor Re: nałogowe czytanie IP: *.lesko.sdi.tpnet.pl 12.10.04, 13:59
                  Nie jest to absolutnie niemożliwe. Zgadzam się. Mnie w czytaniu pomógł mój
                  dziadziuś. Cudowny człowiek, którym nie nauczył więcej chyba niż rodzice ;) I
                  też miałam niewiele ponad 3 lata.
    • zerkam Re: nałogowe czytanie 11.10.04, 02:15
      Podobnie na innym forum moznaby zadac pytanie czy siedzenie dziecka przy
      ekranie komputera jest zdrowe. Patrzac na mojego 3-letniego chrzesniaka
      moglabym takie samo pytanie zadac swoim przyjaciolom - czy to jest zdrowe.

      A jednak maly juz umie czytac i pisac choc tylko przez komputer i poslugiwac
      sie klawiatura. Ale nie wypada mi zadac tego pytania bowiem nie ja wychowuje
      tego chlopca. Jego rodzice dobieraja edukacyjne programy komputerowe, filmowe
      animacje bajek i przygod malych bohaterow. Siedza z nim przy ekranie.

      Piszesz: to samo dotyczy osób dorosłych-
      Czy zamiast chwalić się 5 książkami przeczytanymi tygodniowo nie lepiej iść na
      spacer? Porozmawiać z ludźmi, a zwłaszcza z własnym dzieckiem, zamiast mówić
      mu "mhmmm"? Poobserwować ptaki i kwiatki?

      Nie wiem jakich Ty masz znajomych ale wsrod moich zwykle zajetych praca, malo
      wokol mnie jest osob, ktore wogole rozmawiaja na ten temat. W pracy nie
      siegneli po jakakolwiek ksiazke - chocby nawet reklamowana, nawet po Grochole,
      ani po Sapkowskiego. O innych autorach lektur szkolnych/studenckich juz nie
      wspominaja nawet inaczej jak jako "przebrnecie". Temat czytania ich odstrasza,
      wybieraja telewizor albo Ci, ktorym pozostala resztka godnosci wyboru film
      wypozyczonego z videoteki. Nasza praca jest umyslowa i ludzie Ci zatrzymali sie
      na etapie ksiazek "zadanych".

      Maz zadaje mi pytanie, ze mam swoj swiat, swiat ucieczki od rzeczywistosci. A
      ja odwrotnie jestem raczej dumna ze swej konsekwencji, ktora towarzyszy mi od
      dziecinstwa. To wlasnie dzieki niej moge spojrzec na rzeczywistosc pelniej.

      Jesli to nalog i tak najmniej szkodliwy ze wszystkich:). A chwalic sie? Takze
      inaczej mozna to okreslic - jestem szczesliwa, ze znajduje czas na to aby w
      spokoju zasiasc z ksiazka, sam na sam z autorem i odprezyc sie albo wrecz
      odwrotnie skupic nad wersami przede mna.

      Jakim kosztem czyli co trace?
      Rozmowę z ludzmi dopiero co napotkanymi na spacerze albo w pubie czy kafeterii.
      Owszem ale wole porozmawiac z ludzmi o innych pasjach, a wiekszosc z
      napotkanych ludzi zwykle porusza tematy niedostatku, zmeczenia praca i opisach
      zycia innych ludzi zaczerpnietych z plotek, sensacji zamieszczanych w roznych
      czasopismach.

      Jesli czytanie jest nalogiem niezdrowym to dla kogo? Chyba tylko dla
      czytelnikow, ktorzy szybciej zakladaja na nos okulary ;). A jak wskazuja
      statystyki obejmuje naprawde niewielki procent Polakow. Jesli nie ma w tym
      patologii to po co sie martwic? Na pewno ciezko zarazic czytaniem innych
      Polakow.

      Pozdrawiam wszystkich nalogowcow. W tej materii kuracja odwykowa na pewno nie
      jest wskazana.
    • klymenystra Re: nałogowe czytanie 11.10.04, 07:34
      ja bym sie bala gdyby moje dziecko mialo 3 lata i chodzilo po drzewach :)
      poniewaz zaliczam sie do tych, ktorzy wzieli udzial w dyskusji (tylko bronilam
      mojego wiekuuuu :( )wcale nie uwazam zeby to bylo zdrowe. o ile jako male
      dziecko- okres przedszkolny spedzalam duzo czasu w tejze instytucji na ksiazki
      byl czas tylko wieczorami w domu. popoludnia spedzalam z rodzicami. a pozniej?
      nie ukrywam ze poczatek podstawowki to byl koszmar bo bylam wyalienowana,
      wolalm czytac niz wyjsc na pole sie bawic- kujon i dziwaczka przylgnely na
      dluuugo. rodzice mowili ze za duzo czytam- czesto kosztem nauki. bardzo pozno
      udalo mi sie to wyposrodkowac, ale nie do konca. do dzis zamiast sie uczyc w
      chwilach slabosci biore ksiazke i czytam. tak samo z innymi rozrywkami. wyjscia
      do knajpuy czy do teatru czy nawet na rower nie odmwowie, ale czesto wychodze z
      domu z niechecia, bo wlasnie zaczelam cos czytac... moze to i nie jest dobre
      ale wlasnie... nalog..
      pozdrawiam
    • Gość: ??J Re: nałogowe czytanie IP: *.makor.pl / *.owner.pl 11.10.04, 08:52
      Czytam dużo, czytam, bo lubię, czytam codziennie chociaż kilka stron (chociaż
      najczęściej to na kilku stronach się nie kończy
    • Gość: Jo Re: nałogowe czytanie IP: *.makor.pl / *.owner.pl 11.10.04, 09:09
      Czytam dużo, czytam, bo lubię, czytam codziennie chociaż kilka stron (chociaż
      najczęściej to na kilku stronach się nie kończy). I to ma być złe? Niby
      dlaczego? Dlatego, że ktoś czyta mniej lub nie czyta wcale? Nie wiem kiedy
      zaczęłam czytać. Wiem, że w szkole podstawowej przeczytałam wszystkie książki
      dostępne w bibliotece. Wiem, że w pierwszej klasie tej szkoły przeczytałam 72
      książki - wiem, bo wtedy trzeba było prowadzić tzw. zeszyt lektur - czyli
      wpisywać książki, które się przeczytało (tytuł+autor+wydawnictwo+rok
      wydania+opinia o książce+rysunek/obrazek). Należę do osób żyjących stanowczo za
      szybko i jedyną odskocznią, oprócz spacerów ze zwierzakiem i tańca, są książki.
      Mam podobno specyficzny gust literacki (vide Hrabal, Kundera, Miller, Borges,
      itd.), ale czytam w sumie prawie wszystko - ot chociażby po to, żeby wiedzieć,
      że coś jest dobre, a coś innego jest literaturą pisaną pod publiczkę; a poza
      tym czytanie sprawia mi autentyczną przyjemność i radość. I nie jest tak, że
      tylko czytam, bo robię masę innych rzeczy, ale bez dwóch moje życie nie byłoby
      pełne - bez książek/czytania i tańca.
      Dziecko w wieku lat 3, jeśli samo chce, powinno czytać, bo czytanie rozwija,
      ale powinno mieć też inne zajęcia.
      Moi Rodzice są mądrymi ludźmi i kiedy zobaczyli, że czytam książki z latarką
      pod kołdrą ustalili ze mną pewne zasady - umawialiśmy się, że np. skończę
      czytać dany rozdział i pójdę spać; i mimo tego, że byłam wyjątkowo krnąbrnym
      dzieckiem godziłam się na taki układ, bo... dostawałam kolejne książki.
    • dr.krisk No właśnie..... 11.10.04, 10:23
      Nałogowe czytanie uważam za szkodliwą (dla nałogowca) obsesję. Sam absolutnie
      do nałogowych czytaczy się nie zaliczam. Zresztą jak by to miało wyglądać:
      codziennie w pracy przez wiele godzin ślęczę nad książkami&publikacjami, ślepię
      w ekran komputera. Po powrocie do domu ostatnią rzeczą o jakiej marzę jest
      wytrzeszczanie zmęczonych gałek ocznych na opis mąk wewnętrznych jakiegoś
      Anatola Piernatka..
      Wczoraj pojechałem nad morze, i kilka godzin przesiedziałem w kafejce nad
      szklanką (raczej kilkoma..) grzanego piwa. Patrzyłem na jesienne niebo po
      którym pędzały grubiutkie i sympatyczne chmury, na ciemnoniebieskie morze,
      zziębniętych wczasowiczów odwalających byle jak rytuał poobiedniego Spaceru Nad
      Morzem... Krajobraz i okoliczności był całkowicie skończony i kompletny.
      Miałbym zamiast tego czytać o innym KrisKu co to siedzi w nadmorskiej kafejce?
      Bez sensu!
      Myślę, że niedobrze jest gdy literatura zastępuje nam kontakt z dookolna
      rzeczywistością. A dzieciaki? Powinny czytać i grać w piłę. Słuchac muzyki i
      żuć gumę. Łazić po drzewach i budowac sobie w wyobraźni własne światy.
      Pozdrawiam was jesiennie.
      KrisK
      • kubissimo Re: No właśnie..... 11.10.04, 10:28
        a dlaczego powinny?
        a jezeli nie lubily, to trzeba je bylo zmuszac, az polubia?
        i tak ma wygladac "szczesliwe dziecinstwo"? :/
        • dr.krisk Wiem o czym piszę.... 11.10.04, 10:38
          .. bo byłem takim właśnie zaczytanym dzieckiem - utytym prymusikiem w
          okularkach. Przeżuwałem tony zapisanej celulozy, zaniedbując np. ćwiczenia
          cielesne oraz kontakt ze światem. Co później musiałem odrabiać pracowicie i
          boleśnie (wiesz jak trudno dorosłemu człowiekowi nauczyć się jeździc na
          nartach?????). Teraz jest OK - ale po co było mi się tak męczyć?
          O zmuszaniu nigdzie nie pisałem - uważam tylko, że można znaleźć "złoty
          środek". Co jest receptą na inne dolegliwości życia też.
          KrisK
          • kubissimo Re: Wiem o czym piszę.... 11.10.04, 10:52
            tez taki bylem. wygadany kajtek (bez okularkow) z piatkami ze wszystkiego i 3 z
            WFu ;)
            i jak napisalem wyzej za nic w swiecie bym tego dziecinstwa nie zamienil na
            zadne inne. do dzis nie umiem jezdzic na nartach, nigdy nie jezdzilem konno,
            ale nie czuje sie z tego powodu uposledzony :)
            • dr.krisk Zazdroszczę ci.... 11.10.04, 11:05
              Naprawdę! Moje dzieciństwo wspominam jako smutne dosyć i pozbawione kontaktu z
              rówieśnikami. Oczywiście 3 z WF! Nawet na świadectwie maturalnym...
              Może moje późniejsze zainteresowania sportowe są efektem właśnie kompleksu
              niższości? I teraz niepotrzebnie niszczę sobie zdrowie pływając jesienią na
              długich dystansach, wdychając spaliny podczas wycieczek rowerowych, czy też
              wyginając kręgosłup przy wielokilometrowych biegach? Pewnie tak.
              Jeżeli twoje zaczytanie w dziecięctwie nie spowodowało że jesteś skwaśniałym
              introwertykiem (jak ja), to wszystko jest w porządku.
              Ale narty polecam! Nic tak nie cieszy jak zimowy powrót do domu po wycieczce
              tropami Yeti, gorąca kąpiel i kieliszeczek czegoś mocniejszego! Żadne
              literackie delicje nie mogą się temu rownać!!!
              Pozdrawiam - KrisK
              • kubissimo Re: Zazdroszczę ci.... 11.10.04, 11:20
                moze potrzebnie sie meczysz, bo to zdrowe
                a moze niepotrzebnie, bo w koncu i tak umrzesz, tyle, ze zdrowszy ;)

                co do nart, to jeden z moich wykladowcow zawsze mi powtarzal, ze strasznie mi
                zazdrosci, ze przede mna caly czas jest tak ogromna przyjemnosc odkrywania
                urokow jazdy na nartach. bo on stary wyga chcialby jeszcze raz poczuc ten
                dreszczyk
                i dlatego w mysl zasady save the best for the last jeszcze nigdy nie
                jezdzilem ;)
              • Gość: Jo Re: Zazdroszczę ci.... IP: *.makor.pl / *.owner.pl 11.10.04, 12:39
                "Nic tak nie cieszy jak zimowy powrót do domu po wycieczce
                tropami Yeti, gorąca kąpiel i kieliszeczek czegoś mocniejszego! Żadne
                literackie delicje nie mogą się temu rownać!!!"

                Zapomniałeś dodać Krisk, że Ciebie nie cieszy :) innych może cieszyć.
                Ja po zimowym spacerze (ze zwierzakiem, bo ona lubi ze mną(po mnie) chodzić)
                nad morzem wracam do domu, wyciągam gruby babciny koc, robię sobie grzane wino,
                albo herbatę z rumem, zabieram jakąś książkę, "instaluję" się z tym wszystkim
                na łóżku i jestem szczęśliwa - małe rzeczy a cieszą.
              • loveandpeace Re: Zazdroszczę ci.... 11.10.04, 18:36
                Jezeli w jezdzeniu na nartach najfajniejszy ma byc powrot do domu po nich - to
                dzieukje, postoje, nie bede sie uczyc...

                :-)

                Loveandpeace
              • zerkam Re: Zazdroszczę ci.... 11.10.04, 20:06
                Prawdziwym nalogiem byloby czytanie ksiazki w trakcie zjezdzania na nartach z
                Kasprowego:) I bylby to naprawde nalog niebezpieczny.

                A tak z innej beczki wole skwasnialych introwertykow w wieku szkolnym gdy
                siedza w domu i czytaja niz spedzajacych notorycznie czas po lekcjach na
                boisku. Mam takie boisko przed oknami. Wole nie cytowac ich "sportowego"
                sposobu porozumiewania ale latem ciezko wysiedziec przy zamknietym oknie:)

                Co do wyalienowania dzieciakow czytajacych. czulam sie podobnie. Ale sadze, ze
                dzieci, ktore nie maja super ciuchow albo najnowszej kolekcji barbie czy innych
                gadzetow na topie tez czuja sie wyluczeni z grupy pod innym wzgledem. W zyciu
                doroslym latwiej "zamaskowac sie" i udawac, ze wiadomo o czym znajomi
                rozmawiaja np. komentujac wydarzenia w jakims reality show.

                Takze nie sadze, aby "literackie delicje" mialy cokolwiek zastepowac, raczej
                dopelniac zycie.
              • Gość: Myszor Re: Zazdroszczę ci.... IP: *.lesko.sdi.tpnet.pl 12.10.04, 14:09
                A ja mam ten "luksus", że jestem chora i nei wolno mi ćwiczyc na w-fie. Tak
                więc trzy godzinki tygodniowo mogę dodatkowo poswięcić na czytanie. Ale nei
                znaczy to wcale, ze nie uprawiam sportu i nie spotykam się z ludźmi. Lubię
                pływać, jeździc na rowerze, dużo chodzę (ok. 10-15 km dziennie - o ile to
                możliwe). I jest mi z tym dobrze.
                A nałogowym czytaczem ;) jestem i nie mam zamiaru iść na odwyk.
    • ada08 Re: nałogowe czytanie 11.10.04, 19:25
      Czy mam nałóg czytania, nie wiem, może mam , a może nie mam,
      nieczęsto zastanawiam się nad moimi nałogami, no ale skoro
      jest okazja ... :-)

      Czytać nauczyłam się bardzo wcześnie, bo w domu zawsze było
      dużo książek, a poza tym mam starsze rodzeństwo, które czytało
      więc i ja się zaciekawiłam i jakoś sama nauczyłam się czytać
      i czytałam, gdy jeszcze nikt w rodzinie nie orientował się,
      że ja już umiem czytać, i ja też może nie wiedziałam, że to
      co robię nazywa się czytaniem.

      W dzieciństwie, w czasach licealnych i studenckich czytałam
      bardzo, bardzo dużo, teraz mniej. Jednak ksiązki są mi bardzo potrzebne.
      Sama ich obecność. Jeśli więc miałabym tu mówić o nałogu,
      to polegałby on nie tyle na czytaniu, ile raczej na potrzebie
      dostępu do książki, zawsze i wszędzie. Muszę mieć dostęp do
      książek, nie muszę ich czytać, ale muszę je mieć w zasięgu
      ręki. Chociaż jedną ksiązkę. Zawsze mam w torebce, plecaczku
      czy kieszeni ksiązkę, co nie znaczy, że ją wyjmę i przeczytam.
      Czasem przez kilka dni noszę w torebce książkę, do której wcale
      nie zaglądam, ale ważne, że ona jest w zasięgu ręki.
      To tak jak z kimś, kto zawsze musi mieć lodówkę pełną jedzenia
      albo kanapkę z kiełbasą w kieszeni .
      Ten ktoś nie musi jeść, ale ważne, że ona , ta lodówka lub choćby
      kanapka jest i zawsze można do niej sięgnąć.

      a.

      PS Przypomiał mi się, w związku z tematem wątku, fragment jednego
      z felietonów Pilcha ''O czytaniu w różnych miejscach''.
      Wygrzebałam ten felieton , oto stosowny cytat :-)

      ''Antoni Słonimski opisuje (w ''Alfabecie wspomnień''?) anegdotę
      związaną z jego i żony przymusem czy nałogiem lektury przedsennej.
      Kiedy mianowicie oboje znaleźli się w dramatycznych, a może całkiem
      nie dramatycznych okolicznościach w pensjonacie jakimś odludnym
      albo w kajucie odpływającego statku, w każdym razie kiedy znaleźli
      się w miejscu, w którym do czytania nie było nic, literalnie nic do
      czytania, nie mogli usnąć. Wszystko było w porządku, ale spać się
      nie dało. I w końcu on czytał przed snem nalepkę po wodzie mineralnej,
      a ona etykietkę na pudełku zapałek...''

      :-)

      No, to dopiero był nałóg ! :-)
      Bo my tu tylko o ksiązkach, ale przecież nałóg jest nałóg i czasem
      musi się zadowolić byle czym, ersatzem jakimś ... :-)
      a.
    • hrabalek Re:" nałogowe czytanie" 11.10.04, 21:02
      No cóż mnie temat "nałogowe czytanie "kojarzy się po przeczytaniu
      wczorajszym"Swięta dyszla"(popełnione przez niejakiego Priwieziencewa),z wiedzą
      na temat literatury jaką posiadają panowie z baru"Bramy Seraju".

      Jeśli można ,to zacytuję:
      "Begin natomiast przed Niemcami w katakombach się schronił,a Ruscy go i tak na
      Sybir wywieźli.Polak Generał Andersen wywiódł go z ziemi niewoli i w Tel Awiwie
      zostawił.
      (...)
      -Pradziadek tego generała Andersena też był Polakiem, z Czarneckim na koniu,dla
      ojczyzny ratowania rzucił się przez morze i w Danii został.Z żalu za utraconą
      ojczyzną coś mu na starość odbiło i bajki dla dzieci zaczął pisać... Sam
      czytałem:"Jaś i Małgosia","Konik garbusek","Sadko","O rybaku,złotej rybce i
      krasnoludkach".


      I niech mi teraz ktoś powie ,że od "nałogowych" nie można się ciekawych rzeczy
      dowiedzieć!Pozdrawiam!
    • Gość: Kasia Re: nałogowe czytanie IP: 129.109.84.* 11.10.04, 21:02
      Ja tez powiem pare slow od siebie.
      Nauczylam sie czytac w wieku 5 lat, tzn. wtedy przeczytalam pierwsza ksiazeczke
      czyli literki znalam juz wczesniej. Czytam wiec od tego czasu i kocham to
      zajecie. W szkole podstawowej nie mialam kolezanek, mialam oczywiscie trojke z
      w-f, ale za to znalam wszystkie ksiazki w bibliotece, a pani bibliotekarka
      zawsze miala dla mnie cos specjalnego. Nie musze dodawac chyba, ze skonczylam
      szkole podstawowa ze srednia powyzej pieciu, potem z podobnym wynikiem liceum
      (i to klase o profilu scislym), a nastepnie rowniez z bardzo dobrymi wynikami
      studia (i to kierunek zupelnie nie zwiazany z czytaniem, a przynajmniej nie
      czytaniem literatury, bo medycyne). Przez caly ten czas zawsze i wszedzie
      towarzyszyly mi ksiazki. Dzisiaj rowniez nie potrafie bez nich zyc, czytam i
      klasyke i literature wspolczesna, a moj nalog polega na tym, ze nie usne jezeli
      nie przeczytam chociaz paru stron i to niezaleznie od tego, ktora jest godzina
      i gdzie jestem. Moj maz nie zawsze jest z tego zadowolony :))
      Przy okazji dodam, ze oprocz czytania mam tez inne zainteresowania - ogladam
      filmy, slucham muzyki, chodze do teatru, jezdze na nartach i na rowerze oraz
      plywam, a takze mam sporo znajomych i juz nie jestem takim strasznym
      introwertykiem jak kiedys. I na dodatek jestem pracoholikiem (i to naprawde).
      Nie mam natomiast w domu telewizora i to juz od czterech lat, nie chodze do
      pubow na piwo i chyba nigdy w zyciu nie bylam w dyskotece.
      Tak wiec po prostu robie to co lubie i organizuje sobie czas i zycie tak, zeby
      miec czas na to wszystko co sprawia mi przyjemnosc, eliminujac inne czynnosci.
      Nie czytam pewnie 5 ksiazek tygodniowo (chociaz bym chciala), czasami nawet
      jedenj nie uda mi sie przeczytac, ale ciesze sie, ze lubie czytac i ciesze sie
      ze znam sporo ksiazek. To naprawde mnie wzbogaca, czuje sie przez to pelniejsza
      i nie mam zamiaru rezygnowac z czytania dla zadnych innych spraw.
    • Gość: jaija Re: nałogowe czytanie IP: *.elblag.dialog.net.pl 12.10.04, 01:03
      pozwolę sobie przytoczyć w tym miejscu anegdotkę z własnego życia: ja, osoba
      szalejąca na drzewach i trzepakach, uwielbiałam też czytać. W wieku 10 chyba
      lat, kiedy z trzepak powoli przegrywał z książkami:)pojechałam do mojej
      rodziny, gdzie spędziłam parę dni. Kuzynka wyganiała mnie na dwór. Jej córce
      nie trzeba było 2 razy powtarzać. Mnie wywalano, wracałam. Po pewnym czasie
      poszłam do toalety. Rodzina, zaniepokojona, że siedzę tam już chyba ponad
      godzinkę, wkroczyła do akcji. I cóż ujrzało moje drogie kuzynostwo? Moją
      smarkatą osóbkę, siedzącą na zamkniętym klopie, zaczytaną na amen:)
      Druga historia to niestety, nic szczęśliwego. Znam faceta, który po przeżyciu
      tragedii rodzinnej (śmierć żony), zupełnie zaniedbał swoje dzieci i zaszył się
      w świat książek. Jego dzieci natomiast wypaczyły się, niestety, w bardzo smutny
      sposób. A facet porządnie wygląda, zawsze zadbany, czysty, z książką. Tylko
      jego dzieci, dziś dorosłe, nie.
      Wniosek - we wszystkim umiar znaleźć trza.
      • noida Re: nałogowe czytanie 12.10.04, 10:43
        No własnie chodzi mi o ten umiar! Jak miałam 15 lat to czytałam bez przerwy.
        Jak mama prosiła, żebym wyszła trochę na dwór, to siadałam na parapecie
        okiennym, twierdząc, że mi wystarczy tyle "świeżego powietrza", oczywiście też
        z książką. Trwało to do momentu, kiedy uświadomiłam sobie, że jest to nałóg
        wynikający z mojego obrzydzenia do świata zewnętrznego, typowy dla nastolatki.
        Nie czytywałam zresztą nic ciekawego- głównie kryminały. Po prostu uciekałam.
        Jak sobie zdałam z tego sprawę to przestałam.
        Nie widzę nic złego w czytaniu książek- sama czytam przecież dużo. Chodzi mi o
        to, żeby nie przesadzać. Że czasem bardziej niż wsadzić nos w książkę warto iść
        na spacer. Świat jest taki piękny, a my, z nosami w książkach, po prostu tego
        nie zauważamy.
    • Gość: owca Re: nałogowe czytanie IP: *.zab.zigzag.pl 15.10.04, 10:07
      ja uwielbiam czytać-robię to wszędzie - w ubikacji, w wannie, w autobusie, itd.
      i wcale nie uważam że to szkodliwy nałóg, chociaż mój wzrok już jest b.
      zepsuty!!a w pracy i w życiu też mam dużo do czynienia ze słowem pisanym
      (jestem prawnikiem)co wcale nie przeszkadza wieczorem czytac tego co naprawde
      lubie!!Iżadne komputery, telewizje nie zastąpią książki!!!pozdrawiam
      wszytstkich moli książkowych!!
      • Gość: Myszor Re: nałogowe czytanie IP: *.lesko.sdi.tpnet.pl 15.10.04, 12:24
        Czytam wszędzie, gdzie sie da. W wannie też czytałam do momentu, kiedy nie
        zamieniliśmy wanny na prysznic :D Jeśli nie mogę sobie poczytać - jestem wręcz
        chora. Ale zdecydowanie wolę być nałogowym molem książkowym niż mieć inne
        nałogi typu picie, palenie czy narkotyki.
    • Gość: Jerzy Re: nałogowe czytanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.13, 23:05
      Ludzie, widzę że piszą tu tylko ci których nałóg czytania dopadł i prezentują tylko jeden punkt widzenia. Od miesięcy przeszukuję internet aby dowiedzieć się o przykrych skutkach tego nałogu. Szukam, bo moja żona od dwóch już lat, odkąd kupiła sobie tablet do czytania, dziennie poświęca mu ponad 10 godzin. Obserwuję tę jej obsesję i moje tłumaczenia, że przecież męczy swój wzrok, że marnuje czas, który mogłaby spożytkować lepiej i życie rodzinne. Jednocześnie obserwuję ją i widzę że ten nałóg służy tylko jej i jej potrzebie odizolowania się od rzeczywistości. Nie wiedzę aby czytanie czyniło ją mądrzejszą, lepiej rozumiejącą życie i innych, staje się dziwadłem. Czyta, ale nigdy nie rozmawia o tym co czyta, nie ma potrzeby podzielenia się ze mną o tym co nowego się dowiedziała. Nic tylko czyta, teraz też. W wieku szkolnym miałem dwie koleżanki, które siatkami wynosiły książki z biblioteki. Ich życie potoczyło się mało ciekawie, były jakby z innego świata, nie rozumiejące ludzi i chyba siebie. Życie traktowały jak niechcianą przerwę między jedną a drugą książką. Internet i technologia tablet, pozwala aby i tych przerw nie było.
      Sam nie wiem co z tym zrobić, czy warto z tym walczyć, czy po prostu dać spokój i wykorzystać fakt, że niewiele widzi lub nie chce widzieć. Zaczynam bowiem traktować ją jak osobę chorą.
      • shiva772 Re: nałogowe czytanie 18.08.13, 00:24
        Twoja żona ucieka od codzienności, od życia które ma - może postaraj się ją zrozumieć i dać jej to czego jej trzeba. Każdy nałóg ma swoje przyczyny. U Twojej żony trwa to tak krótko, że na pewno poradzisz sobie - jako kochający mąż po prostu szukaj przyczyn.
    • maitresse.d.un.francais do jakiego ŁONA? 18.08.13, 17:56
      do grona, kobieto!!!!
    • kub-ma Re: nałogowe czytanie 18.08.13, 23:21
      Nałóg to jednak negatywne znaczenie ma i niech tak zostanie. Do wszystkiego potrzebny jest umiar, do czytania też. I zgadzam się z Tobą, że są jeszcze inne aktywności warte naszej uwagi (choć sama chętnie spędziłabym z książką najbliższe kilka tygodni).

      P.S.
      Gdyby moje dziecko w wieku trzech lat chodziło po drzewach, to pewnie zeszłabym na zawał. Lepiej niech trzyma się ziemi, z książką lub bez. :-)
      • eeela Re: nałogowe czytanie 19.08.13, 17:23
        Boże, co za czasy dzisiaj, że nawet na drzewo dziecku wleźć nie można ;-P
        • nchyb Re: nałogowe czytanie 19.08.13, 17:49
          na drzewo wejść można, wszystko zależy od wieku i dziecka i drzewa...
          • kub-ma Re: nałogowe czytanie 20.08.13, 13:09
            Dokładnie
        • qw994 Re: nałogowe czytanie 19.08.13, 19:06
          :)))
    • dziku.grodowy Re: nałogowe czytanie 20.08.13, 08:11
      Czytanie nigdy nie będzie czymś szkodliwym - dziecko rozwija w sobie wyobraźnię, którą dzisiejszy świat zabija. Nie bój nic, będzie też biegać. Ale umiejętność czytania ( ja sam zacząłem płynnie czytać mając 5 lat ) naprawdę się przyda w życiu. Bardziej niż to bieganie
      • solaris_1971 Re: nałogowe czytanie 20.08.13, 14:19
        " Świat jest taki piękny, a my, z nosami w książkach, po prostu tego
        nie zauważamy. "
        Ja zauwazam pomimo tego, ze duzo czytam.

        W dziecinstwie ( podstawowka + liceum ) zachowywalam sie tak jak zona Jerzego. W szkole czytalam ksiazke pod lawka, wracalam do domu i do wieczora czytalam. Czytalam rowniez w ubikacji, w wannie i przy jedzeniu. Ale to byly lata 80 - te. Mieszkalam w niewielkim miescie. Jedynym dostepnym rodzajem kultury byly ksiazki. Uwazam, ze dobrze zrobilam, nic nie stracilam. Acha , i jeszcze uczylam sie jezykow obcych.
        Wtedy tez czytalam bardzo duzo ksiazek historycznych, teraz czytam glownie powiesci.
        Dzieki temu mam spora wiedze historyczna.

        Moi rodzice nie mieli nic przeciwko temu, zebym czytala ( zaczelam czytac ksiazki i gazety w wieku 4 lat ) bo mieli swiety spokoj, nie musieli sie mna zajmowac i ksiazki wychodzily taniej niz zabawki.

        Na studiach, filologicznych notabene, zaczelam czyatc mniej, bo Warszawa dostarczala mi innych rozrywek : ciekawe towarzystwo, kino, teatr, koncert.
        Od poczatku studiow moja pasja staly sie tez podroze, poznawanie nowych kultur, innych mentalnosci, zwyczajow.
    • kiddy Re: nałogowe czytanie 20.08.13, 14:58
      Ja nauczyłam się czytać w wieku 4 lat, więc pewnie zawyżam średnią forumową ;-)
      Pytasz o podwórko i zabawy. Cóż, jak chyba każdy tutaj byłam odganiana od książek i pędzona na dwór. Nie powiem, żeby to była dobra metoda. Siedzenie cały dzień na dworze mnie nudziło. Owszem, te 2-3 godziny latem było fajnie, ale potem naprawdę wolałam załapać książkę.
      Chyba nie da się ludziom dogodzić. Jak dziecko nie czyta, to źle, jak czyta - też nie niedobrze. Są po prostu tacy ludzie, którzy wolą placki ziemniaczane na słodko niż na ostro ;-) Wmawianie im, że to profanacja i tak nic nie da.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka