Dodaj do ulubionych

Cichy Don Szolochowa- arcydzielo czy dno

27.11.04, 22:56
No właśnie! Na temat tej książki krążą skrajne opinie. Jedni porównują ją do
wojny i pokoju Tołstoja, są pełni zachwytu i uwielbienia, inni zaś nie
szczędzą batów dowodząc, że książka jest nierzetelna, probolszewicka, etc.
Jak to jest z tym Cichym donem. Czy znajdzie się ktoś, kto to przeczytał i ma
wyrobione własne zdanie na jej temat?
Obserwuj wątek
    • a.adas Re: Cichy Don Szolochowa- arcydzielo czy dno 27.11.04, 23:45
      To jedna z najdziwniejszych "monumentalnych" powieści jaką czytałem - wątki się
      nie domykają, tak jakby zostały umieszczone losowo. Czasem powieść przekształca
      się niemal w zbiór nowelek, i to luźno powiazanych ze sobą - wspólna jest tylko
      (aż?) wojna. Jak z nieba spadają/wracają różne postaci, czasem aż się prosi o
      poświęceniu rozdziału temu wydarzeniu czy tamtemu. I jeszcze te plotki o
      przywłaszczeniu sobie przez Sz. czyjejś powieści, a przynajmniej zarysu i
      sporych fragmentów. Niektórzy są święcie przekonani, ze Sz. jej nie mógł
      napisać (chodzi m.in. o fragmenty poświęcone wojnie w Galicji
      w 1914 roku, Sz. miał wtedy... 9 lat), inni sądzą że korzystał z czyichś
      notatek.
      O ile dobrze pamietam, "Cichy Don" wzbudził niepokój - chodziło o ukazanie
      Kozaków jako ofiar komunizmu, zmuszonych do walki z Czerwonymi wskutek
      brutalnej działalności komunistycznych aparatczyków. Sprawa się podobno otarła
      o Stalina i ten łaskawie zezwolił.
      Nie wiem czy wydanie z którego korzystałem było pełne i nieocenzurowane.
    • Gość: Kasia Re: Cichy Don Szolochowa- arcydzielo czy dno IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 28.11.04, 10:12
      książka wspaniale pokazuje uwikłanie szarego człowieka w wielka polityke.
      Zmieniaja sie układy i siły, a ludzi coraz mniej, wszedzie ludzkie dramaty. Bez
      wzgledu na to czy taka czy taka opcja, wioska ginie, powoli, jeden po drugim.
      Kompletny bezesn wojny. Dla mnie arcydzieło
    • Gość: t Re: Cichy Don Szolochowa- arcydzielo czy dno IP: *.gimsat.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 28.11.04, 18:55
      To nie jest książka Szołochowa.
      • charmaine Re: Cichy Don Szolochowa- arcydzielo czy dno 29.11.04, 12:27
        Masz rację, gdzieś czytałam, że pomysł i chyba nawet treść to plagiat.
        Jak przypomne sobie, lub odszukam to napiszę od kogo zostało zerżnięte:)

        Ale poza tym - czyta się pieknie.
        Jedna z wielkich pozycji literatury radzieckiej.
        A mało, maluśko ich jest;P
        • tad9 Re: Cichy Don Szolochowa- arcydzielo czy dno 30.11.04, 20:41
          charmaine napisała:

          > Masz rację, gdzieś czytałam, że pomysł i chyba nawet treść to plagiat.
          > Jak przypomne sobie, lub odszukam to napiszę od kogo zostało zerżnięte:)

          Żeby tylko zerżnięte. Słyszałem, że autorem jest jakiś "biały", który dostał
          się w łapy bolszewików i zginął marnie, a Szołochow "wziął" sobie jego rękopis.
          • charmaine Mam, mam, mam:) 30.11.04, 21:22
            Na Zachodzie jego twórczość była oceniana przez wielu krytyków jako
            komunistyczna propaganda, za wyjątkiem jednej powieści - "Cichego Donu".
            Amerykański literaturoznawca rosyjskiego pochodzenia Mark Słonim postawił ją w
            jednym rzędzie z "Wojną i pokojem" Tołstoja, a inny krytyk, Ernest Simmons, w
            swojej pracy "Rosyjska fikcja i sowiecka ideologia" nazwał ją "jedyną prawdziwą
            powieścią miłosną w literaturze radzieckiej". Zmiana stosunku krytyków oraz
            czytelników do Szołochowa nastąpiła w latach 70-tych, kiedy to Sołżenicyn
            oskarżył go o plagiat "Cichego Donu", rozpowszechniając na Zachodzie opinie
            krążące po Rosji już od lat 20. Irina Miedwiediewa-Tomaszewska, która
            poświęciła tej sprawie książkę, stwierdziła, iż "Cichy Don" napisał inny pisarz
            kozacki, Fiodor Kriukow, zabity przez bolszewików w 1920 r., natomiast
            Szołochow zagarnął jego archiwum i opublikował powieść pod własnym nazwiskiem.
            Za tą wersją przemawiał fakt, że "Cichy Don" różni się znacznie od innych
            utworów, artystycznie przewyższa je kilkakrotnie oraz nie przystaje do nich
            ideowo. Poprawki, których dokonał Szołochow w powieści po II wojnie światowej,
            brzmiały jak fałszywe nuty w harmonijnej kompozycji dzieła. Na dodatek laureat
            Nagody Nobla nie mógł przedstawić na swoją obronę ani jednego fragmentu
            rękopisu "Cichego Donu", ponieważ - jak twierdził - zaginął on podczas
            ewakuacji stanicy w czerwcu 1941 r. Wokół sprawy autorstwa powieści rozpętała
            się burza. Grupa norweskich uczonych w książce "Kto napisał "Cichy Don"?"
            dowodziła, że autorem jest Szołochow. Odpowiadało im rosyjskie małżeństwo,
            Aksjonowa i Wertel, twierdząc, że to nieprawda. Ostatecznie uznano spór za
            nierozstrzygnięty. Niedawno trochę światła na tę sprawę rzuciły poszukiwania
            rostowskiego publicysty Miezencewa, który oskarżył Szołochowa o inny plagiat z
            Kriukowa, tym razem nie "Cichego Donu", lecz drugiego najsłynniejszego utworu
            pisarza - opowiadania "Los człowieka". Według Miezencewa Szołochow zawładnął
            archiwum Kriukowa, które powstało po nim w stanicy Głazunowskiej w okręgu
            Wojska Dońskiego, i wykorzystywał je także w innych tekstach, nie
            przypuszczając by utwory zamordowanego i zapomnianego twórcy były kiedykowiek
            publikowane. Tymczasem rostowski publicysta natknął się w starych
            egzemplarzach "Russkich wiedomosti" (1916) oraz "Donskich wiedomosti" (1919) na
            dwa opowiadania Kriukowa - "Włoch Zamczałow" i "W gościach u towarzysza
            Mironowa" - które jako żywo przypominają "Los człowieka". W obu utworach
            głównym motywem jest dola żotnierza, uciekającego z niewoli. Niektóre epizody u
            Szołochowa są prawie dosłownie przepisane od Kriukowa, na przykład scena, w
            której komendant częstuje jeńca wódką - zmieniają się tylko czas akcji oraz
            nazwiska bohaterów: Zielenkow przeistacza się w Sokołowa, a towarzysz Mironow w
            hitlerowca Müllera.
    • hetacus Re: Cichy Don Szolochowa- arcydzielo czy dno 29.11.04, 11:37
      Skoro nawet tak konsekwentny antykomunista jak Józef Mackiewicz dobrze się o
      tej książce wyrażał to coś musi w niej być...
    • yellowcheese Re: Cichy Don Szolochowa- arcydzielo czy dno 30.11.04, 17:12
      Dziękuję za dotychczasowe opinie oraz prosze o jeszcze ;)
      Jednocześnie proszę o nie zajmowanie się kwestią autorstwa tej ksiżżki, ale
      skupienie się na jej treści.
      Pozdrawiam
      • charmaine Zaraz, zaraz! 30.11.04, 21:23
        Słoneczko, jakże można rozłączyć jedno z drugim?
        Przeczytaj mój o sekundę wcześniej złożony post!
        • yellowcheese Re: Zaraz, zaraz! 30.11.04, 21:32
          charmaine napisała:

          > Słoneczko, jakże można rozłączyć jedno z drugim?
          > Przeczytaj mój o sekundę wcześniej złożony post!

          Mozna to rozłączyć, a nawet trzeba, bo nie masz pewności kto napisał w
          rzeczywistości tę książkę. Te info, które podałaś jest ze strony
          noblisci.bnet.pl/61-70/1965/1965.html (nie lepiej więc linka podesłać niż
          udawać, że się jest w posiadaniu jakiejś tajemniczej wiedzy, do której inni nie
          mają dostępu :)). Swoją drogą ostatnie badania komputerowe tekstu Cichego Donu
          kwestionują zdanie osób kwestionujących autorstwo Szołochowa. Zatem jak już
          napisałem, lepiej nie wdawać się w te mętne rozważania, a napisać coś własnego
          nt. tej książki, jeśli oczywiście się ją przeczytało :) Pozdrawiam
    • Gość: asica Re: Cichy Don Szolochowa- arcydzielo czy dno IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.04, 22:23
      ale siarka
      • Gość: husky Re: Cichy Don Szolochowa- arcydzielo czy dno IP: *.adsl.tele2.no 27.01.05, 18:03
      • Gość: Husky Re: Cichy Don Szolochowa- arcydzielo czy dno IP: *.adsl.tele2.no 27.01.05, 18:05
        a co miala znaczyc ta inteligentna wypowiedz?!
    • Gość: Czarna Re: Cichy Don Szolochowa- arcydzielo czy dno IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.12.04, 02:52
      Największą namiętnością mamy są Kozacy, wie o nich wszystko. W swojej
      bibliotece wytropiła wszystkie książki, w których jest choćby najmniejsza o
      nich wzmianka. Na kilkudziesięciu dyskietkach ma pościągane z internetu
      materiały na ich temat, ciągle w nich grzebie i ciągle jest jej ich mało.
      Kultową książką Selmy jest Cichy Don, już we wczesnym dzieciństwie czytała mi
      ją głośno ze dwa razy (byłem mały i chyba nie umiałem wtedy jeszcze skutecznie
      protestować). W wieku przedszkolnym niewiele z tego rozumiałem, pamiętam, że
      duże wrażenie zrobiło na mnie słowo rewolucja i podział ludzi na białych i
      czerwonych (panie w przedszkolu nie mogły się nadziwić, czemu na wszystkich
      moich rysunkach ludziki, a nawet zwierzęta, są pomalowane na biało lub
      czerwono; z powodu braku białej kredki w pudełkach często rozpaczałem). We
      wspólnej lekturze tego dzieła najbardziej podobało mi się to, że mama tak długo
      była blisko mnie, że słyszałem jej głos i że często chrypła, bo dzięki temu
      podczas krótkich przerw w czytaniu świetnie udawała wilka. Dziś wiem o tej
      książce bardzo dużo, bo systematycznie, od lat, kilka razy w tygodniu, w mojej
      obecności roztrząsane są tematy dawnych i obecnych Kozaków, to jest przede
      wszystkim Ukraińców, chociaż po rozpadzie imperium sowieckiego część Kozaków
      pozostała w Rosji (w tym i dońscy). Jak na moją głowę trochę za dużo jest tych
      Kozaków, bo są jacyś kubańscy, riazańscy, tamańscy, zaporoscy, tereccy, a nawet
      syberyjscy, wszystkich nie pamiętam. W ogóle pogmatwało się teraz wszystko z tą
      geografią, Selma pokupowała jakieś nowe atlasy, a mapy sprzed kilkunastu lat
      pochowała na dno szuflad po tym, jak w trzeciej klasie podstawówki samodzielnie
      wyszukałem państwa graniczące z Polską i ich liczba nie zgodziła mi się z
      ilością podaną w ćwiczeniach. Chociaż sama dalej ślęczy nad jakimiś starociami
      (jedno z nich nazywa się „Atlas awtomobilnych darog CCCP”, a drugie „Kaukaskie
      kresy Rosji”).
      Dawno temu Selma wpadła na trop międzynarodowego fałszerstwa w związku z
      tą książką (międzynarodowego, bo nikt z zachodnich specjalistów tego nie
      oprotestował jak należy!). Nienawidzi Michaiła Szołochowa, oficjalnego autora
      Cichego Donu, który zgarnął za to dzieło literackiego Nobla (szczęście, że
      facet od kilkunastu lat już nie żyje, bo gotowa byłaby kiedyś go odszukać i
      dotkliwie pobić). Twierdzi, że od razu, po pierwszej lekturze, autorstwo
      Szołochowa wydało się jej podejrzane, bo w momencie wydania pierwszego tomu (w
      1928 roku!) miał on tylko dwadzieścia trzy lata i był zbyt młody, by napisać
      tak rozległą epopeję, ale na szczęście jego „własne przeróbki” nie na wiele się
      zdały i całość dzieła nie jest zgodna z jego komunistyczną ideologią. Za
      prawdziwego autora mama uważa Fiodora Dmitriewicza Kriukowa, prawie
      zapomnianego już kozackiego pisarza. Jego pożółkła fotografia od lat stoi na
      półce przy telewizorze (potężny, miły mężczyzna w średnim wieku, z krótką brodą
      i wąsami, w oficerskim mundurze z wysoką stójką). Mama w ten skromny sposób
      chce uhonorować pamięć o faktycznym (według niej!) autorze ukochanego dzieła.
      Taka sama fotografia stoi na jej biurku w bibliotece. Śmiejemy się do siebie po
      cichu, gdy wszyscy odwiedzający nas biorą go za mojego pradziadka. Mama głęboko
      wierzy, że ktoś kiedyś naprawi ten paskudny przekręt (a podejrzewa, że
      Szołochow maczał palce w śmieci Kriukowa, by ukraść mu rękopisy!) i że dalsze
      wznowienia Cichego Donu wydawane będą już pod nazwiskiem prawdziwego autora.
    • Gość: Natalka Re: Cichy Don Szolochowa- arcydzielo czy dno IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.12.04, 07:59
      Oto jak pieknie o tej ksiazce napisal pan Tomasz Łubieński – pisarz, publicysta
      (ostatnio opublikował książkę M jak Mickiewicz).

      O życiu dowiadujemy się najpierw z książek. Być może. O ile podrastanie
      przebiega raczej spokojnie, a świat ze swej strony nie dostarcza nam zbyt wielu
      informacji i atrakcji. Wczesne lata 50., z mojego ówczesnego (rocznik 38)
      punktu widzenia, tak właśnie wyglądały. (Jakie były naprawdę, zrozumiałem
      później.) A jako najważniejszą lekturę tamtego czasu zapamiętałem Cichy Don.

      Druga światowa skończyła się niedawno. Ruiny świetnie nadawały się do podchodów
      i wspinaczek. Niejeden kolega ginął od niewypału. Trupy poległych czy
      pomordowanych straszyły po ciemnych piwnicach. Powstanie wszędzie obecne
      uczyniono jakąś półtajemnicą. Między innymi dla dzieci, które jak ja przeżyły
      wojnę i okupację na głębokiej wsi. Jego bohaterów, w imię historii, mniej lub
      bardziej skutecznie, wypierano ze świadomości społecznej w prywatną
      podświadomość. Coraz trudniej było ich spotkać w księgarni czy na półkach
      publicznej biblioteki. W życiu ukrywali swoją przeszłość, słusznie bojąc się
      nękania czy represji.

      Tymczasem gorliwi literaci, działając na zamówienie partyjno-rządowe,
      produkowali pozytywne i postępowe portrety, sylwetki, figurki. Słuszne klasowo
      od zarania albo inteligenckie po przejściach. Ale wzory radzieckie odwalano w
      Polsce kiepsko: herosi pracy i walki byli schludni, ulukrowani, papierowi, z
      papier-mâché. Niewydarzony polski soc przegrywał ze swoim starszym bratem. Pod
      każdym względem. Stylu, perypetii, konfliktu. Zwłaszcza z utworami pisanymi
      bliżej rewolucji, tymi oczywiście, które, obok klasyki, ocalały po cenzorskiej
      czystce.

      Słowem trudno mi się dziwić czy winić, że Cichy Don wywarł na mnie takie
      wrażenie. I to wrażenie pamiętam o wiele wyraźniej niż samą powieść. Chociaż
      Grigorij Melechow, główny bohater, kozak doński, biały rosyjski i czerwony
      radziecki oficer, był obcy naszej tradycji. Obcy. Ale egzotyczny. Tym bardziej,
      że w swojej kozackiej ojczyźnie też trochę odmieniec. Krew babki, branki
      tureckiej, często mu się burzyła. A wtedy nos z garbikiem (Mandelsztam opiewa
      taki garbik jako „przewrotny” albo „podstępny”) wyostrzał się do boju lub
      rozdymał z miłosnej emocji. Poza tym Turcy czy Tatarzy, odkąd skończyli swoje
      pogańskie najazdy, a wspólne okazało się rosyjskie zagrożenie, wydają nam się
      ciekawsi. A sam kozak-junak, silny, zręczny, ognisty, musiał się spodobać
      młodemu miłośnikowi awanturniczej historii. Może brakowało Griszce poczucia
      humoru, ale nie urody czy odwagi, które nie zawsze chodzą w parze. Oraz
      dzikiej, bywało okrutnej, jak to u poturczeńca, rycerskości. Miał już zresztą
      Melechow dwóch znanych w Polsce kuzynów: Bohuna i Mazepę. Ponadto nie znosił
      sztabowych picusiów-glancusiów i sztywniaków w binoklach: tu każdy zaczytany
      chłopak stanie po jego stronie. Owych nadętych typków, dzisiaj
      powiedzielibyśmy – dupków, nieporównanie więcej było po stronie białych. (Tu
      autor subtelnie manipuluje sympatiami bohatera.) Bo przez dłuższy czas mogło
      się wydawać (pozornie oczywiście), że jedni warci drugich, krwawi i mściwi. Ale
      czerwoni jednak poważniejsi. Jeśli mordują, to dla lepszego jutra, a nie jak
      biali w obronie krzywdy i niesprawiedliwości, które z natury obce są
      młodzieńczym ideałom. Griszka nie może wytrzymać z białymi (tacy są
      antypatyczni), czerwonym nie ufa, ale jakoś ich docenia. A głównie, to samo
      odczuwa każdy dorastający człowiek, ma trudności, żeby znaleźć dla siebie
      miejsce na świecie.

      Wojna, ów żywioł który nieustannie występuje z brzegów „cichego” (należałoby
      również tłumaczyć „spokojnego” albo „powolnie płynącego”) Donu, bliska była
      wyobraźni chłopca, co o parę lat spóźnił się na świadome jej przeżycie i miał
      szczęście. W dodatku opisana tu została wojna poprzednia, stepowa,
      kawaleryjska, do której gustowania przygotował Sienkiewicz i mity napoleońskie,
      malowane w manierze Kossaka. A więc wojna przygodowa, z punktu widzenia dziecka
      drugiej światowej, trochę rozbrajająca, ze swoimi taczankami i szabelkami,
      skoro to dziecko-nie dziecko orientowało się w techniczno-taktycznych
      przymiotach czołgów „T-34” lepszych od „Pantery” i „Tygrysa” albo
      rewelacyjnych, wyzwolicielskich rakiet „Katiusz”. Albo niezawodnej pepeszy,
      zdobytego na wrogu schmeissera czy alianckiego tommyguna, nie mówiąc nawet o
      tym, co działo się na morzu i w powietrzu.
      Wojna dońska mogła wydać się bezpieczna, bo zrozumiała. Prawdziwe niepokoje
      wywoływało co innego: bujne życie miłosne nad Donem, tajemnice płci.
      Psychologiczne perypetie Griszy i Ksiuszy były z pewnością zbyt skomplikowane
      dla chłopca: dziewczynki, jeśli nie zraziły się nieustającymi bitwami, bez
      wątpienia lepiej by je zrozumiały. Te wszystkie zdrady i powroty. Legalna
      niemiłość i grzeszna wobec świata (Bóg w Cichym Donie nie występuje) miłość,
      która daje szczęście i cierpienie. Daremne próby jej zwalczenia i śmierć jako
      jedyne możliwe wyjście. Co to wszystko znaczy? Namiętność, ślepa siła,
      groźniejsza niż wojna-wojenka. Uosobiona w Aksinii, kobiecie fatalnej i
      nieszczęsnej, którą kozacy na przemian biją i kochają. To wszystko wydało mi
      się za trudne, a więc nawet trochę nudne. Ale były też w Cichym Donie tak zwane
      momenty, w związku z którymi zastanawiano się, czy książka nie jest dla mnie za
      poważna. Na przykład postać szwagierki Griszy, wesołej, bezpruderyjnej Darii,
      którą syfilisem zaraża kozak („białe zęby miał, a robaczywy był”). Zgwałcenie
      fertycznej pokojówki, Polki Frani, na zapleczu frontu. Wredny i lubieżny biały
      oficerek, który uwiódł Aksinię, korzystając z jej załamania i temperamentu,
      więc sto procent racji miał Grisza, kiedy wytrzaskał go batem po pysku i stłukł
      mu okulary. Czytałem ponad półtora tysiąca stron Cichego Donu późną nocą,
      półlegalnie, a zasypiając, próbowałem się wyrwać z krągłych, gorących, dusznych
      ramion Aksinii w szeroki step, po którym hulał orzeźwiający wiatr i wesoło
      świstały kule z błyszczącego ołowiu.

    • Gość: Kaska Re: Cichy Don Szolochowa- arcydzielo czy dno IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.12.04, 16:38
      Jak na mnie ciut za dluga hi hi
    • Gość: Elka Re: Cichy Don Szolochowa- arcydzielo czy dno IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.12.04, 16:19
      Super książka, polecam każdemu na święta.
      Żadne filmy nie będą wam potrzebne.
    • ada08 Otóż 26.12.04, 17:11
      byłam dziś na światecznym śniadaniu u babci i dziadka, a tam
      'Cichy Don' stał na półce, dobrze go zapamiętałam, bo w bardzo młodym wieku
      u nich właśnie tę książkę, a raczej księgę, czytałam.

      Sięgnęłam dziś u nich na półkę i spytałam czy mogę sobie wziąć 'Cichy Don'
      na zawsze. - Weź, weź ! Bierz co chcesz - odpowiedzieli babcia i dziadek.

      No to wzięłam sobie na zawsze 'Cichy Don' (a już niejedną książkę od nich
      wyniosłam :-)) wydanie z roku 1951.
      Dwie grube księgi, grube kartki, zadrukowane jak biblia albo encyklopedia,
      nie wiem jak się nazywa ta technika edytorska: na każdej stronie dwie
      kolumny tekstu. Książka zszywana , grube kartki trochę się już rozsypują,
      ale nici dobrze jeszcze trzymają.
      To wydanie z roku 1951 to było już czwarte wydanie przez 'Czytelnik.
      Spółdzielnia Wydawniczo-Oświatowa'

      Na początku motto ze starej pieśni kozackiej:

      ''To nie sochy naszą sławną ziemię orały ...
      Naszą ziemię rozkopały końskie kopyta,
      Naszą sławną ziemię głowy kozackie usiały,
      Cichy nasz Don rozkwita młodymi wdowami,
      Kwitnie ojciec nasz, Don, sierotami,
      Fale cichego Donu spływają ojcowskimi, matczynymi łzami...''
      .........

      Ktoś tutaj przyrównał 'Cichy Don' do 'Wojny i pokoju'.
      Myślę, że to dobre porównanie. A czy 'Cichy Don' napisał Szołochow,
      czy ktoś inny to chyba się nie dowiemy.

      Dla mnie to była porywająca lektura. Jakąś grypę wtedy miałam czy coś tam,
      leżałam w łóżku i czytałam. Saga rodu Melechowów. Grigorij i Aksinia ...

      Ciekawa jestem jak dziś by mi się czytało. Muszę chyba zachorować na grypę,
      żeby sobie przypomnieć tamten stan ducha sprzed lat :-)
      a.


      • Gość: Janka Re: Otóż IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.12.04, 09:18
        Ależ nie warto czekać na chorobę! Po prostu czytaj bez jakiegokolwiek
        pretekstu! Warto!
        :)))
    • Gość: yahoo Re: Cichy Don Szolochowa- arcydzielo czy dno IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.01.05, 01:20
      Dno? Skrajne opinie? Chyba co do autorstwa, bo sama ksiazka jest arcydzielem
      (na szczescie Szolochow nie dal rady go sknocic swoimi "poprawkami")
    • Gość: j23 Re: Cichy Don Szolochowa- arcydzielo czy dno IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.01.05, 02:08
      Super kniga. Naprawde! Zajela mi cale nudne swieta, nie moglem sie od niej
      oderwac. Doslownie! Uzmyslawia szlenstwo wojen i wszelakich rewolucji.
    • Gość: Apsikk Re: Cichy Don Szolochowa- arcydzielo czy dno IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.01.05, 11:46
      Piękna powieść. Teraz wyszło najnowsze jej wydanie poszerzone o kawałki, które
      kiedyś obcięła cenzura. Wydało ją chyba (?) Porozumienie Wydawców.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka