hrabalek
02.01.05, 20:43
Wczoraj rozpoczęłam czytanie "Kronik marsjańskich"-trafiłam chyba z tą
książką "w czas" na przełomie roku kończącego się i następnego, który się
zaczyna.
Szalenie spodobało mi się "zabawienie się z czasem" w sposób jaki zrobił to
Ray Bradbury.Rzeczywiście dla nas trwa już rok 2005 a dla Marsjan jest to
pewnie rok 44462853S.E.C.
W krótkim rozdziale "Sierpień 2002:spotkanie nocą" tak pisze p.Ray o czasie:
"Tej nocy w powietrzu wisiała woń czasu.Tomas uśmiechnął się, zadowolony z
tego pomysłu. To ci dopiero. Jak mógłby pachnieć czas?Kurzem, płaszczami i
ludźmi.A jeśli zastanowić się ,jak brzmi czas, to szumi on niczym woda
płynąca w mrocznej grocie, dźwięczy jak płaczące głosy, huczy jak ziemia,
opadająca na drewniane pokrywy trumien, szemrze jak deszcz. A dalej, jak
wygląda czas? Jak śnieg padający cicho w ciemnym pokoju, albo niemy film w
dawnym kinie- setki miliardów twarzy, szybujących w dół niczym noworoczne
balony, coraz niżej i niżej, w nicość.Tak właśnie pachniał, wyglądał i
brzmiał czas. Zaś tej nocy-Tomas wysunął rękę za okno ciężarówki- tej nocy
można było nieomal go dotknąć".
CZy przychodzą Wam na myśl pisarze, książki, którzy zachwycili Was swoimi
zabawami z czasem -tak jak mnie podoba się to w "Kronikach...",gdzie przenika
się przeszłość i przyszłość.
"Skoro obaj żyjemy, jakie to ma znaczenie, który z nas pochodzi z
przeszłości, a który z przyszłości? To co ma być, i tak będzie-jutro, albo za
dziesięć tysięcy lat."
Pozdrawiam.