Dodaj do ulubionych

Pisarz - bydle niemedialne

06.03.05, 19:56
Wbrew zimie, zmieciom, zawieruchom i przeklętym opadom atmosferycznym,
wyruszyłem wczoraj do kina, by oczy swoje napaść obrazkiem uciesznym
pt. "Marzyciel". Póltorej godziny cukierkowych landszaftów później, odkryłem
po raz kolejny, że pisarz, jak w tytule, nie nadaje sie na bohatera filmowego.
Przez cały film obserwujemy zacnego Johny'ego Deepa, który wplatany w
róznorakie społeczne interakcje epoki edwardiańskiej, stara się widzowi
pokazać J.M. Barriego, jako pisarza niedostosowanego do rzeczywistości,
skłoconego z konwenansem i oddanego dzieciom, ale jakoś zupełnie nie
przekonuje. Nijak się w tej postaci nie da wyczuc geniuszu twórcy "Piotrusia
Pana" i całośc filmu ogląda się jak arcydzieła z serii filmy w środowe
wieczory TVP1, czyli pani/pan umiera na raka/cukrzycę i wszystkim jest
smutno ale się z żalów swych leczą/nie leczą.
I stąd tez refleksja oraz pytanie: czy pisarza nie da się pokazać w filmie?
czy zawsze musi się to kończyć żałosnymi dokonaniami typu "Zakochany
Szekspir" lub hardkorowymi odjazdami w stylu kopulacji z maszyną do pisania -
"Nagi Lunch"?
Pozdrowienia:)
Obserwuj wątek
    • monikate Re: Pisarz - bydle niemedialne 06.03.05, 20:01
      Pisanie a filmowanie z definicji niekompantybilne i pewno dlatego...
      (A "Marzyciel" więcej, niż nudny, za co toto dostało tyle nominacji oscarowych?)
      Ale całkiem udany jest film "Lepiej być nie może", gdzie rolę zakręconego
      pisarza kreował Jack Nicholson. Może nie jest tak źle?
      • taki.jeden.tetrix Re: Pisarz - bydle niemedialne 06.03.05, 20:27
        "Lepiej być nie może" mogło zyskiwać na tym, że zgrabnie ominęło to, co w takich
        produkcjach najistotniejsze - Nicholson był pisarzem jeno z deklaracji, jego
        hipotetycznych wyrobów scenarzysta nam oszczędził. I całe szczęście - rzekomo
        genialni muzycy/pisarze/malarze z filmów częściej nużą, żenują lub śmieszą, niż
        fascynują...
    • ofira Re: Pisarz - bydle niemedialne 06.03.05, 20:28
      a pisarki?
      nie oglądałam, ale podobno "Godziny" z Virginią Woolf były niezłe?
      • braineater Re: Pisarz - bydle niemedialne 06.03.05, 20:44
        ofira napisała:

        > a pisarki?
        > nie oglądałam, ale podobno "Godziny" z Virginią Woolf były niezłe?


        Zaczepne ze mnie chłopię wychodzi ale gdyby godziny były "Z" Virginią Woolf to
        pewno i byłyby niezłe, ale że były tylko "O" Virgini Woolf, to rozlazłe i nudne
        były jak i ksiązka wedle której powstały. Ale to tylko moje zdanie bo małzonce
        sie podobały i doznawała wzruszeń.
        Pozdrowienia:)
        • Gość: ofira Re: Pisarz - bydle niemedialne IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.05, 21:40
          słusznie się czepiasz :)
          na moje własne życzenie - nie byłam pewna czy ma być "o Virgini" czy też
          może "o Virginii" i próbowałam ominąć problem ;)
    • lipa55 Re: Pisarz - bydle niemedialne 06.03.05, 20:52
      hahahaha
      a ja żem w weekend obejrzała "Sylvię"
      i co?
      jakaś taka neurotyczka, co to nie rozumie, ze facet może sobie czasem skoczyć w
      bok

      PS ale za to Gwyneth świetnie wygląda w ciuchach z lat 60.
      • makusia_p Re: Pisarz - bydle niemedialne 06.03.05, 21:51
        Z innych przykładów fimowych może ktoś oglądał "Opętanie" m.in. z G.Paltrow,
        A.Eckhartem? Ekranizacja prozy A.S.Byatt.
        www.merlin.com.pl/frontend/towar/322154
    • agata_to_ja Re: Pisarz - bydle niemedialne 07.03.05, 10:27
      To poddajmy osądowi jeszcze "Całkowite zaćmienie" Holland i "Lśnienie"
      Kubricka. A w ogóle to chyba trzeba rozróżnić filmy o postaciach fikcyjnych
      parających się pisarstwem oraz o realnie żyjących autorach.
      • Gość: noida Re: Pisarz - bydle niemedialne IP: *.uw.edu.pl 07.03.05, 12:37
        Czepiacie się. "Całkowite zaćmienie", "Godziny" a nawet "Marzyciel" nie były
        bynajmniej złymi filmami. Z pewnością nie były to filmy o pisaniu, ale to i
        lepiej, bo film "o pisaniu" byłby pioruńsko nudny. Zgadzam się, że "Marzyciel"
        nie zasłuzył nawet na połowę swoich nominacji, ale nie oznacza to, że film był
        kompletnie nieudany. Po prostu były lepsze. Myślę, że problem leży gdzie
        indziej, nie w pisarzach jako postaciach niemedialnych. O ile biografie dobrze
        się zazwyczaj czyta, o tyle biografie filmowe bardzo źle się ogląda. W
        najlepszym razie bywają poprawne. Jest to po prostu taka konwencja, z której
        nigdy nie będzie arcydzieła. A jeśli przypadkiem wyjdzie arcydzieło, to okazuje
        się później, że życie filmowej postaci ma się conajmniej średnio do życia
        rzeczywistej postaci. Ot, kino ma swoje wymagania, których biografia generalnie
        nie spełnia.
    • Gość: majaa Re: Pisarz - bydle niemedialne IP: *.wro-com.net 07.03.05, 14:22
      Da się. "Cudowni chłopcy" z M. Douglasem - i o pisaniu, i o życiu.
      "Godziny" uważam za film udany, choć oczywiście ze wzgledu na zmieszczenie 3
      wątków w jednym filmie tematu pisarstwa V. Woolf nie można było potraktować
      zbyt dogłębnie. A "Marzyciel" - faktycznie niezbyt udany.
      • Gość: rudytomek Re: Pisarz - bydle niemedialne IP: *.chello.pl 07.03.05, 15:00
        "marzyciela" co prawda jeszcze nie widzialem,ale uwazam ze trudno jest pokazac
        tak naprawde pisarza...popatrzmy na tych wielkich Kafke czy Shulza.kafka pisal
        po nocach,w dzien byl zwyklym urzednikiem,shulz to z kolei zakompleksiony
        masochista,nauczyciel rysunku...owszem mozna stworzyc klimat ich zycia w
        filmie,ale czy nas to zafascynuje?-raczej nie.Mysle ze nie powinnismy wymagac
        od pisarzy by byli niewiadomo jak kolorowymi postaciami...:)
    • akondze Re: Pisarz - bydle niemedialne 07.03.05, 15:18
      Mi tam się 'Nagi lunch' podobał...

      Wydaje mi się, że tytuł powinien dotyczyć niefilmowości, a nie niemedialności...
      No bo media to raczej tylko gazety, telewizja i radio... kino raczej nie,
      podobnie jak i książki...
    • broch Re: Pisarz - bydle niemedialne 07.03.05, 15:20
      Poziom filmow generalnie sie obnizyl. Dzisiaj ludziska zachwycaja sie
      produkcjami typu: "Master and Commander", "Last samurai", "Amelie" (tzw
      "europejskie kino ambitne" eksportowane to U.S.A. nie wiem jak film w Europie
      byl przyjety?). Czesto zdjecia, scenografia, montaz zastepuja umiejetnosci
      rezyserskie i aktorskie.

      Kino dobre (niekoniecznie trudne/ambitne) skonczylo sie dosc dawno temu. Dzisiaj
      na generalne zyczenie publicznosci nagradza sie Oskarami "Aviatora", "Ray" itp
      (rozne przyczyny, jakosc taka sobie, oczywiscie za wyjatkiem muzyki Ray'a)
      Europa tez nie jest lepsza, z pseudo ambitnymi filmami nisko budzetowymi (ze
      niby kontrast dla rozdetego kina amerykanskiego, faktycznie jednak tresci
      niewiele). Jest jeszcze kilka jasnych miejsc (Almodovar = truizm), ale wiekszosc
      to kino najwyzej srednie.

      Podsumowujac, o naprawde dobre filmy dzisiaj trudno, nawiasem mowiac "As good as
      it gets", tez nie jest arcydzielem. Oczekiwania zmalaly, wiec film przecietny
      wedruje do kategorii "bardzo dobry".
      Aha, ciekawi mnie dlaczego tytul "Finding Neverland" zostal tak dziwnie
      przetlumaczony?

      Jesli braineaterze (mozna tak odmieniac?), zastanawiasz sie nad "Marzycielem",
      to pozostale filmy Oskarowe nie sa lepsze. Z przyjemnoscia obejrzalem "Sideways"
      (az sie boje myslec o polskiej wersji tytulu), ale raczej ze wzgledu na znane i
      lubiane okolice oraz popijanie winka wygrzewajac sie w sloneczku.

      broch, kinoman amator
      (nie zebym nie byl amatorem a dziedzinie literatury ale tu pokazuje inna strone
      mojej amatorskosci)
      • Gość: daria13 Re: Pisarz - bydle niemedialne IP: *.crowley.pl 07.03.05, 16:13
        Jeśli nie możemy znaleźć dobrego filmu ukazującego biografię pisarza, to może
        zastanówmy się, czyją biografię chcielibyśmy zobaczyć w kinie - ja stawiam na
        Dicka (Philipa rzecz jasna:), ale jeszcze nie wybrałam reżysera.
        • braineater Re: Pisarz - bydle niemedialne 07.03.05, 16:41
          Gość portalu: daria13 napisał(a):

          ja stawiam na
          > Dicka (Philipa rzecz jasna.
          OOO zdecydowanie tak, nawet były pierwsze przymiarki Richarda Linklatera do
          tego tematu, bardziej oparte, co prawda na Radio Free Albermouth i Scanner
          Darkly - ale to powieści Dickowe w których ładunek bioografizmu jest na tyle
          duży, że dałoby się to czytać jako moralitet o życiu pisarza.
          (tyle że mam obawy że jakiś producent mógłby sobie zażyczyć Keanu Reevsa w roli
          dotknietego fioletowym promyczkiem Dicka:)
          Pozdrowienia:)
      • braineater Broch 07.03.05, 16:38
        odmiany nicka braineater dowolne ograniczone jedynie konceptem piszącego:)
        Sideways przetłumaczono w mirę zgrabnie na "Bezdroża" a film całkiem niezły,
        szcególnie jeśli oglądany z butelka wina na podorędziu
        Pozdrowienia:)
      • makusia_p Re: Pisarz - bydle niemedialne 07.03.05, 22:07
        Nie zgadzam się jakoby "Amelia" była zaliczana do kina z niższej półki.
        Dla wielu jej baśniowość była niezwykłą, na pewno niepowtarzalną.
        "Godziny" rówież plasuję wysoko.
        Pozdrawiam, zaznaczając że znam się o niebo lepiej na literaturze niż na
        ekranizacjach filmowych, ale cenię magię wielkiego ekranu i to co wnosi w moją
        codzienność.
    • akondze odnośnie kina 07.03.05, 17:10
      broch,

      Wydaje mi się, że nie masz racji na temat obniżenia poziomu kina.
      Nie mówimy tutaj oczywiście jedynie o kinie spod znaku Hollywood i Oskarów, bo
      to - jakby nie było - tylko fragment światowej kinematografii.
      Oczywiście Hollywood przysłania swoim ogromem wszystko inne...

      Ale kino to zjawisko ewolujące. Oczywiście ciężko stworzyć nowy film na
      poziomie (może nie tyle poziomie, co wpływie na widzów/inne filmy i ogólnie
      rozumianym prestiżu) "Pancernika Potiomkina" czy "Obywatela Kane'a"), ale
      pojawiają się całkiem ciekawe pozycje z nieco innych kręgów kulturowych.

      Dobrym przykładem może być tutaj kino irańskie, dla nas nieco egzotyczne, ale
      bardzo dojrzałe i interesujące.

      Co do "Amelii", to jakby nie było jest/był to film udany - bardzo dobrze
      przyjęty w Polsce i chyba całej Europie.
      Z perspektywy czasu część jego uroku się ulatnia, ale filmik całkiem przyjemny..

      • broch Re: odnośnie kina 07.03.05, 17:40
        Ogladajac "Amelie" mialem z jednej strony przykre poczucie deja vu, a z drugiej
        strony cos jakby niedosyt. W sumie bylem rozczarowany.

        Myslac o nizszym poziomie kina, nie sugerowalem braku arcydziel (choc to tez
        jest problem), ale brak solidnego, dobrego kina.

        Kino Trzeciego Swiata, jest moze interesujace ze wzgledu na tematyke, ale nie
        wnosi nic ponad to. Jest to po prostu neorealizm w wydaniu lokalnym. "Pancernik
        Potiomkin" powstal w kraju bardzo zacofanym, ale wniosl wiele nowego do
        kinematografii. Mody na kino egzotyczne "przwalaly" sie przez Polske pare razy.
        Niekoniecznie oznacza to szczegolna wartosc artystyczna.
        Aha, nie znam kina iranskiego nie krytykuje go.

        Dzisiaj tez powstaja dobre filmy, ale jest ich po prostu mniej moim zadniem.

        Pierwszy post napisalem aby "pocieszyc" braineatera: nie tyle mial pecha co
        raczej coraz trudniej o dobre kino :)
        • braineater Re: odnośnie kina 07.03.05, 18:45
          Czuję się pocieszony, ale faktem jest, że jesli mam już coś ogladać, a robię to
          praktycznie codzień, to albo lecę przez klasykę, którą mogę oglądać po 1000
          razy, jak niemieckich świrów expresjonistycznych, albo czarne kino
          gangsterskie z lat 40/50 lubo też jesli bierze mnie na nowości to siegam
          poprzez siec szeroką a usłuzną po azjatów - wszystkie te koreańskie, japońskie
          i hongkongijskie produkcje, które do nas przebijają się z rzadka a są dla mnie
          na tyle egzotyczne, że mogę je ogladać bez znużenia. Z kina amerykańskiego i
          europejskiego rezygnuję raczej już w przedbiegach, chyba że któryś z moich
          ukochańców za kamerą się pojawia jak Herzog, Rusell czy Leigh. Resztę olewam -
          same recenzje najczęściej wystarczą by zniechęcic skutecznie do przedsiębrania
          kinowych ekskursji:)
          Pozdrowienia:)
          • hrabalek ...olewana reszta 07.03.05, 20:38
            ........czyli wybitne zwierzątka medialne..
            taka sobie pisareczka, scenarzystka z filmiku"Somethings Gotta Give" (Lepiej
            późno niż później)- no tylko pomarzyć, co by życie tak się ułożyło jako jej.
            Pisze tymi wdzięcznymi paluszkami Deane Keaton na tej klawiaturze i w dodatku
            romansuje z tym diabłem Nicholsonem.
            A w tle Francja i morze, i kamyki w słoiku- jakież to kompatybilne ze
            słowem "zwierzątko medialne" i jako ta bańka mydlana ulotne, choć przez chwilę
            takie extra i za cholerę nie "bydle niemedialne".:)


            --
            "A więc panowie nie wiecie,kto to taki kapitan Kopiejkin?"
            • stella25b Re: ...olewana reszta 07.03.05, 21:11
              no ale to morze akurat bylo oceanem a kamyki wyjatkowo amerykanskie ale knajpka
              jak najbardziej francuska:)
              • hrabalek ach! Stello! 07.03.05, 21:19
                ....i pękła moja medialna bańka mydlana,(w tym momencie z rozpaczą wspieram
                łokieć na blacie i podpieram dłonią zrozpaczone czoło)- to nic ,że
                amerykanckie, ale jakże medialne skoro tak doskonale udawało
                francuskie.Spadam , bo chyba spłyciłam temat, już mnie tu nie ma!
                • stella25b Re: ach! Stello! 07.03.05, 21:27
                  hrabalek napisała:

                  > ....i pękła moja medialna bańka mydlana,(w tym momencie z rozpaczą wspieram
                  > łokieć na blacie i podpieram dłonią zrozpaczone czoło)- to nic ,że
                  > amerykanckie, ale jakże medialne skoro tak doskonale udawało
                  > francuskie.Spadam , bo chyba spłyciłam temat, już mnie tu nie ma!


                  Hrabalek, nie chcialam, nie chcialam, naprawde nie chcialam....eeeetam
                  zapraszam Cie za to na wino :))
                  >
                  >
                  >
              • stella25b a ja zaluje... 07.03.05, 21:24
                ze film "Il Postino" daleko odszedl od pierwowzoru ksiazki Skarmety "Listonosz
                Nerudy". Ksiazka pokazuje jak rodzi sie prawdziwa przyjazn miedzy poeta a
                listonoszem a film niestety poszedl innym torem.
                • hrabalek ..pup, puk-tu listonosz:) 07.03.05, 21:36
                  stella25b napisała:

                  > ze film "Il Postino" daleko odszedl od pierwowzoru ksiazki
                  Skarmety "Listonosz
                  > Nerudy". Ksiazka pokazuje jak rodzi sie prawdziwa przyjazn miedzy poeta a
                  > listonoszem a film niestety poszedl innym torem.

                  ......domniemywam,że listonosz zapukał dwa razy i znajomość diabli wzięli...

                  a jak już o winie mowa, to ciągle mam przed oczami(może przesadziłam ,że
                  ciągle) biednego Balzaka, który na filmie o sobie notorycznie wydawał mi się
                  osobą uzależnioną od kieliszka z winem, ale bardzo smutny to był serial i nie
                  zagrałabym na miejscu Balzaka więcj tej roli, no i ta Hańska.......zupełnie nie
                  medialni.........
                  • Gość: jaija pokręcone żywoty IP: *.elblag.dialog.net.pl 08.03.05, 00:43
                    Na pewno Marzyciela nie obejrzę, gdyż, jak widzę, słuszne żywiłam uczucia
                    (negatywne, znaczy się:) do tego obrazu. Reklamowany wszędzie, muzyka tak samo,
                    szczyt szczytów nastapił po Oscarze dla Kaczmarka. Nie pierwszy to raz Oscar
                    nie jest wyznacznikiem wybitności. Ten fragment muzyki, który słyszałam, był
                    amerykańsko-przeciętniacki. No, ale Oscarem ekscytują się głównie gwiazdy
                    Hollywood, producenci i Polacy, ci ostatni z nadzieją, że a nuż coś tym razem
                    skapnie:)
                    Po drugie: jest film biograficzny o Oscarze Wilde, którego gra Stephen Fry
                    (bardziej znany jako komik, ale tu te umiejętności nie były przydatne;)) Fry
                    był świetnym Wildem! Przyjemnie się go ogląda, jako że żywot nasz biedny Oscar
                    miał burzliwy. Nie było też melodramatyzowania, co sobie chwalę. Jude Law gra
                    Bosiego, również udany wybór.
                    A film Kafka? Nie jest stricte biograficzny, to raczej pewne wątki z życia
                    pisarza pomieszane z fikcją pokrewną klimatycznie jego twórczości. Jeremy Irons
                    jako Franz przekonuje, film zresztą też.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka