yanga
07.03.05, 22:46
Czy któraś z przeczytanych książek zachęciła was do podróży tropem jej
bohaterów albo samego autora? Czy udało się Wam taką podróż odbyć?
Planowaliście ją długo i starannie, czy też przypadek zagnał Was w miejsce,
które wydało się dziwnie znajome?
Ja (jak przyznałam na wątku o kryminałach) przed wyjazdem na Maderę
przeczytałam na świeżo "Zbyt późno" Goddarda i potem z przyjemnością
chodziłam po jego śladach. Jadąc na Korfu miałam w pamięci książki Durrella,
a zwłaszcza "Moją rodzinę i inne zwierzęta". Udało mi się też odbyć wycieczkę
śladami Mickiewicza po Litwie i Białorusi - Wilno, Kowno, Nowogródek i
Świteź - zwłaszcza możliwość "przypatrzenia się jezioru" dostarczyła mi wielu
wzruszeń. W Moskwie bardzo chciałam wybrać się na Patriarsze Prudy, ale mi
się nie udało, nie odwiedziłam też wiadomego mieszkania. Ach, no i jeszcze
byłam w Yorkshire - czyli w krainie Herriota, "Tajemniczego ogrodu"
i "Wichrowych Wzgórz", ale nie dotarłam do Muzeum Bronte w Hawoth. Wyłącznie
w sferze marzeń pozostaje podróż do Kornwalii śladami Daphne du Maurier (mam
w głowie taką trasę: Paryż, Bretania, potem statek do Fowey i wyprawa
szlakami bohaterów "Generała", "Zatoki Francuza", "Oberży na pustkowiu". No i
koniecznie Menabily, gdzie DdM spędziła tyle lat i napisała tyle powieści)
oraz (a co mi tam, marzyć zawsze wolno...)na Południową Wyspę Nowej Zelandii,
żeby zapoznać się z keami ("Dziób księżyca" Temple'a)