Gość: Rava
IP: *.katowice.msk.pl / *.devs.futuro.pl
19.03.05, 18:27
początkowo, książka bardzo mnie wciągnęła, ale im dalej w nią brnęłam, tym
bardziej wydawała się miałką, nijaką rzeczą o mężczynie, któremu się wydaje,
że jest absolutem w życiu (emocjonalnym) kobiet, ma się za "wszechmogącego",
litościwego, dobrego (!)
ta obłuda nastawiła mnie "anty" do tej książki, a i przy okazji do "twórcy
pana Scobiego".