autumna
30.05.05, 14:33
... co szkaradne!"
Nie sądzicie, że to bardzo aktualne w stosunku do książek? Ten cytat mi się napatoczył na fali dyskusji o Masłowskiej. Nie odmawiając jej talentu do manipulacji językiem, sama treść jest dla mnie zwyczajnie wulgarna i obrzydliwa. Ale mówi się, że to (jak i "Gnój", i "Daj mi") jest prawdziwy świat, a np. Musierowicz nie - że to jakieś wyidealizowane mrzonki.
A więc stanowczo oświadczam:
1. Nie mam w rodzinie ani jednego alkoholika
2. "Wyrazy" gorsze niż "cholera" w gronie mojej rodziny i przyjaciół nie padają
3. Ww. osoby, nie pozbawione temperamentu, nie obmacują się po krzakach z kim popadnie, jak również nie były molestowane za młodu.
Skąd te zachwyty nad obrazowaniem ohydy? A nie można to pokazać ładnego świata? Nikt w niego już nie wierzy?
Dostaję do korekty cudowne teksty z mikrego wydawnictewka - pisane przez ludzi wykształconych, piękną polszczyzną (np. "Przygody dzielnego wojaka fizyka" prof. Leszczyńskiego - rżałam przy tym ze smiechu, moja Mama to samo). Ale z promocją kłopot - nikt nikogo w tych książkach nie gwałci, co za pech...