default
22.07.02, 13:51
Nie śmiejcie się, ale ostatnio będąc u mojej Mamy wygrzebałam swoje stare
książki z dziecinnych lat i parę sobie zabrałam i znowu przeczytałam. Nawet
fajnie mi się czytało, leżąc "pod gruszą na dowolnie wybranym boku", taka
podróż w czasy dziecięce. Ale zwróciłam uwagę na coś, co kiedyś w ogóle
umknęło mojej uwagi - cóż za indoktrynacja w tych powieściach Ożogowskiej! U
Niziurskiego tego nie zauważyłam, ale np. "Ucho od śledzia" pani Ożogowskiej
właśnie - zgroza. Potępienie indywidualizmu, zachęcanie do "jedynie
słusznych" kolektywnych wysiłków, pochwała donosicielstwa....Przejrzałam
inne - 'Tajemnica zielonej pieczęci", 'Głowa na tranzystorach" - podobnie.
Czy zauważyliście to dawniej, będąc dziećmi, czy też - jak ja - braliście te
wszystkie kity za dobrą monetę? Jacy jeszcze autorzy dla młodzieży z tamtych
czasów uprawiali taką "dyskretną" indoktrynację?